Gejerel, czyli motylem byłem w PeeReL

Co było – nie wróci, i szaty rozdzierać by próżno.
Cóż, każda epoka ma własny porządek i ład…(Bułat Okudżawa, tłum. Witold Dabrowski)

W wydanej właśnie przez Krytykę Polityczną książce Krzysztofa Tomasika nie spodobał mi się sam tytuł: „Gerjerel” sugeruje, że miała to być opowieść o gejach (sic!) w minionym okresie PeeReLu. Błąd! W PRL nie było gejów! Były pedały (co już od Witkowskiego wiemy), cioty, luje, homoseksualiści, pederaści, zboczeńcy, dziwacy, odmieńcy. Gejów nie było i już. I o tym trzeba pamiętać. Poza tym w książce Tomasika podoba mi się wszystko. No – prawie wszystko. Zacznijmy jednak od początku.

Kolejny kamień milowy literatury emancypacyjnej

„Mniejszości seksualne w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej” – bo taką nazwę nosiła moja ojczyzna do 1989 roku – to pełny podtytuł kolejnej pionierskiej pracy Krzysztofa Tomasika. Po błyskotliwej i odkrywczej literacko monografii Homobiografie przyszedł czas na całkiem spory objętościowo rozrachunek z epoką PeeReLu. Nikt się do tej pory z tym tematem aż tak poważnie nie zmierzył (do wyjątków można zaliczyć tekst Błażeja Warkockiego Parametry ukrycia opublikowany w książce PRL bez uprzedzeń – J.Majmurek, P.Szumilewicz, wyd. Książka i Prasa, 2010) . Sam Krzysztof Tomasik na łamach Repliki prowadził do niedawna cykl artykułów „Homoseksualizm w PRL-u” i chyba szczupłość goszczących go ram oraz obfitość tematu skłoniły go do rozbudowania tematu w formie książkowej. 352 strony tekstu nasyconego anegdotyczną i merytoryczną wiedzą plus 20 stron imponującej bibliografii świadczy o profesjonalnym podejściu autora do tematu.

Nie minęło nawet 20 lat od rozpadnięcia się tworu zwanego Polska Rzeczpospolita Ludowa, a ta epoka wydaje się równie odległa jak dwudziestolecie międzywojenne czy rozbiory, przynajmniej jeśli chodzi o kwestię homoseksualizmu. Można odnieść wrażenie, że geje i lesbijki wówczas nie istnieli. Wiadomo jedynie, że tematu nie było w świadomości społecznej, a pedał mógł być najwyżej obiektem kpin. Pojedyncze książki, kilka filmów, dobrze ukryte kluby, artykuły w specjalistycznych pismach na temat zboczeń płciowych i kryminogennych środowisk – to wszystko było, dostrzegane przez grupkę najbardziej zainteresowanych, niewidoczne dla reszty – pisze Tomasik we wstępie do Gejerelu.

Z okładki książki Krzysztofa Tomasika spogląda na czytelnika Bogdan Łazuka w kadrze filmu Jerzego Gruzy „Motylem jestem, czyli romans czterdziestolatka”. Ta okładka to symbol, kwintesencja tego jaki był PRL dla ludzi homo (gejów – przypominam – jeszcze nie było!) i w stosunku do nich: Bohaterowie z filmów Jerzego Gruzy najlepiej ucieleśniają stereotypowy wizerunek ukazywania homoseksualistów na ekranie. Reżyser był tu szczególnie konsekwentny, w kolejnych obrazach przewijały się u niego zawsze wymalowane, przegięte cioty, często w fantazyjnych strojach. Najbardziej typowy był pod tym względem klient baru kawowego (Wojciech Pszoniak) z trzeciego odcinka serialu „40-latek” (1974). W bluzce z dekoltem, obwieszony biżuterią, z nieodłącznym makijażem i fantazyjną fryzurą, przystawiał się do Stefana Karwowskiego (granego przez Andrzeja Kopiczyńskiego), który salwował się ucieczką. Podobnym typem był przytyty tancerz (Bohdan Łazuka) z „Motylem jestem, czyli romans 40-latka” (1976) skarżący się, że ze stroju motyla odleciało mu skrzydło i nie może pracować, dopiero kopniak reżysera (Wojciech Pszoniak) mobilizuje go do dalszego wysiłku. W garderobie tancerz próbuje zwrócić uwagę Stefana Karwowskiego, trzepocząc sztucznymi rzęsami.

Muzy i bohaterowie tamtych lat

Tomasik, wolny od IPN-owskiego skrzywienia prawicowych publicystów i historyków ukazujących głownie „absurdy” i zbrodnie komuchów w okresie „sowieckiej okupacji”, opisuje PRL z dystansem i swego rodzaju sympatią człowieka, który czuje, że ma prawo do wypowiadania się w sprawach wagi obyczajowo-historycznej, oceniania, a przede wszystkim, do chłodnego relacjonowania bez zbędnych uprzedzeń. Już w trakcie pobieżnej lektury można zauważyć, że autor ma żyłkę bibliofilską i jest miłośnikiem zarówno Kalliope jak i Klio.

Historia homoseksualności zawsze będzie historią alternatywną. Przypominam ludzi, sytuacje, tytuły, które w większości zostały zupełnie zapomniane. Nie ma tu tradycyjnie rozumianej wielkiej polityki, nazwiska Gierka czy Gomułki pojawiają się na drugim lub trzecim planie. Wydarzenia takie jak Czerwiec ’76 przedstawione są z perspektywy fałszywego „listu Andrzejewskiego” w obronie mniejszości seksualnych, epizodu wciąż mało znanego i nie dość zbadanego. Dotyczy to zresztą wielu historii zawartych w tej książce, na własną monografię czeka choćby akcja „Hiacynt”, zorganizowana operacja przesłuchiwania i ewidencjowania mężczyzn, których masowo aresztowano w miejscach spotkań homoseksualistów. Ważne jednak, aby nie ograniczać się tylko do wydarzeń mających bezpośredni związek z polityką, równie istotne są historie obyczajowe i życiorysy konkretnych osób. Jeśli uczynienie kogoś pierwowzorem postaci geja w książce lub filmie jest miarą bycia symbolem homoseksualności, to w latach 70. i 80. byli nimi tancerz Stanisław Szymański i aktor Jerzy Nasierowski, (…). Na opisanie czekają także zapoczątkowane w latach 80. próby formowania się w Polsce stowarzyszeń homoseksualistów, którym odmawiano prawa do rejestracji, na czele ze wciąż mało znaną postacią Waldemara Zboralskiego, „gejowskiego Wałęsy”, przewodniczącego Warszawskiego Ruchu Homoseksualistów.

Akrybiczna praca Tomasika pominęła, z konieczności zapewnie, kilka istotnych postaci tamtych czasów: Ryszarda Ziobrę z Wrocławia – zapoznanego współtwórcę ruchu homoseksualistów w Polsce, założyciela grupy ETAP oraz współzałożyciela Stowarzyszenia Grup Lambda, doskonałych aktorów teatralnych i filmowych: Igora Przegrodzkiego, Edmunda Fettinga, Henryka Tomaszewskiego (Pantomima Wrocławska) i innych. Pominięty został też całkowicie (co jest poniekąd zrozumiałe) wątek duchowieństwa, hierarchów kościelnych oraz ich roli w życiu środowiska branżowego (słynna wrocławska ciocia Gulbi). Autor ograniczył się też do dwóch najbardziej znanych przypadków kryminalnych: Nasierowskiego i Marchwickiego, unikając przy tym plotkarstwa i epatowania sensacją, dzięki czemu „Gejerel” nie staje się pitawalem gejowskim tamtych czasów. Książka nie jest też na szczęście „historią życie pedalskiego moczem na ścianie miejskiego szaletu pisaną”. Od tego w końcu mamy literatki pokroju Witkowskiego. Tomasik w dziewięciu rozdziałach rozprawia się za to z aspektami polityczno-społecznymi (stosunek – czy raczej brak stosunku ówczesnej „władzy” – rozdział „Nie zauważać i karać”), penitencjarnymi (rozdział „Homoseksualiści przed sądem”, Akcja Hiacynt, znane procesy kryminalne – kazus Jerzego Nasierowskiego), około-literackimi (rozdział „Literatura popularna, literatura homoseksualna”), X muzą (rozdział „Polski film, wychodzenie z szaletu”), sprawami pornografii (rozdział „Obrona przed zachodnią pornografią”).

Bardo dobrze potraktowany został temat AIDS („AIDS którego nie było”). Tomasik zadaje też nieśmiertelne do dziś pytanie: czy istniały lesbijki? Nowością jest również poruszenie tematyki trans: „Farsa lub dramat”.

Homoseksualizm jest (ale) gdzie indziej

to rozdział ostatni, rodzaj podsumowania. Polskość wyklucza homoseksualizm. – pisze Tomasik. To stwierdzenie – paradoksalne, bo przecież orientacja seksualna jest niezależna od narodowości, wciąż znajduje potwierdzenie w otaczającej nas rzeczywistości. I nie chodzi tylko o to, że w Berlinie czy Londynie, które mają dłuższą historię ruchów emancypacyjnych, łatwiej być nieheteroseksualnym. Żyjąc w Polsce, można odnieść wrażenie, że homoseksualizm zawsze jest gdzie indziej, dotyczy „obcych”, co najwyżej kilku działaczy ruchu LGBT i paru celebrytów po coming oucie, ale już z pewnością nie wybitnych postaci znaczących dla historii Polski.

Demaskacja faktu, że jest i było inaczej, to główny atut tej „milowej” na polskim rynku wydawniczym książki. Tomasikowi udały się tu dwie rzeczy: wytropienie osobnika homo i uczynienie go widocznym aktorem ówczesnego życia politycznego, społecznego, a przede wszystkim kulturalnego, a także demitologizacja „geja w PeeReLu” i samego PRL-u jako epoki historycznej.

PRL formalnie trwał od 1952 do 1989 roku. Zbyt długo, by udawać, że tego okresu nie było lub że dziś już nie mamy z nim nic wspólnego. Czytając ówczesne teksty, okazuje się, że stykamy się z dobrze znaną opowieścią, w której homoseksualizm oznacza zagraniczną modę, przed którą trzeba się bronić, bo silne lobby wymusza coraz większe przywileje. Wbrew pozorom ten dyskurs nie jest tworzony na bieżąco jako reakcja na zmieniającą się sytuację –powstał w latach 70. i 80. XX wieku i pokutuje do dziś. W międzyczasie zmieniło się niemal wszystko, ale dla wielu gej to wciąż pan Czesio (Czesław Majewski) z kabaretu Olgi Lipińskiej.

Prawda czasu

Moda na PRL trwa. Nostalgiczna, empirio-krytyczna, historyczna, kulturowa. Organizowane są spotkania z „kombatantami tamtych walk emancypacyjnych”, prowadzone prace badawcze. Gejerel Tomasika wpisuje się w ciąg opowieści o czasie, który zasługuje na to, by go dla młodego pokolenia „ocalić od zapomnienia”. Pedał z PRL-u rodem powinien przeczytać tę książkę koniecznie, bo wydaje mu się, że wie o tamtej epoce wszystko. Dzięki Tomasikowi okazać się może, że jednak niekoniecznie i sporo ma do nadrobienia. Gej z okresu post-emancypacyjnego powinien także do niej sięgnąć, tym bardziej, że nie zna PRL-u z autopsji. Po przeczytaniu będzie mógł już uważać się za takiego, który ją zna, i to nie gorzej, a nawet lepiej od Michała Witkowskiego z całym jego Lubiewem (z cenzurą czy bez cenzury).

Ja sam czytając kolejne rozdziały ze zdumieniem poznawałem nowe, nieznane mi wcześniej fakty, a przecież przez całe swoje życie – przyznam nieskromnie – uważałem się za eksperta i znawcę tamtych czasów…

Przyznaję: Jestem dzieckiem PRL-u !

Myślę, że to w dużej mierze sprawa sposobu myślenia. Zdaję sobie sprawę z tego, że mój sposób postrzegania obecnego świata jest nasiąknięty tamtą rzeczywistością. Trudno się jednak temu dziwić – ktoś, kto sam nie żył w tamtych latach, nie jest w stanie ich zrozumieć. Podobnie ludzie pokolenia wojny i okupacji są przesiąknięci tamtą epoką, mimo że od jej końca minęło ponad pół wieku. Tego się nie zapomina.

Nigdy nie należałem do osób, którym peerelowska rzeczywistość doskwierała, aż tak, by trzeba ją było obalić. Zresztą, buntowników była garstka. To nieprawda, że cały naród dążył do obalenia socjalizmu i do zmiany rzeczywistości. To nieprawda, że żyliśmy w ciągłym ucisku, terrorze i państwie totalitarnym. Gdyby ktoś stwierdził np. w latach 70-tych, że żyjemy w totalitaryzmie, to najpewniej by go wyśmiano. Nie było państwa totalitarnego – to pewien mit, który usiłuje się w tej chwili stworzyć mówiąc, że rządziły nami tylko i wyłącznie służby specjalne i że Polska we wszystkich dziedzinach była uzależniona od wielkiego brata, czyli Związku Radzieckiego.

Najlepiej poczytać stare gazety, obejrzeć kroniki, poszperać w bibliotekach i pooglądać filmy z tamtego okresu. Wtedy ma się pełny obraz. Bo kiedy cała twoja wiedza o PRL-u opiera się na esbeckich teczkach, które obecnie służą do toczenia walki politycznej, a nie ustalania najnowszej historii Polski, kiedy opieramy się wyłącznie na tak zwanej pracy historyków IPN-u, wtedy ten obraz jest bardzo jednostronny, zafałszowany i niesprawiedliwy.

Podziwiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza,
genialny mój wiek, piękny wiek pragnę cenić i czcić…
A przecież mi żal, że jak dawniej śnią nam się bożyszcza
i jakoś tak jest, że gotowiśmy czołem im bić.

No cóż, nie na darmo zwycięstwem nasz szlak się uświetnił
i wszystko już jest, cicha przystań, non-iron i wikt…
A przecież mi żal, że nad naszym zwycięstwem niejednym
górują cokoły, na których nie stoi już nikt …

(Bułat Okudżawa, tłum. Witold Dąbrowski)

Autorzy:

zdjęcie Janusz Boguszewicz

Janusz Boguszewicz

tłumacz, belfer, germanista, publicysta, gej, komunista, ateista, czasami „mason” i anty-kaczysta. Ostatnio feminista i antyglobalista. WYKSZTAŁCIUCH. Współpraca z portalami homiki.pl, innastrona oraz magazynem Replika.

2 komentarzy do:Gejerel, czyli motylem byłem w PeeReL

  • Walpurg

    Przed chwilą Krzysztof z Martą Konarzewską byli w „Pytaniu na śniadanie”.

    Współprowadzący rozmowę Michał Olszański był baaardzo zainteresowany książką i wydawało się, że wie więcej o temacie niż autor.

    • To się, kotku, nazywa myślenie życzeniowe :)
      A Tomasik z panią byłą prześladowaną-nauczycielką wyglądali na tej kanapie jak rodzina Adamsów. Na miły bóg, co ten człowiek zrobił sobie z włosami?!?




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa