Przedwojenna literatura LGBT(?)

Część pierwsza – wstęp

Gdy medycyna i prawo na początku lat 20-tych XX wieku doszły do wspólnego wniosku, że homoseksualizm jest chorobą a nie przestępstwem, a społeczeństwo zapoznało się z tematem dzięki popularnym leksykonom i poradnikom seksuologicznym, temat – tuż po pierwszej wojnie światowej – pojawił się w polskiej literaturze. Było to pojawienie się nieśmiałe, przez co rzadko zdarzało się, by homoseksualni bohaterowie i bohaterki polskich powieści byli postaciami pierwszoplanowymi. Homoseksualizm portretowany był zazwyczaj jako przypadłość dekadencka, nieproduktywna, chorobliwa, a w najlepszym przypadku – wstydliwa.

Zainteresowanie literaturą homoerotyczną z epoki międzywojnia nadeszło dopiero na początku lat 90-tych XX wieku. Redaktor „Dyskretnych namiętności”, wydanej w 1992 roku antologii polskich tekstów literackich zawierających wątki homoerotyczne, pisał:

Obraz homoerotyzmu w literaturze polskiej jest (…) najczęściej przesycony tragizmem lub groteską.[1]

Włoski polonista Alessandro Amenta zwraca uwagę na to, że w literaturze dwudziestolecia międzywojennego dominowały dwa typy opowieści (strategii narracyjnych) o homoseksualistach; jeden z nich, tworzony przez „homoerotów”, opierał się na przetworzeniu języka medycznego na dyskurs własny, korzystaniu z tego samego języka i z tych samych narzędzi oraz „ekwilibrystyce” polegającej na sublimacji i wplataniu wątków homoerotycznych czytelnych jedynie dla części społeczeństwa (badacz wskazuje na opowiadania Iwaszkiewicza i powieści Gombrowicza)[2]. Drugi typ polskiej literatury homoerotycznej, zawierający w sobie bunt i kontestację, narodził się dopiero w latach 80-tych XX wieku. Dzięki tym strategiom proza homoerotyczna po cichu wkradła się do kanonu polskiej literatury, a jej dekodowaniem zajmują się obecnie coraz szersze grona badaczy[3].

Należy podkreślić, że wprowadzanie postaci homoseksualnych do prozy w latach międzywojennych było gestem odważnym i w dużej mierze przyczyniało się do „skandaliczności” pisarza/pisarki. W szczególności katolicko-narodowa krytyka literacka domagała się – co widzieliśmy przy okazji głosów krytycznych wobec Ireny Krzywickiej – by o „homoerotach” nie wspominać. Kategoria „milczącego grzechu” wciąż była żywa i niewiele osób odważyło się podjąć ten temat.

Polskich pisarzy inspirowała psychoanaliza, Proust i Gide, zaś o wiele mniej – rzeczywisty homoseksualizm, a raczej idea par excellence literacka. Zatem nie życie codzienne, a ówczesne teorie odzwierciedlały się w bohaterach powieści z wątkami homoerotycznymi.

Kilka książek wymaga bardziej szczegółowego przedstawienia. Nie będę omawiał wszystkich utworów literackich z epoki, kilka z nich zostało już zaprezentowanych we wspomnianej antologii „Dyskretne namiętności. Antologia polskiej prozy homoerotycznej”[4] (przepisano obszerne fragmenty „Króla życia” Parandowskiego[5], „Sympozjon”, czyli fragment niezachowanego „Efebosa” Karola Szymanowskiego[6], „622 upadków Bunga” Witkacego[7], opowiadania Iwaszkiewicza „Nauczyciel”[8], powieści Brezy „Adam Grywałd”[9] i Gombrowicza „Ferdydurke”[10]), a poezja i dramat zasługują na osobne opracowanie[11].

Niniejszy artykuł nosi tytuł „Literatura LGBT (?)”. Oczywiście stosowanie akronimu „LGBT” oznaczającego społeczność lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych jest tu nadużyciem. Współczesna „lesbijka”, czy „gej” konotują pewną tożsamość, której konstrukcja opiera się na powstaniu ruchu wyzwolenia osób nieheteroseksualnych (gay liberation movement). Jednocześnie nie można zaprzeczyć – książki, które zamierzam omówić, czytali ówcześni „geje” czy lesbijki (to słowo akurat w ówczesnym słowniku występowało). Zatem oprócz postawienia pytania, jak obecnie dekoduje się wątki homoerotyczne, należy zastanowić się, w jaki sposób wątki te odbierał w Polsce nieheteroseksualny czytelnik i nieheteroseksualna czytelniczka? Prawdopodobnie użyty w powieściach swoisty kod oparty na stosowaniu określonych symboli (postaci Oscara Wilde’a, odniesienia do powieści Gide’a, figury „przyjaźni męsko-męskiej” i „przyjaźni kobiecej”) był rozpoznawalny, a jego użycie kierowane było niekiedy do osób tematem najbardziej zainteresowanych. Świadczy o tym chociażby fragment syntezy literatury międzywojennej Ignacego Fika, która ukazała się tuż przed wybuchem II wojny światowej:

Tematy psychopatologiczne uprawia zresztą cały szereg pisarzy o mniej zindywidualizowanym „światopoglądzie”. Zboczenia płciowe w formie homoseksualizmu czy miłości lesbijskiej zdobyły sobie prawo obywatelstwa w nadspodziewanie wielu powieściach. Ukazywane są bardzo otwarcie i brutalnie lub też osnute delikatną firanką niedopowiedzeń. Wystarczy wymienić powieści Witkiewicza, Kudlińskiego: „Wygnańcy Ewy”, Grabowskiego: „Ciszy lasu i twojej ciszy”, Gruszeckiej: „Przygoda w nieznanym kraju”, Ważyka: „Człowiek w burym ubraniu”, Brezy: „Adam Grywałd”, Iwaszkiewicza: „Młyn nad Utratą”, Andrzejewskiego: „Drogi nieuniknione”, Mostowicza, „Bracia Dalcz” itp.

Charakterystyczny stosunek chłopca do ojca ukazany został w „Szczurach” Rudnickiego. Irracjonalną aurą odznaczają się „Panny z Wilka” Iwaszkiewicza, „Latarnie świecą w Karpowie” Ważyka, „Miasto księżyców” Balińskiego i „Pada deszcz” Fukowskiego. Książkę Napierskiego „Rozmowa z cieniem”, w charakterze podobną do „Próchna” Berenta, uważa się za anachronizm. Ukazał tam autor świat wykolejeńców, snobów lub egocentryków, żyjących w atmosferze rozpustnej wyobraźni i sztucznych podniet, z dala od problemów społecznych i moralnych. Niestety duża część naszej literatury zajęta jest właśnie „rozmową z cieniem”, a błyszczy nocną fosforyzacją próchna.

Nie byłoby słuszne prorokować powieści psychologicznej śmierci. Literatura przede wszystkim stoi człowiekiem, a więc i psychologią. Wszystko socjalne o tyle jest usprawiedliwione w literaturze, o ile da się przerobić na psychiczne. Ale literatura musi wyjść z błędnego koła poszukiwania przygód w krajach zabagnionych i mglistych. Niczego tam nie znajdzie.

Ucieczka w dziedzinę snu, podświadomości lub metafizyki, popisowe wywnętrzanie się, pozbawiona dyscypliny i celu mania psychoanalizy, chorobliwe szukanie niesamowitości, rozkochanie się w własnej wegetacji, antyracjonalizm i aspołeczność, seksualizm, mdły estetyzm, rezygnacja z twórczej ambicji kształtowania rzeczywistości socjalnej a marsz z biciem bębnów ku wieżom osamotnienia, ku kontemplacji – oto cechy literatury najfałszywiej w świecie nazywanej postępową. Analiza jej głębsza każe nam zaliczyć ją. właśnie do literatury schyłkowej, a tłumaczyć jej istnienie faktem przynależności do epoki i klasy, która sama ma wymienione powyżej znamiona choroby i upadku. Nie wolno dać się uwieść pozorom i w tym, co oznacza koniec, widzieć początek nowej rzeczywistości.

Naprawdę nową, awangardową literaturę można poznać po jednym: stoi ona frontem do rzeczywistości socjalnej, ma ambicję i siłę, by ją kształtować według jasno uświadomionych przez siebie hierarchii i celów, kocha człowieka, a w miłości ku niemu odważnie żąda od niego czynów heroicznych, rozumnych i dobrych. I pomaga mu.[12]

W kolejnych artykułach zaproszę Czytelników i Czytelniczki na wyprawę po tekstach przywoływanych przez Fika. Zachęcam również do podsyłania w komentarzach tytułów tych lektur, które Państwu wydają się być homoerotyczne, a pochodzą sprzed 1939 roku.


—————————————————————-

[1] „Dyskretne namiętności. Antologia polskiej prozy homoerotycznej”, wybór Wolfgang Jöhling, Poznań 1992, s. 6.
[2] Alessandro Amenta, Strategie tożsamościowe i dyskursy homoseksualne w prozie polskiej XX wieku [w:] „Literatura, kultura i język polski w kontekstach i kontaktach światowych. III Kongres Polonistyki Zagranicznej. Poznań, 8-11 czerwca 2006 roku”, red. Czermińska, Meller, Fliciński, Poznań 2007, s. 597-602. Amenta zwraca m.in. uwagę na to, że powieść Brezy „Adam Grywałd” ukazała się dwa lata po polskim tłumaczeniu książki Alfreda Adlera „Znajomość człowieka” i nawiązuje do teorii psychoanalityka. Amenta nie zauważa jednocześnie, że po polsku wyszła również książka Adlera dotycząca wyłącznie homoseksualizmu.
[3] Wielokrotnie przy tej okazji cytowana jest wypowiedź Germana Ritza, który napisał, że polska literatura homoseksualna (…) istnieje, jakkolwiek ukrywa swą obecność jak bodaj żadna inna literatura homoseksualna Europy i Ameryki. Ta dyskrecja umożliwia jej jednak wejście do kanonu, w którym jej udział jest istotniejszy niż w przypadku większości porównywalnych literatur. (German Ritz, „Nić w labiryncie pożądania. Gender i płeć w literaturze polskiej od romantyzmu do postmodernizmu”, Warszawa 2002, s. 60.).
[4] Książka w 1988 roku ukazała się po niemiecku.
[5] „Dyskretne namiętności…” op. cit., s. 21-28
[6] „Dyskretne namiętności…” op. cit., s. 35-57.
[7] „Dyskretne namiętności…” op. cit., s. 29-34.
[8] „Dyskretne namiętności…” op. cit., s. 58-90.
[9] „Dyskretne namiętności…” op. cit., s. 91-127.
[10] „Dyskretne namiętności…” op. cit., s. 128-133.
[11] Obszerne omówienie poezji Czechowicza i Napierskiego czytelnik znajdzie w: Tomasz Kaliściak, „Katastrofy odmieńców”, Katowice 2011.
[12] Ignacy Fik, „20 lat literatury polskiej (1918-1938)”, Kraków 1939, s. 171-173.

Autorzy:

zdjęcie Wojciech Szot

Wojciech Szot

rocznik 86, pracownik, księgarz

3 komentarzy do:Przedwojenna literatura LGBT(?)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa