Transpłciowość: Orientacja seksualna to fikcja

Orientacja seksualna osób trans jest bardzo trudna do przedstawienia. Dlaczego? W myśleniu o orientacji króluje współcześnie heteronormatywność, bazująca na dwupłciowości i zgodności ciała z tożsamością płciową. Cała ta koncepcja bierze w łeb, gdy na scenie pojawia się osoba trans.

Zacznijmy jednak od rzeczy prostych.

Wiele osób w społeczeństwie traktuje transpłciowość jako formę orientacji seksualnej. Ich zdaniem mężczyzna jest tak bardzo homoseksualny (i kobiecy), że aż zmienia płeć, żeby ułatwić sobie kontakty z mężczyznami. Transwestyci są nagminnie traktowani jako geje tylko dlatego, że się przebierają. Oczywiście to bzdura, bycie trans jest niezależne od orientacji seksualnej. Niby w środowisku LGBTQ wszyscy to wiedzą… Mimo to na większości znanych mi portali dla gejów mogę sobie zaznaczyć orientację transseksualną.

Kolejny etap wtajemniczenia: skoro osoby transpłciowe to nie „skrajni homoseksualiści”, to jakiej są orientacji? I tu zaczynają się schody…

Nawet wśród samych transseksualistów zdarzają się teksty „Skoro pociągają cię kobiety, to po co zmieniasz płeć? Jako facet też możesz się z nimi umawiać”. Jest to zdumiewające, bo kto jak kto, ale TS powinien wiedzieć, że płci nie koryguje się z powodu orientacji – jednak naprawdę pojawiają się takie komentarze. Bycie jednocześnie trans i gejem/lesbijką większości ludzi wydaje się zbyt niesamowite.

W rzeczywistości wiele osób trans nie jest hetero. Część transek uważa za pociągające inne kobiety, transi mogą interesować się mężczyznami. Jak często tak jest? Trudno powiedzieć, odpowiedzi wahają się od „takiego samego odsetka jak wśród cis” do „tylko jedna trzecia jest hetero”.

U osób transseksualnych zmiana roli społecznej i terapia hormonalna mogą sprawić, że orientacja seksualna będzie dość elastyczna. W skrócie: przed korektą można mieć (lub uświadamiać sobie) inne preferencje niż po niej. Można też odkryć, że w ogóle ma się jakieś preferencje, ponieważ część osób transseksualnych jest aseksualna – w ogóle lub tylko przed korektą.

A co z innymi osobami trans? Część ma ciało niezgodne z tożsamością płciową (np. transkobieta niezainteresowana korektą). Część ma ciało, którego nie da się jednoznacznie przypisać jednej płci (osoba po niepełnej korekcie płci lub w jej trakcie). Wiele osób trans nie ma nawet jednoznacznie męskiej lub kobiecej tożsamości płciowej (agenderysta, bigenderysta, genderqueer…). Jak dopasować
do nich szufladki „ta sama płeć”, „przeciwna płeć” lub „obie płci”? Jedynym pewnikiem wydaje się twierdzenie, że zdecydowana większość transwestytów jest hetero.

Jeszcze wyższy stopień wtajemniczenia to orientacja seksualna partnerów osób trans. Naprawdę chciałbym napisać coś w stylu „Gejów (nie) pociągają K/M” albo „Liczy się tylko płeć psychiczna”, albo „Ludzie kierują się tylko genitaliami”. Problem w tym, że tu nie ma NIC oczywistego.

Osoba trans może zainteresować człowieka o każdej możliwej orientacji seksualnej – często ku zdumieniu tego kogoś. Znane są historie heteryczek, które pierwszy raz w życiu zainteresowały się dziewczyną i dowiadywały się, że to K/M. Części z nich żeńskie ciało nie przeszkadzało, innym tak. Znana jest historia lesbijki, która poznała transkę mającą zupełnie męskie ciało i wzięła z nią ślub.

Wielu ludzi stwierdziło – „to nie jest lesbijka!”. Żeby było weselej, jeśli zapytasz osobę trans jak identyfikują się jej partnerzy, może Ci powiedzieć, że jedni jako hetero, inni jako homo, a reszta jako bi, queer lub panseksualna – i to bez względu na to, czy ta osoba jest przed operacją, czy po.

Jak to możliwe? Tu trzeba sięgnąć do bardziej złożonych kwestii.

W kontekście osób trans orientacja seksualna okazuje się tożsamością – zawężeniem wszystkich autentycznych preferencji seksualnych do czegoś, co sztucznie funkcjonuje jako „jedna z dwóch płci albo obydwie”. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona.

Są na przykład ludzie, których pociąga męskość, kobiecość lub androgynia, a nie ciało. Są i tacy, których interesują ludzie z konkretnymi narządami płciowymi. Niektórzy w ogóle nie zwracają uwagi na płeć. Inni deklarują, że pociąga ich konkretny zestaw cech. Tym samym jednego heteryka mogą interesować kobiety zarówno z pochwą, jak i penisem, a drugiego nie, bo jego seksualność ukształtowała się inaczej. Trzeci z kolei mógłby być zainteresowany transką, ale sam sobie tego zabronił, uważając, że to niewłaściwe. Czwarty z kolei tak przywiązał się do myśli, że heterykiem, więc jego transki na pewno nie pociągają, że nigdy na żadną nie zwrócił uwagi. Ponadto są ludzie, których
– z różnych powodów – pociąga transpłciowość lub transpłciowe ciała…

Odpowiedź na postawione wprost pytanie „czy partner transmężczyzny to gej?” jest więc trudna. Wszystko zależy od tego, jak ten partner się identyfikuje i co jest dla niego ważne. Kiedy zapytałem cismężczyzn zainteresowanych transmężczyznami, co ich pociąga w K/M, podali różne odpowiedzi. Dominowała: „męskość”.

Ograniczanie się do orientacji seksualnej jest produktem edukacji o tym, że są dwie płci, kobiety są kobiece, a mężczyźni męscy. Bardzo zuboża to możliwości wchodzenia w relacje, utrudniając doświadczenie czegoś nowego. Ludzka seksualność nadal nosi heteronormatywny kostium. Mówiąc „homo, hetero, bi”, wciąż myślimy heteronormą. Tak pojmowana „prawdziwa” orientacja
seksualna jest fikcją: to tylko tożsamość.

W ramach ciekawostki na zakończenie: na pewnym anglojęzycznym portalu można wybrać sobie jedną z dwunastu orientacji seksualnych oraz jedną z jedenastu tożsamości płciowych. Oto miejsce naprawdę LGBTQI…-friendly!

Autorzy:

zdjęcie Marcin Rzeczkowski

Marcin Rzeczkowski

Wyoutowany transmężczyzna, założyciel strony Trans-Optymista, autor wielu artykułów na temat transpłciowości. Studiował psychoterapię i terapię seksualną. Od 2013 r. prowadzi grupę wsparcia dla osób transpłciowych w siedzibie Lambda Warszawa.

13 komentarzy do:Transpłciowość: Orientacja seksualna to fikcja

  • nieluzacka_muza

    Bardzo dobry tekst!

    Tekst stara się odwieźć ludzi od uprzedzeń, ale powiedzmy też sobie szczerze, że dla bardzo wielu ludzi uprzedzenia i tabu są głównymi drogowskazami w seksie.

    Osoby nie spełniające binarnych wyobrażeń o płci są bardzo często pogardzane, uznawane za obiekty o ułomnym sex-appealu, non-fuckable, po prostu pomija się je.

    Nie bójmy się konfrontacji, mówmy takim młotom, którzy mają nas za nic, że są głupi i podli, traktując nas w taki sposób i uzasadniając to „naturą”.

    Tak naprawdę to oni, ci najbardziej stereotypowo „męscy” „pod każdym względem” mają najwięcej kompleksów i jedynym drogowskazem seksualności jest dla nich arogancja i zawłaszczanie przestrzeni wokół siebie.

    No ale cóż, dla niektórych to jest właśnie kwintesencja seksu i seksualności. Nie da się z tym nic zrobić.

    Tylko że… można się sprzeciwiać jednak przekazom, ktore w naszej kulturze odwolując sie rzekomo do odkłamywania tabu seksualności tylko wzmacniają to tabu. Mam tu na myśli nie tylko mainstreamową pornografię, ale również satyrę, programy telewizyjne, ten cały bullshit, który nam rzekomo odsłania prawdę o seksie.

    • octopusPL

      Nieluzacka_muza wcale nie jest taka nieluzacka na jaką jej nik wygląda!

      Wypraszam sobie, droga Muzo, podobne epitety jak „młot”, „głupi i podły” tylko dlatego, że nie uważam wszystich osób „niespełniejących binarnych wyobrażeń o płci” za atrakcyjnych seksualnie! Sorki! Ale nawet nie wszystkie pedały są dla mnie-pedała godne i warte fucku (czyli ciupciania warte!). Nie każdy facet jest dla geja obiektem żądzy. Nie każdy posiada sex appeal! (Jeśli ktoś mysli inaczej – sam popada w pułapkę homofobii, zarzucającej gejom, że chcą wykorzystać każdego mężczyznę bez wyjątku: Toleruję gejów, byle się do mnie nie dobierali – głosi często męska heteryczna poczwara! A kto by cię- chciał? – chciałoby się wówczas odpowiedzieć)

      To, że nie uznaję transów czy przegiętych na maxa cioturelli za obiektów ciupciania godnych, nie znaczy, że nimi gardzę! A ciupciac się z nimi nie będę, tak samo jak nie będę się seksił z kobietami, bo mnie to nie kręci i już, a nie dlatego że nimi pogardzam czy jestem uprzedzony!!! Czy to tak trudno zrozumieć?
      Dziwi mnie natomiast Twoja droga Muzo arogancja w stosunku do innaczej myślących i odmiennie postzegajacych rzeczywistość.

      Oczywiscie zdaniem wielu cioturelli ci „męscy stereotypowo” mają najwięcej kompleksów, bo prawdziwy gej musi być niemęski a wtedy bedzie bez kompleksów i bardziej naturalny. To się w psychologii projekcja nazywa ponoć! :-P

      Pytanie konktetne: To co ma być własciwym drogowskazem seksualności jak nie seksualna atrakcyjność? Czy w ramach przełamywania tabu i często powstrzymywanego obrzydzenia mam iść do łóżka na seks z kimś, kto mi wcale nie odpowiada (fizycznie, psychicznie, osobowościowo)? Jestem pedałem własnie dlatego, że szukam seksu z facetem, męskim samcem, a nie z kobietą, transem, ciotą, queerem itp…(niepotrzebne skreślić!)

      • nieluzacka_muza

        Za dużo tu wyczytujesz. W tym poście ja namawiam wprost do rękoczynów: jak komuś coś nie pasi i się nie podoba, to dostanie od nas w zęby! – do tego namawiam też inne osoby wykluczone.

        To akurat nie powinno wyjść „prawdziwym mężczyznom” na złe – będą tacy oszramieni, zaprawieni w boju, że aż wow! :-) Oczywiście do pyskowania prosto w twarz również namawiam!

        Tyle moich porad.

        Część analityczna dopiero w następnych postach w głównym wątku się szykuje.

  • Walpurg

    nieluzacka_muza, twój komentarz to obraźliwa przesada!

    Rozumiem, że osoby trans mają problemy wynikające z niezrozumienia ich sytuacji i potrzeb, z niezrozumienia także przez gejów i lesbijki.

    Nikt nie ma jednak prawa, aby tych, którzy są „męscy” i tych, których kręcą „męscy”, oskarżać o kompleksy i arogancję! Dla jednych gejów „kwintesencją seksu i seksualności” jest gej przegięty a dla innych męski, jednych kręcą szczupli, innych miśki i grubaski. Tego się nie wybiera! Sam jestem miśkiem i grubaskiem – do głowy by mi nie przyszło oskarżać osoby, które zapewne traktują mnie jako osobę o „ułomnym sex-appealu”, że kierują się kompleksami i arogancją. Po prostu, jedni lubią szczupłych i nie kręcą ich faceci miśkowaci, ale są tacy, którzy mają ochotę właśnie na miśka. To proste i trzeba się z tym pogodzić. Nie można podobać się każdemu. Zapewne podobnie jest z lesbijkami – każda dziewczyna ma inny gust.

    Rozumiem, że osobom trans jest najtrudniej spośród literek LGBT, bo jest ich po prostu najmniej, ale to nie powód, by jakąś grupę (w tym przypadku „męskich”) uznawać z założenia za zakompleksionych arogantów.

    Jak ktoś lubi się przebierać, niech się przebiera!
    jak ktoś lubi się przeginać, niech się przegina!
    Ale jak ktoś jest „męski” i testosteron wylewa mu się uszami, niech też ma prawo taki być!

  • Ganesz

    Drodzy,

    jestem za absolutną tolerancją w sprawach orientacji i seksu. Tylko oczywiście należy pamiętac „co nas kręci, co nas podnieca”. Ja akurat wolę, jak mężczyzna ma atrybuty męskości, a kobieta kobiecości. I kręcili mnie zawsze mężczyźni „tradycyjni”. Nie czuję się też wcale z tego powodu „uboższy”. Nie mam jakichkolwiek uprzedzeń, ale lubię to, co lubię. Ale oczywiście przecież nie na każdego patrzymy w kategoriach „erotycznych/seksualnych”. Na przykład mogłem podziwiac i byc pod wielkim urokiem czy to prof.Kołakowskiego, czy Czesława Miłosza, czy Wisłąwy Szymborskiej, osób, o których nigdy nie pomyślałbym w kategoriach erotycznych. Podobnie lubię/cenię kobiety czy osoby trans, ale to że mnie nie „kręcą” erotycznie tez nie oznacza jakiegokolwiek „zubożenia”. To oczywista oczywistośc, jak powiedział, no juz nieważne kto, nie przywołujmy jego imienia…:-)

    Krzysztof Zabłocki

  • octopusPL

    Tak na dobrą sprawę to ja nigdy nie uznam transa (nawet po operacji) za 100% mężczyznę lub transkę za 100% kobietę. Wielu gejów w ten sposób do transów podchodzi. Nie są to bybajmniej osoby nietolerancyjne czy transom wrogie. Po prostu tzw. heteronorma ma swe biologiczne (moim i i ich zdaniem) uzasadnienie!
    Dla mnie np. Ania Grodzka – przemiła osoba, którą miałem przyjemność i zaszczyt poznać osobiście, pozostanie w gruncie rzeczy wsmaniałym i mądrym ale jednak facetem. Ale skoro Ani z tym dobrze niech będzie tą Anią! I na tym polega moja tolerancja i akceptacja.
    Poza tym uwazam ze Kartagina powinna zostać zburzona, a skrótowiec LGBT(q-u, pa i cała reszta) nie ma merytorycznie sensu bo nie reprezentuje niczego i nikogo!
    pozdr
    gej/pedał/odmieniec

  • Octopus, rozbroiłeś mnie tym „to nie jest nietolerancja, po prostu heteronorma ma biologiczne uzasadnienie”.
    Jesteś gejem, tak? Zatem na pewno słyszałeś wielokrotnie, że homoseksualizm jest nie do końca normalny i to nie jest uprzedzenie, po prostu biologicznie heteroseksualizm jest uzasadniony, a homoseksualizm nie…
    Ciekawi mnie, jakie masz podejście do takich wypowiedzi o homoseksualizmie i dlaczego stosujesz kalkę z dokładnie tego samego podejścia w odniesieniu do osób trans. Oraz czy zdajesz sobie sprawę, że wypowiedź o Ani jest krzywdząca – nie tylko dla niej, ale także dla innych osób trans, które to czytają.
    Rozumiem, że przestawienie się na akceptację wobec transpłciowej tożsamości (czyli nieważne jakie ciało, ważna identyfikacja) zajmuje lata. To jest dużo większe odstępstwo od heteronormy niż homoseksualność. Przyjmuję, że aktualnie jesteś na tym, a nie innym etapie i że możesz nigdy nie mieć motywacji, by pójść dalej. Natomiast Twoją wypowiedź powyżej ograniczyłbym do „Na tym polega moja tolerancja”, bo włączasz we mnie wewnętrzny sprzeciw wobec nazywaniu takiej postawy akceptacją.

    *

    Kwestia „co nas podnieca” jest dla mnie podwójna. Czym innym jest „mnie podniecają męscy mężczyźni, bo tak już mam”, czym innym „mnie podniecają męscy mężczyźni, bo nigdy nie przyszło mi do głowy, że może być inaczej”.
    Analogia: bardzo lubię krewetki i sushi, łącznie z estetycznie pokrojonymi surowymi rybami. Krewetki i sushi nie do końca przyjęły się jeszcze w naszej kulturze. Część ludzi reaguje na nie „Ja bym tego w życiu nie zjadł, to mi nie odpowiada, na pewno jest niedobre, a te surowe ryby dodatkowo niebezpieczne… Zjem łososia z rusztu, bo to znam”, część zaś „Spróbowałem, nie smakowało mi. Poproszę łososia z rusztu, bo to moja ulubiona potrawa”.

    Wobec osób trans analogia ta nie jest do końca skuteczna, ponieważ krewetki i sushi są w kraju znacznie bardziej popularne i ludzie już mają w głowach, że powinni zająć jakąś postawę wobec nich.
    Jak napisała nieluzacka_muza: osoby trans są dla sporej grupy non-fuckable, pomijane. Podobnie jak na przykład osoby starsze lub niepełnosprawne.

  • nieluzacka_muza

    Sprawa nie jest prosta, bo ludzie traktują seksualność jak wybór towaru w hipermarkecie, wydaje im się, że tego śmieciowego żarcia jest bez liku, że jest tanie (choć wcale nie jest…) i że co tylko wskażą palcem, wyląduje w ich koszyku.

    Stąd analogia do krewetek nie jest taka zła, bo dla szpanu można kupić i krewetki, a czy się je przyrządzi na miarę i z szacunkiem, to już inna sprawa. Można kupić „gotowe”, zamarynowane w chemii i lekko „strawne” – skrojone na miarę i okoliczności.

    Moim zdaniem chorobą seksualności już nie jest tabu, tylko konsumpcyjna postawa. „Bo ja taki mam gust, to tak już jest”, „Biorę to, co moje”.

    Oczywiście na krótką metę konsumpcjonizm może dawać podniety, ale potem blichtr opada i ludzie uprawiają swój wymarzony, stereotypowy seks na narkotykach albo alkoholu, żeby go NIE czuć. To, co obiecuje seksualna papka jest naprawdę niestrawne, rozbija się o brak obecności, o jednostronne komunikaty, o brak kontaktu.

    Co tu mówić o narządach albo cechach płciowych, kiedy dla wielu osób narządami płciowymi są iphony (kwestia sprawdzenia stutusu potencjalnej osoby…) drogie buty, ciuchy (nie, to nie „przebieranki”, bo w drogie ciuchy raczej nie można się przebrać, nie przyjmują z powrotem w sklepie…). Cały seks rozbija się o kasę i szpan, a potem jak już muszą się rozebrać, to już nie pamiętają, jak mają na imię i nawet nie chcą czuć swojego zapachu. Więc co tu mówić o wyobrażeniach na temat czyichś narządów płciowych? Tak daleko wyobraźnia seksualna nie sięga, wystarczy „pozytywny” stereotyp, że skoro ma fajne buty, to po szpitalach nie biega, bo to jest pewnie dla frajerów.

    Drugą tendencją jest pozorny odwrót od stereotypów który polega na tym, że opisane kategorie są pogardzane a każdy chce odkrywać coś nowego. Tak samo jak iPhone poprzedniej generacji jest już obciachem, każdy pozornie szuka nowych doznań. Tylko że chcą doznan, a nie chcą odsłaniać całej historii. Może i chcą powąchać, ale wypreparowane perfumy. Mogą podać rękę transce, ale nie chcą jej pocałować. No więc po co chcą podać rękę? Oj, raczej nie z szacunku – po prostu traktują ją jak towar, dobro luksusowe do kołnierzyka. No a dlaczego nie z pożądania?

    To, co mówią obecni tu naburmuszeni panowie, to znak konsternacji, tęsknoty za stereotypem przedkonsumpcyjnym. Im się marzy retro-seksualność, no ale czemu nie kupią jej sobie za odpowiednie pieniądze, jakieś markowe jeansy, kapelusze – i będą mieli Brokeback Mountain! A może po prostu ich na nie nie stać?

    O, i to powinien być jakiś punkt sojuszu, wspólny opór przeciwko seksualnej konsumpcji i kapitalizmowi. No ale co tam, lepiej marzyć o powrocie samców retro, rzeczywistość jest widocznie nie dość bolesna dla niektórych, aby w końcu przeciwstawić się męskiej dominacji.

  • frydrys

    O tak, znam to doskonale z autopsji! ile ja się namęczyłem, zanim pogodziłem się, że jestem skomplikowany, to moje… Kiedyś bardzo potrzebowałem stabilności. Wydawało mi się, że moja tożsamość płciowa i niestabilna seksualność to za dużo jak na jedną osobę. Chciałem mieć pewność kto mnie dokładnie pociąga i dlaczego. Nie wiedziałem, jak się określić, ale nie chciałem być kimś „pomiędzy”, zawieszonym, więc przyklejałem sobie różne łatki, ale żadna dobrze nie pasowała.

    Teraz mi nie przeszkadza to, że nie mieszczę się do szufladek. Właściwie, bardziej od genitaliów pociąga mnie zespół cech, pewnego rodzaju kobiecość… ale tylko i wyłącznie w biologicznym mężczyźnie. Absolutnie nie shemale, nawet nie androgyni, po prostu biologiczni mężczyźni przejawiający sposobem bycia i myślenia jakieś cechy kobiece (zwykle pada na gejów). Fizycznie najbardziej lubię typ sfeminizowanego chłopaczka, ale to też płynne. Mogą wyglądać bardzo męsko- kiedy wyczuję w nich to coś delikatnego, zaczynają mnie pociągać. Co ciekawe nie pociągała mnie kobieta jako taka, wydaje mi się nudna i nie pociąga mnie całościowo, mimo że czuję podniecenie na widok żeńskich genitaliów. Tylko mężczyźni na mnie silnie działają, są dla mnie atrakcyjnym obiektem seksualnym, ale to kwestia czegoś więcej, niż tylko fizyczności. Określam się teraz jako gej(chociaż szufladka tak naprawdę mi zbędna) z tego względu, że społeczeństwo przylepia łatki i lepiej sobie jakąś przyczepić dla świętego spokoju, a ja nie przewiduję związków, ani romansów z kobietami. Nie są mnie w stanie zainteresować.

    Oczywiście przez to parę razy naraziłem sie transom wyrabiającym heteronormę. Raz pisałem z trans facetem, co było przekomiczne, gdyż oferował mi pomoc, swój telefon, wsparcie. Kiedy napisałem, że pociągają mnie faceci, uznał, że na testosteronie mi minie, bo jego też cząstkowo pociągali (!), ale to wina żeńskich hormonów. Odpisałem, że nie chciałbym tego, bo wolę być kim jestem. Zapytał kim się w takim razie czuję. Ja na to, że gejem- juz nigdy nie odpisał :D Co dodatkowo mnie rozśmieszyło, w pewnym sensie jestem bardziej „true” transem od niego, bo udowadniał mi, że nie potrzeba wcale III operacji do satysfakcjonującego seksu, że on nie zamierza takowej przeprowadzić i jest fajnie. Pewnie w jakimś stopniu miał rację, ale w moim przypadku cos takiego się nie sprawdzi- za bardzo mnie paraliżuje myśl o własnych genitaliach, żebym mógł się z nimi kiedykolwiek poczuć dobrze, nawet jeśli przemogę się do seksu z nimi.

    Za drugim razem usłyszałem od innego transa, że w takim razie lepiej mi będzie, jak nie zmienię płci. Cóż, na tej zasadzie on mógłby funkcjonować przecież jako lesbijka.

    O ile rozumiem, że ludzie nieobeznani z pojęciami trangenderowymi mogą brać to w taki prosty sposób- zmieniasz płeć bo chcesz ruchać panienki a nie masz czym, albo zmieniasz płeć, bo chcesz być z mężczyznami, to nigdy nie pojmę jak inny transseksualista może nie rozumieć istoty transseksualizmu. Zawsze wydawało mi się oczywiste, że obojętne z kim się chce sypiać, nie ma to nic wspólnego z akceptacją lub nie akceptacja swojej płci. No ale, heteronorma wiecznie żywa, nawet wśród nieheteronormatywnych ludzi (to tak odnośnie niektórych komentarzy tutaj) :D

  • zewsząd i znikąd

    W jakimś sensie istnienie nieheterosekaulnych osób trans potwierdza, że to nie jest fanaberia. Znamy przecież te stereotypy, Marcin też o nich wspomniał: choćby że „transkobieta” to tak naprawdę gej, który do tego stopnia nie może znieść bycia homoseksualistą, że zmienia płeć, żeby jego kontakty miłosne były heteroseksualne. Więc skoro są osoby, które „porzucają” bycie „normalną (heteroseksualną) kobietą” albo „normalnym (heteroseksualnym) mężczyzną” i społecznie stają się gejami czy lesbijkami, to pokazuje, że nie może tu chodzić tylko o brak akceptacji własnej homoseksualności i przykład ponurych skutków homofobii.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa