Odważne marzenia i wielkie dylematy. Świat Janusza Korczaka

I.

„Nie wolno zostawiać świata takim, jakim jest” – głosił Henryk Goldszmit, powszechnie znany jako Janusz Korczak, człowiek, o którym trudno nam dziś powiedzieć, kim był bardziej: lekarzem, pedagogiem czy literatem. Jedno nie ulega wątpliwości: podchodził krytycznie do otaczającego go porządku społecznego, a jednocześnie wierzył w nieograniczone wręcz możliwości ulepszania natury ludzkiej.

Nie uważał tradycyjnej rodziny za najważniejsze i podstawowe ogniwo więzi społecznej. Nie akceptował roli, jaką odgrywała ona w konserwatywnych chrześcijańskich i tradycyjnych żydowskich kręgach społeczeństwa. Przeciwstawiał się „antyhigienicznym” i „antyludzkim” regułom, jakie panowały w placówkach wychowawczych w XIX wieku. W żydowskim Domu Sierot, którym kierował od 1912 r., oraz w robotniczym Naszym Domu, z którym współpracował w latach 1919-1936, krzewił nowe podejście do dziecka, będącego dla niego przede wszystkim człowiekiem. Wierzył w możliwość wychowania nowego człowieka, kształtowanego nie w domowym zaciszu, lecz w grupie rówieśniczej, w której proces socjalizacji będzie przebiegał na zasadzie wzajemnej akceptacji, a jego efektem będzie człowiek wychowy higienicznie, zdrowy cieleśnie i duchowo.

Janusz Korczak stworzył śmiałą wizję nowego społeczeństwa i nowego człowieka, którą wprowadzał w życie różnymi metodami, także za pomocą praktyk, jakie chętnie byśmy dziś określili mianem kontrowersyjnych eksperymentów. Ada Poznańska-Hagari, która zetknęła się z nim w latach 30. jako praktykantka w Domu Sierot, wspominała:

Samego siebie bez ograni­czeń w całości oddał dziecku. Nocą brał do swego łóżka dzieci cierpiące lub mające niespokojne sny. Tłumaczył to tym, że w jego łóżku, w kontakcie z nim łatwiej usną. Wziął kiedyś do łóżka dzieciaka, który w nocy płakał z powodu silnego bólu zębów. „Przecież ten dzieciak się moczy” – powiedział bursista. A Korczak na to: „Cóż z tego, że się moczy i co to za sprawa w porównaniu z bólem zębów”. Było coś religijnego w jego stosunku do dzieci, coś z poświęcenia mnichów opiekujących się chorymi z za­parciem się siebie. Korczak całował dzieciaka w głowę owrzodzoną i zajodynowaną.  

Sam opisał podobne zdarzenie w cytowanej już pracy „Jak kochać dziecko. Internat. Kolonie letnie”:

Pamiętam, jak drżąc w afekcie beznadziejnej rozpaczy przyszedł do mego po­koju przerażony snem o umarłych – chłopiec. Wzią­łem go do łóżka. Opowiedział sen, opowiedział o zmar­łych rodzicach, pobycie u wuja po ich śmierci. Mówił serdecznym, pełnym wylania szeptem, może w chęci wynagrodzenia za przerwany spoczynek, może w oba­wie, bym nie zasnął, zanim go nie odstąpią ostatecznie złe mary.  

Takie postępowanie było dla Janusza Korczaka „normalnym przejawem zdrowego erotycznego uczucia” i nie należało w ówczesnych realiach pedagogicznych do zjawisk wyjątkowych. Przekonanie, że fizyczna bliskość wychowawcy i wychowanka może mieć znaczenie terapeutyczne lub odgrywać pozytywną rolę w procesie wychowawczym, znajdujemy w pismach i działaniach niektórych współczesnych mu pedagogów, choć trzeba podkreślić, że nie było ono czymś częstym, a jednocześnie budziło kontrowersje. Współczesny Korczakowi niemiecki pedagog Gustaw Adolf Wyneken (ur. 1875 r.), założyciel Freie Schulgemeinde Wickersdorf, pisał, że wychowanek powinien czuć się otoczonym, wyniesionym, uskrzydlonym miłością swojego ukochanego wychowawcy tak bardzo, żeby w jego duszy nie pozostało ani jedno wspomnienie o dawnym nastawieniu, kiedy to młody człowiek był obiektem i materiałem w ręku wychowawcy. Kontakt cielesny, przytulanie, obejmowanie, pocałunki i pieszczoty były dla Wynekena praktycznymi sposobami realizacji jego koncepcji, co było przyczyną dwukrotnego odwołania go ze stanowiska dyrektora szkoły (w 1910 i 1920 r.), procesu sądowego oraz rocznego pobytu w więzieniu.

W trakcie procesu powołany przez obronę ekspert dowodził, że Gustaw Adolf Wyneken nie dopuścił się wobec swych podopiecznych aktów lubieżności. On sam bronił stosowanych metod następującymi słowami:

Możliwe, że ktoś, kto nigdy nie kochał szlachetnego chłopca namiętną miłością, nie może odczuć tego szczęścia „które serca Greków czyniło otwartymi”. Niechże więc ze skromnością i głęboką czcią przystanie przed niedostępną dla niego świętością i niechże nie uważa tych, którym wyrosły obydwa skrzydła Erosa, za zwyrodnialców i kaleki. 

Trzeba przyznać, że dziś już za samą taką obronę zostałby zapewne skazany.

Pomijając kontrowersyjność samej metody Wynekena, warto przywołać ponownie jego krytyczną uwagę „o dawnym nastawieniu, kiedy to młody człowiek był obiektem i materiałem w ręku wychowawcy” i zestawić ją z postulatem Korczaka, w myśl którego: „wychowawca, który nie wtłacza a wyzwala, nie ciągnie a wznosi, nie ugniata a kształtuje, nie dyktuje a uczy, nie żąda a zapytuje – przeżyje wraz z dziećmi wiele natchnionych chwil”.

Można by powiedzieć, że zarówno Gustaw Adolf Wyneken jak i Janusz Korczak na swój sposób realizowali starożytny grecki ideał wychowania, o którym historyk i filozof Ksenofont (ok. 430-355 p.n.e.) pisał w “Ustroju spartańskim” w następujący sposób:

Likurg [...] to uważał za najlepsze wychowanie, jeżeli ktoś będąc takim, jak należy, pokochawszy duszę chłopca, stara się zrobić z niego nienagannego przyjaciela i z nim obcować. Gdyby się zaś pokazało, że ktoś inny pożąda chłopca fizycznie, uznał to Likurg za wielką podłość i to spowodował, że w Lacedemonie miłośnicy tak samo z daleka trzymają się od miłostek z chłopcami, jak rodzice stronią od swych synów albo bracia od braci, jeżeli chodzi o zmysłowe używanie.  

Samodyscyplina była niewątpliwie mocną stroną Korczaka. Jednocześnie sporo wskazuje na to, że został on, podobnie jak Wyneken, obdarzony przez naturę „obydwoma skrzydłami Erosa”. W mającej charakter autobiograficzny „Spowiedzi motyla”, opublikowanej w tomie „Bobo” (Warszawa 1914), pisał o swych uczuciach do gimnazjalnego kolegi, Stacha:

Tak, to miłość. Trzymanie jego ręki sprawia mi przyjemność, a on to wie i odczuwa. Gdy chodzimy w pauzę, obejmuję go i gadamy – o niczym. To nie przyjaźń, ale miłość taka, jaką czuć można tylko dla dziewcząt [...]. Widocznie miłość do tej samej płci spotyka się nie tylko u dziewcząt.  

Jednocześnie młody Korczak marzy o tym, by:

Mieć piękną, kochaną przez się żonę, dobre dzieci, po dniu spędzonym w pracy spoczywać na łonie rodziny. 

Erotyczne sny i pragnienia Janusza Korczaka dają nam pewne wyobrażenie o jego naturze. Więcej w nim jednak przypuszczeń niż pewników, ponieważ w sprawie erotyzmu i seksualności Korczak wypowiadał się znacznie rzadziej i bardziej wstrzemięźliwie niż Wyneken. Była to dla niego sfera bardzo wrażliwa i pełna niebezpieczeństw, napawająca go lękiem przez utratą kontroli nad popędami. Uważał, że należy obchodzić się z nią ostrożnie, chronić przed atmosferą niezdrowej sensacji i szkodliwymi manipulacjami moralistów.

 

II.

Przełom XIX i XX w. to okres, gdy w obliczu rozwijających się nacjonalizmów żydowscy zwolennicy asymilacji coraz częściej zdawali sobie sprawę, że wkroczyli na drogę prowadzącą donikąd. Jednocześnie rosło zainteresowanie syjonizmem i głoszonymi przez jego przywódców hasłami stworzenia nowoczesnego narodu żydowskiego i odbudowy żydowskiej państwowości. Latem 1899 r. Janusz Korczak przebywał w Szwajcarii, gdzie zapoznawał się przede wszystkim z działalnością szkół i szpitali dziecięcych oraz bezpłatnych czytelni pism dla dzieci i młodzieży, a także wziął udział w III Kongresie Syjonistycznym w Bazylei.

Fascynacja perspektywami lepszej przyszłości Żydów, jakie zdawał się stwarzać ruch syjonistyczny, a jednocześnie głębokie przywiązanie do polskiej ojczyzny stały się dla Korczaka źródłem wielu duchowych rozterek. Narastały one z biegiem czasu, prowadząc wręcz do duchowego rozdarcia. W 1933 r., a więc na rok przed pierwszym wyjazdem do Palestyny, w jednym z listów pisał: Albo nie będzie po co jechać, albo warto będzie długo pozostać. Oto dlaczego waham się, zwlekam. Pracy tu w Polsce wiele – nie leniwie trzymam się z dala, choć to mój klimat i roślinność, i tradycja, i ludzie, których znam – i język, którym się swobodnie mogę porozumieć. Tam wszystko obce i trudne.

W 1934 i 1936 r. Janusz Korczak odwiedził Palestynę, która interesowała go pod wieloma względami, i jako religijne centrum trzech religii, i jako miejsce żydowskiego odrodzenia narodowego. Obserwował efekty rozwoju żydowskiego osadnictwa oraz metody wychowawcze stosowane w kibucach. Był pełen zachwytu dla dokonań osadników, którzy pokonując liczne trudności, tworzyli nowe żydowskie życie, wolne od odwiecznych ograniczeń, dające nadzieję na lepszy los dla przyszłych pokoleń Żydów. Nie chciał być wyłącznie turystą, angażował się w życie goszczącego go kibucu Ein Harod, pracował w kuchni i wygłaszał pogadanki. Lecz pomimo tego wszystkiego czuł się wciąż jak turysta w świecie, który tak na prawdę nie był jego światem.

Odwlekane przez wiele lat wizyty w Palestynie niewątpliwie odmieniły wcześniejszy stosunek Korczaka do idei odbudowy żydowskiego państwa, fascynacja coraz bardziej wypierała dystans. Niezmiennie uważał się jednak za typowego przedstawiciela diaspory, zaaklimatyzowanego fizycznie i moralnie do życia w Europie. Wierzył w powodzenie idei syjonizmu, ale nie widział w niej miejsca dla siebie z obawy przed tęsknotą za tym wszystkim, co tworzyło jego polską ojczyznę. W drugiej połowie lat 30., wobec narastającej w Polsce wrogości do Żydów, zastanawiał się coraz poważniej nad umieszczeniem żydowskich sierot w Palestynie, w nowym, stworzonym dla nich domu. Pozostał jednak ze swymi podopiecznymi w Polsce. Zapewne po dawnemu wierzył, że: Światu nie praca i pomarańcze potrzebne, a nowa wiara. Wiara w życie przyszłe związać się musi z dzieckiem jako nadzieją.  

Palestyna stała się ojczyzną sentymentalną Janusza Korczaka. Ojczyną, do której należał całym sobą, będąc Żydem i Polakiem, pozostała Polska z potrzebującymi jego opieki sierotami. Była to postawa typowa dla wielu żydowskich, mniej lub bardziej zasymilowanych intelektualistów tego czasu, żyjących w Polsce i innych państwach Europejskich. Przypominała ona pod wieloma względami postawę niemieckiego żydowskiego lekarza i działacza społecznego Magnusa Hirschfelda (ur. w 1868 r.), który odwiedził Palestynę w 1932 r. Zetknięcie z efektami działalności ruchu syjonistycznego wywarło na nim wielkie wrażenie, niewątpliwie spotęgowane wciąż spychaną na margines świadomością żydowskiego pochodzenia. W odróżnieniu od Korczaka odnosił się on do idei syjonizmu z dużym krytycyzmem, dostrzegał w nim przede wszystkim izolacjonizm i nacjonalistyczną pogardę dla nie-Żydów. Obserwując młodych ludzi śpiewających hebrajskie pieśni zauważał oznaki wskazujące, „że duma narodowa zbliża się już u nich do zgubnego narodowego zaślepienia wymierzonego w tych, którzy nawet nie rozumieją po hebrajsku”. Ale pomimo to w zapiskach z podróży (Die Weltreise eines Sexualforschers, Brugg 1933) odnotował swą warunkową życzliwość dla „syjonistycznego eksperymentu”, cieszył się, że mógł osobiście na miejscu studiować szczęście osadników. „Jakże wyjątkowo wiele znaczą dla mnie ci ludzie, natura, historia i przyszłość tego kraju”- pisał.

Działacze syjonistyczni zaproponowali Hirschfeldowi, by osiedlił się w Palestynie na stare lata, co zapewne jeszcze bardziej poruszyło żydowską cząstkę jego duszy, ale nie miało praktycznego znaczenia. Żydowskie odrodzenie narodowe w Palestynie było mu tak na prawdę obce, nie widział wśród osadników miejsca dla siebie. Jego duchową ojczyzną była Europa, nawet jeśli nie miał odwagi powrócić do przesiąkających nazizmem Niemiec. Osiadł we Wiedniu, a następnie w Nicei, gdzie zmarł w maju 1935 r. Korczak pozostał w Polsce i podzielił los swych żydowskich rodaków i wychowanków, wywiezionych latem 1942 r. do obozu zagłady w Treblince.

 

Literatura:

M. Falkowska, Kalendarium życia, działalności i twórczości Janusza Korczaka, Warszawa 1978.M. Herzer, Magnus Hirschfeld. Leben und Werk eines jüdischen, schwulen und sozialistischen Sexologen, Frankfurt am Main 1992.

J. Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, Warszawa-Kraków 1929.

J. Korczak, Jak kochać dziecko. Internat. Kolonie letnie, Warszawa-Kraków 1929.

Ksenofont, Wybór pism; tłum. i opr. J. Schnayder, Wrocław-Warszawa-Kraków 1966.

H. Kurzke, Tomasz Mann. Życie jako dzieło sztuki; tłum. E. Kowynia, Warszawa 2005.

J. Olczak-Roniker, Korczak. Próba biografii, Warszawa 2011.

K. Starczewska, Świadomość religijna Janusza Korczaka, w: Janusz Korczak. Pisarz – wychowawca – myśliciel, red. H. Kirchner, Warszawa 1997.

Wspomnienia o Januszu Korczaku, oprac. L. Barszczewska, B. Milewicz, Warszawa 1981.

 

Autorzy:

zdjęcie Paweł Fijałkowski

Paweł Fijałkowski

archeolog i historyk; zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce, historią polskiego protestantyzmu, pradziejami Mazowsza oraz homoerotyzmem w starożytnej Grecji i Rzymie; autor książek: „Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym” (2007), „Homoseksualizm. Wykluczenie – transgresja – akceptacja” (2009).

2 komentarzy do:Odważne marzenia i wielkie dylematy. Świat Janusza Korczaka

  • Krzysztof Halama

    Wielka postać! Jako dziecko zaczytywałem się w „Królu Maciusiu Pierwszym”. To chyba jedyna książka, przy której płakałem. NA studiach czytałem sporo jego prac – jakże to inne teksty od nudnych gniotów współczesnych pedagogów, którzy nie widzą dziecka, tylko jakieś procesy edukacji, ewaluacje i inne dyrdymały…

  • A więc tzw. dobra pedofilia istnieje. Ciekawe!




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa