- homiki.pl - http://homiki.pl -

NIESPODZIAAAANKAAAA!

[1]

Szanowne Czytelniczki, drodzy Czytelnicy!

Niedawno minęły Homikom.pl ósme urodziny. Z tej okazji przygotowaliśmy dla Was – wszak to Wy jesteście przyczyną, dla której istniejemy – prezent urodzinowy. Oddajemy niniejszym w Wasze ręce (komputery, laptopy, itepe) nowe, ulepszone Homiki.pl. Jak sami i same zobaczycie, sporej zmianie uległa warstwa graficzna, niewielkiej – znany Wam od ośmiu lat schemat portalu, a zupełnie nie zmieniła się jego treść.

„Nowe Lepsze Homiki” powstały dzięki ciężkiej pracy kilkorga osób – Jacka „Trekkera” Gałkowskiego, który stworzył całą nową maszynę Homiki.pl, Bartka Matusiaka, który zadbał o oprawę graficzną portalu, Krzysztofa Łosia, który jego projekty uzupełnił i wdrożył, Ewie Tomaszewicz, która zaopiekowała się SEO i makietowaniem oraz Uschi Pawlik, która całość koordynowała. Serdecznie dziękujemy za ich trud i mamy nadzieję, że efekty ich działań usatysfakcjonują Czytelników i Czytelniczki.

Zachęcamy do czytania, szperania, nawigowania, używania, zapraszamy również do komentowania tekstów, jednocześnie zwracając uwagę, że w większości przypadków możliwość komentowania zostało ograniczona do zarejestrowanych użytkowników. Osoby posiadające konta na dawnej wersji portalu mogą wykorzystywać do logowania dawny login i hasło. Kontakt z nami możliwy jest jak zawsze przez formularz kontaktowy, jak również bezpośrednio przez maila: listy@homiki.pl.

Czy zmiana formy oznacza zmianę założeń? Nie, Homiki.pl pozostają tym samym, czym były – portalem pozytyw(istycz)nie homo(i nie tylko)seksualnym. Przypominamy o tym w naszym przesłaniu.

Udanego czytania, szukania, dowiadywania się, komentowania. A na początek zachęcamy do lektury wywiadu z Ojcami Założycielami portalu:

* * *

 

Skąd wziął się pomysł utworzenia portalu „homiczego”?

Jerzy Piątek: Pomysł założenia portalu pojawił się jako wypadkowa kilku zdarzeń. Przede wszystkim – Piotr i Paweł poznali się z Jerzym czyli ze mną.

Piotr Bukowski, Paweł Walczak: Paweł i Piotr poznali się przez internetowego czata, a pierwsza rozmowa z Jerzym nastąpiła przez gadu-gadu. Niezbyt romantycznie…

JP: Za każdym razem, gdy spotykaliśmy się towarzysko, marudziliśmy, że jest źle w Polsce, że uwiera nas brak szacunku dla różnorodności i odmienności, nachalne promowanie katolicyzmu w przestrzeni publicznej. Żaliliśmy się na homofobię wylewającą się bez żadnej tamy z ekranów telewizorów, radioodbiorników, politycznych mównic. W sylwestra 2003 roku, w trakcie zabawy w nieistniejącym już klubie Scena we Wrocławiu, postanowiliśmy zerwać z narzekaniem, które kojarzyło nam się z taką polskością, jakiej nie akceptowaliśmy i nie uważaliśmy za swoją. Polskością, bierną, gnuśną, konserwatywną i zamkniętą. I to właśnie to zerwanie z „narzekactwem” stało się zaczynem powstania homików. Postanowiliśmy COŚ zrobić, zamiast marnować zasoby na jęczenie.

 

To przyczyny. A cel?

PB, PW: Cel był taki, żeby nam wszystkim – mam tutaj na myśli całą wspólnotę kryjącą się pod literkami LGBTQ… – się żyło lepiej. Żebyśmy mogli bez strachu przyznać się do naszego partnera, postawić fotografię na biurku w pracy na przykład. Chcieliśmy, aby powstało chociażby jedno pozytywne, to znaczy o optymistycznym wydźwięku, miejsce dla gejów i lesbijek. Początkowo skupialiśmy się na świadectwach, poradnictwie i w ogóle definicjach, potem homiki zaczęły sie rozrastać i doszła tematyka publicystyczna i polityczna.

JP: Naszym celem było przyczynienie się do zmiany wizerunku osób homoseksualnych w społeczeństwie. Znalazł on odzwierciedlenie w strukturze serwisu homiki.pl – najpierw prostej strony, na której publikowało się „ręcznie”, przy pomocy kodu HTML, później już dużego portalu. W serwisie pojawiło się zatem dużo treści edukacyjnych. Bardzo ważną zakładką serwisu były Świadectwa – miejsce, gdzie publikowane były pozytywne i autentyczne historie ludzi akceptujących siebie jako geja, lesbijkę czy bi. Wybór nazwy był nieprzypadkowy – podpatrzyliśmy na jednej z religijnych stron internetowych, gdzie publikowane były „świadectwa” osób rzekomo „wyleczonych” z homoseksualizmu. Chcieliśmy pokazać, że wbrew temu, co się powszechnie sądzi, w heteronormatywnym i – mówiąc eufemistycznie – niezbyt otwartym społeczeństwie osoby LGBT mogą również żyć pełnią życia, cieszyć się miłością, szczęściem i samoakceptacją. Z e-maili, które otrzymywaliśmy po debiucie strony w internecie wynikało, że dział ten był otuchą dla wielu ludzi – mieszkańców małych miejscowości, rodziców niepogodzonych z „innością” swojego dziecka itp. Edukacja była i nadal jest jednym z celów długofalowych. Kolejny ważny cel to wykreowanie miejsca dla ludzi, którzy nie uciekają od pogłębionej refleksji, a nie znajdowali dla siebie zbyt wielu ciekawych rzeczy w serwisach randkowych czy w portalach rozrywkowych i erotycznych.

 

Dlaczego portal a nie np. czasopismo?

PB, PW: Po pierwsze: chyba nie wyglądamy na takich, którzy mogliby wysupłać z kieszeni worek dukatów na kredową okładkę i kolorowe rozkładówki :-). A po drugie: mimo pozorów, internet to obecnie najbardziej efektywna metoda dotarcia i przedstawienia informacji tam, gdzie jest ona potrzebna – do miast i wioseczek, gdzie nigdy nie zawitało i raczej nie zawita Inaczej czy Replika.

JP: Internet był prostym wyborem. Nie znając jeszcze pojęcia Web 2.0 po prostu zaczęliśmy być wytwórcami treści w globalnej sieci. Możliwości internetu są ogromne, to bezdyskusyjne, i zaistnienie w nim nie wymagało dużych nakładów finansowych, jak by to było w przypadku czasopisma. Nie mając funduszy ni inwestora mogliśmy liczyć tylko na siebie i na www właśnie. Czy moglibyśmy skusić potencjalnego inwestora – planem uruchomienia medium, którego celem nie było w ogóle zarabianie pieniędzy? Jak pokazuje czas – wybór był trafiony. Pisma niepornografczne dla LGBTQ prawie nie istnieją. A ogromny kryzys przezywa cała prasa – również ta mainstreamowa.

 

Skąd wzięli się pozostali współpracownicy?

JP: Najczęściej zgłaszali się sami. Dość szybko homiki.pl stały się znane. Trochę się o to postaraliśmy, organizując np. ogólnopolską akcję vlepkową [2]. Po starcie strony homiki.pl wysyłaliśmy też informację o tym fakcie do prasy. I nawet nie spodziewaliśmy się tego, że serwis stanie się bohaterem felietonu Bartka Chacińskiego w Dużym Formacie [3]. Współpracownicy zgłaszali się sami, oferując wsparcie – najczęściej w postaci pisania.

PB, PW: Oprócz tego na początku trzeba było być uparcie bezczelnym. Wysyłać maile do blogerów, autorów książek, stron internetowych, ogłaszać się na forach i rozsyłać wici „w środowisku”. Myślę, że trochę naiwna idea homików, połączona z ideą pracy charytatywnej, a to wszystko w wszechobecnej nagonce antyhomiczej, pomogła wielu osobom zadebiutować na naszym portalu. Trudno wymienić wszystkich autorów, felietonistów, artystów, plastyków i informatyków, którzy nam pomogli.

 

Jakie jest źródło swoiście „odrębnego” działu, jakim jest Homikoteka?

PB, PW To pomysł Pawła Fijałkowskiego, członka redakcji właściwie od początku istnienia portalu. Idea jest prosta – uwiecznić historię osób LGBT w Polsce, począwszy od czasu totalnej opresji, poprzez pierwsze akcenty homicze w polskiej świadomości, aż do czasów najbardziej współczesnych.

JP: Dział ten miał pokazywać, że ludzie homo- bi- i transseksualni również tworzyli szeroko pojętą kulturę, i to mieli w niej ogromny udział.

 

Jak widzicie dziś rolę portalu Homiki.pl, np w kontekście funkcjonowania innych tęczowych stron?

PB, PW: Uważamy, że trzeba po pierwsze pozostać sobą. To że internet przyśpiesza coraz bardziej, robi się coraz bardziej obrazkowy, bezmyślny i interaktywny, nie zwalnia nas z myślenia i czytania. Mimo pozorów formuła czasopisma internetowego przyciąga właśnie tych czytelników, którym chcemy coś przekazać i coś usłyszeć od nich. Na corocznych spotkaniach nazywanych przewrotnie conclave zastanawiamy się czasem, w którą stronę pójść – w ilość czy w jakość. Ale póki będą się znajdywać osoby ambitne, chcące zmieniać świat, będzie dla nas miejsce w internecie.

JP: W porównaniu z innymi stronami nadal powinniśmy być portalem non-profit, dzięki czemu nie pojawia się konieczność realizowania wyłącznie rzeczy, które się opłacają. Nie musimy zabiegać o użytkownika i przekonywać go, jak wiele innych portali, że oprócz randek i profili mamy jeszcze ciekawe teksty. Non-profit daje szansę bycia po prostu sobą i niewchodzenia w zabagnione tereny mediów, które coraz bardziej się tabloidyzują. Myślę, że siłą portalu jest jego niezależność, dzięki czemu możemy w wolny sposób pisać o wszystkich. Uważam, że homikom powinien wyrosnąć ostrzejszy publicystyczny pazur. Bo grzeczne homiczki nie będą dobrze słyszalne w czasach, gdy w politycznym garncu tyle pustego wrzasku.