Transpłciowość: „Operacja zmiany płci” nie istnieje

Dwie najważniejsze rzeczy, jakie należy wiedzieć o korekcie płci, to: 1) nie jest to jednorazowa operacja, lecz długotrwały proces oraz 2) proces ten działa w Polsce bardzo źle.

Pisałem już, że osoby trans są bardzo różne i mają rozmaite potrzeby. Część z nich czułaby się dużo lepiej w społeczeństwie, gdyby miała swobodny dostęp do hormonów, możliwości prawnego usankcjonowania swojej tożsamości płciowej lub poddania się zabiegom chirurgicznym. W dowolnych konfiguracjach. Tymczasem heteronormatywizm skazuje nas tylko albo na duszenie się w jednej płci, albo (niemal) całkowite przeskoczenie do drugiej płci. Niektórzy tego właśnie potrzebują – ale nie wszyscy.

Osoby pragnące korekty płci muszą udowodnić swoją skrajną normatywność (choć powoli się to zmienia!). Powinny deklarować heteroseksualizm (z punktu widzenia własnej tożsamości). Powinny być stereotypowo męskie lub stereotypowo kobiece. Powinny czuć się fatalnie ze swoim ciałem, ze swoimi narządami płciowymi, ze swoim życiem seksualnym przed korektą i chcieć operacji na genitaliach (zwłaszcza transki). W innych krajach Europy powinny mieć przynajmniej jedną udokumentowaną próbę samobójczą. U nas na szczęście do tego nie doszło. Ach, i powinny jednocześnie nie mieć głębszych zaburzeń psychicznych – psychozy dyskwalifikują – choć trudno nie mieć jakichś zaburzeń, jeśli się przeżyło lata w skrajnej opresji.

 

Etapy korekty płci

Wobec powyższego diagnoza transseksualizmu – pierwszy etap korekty płci – stanowi cyrk na kółkach: osoba niepasująca do powyższego obrazka opowiada bajeczki na swój temat. Tak naprawdę tożsamości płciowej lekarz nie zdiagnozuje, natomiast może wykluczyć inne zaburzenia. Osoby trans przechodzą serie badań: psychologicznych, psychiatrycznych, ginekologicznych/ urologicznych,  hormonalnych, genetycznych, a poza tym niekiedy badania mózgu i dna oka. Standardu nie ma.

W trakcie procesu diagnostycznego lub po (zależy od lekarza) osoba transseksualna dostaje pierwszą receptę na hormony płciowe. Hormony radykalnie zmieniają wygląd (zwłaszcza u transmężczyzn): rysy twarzy, głos, rozmieszczenie tkanki tłuszczowej i mięśniowej, metabolizm, owłosienie, fizjologię, wpływają też nieco na sposób myślenia i odczuwania. Części osób trans to właśnie terapia hormonalna daje najwięcej.

Następnym przystankiem jest korekta płci prawnej i zmiana imienia, możliwa po uzyskaniu diagnozy i trwałej zmianie wyglądu. W większości regionów Polski transmężczyźni muszą wcześniej przymusowo poddać się obustronnej mastektomii (usunięciu piersi), mimo że nie zawsze tego chcą. Płeć prawną koryguje się w sądzie, w trybie procesowym. Stroną pozwaną są rodzice, a jeśli nie żyją – wyznaczeni kuratorzy. Takie „rozwiązanie” powoduje lub pogłębia konflikty w rodzinie. Jeśli rodzice są przeciwko, mogą przeciągać proces miesiącami. W trakcie rozpraw bycie sobą również nie jest wskazane, lepiej być chodzącym stereotypem.

Kiedy wyrok się uprawomocni, transkobieta od zawsze jest kobietą, a transmężczyzną – mężczyzną. Zmianie ulega jedynie skrócony akt urodzenia, w rozszerzonym dodaje się adnotację o skorygowaniu płci. Zmienia się również PESEL. Należy też wymienić dokumenty, lecz tylko uczelnie wyższe zobowiązane są do wystawienia nowego dyplomu; byli pracodawcy mogą wydać nowe świadectwa pracy, ale nie muszą, co może się skończyć utratą wielu lat udokumentowanego doświadczenia zawodowego.

I wreszcie możliwe staje się to, na co wszyscy czekali… operacja na narządach płciowych! Lub operacje, bo transmężczyźni przeważnie przechodzą dwie: osobno usunięcie macicy wraz z przydatkami (panhisterektomia), osobno wytworzenie penisa i jąder (neophalloplastyka: wytworzenie penisa z tkanki pobranej z boku lub ramienia, często wymagająca kilku dodatkowych zabiegów, lub metoidioplastyka: wytworzenie penisa na bazie łechtaczki). Zabieg u transkobiet nazywa się SRS. Wbrew powszechnemu przekonaniu, penisa się nie odcina, lecz tworzy się pochwę i łechtaczkę na jego bazie.

Korekta genitaliów, choć „zmienia płeć” w potocznym rozumieniu, jest ostatnim, nieobowiązkowym etapem całego procesu. Dla niektórych to niezbędny warunek, by poczuć się „wyleczonym”: są w stanie nawet głodować, byle tylko zebrać pieniądze na zabieg. Inni decydują się po jakimś czasie, zawsze mają ważniejsze wydatki lub boją się powikłań. Część po prostu jest zadowolona z tego, co ma – poprzestają na hormonach i wymianie dokumentów.

Dla części kobiet bardzo ważnym elementem korekty płci jest FFS, czyli pewna ilość zabiegów chirurgicznych feminizujących twarz, poddaną wcześniej wpływowi testosteronu. Korekta rysów twarzy może być drobnym zabiegiem lub złożoną operacją, w której obniża się linię włosów, spiłowuje wały nadoczowe, czoło, szczękę i brodę, pomniejsza nos, podwyższa brwi, przeszczepia tłuszcz, powiększa usta, zmniejsza jabłko Adama etc.

 

Krytyka

Korekta płci powinna służyć dostosowaniu ciała i/lub dokumentów do tożsamości płciowej i umożliwić osobie transpłciowej funkcjonowanie zgodnie z tym, jak ona widzi siebie i swoje życie. Jednak obecnie lekarze i prawnicy „dla dobra pacjenta” i „dla dobra społeczeństwa” uniemożliwiają podejmowanie niezależnych decyzji.

Czasami ma to swoje uzasadnienie. Do lekarzy, psychologów lub Trans-Fuzji zgłaszają się osoby mające nierealne oczekiwania (nastolatek: „pójdę do chirurga i zmienię płeć, a rodzicom powiem, że napadł na mnie pies i odgryzł mi genitalia”), niezbyt racjonalną motywację do korekty płci (transwestyta: „jako kobieta mógłbym bez przeszkód zakładać kobiece stroje”, gej: „jako kobieta nie byłbym homoseksualistą”) lub urojenia (osoba w psychozie: „jestem przeciwnej płci”). <i>A propos</i> – zdarza się współistnienie transseksualności i zaburzeń psychotycznych.

Weryfikacja wiedzy, postaw, motywów i stanu psychicznego osoby pragnącej skorygować własną płeć powinna mieć miejsce, jednak nie w takiej formie jak obecnie. Skomplikowane procedury, wymuszanie kłamstw, zabiegów medycznych i zgody na liczne upokorzenia podczas kontaktów z lekarzami i prawnikami, brak refundacji leków i operacji, żerowanie na osobach transpłciowych (pewien lekarz policzył sobie niedawno 1000 zł za samo wypisanie recepty!), brak określonych standardów, dyskryminacja osób nieheteronormatywnych… Niektórzy po prostu rezygnują z całego procesu korekty, bo nie stać ich na to psychicznie, fizycznie lub finansowo.

 

Na zakończenie coś optymistycznego: Anna Grodzka wraz z zespołem prawników napisała bardzo sensowny projekt ustawy, która zlikwidowałaby większość powyższych usterek. Obecnie zabiega o jej uchwalenie. Trzymajcie kciuki za  sukces!  (http://wyborcza.pl/1,75478,11663972,Zmiana_plci_bardziej_po_ludzku.html)

Autorzy:

zdjęcie Marcin Rzeczkowski

Marcin Rzeczkowski

Wyoutowany transmężczyzna, założyciel strony Trans-Optymista, autor wielu artykułów na temat transpłciowości. Studiował psychoterapię i terapię seksualną. Od 2013 r. prowadzi grupę wsparcia dla osób transpłciowych w siedzibie Lambda Warszawa.

5 komentarzy do:Transpłciowość: „Operacja zmiany płci” nie istnieje




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa