Michaśka Teatralna, czyli ”Lubiewo” w Teatrze Nowym

Jest sobotni wieczór, początek grudnia. Stoję przed Teatrem Nowym w Krakowie i obserwuję coraz tłumniej przybywających ludzi. Kobiety i mężczyźni w różnym wieku tłoczą się w ciasnym wejściu, które chwilowo jest tak zapchane, że nawet mysz miałaby spore problemy z przeciśnięciem się przez ten tłum. W środku sytuacja wygląda zresztą podobnie – próżno szukać większego kawałka wolnej przestrzeni. Mimo to atmosfera zdaje się być przyjazna, a ludzie cierpliwie czekają na nadchodzący spektakl. Wreszcie wejście do sali zostaje otwarte i po pięciu minutach cichnie gwar prowadzonych rozmów: rozpoczyna się to, na co niejeden miłośnik prozy Witkowskiego czekał od dawna: sztuka w reżyserii Piotra Siekluckiego oparta na kultowej już powieści Lubiewo.

Scena swoim wyglądem przypomina ciucholand. Wszędzie wiszą ubrania: bluzy, spodnie, swetry przeróżnej maści, choć dominują raczej brązy i szarości. Pośród tego przekroju przez ładnych kilkanaście, a może i kilkadziesiąt lat polskiej mody odzieżowej stoi kanapa, na której siedzą gwiazdy dzisiejszego wieczoru: Patrycja i Lukrecja (Edward Kalisz i Paweł Sanakiewicz). Ubrane tandetnie, w przykrótkie bluzki ciągle odsłaniające ich brzuchy czekają, aż będą mogły publiczności opowiedzieć o swoich seksualnych podbojach w czasach PRL-u. Najpierw jednak głos Krystyny Czubówny rozlegający się w sali przybliża publiczności gatunek (niczym w programie przyrodniczym), z jakim ma do czynienia: starych pedałów, mówiących do siebie w rodzaju żeńskim. Po krótkim wstępie zaczyna Lukrecja Pierwszy w życiu chuj, jakiego miałam w ustach to był za dworcem ruski żołnierz. I gęba się już jej nie zamyka. Przegina się, gestykuluje, przewraca oczami, chichocze jak jakiś podlotek. Patrycja w tym czasie parodiuje wspomnianego ruskiego żołnierza, by zaraz sama opowiedzieć jakąś historię, w której brała kiedyś udział. I tak opowiadają o ruskich żołnierzach, lujach, pikietach, szaletach, kawiarni Orbis, starych ciotach – między innymi Aktorce, Lady Pomidorowej, Andżelice. Publiczność wije się ze śmiechu. Patrycja i Lukrecja, choć na pierwszy rzut oka obrzydliwe, rozśmieszają, budzą litość i współczucie. Ot, takie wulgarne stare dziadki – a raczej stare babcie – których mimo wszystko ciężko jest posądzać o skandal. Wszak ich czasy już dawno minęły, został tylko kurz wspomnień. Nikomu już nie zagrażają, większość starych ciot z ich opowieści umarła, część przed śmiercią toczyła walkę z AIDS, część po prostu została zabita przez lujów. I w tym właśnie tkwi cała siła pierwszej odsłony Lubiewa w reżyserii Piotra Siekluckiego (druga ma zagościć na deskach teatru w przyszłym roku i opowiadać będzie o współczesnych gejach). Mimo obrazoburczych tekstów, niejednokrotnie słowo w słowo zaczerpniętych z powieści, a wyśmiewających nie tylko ludzką seksualność, twórczość Adama Mickiewicza, ale także i Pismo Święte, całość nie pozostawia niesmaku, a jedynie uśmiech na cały wieczór, refleksję o przemijaniu i kilka tekstów w pamięci, które mimowolnie się potem powtarza w rozmowach ze znajomymi.

Nic więc dziwnego, że spektakl ten cieszy się tak ogromną popularnością. Bilety należy rezerwować z dużym wyprzedzeniem, a także pamiętać, by przyjść na pół godziny wcześniej przed spektaklem, ponieważ ilość chętnych powoduje, że spóźnialscy niestety mogą odejść z kwitkiem. Cóż więcej dodać? Lubiewo po prostu trzeba zobaczyć. A drogę na spektakl można sobie umilić kolejną powieścią Witkowskiego pt. Drwal, bo końcówka tego roku pod względem kulturalnym zdecydowanie należy do Michaśki Literatki i to w jej najlepszej formie.

[źródło zdjęć: http://teatrnowy.com.pl ]

Teatr Nowy w Krakowie
Reżyseria: Piotr Sieklucki
Scenografia: Łukasz Błażejewski
Choreografia: Mikołaj Mikołajczyk
Producent: Marek Kutnik
Obsada: Paweł Sanakiewicz, Edward Kalisz, Krystyna Czubówna, Teofil Pietroń, Mikołaj Mikołajczyk

Autorzy:

zdjęcie Natalia Zaborniak

Natalia Zaborniak

Z wykształcenia bibliotekarka. Interesuje się literaturą, w tym także literaturą LGBT.

5 komentarzy do:Michaśka Teatralna, czyli ”Lubiewo” w Teatrze Nowym

  • Peter Pan

    [Re: Michaśka Teatralna, czyli ''Lubiewo'' w Teatrze Nowym]

    Śmiech jest najlepszy wtedy, kiedy go nie zakłóca żaden niuans.
    Kto by się śmiał z inteligentnej komedii na temat rosyjskiego społeczeństwa? Prawie nikt.
    Ale gdyby tak pokazać widowni zapijaczonego, bolszewickiego Ruska z „kaumucką” mordą, leżałaby ze śmiechu na podłodze.

    Z tego powodu, nie widzę szczególnego potencjału emancypacyjnego tej sztuki. Wręcz przeciwnie, dostrzegam w niej backlash.
    Widownia się śmieje, bo dostaje bardzo komfortową sytuację. W coraz bardziej „skomplikowanym” świecie geje dokonują coming outów, będąc aktorami, politykami, sportowcami, nawet żołnierzami.
    Dzięki „Michaśce” wszystko znów staje się proste. Gej to przecież nasz „stary, dobry pedał”. Ten, który czyha w parku na pierwszą lepszą chłopięcą/męską pupę a w szalecie na fiuta; który jest tak absolutnym zaprzeczeniem męskości, że każdy mało męski heteryk, może porównując się z nim podbudować nadwątlone ego.

  • - -

    [Re: Michaśka Teatralna, czyli ''Lubiewo'' w Teatrze Nowym]

    Beznadziejne Peterze jest to że conajmniej tak jak Ty albo gorzej nie ocenia tego przynajmniej 99% osób nieheteroseksualnych.

    Zagubiny między nierealnościami

  • reader

    [Re: Michaśka Teatralna, czyli ''Lubiewo'' w Teatrze Nowym]

    Beznadziejnie smutna jest bezdzietna starość. Pedalska tym bardziej, bo w podwójnym poczuciu własnej kompletnej bezwartościowości, no bo w końcu po co komu stara ciota z obwisłym ciałem i czym innym?? Nadaje się najwyżej na sponsora i najczęsciej nim jest, o ile ją na to stać. To taka komercyjna namiastka życia rodzinnego i posiadania potomstwa… Ech..

  • Walpurg

    [Re: Michaśka Teatralna, czyli ''Lubiewo'' w Teatrze Nowym]

    —> reader

    W budynku vis a vis mojego mieszka moja znajoma. Ma 70 lat, 3 dzieci, 4 wnucząt, 1 prawnuczkę. Wszyscy mieszkają w odległości do 10 km, mają sporo kasy i samochody. Czyli raj na ziemi, nie?

    No to napiszę ci, jak wygląda jej życie. Od ponad 20 lat chodzi o kulach. Ma problemy z zejściem do sklepu czy piwnicy. Za przyniesienie zakupów albo węgla musi płacić sąsiadom. Gdy myje okna, wchodzi na stół a potem na taboret – jedno małe okno myje cały dzień. Jak kiedyś spadnie, to już jej nikt nie poskłada. Wszystkie święta spędza sama.

    Córki nie mają czasu, zięciowie nie mają czasu, wnuki przypominają sobie o babci, tylko w dniu, gdy dostaje emeryturę a kieszonkowe im się skończyło. Ale ani palcem nie kiwną, by jej pomóc. Nawet nie zaproszą na święta.

    Można mieć trójkę dzieci i wnuki ale pozostać całkowicie samotnym i opuszczonym. Dzieci nie są żadną gwarancją pogodnej starości.

    A co do sponsoringu, zobacz, ilu heteryków w starszym wieku, zapewne żonatych i dzieciatych, korzysta z seks-usług.

    A w końcu, brak dzieci nie oznacza, że czyjeś życie było „kompletnie bezwartościowe”. To nie ty oceniasz, czy np. może życie jest dla mnie wartościowe, czy nie.

  • dariuseki

    Patrycja ma Lukrecje a Lukrecja Patrycje no i git.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa