- homiki.pl - http://homiki.pl -

Mamo, tato, jestem… bi

Posted By Uschi On 1 lutego 2012 @ 06:48 In Jak żyć | 16 Comments

[1]

 

Dzielni rodzice

Bycie rodzicem dziecka LGBT nie jest łatwe. Banał? Być może, ale wart powtórzenia, bo my, nieheteroseksualne dzieci naszych rodziców, mamy tendencje do zapominania o tym fakcie. Bycie rodzicem dziecka LGBT nie jest łatwe szczególnie w takich miejscach jak Polska, a zwłaszcza Polska-poza-Warszawą – miejscach, gdzie wiedza o orientacjach seksualnych jest niewielka, a na niewiedzy żerują oczywiście wszelkiej maści stereotypy, głupsze czy mądrzejsze, ale zawsze wypaczające rzeczywistość.

Bycie rodzicem dziecka nieheteroseksualnego oznacza szok i wstrząs coming-outu tegoż dziecka lub niepewność podejrzeń i wątpliwości. Oznacza strach o jego przyszłość, może o bezpieczeństwo. Oznacza – tak samo jak i dla dziecka przecież – konieczność pogodzenia się z niełatwą rzeczywistością, a na dodatek rodzic ma na to mniej czasu niż dziecko. Oznacza, że trzeba przewartościować sobie wiele spraw, pożegnać się z pewnymi oczekiwaniami, na nowo zdefiniować relację z dzieckiem. Oznacza wreszcie – tak jak i dla dziecka – konieczność odnalezienia się w sytuacjach społecznych, odpowiadania na pytania rodziny i bliskich zatroskanych o los dziecka czy po prostu nim zainteresowanych. A to wszystko w kontekście wychowania innego niż my pokolenia, innego systemu wartości, innych wpojonych w młodości poglądów.

Próbując wejść w ich skórę zaczęłam zastanawiać się, gdzie znajdą wsparcie, pomoc i informacje, jeśli zaczną ich szukać. Psycholog czy psychiatra (jeśli ktoś odważy się do takiego pójść, bo w starszych pokoleniach opór może być silniejszy niż potrzeba wiedzy) zapewne dostarczy w miarę obiektywnych informacji – chyba, ze ktoś trafi tak jak moja mama, której pani psychiatra powiedziała „Proszę się nie przejmować, to taka wielkomiejska moda, przejdzie jej”. Kościół katolicki (czyt. ksiądz) – wiadomo. Media – chyba nikt rozsądny nie szuka w nich obiektywnych informacji. Pozostają grupy wsparcia dla rodziców (spotkania takowych prowadzi kilka organizacji/oddziałów organizacji LGBT) – i internet.

W internecie znaleźć można oczywiście również mnóstwo śmieci, w tym opakowanych w pozory porządnej wiedzy naukowej. Załóżmy jednak, że rodzic jest dociekliwy i uda mu się trafić na materiały przygotowane przez samych zainteresowanych – osoby i organizacje LGBT. Znajduje zatem i zaczyna czytać:

A jeśli [znajomi] spytają: No i co z tym zrobisz? Można odpowiedzieć: „Nic nie zrobię. To jest moje dziecko. Jest dorosłe, ma swoje życie. Tak samo jak nic nie mogę zrobić z tym, że syn jest blondynem, a ja chciałam, żeby miał ciemne włosy.[1]

Chociaż może ci się wydawać, że straciłeś córkę lub syna – wcale tak nie jest. Twoje dziecko jest tym samym człowiekiem, którym było wczoraj.
Jedyną rzeczą, którą straciłaś, jest twoje własne wyobrażenie o dziecku i sposób, na który ty je rozumiałeś. Poczucie straty jest zapewne trudne do zniesienia, ale możesz zastąpić obraz swojego dziecka wizerunkiem nowym i pełniejszym, bo obejmującym sferę ci dotąd nieznaną.
[2]

To, że Ty w młodości eksperymentowałeś/aś z tą samą płcią nie znaczy, że Twoje dziecko też ma „fazę” – ono naprawdę może być gejem/lesbijką. [3]

Mądre, wyważone, sensowne porady. Wzbogacone w wyjaśnienia podstaw, rzetelne informacje, wskazówki, jak uporać się ze swoimi uczuciami, jak pogodzić z nieuchronnym. Jednak kiedy je czytam, coś zaczyna mnie uwierać.

Zgrzyt

To nie są porady dla rodziców osób LGBT. Po raz kolejny okazuje się, że ten akronim “nie działa”. Owszem, część porad dla rodziców lesbijek, gejów, biseksualistów i osób transpłciowych może mieć wspólny mianownik: „kochajcie swoje dziecko, rozmawiajcie z nim i pogódźcie się z rzeczywistością”. Rodzice dzieci „T” nie znajdą jednak w tych publikacjach zbyt wiele dla siebie – owszem, definicje, czasami [2] (co gorsza, nie udało mi się znaleźć porad skierowanych do nich również gdzie indziej – na stronach „transowych”). To jednak mniej mnie uderza – być może dlatego, że transpłciowość, wrzucana bezrefleksyjnie do akronimu, niewiele z orientacją ma wspólnego (za to więcej z innością).

Znacznie bardziej zaskakuje mnie, że choć w większości cytowanych publikacji pojawia się odniesienie do „biseksualności”, tak naprawdę rodzice biseksów nie znajdą w nich zbyt wiele dla siebie. Najbardziej uderza to w przypadku publikacji My rodzice. Pytania i odpowiedzi rodziców lesbijek, gejów i osób biseksualnych, gdzie słowo na „b” pojawia się w tytule, w definicjach, w opisie działań organizacji KPH i PFLAG – i nigdzie indziej… Oczywiście, można uznać, że tropię bi-wykluczenie tam, gdzie go nie ma. Zapewniam jednak, że nie o to chodzi. Jestem biseksem, jestem po coming-oucie, mam sporą wiedzę na temat tego, co dręczy rodziców osób biseksualnych.

Owszem, bardzo przydatne będą dla nich porady spod znaku „kochaj swoje dziecko, rozmawiaj z nim”. To można w zasadzie zalecić każdemu rodzicowi, orientacja nie-hetero u dziecka nie jest tu potrzebna. Niestety, nie znajdzie u nich zastosowania porada kluczowa – „Pogódź się z orientacją swojego dziecka, bo jeśli ci o niej powiedziało, to znaczy, że nie jest to faza, nie jest przejściowe – to znaczy, że już nic się nie zmieni. Twoja córka nie zmusi się do związku z mężczyzną. Twój syn nie będzie uprawiał seksu z kobietą. Nie będzie wymarzonego hetero-ślubu. Jest spora szansa, że nie będzie wnuków. Pogódź się, przewartościuj swoje oczekiwania, przemebluj wizję przyszłości. Możesz potraktować to nawet jak śmierć – śmierć swojej wizji dziecka. Przeżyj żałobę, pozwól sobie na złość, smutek i żal, a potem podnieś głowę i żyj na nowo w zmienionej rzeczywistości”.

Jestem rodzicem biseksa

Cała treść tej „kluczowej porady” nie ma zastosowania do rodziców osób biseksualnych. Pierwszą rzeczą, z którą są oni konfrontowani, jest konieczność zrozumienia, czym jest biseksualność (cóż, z tym mają problem nawet lesbijki i geje, teoretycznie bardziej wrażliwi na inność). Bo o ile homoseksualność można – po pozbyciu się ewentualnych złych emocji, uprzedzeń itp.) przedstawić sobie jako proste „odwrócenie” heteroseksualności (nie pani z panem, tylko pani z panią lub pan z panem – i żadna inna opcja nie wchodzi w grę), to z biseksualnością taki zabieg nie działa. Biseksualność jest inna niż homoseksualność czy heteroseksualność. Inna również w odbiorze ¬– i nie mam tu na myśli trywializowania „żeby życie miało smaczek”. Tu trzeba wykonać zabieg myślowy „On(a) kocha drugą osobę bez względu na jej płeć. Jej/mu podoba się i to, i to”. Trzeba zmierzyć się z przekonaniem, że „on(a) leci na wszystko, co się rusza i na pewno prowadzi rozwiązłe życie erotyczne bzykając się z kim popadnie” (ten stereotyp odnosi się oczywiście również od gejów, ale w ich przypadku „co popadnie” to połowa, nie całość populacji).

Ale różnica w podejmowanym wysiłku nie polega tylko na tym. Rodzic, który dowiaduje się, że jego dziecko może związać się zarówno z osobą tej samej jak i innej płci, skazany jest na dużo większy trud niż rodzic geja lub lesbijki. Nie ma bowiem luksusu pozbawienia się nadziei na „normalność”. Wie, że nawet jeśli jego dziecko jest w obecnej chwili w związku jednopłciowym, istnieje szansa, że kiedyś wejdzie w związek różnopłciowy. I wtedy być może będzie ta suknia z welonem itp. Im większe przywiązanie do tego welonu (a w pokoleniu moich rodziców, czyli dziś osób w wieku 50-60 lat, jest ono ogromne), tym większa męka. Jeśli homoseksualny coming-out dziecka porównujemy do śmierci (jakiejś wizji dziecka), to biseksualny coming-out jest jak zaginięcie – nigdy nie przestaje się wierzyć, że dziecko kiedyś „wróci”.

Oznacza to, że rodzic nie przestaje pytać syna „Kiedy w końcu się ustatkujesz i zajdziesz sobie dziewczynę? Przecież to w twoim przypadku możliwe!”. Nie przestaje nękać córki „Dlaczego wiążesz się z kobietą? Przecież możesz być z mężczyzną, dlaczego nie chcesz żyć normalnie!?”. Nawet jeśli nie formułuje tego głośno, pytania i nadzieja wiecznie pozostają w tle.

Większe wymagania

Rodzice dzieci biseksualnych, jeśli chcą być rodzicami mądrymi, jeśli chcą dobrej relacji z dzieckiem, muszą popracować nad ważnym elementem tejże relacji – szacunkiem. Rodzic lesbijki lub geja akceptuje relacje miłosne dziecka (jeśli akceptuje) głównie dlatego, że innych niż jednopłciowe relacji nie będzie i być nie może. I taki rodzic może tu pozostać, na tym etapie. Nie musi iść dalej. Tymczasem rodzic biseksa musi uszanować wolny wybór swojego dziecka. Nie tylko z rezygnacją pogodzić się z niezmienialnymi faktami, ale zrozumieć, że związek z osobą tej samej płci jest swoistym wyborem dziecka – i przyjąć to z szacunkiem, nawet jeśli bez zrozumienia. Oczywiście, szacunek dla dziecka zawsze jest bardzo ważnym elementem dobrej relacji z nim. To na co chcę zwrócić uwagę to fakt, że w relacji z dzieckiem homoseksualnym jest przydatny. W relacji z dzieckiem biseksualnym – niezbędny. Dla wielu rodziców, szczególnie nienauczonych partnerskich układów z potomstwem, to novum. Czasem przeszkoda nie do przekroczenia.

Czy większe wyzwania stojące przed rodzicami osób biseksualnych oznaczają, że należy mieć większą tolerancję wobec negatywnych postaw przejawianych przez tych rodziców? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Uważam, że trzeba być świadomym, o ile większym trudnościom muszą oni stawić czoła. I – wracając do publikacji dla rodziców osób LGBT – uważam, że powinni być tego świadomi ludzie, którzy takim rodzicom chcą doradzać. Tak jak nie można wrzucić do jednego worka wszystkich liter akronimu „LGBT”, tak samo nie można wrzucać do niego wszystkich rodziców. Tymczasem w publikacjach nie znalazłam ani słowa skierowanego konkretnie do rodziców osób biseksualnych, ani jednej uwagi pokazującej, jak ważne jest uznanie wyboru dziecka. Nie znalazłam ani jednej sugestii, że próby wywierania nacisku, które w przypadku osób biseksualnych można byłoby uznać za uzasadnione („w końcu przecież jest w stanie uprawiać ten seks z osobą przeciwnej płci!”), są wyrazem braku szacunku dla dziecka. I że trzeba nauczyć się żyć poza nadzieją, nie bez niej – a właśnie poza nią.

Autorzy, publicyści, psychologowie, działacze – nie zapominajcie o tym. Nie trzeba – tak jak ja – wartościować, komu jest łatwiej, a komu trudniej, bo ja mówię z perspektywy osobistej, a Wy jesteście specjalistami. Trzeba natomiast umieć zmienić optykę, dostrzec różnorodność – i umieć na nią odpowiedzieć. Społeczność LGBT nie jest monolitem. Grupa „rodzice osób LGBT” też nie. Mówiąc językiem marketingu – dywersyfikujcie ofertę. Nauczcie się widzieć różnice.

I ważne zastrzeżenie na koniec. Wiem, że istnieją rodzice, dla których szacunek wobec własnego dziecka jest wartością kluczową. Ale nawet rodziny, w których tacy rodzice występują, powinny być świadome, jakim trudnościom muszą oni stawiać czoła.

[1] „Wyjdź z szafy!” (http://comingout.ueuo.com/rodzic.html), rozmowa z z Basią Lindenberg, psychoterapeutką pracującą w ośrodku terapeutycznym Poza Centrum w Warszawie (http://comingout.ueuo.com/lindenberg.html)

[2] My rodzice. Pytania i odpowiedzi rodziców lesbijek, gejów i osób biseksualnych, Kampania Przeciw Homofobii i Stowarzyszenie Dni Równości i Tolerancji 2011, http://www.kph.org.pl/publikacje/my-rodzice.pdf [2]

[3] „12 ważnych informacji dla rodziców osób homoseksualnych” (http://www.kph.org.pl/www_akceptuj/?p=119)

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik [3]

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.


Article printed from homiki.pl: http://homiki.pl

URL to article: http://homiki.pl/index.php/2012/02/7576/

URLs in this post:

[1] Image: http://homiki.pl/wp-content/uploads/2012/02/rodzice480a.jpg

[2] http://www.kph.org.pl/publikacje/my-rodzice.pdf: http://www.kph.org.pl/publikacje/my-rodzice.pdf

[3] Uschi „Sass” Pawlik: http://homiki.pl/index.php/autorship/nuke_topic_67/

[4] Geje i lesbijki w rodzinie: http://homiki.pl/index.php/2013/04/geje-i-lesbijki-w-rodzinie/

[5] Wspaniała kampania o rodzicach i dla rodziców: http://homiki.pl/index.php/2013/02/wspaniala-kampania-o-rodzicach-i-dla-rodzicow/

[6] Rodzice, rodziny i przyjaciele osób LGBTQ: http://homiki.pl/index.php/2012/11/rodzice-rodziny-i-przyjaciele-osob-lgbtq/

[7] Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach: http://homiki.pl/index.php/2010/06/podwjne-wykluczenie-wok-debaty-oksfordzkiej-o-biseksualistkach/

[8] Jestem B: http://homiki.pl/index.php/2008/02/jestem-b/

[9] Co ty wiesz o biseksualności?: http://homiki.pl/index.php/2007/01/co-ty-wiesz-o-biseksualnoci/

Copyright © 2011 homiki.pl. Wszelkie prawa zatrzeżone.