Inność warunkiem Tożsamości

Gdyby ktoś przypadkiem trafił na stronę krakowskiego wydawnictwa Universitas, mógłby ulec przekonaniu, że to oficyna skupiona na publikowaniu książek prezentujących jedynie zachowawcze stanowiska metodologiczne i promujące raczej konserwatywną wizję świata. Trudno bowiem trafić na tę stronę, by nie wyświetlała się w centralnym miejscu reklama serwisów Konserwatyzm.pl lub Fronda.pl. Na szczęście instytucja ta od ponad dwóch dekad publikuje książki nader aktualne, idące w parze z przemianami metodologicznymi i uwzględniające najnowsze ustalenia z obszaru nauk humanistycznych, bez względu na prezentowaną opcję światopoglądową badacza i penetrowany przez niego wycinek rzeczywistości.

Po Fantazmacie zróżNICowanym (Jacek Kochanowski, 2004) i Literaturze, której nie ma (Wojciech Śmieja, 2010), po opracowaniu Geje i lesbijki. Życie i kultura (red. Robert Aldrich, 2009), w tym roku ukazała się kolejna książka, która powinna zainteresować miłośników literatury, że się tak wyrażę, uwzględniającej homoseksualność.

Kłopoty z innością to zbiór artykułów publikowanych już wcześniej, rozproszonych w dwunastu publikacjach zbiorowych i ciągłych. Autorem jest Marian Bielecki (ur. 1975), doktor habilitowany w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego.

Z całą pewnością nie jest to publikacja dla każdego. To zbiór tekstów pełnych abominacji, estanacji, czystych abiektalności i histerii abiektalnych – cóż, humanistyka ma swoje prawa i ma swój język. Sięgając po Kłopoty z innością warto więc orientować się we współczesnym literaturoznawstwie i jego sąsiedztwach. Lektura jest jednak przyjemna, bo teksty pisane są z pasją. Czytelnik nie ma wątpliwości, że sprawy, o których Bielecki pisze, naprawdę go fascynują i jest ich znawcą. Dotyczy to zwłaszcza Gombrowicza, który dla wrocławskiego badacza od czasu doktoratu w 2002 roku stał się zasadniczym punktem odniesienia w refleksji o literaturze. Gombrowicz jest też bohaterem co najmniej połowy tej książki.

Autor zaczyna od wprowadzenia zatytułowanego Wstępnie o Inności. Przywołuje sformułowane przez Michała P. Markowskiego trafne rozróżnienie możliwych postaw w zetknięciu z Innością (strategia o charakterze polityczno-ideologicznym, programowy sceptycyzm, epistemologiczny optymizm). Wyjęta z wywodu Markowskiego myśl, że gdy mowa o inności, to wcale nie o nią chodzi, ale o tożsamość tego, któremu owa inność zagraża, mogłaby stać się mottem publikacji. Inność to według Bieleckiego warunek Tożsamości, a „poznawanie tego, co Inne, jest zawsze poznawaniem tego, co własne”.

Bielecki sięga po całe instrumentarium pojęciowe poststrukturalnej humanistyki, zatem w interpretacjach inspiruje go „estetyzowanie egzystencji” i „sobąpisanie” Michela Foucaulta, „neutrum” Rolanda Barthesa, „kamp” Susan Sontag, „queer” Judith Butler i Eve Kosofsky Sedgwick, „cudzoziemskość” i przede wszystkim „abiekt” Julii Kristevej. Niektóre z tych terminów robią niezależną od pozostałych karierę, ale niewątpliwie każdy z nich to, jak pisze Bielecki, „próby wymknięcia się binarnej logice tożsamości” i wszystkie można traktować jako „synonimy kategorii Inności”.

Pierwsza część pracy zatytułowana została Inność i jest skupiona na Witoldzie Gombrowiczu: na jego biografii, na tym, jak odzwierciedla swoje życie w Dzienniku, jak konstruuje figury homoerotycznego dyskursu i jak zmaga się z polskością. W tej części znalazł się artykuł o rzadko przywoływanym a bardzo ciekawym tekście pisarza Wędrówki po Argentynie, które stają się w interpretacji Mariana Bieleckiego opowieścią o poszukiwaniu Inności.

Następnie czytelnik może zapoznać się interpretacjami Iwony, księżniczki Burgunda i Historii. Iwona staje się wzorcową wręcz realizacją tego, co Kristeva określiła jako abiekt – nie jest ani przedmiotem, ani podmiotem, tylko pomiotem, tym, co jako obrzydliwe, stanowi zewnętrzną granicę tożsamości. Trzeba dodać w tym miejscu, że najlepszą definicję abiektu sformułował Gombrowicz w Dzienniku: „Śmietnik. W tym sęk, że ja wywodzę się z waszego śmietnika. We mnie odzywa się to, co wy w ciągu wieków wyrzucaliście jako odpadki. (…) Wyrzucaliście na śmietnik to wszystko, co w was było teatrem i aktorstwem i usiłowaliście o tym zapomnieć – dziś przez okno widzicie, że na śmietniku wyrosło drzewo, będące parodią drzewa”.

Taka interpretacja Iwony wydaje się słuszna. Wiele razy przychodziło mi do głowy, że Iwonę można odczytać jako metaforę homofobii – dla homofobów bowiem warunkiem koniecznym doświadczenia własnej lepszości jest znalezienie i zdefiniowanie kogoś dużo od siebie gorszego. Identycznie wygląda to i z innymi postawami zbudowanymi na uprzedzeniach – z antysemityzmem, ksenofobią, rasizmem. Tożsamość płciowa w Iwonie jest wreszcie, na długo przed Butler i Foucaultem, performatywem.

Druga część jest zatytułowana Kamp. Zaczyna ją jeden z najlepszych tekstów książki – Cudaczne nieprzyjemności i przyjemności (tekst być może jest znany części czytelników, gdyż pierwotnie ukazał się w numerze 6-7 internetowego pisma „uniGENDER”). Kategoria kampu jest tu podstawą do udanej interpretacji Trans-Atlantyku Gombrowicza. Jest tu też ważna uwaga dotycząca zakończenia tej powieści. To chyba ważne, by przypominać, że obowiązująca przez lata interpretacja, jakoby Gombrowicz równoważył a nawet przezwyciężał sceną ze śmiechem konflikt Ojczyzny z Synczyzną, jest tylko jedną z możliwości. Konstanty A. Jeleński czy Allen Kuharski zdecydowanie obstawali przy przekonaniu, że Gombrowicz stanął jednak po stronie Synczyzny. Jest też przypomnienie interesującego i rodzącego ciekawe możliwości interpretacyjne poglądu Ewy Płonowskiej-Ziarek, jakoby Gonzalo był zapowiedzią polifonicznej i nieopresywnej wspólnoty.

Kolejny tekst dotyczy dziennika Mirona Białoszewskiego, w chwili pisania tekstu jeszcze niepublikowanego i znanego tylko z fragmentów drukowanych przez „Kwartalnik Artystyczny”. Wybitny pisarz z wyraźną rozkoszą opisujący swoje doświadczenia z pobytu w amerykańskich pornokinach może spotkać się, zauważa komentator, z niepocieszeniem wielu Polaków, że oto polski pisarz okazał się ciotą z pikiety. Być może też kwestia ta spotka się z przemilczeniem w myśl zasady, że nie ma większego znaczenia – Bielecki celnie zauważa, że będzie to wyraz dość wyrafinowanej homofobii. Dla Bieleckiego, i zapewne nie tylko dla niego, jednak ma znaczenie fakt, że autor Pamiętnika z powstania warszawskiego oglądał pornograficzne pisma na stancji u zakonnic.

Marian Bielecki nie kryje zachwytu Michałem Witkowskim. Mimo tego, kolejny tekst (Kłopoty z Wtkowskim) zaczyna się od wysunięcia wątpliwości dotyczących dwóch powieści Barbary Radziwiłłówny z Jaworzna-Szczakowej i Margot. Początek jest jednak dosyć przewrotny, bo z każdą kolejną stroną, z każdym kolejnym cytatem i przywołaniem innych piszących o Witkowskim zaczyna być jasne, że Bielecki wcale nie uważa, by były to teksty nieudane. Wręcz przeciwnie, wychodząc od wyrażanego przez wielu poglądu, jakoby Witkowski się skończył, udowadnia, że nie tylko się nie skończył, ale i rozwinął.

Trzecia część Inne pisania jest poświęcona strategiom autobiograficznym Nietzschego, Gombrowicza i Barthes’a. To także obszerny szkic poświęcony sylwetce wybitnego krytyka literackiego Konstantego A. Jeleńskiego. W tej części znajduje się też kolejny artykuł poświęcony Trans-Atlantykowi, a raczej tekstom, które dzieło Gombrowicza uczyniły swoim intertekstualnym źródłem (Wariacje pocztowe K. Brandysa, Rudolf M. Pankowskiego, My zdies` emigranty Gretkowskiej, Śmierć i spirala I. Filipiak, Lubiewo M. Witkowskiego, Biało-czerwony D. Bieńkowskiego – ostatni z tytułów prowadzi interpretatora do napisana zdania, które świetnie ilustruje całość literatury omawianej w tomie Bieleckiego: „Nowoczesny mężczyzna jest prawdziwym koszmarem dla mężczyzny Prawdziwego”).

Ostatnia część to Inne czytania. To zbiór recenzji poświęconych ukazującym się książkom. Owszem, jest tu pozycja o Schulzu i Kantorze, ale jest tu też omówienie czterech bardzo ważnych publikacji poświęconych Witoldowi Gombrowiczowi. Ostatni rozdział to niemal laudacja na cześć profesora Jerzego Jarzębskiego, jednego z najwybitniejszych polskich literaturoznawców i krytyków, na marginesie dwóch jego książek (poświęcanych Schulzowi i – jakże by inaczej – Gombrowiczowi).

Całości dopełniają przypisy, ewidentnie nie mniej ważne od treści zasadniczych. Przybierają zresztą czasem rozmiary monstrualne jak np. na stronach 12-13, na których 75 wierszy przypisów przypada na 6 (i to niecałych) wierszy tekstu głównego. Dla każdego chcącego rozszerzyć wiedzę i kontynuować samodzielną eksplorację poruszonej problematyki to jednak wartość bezcenna.

Profesor Henryk Markiewicz, nestor polskiego literaturoznawstwa, pisał kiedyś, że „mniejszościowe metodologie” (takie jak np. queer), ze względu na niewielką reprezentację tekstów, często są skazane na sięganie po utwory niezbyt wybitne. Marianowi Bieleckiemu udaje się nie popełnić tego błędu. Nie znajdziemy więc w Kłopotach z innością promowanych acz niezbyt wybitnych przykładów literatury gejowskiej. Bielecki ogranicza się do eksplorowania wyłącznie rejestrów dobrej i bardzo dobrej literatury.

Książka jest znakomitym wprowadzeniem do kilku pozycji z listy lektur obowiązkowych każdego świadomego członka społeczności LGBT. Z przekonaniem polecam.

 

 

Marian Bielecki, Kłopoty z Innością
Wydawnictwo Universitas

Kraków 2012
294 stron

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Halama (Walpurg)

Krzysztof Halama (Walpurg)

Bloger (Walpurg.pl, Walpdrive.pl), witkacolog-amator, w sztuce lubiący groteskę, w ludziach – indywidualizm, w partnerach – testosteron, zapalony eMKaeMowiec (miłośnik komunikacji miejskiej). Mimo wszystko mężczyzna. Życiowe motto: „Lepiej być kanciastym Czymś niż okrągłym Niczym” (C.F. Hebbel)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa