Przedwojenna literatura LGBT(?) [2]

 

Część druga – Oscar Wilde

Nim przejdziemy do omawiania poważniejszych dzieł literackich, wskazywanej przez Fika „literatury psychopatologicznej”, przyjrzyjmy się pewnemu wątkowi, którego opracowanie odnajdujemy w formie powiastki sensacyjnej. W latach 1933-34 w serii „Universum” wychodziły krótkie, beletryzowane biografie co ciekawszych postaci. W serii ukazały się dwie książki dotyczące homoseksualistów, pod numerem 39 – „Alfred Redl, szpieg – homoseksualista”, pod numerem 88 – „OSKAR WILDE. TRAGEDJA POETY – HOMOSEKSUALISTY”. Pierwsza z nich nie zachowała się w zbiorach publicznych, druga znajduje się w zbiorach Biblioteki Narodowej. W książeczce czytamy, że:

Jeśli chcesz poznać kulisy świata i jego wielkich wydarzeń;
jeśli pragniesz stale wzbogacać swoją wiedzę;
jeśli łakniesz głębokich przeżyć i silnych emocyj
czytaj regularnie „UNIVERSUM”
„Universum” opowiada o słynnych ludziach, burzliwych czasach, wielkich wydarzeniach i ciekawych krajach.
Co tydzień ukazuje się nowy numer „Universum”.
[1]
Książka autorstwa M. SIWEGO ogranicza się do przepisania ogólnie znanej biografii Wilde’a z dodaniem dialogów i kilku uwag natury ogólnej. Wbrew tytułowi temat homoseksualizmu głównego bohatera poruszany jest nadzwyczajnie ogólnie i ze wskazaniem, że… Wilde został uwiedziony i wykorzystany. Samo słowo „homoseksualizm” pada w książce zaledwie dwukrotnie. Przeczytajmy fragment książki dotyczący słynnego procesu:

Oskar osiągnął wszystko, o czem marzył: nieśmiertelną sławę, bogactwo i nieograniczoną nieomal władzę nad całą opiniją publiczną Anglji. Nikt mu już nie mógł szkodzić. Był King of Life, „Królem życia”. Wyżej już nie mógł się wznieść. Teraz mógłby rozpocząć się tylko upadek.

Mrs. Konstancja była od pewnego czasu przygnębiona. Mąż ją wyraźnie zaniedbywał. Rzadko z nią rozmawiał, odnosił się do niej chłodno i z trudem ukrywał wstręt, jakim go przejmowała ta zwiądła, starsza kobieta, snująca się jak cień po wspaniałych apartamentach „króla życia”. Oskar Wilde nie znosił nieśmiałych pieszczot swojej żony, mierziły go jej pocałunki, jej skromność i cicha potulność. Nie znaczy to, aby Wilde szukał miłości u innych kobiet. Wprost przeciwnie, stronił od nich i z obojętnością, szły ślepo za nim, jak ćmy do światła. Kobiety o których wielu mężczyzn nie śmiało nawet marzyć, zasypywały Oskara Wilde’a listami, pełnemi wyznań płomiennych i najrozkoszniejszych obietnic: Oskar był jednak wiecznie przygnębiony, pełen przesytu i znudzenia.

Kobiecy lord Douglas.

Razu pewnego, popołudniu było to w roku 1891, gdy siedział w swym pięknym, zacisznym gabinecie, przyniósł mu lokaj na złotej, kunsztownie rzeźbionej racy dwa bilety wizytowe. Na jednym z nich widniało nazwisko „Lionel Johnson”, na drugim zaś „Lord Alfred, Bruce Douglas”.

Oskar kazał prosić.

Uczynił to zresztą z wyraźną niechęcią. Czegóż bowiem mógł oczekiwać od tych ludzi on, lord Paradox, najdowcipniejszy człowiek w Anglji, jeden z najsławniejszych pisarzy kontynentu europejskiego, król życia, potentat i magnat! Lionela Johnsona zna zresztą od dawna.

- Jak się masz Oskarze – rzekł Johnson wchodząc – pozwól, że ci przedstawię młodego poetę, lorda Alfreda Douglasa, który od dłuższego już czasu marzy o tem, aby poznać i na własne oczy zobaczyć Wielkiego Wilde’a.

Gdy Wilde poczuł w swej dłoni gładką, delikatną rękę młodzieńca, doznał uczucia, jakiego nigdy w swem życiu nie doświadczył. Poczuł bowiem nagle do młodego lorda taką tkliwość, jakby ten rosły zresztą chłopak był małem, nieporadnem dzieckiem. Lord Alfred, Bruce Douglas stał przed nim smukły, wytworny, miał fiołkowe oczy i złociste włosy, Miał lat dwadzieścia jeden.

Gdy lady Wilde przysuwała gościom herbatę spojrzała przelotnie na młodzieńca i w jednej chwili, z niewytłumaczonych narazie powodów poczuła ku niemu niepohamowany, gwałtowny wstręt… Usiłowała to sobie czemś wytłumaczyć. Był wszak piękny, młody, wytworny, dystyngowany. A jednak odpychało ją coś od tego człowieka, którego pełne mięsiste czerwone wargi miały w sobie coś kobiecego…

Lady Konstancja nie mogła usnąć. Do późnej nocy niosły się z gabinetu męża głośna rozmowy i dźwięczny śmiech rozbawionych mężczyzn.

Świtało już, gdy podchmielony poeta Johnson, ująwszy pod ramię młodego lorda, wracał do domu.

W gabinecie pozostał sam Oskar. Długo wpatrywał się w zapisany papier, na którym widniał podpis lorda Alfreda, Bruce’a Douglasa.

Był to sonet. Młody poeta pozostawił go Oskarowi do oceny. Zwykle zwijał Wilde w podobnych wypadkach papier w piękny kłębek i rzucał do kosza. Dziś jednak pochylił się troskliwie nad rękopisem i czytał.

Czytał w skupieniu i z uwagą. Nagle przyłapał się Oskar na tem, że robi coś, czego nigdy dotychczas nie robił. Czyta pierwociny czyjegoś talentu. Oskar usiłował zrozumieć, dlaczego to czyni. Przypomniał sobie znowu młodzieńca. Na tym oto fotelu siedział lord Douglas. Przez cały czas nie odezwał się słowem. Słuchał. Słuchał żarłocznie, z nieukrywaną namiętnością i połykał każde słowo, które padło z ust Oskara Wilde’a…. Lecz w słuchaniu tem, poza zwykłą w takich wypadkach skromnością młodego poety wobec wielkiego pisarza, było coś, czego Wilde nie śmiał nawet pomyśleć!… Lord Douglas siedział, oczy miał nawpół przymknięte, usta czerwone rozchylił w upojeniu i słuchał… Jak kobieta. Zupełnie jak kobieta!…

Oskar przypomniał sobie teraz, że i on nie zachowywał się jak zwykle. Dawna nuda, jakby pierzchła… Potok słów tryskał, iskrząc się dowcipem jak fontanna w słońcu. Tem słońcem był w tym wypadku młody lord Alfred Douglas. I dlaczegoż chciał się on, Oskar Wilde, najsłynniejszy poeta Anglji, przypodobać temu młodzieńcowi? W tej chwili uczuł gwałtowny przypływ ciepłego szczęścia… Przypomniał sobie złote włosy i fijołkowe oczy swego młodego gościa…

I nagle wszystko zrozumiał. W parę dni potem siedział Wilde w swojej pracowni wiejskiej i pisał… pisał… Pisał swój pierwszy list do lorda Alfreda Douglasa.

„Mój drogi chłopcze! Twój sonet jest porywający i to jest tak dziwne, jak dalece usta twoje różowe są stworzone zarówno do pieśni, jak do pocałunków namiętnych Twoja lekka, złota dusza buja między upojeniem namiętności i poezji. Myślę o dawnych czasach greckich i wierzę że Hijacyntem, którego Apollo tak kochał szalenie – ty byłeś. Dlaczego siedzisz samotny w Londynie i dlaczego nie pojedziesz do Salisbury – Jedź tam i ochłodź swoje ręce w szarawym świcie gotyckiej starożytności i wracaj i przychodź jak często ci się tylko podoba. Tu jest prześliczny zakątek, brak mu tylko ciebie. Lecz pojedź wpierw do Salisbury.

W wiecznej miłości
zawsze twój Oskar Wilde* [2]).”

W szponach zboczenia seksualnego.

W Londynie zaczęto wnet otwarcie już mówić o zdrożnym stosunku łączącym największego pisarza Anglji z młodym lordem. – Żyje z nim jak mąż z żoną – mawiali bywalcy klubów arystokratycznych. – To niesłychane – wtórowali inni. Gdy Wilde wrócił ze swym przyjacielem po pobycie w Paryżu do Londynu, przywitała go oschłość i niechęć. Zaczął tedy ukrywać się przed ludźmi ze swoją przyjaźnią. Zwolna doszedł do przekonania, że młody lord Douglas przyniesie mu zgubę. Usiłował przeto, przezwyciężyć w sobie tę straszliwą namiętność, lecz im bardziej i goręcej postanawiał, tem trudniej było mu wyrzec się przyjaciela. Usiłował tedy jak najmniej pokazywać się ludziom. Tu jednak zabral już głos sam lord Douglas. Zmuszał bowiem Wilde’a, aby bywał z nim wszędzie zupełnie otwarcie. Lord Douglas miewał kaprysy jak kokotka. Wielki poeta wydawał nań olbrzymie sumy. Kochał bowiem swojego Bosie (tak nazywał Wilde młodego lorda) i nie mógłby już żyć bez niego. A Bosie, wykorzystywał straszliwą namiętność genjalnego pisarza.

Nastąpiło upalne lato. Wilde wynajął sobie dom pod Londynem, w Goring nad Tamizą. Wynajął, aby móc oddać się swej pracy literackiej i cieszyć się swoim Bosie w miejscu ustronnem. Lecz Bosie zamęczał poetę swojemi kaprysami. Za lada drobnostką wybuchał niepohamowanym gniewem. Doszło do tego, że lord Douglas spakował manatki i nagle bez pożegnania – wyjechał. W parę jednak dni potem otrzymał Wilde list, w którym go porywczy przyjaciel przeprasza i zapowiada swój powrót. Wilde przyjął chłopca z otwartemi ramionami. Namiętnym wybuchom radości nie było końca.

Po dwunastu tygodniach szczęścia poczuł wielki pisarz zmęczenie. Rozstał się więc z ukochanym i pojechał do Dinard. Zaczął marzyć o tem, by wyzwolić się ze swej straszliwej namiętności. Gdy wrócił do Londynu przekonał się jednak, że dalsze życie bez Bosiego staje się dlań męczarnią. Napisał więc list:

„Mój najdroższy chłopcze!

Jest to rzeczywiście absurd: NIE MOGĘ ŻYĆ BEZ CIEBIE. Jesteś mi taki drogi, taki cudowny. Myślę o tobie po całych dniach, brak mi twego wdzięku, twej młodości, olśniewającej szermierki twego dowcipu i delikatnej fantazji twego genjuszu… Twe rozkoszne życie idzie zawsze razem z mojem… Co za szczęście, że jest ktoś na świecie kogo można kochać!.”

Wielki skandal w Londynie.

Bosie pogniewał się znowu. I to z błahego powodu.

Razu pewnego Wilde prosił swego kapryśnego przyjaciela, aby ograniczał się nieco w swych wydatkach. Usiłował mu wytłumaczyć, że trudno mu obecnie wyrzucać na głupstwa 20 funtów dziennie. To oburzyło Douglasa do głębi. Wyjechał więc do Egiptu na stanowisko attache brytyjskiego. Oskar zapominał zwolna o swym przewrotnym i zdradliwym przyjacielu. Bywały okresy, że był już nieomal pewny wyzwolenia się z pod wpływów swej zgubnej namiętności. Oddał się z zapałem pracy i w niej odnajdywał zwolna utraconą energję.

Lecz, gdy otrzymał pewnego dnia telegram od Douglasa, wrócił dawny niepokój… Z trudem przemógł się, aby odpisać mu chłodno i stanowczo, że lepiej będzie, gdy się już nigdy nie spotkają. W odpowiedzi otrzymał drugą depeszę, że on, dawny jego Bosie wraca z Egiptu i zatrzyma się w Paryżu. Jeśli mu Wilde nie wyznaczy spotkania, to popełni samobójstwo. Wilde nie mógł zapanować więc nad sobą i wyjechał do Paryża. Tam się pojednali, a w Londynie zaczęło się wszystko odnowa.

Przeszkodził jednak temu złowrogi cień markiza Queensbeery. Zjawił się on w towarzystwie jednego ze swych przyjaciół.

- Przychodzę – zaczął markiz – aby pana ostrzec, że jeśli spotkam pana raz jeszcze z moim synem, to będę was obu bił. Dość już mam tego szkalowania mojego nazwiska… Oddaje się pan sodomji i homoseksualizmowi… Proszę sobie jednak szukać innych objektów, a syna mego proszę zostawić w spokoju.

Odtąd widywali się przez jakiś czas pokryjomu. Bosie nie mógł jednak długo wytrzymać w ukryciu. Zaczęli tedy znów bywać w cafe Royal. Stary markiz widywał ich coraz częściej, lecz groźby swej narazie w czyn nie wprowadzał. Planował bowiem zemstę na większą skalę.

Pewnego dnia zauważył Oskar Wilde, że otoczony jest dokoła zgrają szpiegów i szantażystów… Londyn czekał w napięciu na skandal, który mógł lada dzień wybuchnąć. Wyczuwał to też Wilde. Wyjechał więc z Londynu i ukrył się w pięknej miejscowości Worthing. Bosie nie dawał znaku życia o sobie. Oskar tęsknił… Każdy dzień bez przyjaciela dłużył mu się w nieskończoność. Wreszcie otrzymał tak bardzo upragniony list. Oskar Wilde natychmiast odpisał:

„Drogi, drogi chłopcze!

Jesteś dla mnie więcej, niż ktokolwiek może sobie wyobrazić. Jesteś wcieleniem wszystkich miłych rzeczy. Kiedy nie jesteśmy w zgodzie wszystko traci barwę. Myślę o tobie dzień i noc. Odpisz mi zaraz, ty „dziecię o włosach jak miód”.

Gdy jednak Douglas przyjechał, zaszło znowu coś, co odepchnęło – ich od siebie na dłuższy czas.

Oskar Wilde zachorował. W apartamentach, które zajmował wspólnie z lordem Douglasem nie było lokaja. Leżał więc wielki pisarz sam i nie miał nikogo, ktoby mu podał mleko lub lekarstwo. Bosie przychodził dopiero nad ranem pijany, rozbawiony i nie zwracał wcale uwagi na tego, któremu tyle zawdzięczał…Gdy go Wilde wzywał do sypialni, Bosie klął na czem świat stoi, że spać nie może, że nie chce pielęgnować chorych… Był nawet moment, że ten ukochany Bosie chciał rzucić się na chorego i zabić go. Wilde cierpiał. Szukał wyjścia z tego błędnego koła. Przypominał sobie swój dom, żonę, dzieci i przeklinał tę swoją straszliwą namietność. Wreszcie przyszła ulga.

W pewną noc wrócił Bosie do domu, pociemku spakował walizy, powyciągał wszystkie pieniądze ze skrytek i wyjechał. Wilde odetchnął. Odrazu zaczął wracać do zdrowia. Po paru dniach stwierdził, że ma dosyć sil, aby na zawsze wykreślić z pamięci przewrotnego przyjaciela. Z całym spokojem przeczytał po paru dniach list Douglasa w którym między innemi wyczytał zdanie najlepiej charakteryzujące małoduszność i kapryśność Bosie:

„Kiedy nie znajdujesz się na swym piedestale, nie jesteś interesujący. Następnym razem, gdy zachowujesz wyjadę natychmiast.

Oskar Wilde list ten spalił. Tego samego dnia jeszcze złożył pełnomocnikowi markiza Queensbeery oświadczenie, że nigdy już nie spotka się z lordem Douglasem. A jednak spotkał go w Londynie. Spotkał go tuż przed procesem.

Markiz Queensbury obraził wielkiego pisarza w tak straszny sposób, że Wilde wytoczył mu skargę… Skandal, którego Londyn wyczekiwał z takiem utęsknieniem wybuchnął….

W parę dni potem, przyniosła prasa całego świata swoim czytelnikom, żądnym sensacji, kąsek nielada: na wielkich szpaltach, widniały ogromne tytuły:

„OSKAR WILDE SKARŻY MARKIZA QUEENSBEERY O OBRAZĘ! MARKIZ ZARZUCA WIELKIEMU POECIE SODOMIĘ I HOMOSEKSUALIZM!! WIELKIE PORUSZENIE W ARYSTOKRATYCZNYCH KOŁACH LONDYNU! SKANDAL ZATACZA CORAZ SZERSZE KRĘGI”.

Przyjaciele Oskara Wilde’a zaczęli badać nastroje… Okazało się, że Wilde ma mnóstwo wrogów. Radzono mu przeto zrezygnować z procesu i wyjechać z Anglji. Oskar Wilde odrzucił tę propozycję, gdyż nie chciał aby go posądzano o tchórzostwo. Rozpoczął się tedy proces, który wzburzył umysły całego świata.

Tymczasem markiz Queensbeery nie zasypiał gruszek w popiele. Pewien dyrektor nocnego lokalu podjął się wyszukiwania świadków na dowód prawdy dla markiza. Zebrał wkrótce całą zgraję podejrzanych indywiduuów ze spelunek i szynkowni, którzy mieli za zapłatą świadczyć przeciwko Wilde’owi. Markiz umiejętnie zastawił sieci tak, aby znienawidzony dlań Wilde nie mógł się już nigdy wyplątać.

Rozpoczął się w ten sposób pierwszy akt prawdziwej tragedji, w której rolę bohatera odgrywał sam Oskar Wilde.

Tajemne kulisy życia arystokratów.

Na parę dni przed rozpoczęciem się procesu wszystkie bilety były już wyprzedane. Najgorsze miejsce kosztowało pięć szylingów. Za lepsze płacono złotem. Najsłynniejsi adwokaci występowali w tym procesie.

- Nazywa się pan? – zapytał sucho sędzia.
- Oskar, Fingal, O’Flaherty, Wills, Wilde.
- Lat!
- Czterdzieści.
- Zawód!
- Literat.
Zabrał głos adwokat Wilde’a, Mr. Clarke. Suchym, monotonnym głosem zaczął uzasadniać oskarżenie. Sam Wilde oświadczył krótko:
- Wszystko co mówi i rozgłasza o mnie markiz Queensbeery jest najoczywistszytm kłamstwem!
W tej chwili zabrał głos obrońca markiza:
- Wysoki Sądzie! Jeśli markiz Queensbeery stawia szereg ważnych zarzutów natury moralnej, panu Oskarowi Wilde, to czyni to z łatwo zrozumiałych pobudek. Mr. Wilde przyzwyczaił lorda Douglasa do próżniaczego życia i trwonienia pieniędzy. Czyż nie tak Mr Wilde – zwrócił się adwokat w stronę poety.
- Przyzwyczajałem go o rzeczy przyjemnych, a przyjemność jest jedyną rzeczą, dla której żyję.

Po sali rozeszły się szepty i chichoty.

Obrońca pytał w dalszym ciągu:
- Mam tu przed sobą dzieło pańskie pt. „Portret Doriana Graya”. Czy nie sądzi pan, że można tę książkę tłumaczyć w pewien sposób?
- Sądzę, że mogą to robić ludzie pospolici, nie znający się na literaturze. Poglądy filistrów na sztukę są nieprawdopodobnie głupie.
- Otrzymaliśmy jeden z listów pańskich. Pozwolę sobie ten list odczytać:
Mój drogi chłopcze. Twój sonet jest porywający!
Obrońca odczytał list do końca i zapytał:
- Czy uważa pan, że jest to zwyczajny list?
- Nie to jest list piękny.
- Więc jest to list niezwykły?
- Tak, jedyny.
- Czy pańska korespondencja była zawsze utrzymana w tym stylu?
- Nie, to byłoby niemożliwe. Takich rzeczy nie można zawsze pisać.
- Czy gdzie indziej nie pisał pan czegoś podobnego?
- Nie powtarzam się nigdy.
- A jednak pozwolę sobie zacytować jeszcze jeden list pański do lorda Douglasa. (Obrońca zaczął czytać).
- Savoy Hotel, Viktoria Embankment, Londyn. Najdroższy twój list był mi tak słodki, jak czerwony lub biały sok winnej macicy. Lecz wciąż jestem smutny i zgnębiony. Bosie, nie rób mi więcej scen. To mię zabija, to pustoszy piękno życia. Nie mogę patrzeć jak gniew ciebie zniekształca, ciebie, który jesteś taki uroczy, taki podobny do młodego Greka. Nie mogę słuchać jak twe wargi tak doskonałe w rysunku rzucają mi się w twarz wszelkie obrzydliwości. Wolę się zdać na pastwę szantaży, niż widzieć cię gorzkim, niesprawiedliwym, nienawistnym. Muszę cię jak najrychlej zobaczyć. Jesteś istotą boską, której pragnę, jesteś genjuszem piękna. Lecz jak to zrobić? Czy mam jechać do Salisbury? Mój rachunek wynosi tutaj 40 funtów za tydzień. Mam również nowy salon. Dlaczegoż niema cię tutaj, drogie cudowne dziecko? Muszę jechać a tu ani pieniędzy, ani kredytu i serce z ołowi. Twój Oskar.
- Czy mr. Wilde uważa, że jest to również niezwykły list?
- Wszystko cokolwiek robię jest niezwykłe. Nie wierzę, abym mógł być pospolitym.

Ajencje telegraficzne rozesłały do prasy całego świata telegramy. Nazajutrz krzyczały ze szpalt dzienników sążniste nagłówki: SENSACYJNY ZWROT W PROCESIE Z OSKARŻYCIELA – OSKARŻONY!! TAJEMNE KULIST ŻYCIA ARYSTOKRATÓW, OSKAR WILDE W TOWARZYSTWIE ZWYRODNIALCÓW I ZBOCZEŃCÓW!!

Proces budził coraz większe zainteresowanie. Obrońca markiza Queensbeery rozpoczął drugi dzień obrad od ognia krzyżowych pytań, któremi zasypywał Oskara Wilde’a.

W trakcie tych pytań wyszło na jaw że Wilde otaczał się wyłącznie ludźmi młodymi, w wieku od lat 19-tu do 20-tu parę. Ludzie ci niekoniecznie byli literatami. Byli to po większej części stangreci, lokaje, kelnerzy. Na pytanie dlaczego otaczał się on wielki, sławny pisarz ludźmi z gminu, stojącymi na niskim poziomie umysłowem, Wilde odpowiedział:

- Lubię ludzi młodych, wesołych, beztroskich, oryginalnych. Nie lubię rozsądnych, podtatusiałych. Nie cierpię różnić społecznych i sam fakt młodości wydaje mi się tak cudownym, że wolę pół godziny rozmawiać z młodym człowiekiem niż odpowiadać na pytania radcy królewskiego w sile wieku.

Tę odpowiedź przyjęła sala głośnym wybuchem śmiechu.

Adwokat postanowił pomścić sobie ten docinek. Gdy uciszyło się już na Sali zupełnie, zapytał nagle spokojnym napozór, lecz zjadliwym głosem:
- Znał pan chyba lokaja, który służył u lorda Douglasa?
- Tak.
- Proszę mi nie brać za złe tego pytania – chciałbym wiedzieć, mr. Wilde pocałował kiedyś owego Waltera Graingera?
- Ach, mój Boże, nie! Był to chłopak szczególnie brzydki. Bardzo mi go było żal.
Mr. Carson, radca królewski zapytał z udanem zdziwieniem:
- Jak to, czyż dlatego go pan nie pocałował?
- Och, mr. Carsen, jakie niewłaściwe jest pańskie zuchwalstwo.
- Przepraszam bardzo. Chciałbym tylko wiedzieć, czy powołując się na jego brzydotę, tłumaczyć chce pan dlaczego pan go nigdy nie całował…?
-Nie. To dziecinne pytanie.

W rezultacie markiz został uwolniony od winy, a oskarżyciel – skazany został na ponoszenie kosztów procesu.

I znowu rozniosły gazety po świecie sensacyjne wiadomości: MARKIZ QUEENSBEERY UWOLNIONY OD WINY I KARY! ŚWIETNA TAKTYKA OBROŃCY RADCY KRÓLEWSKIEGO CARSONA! POGŁOSKI O ARESZTOWANIU OSKARA WILDE’A!! CAŁY LONDYN POD ZNAKIEM SKANDALU!!

W przesadnych wiadomościach prasowych było istotnie wiele prawdy. Przyjaciele Wilde’a usiłowali go skłonić do ucieczki z Anglji. Wilde był przygnębiiony. Przygnębienie to wzrosło, gdy dowiedział się Wilde, że Lord Douglas uciekł do Paryża. Młodzieniec przeczuwał burzę. Przyjaciele nie zdołali jednak nakłonić wielkiego poety do ucieczki. Postanowił pozostać.

I tak rozpoczął się drugi akt tragedji Oskara Wilde’a.

Oskar Wilde aresztowany!~

- Kto tam? – Oskar Wilde drgnął.

- Reporter „the Star”! Otwórzcie. Mam ważne nowiny.

W pokoju hotelowym siedział Wilde ze spuszczoną głową. Otaczali go przyjaciele i adwokaci. Mr. Maathews nie radził czekać. Chodziły bowiem słuchy, że dziś nastąpi to, czego się tak strasznei obawiali przyjaciele wielkiego pisarza. W wyniku ostatniego procesu władze obyczajowe wdrożyły tajemne śledztwo,aby zebrać materjał, któryby mógł uzasadnić rozkaz aresztowania. Należało działać szybko i sprawnie. Żona i przyjaciele namawiali Oskara do natychmiastowej ucieczki, jak długo nie jest jeszcze zapóźno. Wielki poeta uparł się. Nie chcę uciec. Siedzi oto w Cadogan Hotel i czeka. Nie wie na co, lecz czeka. Za każdym otwarciem drzwi odczuwa dreszcz. Usiłuje go sobie wytłumaczyć. Czyżby go strach opadł. Toć nie jest on, Oskar Wilde, pierwszym lepszym z ulicy, kogo można aresztować i wlec na komisarjat. Toć jest on osobistością, z którą liczy się świat!

Oskar drgnął, gdy usłyszał stukanie do drzwi. A może już idą… Może to policja… Nie.. Reporter… „The Star”.. Czegoż chcą jeszcze od niego reporterzy… Cóż on im powie?…

Do pokoju wszedł szybko mały, ruchliwy człowiek z ołówkiem zatkniętym za ucho…

- Mistrzu… pan jeszcze tu?… Uciekaj na miłość Boga… Uciekaj… szybko…
- Cóż się stało? – zapytał Mr. Mathew.
- Wydano już rozkaz aresztowania! Lada chwila zjawi się policja… Uciekaj mistrzu drogi….

Reporter mr. Marlow dyszał ciężko, biegł po pokoju, chwytał się za głowę.

Wszyscy zaczęli szeptać… Naradzali się jakby tu wpłynąć na Wilde’a, ażeby uciekł, aby ratował się przed nieszczęściem.

Nagle rozległ się wśród ogólnego milczenia spokojny donośny głos Oskara:

- Mr. Marlow, niech się pan nie trudzi niech pan raczej biegnie do swojej redakcji i odda do druku swój reportaż o ostatniej rozmowie z Oskarem Wildem tuż przed aresztowaniem wielkiego pisarza. Tak chyba zatytułuje pan swój jutrzejrzy artykuł – zakończył Wilde z czarującym uśmiechem na ustach.

Mr. Marlow wymknął się chyłkiem z pkoju hotelowego.

Zapanowało przykre milczenie.

Pod wieczór weszli dwaj policjanci i przedstawili obecnym rozkaz aresztowania Oskara Wilde’a.

Przyjaciele pożegnali go ze łzami w oczach.

Ze szpalt gazet wrzeszczały znowu fantastyczne nagłówki: WIELKI PISARZ W WIĘZIENIU ŚLEDCZEM NA BOW STREET! UDAREMNIONA UCIECZKA PROPOZYCJA KAUCJI ODRZUCONA! POPŁOCH WŚRÓD ARYSTOKRATÓW! GNIAZDA ZWYRODNIALCÓW ODKRYTE! ŻĄDAMY OCZYSZCZENIA ŻYCIA ANGIELSKIEGO Z MIAZMATÓW ZEPSUCIA!

Żadne pismo nie śmiało stanąć w obronie wielkiego pisarza!

Teatry przestały wystawiać sztuki Wilde’a. Księgarnie odesłały dzieła wielkiego pisarza wydawcom. Pisma szczuły w dalszym ciągu opinję publiczną przeciw wielkiemu poecie. Nazwisko Wilde’a stało się zwolna przezwiskiem.

Tymczasem napływały do sądu skargi na Wilde’a spowodu niezapłaconych rachunków. Długi te narobił na rachunek wielkiego pisarza młody lord Alfred Douglas. Dom Wilde’a na Tite Street został opieczętowany.

W dzień licytacji zebrały się przed tym wspaniałym domem olbrzymie tłumy kupujących i gapiów.

Rozprawa przy drzwiach zamkniętych.

Dnia 20 kwietnia 1894 roku odbyła się rozprawa przy drzwiach zamkniętych. Zeznawała pokojówka z hotelu Savoy.

- Więc twierdzi pani – pytał sędzia, że podglądając przez dziurkę od klucza widziała pani całą scenę którą opisała w protokule?
- Tak. Wszystko widziałam i było mi to wstrętne.
- A czy poznałaby pani owych zabawiających się tak osobliwie panów?
- Poznałabym.
- A tego – sędzia wskazuje na Wildea – zna pani?
- Znam, ale… on… nie… tamten był młodszy i niższego wzrostu.
Wilde, siedzący na ławie oskarżonych za kratą zbladł nagle śmiertelnie. Obrońca Wilde’a zbliżył się do oskarżonego i zapytał cicho.
- Mr. Wilde, chce pan wydostać się na wolność?
- Tak – odparł szeptem Wilde.
- Zaszła teraz okoliczność, która daje stuprocentową pewność, że pana uwolnią. Zależy tylko od pana..
- Nie rozumiem – powiedział cicho pisarz.
- Ta pokojówka mówiła przed chwilą o kimś, kogo przyłapała na gorącym uczynku przestępstwa.
- Więc cóż z tego? – zapytał Wilde blednąc.
- Rysopis, który podała zgadza się w zupełności z lordem Douglasem… Jeśli pan pozwoli… to postawię wniosek o aresztowanie lorda Douglasa. Proszę zdecydować… Proszę się zgodzić a będzie pan wolny… tylko szybko.
- Nie chcę aby go niepokojono… Niech żyje… niech się cieszy życiem… Bosie…
Oskar Wilde zakończył te słowa łagodnym przebaczającym uśmiechem.

Wobec braku jednomyślności wypuszczono Wilde’a za kaucją do przyszłej rozprawy. Gdy przyjechał do hotelu i podał swoje nazwisko, nie chciano go wpuścić. Kazał więc wieść swoje rzeczy do brudnego zajazdu pod miastem.

Więzień C. 3. 3.

25 maja 1895 roku pod wieczór pisma londyńskie zasypały miasto nadzwyczajnemi dodatkami:

„OSKAR WILDE SKAZANY NA DWA LATA WIĘZIENIA I CIĘŻKICH ROBÓR!! SPRAWIEDLIWOŚCI STAŁO SIĘ ZADOŚĆ! ZA KULISAMI TAJNYCH ROZPRAW! PANIKA WŚRÓD ZBOCZEŃCÓW! TAK PIĘTNUJE SPOŁECZEŃSTWO ANGIELSKIE ZGNILIZNĘ SZERZĄCĄ SIĘ W PEWNYCH SFERACH!

O tej samej porze zajechała przed więzienie Wandswerh karetka więzienna. Na parę godzin przedtem zaległy uliczkę przed gmachem tłumu. Wśród ciżby zauważyć można było wiele osób z wyższych sfer, które przybyły tu w przebraniu, aby na własne oczy przyglądać się hańbie i poniżeniu słynnego pisarza. Karetka szybko przemknęła i wtoczyła się na podwórzec więzienny. Wildea wtrącono do kąpieliska. W brudnej, cuchnącej wodzie wykąpać musiał swe wypielęgnowane ciało. potem kazano mu włożyć czarno-prążkowane drelichy i oznaczono go numerem C. 3. 3..

Odtąd zaczęło się dla wielkiego poety życie pełne niewysłowionej męki. Musiał sypiać na twardej pryczy. Musiał jeść cuchnące okropne potrawy. Nie wolno mu było pisać. Co noc rozlegały się z dalszych cel wrzaski katowanych więźniów.[3]

Życie Oscara Wilde’a było w Polsce od lat tematem omawianym, zwłaszcza przy okazji wydań jego dzieł. W 1906 roku ukazały się po polsku „Dyalogi o sztuce” [4]. Wstęp do nich napisał Adolf Nowaczyński [5].

Wilde poddał się namiętnościom z tą uległością z jaką poddawał się sztuce, grzech stał mu się ucieczką przed bezmyślnością towarzystwa, w grzechu widział on formę kultu religii Piękna, grzech stał mu się etapem na drodze poznania siebie samego a co więcej dokumentem istnienia i życia, samostwierdzeniem się. [6]

Nowaczyński – w przeciwieństwie do piszącego o angielskim dramatopisarzu kilkanaście lat później Parandowskiego – wierzył w homoseksualizm Wilde’a i miał zdecydowanie negatywny wobec niego stosunek:

Na te jednak lata, koło 1890 roku, przypadają dwa dzieła Wilda, które mają swoje korzenie genetyczne w jego fizyologicznych odrębnościach, w homoseksualnem podłożu jego organizmu, w jego fatalności. Bajki „The happy prince and other Stories” i „The Hause of Pomegranates” pisał irlandczyk, poeta, romantyk, bajkę groteskową “Duch z Conterville” ten sam, wnuk Maturina [7], “Intentions” spisywał kelt uświadamiający się przyjaciel francuzkiej kultury, wielbiciel Keatsa, Blake’a i innych samotników niepopularnych anachoretów piękna. Następne rzeczy pisze już trzydziestoletni lovelace londyński, unurzany w grzechach metropolii, stolicy trybadyi i pederastyi estetyk zgorszenia i wszelkich „perwersites” oligarchii, teoretyk erotycznej zgnilizny anglosaskiej. Studyum syllogistyczne p. t. „Portret mr. W. H.” opowiada w nowellistycznej technice o niemożliwej możliwości udowodnienia historycznego, że Szekspir pozostał w stosunki do młodego aktora ze swej trupy W. H. w jakim Jonatan do Dawida, Apollo do Hyacynta, Tomasz di Cavalieri do Michała Anioła i t. p… Druga rzecz popularna dziś w Europie dzięki licznym snobów tłómaczeniom p. t. Obraz Doriana Graya („The picture”, więc nie „portret”) to zarazem największa praca Wilda, pisana już po kilkoletniej zażyłej znajomości z literaturą francuzką, po wczytywaniu się w Balzaca, Flauberta, ba nawet Huysmansa, Bourgeta, Barbley d’Aurevillyego, de Villiers Adama i innych, nawet Rollinata… Powieść ta napisana jednym zamachem (jak sam autor przesadnie się wyrażał jako owoc zakładu specyalnego na dowód, że ma możność pracowania konsekwentniejszego) jest w całem tego słowa znaczeniu nierównomierną. Obok rozdziałów przemyślanych, tęgich, świadomych siebie, są rozdziały nudne, słabe, mniej niż feljetonistyczne. Z całym pietyzmem i osobistą protekcyą traktowane tylko dwie główne figury Dorian i lord Whorton, których suma psychiczna dałaby postać autora w rezultacie; szczególnie plastycznie występuje lord Wharton jako autoerotyzowana figura Wilda, reprezentant hedonizmu, paradoksujący bez zająknięcia, sarkastyczny roué z superwirilnym seksualizmem. Treść nieco fantastyczna z motywami groźnie niesamowitymi ze skarbca angielskich dreszcze wzbudzających opowiadaczy jest tylko kanwą na której wyszywa swoje arabeski estetyk z Intentions, wrodzony paradoksalista, marzyciel tęskniący do helleńskiej swobody, do pogodnego epikureizmu wszystkich. Myt o Ganymedzie i Zeusie przeziera z kart tej powieści o estetycznym życiu na tle dzisiejszego Londynu, nadto oryentalna pogańska tęsknota do przepychu w życiu, rozwiązłości w luksusie, sardanapalowych rozkoszy i nerońskich nastrojów. Winę dosięga jednak kara w Dorianie Grayu, a niepoprawny, niewytrzebiony niczem chrześcijanin w Wildzie, irlandzki katolik rozczytujący się w św. Franciszku z Assyżu i w Piśmie Świętem korryguje tekst w końcu powieści na umoralniający wynik, zostawiając dominujący, w całem dziele duch materyi, bachiczno-aphrodyczny, lezbijsko-efebi. [8]

(…)

Istotnym dokumentem, że esteta i satyryk nie zabrnął tak dalece w fatalny nałóg, było jego ożenienie się z miss L. Loyd, w której kochał się istotnie i głęboko. I zdawało się, że ożenienie to zasadniczo wyrwie go z półświatka młodych urningów i seladonów, że święta iskra talentu teraz rozdmuchana w czystszy płomień wyratuje go z mroków restauracyjek o fatalnej renomie, domów o wiecznie spuszczonych roletach, podejrzanych chambres garniès, spelunek opiumowych itp. [9]

(…)

Był przedwcześnie znużonym i wyczerpanym, „życie estetyczne” nadszarpnęło energię twórczą artysty, nie czuł już zdolności do więcej bezinteresownej, idealnej twórczości bohaterskiej, przechylał się na stronę l’art pour l’argent. I mocą swej bajecznej lisiej znajomości tego świata doczesnego, mocą swego kapitalnego omal klownowskiego humoru sytuacyjnego – mógł był wypisywać rokrocznie owe trywialne komedyjki z życia dystyngowanych szycht socyalnych, by może w wywczasach między tymi fabrykatami first rate mark dać znowu rzecz godną Intentions lub The picture – gdyby nie ten bezkarny demon rozwiązłości, Alfred Douglas i jego koło parcifalów i ganymedów. Nie minęło dwa lata szczęśliwego pożycia, kiedy nazwisko Oskara Wilda znów zaczęto wymieniać z półcichymi komentarzami, kiedy tu i owdzie ktoś odmówił mu podania ręki, indziej znowu zamknięto mu salon, aż wreszcie premiera nowej komedyi a raczej farsy: Bunbury (Birbant) stała się fatalnym zaczątkiem jednego z najprzykrzejszych choć bardzo charakterystycznych skandalów kapitalistycznej i erotomaniackiej staruszki Europy. Mariz Queensbury, ojciec lorda Alferda wynajął do teatru gawiedź, która po każdym akcie gwizdała, wyła, ryczała, zarzucając scenę jajami i śmieciem. Przerażona artystokracya opuszczała teatr przed końcem, starszy syn markiza, lord Drumlarning oburzony tem wyzwał ojca na pięście… [sic!] a Wilde obraził markiza publiczną kartką, adresowaną do wspólnego im Albermale-Clubu; w następstwie czego obrażony znów przez markiza, wytoczył mu proces o obrazę honoru. Proces ten Wilde tytularnie wygrał, ale konsekwencyą jego był drugi proces, który wytoczyła irlandczykowi skwapliwie angielska prokuratorya państwa. I wraz przebudziła się z kilkuletniego uśpienia, zakneblowana w gębie Miss Obłuda albiońska, w imieniu niej w tym wypadku stanęła prasa demokratyczna i rozpoczęła wściekłe szczucie na hedonistę Wilda, na katolika Wilda, na arystokratę Wilda. Lordowie i earlowie, opuścili go jak szczury (…). [10]

(…). Nie odwrócono się od niego w latach grzechu, kiedy otaczał się kynedami a najfatalniejsza opinia szła za nim jak cień jego; owszem młode Francuziki wodziły go od Heredii do Mallarmego, od jednego salonu do drugiego sami w charakterze komparsycznym drużyny Alcybiadesa. Dopiero kiedy przyszło więzienie, a po więzieniu afery z wierzycielami, upadek energii, zaniedbanie życiowe, brak franków, wytarty redingot czy smocking i konieczność pożyczenia pieniędzy – zmyślne symbolisty jako pierwsze szczury opuszczają „estetyczny statek chwały” lorda of irony i zrywają z nim stosunki jako… z niepoprawnym homoseksualistą.

Zwierzenia André Gide w tej materyi (Prétextés) są równie nieocenione w swej szczerości, jak cyniczne w swej naiwności skroś wielkomiejskiej…

Zmarł „król życia” w czwartorzędnym hoteliku w podłej izbie. W pogrzebie szło siedem osób, z tych kilku przypadkowo. Na karawanie wisiał wieniec z napisem: A mon locataire… od właściciela hotelu. Nie było ani boskiej Sary ani kind Lovelaca, ani książąt Braganza, ani lordów, ani symbolistów, ani countesses ani reporterów.
Niech spoczywa w swej pace, którą ludzie zwą spokojem wiecznym. Ciekawszym jest zawsze Apollo choćby w upadku, odtrącony od wszystkich i wzgardzony… niż Marsyasz lichy fletnista; którego dla korności i tępoty tulą społeczeństwa i ich oficyalne literatury. [11]

Jako temat literacki Oscar Wilde pojawił się w Polsce dzięki JANOWI PARANDOWSKIEMU [12], który w 1921 roku opublikował szkic literacki, „ANTINOUS W AKSAMITNYM BERECIE” [13]. Powiastka ta ukazywała się rok wcześniej w odcinkach na łamach „Gazety Lwowskiej” [14], a była rozwinięciem odczytu wygłoszonego przez Parandowskiego na wieczorze poświęconym angielskiemu pisarzowi przez Związek Literatów Polskich we Lwowie 30 listopada 1920 r. [15] W książce znajdziemy informację, że autor przygotowuje monografię poświęconą Wilde’owi. Parandowski nie wierzył w homoseksualizm Wilde’a, albo nie chciał go dostrzec, gdyż w książce nie ma żadnej wzmianki na temat homoseksualizmu autora. Parandowski pisał o przyczynach słynnego procesu:

Była to zadawniona nienawiść. Markiz, umysł gminny i pospolity, człowiek o wyschłem sercu starego sknery wierzył, że Wilde wywiera zgubny wpływ na jego syna lorda Alfreda Douglasa, dwudziestoczteroletniego młodzieńca, który odnosił się do ojca ze źle ukrywaną pogardą. W istocie lord Alfred był od r. 1891 najserdeczniejszym przyjacielem Oskara. Pod jego wpływem napisał Wilde najpiękniejsze swoje dzieła i jemu zawdzięczał ostatnie słoneczne dni swego życia na ziemi włoskiej.

Markiz od dawna rozszerzał o Wildzie najpotworniejsze oszczerstwa. W klubach i salonach przedstawiał go, jako zbrodniarza.[16]

Bibliografia:
[1] M. Siwy, Oskar Wilde. Tragedja poety-homoseksualisty, Warszawa bdw [1934], s. 2.
[2]Przyp. w tekście: Listy i dane rzeczowe cytowane za Parandowskim.
[3]Siwy, Oskar Wilde… op. cit., s. 26-50.
[4]Oscar Wilde, Dyalogi o sztuce („Intentions”), tłum. Maria Feldmanowa, Lwów 1906.
[5]Adolf Nowaczyński, Dole i niedole lorda Paradoxa [w:] Wilde, Dyalogi… op. cit., s. V-XLVIII; w drugim wydaniu przedmowa Nowaczyńskiego nie ukazała się.
[6]Nowaczyński, Dole… op. cit., s. XIV
[7]Charles Maturin (1782-1824), prawuj Oscara Wilde’a, duchowny, pisarz, nigdy nie tłumaczony na język polski. [WSZ]
[8]Nowaczyński, Dole… op. cit., s. XXIX-XXXII
[9]Nowaczyński, Dole… op. cit., s. XXXVII.
[10]Nowaczyński, Dole… op. cit., XXVIII-XXIX.
[11]Nowaczyński, Dole… op. cit., XLVII-XLVIII.
[12]W 1920 roku oprócz Antinousa w aksamitnym berecie Parandowski opublikował dwa tłumaczenia opowiadań Wilde’a: Ksiądz i ministrant (na łamach lwowskiego „Gońca Wieczornego”) i Urodziny infantki (na łamach „Wieku Nowego”), oraz artykuł Królewskie pacholę [o Oskarze Wilde], „Wiek Nowy” 1920, nr 5856.
[13]Jan Parandowski, Antinous w aksamitnym berecie, Lwów 1921. Na temat recepcji Wilde’a w Polsce patrz: The Reception of Oscar Wilde in Europe, red. Stefano Evangelista, Continuum 2010; Tomasz Basiuk, Casus Wilde’a: homoseksualizm i tożsamość odmieńca od końca XIX wieku [w:] Lektury inności… op. cit., s. 178-192.
[14] Jan Parandowski, Antinous w aksamitnym berecie, „Gazeta Lwowska” 1920, nr 281-291, s. 2-3
[15]Z sali odczytowej [odczyt J. Parandowskiego o Oskarze Wilde], „Wiek Nowy” 1920, nr 5861.
[16]Parandowski, Antinous… op. cit., s. 59.

www.abiekt.blogspot.com

Autorzy:

zdjęcie Wojciech Szot

Wojciech Szot

rocznik 86, pracownik, księgarz

5 komentarzy do:Przedwojenna literatura LGBT(?) [2]

  • aaa

    [Re: Przedwojenna literatura LGBT(?) [2]]

    I co to za artykuł??? Kiepskie to niestety….
    Tylko przepisałeś DUŻEEEE fragmenty książki, to już lepiej było skan zrobić :D
    Pisanie artykułów o literaturze wymaga zdolności interpretacyjnych!!! Ciekawe jak będą wyglądały dalsze części o poszczególnych książkach.

  • Abiekt

    [Re: Przedwojenna literatura LGBT(?) [2]]

    Tu nie ma co omawiać, ot powiastka biograficzno-sensacyjna dość prostacka. Wolę dać możliwość przeczytania niż silić się na interpretację czegoś, co jest tak proste.

  • aaa

    [Re: Przedwojenna literatura LGBT(?) [2]]

    Zawsze biografię można omówić :)

  • Paulina

    [Re: Przedwojenna literatura LGBT(?) [2]]

    A co z „Królem życia” Parandowskiego z 1929 roku, w którym homoseksualizm Wilde’a został podjęty wprost – zarówno w kontekście związku z Douglasem, młodzieńczych fascynacji, kulturowych odniesień do starożytnej Grecji, czy swoistych „manifestów” wygłaszanych w trakcie procesu (np. „jest to uczucie wzniosłe, najszlachetniejsze i nie ma w nim nic przeciwnego naturze” ) ? Książka Siwego powstała przecież po „Królu Życia”.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa