Transpłciowość: Nie czas na łzy – czas na działanie

Uwaga – tekst zawiera SPOJLERY, czyli zdradza fabułę i zakończenie filmu. Ponadto bazuje wyłącznie na historii z filmu.

Nie czas na łzy (Boys don’t cry) z 1999 roku to kultowy film o 21-letnim transmężczyźnie, Brandonie Teena, który przyjeżdża do małego miasteczka w Nebrasce i podbija serca wszystkich mieszkańców. Obejrzałem go do tej pory kilka razy – pierwszy w 2006 roku. Po wyświetleniu się charakterystycznego czarnego ekranu z „co było dalej” uświadomiłem sobie, że moja mantra „jak dobrze, że to tylko film”, powtarzana przez drugą połowę aż do finału, nie miała najmniejszego sensu.

 

„Oscar dla lesbijki”

Nadal, po tylu latach, to jeden z bardzo, ale to bardzo nielicznych filmów o transmężczyznach. Dodaj kryterium „z mainstreamu” i lista wyników jeszcze bardziej się skurczy. Transmężczyźni gdzieniegdzie się pojawiają, ale nie są traktowani jako materiał do czegokolwiek – może poza analizami, dlaczego są tak słabo reprezentowani.

A szkoda. Nagrodzony Oscarem dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej Nie czas na łzy pokazuje że historia transmężczyzny może być bardzo dla mainstreamu atrakcyjna: motyw drogi oraz poszukiwanie swojego miejsca na świecie, miłość do kobiety – Lany, męska przyjaźń, odkrywanie w sobie wewnętrznej siły, poświęcenie dla własnych ideałów. Do tego samochody, seks i muzyka.

Tylko co z tego, skoro często nawet w środowisku LGBT (zwłaszcza L) – o heteronormie nie wspominając – jest to kolejny film lesbijski, bo chłopak pod koniec „tak naprawdę okazuje się” dziewczyną?

 

Tylko transfobia?

Kolejny paradoks: chociaż transfobia najboleśniej dotyka transkobiety, to Nie czas na łzy jest najbardziej rozpoznawalną ekranizacją jej skutków. Istnieje również A Girl Like Me: The Gwen Araujo Story, jednak jest znacznie mniej popularny, przynajmniej w Polsce.

Martyrologia drugiej połowy filmu jest tym, co sporo widzów odbiera najintensywniej. Mogłoby się wręcz wydawać, że cała pierwsza połowa jest wstępem do gwałtu i morderstwa. (Oraz przeważnie pomijanego, ale wstrząsającego przesłuchania na policji). I choć Nie czas na łzy to film, który powinien obejrzeć każdy, kto chciałby zobaczyć, z jakimi lękami zmaga się osoba transseksualna, takie podejście bardzo upraszcza postać.

 

Brandon nie jest ofiarą!

Przez pierwszą połowę filmu Brandon wydaje się całkiem dobrze kontrolować sytuację – potem również. Mimo nieprzyjmowania testosteronu wygląda jak chłopak (brawa dla Hilary Swank!) i radzi sobie w tej roli. Dla każdego młodego K/M to duży sukces.

Aby udowodnić swoją męskość, ucieka się wprawdzie do stereotypowych, ryzykownych sztuczek – bójka, ucieczka przed policją, rywalizacja na masce samochodu – ale jego passing* jest godny pozazdroszczenia. W każdym razie ja mu zazdrościłem. Nawet obejrzałem film wyłącznie pod kątem tego, jak on to robi.

Po uzyskaniu akceptacji Lany Brandon zaczyna sobie radzić w zupełnie nowy sposób. Godzi się na własną nagość podczas seksu i umie rozmawiać o tym, jaki był jako dziewczyna.  Potrafi również pozbierać się po gwałcie. Zgłasza sprawę na policję. Podejmuje decyzję o zbudowaniu nowego życia w Memphis, gdzie będzie czekał na swoją ukochaną. I, co nie przestaje budzić mojego podziwu, ryzykuje to wszystko dla Candance i Lany, którym zagrażają jego byli przyjaciele. Brandon zdaje sobie doskonale sprawę z tego, do czego ci dwaj są zdolni – i mimo to dokonuje konfrontacji z nimi zaledwie kilka dni po gwałcie. WOW.

Brandon nie jest – podobnie jak wiele innych żywych oraz martwych osób trans – biedną życiową ofiarą. Podejmuje świadome decyzje: mimo ryzyka, mimo kilkakrotnych ataków oraz momentów załamania, nie wypiera się tego, kim jest. Jest raczej ocalałym, któremu ten jeden raz się nie udało.

 

Transseksualna martyrologia

Znajoma przypomniała ostatnio na Facebooku wiersz otwierający Przekleństwo Androgyne, jedną z pierwszych polskich publikacji o transseksualności, z lat 80-tych:

Kim mam być skoro nie jestem sobą?
Od lat ciągnę dwa „teatry”
Jeden pokazuję ludziom
Drugi chowam tylko dla siebie

Transseksualną martyrologię obserwuję na co dzień. Widzę wiele osób trans, które – ze strachu przed wyjściem ze strefy komfortu i zaryzykowaniem pozbawienia przywilejów, krzywych spojrzeń, prześladowania – cierpią w ukryciu. Często od wielu lat. Rezygnują, bo się boją. Rezygnując, często zarażają lękami, dokarmiają je między sobą, interpretują fakty na swoją niekorzyść, przekonują, że tak właśnie wygląda świat i „przecież Nie Mogą Żyć Inaczej, bo…, zrozumcie to!”. Czasami popełniają samobójstwa.

 

Inspirujący film o odwadze

Nie czas na łzy można zinterpretować na niekorzyść: transmężczyzna na końcu ginie, więc świat jest brutalny i transfobiczny. Lepiej nie ryzykować, tylko się przemęczyć w szafie. Albo może przynajmniej odłożyć decyzję na lepsze czasy.

Ale Nie czas na łzy można też obejrzeć jako opowieść o tym, że bez względu na ryzyko, warto być sobą. Nie przypadkiem film kończy się słowami głównego bohatera:

Kochana Lano. Kiedy to czytasz, ja jestem już w domu w Lincoln.  Boję się tego, co przede mną, ale gdy pomyślę o tobie, wiem, że będę w stanie iść naprzód. Miałaś rację. Memphis nie jest wcale tak daleko. Wkrótce odbędę podróż autostradą. Będę na ciebie czekał.  Twój na wieki. Brandon.

 

PS. Kiedy wiele lat temu zdecydowałem się na publiczny coming-out, miałem Nie czas na łzy w głowie. Zazdrościłem Brandonowi tego, jak go postrzegano i też tak chciałem, zwłaszcza że byłem w identycznym wieku – miałem 21 lat – i wkurzało mnie, że ludzie nadal traktują mnie nie tak, jak powinni. Tylko że drugą moją inspiracją był Harry Potter – chłopiec, który przeżył i któremu nie wolno było opowiadać kłamstw.

*Passing następuje wtedy, kiedy osoba transpłciowa jest postrzegana przez otoczenie jako osoba tej płci, z którą się utożsamia. Np. Brandon miał passing, ponieważ ludzie widzieli w nim młodego mężczyznę.

 

 

 

Autorzy:

zdjęcie Marcin Rzeczkowski

Marcin Rzeczkowski

Wyoutowany transmężczyzna, założyciel strony Trans-Optymista, autor wielu artykułów na temat transpłciowości. Studiował psychoterapię i terapię seksualną. Od 2013 r. prowadzi grupę wsparcia dla osób transpłciowych w siedzibie Lambda Warszawa.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa