Wizerunek

Nie głosowałam na Roberta Biedronia w tych wyborach parlamentarnych – nie był to mój okręg. Ale jak cała chyba społeczność LGBTQ przyjęłam wygraną jego i Anny Grodzkiej z ogromną radością, entuzjazmem i wielkimi nadziejami. Teraz, po prawie roku od rozpoczęcia kadencji, można zacząć wyciągać wnioski.

Czy Robert Biedroń jako poseł na Sejm RP reprezentuje wobec całości społeczeństwa społeczność LGB (TQ w mniejszym zakresie ze względu na obecność posłanki Grodzkiej)? Choćby nie chciał – reprezentuje. „Pierwszy gej RP”, a już na pewno pierwszy homoseksualny poseł, najbardziej rozpoznawalny w mediach przedstawiciel naszego środowiska, zawsze będzie wdziany jako ten, który uosabia wszelkie cechy gejów (grupa ta – przynajmniej w języku mediów – obejmuje również L i B), a jego zachowanie zawsze będzie miało wpływ na to, jak postrzegać będą nas osoby nas nie znające, znające słabo, chcące i nie chcące nas poznać, przyjazne i wrogie.

Tego na pewno mógł się spodziewać Robert Biedroń, angażując się w politykę, a już z pewnością wiedział o tym, wybierając się do Sejmu. Czy jednak aby na pewno? Kiedy patrzy się na rok jego pracy, obecności w mediach, działań, w które się angażował – jak również tych, w które się nie angażował – można mieć wątpliwości. Zarzuty nawet. Ja mam trzy.

Pierwszy to fatalne wpadki wizerunkowe. Na dodatek takie, których można było uniknąć bez większej trudności. Przecież idąc do nowego miejsca pracy, każdy przytomnie myślący pracownik próbuje dowiedzieć się o nim jak najwięcej. I nie zalicza potem takich „pomyłek” jak wypowiedź Roberta Biedronia o Konwencie Seniorów. Działacz walczący przez całe życie z mową nienawiści nie usprawiedliwia wypowiedzi swojego szefa, który użył słowa „ciota” jako epitetu. Nawet jeśli ciężko jest w takiej sytuacji stanowczo sprzeciwić się przywódcy swojej własnej partii, któremu w końcu zawdzięcza się pozycję, minimalna konsekwencja w postępowaniu wymagałaby choćby delikatnego zdystansowania się od takiej wypowiedzi. Tłumaczenie, że określenie „ciota” nie jest obraźliwe, pogrążyło posła Biedronia w oczach nie tylko całości społeczeństwa, ale przede wszystkim naszego środowiska. Poza tym bardzo bliziutko tu do podwójnej moralności, o której (niestety!) będzie mowa dalej.

Człowiek dbający o swój wizerunek raczej nie będzie się szarpał z policjantem podczas demonstracji. Nie zmieni nagle i radykalnie opinii o partii, którą niegdyś hołubił, obrażony, że ta nie była chętna wystawić go do wyborów. Nie rozpowszechni w mediach zdjęcia (bez zamazanej twarzy) dziecka osoby, która go publicznie znieważyła. Nie będzie udzielał nierozsądnych wypowiedzi tabloidom (ze szczególnym uwzględnieniem „Faktu”). A stwierdzenia w stylu „wiem ale nie powiem” – kto w Sejmie jest gejem, a kto bije żonę – choć poruszają ważkie tematy, też nie dodają powagi ich autorowi.

Poseł Robert Biedroń jest odpowiedzialny za przedstawianie Sejmowi projektów ustaw o związkach partnerskich złożonych przez RP i SLD. To dla osób LGBTQ sprawa kluczowa, życiowa, dla wielu – najważniejsza w polityce. Czy ktoś będzie traktował poważnie przedstawiającego (kontrowersyjny przecież!) projekt posła-sprawozdawcę, który ma na koncie takie wpadki wizerunkowe?

Zresztą, wpadki wizerunkowe to nie jest mój główny zarzut. Robert Biedroń, który szedł do Sejmu z obietnicą zajęcia się wprowadzeniem ustawy o związkach partnerskich, niestety nie wypełnia swojej obietnicy. To prawda, dwa projekty leżą i czekają, by posłowie i posłanki się nimi zajęli. To prawda, nie chodzę po korytarzach sejmowych i nie wiem, ile rozmów na ten temat, negocjacji i targów poseł Biedroń przeprowadza. Widzę jednak to, co widzi każda osoba – choćby pobieżnie zainteresowana tematem – że poseł Biedroń nie przykłada się do działań wizerunkowych, które mogłyby podnieść zrozumienie i akceptację dla tej sprawy zarówno w parlamencie, jak i wśród Polaków en masse.

W krytycznym dla projektów czasie, kiedy Komisja Ustawodawcza uznała je za niekonstytucyjne, kto głośno protestował? Kto prostował nieprawdziwe stwierdzenia członków i członkiń Komisji? Kto nagłaśniał sprawę w mediach? Kto siedział pod Sejmem, usiłując zainteresować tematem przechodzących posłów i posłanki, media, zwykłych przechodniów? Kto – wcześniej – zorganizował na Placu Zamkowym pikietę poparcia dla związków? Kto mówił, że projekt przygotowany przez PO jest dużo mniej korzystny, a także rzeczowo wyjaśniał różnice i niedociągnięcia? No niestety, nie poseł Biedroń. Robiła to tzw. strona społeczna, czyli praktycznie rzecz biorąc prawie wyłącznie członkowie i członkinie Akcji Miłość Nie Wyklucza, ludzie przez nich zainspirowani i wciągnięci do działania, a także organizacje, z których MNW stworzyła Partnerstwo dla Związków. To oni stawili się pod Sejmem, to oni zrobili protestfiestę na Zamkowym (na której poseł Biedroń się nie pojawił), to oni przygotowali rzeczową ale chwytliwą infografikę pokazującą różnice między projektami ustaw, to oni wreszcie nagrali filmik edukacyjny dla posłów i posłanek, „wypalili” ręcznie jego 460 kopii i z dołączonym apelem rozdystrybuowali wśród parlamentarzystów. Poseł Biedroń wydał pocztówkę ze swoim zdjęciem, na której jest napis „Poseł na Sejm RP”. Oraz kłóci się o prawa autorskie do projektu posła Dunina. No nie, to niestety nie jest zaangażowanie w promowanie związków partnerskich.

Oczywiście można zarzucić mi stronniczość – pracowałam przy tworzeniu MNW i pierwszej odsłonie kampanii. Ale pokażcie mi osobę, grupę osób, organizację, które zrobiły tyle dla sprawy związków partnerskich w tym gorącym okresie co ten zespół nieopłacanych, entuzjastycznych wyrobników. Żaden polityk na pewno nie przyjdzie Wam do głowy.

Przykro mi pisać tę krytykę. Ociągałam się zresztą długo, mając nadzieję, że „może jednak”. Ale czarę goryczy przelał niedawny udział Roberta Biedronia w produkcji kabaretu „Grypa satyryczna Epidiaskop”. Niestety – a może na szczęście? – nie dane mi było zobaczyć krążącego wczoraj w sieci filmiku z występem, dziś nie ma go już na Youtube, zniknęła też strona internetowa kabaretu. Bazować mogę wyłącznie na opisach w portalach internetowych: W czasie przedstawienia aktorzy pokazują m.in, jak stworzyć papieską relikwię z… jelit, środka konserwującego i wątróbki. Inna scena: na polu walki żołnierz łapie lecącą w powietrzu wątrobę. O kur…a, papież – krzyczy. Obok pojawia się zakonnik i interweniuje: Relikwia pierwszego stopnia – krzyczy. Zabiera żołnierzowi wątrobę i chowa do słoika. Robert Biedroń z Ruchu Palikota udziela zaś na scenie homoseksualnego ślubu. – Ślubuję Ci miłość, pazerność i poczciwość małżeńską, oraz, że się nie spuszczę aż do śmieci – recytuje aktor grający jednego z nowożeńców.  (Za: NaTemat.pl)

Trudno wyrażać opinię o czymś, czego się nie widziało. Ograniczę się zatem do przedstawienia trzech wątpliwości. Po pierwsze, czy licuje z godnością posła na Sejm RP wystąpienie w przedstawieniu kabaretowym i to jeszcze tak nędznych lotów (żenująco niski poziom potwierdzili zgodnie wszyscy odpytani przeze mnie znajomi, którzy filmik widzieli)? W szczególności jeśli poseł ten parę wpadek wizerunkowych już zaliczył… Po drugie, czy dobrze jest legitymizować homofobiczne teksty najgorszego sortu? To kwestia, którą zasygnalizowałam wcześniej przy okazji „cioty Palikota” – owszem, członkowie danej mniejszości  mają prawo do używania w pewnych kontekstach języka, który w innych ustach miałby ich obrażać. Tylko że te konteksty trzeba dobrze wyważyć. A kabaret rozpowszechniający najgłupsze stereotypy o gejach raczej do takich kontekstów nie należy. Poza tym – co z parami jednopłciowymi, które chciałyby wziąć ślub, mieć taką poważną, prawdziwą ceremonię? Czy dobrze jest sugerować odbiorcom, że zrobią z niej żenującą parodię?

Po trzecie – znowu najniższe loty, tym razem w obszarze antyklerykalizmu. Oczywiście, Ruch Palikota na antyklerykalizmie się wypromował, w poglądach antykościelnych samych w sobie też niewiele jest złego. Ale – ponownie – o wszystkim decyduje jakość i poziom. Agresywny i głupi antyklerykalizm w obrzydliwy sposób znieważający rzeczy dla przeciwników ideologicznych święte (dosłownie) powinien być nie do przyjęcia wśród ludzi uważających siebie za cywilizowanych. W tym posłów. Cóż, najwyraźniej nie jest. Na dodatek po raz kolejny w przepiękny sposób zamanifestowała się tu moralność Kalego. Kiedy my wyśmiewać sprawy dla „nich” ważne, cenne i dobre – to dobrze, ale kiedy „oni” obrażać naszą godność, sugerować zoofilię (poseł Suski na przykład) – to źle i w lamenty popadamy, w mediach płaczemy, sądami grozimy. Coś tu jest mocno nie tak. Nawet jeśli nie ze względów czysto ludzkiej przyzwoitości, to choćby politycznie – wizerunkowo właśnie.

Poziom zaangażowania w obrady i prace Sejmu, obecność na głosowaniach (10. miejsce od końca w rankingu obecności), zajmowanie się innymi niż sprawy LGBTQ tematami, bardziej (miękkie narkotyki) lub mniej (wolność zgromadzeń) kontrowersyjnymi – to wszystko ma zapewne mniejsze znaczenie dla wizerunku posła jako naszego przedstawiciela. Tym zapracowuje głównie na opinię o sobie. Ale kwestie, o których wspomniałam powyżej, to już nie jest sprawa wyłącznie posła Roberta Biedronia. To sprawa nas wszystkich i odpowiedzialności posła wobec nas – swoich wyborców i sympatyków.

Zatem apeluję – panie pośle, ostatni moment, by się poprawić.

 

 

 

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

5 komentarzy do:Wizerunek

  • emisiak

    Uważam, że osoby ze środowiska LBGT mają obsesję na punkcie tego, że ktoś psuje ich wizerunek (inny przykład: Kasia Adamik). Krytyka wymierzona w osoby, które dokonały publicznie coming out szkodzi temu środowisku. To jest autoagresja – udowodniono, że grupy mniejszościowe mają do niej skłonnośc…

    P.S. Jak można oczekiwac akceptacji samemu nie akceptując?

    P.S.2. Lubię Biedronia i sądzę, że jego wizerunek wcale nie jest gorszy od reszty polityków.

  • Erico

    niestety autorka ma rację w 100%. Troche mi wstyd.

  • W większości zgadzam się z Uschi. Ale: nie mieszałabym do tego wydarzeń z 11 listopada. Bo nie wiemy, jak było, kto kogo szarpał, czy Robert był przypadkową ofiarą, czy zrobił cokolwiek, co usprawiedliwiłoby zachowanie policji. Nie do końca też pasuje mi wstęp – rozumiem intencje, ale też za blisko mi w tym wszystkim do sporów wizerunkowych i rozmów o godnych i niegodnych reprezentant(k)ach.

    Zgadzam się za to, że takie historie jak z „ciotą Palikota” czy owym pseudokabaretem nie świadczą dobrze o naszym panie pośle, tak jak dobrze o nim nie świadczy niewielkie zaangażowanie w walkę o związki. Szczęśliwie do końca kadencji jeszcze 3 lata, więc może będzie jeszcze okazja, by go dla odmiany pochwalić. Czego naprawdę mu życzę.

  • Gauloises

    Oceniam pozytywnie działalność posła Biedronia i szczerze mówiąc zaskoczony jestem aż taką krytyką. Jedynym chyba momentem, w którym było mi zwyczajnie wstyd za swojego wybrańca, była wtopa właśnie związana z Konwentem Seniorów.
    Śmiesznym za to wydaje mi się argument, jakoby „Grypa satyryczna Epidiaskop” dopuściła się czegoś nieobyczajnego. Mi się ten program, który miałem okazję oglądać jedynie we fragmentach, przywiódł na myśl coś w podobie Żywota Braiana. Może faktycznie, było to trochę mniej wyrafinowane jednak jeśli kogoś mogło to obrazić to chyba tylko tych, którzy w swym rewolucyjnym zapędzie kryją się za art 196 kk. A wspomniany artykuł właściwy raczej jest dla krajów znajdujących się we władaniu przez religijnych troglodytów. Bo cóż niby złego może być w wyśmiewaniu się z kultu papieskich żeberek czy innych członków nieboszczyka? Jakby to zechcieć z czymś porównać, to właściwy wydaje się chyba tylko Lenin, z tą różnicą iż tego ostatniego trzymają w jednym kawałku, zaś te pierwszy został pokawałkowany w celu odprawiania jakiś średniowiecznych guseł. I jeśli w tym miejscu ktoś wspomina o cywilizacji, to warto aby jednak pamiętał że mamy XXI wiek i miarą cywilizacji czy też jej rozwoju pozostają raczej badania naukowe, odkrycia, niekoniecznie zaś religia. Ta ostatnia raczej naukę hamuje, żeby nie powiedzieć że niszczy, w najlepszym razie pozostaje neutralna.
    Co do ślubu w wykonaniu posła Biedronia – był to raczej pokaz dystansu do siebie – tak ja to odebrałem.

    Trudno oczekiwać, aby obecność posła w Sejmie determinowała jedna sprawa. Dobrze więc że Biedroń zaangażował się także i w „miękkie narkotyki” i wolność zgromadzeń. I dobrze, że wyraził wątpliwości co do autorstwa projektu posła Dunina. Tym bardziej, że ten ostatni jako przedstawiciel PO, nie po to przedstawił projekt, aby stał się on kiedykolwiek obowiązującym prawem, a jedynie po to aby PO był „za” a nawet „przeciw”. Bo tak działać ma w zwyczaju ta partia we wszystkich sprawa światopoglądowych.

    PS
    A z tym SLD to chyba żart. To SLD, jeszcze za czasów Millera podjęło decyzję, że jest partią dla władzy i władza jest celem samym w sobie. Niczym więcej niż grupą wsparcia dla mentalnej postkomuny i nie ma z lewicą nic wspólnego.

  • Soniasonia

    A jakie to ma znaczenie? Robert Biedroń raczej nie zmieni swojego postepowania po ewentualnym przeczytaniu tego artykułu.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa