Na licho te dzieci?

„Twoi rodzice tak bardzo chcieliby mieć wnuczka”. „Ona jest szczęśliwą matką dwóch córeczek”. „Jesteś egoistą, myślisz tylko o własnym szczęściu”. Ile razy to słyszeliśmy? Ile razy musieliśmy wymijająco odpowiadać na nieskończoną ilość niemych wyrzutów i wyrazistych spojrzeń?

Dla rzeszy niewyoutowanych homików ta przykra konieczność wicia się i kłamstw to ogromne obciążenie psychiczne i piętno, które zostawia bolesną bliznę i poczucie winy w naszych sercach na całe życie. Najlepszym oczywiście rozwiązaniem jest po prostu przyznać się do bycia gejem/lesbijką/bi i przygotować odpowiedzi na trudne pytania. Ale nawet po wyjściu z szafy wyrzuty i naciski nie ustają.

Po co nam dzieci? Zastanawia się nad tym w ostatniej Krytyce Politycznej Barbara Szelewa (felieton z 24.05.2012) rozmyślając nad książką feministki i filozofki Christine Overall „Why have children?”. Człowiek ma moralne prawo do prokreacji (każdy, bez względu na orientację seksualną czy społeczną tożsamość), ale ma też takie samo prawo do tego, by dzieci nie mieć. Gdyby nie to drugie prawo, można by uznać, że dopuszczalne jest zmuszanie kobiet do rodzenia dzieci. „Bez moralnego uznania i prawnej ochrony autonomii i wolności kobiecego ciała kobiety byłyby co najwyżej prokreacyjnymi niewolnicami” – pisze Overall. Nic – żaden instynkt, żadne prawo – nie „każe” nam mieć dzieci, przy czym istotne jest, by zrozumieć, że realizując swoje prawo do prokreacji, dokonujemy moralnego wyboru, który wpłynie na życie istoty, którą powołamy na świat.  – podsumowuje Szelewa.

Cóż, nie jestem ani kobietą, ani feministą, do poglądów lewicy mi daleko, ale pod artykułem podpisuję się obiema rękami. Bowiem stygmatyzacja bezdzietności dotyka zarówno niezależne kobiety, jak i lesbijki, i gejów także.

 

Pora zatem rozprawić się z tymi zarzutami.

1. Nie masz dzieci – to kto będzie pracował na nasze emerytury?

Jest to jeden z bardziej prymitywnych argumentów, sprowadzający dziecko do roli narzędzia finansowego, matkę do czegoś w rodzaju funduszu powierniczego, a rodzinę do procesu ekonomicznego. W rzeczywistości osoby zadające te pytanie nie wspominają, że wszyscy – także ci bezdzietni – płacą podatki na ulgi na dzieci, becikowe i inne, że wszyscy my płacimy za żłobki, przedszkola i domy dziecka. Oczywiście, brak dzieci to mniejsze bezpieczeństwo na starość – ale  smutną prawdą jest fakt, że domy starców są zapełnione rodzicami, o których dzieci zapomniały.

 

2. Dzieci są szczęściem i spełnieniem dla rodziców, ty się tego szczęścia pozbawiasz.

Racja, znam wielu szczęśliwych rodziców, także homiczych rodziców, i też się cieszę ich szczęściem. Jednak mówiąc o szczęściu pomija się ciemną stronę tego szczęścia – martwienie się, od pieluch po pierwsze wyrzynające się ząbki, po pierwsze jedynki w szkole, kończąc na czekaniu aż małoletnia córka wróci z imprezy. No i znowu, czy rozmnażanie się jest jedyną drogą na spełnienie? Chyba nikomu nie przyznano Nobla za urodzenie dziecka.

Trzeba przyznać, że wielcy tego świata mieli zawsze kogoś, kto się zajął dzieckiem, bo z dzieckiem u boku nie potrafiliby osiągnąć sukcesu. Jak cytuje  wspomniana wyżej Barbara Szelewa „rodzice nie próbują zmienić świata, bo zbyt są zajęci zmienianiem pieluch”

 

3. To patriotyczny obowiązek. Polska się wyludnia. Europa się wyludnia.

To koronny argument prawicy, w oczach której dziecko, kobieta i rodzina to tylko narzędzia w walce. Z czym? No właśnie. Europa się wyludnia, ale świat w ogólności się przeludnia. A czym wyróżniają się Europejczycy wobec Azjatów czy Afrykańczyków? Ilością wygranych wojen? Sprawnością, z jaką wykorzystują narody trzeciego świata? Czy efektywnością niszczenia środowiska naturalnego? Proszę państwa, widmo wyludnionej Polski nam nie grozi. Luka zostanie na pewno zapełniona, a będzie przynajmniej multikultorowo i ciekawie.

 

4. A kto przekaże Twoje geny? Nasz ród zginie.

Kolejny ego-argument. Czym moje geny są lepsze od genów Kowalskiego czy Nowakowej? I co się liczy? Nazwisko, geny czy osobiste szczęście? Idea ginącego rodu czy nazwiska jest bolesna do zaakceptowania, bo jednak dzieci to jakiś sposób oswojenia się ze śmiercią. Ja umrę, ale coś po mnie zostanie, dlatego haruję na tym ziemskim padole. Bez dzieci zostanie po nas tylko pamięć, ulotna zresztą.

 

5. A co z rodzinnym majątkiem?

W sprzeczności z zarzutem pierwszym stoi idea kultywowania rodzinnych dóbr z pokolenia na pokolenie. Dzieci są po to, aby dom, mieszkanie czy kolekcja biżuterii nie zaginęła na dobre. Trudno wytłumaczyć to starszym, którzy na swój dorobek pracowali całe życie, trudno przyjąć ten fakt w dobie agresywnego materializmu, ale naprawdę to, co po nas zostanie jest liczone nie w pieniądzach, ale w ilości dobra, które zdołaliśmy zdziałać. Niepoliczalne, ale piękne.

 

Podsumowując, odparliśmy zarzuty werbalnie, ale co dalej? Cóż, pozostaje żyć, pamiętając, że jesteśmy jedynymi reżyserami własnego życia. W jaki sposób? Odpowiedzi są banalnie proste:

1. Zaangażuj się w działalność charytatywną, ulepszaj ten świat. I nieważne, czy chodzi o ratowanie bezdomnych kotów, finansowe wspieranie akcji budowania studni w Afryce, czy o zwykłą pomoc chorej i starszej sąsiadce. Dobro jest niepoliczalne i masz całe życie, by tym dobrem się ze światem podzielić.

2. Wspieraj akcje homicze, finansowo, osobiście, czy wirtualnie. Ty miałeś/ miałaś udany coming out i idziesz przez życie przebojowo i bez kompleksów. Pomaganie tym, którzy borykają się z trudnościami, jest jakimś wielce wirtualnym ojcostwem i macierzyństwem.

3. Pracuj nad sobą i swoim potencjałem. Gdy inni zmieniają pieluchy swoim pociechom, ty po prostu czyń dobro. Popatrz na historię świata; sukcesy odnieśli ci, którzy nad ojcostwo i macierzyństwo przełożyli karierę, naukę, sztukę. Ty masz czas i możliwości. Wykorzystaj to.

 

Dosyć rad i pouczeń, pora wziąć życie w swoje ręce, odrzucić kompleksy i odeprzeć nieme wyrzuty krewnych, znajomych i najbliższych. Można być bezdzietnym, szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Tylko trzeba się o to odpowiednio postarać.

11 komentarzyNa licho te dzieci?

  • urk

    Zgoda, te cale dzieciowe spinanie sie jest bez sensu

  • ziemowit

    jakoś słabo do mnie te kontrargumenty przemawiają.

    Ad.1. Bezdzietni płacą ale nie muszą wydawać kasy na utrzymanie dzieci… Dzietni zresztą też płacą tyle samo.
    Ad.2 Pieluchy, wyżynające się ząbki, szkoła. Dla wielu rodziców nie stanowi to problemu. To element rodzicielstwa.
    Ad.3 Są naukowcy, którzy uważają że przeludnienie się świata to nonsens, w szczególności jeśli mówimy o Europie.
    Ad. 4 Prawda. Czy nie lepiej pozostawić po sobie inne, piękne pomniki… Exegi monumentum aere perennius…
    Ad. 5 A tu nie widzę problemu. Majątek można zapisać np. organizacji charytatywnej.

    • stereo-typ

      Ad Ad 1. Kompletna nieprawda. Z prostego porównania PIT-a mojego kolegi z pracy (2 dzieci) i mojego własnego (0 dzieci) wynika, że przy niemal identycznych dochodach ja płacę kilkakrotnie wyższe podatki. (On praktycznie nie płaci żadnych!!!)

      • ziemowit

        OK, mogę się mylić. Ale powiedz w takim razie jak w złotówkach wygląda porównanie twoich wyższych podatków do jego wydatków na te dzieci… to mnie ciekawi.

        • stereo-typ

          Nie mam pojęcia… Pewnie PSP, które kupił synkowi kosztowało więcej niż mój całoroczny podatek 😉
          Fakt – faktem: masz dzieci to praktycznie nie płacisz podatków… Ergo – utrzymanie tego Państwa (policja, służba zdrowia, edukacja) spada W CAŁOŚCI na barki tych „niedzieciatych”.
          A „dzieciaci” też z tego korzystają. Nawet w większym stopniu bo moje dzieci do szkół nie chodzą (nie mam ich po prostu) 😛

  • zewsząd i znikąd

    Ad 3. No właśnie rzecz w tym, że nie można mówić tylko o jednym kontynencie. Europa ma bodaj ujemny przyrost naturalny, ale w skali świata przeludnienie jest bardzo niepokojące. Naprawdę z dwojga złego lepiej musieć zdemolować i zbudować od zera system emerytalny, niż doprowadzić do sytuacji, w której gąb do napojenia będzie tyle, że trzeba będzie mieć urzędowe zezwolenie na zrobienie prania. W obecnej sytuacji ekologicznej nieposiadanie dzieci jest postawą chwalebną.

    Mnie jest o tyle łatwo, że chęci posiadania dzieci nie czułam praktycznie ani razu w życiu. Jutro kończę 31 lat, o tym, że nigdy nie chcę mieć dzieci, zaczęłam mówić w wieku lat 5. Ze strony rodziny prawie nie mam wymówek z tego powodu – niektórzy może liczą na to, „że mi się jeszcze zmieni”, ale mieli ponad 20 lat na to, by się przyzwyczaić do moich niestandardowych planów życiowych i chyba im się to udało.

  • Erico

    Ziemowicie, racja, ale wykresy to tylko wykresy. Proponuję pojechać do Indii, zobaczyć jedną ulicę New Delhi. Daje większe pojęcie o przeludnieniu niż niejedna naukowa analiza.
    Jasne, do świetnie, że zmniejsza się ilość osób żyjących za dolara, ale to tylko wskaźniki.

  • ala125

    brakuje ludzi w Europie, brakuje ludzi w Polsce.. a gdzie Ci ludzie mają pracować?? jak wszędzie odsyła się ich z kwitkiem? nie zauważyłam, żeby pracodawcy bili się o pracownika. jak Polki i Polacy będą mieli możliwość godnie zarabiać, będą pewni, ( na tyle na ile to mozliwe), że ich dzieci będą miały gdzie pracować to i sytuacja demograficzna się poprawi.. mam masę znajomych, którzy by chcieli więcej dzieci, ale się boją, że nie będą mieli za co posłać ich na studia itp, itd.. System emerytalny doje*** extra. moja siostra ma 37 lat i przez 30 lat jeszcze będzie zajmowała swoje miejsce pracy ( o ile nie zostanie zwolniona, bo bedzie za stara i niewydajna), przez te 30 lat masa ludzie się wykształci w tym kierunku ale nie znajdą pracy.. jeśli polski rząd stworzy odpowiednią politykę prorodzinną to i będą dzieci.. wracając do mojej siostry, ma 15 letnią córkę, i jak jej córka ma sobie pozwolić za jakiś czas na dziecko jak nie bedzie miał kto z nim zostawać, skonczy się urlop macierzynski i co? niania? no tak.. dziecko trzeba zostawić obcej babie bo babcia musi jeszcze pracowac.. paranoja!

  • Dawno nie czytałam tak debilnego artykułu, ale może to dlatego, że rzadko zaglądam ostatnimi czasy na homiki. Argument z przepełnionych domów starców jest na tym samym poziomie co przekonywanie, że parom LGBT należy się prawo do adopcji, bo w katolickich rodzinach ojcowie piją i biją. Pisanie o noblistach, którym dzieci tylko przeszkadzają w pracy, jest równie żenujące. Mało kto z nas zostanie noblistą. Natomiast jakoś tak się składa, że dla znakomitej większości dorosłych ludzi rodzina i dzieci stanowią istotny, jeśli nie najważniejszy, aspekt ich życia. Również owym noblistom nikt chyba pistoletu do głowy nie przystawiał, żeby płodzili. Dla osób LGBT założenie rodziny jest z oczywistych względów trudne, a czasem może nawet niemożliwe. Jedni to zlewają, inni krzyczą, żeby dać im prawo do adopcji (małych, ładnych i zdrowych) bidulek z bidula, a jeszcze inni radzą sobie na inne sposoby. Bywa różnie. Natomiast zbywanie problemu radami, żeby karmić koty, budować studnie w Afryce i płacić organizacjom (homikom?!) jest po prostu niepoważne.

Skomentuj

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa