Miłość w czasach Platformy

W 1967 roku w Stanach Zjednoczonych zapadł wyrok Sądu Najwyższego w sprawie Loving vs. Virginia. Sprawa dotyczyła kobiety pochodzenia afrykańsko-indiańskiego, Mildred Loving i białego mężczyzny, Richarda Lovinga. Para wyjechała ze stanu Virginia, aby uniknąć prawa stanowego zabraniającego małżeństw osób różnych ras, jeśli jedna z nich jest rasy białej. Po powrocie do Virginii Lovingowie zostali oskarżeni o złamanie prawa. Do ich domu wkroczyła grupa policjantów, którzy mieli nadzieję przyłapać ich podczas aktu seksualnego (kolejnego przestępstwa, za które można byłoby Lovingów skazać), lecz ku swojemu zawodowi udało się państwa Lovingów przyłapać wyłącznie na spaniu.

Aresztowania dokonano w 1958 roku, a w 1959 zapadł wyrok: państwo Loving byli winni przestępstwa wzięcia ślubu mimo bycia różnych ras. Sędzia Leon M. Bazile wygłosił następującą sentencję:

Wszechmogący Bóg stworzył rasy białą, czarną, żółtą, malajską i czerwoną i umieścił je na różnych kontynentach. Gdyby ludzie nie mieszali się w Jego zarządzenia, nie byłoby przypadków takich [mieszanych] małżeństw. Fakt, że oddzielił rasy oznacza, że rasy nie miały się mieszać.

 *

W 2012 roku w Polsce zapadła decyzja Komisji Ustawodawczej Sejmu RP w sprawie zaopiniowania projektu ustawy o związkach partnerskich.

Po debacie odbyło się w ciągu dwóch minut głosowanie: 3 głosy za (SLD i RP), 15 przeciwko (PO, PiS, PSL) dopuszczalności obu projektów ustaw. Całość, wraz z głosowaniem, trwała 41 minut i składała się głównie z wypowiedzi posła Biedronia, przerywanych okrzykami „rodzina to fundament!”. Andrzej Duda (PiS) stwierdził, niezgodnie z prawdą, że ustawa dopuszcza adopcję dzieci przez pary homoseksualne. Jerzy Kozdroń (PO) ogłosił, iż rodzina to fundament, nie można zrównywać związków partnerskich z rodziną, a zapis w artykule 18 Konstytucji RP jest zamknięty i stoi na przeszkodzie traktowania związków małżeńskich na równi z partnerskimi. Przedstawiciel biura legislacyjnego również zgłaszał wątpliwości co do zgodności projektu z art. 18 konstytucji. Przypomnijmy, że artykuł ów brzmi: Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Nie pada tam ani jedno słowo na temat innych form związków, osób tej samej lub różnej płci. Nie pada tam słowo „wyłącznie”. A jednak dla 15 na 18 posłów Komisji Legislacyjnej wystarczyło to, aby bez przesadnego wgłębiania się w treść uwalić oba projekty.

*

 Prawo, na podstawie którego skazano państwa Lovingów nazywało się Racial Integrity Act. Ten uchwalony w 1924 roku akt stwierdzał, że rasa każdego człowieka urodzonego w stanie Virginia powinna być zapisywana w akcie urodzenia jako „biały” lub „kolorowy” i uznawał małżeństwa między osobami różnej rasy (tzn. „białej” i „kolorowej”) za przestępstwa. Cytowano w nim„naukowe” argumenty z dziedziny eugeniki, aby dowieść, że małżeństwa między osobami różnej rasy były złem i prowadziły w prostej linii do „amalgamacji” ras. Co ciekawe, Racial Integrity Act był olejnym z serii aktów prawnych dotyczących tego tematu, z których pierwszy został uchwalony już w 1691.

Jednym z ludzi, którzy nalegali na uchwalenie praw eugenicznych, był doktor Walter Ashby Plecker. Plecker uważał, że Indianie ze stanu Virginia „skundlili się” z Afroamerykanami i odmawiał uznania, że osoby rasy mieszanej mogą same identyfikować się tylko z jedną z tych ras. Plecker był również aktywnym lobbystą na rzecz usunięcia kategorii „Mulat” z aktów urodzenia urzędu stanu cywilnego Ameryki. Twierdził, że prawdziwych Indian niemalże już nie ma, a „kolorowi” usiłują udawać Indian; miała temu zapobiec zmiana wpisu dotyczącego rasy w ich aktach urodzenia na „kolorowi”. Rodziny, których miała dotyczyć ta zmiana, Plecker identyfikował po nazwisku i zwracał się do agencji stanowych w konkretnych sprawach, domagając się reklasyfikacji. Nie słuchajmy tych, którzy chcą interpretować chrześcijańską ideę braterstwa jako równość rasową, mówił dobry doktor.

*

 W roku 2011 w Radiu Maryja ksiądz profesor Paweł Bortkiewicz tak oto wypowiedział się na temat posłów Ruchu Palikota:

Ruch Palikota tworzą posłowie „reprezentujący patologie”. Bo tak to trzeba nazwać. Zawzięta dążność do legalizacji aborcji, czyli do zabijania osób nienarodzonych, poświęcenie tej idei życia jest dla mnie patologią. Dążenie do przywilejów związanych z legalizacją związków homoseksualnych, z adopcją dzieci przez te związki jest dla mnie patologią życia społecznego i naruszaniem pewnych norm także zdroworozsądkowych.

W tym samym roku znany heteroseksualista Jarosław Kaczyński stwierdził, że propozycje zawarte w projekcie ustawy o związkach partnerskich autorstwa SLD są „zupełnie sztuczne” dla polskiej kultury i społeczeństwo ich nie zaakceptuje. Jak stwierdził ów zadeklarowany heteroseksualista, jest to przenoszenie z zewnątrz spraw, które w istocie Polski w ogóle nie dotyczą. Zdaniem Kaczyńskiego domaganie się legalizacji związków partnerskich to afirmacja homoseksualizmu. Nie ma żadnych społecznych przesłanek, żeby tego rodzaju orientacje były afirmowane przez państwo, podkreślił Kaczyński. Joanna Kluzik-Rostkowska natomiast pochyliła się z troską nad „problemami homoseksualistów”, stwierdzając, że dla dobra homoseksualistów nie wolno ich problemów mieszać do polityki. Stefan Niesiołowski, ostentacyjnie afiszujący się swoim heteroseksualizmem, stwierdził z kolei: Cała ta ideologia wprowadzenia tylnymi drzwiami małżeństw homoseksualnych i zastąpienia konstytucyjnego terminu małżeństwa, który jest związkiem kobiety i mężczyzny, innym terminem, może oznaczać także adopcję dzieci.

*

 Doktor Plecker nigdy nie przeprosił za zło, które wyrządził; nigdy nie miał do tego okazji, ponieważ zmarł w roku 1947, dwadzieścia lat przed wyrokiem w sprawie Loving vs. Virginia. Jego największe osiągnięcia medyczne – wynalazek domowego inkubatora i zapisywanie leków niemowlętom – spowodowały 50-procentowy spadek śmiertelności dzieci matek pochodzenia afrykańskiego. Nie za to jednak został zapamiętany doktor Plecker.

*

Niestety, strona Sejmu bardzo oględnie streszcza posiedzenie Komisji Ustawodawczej z 28 czerwca 2012.

Komisja zaopiniowała dla Marszałka Sejmu – w trybie art. 34 ust. 8 regulaminu Sejmu – poselskie projekty ustaw (skierowane w dniach 27 marca br. oraz 14 czerwca br.) o związkach partnerskich oraz projekt ustawy – Przepisy wprowadzające ustawę o związkach partnerskich.

Komisja po wysłuchaniu przedstawiciela wnioskodawców, przedstawicieli Biura Analiz Sejmowych i Biura Legislacyjnego oraz po przeprowadzonej dyskusji uznała, że projekty są niedopuszczalne prawnie i nie mogą być skierowane do dalszych prac legislacyjnych.

A taka szkoda. Posłowie PO i PSL będący członkami Komisji Ustawodawczej przecież powinni zasłużyć sobie na notki w Wikipedii za jakieś 20-30 lat, kiedy ich dzieci będą spoglądać na rodziców z niedowierzaniem i pytać „mamo, naprawdę głosowałaś przeciwko? ale DLACZEGO? przecież to strasznie głupie”. Znana ze swego heteroseksualizmu marszałkini Ewa Kopacz niedawno została babcią. Czy rozważyła w swym heteroserduszku – kierując projekty do sejmowej niszczarki – co powie wnusiom za 20 lat, gdy wnusie przedstawią jej partnerów tej samej płci?

*

 W czterdziestą rocznicę wyroku w sprawie Loving vs. Virginia Mildred Loving wygłosiła przemówienie, w którym stwierdziła: Wierzę, że wszyscy Amerykanie, nie ważne, jakiej są rasy, płci czy też orientacji seksualnej, powinni mieć to samo prawo do zawarcia małżeństwa. Rząd nie ma się zajmować narzucaniem czyichś poglądów religijnych innym. Zwłaszcza jeśli oznacza to odmowę praw obywatelskich.

Decyzja Komisji Ustawodawczej zapadła w 43. rocznicę Stonewall. W Polsce nigdy nie mieliśmy Stonewall. Nigdy nie mieliśmy odważnego urzędnika stanu cywilnego, który udzieliłby ślubu odważnej parze homoseksualnej po to, żeby para mogła pozwać państwo polskie do sądu o dyskryminację w przypadku uznania nieważności aktu. Nie mieliśmy OutRage!, nie mieliśmy publicznego outingu polityków, grupy takiej jak ukraiński FEMEN. Nie mieliśmy nawet anegdotycznego Silnego Pedała/Power Gaya, którzy jak wiadomo podłożyli atrapy bomb tuż przed warszawskimi wyborami prezydenckimi w 2005 roku i wcale nie byli zatrudnieni przez sztab śp. zwycięzcy.

Kogo mamy w Polsce? Mamy posła Roberta Biedronia i posłankę Annę Grodzką. Mamy Ygę Kostrzewę, profesorę Senyszyn, Kingę Dunin i Magdalenę Środę. Mamy te – bo ja wiem? – dwadzieścia osób, które co jakiś czas ośmielają się grzecznie prosić: pliiiz, pliiiz, pozwólcie osobom homoseksualnym zawierać związki rejestrowane OCZYWIŚCIE BEZ ŻADNEJ ADOPCJI, przecież sami wiemy jak złymi bylibyśmy rodzicami. I w ogóle nie chcemy tego robić w kościele i nazywać małżeństwem, pliiiiiz pliz pozwólcie kthxbai. Na co Komisja w składzie 18-osobowym, bo pozostałych 12 konserwatystów z POPiS-u nie chciało się ruszyć czterech liter z domu, pochyla swe cielsko (wyobrażam sobie tu Jabbę the Hutta) nad Biedroniem i Kostrzewą i beknięciem oznajmia: NIE.

Od lat myślę i powtarzam to samo: ciągłe próby robienia tego samego i spodziewanie się innych wyników to taktyka szaleńca. Czas na polski OutRage!. Czas pokazać, co to NAPRAWDĘ znaczy, kiedy „znane środowiska homoseksualne” są wściekłe. Czas na outingi, publikację zdjęć „religijnych” polityków przyłapanych w intymnej sytuacji z osobą tej samej płci, czas na demonstracje polityczne i ostry lobbying. ZChN pokazał nam, jaka taktyka ma w Polsce szanse: żądać czegoś absolutnie niemożliwego (może na początek małżeństwa kościelne i pełne prawo do adopcji?) po to, aby dostać połowę (może na początek małżeństwa w USC i prawo do adopcji dziecka partnera?.) Tak, słyszałem argumenty o tym, że społeczeństwo nieprzygotowane, że nietolerancyjne. Słyszałem też, że Platforma jest liberalna i nowoczesna. Ba, jeden z moich znajomych jest ZASKOCZONY tym, że Ewa Kopacz omija konstytucję tylko po to, żeby uwalić niewygodne dla PO ustawy! Wszystkie te rzeczy mielemy sobie powolutku od lat i od lat osiągamy to samo, czyli nic.

Czas na zmiany. Chyba, że rzeczywiście nikomu oprócz dwóch tysięcy uczestników Parady Równości na tych ustawach nie zależy. W tym wypadku ja wrócę sobie do Amsterdamu w przyszły poniedziałek, te dwa tysiące też rozjadą się po świecie, a komentatorzy internetowi nadal będą narzekać, że na te parady to same transwestyty chodzą, a tacy normalni jak on są w ogóle niereprezentowani. Co pozostaje kompletnie bez związku z faktem, że komentator robi to w domu po kryjomu, a znajomym i przyjaciołom mówi, że ciągle nie znalazł tej właściwej kobiety.

*

 W sobotę o 14 odbędzie się manifestacja na Placu Zamkowym pod hasłem „Mamy dość! Żądamy ustawy o związkach partnerskich”. To dobry pierwszy krok: nie prosimy, żądamy. Będę tam, wraz z moim mężczyzną, który 30 lat temu walczył o prawa osób LGTB w Holandii, a teraz powalczy trochę w Polsce. Będziecie? Pokrzyczycie z nami? Czy napiszecie złośliwy komentarz, który dałoby się streścić słowami „i tak nic z tego nie wyjdzie, poza tym ja i mój partner nie potrzebujemy żadnej ustawy. Nie mogę przyjść, gdyż mam ważne spotkanie z moim telewizorem”?

Autorzy:

zdjęcie Ray Grant

Ray Grant

Przerażająco przystojny i niezwykle inteligentny wielbiciel wszystkiego, co dziwne i nietypowe. Jedyna wada: przesadna skromność. Pisze, śpiewa i maluje, projektuje i pakuje, zaś w wolnych chwilach oddaje się tańcom, hulankom i swawolom. Autor blogów http://heteroseksualisci.blox.pl i http://miloscpo30.net/

311 komentarzy do:Miłość w czasach Platformy

  • Loth

    Dobrze napisane! Żałosne, że „władza” nie zdaje sobie sprawy, że kiedyś będzie się wstydziła za takie teksty jak na Komisji i decyzje rodem z XV wieku…

  • Aspazja

    Na parady nie chodzę, a edukację o homoseksualizmie prowadzę na swój własny sposób. I mogę tylko powiedzieć: to działa :) Ludzie nawet niechętni początkowo osobom odmiennej orientacji przekonują się, że jestem takim samym człowiekiem jak oni i to ich najbardziej uderza. Nic bowiem nie odstrasza bardziej jak naznaczona inność.

    Jeśli chodzi o tekst, niewiele osób potrafi spojrzeć w przyszłość i myśleć perspektywicznie. Posłowie boją się po prostu o tu i teraz, stąd ta krótkowzroczność. Historia osądzi ich sama.

  • zewsząd i znikąd

    Znakomity tekst. Jak z czasów nieodżałowanej Queerpolitik.

  • stereo-typ

    „…komentatorzy internetowi nadal będą narzekać, że na te parady to same transwestyty chodzą, a tacy normalni jak on są w ogóle niereprezentowani. Co pozostaje kompletnie bez związku z faktem, że komentator robi to w domu po kryjomu, a znajomym i przyjaciołom mówi, że ciągle nie znalazł tej właściwej kobiety”

    Nic dodać, nic ująć… Brawo dla tego Pana!

  • Erico

    100 osób się pojawiło, na 38 milionową populację. W tym samym czasie w londyńskiej paradzie w polskiej grupie maszerowało około 80 osób. W UK jest około milion Polaków.
    I jeszcze jedno: w Warszawie nie widziałem wielu „działaczy”, bo pewnie event organizowała grupa Miłość Nie Wyklucza, a nie Lambda czy KPH?




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa