- homiki.pl - http://homiki.pl -

Piątek w piątek: Dziwy i cudy

Planowałem napisać na dziś coś lajtowego: kilka zdań o lecie, sezonie na brzoskwinie i śliwki, kilka refleksji o leżeniu na trawie w parku i zasłużonym urlopie. Miałem zamiar pochwalić się również chodzeniem do kina (bo przecież we Wrocławiu Nowe Horyzonty). Nic z tego, na zakończenie tak gorącego tygodnia trzeba trochę jeszcze popolitykować.

[1]

Miłość Nie Wyklucza pod Sejmem

Za nami niezwykły i emocjonujący czas. Dziwy i cudy. Zwroty akcji jak w thrillerze (tylko takim bardziej jak u Tarantino). Tęczowe, obywatelskie pikiety pod Sejmem, apele i spotkania przedstawicieli Miłość Nie Wyklucza oraz KPH z marszałkinią Kopacz zaowocowały wpisaniem czytania projektów ustaw o związkach do porządku obrad. Z adnotacją, że to pozycje sporne, bo – jak nam do znudzenia wciskano – dokumenty zgłoszone przez SLD i RP są jakoby niekonstytucyjne. 24 lipca posłowie zrobili porządek i przez podniesienie ręki wymietli punkty obrad Sejmu oznaczone gwiazdkami. I tu właśnie zadziały się kolejne cudy nad Wisłą. Platforma natychmiast zgłosiła swój projekt ustawy o związku partnerskim. W mediach wypowiedział się na ten temat sam pomysłodawca – Artur Dunin, który na tle konserwatywnego betonu większości platformersów z nagła rozbłysnął niby liberalny klejnot. Dunina wyciągnięto jak królika z kapelusza nieprzypadkowo w tej właśnie, kryzysowej chwili. Car Donek, mistrz nieprzypadków, rozkazał i z dnia na dzień przycichł na chwilkę jazgot obrońców „tradycyjnej rodziny”. Chyba tylko ślepy i głuchy nie rozpoznał fałszu w tej gierce. To oczywiście świetnie, że PO zgłosiła swój projekt ustawy. Szkoda tylko, że wcześniej o swoich zamiarach milczała (dokument ten zapowiadano dawno temu, ostatni raz bodaj w lutym br., potem zapadła cisza – aż do ubiegłego wtorku), a w dodatku pomogła zdeptać dwie inne propozycje. Nawet jeśli dojdzie po wakacjach w Sejmie do dyskusji o związkach, to mowa będzie tylko o ustawie napisanej w Platformie. Piękna lekcja demokracji. Serdecznie za nią dziękujemy – wdzięczni obywatele.

Dziwy i cudy. W burzliwą atmosferę tygodnia wpisuje się również poseł Stefan Niesiołowski, który we wtorek mówił w wywiadzie dla Natemat.pl, że ma serdecznie dość tej ofensywy środowisk homoseksualnych. Jak zawsze w publicznym wystąpieniu wypluwał z siebie potok odstręczających epitetów: irytujący przedstawiciele…, obrzydliwy język…, obrzydliwe, jak się chełpią, że są z kimś w związku…, agresywna retoryka i irytujący język…, premier… nie przestraszył się lesbijek. Wspominał też coś o strachu przed pobiciem (to dziwne, że polityk boi się obywateli, skoro to właśnie on ma najłatwiejszy dostęp do narzędzi represji).

[2]

Kogo się boi Stefan Niesiołowski?

Jeśli to nie jest mowa nienawiści, lecz standardowa wypowiedź czołowego polityka z rządzącej partii, to jak taka przestępcza mowa musiałaby wyglądać? Trudno sobie nawet wyobrazić. Co dziwne, dzień później, gdy prezydium klubu PO pochyliło się z troską nad projektem ustawy Dunina, Niesiołowski używał już zgoła innego języka. Ten wczorajszy nienawistnik w środę złagodniał jak baranek, pozytywnie oceniając platformerski dokument. I choć w obu niechcianych projektach widział obrzydliwą homoseksualną propagandę, to w dokumencie Dunina już jej nie dostrzegł. Podkreślił nawet, że związki z ustawy made in PO nie zagrażają małżeństwu! (ciekawe, co na takie dictum kolegi powie spec od  katolickiej rodziny i naturalnych poczęć Jarosław Gowin?) A przecież „umowę o związku partnerskim” mogliby zawierać również obywatele tej samej płci. Postawa Niesioła to oczywiście polityczny teatr, bo błyskawiczna przemiana chama w gołębia w ciągu doby nie jest możliwa.

Przyczepię się również do premiera (lubię to, bo lubię wymagać!), który z kolekcji tricków wyciągnął sztuczkę znikania. Otóż we wtorkowe przedpołudnie, gdy jego kumple cmoknęli się na przeprosiny z PiS-em, głosując przeciwko czytaniu projektów ustaw, Donald Tusk był na sali obrad w Sejmie nieobecny. Podejrzewam, że premier chciał znaleźć w ten sposób salomonowe rozwiązanie niewygodnej sytuacji zerojedynkowej (wziąć udział w głosowaniu? jeśli tak, to komu się narazić?!). Do roztropności starożytnego króla szefowi rządu jednak wiele brakuje. Bo co to za mądrość – podwinąć ogon i zaszyć się w ciemnej dziurze, byle tylko nie głosować? Ale przecież w poprzedniej kadencji Sejmu premier obiecywał jakieś uregulowanie związków partnerskich. Przyłożenie ręki do wyrzucenia obu ustaw do śmietnika mogłoby zrazić środowisko homo do głosowania na PO w następnych wyborach (a tęczowych głosów Donek dostał zapewne – i niestety – niemało, i raczej chciałby to powtórzyć). No ale może premier naprawdę „nie mógł być” w Sejmie? Taka jest oficjalna wersja. W nią wierzmy.

[3]

W Sejmie zabrakło premiera - był "zajęty"

Drodzy posłowie z Platformy (i nie tylko), być może rządzący tym krajem i ustanawiający w nim prawa mają obywateli za idiotów bez pamięci („lud to kupi”, jak publicznie i bez żenady powiedział niegdyś pewien polityk z rzekomo opozycyjnej wobec PO partii), my jednak doskonale pamiętamy złożone niegdyś przez szefa rządu obietnice (wśród których związki to tylko jeden z przykładów) i późniejsze wycofywanie się rakiem z tych wyzwań.

Zapamiętamy żenujące gierki wokół gotowych projektów ustaw o związkach i niespodziewane wyciągniecie z teczki własnej, okrojonej propozycji. Przy okazji warto zadać pytanie, jakie jest w końcu zdanie PO w sprawie związków?! I kto wiedzie w partii prym – Niesiołowski, Gowin i inni religijni moralizatorzy czy „liberałowie”?! Platforma wygląda z zewnątrz jak rozchwiana łódź, jak w takim razie Polacy mają czuć się bezpiecznie? Tak dalej być nie może!

Panie premierze, żyjemy w kraju, w którym politycy odwracają się plecami do obywateli i ignorują ich obecność. My mamy jednak dość oglądania wypiętych zadków, bo wbrew temu, co o nas sądzicie, nasze zainteresowania wykraczają daleko poza cztery litery.

Autorzy:

zdjęcie Jerzy Piątek

Jerzy Piątek [4]

Jeden ze współzałożycieli i redaktor portalu Homiki.pl, w stowarzyszeniu Otwarte Forum.
Zawodowo związany z branżą PR.
Prywatnie – zapalony fotograf, miłośnik poezji Rolfa Dietera Brinkmanna, dobrej kawy i rowerów.