Oto człowiek

3 grudnia premierę będzie miała objęta naszym patronatem powieść Niny Drej „Oto człowiek”. Nim wybierzecie się po nią do księgarni, zachęcamy do lektury fragmentu.

Do Olsztyna przyjechałem na początku lipca już jako student trzeciego roku. Niestety, nie było ze mną Jacka, bo znalazł sobie pracę w jakimś wydawnictwie i był uziemiony przez całe wakacje. Wyjeżdżając z Krakowa, obiecałem mu, że rozmówię się z rodzicami i powiem im, że jestem homo, ale wakacje mijały, a ja odkładałem ten moment w nieskończoność. Dokładnie pamiętałem, jak zachowali się rodzice Kacpra i dlatego się bałem. Jacek wspierał mnie telefonicznie, a Kacper nie chciał zajmować żadnego stanowiska.

– Nie wiem, czy dobrze zrobiłem, stawiając wszystko na jedna kartę – powiedział, gdy poprosiłem go o radę.

– Żałujesz? – zdziwiłem się.

– Po części tak, ale z drugiej strony wiem, że na rodziców nie mogę liczyć. Nie kochali mnie, tylko swoje wyobrażenie o synu. Nie spełniłem ich oczekiwań, więc wykreślili mnie ze swojego życia.

– Ja też się tego boję – powiedziałem cicho.

– Musisz sam zdecydować. Jeżeli zaakceptują cię, to super, a jeśli nie, to będziesz takiej sytuacji jak ja albo jeszcze gorszej, bo nie pracujesz. Zastanów się więc, czy warto.

– Obiecałem Jackowi, że powiadomię ich w te wakacje, ale mam jeszcze czas na podjęcie tej decyzji. Na razie, kolego, jedziemy na biwak – powiedziałem, zacierając ręce z radości.

– Masz racje, wyrok odroczony, trzeba się bawić.

Nad jezioro Kośno pojechaliśmy bez Alego.

– Jestem już za stary na takie eskapady. Jedźcie sami i bawcie się dobrze – powiedział, gdy próbowaliśmy go namówić.

Mnie nie brakowało Alinki, a i Kacper nie tęsknił jakoś za jego towarzystwem. Bawiliśmy się cudownie. Pogodę mieliśmy wymarzoną, towarzystwo doborowe i tylko żal mi było, że nie ma z nami Jacka. Tęskniłem za nim.

Po powrocie do Olsztyna zadzwoniłem do niego, by w zawoalowany sposób powiedzieć mu jak tęsknię, ale Jacek postawił mi konkretne zadanie.

– Nie dzwoń, dopóki nie załatwisz sprawy z rodzicami. Nie bądź tchórzem, Marek. Czekam na dobrą wiadomość – powiedział i rozłączył się.

– Świnia – powiedziałem wściekły, że tak się zachował. Nie dzwoń! Łatwo powiedzieć.

Miotałem się jeszcze ze dwa dni, aż w końcu zdecydowałem.

– Powiem im i niech się dzieje, co chce.

Wieczorem po kolacji poprosiłem rodziców o rozmowę.

– Czy coś się stało, synku? – spytała mama z troską w głosie.

– Chyba nie zmajstrowałeś jakiejś panience bachora, co? – zapytał ojciec.

– Nie, to nie to, ale uważam, że powinniście wiedzieć…

– O czym? – zapytali jednocześnie.

– Nie przerywajcie, bo właśnie usiłuję wam to powiedzieć.

– No, mów w końcu! – zniecierpliwiła się mama.

– Mamo, tato, jestem… homoseksualistą – powiedziałem zduszonym głosem.

– O matko boska, a skąd wiesz? – spytała mama.

„Kolega mi powiedział” – pomyślałem ze złością, ale głośno odpowiedziałem:

– Takie rzeczy się wie.

Ojciec siedział w fotelu bez słowa, wpatrując się bezmyślnie w okno. Matka zaczęła płakać.

– Nie będę miała wnuków. No i jak ja ludziom spojrzę w oczy. Syn homoseksualista. Takie nieszczęście.

– Tato – powiedziałem, patrząc błagalnie na ojca. – Powiedz coś.

Milczał. Wpatrywałem się w niego, czekając na jakąś reakcję. Wydawało mi się, że mijają godziny, a nie minuty. Wreszcie ojciec zerwał się na równe nogi i zwrócił się do matki, nie patrząc na mnie ani razu.

– Nie będziesz musiała się wstydzić. Jarek założył rodzinę i niedługo będzie miał dzieci i zapamiętaj sobie raz na zawsze, mamy tylko jednego syna, Jarosława!

Zamarłem. Wszystkie moje nadzieje wzięły w łeb.

„Nie mam już rodziny. Został mi tylko Jarek i Iza” – pomyślałem, przełykając łzy.

– Co ty mówisz, Jakub, to przecież nasz syn – mama chwyciła mnie za rękę.

– Ja mam jednego syna – powiedział i popatrzył na mnie z pogardą.

– A ty pakuj się i wynoś się z naszego domu i z naszego życia! Jak wrócę, ma cię tu nie być! – krzyknął chwycił marynarkę i wyszedł, trzaskając drzwiami.

Wyszarpnąłem się z objęć mamy i poszedłem po rzeczy z mojego pokoju. Łzy leciały mi po twarzy ciurkiem. Ojciec, mój autorytet, okazał się niegodnym mojej miłości skurwysynem. Wrzucałem ubrania do torby podróżnej i tak naprawdę nie wiedziałem, czy płaczę z żalu za utraconą rodziną, czy ze złości.

– Mareczku – w drzwiach stanęła mama. – Zostań, ojcu przejdzie, przecież cię kocha.

– Ten drań kocha tylko siebie, mamo. Jestem jego synem, czy tego chce czy nie. Nie ja decydowałem o tym, że jestem inny. Nawet nie próbował mnie zrozumieć. Ja też nie chcę go znać!

– A co ze mną? – matka usiadła na brzegu łóżka i znowu cichutko płakała.

– Będziemy się spotykać. Obiecuję ci to – powiedziałem, kierując się ku wyjściu.

– Poczekaj – zawołała i wybiegła z pokoju.

Po chwili wróciła ze zwitkiem pieniędzy w ręku.

– Masz. Tu jest całkiem niezła sumka. Będę ci nadal przysyłała pieniądze, więc nie musisz się niczego obawiać.

– Pieniądze na pewno mi się przydadzą na początek, ale poszukam sobie pracy i jakoś dam sobie radę.

– Odezwę się – powiedziałem i pocałowałem ja w policzek.

Ruszyłem do drzwi i bez słowa wyszedłem.

Byłem wściekły na cały świat. Na Jacka, że namówił mnie na te wyznania, na Kacpra, że nie odwiódł mnie od tego pomysłu, na matkę, że nie przeciwstawiła się ojcu i na mojego kochanego tatusia, który okazał się tak okrutny. Skierowałem się nad Łynę i usiadłem na ławce. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła za piętnaście dziewiąta. Nie obchodziło mnie to jednak. Byłem bezdomny. Ukryłem twarz w dłoniach i rozpłakałem się z bezsilnej złości. Przez chwilę pomyślałem o skończeniu z sobą, ale myśl o Jacku dodała mi otuchy. Wytarłem twarz i postanowiłem pójść do Kacpra.

„Zaczynam nowe życie” – pomyślałem.

Długo dzwoniłem i kiedy już odchodziłem od drzwi, usłyszałem chrobot w zamku i po chwili pokazała się rozczochrana głowa Kacpra.

– Co jest? – zapytał ze złością.

Zrobiło mi się głupio.

– Kacper, ja nie mam się gdzie podziać – powiedziałem cicho.

– Powiedziałeś im – stwierdził raczej niż zapytał.

Pokiwałem głową.

– W porządku, chodź – uchylił szerzej drzwi i wpuścił mnie do środka.

– Nie jesteś sam? – zapytałem niepewnie.

– Poczekaj tu chwilę – powiedział do mnie i zniknął w pokoju.

Za moment usłyszałem jak mówił do kogoś: – Zbieraj się młody, szybko. Odezwę się do ciebie.

Obok mnie przemknął jakiś młody człowiek, trzasnęły drzwi i zostaliśmy sami.

Kacper przytulił mnie serdecznie i poklepał przyjaźnie po plecach.

– Witaj w klubie.

– Nie jesteś już z Alim? – spytałem, gdy Kacper podał herbatę.

– Jestem, ale on wyjechał, a ja, sam rozumiesz, mam potrzeby.

Pokiwałem głową ze zrozumieniem, choć tak naprawdę nie rozumiałem. Nie byłem zwolennikiem przygodnych znajomości. Historia z dworcem dużo mnie nauczyła.

– Mogę zadzwonić? – spytałem.

– Jasne, dzwoń gdzie chcesz, ja tymczasem przygotuję ci spanie.

Na połączenie nie czekałem zbyt długo. Po chwili usłyszałem w słuchawce głos Jacka.

– Powiedziałem im i jestem bezdomny – wyrzuciłem jednym tchem.

W słuchawce zapanowała cisza.

 

© Nina Drej 2012

 

Nina Drej
„Oto człowiek”
Warszawska Firma Wydawnicza
2012
Liczba stron: 390
ISBN: 9788378053088

 

 

 

 

 

 




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa