Stary kawaler, czyli niedopasowanie

Starzy kawalerowie. Hmm. Kiedy ktoś pozostaje długo singlem, mówi się o nim, że nie spotkał jeszcze tego/tej właściwej. Nie chce się jeszcze wiązać, nie potrafi się zdecydować, nie może zdeklarować – i temu podobne, i temu pochodne bzdury. U niektórych facetów to całkiem normalne: wyżyć się, wyszaleć, przeżyć intensywnie młodość bez żadnych zobowiązań, związków czy stałych układów przez kilkanaście lub kilkadziesiąt nawet lat. Ślub? Małżeństwo? Konkubinat? Partnerstwo zarejestrowane? To nie dla nich. A przecież właśnie tego żąda i wymaga społeczeństwo! Formalizacji. A społeczeństwo zawsze ma rację.

Dla niektórych facetów, bycie „wiecznym kawalerem” (by nie nazywać trzydziestoparolatka bądź 40-latka starym) ma jednak także inne znaczenie. Ci tak zwani, zaprzysięgli, zdeklarowani kawalerowie (osobniki stanu wolnego) to po prostu homoseksualiści. W PeeReLu było to nawet powszechne, ale z upadkiem tamtej epoki fenomen ten nie przestał nadal obowiązywać. Są to osoby najczęściej niewyoutowane, przebywające głęboko w szafie, w ukryciu często przed sobą samym, o których krążą plotki, przypuszczenia oraz uśmieszki politowania za plecami samego zainteresowanego. W obecności takiego starego kawalera o „tych sprawach” się po prostu nie mówi i „tych tematów” nie porusza. Wielu takich strusiów z głową w piasku, przekonanych o swej niewidoczności, pomimo wystającej ponad piasek wielkiej ciotowskiej dupy (ukłony w stronę d.biskupa, oraz mojego znajomego Adasia-Fajeczki – klasycznej ciotki-skrytki) samych siebie z premedytacją nazywa w kręgu krewnych i znajomych „zdeklarowanymi (tu następuje zwykle charakterystyczne chrząknięcie) kawalerami”.

W kręgach konserwatywnych, w których słowo na p (pedał!) lub też na g (gej!) nie pada, był to i nadal jest powszechnie społecznie akceptowany zwyczaj. Nikt nic nie mówi, wszyscy wszystko wiedzą. Obowiązuje tu amerykańska zasada „dot`n tell, don`t ask”. Tabu, czyli Taki Absurd Bardzo Uciążliwy. Uciążliwy dlatego, że zawsze istnieje taka możliwości, że sekret prędzej czy później jednak się wyda.

W historii mamy wiele przykładów „wiecznych/starych kawalerów”, o których nie było wiadomo, czy oni przypadkiem nie byli…pedałami/gejami (niepotrzebne – w zależności od omawianej epoki – skreślić). Istnieje wiele przykładów, gdzie w końcu okazało się po latach, ze zaprzysięgli single okazywali się jednak w końcu homikami. Amerykański aktor Rock Hudson (miał 1 żonę 1 kochankę i 4 kochanków), polski amant teatru i kina Edmund Fetting (ciekawe, że nikt jeszcze o jego miłościach nie napisał), austriacki polityk populistycznej prawicy Jörg Haider (też był żonaty), przykładów można by podawać wiele. U Hudsona jego orientacja wyszła na jaw przy okazji choroby AIDS. W przypadku Rudofa Moshammera (właściciel jednego z najdroższych w Europie butików z modą w Monachium, obok Karla Lagerfelda i Wolfganga Joopa był jednym z najbardziej wziętych niemieckich projektantów mody) okazją do upublicznienia jego „seksualnych upodobań” stała się mord, którego ofiarą padł Moshammer (zamordowany przez swego kochanka z powodu  2000 euro, które projektant miał zapłacić swojemu późniejszemu mordercy w zamian za usługi seksualne). Wszyscy ci „starsi panowie” należeli do pokolenia, generacji, gdzie publiczne przyznanie się do „lubienia chłopców” czy „pederastii” mogło stanowić śmierć towarzyską, zawodową, polityczną, społeczną…

Twój przyjaciel – rzekł życiowo i arystokratycznie zarazem – pede… pede… Hm… Zabiera się do Walka! Uważałeś? Ha, ha. No, żeby panie się nie dowiedziały. Książę Seweryn także lubił sobie od czasu do czasu! (Witold Gombrowicz, Ferdydurke)

Pede… pede …pederasta to był ten zboczeniec. Per-wers! Postać tragi-komiczna, z naciskiem na komiczna. Kiedy taki gejo-struś, czy też może strusio-gej w wieku lat dwudziestu kilku lub trzydziestu paru przeżywać mógł swe pierwsze miłosne uniesienia spadało na niego (i nadal spadać może) odium odmieńca, zboczeńca – zatem musiał tę swoją główkę w piasek schować. By przeżyć. By pozostać. By trwać niewidzialny i dzięki temu niezagrożony.

Starsi panowie żyli życiem pełnym tajemnic. Nawet nie będąc aktorami, całe życie odgrywali przed rodziną, znajomymi, dziennikarzami swoisty teatr. Społeczeństwo nie było ponoć wówczas przygotowane na „ujawnienie i upublicznienie”. Homo-seksualność nie była faktem, nadającym się na salony; w wielu krajach była karalna (np. w Niemczech słynny paragraf 175, na podstawie którego w okresie 13 lat panowania nazistów homoseksualistów zsyłano do obozów koncentracyjnych, zlikwidowano w NRD w 1967 a w RFN w 1969 roku!). Sława, ciężką okupiona pracą, była łatwa do zaprzepaszczenia. „wieczni/starzy kawalerowie” żyli w ciągłym strachu. Przed szantażem, pogardą, śmiesznością wreszcie. Dziś z perspektywy lat (kilkunastu lat od momentu wyjścia z szafy) doskonale jestem w stanie ich zrozumieć. Obecnie z pozoru wiele się w społeczeństwie naszym zmieniło. Bycie gejem stało się wprawdzie salonowe, modne i nawet w niektórych kręgach atrakcyjne. Czy społecznie akceptowane? To już inna bajka. Bycie gejem powinno być, jako dane przez naturę/boga, akceptowalne. Jesteśmy przecież całkiem i zupełnie normalnie inni. Tymczasem jednak…

W Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej (o czym pisze m. in. Krzysztof Tomasik w Gejerelu) homoseksualizm nie był (od lat 30-tych XX wieku) penalizowany. A jednak nie było wówczas spektakularnych komingałtów czy ałtingów. Zbyt dużo można było stracić, zbyt mało zyskać. Dziś w III RP, w 2012 roku, w niektórych środowiskach, kręgach i społecznościach nic się od tamtych lat nie zmieniło. I niech mi tu „warszawianki” i mieszkańcy innych kilkusettysięcznych metropolii nie protestują, że jest inaczej. Może właśnie dlatego istnieje tak małe zainteresowanie „zalegalizowanymi jednopłciowymi związkami partnerskimi” u samych potencjalnie tym tematem zainteresowanych. Bo kto, tkwiąc nadal w szafie, będzie ryzykował i się upubliczniał już choćby przed urzędnikiem stanu cywilnego czy nawet notariuszem w małej pipidówce, wyciągając z drugiej szafy tak skrzętnie przez lata ukrywanego partnera. Już lepiej nadal być wiecznym „starym kawalerem”. Do późnej starości swojej i partnera swego amen.

Gwiazdy lat 60, 70 i 80 przeżywały swoje gejostwo w ukryciu. I nie tylko gwiazdy, lojalne gwiazdeczki ale nawet roz-gwiazdy i ropuchy również. Odwiedzali się chyłkiem i po kryjomu. Na zewnątrz żyli w kłamstwie. Miewali partnerów, których latami przed światem musieli chować.

W Polsce geje do dziś nie mają łatwo. Mam znajomych 30, 40, 50-latków, starych kawalerów, pojawiających się na oficjalnych spotkaniach zawsze z „dziewczyną-przykrywką”. Bo tak wypada. Bo tak bezpieczniej Bo tego społeczeństwo oczekuje, a przecież ono zawsze ma rację. Nie każdy z nas jest przecież Tomaszem Raczkiem, nie każdy Eltonem Johnem, nie każdy Robertem Biedroniem czy choćby Wojtkiem Szotem.

Autorzy:

zdjęcie Ciocia Juanitta

Ciocia Juanitta

Siostra Juanitta, Pipilotta Viktualia Rogaldina Furia od Wszechkaczego Gniewu. Felietonistka homiczka. Teoretyczka amatorka. Erotomanka gawędziarka. Feministka męska. Miłośniczka filmów: „Priscilla królowa pustyni”, „To Wong Foo” oraz Dame Edna Show. Ciągle czeka na księcia i jest do wzięcia ;-)

6 komentarzy do:Stary kawaler, czyli niedopasowanie

  • Bogu dziękować, że nie każdy z nas jest Wojtkiem Szotem. Świat byłby brzydki i nie do wytrzymania.

    Ja od zawsze powtarzam, że nikomu nie zależy na związkach, bo wszyscy jeszcze siedzą w szafie. Dlatego śmieszy mnie, ilekroć jakiś działacz, kiedy poczuje małe poparcie w realu, obraża się na rzeczywistość, zamiast podziałać właśnie na rzecz wychodzenia z szafy. Na razie temat związków to jedynie wygodny dla polityków temat zastępczy, w sam raz na sezon ogórkowy.

    Odkłaniam się.

  • Erico

    Racja. Tych naszych dzialaczow i dzialaczki trzebaby jakos odciac od warszawskiej koterii i wyslac ich na pol roku do Bialegostoku, gdziewojt z proboszczem rzadza. Moze by zrozumieli….

    • Ale co ty mówisz! Przecież Szocik był w Białymstoku i nie tylko. Rozwieszał tam plakaty. Niestety znudziło mu się w połowie i rzucił zabawki. Pół roku później kategorycznie oznajmił, że bycie działaczem go już nic-a-nic nie kręci i do końca życia będzie tylko ksero-kustoszem. Ostatnio jednak się okazało, że kawka z marszałkiem Sejmu i fotka w parlamencie kręci bardziej niż skanowanie jakiejś bibuły. Cóż, władza pociąga. Zwłaszcza prowincjusza. Dobrze, że kasa na plakaty została. Jest na fryzjera!

  • octopusPL

    – Nikt nie spytał mnie wprost, czy jestem gejem, więc nie opowiadałem o tym w mediach – tłumaczy Elton John. – Dopiero w wywiadzie dla „Rolling Stone” Cliff Jahr powiedział: „Zadam ci teraz pytanie, ale nie musisz na nie odpowiadać”. Odparłem: „Na pewno spytasz mnie, czy jestem gejem”. „Skąd wiesz?”, zdziwił się Cliff. „Czekałem, aż ktoś mnie o to zapyta”, wyjaśniłem. „To żadna tajemnica. Mieszkam ze swoim menedżerem, nie mam dziewczyny, nie ukrywam się ze swoją orientacją, więc myślałem, że wszyscy wiedzą”.

    Elton John dodał także, że oficjalne ujawnienie orientacji miało pewien wpływ na jego karierę. – Wydawało mi się, że moje preferencje seksualne nie będą miały żadnego wpływu na karierę, ale coming out jednak trochę mi zaszkodził – przyznał artysta. – W Ameryce ludzie przez jakiś czas palili moje płyty, a stacje radiowe nie grały moich piosenek.

    (za: dziennik.pl)

  • Loth

    „a od zawsze powtarzam, że nikomu nie zależy na związkach, bo wszyscy jeszcze siedzą w szafie.”

    Coś w tym jest.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa