I bez Amora jest ciekawie

„Kiedy Amor traci głowę” opowiada o realizacji takiego pragnienia, którego chyba wszyscy doświadczyliśmy na jakimś etapie swojego życia. Stać się – choćby na jakiś czas – kimś innym. Wejść w skórę, w rolę, innej osoby, innej pod różnymi względami. Doświadczyć życia z innej perspektywy.

Lilian, niepewna siebie, swojego miejsca w świecie i odbioru swojej sztuki rzeźbiarka postanawia wprowadzić w swoim życiu taką zmianę, która to życie pchnie choćby na moment na nowe tory. I może przy okazji uzdrowi jej lęki, oswoi jej niepewność, pozwoli pokonać poczucie niższości wobec brata i nieprzystawania do otoczenia… Przybiera więc męskie wcielenie i wyjeżdża na kilka miesięcy z rodzinnych Stanów Zjednoczonych do Francji, oczywiście do Paryża (gdzieżby indziej mogła wprowadzać w życie tak ekstrawagancki pomysł, jeśli nie w stereotypowym mieście artystów?). Tam spotyka ludzi różnych, niektórych tak niecodziennych jak ona, niektórych nieskomplikowanych, ale całkiem od niej różnych. Wchodzi w nowy świat relacji – rodzinnych, przyjacielskich. Budzą się uczucia, lokowane w sposób nieoczywisty, a w sytuacji qui pro quo musi dojść do komplikacji. Czy kończą się one happy endem? To oczywiste, że nie mogę Wam zepsuć lektury.

Historia Lilian na tyle mnie zaciekawiła, a relacje między ludźmi, z którymi się wiąże, na tyle wciągnęły, że udało mi się zignorować niemożliwie wręcz irytujący element „Kiedy Amor traci głowę” – Amora właśnie. A dokładniej mówiąc – Amorki, Bractwo Kupidynów. Ich to pomysły i działania, opisane w krótkich ni to rozdziałach, ni to komentarzach, powodują różne zachowania i uczucia ludzi „na dole”. Niestety, ani sensu, ani logiki w tym nie ma i żadnego uzasadnienia dla takiego zabiegu fabularnego nie udało mi się znaleźć. Być może za mało szukałam? W każdym razie pomysł autorki, by wprowadzić „nieziemską” warstwę do całkiem ciekawej „ziemskiej” opowieści przerósł moją zdolność pojmowania. Zatem fragmenty napisane kursywą zaczęłam gdzieś w połowie książki ignorować. Lekturze to tylko pomogło, historia rozwijała się bez przeszkód, a ja mogłam bez irytacji śledzić uczuciowe perypetie (cóż za wyświechtane określenie – a jednak doskonale tu pasuje) głównej bohaterki i osób wokół niej.

Charakterystyczna cecha tej książki to niedopowiedzenie. Wiele wydarzeń ledwie zasugerowano. Postacie są jakby tylko muśnięte piórem autorki, zarysowane kilkoma kreskami, albo inaczej – oświetlone punktowym światłem, które wydobywa tylko niektóre cechy. Może to utrudniać lekturę, bo bohaterowie i bohaterki drażnią czasem swoją jednowymiarowością, a niektóre ich zachowania wydają się zupełnie do nich nie pasować, biorą się znikąd. Z drugiej jednak strony powieść staje się szkieletem, który można samodzielnie obudować, pójść za sugestią, puścić wodze wyobraźni i dopowiedzieć sobie resztę. Z trzeciej – poczucie niedosytu budzi nierzadko frustrację. Chciałoby się więcej spójności w bohaterach, więcej logiki wydarzeń. Skąd w Lilian potrzeba bycia mężczyzną? Czemu akurat te a nie inne osoby reagują na to nerwowo? Kim jest i po co w ogóle pojawia się Gheorghe? Co sobie myśli zupełnie niespójny w zachowaniach Dalil? Jaka właściwie jest Mirna, postać tak ważna w opowieści?

Lekkie miłosne powiastki rządzą się swoimi prawami, więc albo potraktujemy te cechy książki jako zaproszenie do błądzenia w chmurach domysłów i fantazji w ciepłe wakacyjne popołudnie, albo zirytujemy się i poślemy książkę w kąt. Ja proponuję to pierwsze, bo historia mimo wszystkich swoich braków mnie urzekła. Co do Amorków – nakazałam sobie o nich zapomnieć. Tym, którzy na koniec lata spragnieni są miłej i niebanalnej powiastki radzę to samo. Lektura będzie na pewno przyjemna. (Uwaga dla osób równie jak ja przeczulonych na punkcie poprawności językowej, szczególnie w tłumaczeniach – odpuśćcie sobie i niech niedociągnięcia warstwy stylistycznej nie psują Wam mile spędzonych kilku godzin).

„Kiedy Amor traci głowę”, Jennie Dorny, tłum. Catherine Walewicz-Bekka, Wydawnictwo AdPublik, Warszawa 2012

A na koniec niespodzianka!
Jest książka Jennie Dorny  do wygrania.
Zasady konkursu są proste:
Podaj co najmniej jeden tytuł książki z motywem niejednoznacznej tożsamości płciowej (oprócz „Kiedy Amor…”).
Odpowiedź prosimy wpisać w komentarze.
Pierwsza poprawna odpowiedź wyłoni zwycięzcę.

 

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

2 komentarzy do:I bez Amora jest ciekawie




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa