James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT


Literatura afroamerykańska jest w Polsce wyjątkowo mało znana. Przypuszczam, że łatwiej byłoby znaleźć kogoś, kto potrafiłby powiedzieć coś sensownego na temat klasycznej literatury chińskiej czy średniowiecznej poezji arabskiej niż wymienić chociażby jednego żyjącego pisarza afroamerykańskiego. A tym obszarze literatury warto wiedzieć co nieco – wśród jego przedstawicieli znajdziemy kilku ciekawych (zwłaszcza dla czytelników LGBT) twórców, których sylwetki chciałabym przybliżyć.

Przy próbie opisu dziejów literatury afroamerykańskiej – do lat 70. ubiegłego wieku nazywanej murzyńską – napotykamy wiele problemów. Przede wszystkim aż do czasów najnowszych trudno mówić o ciągłości spuścizny literackiej, gdyż cechą charakterystyczną tej literatury był fakt, że w jednym konkretnym okresie tworzył zwykle tylko jeden pisarz; większości z nich udało się za życia wydać tylko jeden lub dwa utwory. Niemniej dzieje literatury czarnych mieszkańców kolonii północnoamerykańskich, a później USA, są zaskakująco długie: w okresie tuż przed Rewolucją Francuską i w jej trakcie w Wielkiej Brytanii bardzo aktywnym politykiem był były niewolnik Olaudah Equiano, którego Interesująca opowieść o życiu Oliaudah Equiano, Afrykanina stała się bestsellerem i walnie przyczyniła się do zniesienia niewolnictwa na terytoriach brytyjskich. Na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku oryginalną poezję inspirowaną kulturą czarnych mieszkańców Południa tworzył Paul Laurence Dunbar, natomiast w okresie dwudziestolecia międzywojennego powstały liczne utwory Zory Hurston, która nie tylko opisywała obyczajowość potomków byłych niewolników, lecz także jako pierwsza uczyniła bohaterkami swoich utworów czarne kobiety, krytykując ograniczanie ich praw, przemoc i seksizm czarnych mężczyzn.

Po zakończeniu drugiej wojny światowej powstały pierwsze utwory słynnych później pisarzy: Anne Petry, Wiliama Demby’ego czy Lorraine Hansberry, natomiast w 1952 roku ukazał się Niewidzialny człowiek Ralpha Ellisona, powieść, która wywołała prawdziwą lawinę krytyk, zachwytów oraz, co najważniejsze, ośmieliła rzeszę młodych autorów do pisania i publikowania swoich prac. O samej książce nie będę tu pisać, chciałabym natomiast skupić się na jednym z duchowych uczniów Ellisona, Jamesie Baldwinie.

James Baldwin urodził się drugiego sierpnia 1924 roku jako nieślubne dziecko ubogiej mieszkanki Harlemu Emmy Jones. Na skali pecha taki początek leży bardzo punktu Najgorszej Możliwej Sytuacji, a używający argumentu pięści ojczym, pogarda ze strony zarówno białych, jak i zamożniejszych czarnych, jak również prześladowanie przez kolegów, którzy wybrali sobie chłopca na kozła ofiarnego ze względu na słabość fizyczną oraz „zniewieściałość” (co w tamtych czasach i środowiskach mogło znaczyć tyle, że mówiłeś pełnymi zdaniami, używając „dziękuję” i „przepraszam”) nie dodawało sytuacji różu. James szukał schronienia w kościele i przez kilka lat był ministrantem w różnych kościołach ewangelickich Harlemu; doświadczenie to opisze w swojej debiutanckiej powieści Głoś to na górze (1953), w której stawia tezę, że religia jest dla Afroamerykanów ucieczką od przemocy i pogardy, jakich doświadczają w życiu codziennym oraz katalizatorem nienawiści wymierzonej przeciw oprawcom.

Nie mogąc znieść dojmującego rasizmu, coraz dotkliwiej odczuwanej dusznej atmosfery kongregacji, jak również coraz wyraźniejszej świadomości własnych skłonności seksualnych (był biseksualistą), młody James Baldwin opuścił w 1948 roku Amerykę i udał się do Francji, gdzie w pogodniejszym, bardziej liberalnym otoczeniu mógł oddać się pisarstwu, które potajemnie praktykował już jako nastolatek. Tam opublikował swój pierwszy utwór, esej Zachowanie niewinności (1949), w którym stwierdza, że homoseksualność jest równie naturalna jak heteroseksualność, a homofobia jest wynikiem paniki heteroseksualistów, spowodowanej ograniczoną wyobraźnią oraz niemożnością zaakceptowania pełnej palety odcieni występujących wśród gatunku ludzkiego. Dwa lata później opublikował opowiadanie Outing, w którym nastoletni bohater w czasie dnia spędzanego na pikniku z kolegą stopniowo odkrywa fizyczną fascynację, jaką w stosunku do niego czuje. Wątki homoromantyczne pojawiają się również we wspomnianej już powieści Głoś to na górze, w której czternastoletni bohater John Grimes (znaczące nazwisko – „grime” to po angielsku „brud”) zakochuje się w niewiele od nim starszym nauczycielu ze szkółki niedzielnej, Elishy. Ponieważ powieść przeznaczona była dla głównego nurtu literatury amerykańskiej, pisarz nie zdecydował się jeszcze na bezpośrednie poruszenie tematu homoseksualności, przedstawiając stopniowe odkrywanie uczuć przez bohatera przy pomocy subtelnych i eleganckich aluzji.

Natomiast jako główny motyw homoseksualizm pojawia się w kolejnej powieści Baldwina, Pokój Giovanniego (1956). Odebrana przez czarnych krytyków jako zdrada sprawy rasowej (wszyscy bohaterowie powieści są biali), ostatecznie okazała się najbardziej ponadczasową powieścią z dorobku Baldwina. Akcja powieści rozgrywa się w Paryżu, lecz jej bohaterami jest para „obcych” – Amerykanin Paul oraz Włoch Giovanni, którzy, jak w najbanalniejszej powieści romantycznej, spotykają się i zakochują w Mieście Miłości. Podczas gdy Giovanni nie ma większych problemów ze swoją seksualnością, Paul nie potrafi zaakceptować swoich uczuć i ostatecznie porzuca kochanka, który w rozpaczy upada coraz niżej, by w ostatniej próbie odzyskania godności dopuścić się zbrodni. W powieści autor sugerował związek między rasizmem a homofobią i zawarł w niej przesłanie, że przedstawiciele różnych dyskryminowanych mniejszości powinni połączyć siły, by wspólnie domagać się należnych im praw.

Wątki nieheteroseksualne jak również problematyka rasowa powracają w bestsellerowej powieści pisarza Inny kraj (1962). Czytelnik ma w niej okazję śledzić losy ośmiorga przyjaciół-artystów różnych ras i narodowości, którzy starają się zrozumieć motywy kierujące jednym z nich, czarnym perkusistą Rufusem Scottem, który popełnił samobójstwo po doprowadzeniu swojej białej żony Laury do choroby psychicznej. Motyw biseksualizmu przewija się przez wszystkie wątki utworu: w noc poprzedzającą śmierć Rufus odwiedza swojego przyjaciela Vivalda prosząc go o spędzenie z nim nocy. Ten odmawia – mimo że żywi uczucia wobec przyjaciela – bojąc się stygmatyzacji przez społeczeństwo, a po śmierci Rufusa nie może pozbyć się przeczucia, że odrzucając przyjaciela, przyczynił się do jego śmierci (Wątek ten wykorzystał potem Howard Cruse w swoim słynnym komiksie Stuck Rubber Baby). W pogodzeniu się z własnymi czynami i potrzebami pomaga mu krótkotrwały romans z Erykiem, byłym kochankiem Rufusa, który jest najbardziej szczerą i dojrzałą postacią w powieści.

Ostatnia powieść Baldwina, Tuż nad moją głową (1979) stanowi osobliwą mieszankę pomysłów i stylów, zdecydowanie różną od wcześniej opisanych utworów. Utwór przedstawia szeroka panoramę społeczną Afroamerykanów drugiej połowy dwudziestego wieku, a jego akcja toczy się w kultowym Harlemie, wymarzonym Nowym Jorku, mitycznym Paryżu, lecz także w ogarniętej wojną Korei, skrajnie ubogiej Afryce czy mieścieBirmingham w Alabamie, a podejmowane tematy obejmują wojnę, ubóstwo, dyskryminację rasową i homofobię, lecz także walkę o godność i spełnienie w miłości. Głównym bohaterem utworu jest słynny piosenkarz soulowy Arthur Montana, który w przeciwieństwie do wcześniejszych bohaterów Baldwina był otwartym homoseksualistą, a przy tym osiągnął spełnienie zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Historia jego życia opowiedziana jest z punktu widzenia jego brata Halla, którego miłość do Arthura zdecydowanie wykraczała poza przyjęte schematy, a który próbuje zrozumieć, dlaczego jego brat w pewnym momencie stracił wszystko, co osiągnął tak wielkim trudem.

* * *
Biorąc pod uwagę, że wśród czarnych pisarzy liczba kobiet dorównywała liczbie mężczyzn, a czarne aktywistki były bardzo aktywne w ruchu walki o równouprawnienie, dziwić może stosunkowo późne pojawienie się afroamerykańskiej literatury podejmującej tematykę lesbijską. Fenomen ten można próbować tłumaczyć bardzo silną, o wiele silniejszą niż wśród Amerykanów należących do innych grup etnicznych, patriarchalną władzą ojca nad rodziną – wśród znacznej części Afroamerykanów przyjęte było traktowanie przez mężczyzn żon, niezamężnych oraz córek jako swojej własności, a przemoc zarówno fizyczna, jak i seksualna, były na porządku dziennym. Co więcej, aktywiści walczący o prawa ludności czarnej występowali przeciwko twórcom próbującym zwrócić uwagę na wewnętrzne problemy ich społeczności, twierdząc, że umacniają oni negatywny stereotyp „prymitywnego murzyna”. Czarna krytyka feministyczna powstanie dopiero w latach siedemdziesiątych, a rozwinie się na początku lat osiemdziesiątych, ale na razie zajmijmy się kobietami LGBT.

Po raz pierwszy tematyka lesbijska w ujęciu czarnej kobiety pojawiła się w tomiku poetyckim Pat Parker pt. Movement in Black (1969). Poetka podejmuje w nim, inkorporując watki autobiograficzne, szeroko pojętą problematykę dyskryminacji (rasowej, płciowej, seksualnej, majątkowej), używając do ich przedstawienia specyficznej, czarnej angielszczyzny (w owym czasie novum). Nieco później swoją poezję wydała Audre Lorde, która w swoich tomikach The First Cities (1968), From a Land Where Other People Live (1973), New York Head Shop and Museum (1974) oraz The Black Unicorn (w którym odeszła od dotychczasowej stylistyki, 1978) przedstawia zbliżona tematykę w sposób bardziej tradycyjny, używając skomplikowanych metafor łączących jej osobiste doświadczenia z dorobkiem cywilizacyjnym naszego kręgu kulturowego. Trójcę matek-założycielek czarnej literatury lesbijskiej zamyka Anne Allen Shockley wraz z powieścią Kochając ją (1974). Główną bohaterką powieści jest Renay, młoda czarna pianistka, która opuszcza swojego nadużywającego alkoholu i przemocy męża i zakochuje się w Terry, bogatej i niezależnej białej kobiecie. W kolejnej powieści Przyjdź do mnie (1982) autorka umieszcza lesbijską historię miłosną w nieoczekiwanym kontekście głęboko religijnej społeczności i przeciwstawia sobie wolność oraz wiarę religijną jako wzajemnie wykluczające się wartości.

Niestety twórczość wspomnianych artystek pozostała właściwie niezauważona przez krytyków czy szersze rzesze czytelników (poza dziełami Audre Lorde, w której twórczości dostrzegano jednak głównie wątki feministyczne, a nie lesbijskie i biseksualne). Jedną z przyczyn jest na pewno fakt, że w okresie, w którym publikowały swoje utwory, tworzyło wiele innych młodych czarnych pisarek, prezentujących wiele rozmaitych problemów i tematów z dotychczas nieobecnego punktu widzenia. Utwory tych ostatnich miały często większą wartość artystyczną. Osoby nieheteroseksualne były jeszcze przez długi czas nieobecne w głównym nurcie czarnego dyskursu, i być może dlatego ich powrót w 1982 roku był prawdziwym wydarzeniem. Ale o tym następnym razem.

Autorzy:

zdjęcie Aleksandra Lazarek

Aleksandra Lazarek

studentka anglistyki na Uniwersytecie Śląskim ucząca się języków azjatyckich. Jej zainteresowania obejmują zagadnienia kolonizacji i postkolonializmu, historię i kulturę nie-białych mieszkańców obu Ameryk, wszystko, co związane ze Wschodnią Azją, zoopsychologię, anatomię ewolucyjną, wyższą fizykę, mistycyzm i teorie z pogranicza nauki oraz fenomen fanfiction. Pokorny sługa kotki – Tej, Która Ma Wiele Imion, a która obecnie dla świętego spokoju została Małpą.

18 komentarzy do:James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT

  • Toni

    [Re: James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT]

    „Przypuszczam, że łatwiej byłoby znaleźć kogoś, kto potrafiłby powiedzieć coś sensownego na temat klasycznej literatury chińskiej czy średniowiecznej poezji arabskiej niż wymienić chociażby jednego żyjącego pisarza afroamerykańskiego” – to jest ABSURDALNE stwierdzenie…

  • [Re:]

    …tym bardziej, że już nawet pobieżne śledzenie Literackich Nagród Nobla pozwala „chociażby jednego żyjącego pisarza afroamerykańskiego” wymienić…

  • Twojeimię

    [Re: James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT]

    to byl chyba ‚moj giovanni’ a nie pokoj ? przynajmniej w polskim tlumaczeniu …

  • Soniasonia

    [Re: James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT]

    @ alexanderson
    W przeciwieństwie do ciebie i mnie, większość ludzi nie śledzi, nawet pobierznie, listy noblistów ;) Tak na marginesie, to sposób przyznawania nagród Nobla, przynajmniej z literatury i pokojowej, uważam za wysoce niesprawiedliwy, gdyż mocno europocentryczny – jeżeli w ponad stuletniej historii przyznawania nagród laureatów pochodzących z krajów nie należących do zachodniego kręgu cywilizacyjnego była zaledwie garstka, to coś się tu mocno nie zgadza. Tyle dywagacji.
    @ Anonim
    Masz rację. W polskim wydaniu książka nosiła tytuł „Mój Giovanni”, jednak postanowiłam podać tytuł w wersji oryginalnej („Giovanni’s Room”).

  • Toni

    [Re: James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT]

    W ponad stuletniej historii? Get real, Sonia. Wyobrażasz sobie, co by było, gdyby powiedzmy właśnie sto lat temu nagrodzono Chińczyka czy Afrykankę? Na początku zresztą była niezła nadreprezentacja Skandynawów. A nazwiska laureatów są podawane w głównonurtowych mediach. Może nie pamiętasz, ale w ostatnich latach za najbardziej skandaliczny wybór w dziedzinie literatury uważano Daria Fo.

  • Soniasonia

    [Re: James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT]

    W 1913 nagrodę otrzymał Rabindranath Tagore, co prawda piszący po angielsku, ale jednak Hindus. I świat się nie zawalił. Więcej na ten temat nie mam ochoty dyskutować, gdyż nie podoba mi się w nagrodach literackich praktycznie wszystko.

  • [Re:]

    A jest jakakolwiek organizacja, instytucja, nagroda, wreszcie – pojedynczy człowiek, który w swoich sądach, werdyktach, decyzjach byłby całkowicie wolny od czynników kulturowych, dziedzictwa rasy, kręgu cywilizacyjnego, płci itp.?…
    Literatura szeroko rozumianego Zachodu jest czymś specyficznym samym w sobie i odrębnym od tradycji literackich innych cywilizacji (podobnie jak np. muzyka czy przez stulecia malarstwo), które są nam mało znane i często niezrozumiałe. Natomiast wielowiekowa polityczna i kulturowa dominacja Zachodu oraz charakter obecnej kultury globalnej wpłynęły na większe rozpowszechnienie dzieł zachodnich. Pozostaje też kwestia tłumaczeń – większość pisarzy afrykańskich czy azjatyckich jest znana tylko w swoich krajach / językach. To wszystko ma swoje przełożenie na decyzje funkcjonującego w Europie Komitetu Noblowskiego. A przecież mimo to w ostatnich 30 latach 1/3 Literackich Nagród Nobla przypadła twórcom spoza Europy (już nie mówiąc o tym, że i w Europie przydziela się je nie tylko „wielkim narodom”) – nie oceniając „wartości” poszczególnych twórców uważam, że to bardzo przyzwoity wynik, świadczący o pewnej chęci wyjścia przez Komitet Noblowski poza ramy europocentryzmu.
    No i kwestia ostatnia – przyznawanie nagród w jakiejkolwiek dziedzinie wedle zasady „na przemian: biały – czarny – żółty, mężczyzna – kobieta” byłoby może „sprawiedliwe” wedle jakichś tam „abstraktów równościowych”, ale niewiele miałoby wspólnego z rzeczywistą oceną wartości…

  • Toni

    [Re: James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT]

    @alexanderson
    Z punktu widzenia ostatniego ćwierćwiecza, OK. Ale artykuł zaczyna się słowami: „Przypuszczam, że łatwiej byłoby znaleźć kogoś, kto potrafiłby powiedzieć coś sensownego na temat klasycznej literatury chińskiej czy średniowiecznej poezji arabskiej niż wymienić chociażby jednego żyjącego pisarza afroamerykańskiego”, kogokolwiek, nieważne, czy z Noblem, Bookerem czy kurcze Lambda Literary Award.

    @Sonia Ola
    Przez większość życia Rabindranatha Tagore Kalkuta (Indie), jego miasto, należało do imperium brytyjskiego, był poddanym królewskim, i choć docenienie „pierwszego” jest jak najbardziej słuszne, wyjątkiem od reguły jest specyficznym.

  • [Re:]

    Powyżej odnosiłem się do „pretensji” Soni co do rzekomego (a jeśli nawet istniejącego, to jakoś też zrozumiałego) europocentryzmu Literackich Nobli i nie rozumiem, co ma do tego zdanie z początku artykułu. Ono samo natomiast (co wyraziłem już w poprzednim poście) jest o tyle moim zdaniem niesłuszne, że raczej prędzej udałoby się znaleźć „przeciętnego kogoś”, kto słyszał o afroamerykańskiej pisarce Toni Morrison (chociażby tylko jako o laureatce Nobla w 1993) niż kogokolwiek, mającego coś do powiedzenia na temat klasycznej literatury chińskiej czy średniowiecznej poezji arabskiej, zupełnie u nas nieznanej. Ja np. nie potrafię przywołać z pamięci żadnego nazwiska z tych dwóch literatur w ich podanym okresie historycznym, natomiast czytając to zdanie z artykułu od razu pomyślałem o Morrison – której żadnej książki zresztą nie czytałem.

  • Peter Pan

    [Re: James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT]

    Nagroda Nobla bywała oczywiście przyznawana twórcom, którym się nie należała. Dla mnie, największą wpadką było przyznanie jej Coelho. Generalnie uważam jednak, że do większości decyzji nie można się przyczepić.

    Natomiast czy ktoś może wie o co chodziło z tymi kontrowersjami wokół Dario Fo?
    Słyszałem coś o tym, ale nigdy nie wiedziałem w czym rzecz. Czyżby to środowiska katolickie nie mogły znieść, że wyróżniony został koleś znany ze swojego krytycyzmu wobec papieża i Watykanu?
    Ja go lubię (Dario Fo nie papieża), ale mogę być nieobiektywny, bo nie ukrywam, że cierpię na ciężką italofilię;))

  • d_biskupa

    [Re: James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT]

    przyznanie jej Coelho.
    Delirka…???

  • Peter Pan

    [Re: James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT]

    @ dupa

    Mea culpa. Coś mi się całkiem powaliło:))
    Może ktoś go nominował i dlatego mi się pomyliło. Albo faktycznie mam delirkę.
    No ale dzięki temu dowiedziałem się z WIKI, że Nobla dostał Kenzaburo Oe. Nie wiedziałem o tym a myślę, że mu się należało.

    P.S. Nie mylę Coelho z Coetzee, jakby coś … .

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT]

    Moja ulubiona książką Noblisty to Chłopi. Męska rzecz.

  • Soniasonia

    [Re: James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT]

    @ alexanderson
    Nie miałabym nic do sposobu przyznawania Nagród Nobla, gdyby były to nagrody w skali lokalnej, np. europejskiej. JEDNAKŻE przez lata waga tej nagrody urosła do rangi ogólnoświatowej. Dlatego nie podoba mi się pewna forma (nieświadomej) ksenofobii jury. idealnym rozwiązaniem w przypadku wyróżnień tej skali byłoby powołanie swego rodzaju międzynarodowego parlamentu, w którym zasiadaliby wybitni przedstawiciele wszystkich krajów świata, i każdy kraj miałby prawo zgłoszenia jednego autora, a ostateczny wybór odbywałby sie przez głosowanie. Wtedy przynajmniej mieliby szansę mało znani autorzy.
    Co do nagród przyznawanych pisarzom spoza Europy, to nalezy zauważyć, z jakich regionów pochodzą nagradzani: Ameryki łacińskiej, Stanów Zjednoczonych, Kanady, RPA… Wszystkie te kraje, a tym samym autorzy, należą do kręgu cywilizacji zachodniej.
    Co do przypuszczenia z pierwszego akapitu mojego artykułu, oparło się ona na obserwacji naukowej: przed napisaniem artykułu założyłam temat o literaturze murzyńskiej na kilku polskich forach, nie tylko LGBT, lecz także zorientowanych na kulturę jako taką. Do dzisiaj w tych tematach brak odpowiedzi, podczas gdy na niektórych z tych miejsc miałam szansę śledzić fascynujące potyczki dotyczące interpretacji filozofii sufich oraz doktryny mozi. Co do ram czasowych, to podałam je jedynie jako przykłady mało znanych, „nerdowskich” tematów, aby podkreślić, jak mało znana jest w Polsce literatura afroamerykańska.

  • Tonik

    [Re: James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT]

    @Sonia Ola
    „Co do przypuszczenia z pierwszego akapitu mojego artykułu, oparło się ona na obserwacji naukowej: przed napisaniem artykułu założyłam temat o literaturze murzyńskiej na kilku polskich forach” – NAUKOWEJ? żart miesiąca.
    @Alexanderson
    Z 4 dni temu podpisałam mój pierwszy komentarz – Toni. Rzeczywiście najwidoczniej przypadkowo i bez związku. Dziwnym trafem też czytałam wszystko, co do tej pory opublikowała, może poza mowami okolicznościowymi i zapisami wykładów gościnnych. Nie, nie jestem wielbicielką. Tak se czytam.

  • [Re: ]

    Obawiam się Soniu, że w tym Twoim Noblowskim ONZ-ecie każdy kraj głosowałby na swojego kandydata, a nawet przy zabronieniu takich praktyk mało znani autorzy, o których piszesz, nie mieliby żadnych szans. Podobnie jak „małe kraje”, wliczając większość europejskich. Nagrody zgarnialiby pewnie głównie Amerykanie i Brytyjczycy.
    Jak pisałem wyżej, na tym polu nigdy nie będzie równości. Literatura w suahili nie wydała twórców rangi np. literatury węgierskiej, a na każdego pisarza z Bangladeszu przypada tysiąc mających większe szanse na rozgłos z Francji. Literatura polska nie jest tak doniosła światowo jak np. rosyjska, a jednak ma co najmniej dwóch żyjących twórców, którzy w każdej chwili Nobla mogliby dostać, podczas gdy Rosjanie nie mają na co liczyć w tej materii przez wiele następnych lat. Tajlandczykom jest może przykro, że nie mają ani jednego Nobla, ale to jeszcze nie powód, by im go przyznawać.

  • Toni

    [Re: James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT]

    „Co do nagród przyznawanych pisarzom spoza Europy, to nalezy zauważyć, z jakich regionów pochodzą nagradzani: Ameryki łacińskiej, Stanów Zjednoczonych, Kanady, RPA… Wszystkie te kraje, a tym samym autorzy, należą do kręgu cywilizacji zachodniej” – uwzględniając kolonizację, poza kręgiem cywilizacji zachodniej pozostaje chyba tylko Atlantyda. :P

  • Paweł

    [Re: James Baldwin i początki afroamerykańskiej literatury LGBT]

    Pamiętam lata 70-te, byłem studentem i czytałem „Inny kraj” Jamesa Baldwina. W tamtych czasach bardzo mało było książek o tematyce otwarcie homoseksualnej. Baldwin otwarcie komunizował i dlatego tak chętnie był wydawany w PRL, choć trzeba przyznać, że nie był złym pisarzem, wydawanym w socjalistycznej Polsce tylko z racji słusznych poglądów.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa