Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja

W jednym zgadzam się z głosami krytyki – to znakomity film! Krytycy wspominają, że to historia romansu, przygodnej relacji między dwoma mężczyznami, że to film o zauroczeniu, że słodki, i delikatny, i autentyczny. I to wszystko prawda! Ale te odczytania lokują film w kategorii jednego z wielu w kinie LGBT romansów. Kameralna produkcja Haigha jest tymczasem czymś znacznie więcej…

Któż z nas nie uważa Wielkiej Brytanii za raj dla gejów i lesbijek? Możliwość zawierania związków partnerskich, adopcja dzieci, dziedziczenie po partnerze/partnerce, kolorowe parady na ulicach, pakiety socjalne dla drugiej połówki w zakładach pracy, przyjazne media, edukacja wymierzona w uprzedzenia, moda na posiadanie „gay-friendów” – po prostu raj na Ziemi.

Andrew Haigh, autor scenariusza i reżyser „Zupełnie innego weekendu”, w ciągu 90 minut dość skutecznie wyprowadza nas z błędu. Ów raj to jedynie wytwór naszej wyobraźni, pobożne życzenie, fantazmat, urojenie, stereotyp.

Twórca filmu przenosi nas do Nottingham. Lądujemy na klasycznym blokowisku z lat 80. XX w., takim samym, jakich tysiące w całej Polsce. Na 14. piętrze jednego z wieżowców mieszka Russell (Tom Cullen) – niby typowy gej, a jednak jakoś nie pasuje do naszych wyobrażeń. Zamiast wypasionej chaty z meblami z Ikei ma wiele staroci wprost z magazynów pomocy społecznej. Stary czajnik ciągle nie jest zastąpiony przez bezprzewodowy czajnik elektryczny, zamiast na płycie ceramicznej bohater gotuje na okrągłych, elektrycznych grzejnikach, a zamiast używać modnej zastawy do kawy, goście piją z ze starego kubka po zmarłej staruszce.

Russell żyje w przekonaniu, że jest typowym gejem. Ma własne mieszkanie z obszernym łóżkiem, lubi wizyty w gejowskich klubach, gdzie tańczy, pije, podrywa i uprawia niezobowiązujący seks. Czego chcieć więcej?

Świat wyobrażeń Russella zmienia się, gdy staje przy pisuarze, aby zerknąć na przyrodzenie załatwiającego się obok faceta. To Glen (Chris New) – typ mędrka, pewnego siebie, lubiącego szokować otoczenie i potrafiącego podkreślać swój punkt widzenia. Nawet jego coming out wobec rodziców był brawurowy – gdy powiedział im o sobie, dodał: „Geny czy wychowanie, to i tak wasza wina. Pogódźcie się z tym”. Gejów zdefiniował zaś słowami: „W zasadzie to tacy sami idioci. Tylko więcej tańczą”. Może byłby nie do zniesienia, gdyby nie czarujące diabliki w oczach, uroczy uśmiech i spora dawka inteligencji.

Każda rozmowa Russella z Glenem obnaża fałsz wyobrażeń o heteronormatywnym świecie i krainie gejowskiej szczęśliwości. Błyskotliwe dialogi, rozdzielane gorącym i namiętnym seksem, mają uświadomić widzowi, że gdy przypatrzy się bliżej, zauważy wyraźną granicę, której gej, czy szerzej – osoba ze środowiska LGBT, przekroczyć nie może.

Heteroseksualni kumple Russella bez skrępowania rozmawiają w pracy przy śniadaniu o wkładaniu jednego, dwóch czy trzech palców „do cipki”, o „dopychaniu kutasem” itp. Rozmawiają, bo mogą rozmawiać, choćby to było skrajnie obleśne i obrzydliwe. Czy gej mógłby zrobić to samo?

Glen mówi: „Heterycy lubią nas, jeśli się podporządkujemy ich zasadom. Wyobraź sobie twoich przyjaciół, gdybyś nagle się rozpolitykował, stał się przegięty albo ciągle mówił o rimmingu. (…) Nie przeszkadzasz im, póki się nie obnosisz”.

Tego, co wolno heretykowi, gejowi zrobić nie wypada. Owszem, można powiedzieć o sobie, wyoutować się, może nawet mimo tego przyrodni brat zaprosi do zostania chrzestnym córki (sytuacja Russella), ale czy będzie można z nim rozmawiać tak swobodnie, jak czynią to między sobą heretycy? Czy raczej trzeba w tym celu wyjść na zewnątrz domu, by nie słyszała żona i dzieci brata? Jeśli macie wątpliwości, w filmie znajdziecie odpowiedź na te pytania.

Można zawrzeć związek partnerski i wspólnie rozliczać podatki, ale czy te prawne rozwiązania zastąpią kochającym się gejom i lesbijkom możliwość trzymania się za ręce na ulicy czy całowania się na pożegnanie? Film Haigha odpowiada na powyższe pytania dość jednoznacznie. Otóż, ten tolerancyjny względem środowiska LGBT raj politycznej poprawności i praw człowieka wciąż jest tylko mrzonką.

Dostaliśmy – i wciąż dostajemy w kolejnych państwach – prawa zrównujące nasz status w społeczeństwie, ale w gruncie rzeczy nawet w Wielkiej Brytanii nie zostaliśmy zaakceptowani mentalnie. Nawet tam wokół każdego geja, wokół każdej lesbijki, społeczeństwo zakreśla granicę, której przekraczać im nie wolno: miejcie sobie formalnych partnerów/partnerki, czy nawet mężów/żony, miejcie domek z ogródkiem, i dziecko, i psa, i wspólne wakacje, ale nie przeginajcie się przy nas, nie trzymajcie się za ręce, nie całujcie się przy nas, nie mówicie o rimmingu, po prostu nie narzucajcie się ze swoją obecnością.

Scenariusz filmu to świetny materiał na kameralną sztukę teatralną z aktorami na wyciągnięcie ręki widza. Dialogi są świetnie napisane i dramaturgicznie akcja poprowadzona jest w taki sposób, że widz nawet przez moment się nie nudzi. Gdy między Russellem i Glenem dochodzi do zbyt ostrego zwarcia, albo gdy robi się zbyt wzruszająco i widz zaczyna szukać chusteczki, reżyser szybko rzuca bohaterów w wir kolejnej erotycznej namiętności.

To ważny film, bo przypomina, że o ile względną tolerancją możemy się cieszyć, to akceptacja ze strony społeczeństwa jest wartością, która ciągle jest przed nami i jeszcze długo będzie trzeba o nią walczyć.

Mieszkanie z bliską osobą albo niezobowiązujący seks w klubie, grono heteryków, którzy o nas wiedzą, coraz ostrożniejsi w słowach politycy, coraz rzadziej kwestionowane prawo do manifestacji i parad – to wszystko za mało, by być na równi z heteroseksualistami. I uchwalenie ustawy o związkach partnerskich, czy nawet małżeństwach z możliwością adopcji dzieci, wspólnymi rozliczeniami, to też jeszcze za mało, by zniknęła ta niewidzialna granica, której nie wolno nam wciąż przekroczyć.

Przedpremierowe pokazy
Wrocław: DCF (20.01.2012),
Poznań: Kino Muza (24.01.2012 o godz. 21.00).

Film można oglądać w regularnej dystrybucji w następujących kinach studyjnych:
Od 20.01.2012
Katowice: Kino Światowid

Od 27.01.2012:
Gdańsk: kino Żak
Kraków: kino Pod Baranami, kino Kijów
Legnica: kino Piast
Łódź: kino Charlie, kino Cytryna
Olsztyn: kino Awangarda 2
Oświęcim: Nasze Kino
Poznań: kino Malta, kino Muza, kino Rialto
Szczecin: kino Pionier
Wałbrzych: kino Apollo
Warszawa: Kinoteka, kino Wisła, kino KC
Wrocław: DCF
Zielona Góra: kino Nysa

Od 31.01.2012:
Warszawa: kino Luna

Od 03.02.2012:
Częstochowa: kino Iluzja
Gliwice: kino Amok
Kraków: kino Agrafka

Od 10.02.2012:
Toruń: kino Centrum

Krzysztof Halama (Walpurg) – bloger (Walpurg.pl, Walpdrive.pl), witkacolog-amator, w sztuce lubiący groteskę, w ludziach – indywidualizm, w partnerach – testosteron, zapalony eMKaeMowiec (miłośnik komunikacji miejskiej). Mimo wszystko mężczyzna. Życiowe motto: „Lepiej być kanciastym Czymś niż okrągłym Niczym” (C.F. Hebbel)

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Halama (Walpurg)

Krzysztof Halama (Walpurg)

Bloger (Walpurg.pl, Walpdrive.pl), witkacolog-amator, w sztuce lubiący groteskę, w ludziach – indywidualizm, w partnerach – testosteron, zapalony eMKaeMowiec (miłośnik komunikacji miejskiej). Mimo wszystko mężczyzna. Życiowe motto: „Lepiej być kanciastym Czymś niż okrągłym Niczym” (C.F. Hebbel)

23 komentarzeZupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja

  • arri

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    Ciekawe uwagi Walpurga o rzeczywistości w Wielkiej Brytanii. Ciekawe co na to polskie homiki na wychodźstwie 🙂 Londyńczycy, zgadzacie się? Jak to wygląda z bliska?

  • d_biskupa

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    To nie są ciekawe uwagi na temat rzeczywistości w UK, tylko nieudolna interpretacja filmu. Autor sam pisze, że akcja rozgrywa się na komunalnym blokowisku na północy Anglii. Pan Krzysiu Zabłocki (cmok, cmok) na pewno potwierdzi, że to dno dna, więc nie ma co uogólniać na całe społeczeństwo i pisać, że zakreśla ono granicę wokół każdego geja i lesbijki. Na takim osiedlu życie w ogóle jest przesrane, a i tak pewnie lepiej być tam gejem niż na przykład Polakiem-zmywakiem.

  • Peter Pan

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    Ten Glen reprezentuje po prostu lewicową perspektywę emancypacji, opierającą się na, odmienionym przez Walpurga przez wszystkie przypadki, pojęciu RÓWNOŚCI.
    Miarą wyzwolenia danej grupy jest tu to, czy jej sytuacja jest absolutnie identyczna, jak sytuacja innych grup, przede wszystkim „grupy dominującej”.
    Niestety, wizja taka jest całkowicie utopijna.
    Jeżeli w danym miejscu pracy jest 20 facetów hetero i 1 gej, to temat „dopychania kutasem” będzie tam zawsze żywiej dyskutowany niż temat „rimmingu”.
    Podobnie, dopóki (a nic nie wskazuje, by to się miało zmienić) gejów jest 7% a facetów hetero 93%, nikt nie może oczekiwać, że ludzie nie będą go najpierw pytali czy ma dziewczynę, zanim ewentualnie wpadną na to, że może chłopaka.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    Jakie dziwne, że zapomniałeś o jeszcze jednej grupie… Na pewno nie ma 93% heteryków i 7% gejów, bo są jeszcze faceci bi. Wyższa szkoła jazdy: istnieją także aseksualiści i osoby trudne do określenia…

  • Peter Pan

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    @ ZiZ

    To był pewien skrót myślowy, uproszczenie.
    Nie chciałem w to mieszać kwestii osób bi, bo raz, że film jest podobno o gejach a dwa, że biseksualista nie jest już w absolutnie żaden sposób „wykluczony”, gdy jego koledzy gadają o laskach.
    Choć owszem, nigdy mi przy takiej okazji nie przyszło do głowy, że moi koledzy powinni dla równowagi, podyskutować ze mną o ptaszkach;)

  • Peter Pan

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    P.S.
    Film nie zapowiada się dobrze.
    Ileż to już razy widzieliśmy ten schemat?
    Jeden gej, spotyka drugiego geja. Jeden jest „zwykły”, często „niewyemancypowany”. Drugi jest za to „niezwykły” i jest też istnym wcieleniem „wyzwolenia”, właściwie to mógłby nawet mieć na imię Wyzwolenie (skoro można mieć na imię Lalka, to czemu nie, właściwie).
    Sztampa na maksa.

  • stereo-typ

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    @ PP
    „To był pewien skrót myślowy, uproszczenie.”

    Ty to wogóle jesteś jedno wielkie uproszczenie…

  • d_biskupa

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    Lubię stereo-typka, ale Peter ma rację: to wygląda na strasznie schematyczny film. Choć może to kwestia kiepskiej recenzji…

  • d_biskupa

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    No i co? Widział już to ktoś, poza Walpurgiem? Pytam, bo nie wiem, czy se ściągać z zatoki piratów, czy nie warto.

  • j_wroc

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    Ten film to rewelacja! Dawno na ekranie nie było takiej chemii między kolesiami. Naprawdę warto!

    A ty biskup idź lepiej do kina. Na małym ekraniku możesz sobie serialiki oglądać. A Weekend robi wrażenie w kinie, szczególnie długie sceny seksu przy zamarłej z wrażenia widowni – to jest przeżycie 😉

  • junior

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    Mnie się bardzo podobał. Zwyczajna historia, proste środki, a świetna gra aktorów i ciekawe dialogi. Warto.

  • d_biskupa

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    To skoro polecacie, to se ściągnę. Potem podzielę się z wami wrażeniami 🙂

  • fisinio

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    Śiciągnę?! Ludzie….domagacie się kina gejowskiego, lubicie go ale narzekacie, że jest go wciąż za mało. Jak ma być więcej skoro zamiast pójść do kina i wydać te 14zł, Wy wolicie sobie to „ściągnąć”. Wrażenie oglądania tego filmu w kinie jest naprawdę niepowtarzalne. Osób, które „ścigają” nie rozumiem, naprawdę.

  • Peter Pan

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    domagacie się kina gejowskiego, lubicie JE ;))

  • Norb

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    Se sciągnij „Weekend” Pazury, bedziesz zadowolony :-/

  • d_biskupa

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    A Pazury jest lepszy od tego brytyjskiego?

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    Najlepszy gejowski film to „Another Gay Movie”. Aj-waj!

  • Loth

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    Wczoraj byłem w kinie – dobry film i najważniejsze, że nie jest schematyczny.

  • solista

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    wytrzymali ze sobą tylko weekend , ech , och , tak to jest jak romantyk trafia na twardziela

  • Tom

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    Mniejsza o samą historię i realia. Film warto obejrzeć dla sposobu w jaki została ona opowiedzenia. Dawno nie było tak zgrabnie zagranego i dobrze wyreżyserowanego filmu w polskich kinach.

  • MStefan

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    I więcej, na taki film czekałem!
    Film jest wielowarstwowy, prócz omawianej wyżej kwestii podejścia środowiska do geja, która osobiście mnie nie interesuje, bardziej brakowało mi prawdziwego jego obrazu. Ten film w końcu do dekonstruuje. Nie ma turbo wylansowanych kolesi, nawet tego casualem nie można nazwać, nie mają pięknych ciał, tylko normalne. Ale to ta warstwa estetyczna;) Samo podejście chłopaków w filmie do siebie i kwestii woutowania, to w jaki sposób dwa różne spojrzenia dochodzą do konsensusu, tam nie było tak, że tylko jeden emancypował drugiego, ten drugi otwierał też pierwszego (jakkolwiek by to komicznie nie brzmiało). Podstawowa kwestia, pada w środku filmy jak Glen motywuje swój wyjazd tym, że musi uwolnić się od znajomych, środowiska bo nie pozna siebie. Ogólnie zrozumiałem z tego, że cały czas nasze zachowania są determinowane przez ludzi, którzy nas otaczają, co jest istotne, bo jak się okazuje rola jaką przybieramy nie realizuje nas, przez co możemy czuć dość puści w środku. Stąd ten film się kończy tak a nie inaczej. Pewne odcięcie pępowiny naszej rzeczywistości pozwoli nam spojrzeć na siebie z dystansem,może dowiemy się czego chcemy i jacy jesteśmy. Teraz nakarmieni QAF, Filadelfią, Another gay movie i innymi urokliwymi filmami, sami skaczemy wokół swojego stereotypu tylko go potwierdzając. Ten film pojął próbę walki z tym, pokazuje, że trzeba się skupić na sobie i mieć w d… postrzeganie geja, czy rozmowę o rimmingu (bo otwarta rozmowa o tym z kolegami z pracy, to raczej, chyba, sprawa podejścia do własnej intymności, swoistej potrzeby ekshibicjonizmu), że to co nas buduje to my sami i fantastycznie by było jak też TA druga osoba.

  • d_biskupa

    [Re: Zupełnie inny weekend – zupełnie inna recenzja]

    No i obejrzałam. Całkiem fajny i zgrabnie zrobiony film.

    A zauważyliście, że polskie wersje tytułów są często bez potrzeby dłuższe i takie bardziej narzucająco-dookreślające? Tajemnica Brokeback Mountain zamiast po prostu Brokeback Mountain, nie Weekend, ale od razu Zupełnie inny weekend. Zresztą heteryckich filmów to chyba też dotyczy, tylko żaden przykład mi teraz nie przychodzi do głowy.

  • rukwa

    Oglądałam film. Geje pokazani w stałych oparach dymu skrętów i nadmiaru alkoholu sugerują, że tak właśnie wygląda życie homoseksualistów. Wiecznie upitych i naćpanych. I tylko w takim stanie potrafiącym okazywać emocje i mówić o nich. Dlaczego tak zachwycać się krótkotrwałym spięciem między bohaterami? Cóż w nim było poza przyjemnym seksem i możliwością wygadania się, skoro dla jednego i drugiego ważniejsze były inne sprawy niż miłość (jeden pojechał się realizować artystycznie, a drugi był kompletną dupą i tylko namowa przyjaciela sprawiła, że pognał na stację kolejową , inaczej sam z siebie zwyczajnie nie ruszyłby się ze strachu, że jeszcze się ktoś obcy dowie kim jest).Dla mnie film nie pokazuje zupełnie innego weekendu (jak to zostało przetłumaczone) tylko kolejny weekend, jaki przeżywają geje: spięcie w klubie (na czacie, na portalu, gdziekolwiek), upojne chwile do niedzielnego wieczora: seks, picie, palenie, jedzenie, poznawanie całego dotychczasowego dorobku „życiowego” faceta, z którym się właśnie przespało – tylu byłych, takich a takich, przeżyłem z nimi to i to, a moi rodzice to i tamto, a mój szef jest siaki faki, a kawę lubię czarną bez cukru), wywalanie nawzajem swoich oczekiwań i frustracji, pokazywanie emocji, tylko po to, by od poniedziałku wrócić do odliczania dni do kolejnego weekendu, który będzie wyglądał tak samo jak ten wyjątkowy ostatni, tyle tylko, że trzeba będzie więcej mówić, bo i dorobek się zwiększył. Dlaczego nie powalczyli o drugą osobę skoro to się z nią przeżyło było takie wyjątkowe? ( może właśnie dlatego, że nie było? ) Dlaczego jednen nie próbował zatrzymać drugiego, a drugi nie chciał być zatrzymanym? W tym filmie pokazano, że u gejów poszukiwanie prawdziwego uczucia i walka o miłość sprowadza się do namiętnego pocałunku w miejscu publicznym (dworzec) a po tym już nic. Każdy wraca do zajęć które są ważniejsze, łatwiejsze, i wygodniejsze niż życie z drugim człowiekiem dłużej niż na ten jeden cholerny weekend. No bo on nie mógł zostać przecież, bo tam staż… a ten nie mógł za nim pojechać, bo przecież musiałby się zadeklarować i pokazywać publicznie jako gej… Ten film nie jest w żaden sposób romantyczny. To zwyczajna tragedia.

Skomentuj

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa