Poligamus hippopotamus

Jakiś czas temu wprowadziłem straszliwy ferment w umysły osób piszących na pewnym forum o muzyce pop. W sekcji off-topic i temacie „Związki…” pozwoliłem sobie mianowicie podrzucić im kilka szczegółów na temat bycia w otwartym związku. Tak mnie zafascynowały co poniektóre reakcje, że aż postanowiłem sprawdzić, jak zareagują na to samo moi ukochani czytelnicy homików.

*

Pięć lat temu w życiu by mi nie przeszło przez myśl, że w ogóle będę kiedyś w otwartym związku. Nie mieściło mi się w głowie, że można kogoś kochać, a sypiać z kimkolwiek innym, nie mówiąc o tym, żeby sypiać z większą ilością innych osób. Albo żeby z partnerem o tym rozmawiać i nie ukrywać tego przed wspólnymi znajomymi. Tymczasem w rok 2012 wstąpiłem w stanie zdecydowanej poligamii i fakt, że spotykam się z kimś całkiem na poważnie, żadnemu z nas nie przeszkadza w podtrzymywaniu tego stanu.

W tym momencie nie zaszkodzi wspomnieć niedawnego wywiadu udzielonego przez profesora Zbigniewa Izdebskiego portalowi Interia.pl.

„To ilu partnerów w ciągu życia mają średnio mężczyźni homoseksualni? Zdaje się, że około dwustu?
- Moje badania pokazują ilu partnerów może mieć, ale nie musi mężczyzna homoseksualny. Mamy tu bowiem też do czynienia z dużymi różnicami indywidualnymi. Tak, około dwustu. W związku ze stylem życia mężczyzn homoseksualnych ta liczba partnerów seksualnych może szokować na tle mężczyzn heteroseksualnych. Ale to jest pewna forma obyczajowości przyjętej w tej grupie.”

Otóż nie, panie profesorze.

Po pierwsze primo, nadzwyczaj dużym uproszczeniem jest powiedzenie, że homoseksualiści stanowią jakąś grupę, w której przyjęła się jakaś forma obyczajowości. Jakakolwiek w ogóle, abstrahując od tego, czy akurat ta. Są tacy homoseksualiści (chociaż osobiście ich nie rozumiem) którzy głosują na PiS, ba – niektórzy chodzą zgoła do kościoła i dają na tacę. Myślę, że przyjęta przez nich forma obyczajowości mogłaby pana profesora zaskoczyć.

Po drugie primo, mężczyźni heteroseksualni wcale aż tak się od homoseksualnych nie różnią. Ba, zaryzykuję stwierdzenie, że nie różniliby się wcale, gdyby nie dwa problemiki: 1. kobiety niekiedy zachodzą w ciążę, 2. w związku z czym kobiety nie są aż tak skore do seksu z nieznajomym, a mężczyźni hetero nie mają aż takich możliwości w dziedzinie płodozmianu, jak homoseksualni.

Po trzecie primo, mnóstwo (gdy metodą przyjętą przez pana profesora usiłuję wysysać informacje z palca, palec mówi mi, że około 97%) mężczyzn heteroseksualnych uprawia tryb życia pełen rozrywek, „pukania świnek” i tym podobnych, aż póki puknięta nie uszczęśliwi go informacją, iż właśnie zaciążyła. Wśród grupy mężczyzn homoseksualnych takie rzeczy zdarzają się nadzwyczaj rzadko, co oznacza, że możemy korzystać z życia o wiele dłużej. Co z kolei oznacza, że prawo dużych liczb częściej się do nas stosuje i nie ma to nic wspólnego z „pewną formą obyczajowości”.

W zestawieniu z tymi informacjami ciężko mi nie stwierdzić, że o ile wywiad z panem profesorem ogólnie mi się podoba, o tyle ten akurat fragment wcale nie. Równie dobrze mogę stwierdzić, że mężczyzna heteroseksualny może mieć około dwustu partnerek – a co by miał nie móc? tysiąc też może, jeśli ma rower i dużo wolnego czasu – lecz rzecz jasna mamy do czynienia z dużymi różnicami indywidualnymi. Ale to jest pewna forma obyczajowości przyjętej w tej grupie. Konkretnie w grupie tak zwanych Artystów Podrywu.

*

Dlaczego jestem w otwartym związku? Bo mogę. Bo nie czuję zazdrości o partnera, częściowo dlatego, że wiem, jak ciężko było mi spotkać kogoś, kto zafascynuje mnie na dłużej, niż kilka tygodni, a jak łatwo kogoś na jedno- czy kilkurazowy seks. Bo seks i związek jak dla mnie mają bardzo mało wspólnego i ogólnie zdenerwowałbym się raczej informacją, że mój facet razem z kimś innym w tajemnicy przyrządzili kolację i zaprosili gości. Bo czasami czy ja, czy on jesteśmy niedostępni przez parę dni i niespecjalnie widzę powód, dla którego ten drugi miałby wtedy spotykać się wyłącznie z Rąsią Lewą i Rąsią Prawą.

Moje podejście do życia ma, rzecz jasna, pewien związek z tym, że żaden z nas nie może zajść w ciążę – chwilowo nie mam przy sobie nadmiaru pieniędzy, które chciałbym zacząć wydawać na alimenty. Nie ma ono natomiast wielkiego związku z „moralnością pewnej grupy”, moja moralność jest moja własna i do żadnej grupy się nie poczuwam. Nie mówiąc o tym, że skoro taka moralność jest typowa akurat dla homoseksualistów, pan profesor Izdebski musi mi koniecznie wytłumaczyć, skąd się biorą kluby dla swingersów, prostytutki, Tiger Woods i pewni polscy politycy prawicowi.

Osoby zszokowane moimi wyznaniami na wspomnianym wyżej forum były w większości homoseksualne, bo jakoś tak się dziwnie składa, że większość fanów Madonny, Kylie Minogue i Katy Perry lubi również kolor różowy, jest fryzjerami i używa kremów do twarzy. Ich moralna postawa – rzekłbym – waliła po oczach, do tego stopnia, że nie odważyłem się przez parę dni zajrzeć do wątku o związkach. Ich reakcje skłoniły mnie do rozważań, ile też może wynosić średnia wieku pomstujących na moje złe prowadzenie. 17? Może 25? Tu widzę pole do popisu dla pana profesora: ile trzeba mieć średnio lat, żeby nie być świadomym, że czasami człowiek ma ochotę na seks z kimś, z kim nie jest w związku? Że czasami ochota ta zamienia się w obsesję, prowadzi do zdrady, przynoszenia ukochanej osobie chorób wenerycznych, niechcianych ciąży (rzadziej w grupie homoseksualnej), rozwodu, podziału majątku i krzywdzenia dzieci?

Zapytano mnie dramatycznie, jak ja mogę ufać swojemu partnerowi wiedząc, że sypia z innymi mężczyznami – otóż właśnie tak, ja WIEM, że on z nimi sypia i nie muszę spędzać bezsennych wieczorów na zastanawianiu się, co też robi, z kim i gdzie. Nie muszę przeglądać wiadomości w jego telefonie, wąchać koszul czy też zastanawiać się, po co też nosi w kieszeni prezerwatywę (co odkryłem w przypadku swojego poprzedniego mężczyzny – który rzekomo był mi wierny i ze mną prezerwatyw nie używał). A że istnieje niebezpieczeństwo, że któryś z nas spotka kogoś tak fajnego, że aż się zakocha? Zawsze istnieje, jeśli nie mieszkamy w piwnicy na odludziu. Żadna ilość przysiąg o wierności, składanych przed Bogiem i przed ludźmi tego nie zmieni. Nie wierzycie? Zapytajcie Ludwika Dorna.

Autorzy:

zdjęcie Ray Grant

Ray Grant

Przerażająco przystojny i niezwykle inteligentny wielbiciel wszystkiego, co dziwne i nietypowe. Jedyna wada: przesadna skromność. Pisze, śpiewa i maluje, projektuje i pakuje, zaś w wolnych chwilach oddaje się tańcom, hulankom i swawolom. Autor blogów http://heteroseksualisci.blox.pl i http://miloscpo30.net/

26 komentarzy do:Poligamus hippopotamus

  • [Re: Poligamus hippopotamus]

    Swietny text!!!
    Otwarty zwiazek to chyba najlepsza rzecz jaka mogla mi sie przytrafic w zyciu. Co prawda, kiedys, na sama mysl dostawalem piany, ale chyba do wszystkiego trzeba dorosnac? Ponad to, nie ma co udawac, w dzisiejszych czasach i przy dzisiejszej technologi, milionem aplikacji na smartphony oraz kolejnymi milionami ich uzytkownikow, gdzie wszyscy wiedza o co chodzi a jak nie wiedza to chodzi o sex, trudno jest mowic o jakiejkolwiek monogami, oczywiscie zdarzaja sie wyjatki – potwierdzajaca regule.

  • d_biskupa

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    Ja trochę się brzydzę związków otwartych. Oczywiście chodzi mi o estetykę, nie etykę.

  • Peter Pan

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    Istnieją trzy typy gejów, które bardzo mnie bawią.
    Typ pierwszy stanowią „geje-nacjonaliści”, próbujący być „one of the guys” wśród skrajnej prawicy. Typ drugi to oczywiście, „geje-feministki”, wierzące w to, że faceci hetero są pozbawionymi uczuć „samcami”, podczas gdy ci homo łączą się jak jeden mąż w bólu z uciśnionymi przez nich wszystkich razem i każdego z osobna, kobietami.
    Gejek Rejek do nich obu, co mu się chwali, raczej nie należy.
    Niestety reprezentuje typ trzeci. „Geja wyzwolonego”- na maksa, ze wszystkiego z czego się da; zadowolonego z siebie, z politowaniem spoglądającego na resztę (np. nienowoczesnych monogamistów).
    Wszystko co dorośli ludzie robią za obopólną zgodą, jest O.K. Jeśli więc związek ”otwarty” jest „otwarty” z obu stron, to nie mam nic przeciwko.
    Jednak wydaje się, że jak ktoś skończy już 14 rok życia, to powinien widzieć pewne rzeczy, jako choć trochę złożone.
    Związek otwarty może być dla niektórych dobrą opcją, ale raczej trudno sobie wyobrazić, żeby nie wiązały się z nimi różne trudności- inne niż w przypadku związków tradycyjnych.
    Ale dla Rejka Gejka świat jest po ch*** prosty. Tu prawica, Polska, związek zamknięty, szafa. Tam lewica, Holandia, związek otwarty, wyzwolenie. On jest oczywiście TAM. Całym sobą, każdym porem.

    Inna sprawa, że widzę tu wątek prowincjonalny. To jak w kolorowych latach 60. w Zach. Europie, w komunach. Wszyscy tam byli hippie, ale jak przyjechała jakaś dziołcha, z wiochy, to była ze sto razy bardziej niż reszta. Była tak „wyzwolona”, że już nie wiedziała co ze sobą zrobić. Najchętniej chodziłaby z bobrem na wierzchu po ulicy i krzyczała wolność.

  • d_biskupa

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    A teraz chętnie bym przeczytała opinię osoby ceniącej sobie otwartość związku :)

  • snotty

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    jezu, znowu ta narcystyczna ciotuchna, której się wydaje, że jak pójdzie na siłkę i zrobi groźną minę do zdjęcia, to będzie bardziej męska i lepsza od tych „różowych, używających kremu”.

  • d_biskupa

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    Że narcystyczna, to fakt, ale Rejowi chyba nie chodzi o to, że jest bardziej męski, tylko taki w ogóle wyjątkowy, że tu siłka, tam róż, i och, i ach, jaki skomplikowany zlepek atomów ze mnie :)

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    Nie jestem różowy, ale używam kremu, snotty. Dupa, masz dziś wenę.

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    W ogóle to Ray głupio pisze. Co w tym złego, że ktoś chodzi do kościoła i daje na tacę? Dla mnie to zupełnie normalne w przeciwieństwie np. do chodzenia do gejowskich klubów z darkroomami.

  • noah

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    @Peter Pan,

    Niestety reprezentuje typ trzeci. „Geja wyzwolonego”- na maksa, ze wszystkiego z czego się da; zadowolonego z siebie, z politowaniem spoglądającego na resztę (np. nienowoczesnych monogamistów).

    Dlaczego „niestety”? Co zlego w tym, ze ktos nie pozwala sie ztlamsic, owinac wokol palca i ogolnie pozbyc praw obywatelskich? To jedynie w kato-podobnej kulturze zwiazek oznacza monogamie i wszelkie proby wyjscia poza te granice oznaczaja zlamanie regul….tymczasem ja sie pytam, jakie reguly musza zaistniec aby jakikolwiek zwiazek przetrwal lata…odpowiedz mam jedna…brak regul i granic. Tak dlugo jak ktos jest otwarty, pazerny na zycie, bez ograniczen chlonacy swiat jeszcze nikogo nie zranilo, o ile sytuacja jest jasna i klarowna od samego poczatku.

    W artykule : http://homiki.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=4979 mozna przeczytac wypowiedz @Walpurga : „nie bzykaj się z wieloma partnerami, rób to wyłącznie z jednym, który jest ci wierny, bo nawet guma nie pomoże.” – tymczasem w/g statystyk szybciej zdechniesz od zaksztuszenia sie surowa marchewka.
    Nic nie poradze na to, ze wole sie puscic z przypadkowym apsztyfikantem (z guma) niz mialo by mi zabraknac tlenu z powodu marchewki czy innego warzywa……o wiernosci nawet nie chce mi sie wspominac :P

  • Walpurg

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    @Noah
    To nie jest moja wypowiedź, bo to by oznaczało, że to mój pogląd. Ja tylko ironicznie streściłem artykuł komuś udającemu, że go nie rozumie.

    Moje zaś poglądy na tę sprawę to zupełnie inna sprawa.

  • Peter Pan

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    @ Noah

    Jak już powiedziałem, nie oceniam faktu, iż ktoś się pyknie na boku za zgodą partnera. Nie oceniam nawet, gdy zrobi to bez niej, bo każdemu może się zdarzyć moment słabości.
    Nie mniej czytając, jak formułujecie kwestię związku otwartego wy (Rejek Gejek i ty), mam ochotę zapytać: po jakiego, nomen omen, ch*** w ogóle jest wam jakiś związek? Bo piszecie tylko o pykaniu, w którym najbardziej nieograniczeni bylibyście gdyby go w ogóle nie było.
    Generalna formuła związku, jest jednak taka, że jest to sytuacja, w której się z kimś dzieli różne życiowe sytuacje nie tylko łóżko. Można sobie do tego łóżka zaprosić trzeciego, można nawet całą armię, ale jeżeli to jest związek (abstrahując już czy otwarty czy nie), to chyba chodzi w nim o coś jeszcze? Nie tylko o „chłonięcie świata”?
    O tym nie piszecie, ponieważ cały problem, zdaje się w waszym wydaniu sprowadzać do tego, czy jeden fiut, czy wiele fiutów i czy bać się syfa, czy nie bać się syfa.

    Dodam jeszcze, że bardzo rozbawiło mnie zdanie, o tym, iż monogamia jest jakąś szczególną właściwością państw katolickich;)
    Sorry, kolo. Muszę Cię chyba zawieść. To, co Rejek Gejek może uznawać za powiew Nowego, grano już na świecie w latach 60., 70. Słabo się sprawdziło. Także tam, gdzie społeczeństwa są mocno zlaicyzowane.

  • ronin

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    Dla mnie tzw. związek otwarty to wogóle nie jest związek.

  • noah

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    @Walpurg

    Uwazalem i nadal uwazam Cie za bardzo inteligentnego faceta….tymczasem, w dwoch zdaniach swojego komentarza zaprzeczasz sam sobie. Jak cos, co napisales, moze nie byc Twoja wypowiedzia? Oczywiscie, moze nie byc Twoim pogladem, ale z cala pewnoscia jest Twoja wypowiedzia.

    @Peter Pan

    Generalna formuła związku, jest jednak taka, że jest to sytuacja, w której się z kimś dzieli różne życiowe sytuacje nie tylko łóżko.

    I masz absolutna racje, co nie oznacza, ze nie mozna tych sytuacji dzielic z wieloma osobami na raz.

    …mam ochotę zapytać: po jakiego, nomen omen, ch*** w ogóle jest wam jakiś związek?

    …aby dzielic rozne zyciowe sytuacje.

    Ponad to, to co grano w latach 60′ i 70′ i uwazano na powiew Nowego przynioslo zwiazki partnerskie, cywilne, tudziez malzenstwa osob tej samej plci w tych krajach gdzie grano….tymczasem w Polsce nadal gra sie marsza zalobnego i ma sie wiecej dni zaloby narodowej niz dni w roku kalendarzowym.

    O tym nie piszecie, ponieważ cały problem, zdaje się w waszym wydaniu sprowadzać do tego, czy jeden fiut, czy wiele fiutów i czy bać się syfa, czy nie bać się syfa.

    Wypowiadam sie za siebie, nie za @Ray Grant…..nie pisze, poniewaz problem nie istnieje. Wydaje mi sie, ze to wlasnie monogamisci sprowadzaj wszystko do „problemu”, do „problemu” ktorego nie ma…..i robia wszystko aby i tak nie latwe zycie bylo jeszcze trudniejsze…ale to znowu mozna obarczyc kultura, wychowaniem i stereotypami wyssanymi z matczynym mlekiem. W sensie „tak bo tak” i nikt sie nie zastanawia, ze moze byc inaczej.

    Dodam jeszcze, że bardzo rozbawiło mnie zdanie, o tym, iż monogamia jest jakąś szczególną właściwością państw katolickich;)

    ….rzeklbym, religijnych, nie koniecznie katolickich.

  • rukwa at op.pl

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    to sobie poczytałam. od jakiegoś czasu rozglądam się w tym towarzystwie(nie, że na tej stronie, ale ogólnie w klimatach branżowych), z nadzieją, że mój przyjaciel znajdzie w końcu kogoś z kim może stworzyć związek szczelnie zamknięty… na fiuty inne niż jego i jego partnera. wydaje się, że piotruś pan mógłby być potencjalną osobą do rozmów w tym tamacie. Ciekawe czy się odezwie…

  • d_biskupa

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    Peter woli laski, prukwa, więc nie liczyłabym.

  • Peter Pan

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    Faktycznie, jeśli chodzi o związki to wolę laski.
    Albo mi się wydaje, że wolę, bo mam z nimi większe doświadczenie;)? Podobno czasem, sami o sobie nie wszystko wiemy do końca;)
    Tak czy inaczej, sorry rukwo, ale nie zawieram znajomości przez internet. Koledze życzę natomiast znalezienia osoby, której szuka!

  • rukwa at op.pl

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    Peter Pan , może się nieprecyzyjnie wyraziłam, nie chodziło mi o namawianie Ciebie do związku, jako kandydata, ale o pogadanie na temat możliwości „zawarcia” związku zamkniętego u gejów. nie formalnego oczywiście, ale moralnie zamkniętego.
    Wiem, że teraz wszystko co tradycyjne i odwołujące się do szacunku wobec uczuć innych ludzi jest passe. Wiem, że teraz drugiego człowieka traktuje się bardziej jak przedmiot zaspokajania własnych potrzeb fizjologicznych niż jak podmiot, z którym można zaspokajanie tychże potrzeb dzielić. Ale nie chcę iść z tą falą, i znam ludzi, którzy też nie chcą i szukają czegoś więcej niż zaspokajanie potrzeb przez dogadzanie sobie bez najmniejszej odpowiedzialności. Wiecie, ja sobie takie związki otwarte kojarzę, z domem bez drzwi, każdy wchodzi i wynosi co mu się podoba, bo ma taką możliwość- przecież nie ma drzwi. Ale już nie ma sposobu na to, żeby ktosia zmusić do wniesienia czegokolwiek do tego domu. I nie dziwię się , że nie chce niczego wnosić, skoro każdy może wynieść kiedy tylko zechce. Z takiego domu nic nie będzie poza czterema ścianami. Tak samo z otwartymi związkami. Dlatego, swój dom zamykam na klucz i dlatego wciąż mam nadzieję, że gdzieś jeszcze mojemu koledze uda się znaleźć kogoś kto będzie chciał z nim jego dom budować. To tyle z uzewnętrznień.

  • noah

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    @rukwa

    Podazajac Twoim tropem, czyz nie najlepiej bylo by od razu zamknac sie w tym swoim szczesliwym domku a klucz wyrzucic, ewentualnie spuscic w toalecie aby przypadkiem nie przyszlo do glowy aby wyjsc choc na moment z tego cudownego domku w imie jakichkolwiek ekspansji? Nie wspominajac juz o fakcie, aby bron boze, nikt don zajrzec nie mogl, tudziez nie wpadl na kawe, ciasto i plotki.

    Ponadto, to przeciez nie miejsce, a ludzie ktorymi sie otaczamy stwarzaja, ze gdzies czujemy sie jak w domu….i jedni potrzebuja do tego jednej osoby, a inni nie.

    Ps. moje drzwi sa otwarte….chcesz wpasc na pogawedke? Zapraszam.

  • rukwa at op.pl

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    do noah
    Demonizowanie to też jakiś sposób na obronę własnych argumentów…

  • noah

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    @rukwa

    ….przy czym to dziala w dwie strony….

  • blackiebocchan

    [Re: Poligamus hippopotamus]

    Tak na chłopski rozum, to zdaje się, że Rayowi chodzi o to, że o ile ktoś jest szczęśliwy w otwartym związku (którego zasady ustalają obie strony), to nie robi nic złego; podobnie ze związkiem zamkniętym, jeśli obaj partnerzy są z niego zadowoleni, to kwiatek im na drogę i niech będą. Ale to tylko moje skromne zdanie. Niesamowicie jednak bawi mnie to, ile dodatkowych znaczeń potraficie znaleźć w tak krótkim tekście, łącznie z debatą na temat poglądów politycznych i życiowych autora, które, mam wrażenie, nijak nie mają się do tego, o czym jest artykuł. Więc moja skromna rada – nie mieszajcie polityki do dyskusji o fiutach i związkach.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa