Keep Calm and Carry On

Tuż przed wybuchem II wojny światowej brytyjski Minister ds. Informacji zarządził stworzenie plakatu, który w wypadku inwazji hitlerowców na Wielką Brytanię pozwoli podtrzymać morale społeczeństwa i przetrwać lata okupacji. Wydrukowano niewielką ilość plakatów Keep Calm and Carry On (zachowaj spokój i rób swoje) z czego zaledwie kilka przetrwało do naszych czasów. Swoje drugie życie rozpoczęły dopiero kilkanaście lat temu, kiedy na nowo zostały odkryte. Dziś idealnie pasują także do tego, co dzieje się z naszą walką o związki partnerskie w Polsce.

Czytałem z ciekawością ostatnie komentarze i publikacje po tym, jak Komisja Ustawodawcza odrzuciła dwa projekty ustaw o związkach partnerskich. Wśród przeróżnych komentarzy najgłośniej zabrzmiał głos Wojciecha Szota opublikowany na Homikach pt. „Czas na offline” oraz wpis Małgorzaty Rawińskiej „Nasza bardzo wielka wina” umieszczony na blogu Trzyczęściowygarnitur .
Chciałbym dodać parę zdań, które może trochę złagodzą pesymizm i gorycz, jaka wyziera z obu tekstów.

1. Nie wszystko przegrane. Mamy klęskę w 2/3 – bo została jeszcze jedna ustawa autorstwa posła Dunina z PO, która ma pewne szanse, chociażby z tego powodu, że będzie prezentowana przez partię pozostającą w koalicji rządzącej. A założę się, że więcej gejów i lesbijek wspiera prorynkową Platformę niż socjalistyczne SLD (bo Ruch Palikota to nadal jedna wielka niewiadoma).

Posłowie i posłanki działali dla uzasadnienia z góry ustalonej tezy. A teza została postawiona zapewne na szczytach władzy, gdzie szefowie po przeanalizowaniu paru sondaży i ankiet dotyczących związków partnerskich doszli do wniosku, że bardziej zależy im na konserwatywnej grupie wyborców niż na małej i tylko potencjalnej grupie homików.

2. Przemiany w mentalności społeczeństwa nie obywają się w jedną noc. To nie pstryczek-elektryczek, światłość spływa na wszystkich i oświecenie panuje w domu i zagrodzie. Jasne, wszyscy daliśmy się porwać zwycięstwu Palikota, dusza rosła na widok Roberta Biedronia i Anny Grodzkiej w Sejmie, ale… wykonaliśmy zaledwie mały krok naprzód. W Polsce nadal katolicyzm jest religią rządzącą (popatrzmy na problemy ze zlikwidowaniem Funduszu Kościelnego i chociażby zaostrzającą się debatę o in vitro). I wiele wody upłynie w Wiśle, wiele naszego knucia i wiele spokojnych dyskusji, zanim homiki staną się osobami przynajmniej akceptowalnymi przez większość. I tak widać różnice, chociażby w liczbie polityków, którzy nas popierają, a także w podejściu dziennikarzy (pamiętacie tę słynną debatę z księdzem Oko, parę lat temu w Wyborczej? To były czasy!)

3. Tak jak orientacja seksualna jest sprawą prywatną każdego, tak i stopień wyoutowania nie powinien być powodem klasyfikacji, oceny i ostracyzmu. Na litość boską, bądźmy tolerancyjni także wobec siebie nawzajem! Każdy z nas jest osobną historią, osobą ewolucją i osobnym systemem wartości. Dlatego nie piszmy kto jest „do końca życia wykończony psychicznie”, jak napisała Gosia Rawińska, a kto nie. Kocham i podziwiam Gosię i jej partnerkę Ewę, ich podniebną przygodę i całą wielką społeczną siłę, którą one mobilizują. Ale przeciętny gej z Pcimia Dolnego nie ma tyle odwagi, śmiałości i możliwości. Ten gej jest tylko z Pcimia a nie z wielkiej Warszawy. Nie można wszystkich traktować warszawską miarą.

4. Ludzie nie dlatego nie udzielają się społecznie, że są leniwi albo tchórzliwi. Popatrzmy na to od innej strony. Może po prostu organizacje, zasapane w pogoni za funduszami i grantami, nie mają czasu, by przygotować ciekawą ofertę, która przyciągnie nowych członków/członkinie? A może polskie homiki są zmęczone wiecznymi wojnami czajnikowo-torebkowymi i mają wstręt do orgów? Może dzwonili albo pisali maile, i nikt im nie odpisał na propozycję współpracy? A może po prostu nie mieszkają w dużym mieście i nie mają możliwości stanąć w szeregach polskich Milków?

5. Czy naprawdę odcięcie się od świata online pomoże trafić do innych grup odbiorców? Wątpię. Mam wrażenie, że z kilkutysięcznej grupy udzielającej się w necie zaledwie mały procent się pofatyguje na wydarzenia offline. Tutaj naprawdę proponowałbym zintensyfikowanie działalności edukacyjnej w sieci. I nie w postaci kolejnych stronek-krzaków na fejsbuku, które łatwo zalajkować i o nich zapomnieć, ale w postaci porządnej bazy informacji np. dla niewyoutowanych homików, dla tych mających problemy z akceptacją, czy na przykład dla rodziców homików. I dlatego proponuję: bądźmy memem, bądźmy królami internetu, ale umiejmy też zapewnić pomoc, edukacje i wsparcie dla tych, którzy tego potrzebują.

6. Co z tym wkurwem? Wiele osób podkreśla, że od momentu przejęcia władzy przez PO wpadliśmy w małą stabilizację. Kaczyński i oszołomy z PiS są na miłym marginesie (mimo iż nadal popiera ich ćwierć społeczeństwa), a my martwimy się bardziej codziennym wiązaniem końca z końcem, niż sprawami ideolo. Jak ktoś powiedział, nikomu nie udało się przeprowadzić rewolucji z pełnym brzuchem. Rewolucje powstają z głodu i złości. Wielu wspomina pozytywny wkurw czasów rządów Kaczyńskich i związany z tym wykwit akcji, protestów i oburzenia społecznego. A może na wkurw już za późno? Przespaliśmy jedyną okazję?

7. Czy związki partnerskie załatwią wszystko? Nie, będzie to tylko wisienka na torcie naszych starań. Będzie to przyzwolenie władzy (która poprzez sondaże słucha się większości społeczeństwa) na nasze godne życie. Udało się to przeforsować w Czechach, w katolickiej Hiszpanii i na pewno legislacja zmieni podejście przynajmniej części społeczeństwa. Ale czy zniknie mowa nienawiści, uśmieszki w pracy czy prawicowi kretyni? Wątpię.

8. Szykuje nam się kolejna, świetna akcja „Mamy dość! Żądamy ustawy o związkach partnerskich!” . Świetnie, wspierajmy, pokazujmy nasze oburzenie. Ale bądźmy pozytywni. Nie rzucajmy już „granatu na tacę”, jak to proponowała swego czasu Lambda Warszawa, nie ubliżajmy kaczorom i nie atakujmy homofobów (którzy nie są winni, bo wiadomo, że homofobię trzeba leczyć:-)) Bowiem im bardziej radykalne nasze hasła, tym mniej różnimy się w społecznym odbiorze od kibiców demolujących przystanki autobusowe i naszych ulubionych nacjonalistów.

Jedyne co proponuję na koniec: przestańmy się nawzajem oskarżać, katalogować, wskazywać palcem i ofukiwać tych niepokornych „leniwych” i „nieaktywnych”. Uśmiechnijmy się raczej, zakaszmy rękawy i do roboty. Pozostało nam tylko kilkanaście milionów Polaków do przekonania i ponad milion homików do wyedukowania, ośmielenia i zaproszenia do wzięcia sprawy w swoje ręce!

5 komentarzy do:Keep Calm and Carry On

  • zewsząd i znikąd

    Zgadzam się z większością tez. Ale zupełnie się nie mogę zgodzić z założeniem, że geje i lesbijki powinny_i mieć naturalną większą sympatię dla „prorynkowej Platformy”. Dlaczego? Bo bycie gejem albo lesbijką to konsumpcyjne życie bez zobowiązań? Taki stereotyp byłby ogromnie krzywdzący. Orientacja seksualna nie pociaga za sobą automatycznie określonej orientacji politycznej; jedyne, co można założyć, to że tam, gdzie prawica nie osiągnęła w podejściu do spraw LGBTQ poziomu brytyjskich konserwatystów, wśród lesbijek i gejów mniej będzie jej zwolenników – trochę trudno popierać kogoś, kto czynnie Cię zwalcza…
    PO pozostaje partią konserwatywną – bardziej umiarkowaną, niż PiS, ale jednak w znacznej części wrogo nastawioną wobec tak umiarkowanych postulatów, jak związki partnerskie. A w sprawach gospodarczych – tym bardziej bycie osobą nieheteronormatywną nie pociąga za sobą określonych poglądów. Sama może nie jestem najlepszym przykładem, bo najściślej można mnie określić jako aseksualistkę (ale zresztą co? Bycie osobą aseksualną może nie jest wprost przewidziane w typowym skrótowcu „LGBT”, ale jak najbardziej mieści się w kategorii „nieheteronormatywność”), ale do Platformy mi daleko. Uważam, że idea gospodarki planowej wystarczająco się skompromitowała w PRL-u, nienawidzę komuny jako reżimu łamiącego podstawowe prawa człowieka (i odrzuca mnie od SLD ich brak rozliczenia z komuną, dlatego zwykle głosowałam na lewicę spoza SLD – SdPl, Zieloni, RP…) – ale jednocześnie zupełnie obcy jest mi leseferyzm, uważam, że rynek musi być poddany kontroli. (Mały przykładzik tego, do czego prowadzi brak kontroli: nie ma odrębnej ustawy o estetyce przestrzeni publicznej, a procedura umieszczenia nośnika reklamowego zakłada, że można stawiać, a jeżeli urząd nie zgłosi sprzeciwu w ciągu 30 dni, reklama sama się legalizuje. Co robią reklamiarze? Wysyłają zgłoszenia do urzędu nieodpowiedniej dzielnicy, żeby urzędy straciły czas na przesyłanie korespondencji, potem w razie potrzeby nie odbierają pism – i w ten sposób uniemożliwiają urzędom skuteczne zgłoszenie sprzeciwu. Skutki widać na niemal każdej ulicy… Rynek sam się nie reguluje, w każdym razie nie w sposób korzystny dla zwykłych obywateli/potencjalnych konsumentów. Moim zdaniem w tym wypadku należy zastąpić procedurę zgłoszenia procedurą obowiązku uzyskania uprzednio zgody na postawienie reklamy – to właśnie przykład zwiększenia kontroli państwa nad pewnym segmentem rynku.) Summa summarum – na kandydata PO mogę zagłosować co najwyżej w wyborach prezydenckich, gdy oznacza to głos przeciw kandydatom takim jak L. i J. Kaczyńscy. W normalnych okolicznościach nie mam do Platformy szczególnej sympatii.

  • Erico

    A jakie byly preferencje lgbt podczas ostatnich wyborow? Nie pamietam, ale chyba to byla Platforma a potem Palikot…

  • ziemowit

    Właśnie to jest podstawowy błąd działaczy – zmienianie nastawienia społeczeństwa przez happeningy i marsze, zamiast wszechstronnej edukacji. Proponuję adminom homików przeprowadzić proste doświadczenie. Wpiszcie słowo homoseksualizm w wyszukiwarce google i spośrod 20 pierwszych wyników określcie ile stron prezentuje faktyczną wiedze o homoseksualizmie…
    Był kiedyś świetny portal edukacyjny homoseksualizm.pl ale nasi „kochani” działacze nie opłacili domeny i ktoś go wykupił…
    Zamiast się skupiać na głupotach, trzeba po prostu pilnować rzeczy ważnych…

    i jeszcze jedno: nie obwiniajcie za całe zło Kościoła, bo wśrod ateistów też jest spora grupa homofobów i wcale nie jest powiedziane, że jeśli Kościół straci na znaczeniu, to nasze problemy znikną. Lepiej szukajcie sprzymierzeńcow wśrod katolikow bo nie wszyscy są homofobiczni…

    • I znowu: weźcie, zróbcie, szukajcie. Nie zrobili, nie wykupili, nie opłacili. A może by tak w końcu: wezmę, zrobię, poszukam, wykupię, wyedukuję? Może by zacząć wymagać w pierwszym rzędzie od siebie?

  • reader

    Po pierwsze, to nie wszystko przegrane, bo losy ustaw nie są przesądzone. Natomiast ustawa Po nie wiadomo czy i kiedy zostanie zgłoszona.
    Po drugie to bez przesady z tym brakiem winy za homofobie. Uśmieszek widzę ale mi nie do śmiechu. Może mieszkańcy Pcimia Dolnego, nastraszeni przez proboszcza, faktycznie cierpią na fobie, ale jest jeszcze całkiem sporo osób, które budują swoją popularność i kapitał polityczny przez rozpowszechnianie bzdur i szczucie na homo. Trudno też pochylać się z wyrozumiałością nad bandytami, co po marszach i paradach polują na uczestników, żeby im wlać. Więc kto tu kogo atakuje.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa