Zofia Sadowska w relacjach prasy brukowej (2)

Czy Zofia Sadowska była lesbijką? Na podstawie prasowych doniesień nie odpowiemy na to pytanie. Sadowska z pewnością była „odmienna”. Na zachowanych zdjęciach widzimy ubraną „po męsku” kobietę[1]. Co widzieli jej współcześni? Można przypuszczać, że dla wielu z obserwatorów i obserwatorek Zofia Sadowska była prototypem lesbijki. Przyjrzyjmy się wypowiedziom dotyczącym wyglądu i zachowania naszej bohaterki.

Już w 1907 roku „Nowe Słowo”[2] pisze:

W przemówieniu p. Sadowskiej, ciętem żywem i pełnem swady, znalazło się sporo wycieczek, polemizujących z obywatelskim projektem samorządu. Mówczynię ogromnie oklaskiwano.

Od kobiety operującej językiem „żywem i pełnem swady” do prototypowej lesbijki jest daleko, jednak już ta najstarsza charakterystyka ukazuje nam, że były takie cechy Zofii Sadowskiej, które przyciągały uwagę.

W trakcie procesu z „Dziennika Białostockiego” dowiadujemy się więcej:

(…) oskarżycielka prywatna jest osobą doskonale znaną z widzenia warszawskiej publiczności, nie wszyscy jednak wiedzieli, że ta budząca na ulicy zainteresowanie osoba w męskiej czapce sportowo – dziwnem ubraniu, o kroku wyćwiczonego szeregowca jest właśnie panną doktór Sadowską.

Panna Zofja doktór Sadowska jest kobietą lat czterdziestu z górą. Na pierwszy rzut oka sprawia ona wrażenie surowej damy klasowej albo jakiejś guwernantki, która hołduje przebrzmiałym już zasadom emancypacji zewnętrznej. Bowiem sposób ubrania się panny doktór Sadowskiej musi zwrócić uwagę nawet najmniej spostrzegawczego widza. Jest w granatowym kostjumie, którego szczegół [nieczytelne - WSZ] nie ma nic wspólnego z obowiązującą modą.

Panna Sadowska nosi krótką spódnicę i żakiet skrojony zupełnie jak rajców o długich połach. Długie boczne wycięcia pozwalają jej zwłaszcza w chwilach silnego zdenerwowania jednym krótkim zdecydowanym, zupełnie męskim ruchem włożyć ręce do kieszeni naszytych przy spódnicy. (…)[3]

Dwa dni później w gazecie pojawia się obszerniejszy opis:

Poza tem panna Sadowska nosi kołnierzyk z krawatem, spięty agrafką, bluzkę bardzo przypominająca męską koszulę sportową i zgrabne żółte buty na dość niskich obcasach. Szczegółem charakterystycznym są białe, męskie mankiety i sygnet na palcu. Włosy jej uczesane gładko z rozdziałem, z tyłu duży warkocz zwinięty do koła przytrzymują trzy duże szylkretowe grzebienie. A kiedy patrzę jak panna Sadowska staje przy ławie oskarżonych, zdaje mi się, że mam przed sobą starannie wygoloną twarz starszego mężczyzny o cerze pożółkłej, wyssanej z rumieńców. Rysy bardzo wyraziste, usta wąskie zwijają się co chwila w niespokojnym szyderczym uśmiechu. Pod binoklami kryją się dwie wyblakłe źrenice, osłonięte zmęczonemi powiekami. A przytem ta cała bogatość różnorodnych ruchów niespokojnych, które zwykły towarzyszyć intelektualnym napięciom męskiego mózgu. I kiedy rzucam w chwilę potem spojrzenie w kierunku rozkosznej [nieczytelne - WSZ] Majdrowiczówny, która zajęła miejsce wśród przesłuchanych świadków, kiedy przykuwają moją uwagę i wrażliwość wszystkie subtelne powaby kobiecości, wydaje mi się, jakby świat znowu wtoczył się na swoje stare, odwieczne drogi. I od tej chwili, wiem już gdzie szukać wytchnienia wśród wszystkich niesamowitych i męczących wrażeń tego procesu. (…)

Panna dr. Sadowska czeka chwilę aż opustoszeje sala, poczem wychodzi wraz z jakimś panem, który jej towarzyszy.

W chwilę potem „kasztanek” rusza z przed podjazdu. Z odległości kilkunastu kroków zdaje się, że to trzech mężczyzn odjeżdża: panna dr. Sadowska, jej towarzysz i stangret.[4]

W innej z gazet, „Gazecie Porannej 2 Grosze”, redaktor opisuje jak Sadowska zaprezentowała się licznie zgromadzonej publiczności na sali sądowej:

Średniego wzrostu, w binoklach, z teką, ruchy energiczne, stanowcze. Usiadła przy stoliku oskarżyciela prywatnego, założyła nogę na nogę, ręce do kieszeni, głowę podniosła do góry…

Jak mężczyzna.

Wszystkie panie, obecne na sali, patrzą tak nań, patrzą…

Co sobie myślą – Bóg jeden wie.[5]

W latach 1924-1925 Zofia Sadowska spowodowała, że sądownictwo warszawskie wielokrotnie słyszało jej nazwisko. Oprócz sprawy przeciwko redaktorowi „Expressu Porannego” prasa wspominała o kilku innych sprawach sądowych z jej udziałem. Zapadła w pamięć. Jarosław Iwaszkiewicz pisał w 1926 roku do swojej żony:

Paryż, 10 marca 1926 r:

(…) Otóż w poniedziałek była dyskusja o Sodomii i Lesbosie, sala Wagram olbrzymia natłoczona i spektakl znakomity. Przemawiały świetne typki, jakaś doctoressa Lepelletier, zupełnie Sadowska tylko jeszcze gorsza na gębie, potem jakaś prześliczna, wiotka pani (…).[6]

W latach 50. XX w. ukazały się pamiętniki działaczki ruchu feministycznego, Romany Pachuckiej, która wspomina Sadowską:

(…) średniego wzrostu, blondyna, o włosach sięgających pięt, które splecione w warkocz ledwo zmieścić się mogą na jej głowie. Ma jasne, niebieskie oczy bez blasku i mdłą twarz blondynki o regularnych rysach. W zaciśniętych ustach i wąskich wargach czai się zaciętość i upór, a w ruchach głowy i spojrzeniu – wyniosłość oraz cień wzgardliwego stosunku do otoczenia. Robi wrażenie zimnej, bezkompromisowej, kto wie, czy pod tym chłodem nie goreje wulkan temperamentu i namiętności nieopanowanych lub nie dających się opanować pracą umysłową, społeczną, zawodową. Panna Sadowska zrobiła na mnie szczególne wrażenie. Patrzyłam na nią z powagą i lękiem.[7]

Wiedzę na temat homoseksualności w 1924 roku możemy oceniać dwutorowo. Po pierwsze – poprzez dyskurs medyczno-prawniczy, po drugie – z perspektywy „zwykłego” człowieka. O ile lekarze i prawnicy mogli o homoseksualizmie przeczytać bardzo dużo, gdyż pojawiły się już oryginalne prace polskich autorów omawiające kwestię homoseksualności, o tyle większość społeczeństwa wiedzę na ten temat miała znikomą, jeśli nie żadną. Jan Kuchta[8] badając źródła wiedzy o seksualności wśród młodzieży wskazuje na jedną książkę – „Zagadnienia seksualne” Augusta Forela[9]. Ta kilkakrotnie wznawiana praca, napisana przystępnym językiem, zawierająca jako ilustracje problematów interesujące historie (m.in. „autobiograficzne”[10]), była prawdopodobnie najważniejszym leksykonem, z którego czerpano wiedzę[11]. Co zatem wiedziano o lesbijkach? Pisał Forel:

Nierzadko są nadzwyczajnie podniecone pod względem płciowym i stają się najprawdziwszymi kobiecymi donżuanami. Znałem kilka takich kobiet, urządzały one prawdziwe orgie i uwodziły mnóstwo normalnych dziewcząt, a względnie robiły z nich swe kochanki lub żony w sposób dopiero co wskazany. (…) Alkohol odgrywa często rolę pobudki przy takich orgiach. (…) Skoro mianowicie kobieta-urning, pragnie uwieść normalne dziewczę, udaje jej się to zwykle łatwo przez to, że podrażnia w niej tę marzycielską miłość, która u kobiet może bez zwrócenia uwagi skierować się także ku innym kobietom (…) Wybitny urning kobiecy ubiera się chętnie po męsku, czuje się także mężczyzną wobec innych kobiet. Takie kobiety noszą krótkie włosy, jeżdżą konno i znajdują wielką przyjemność w męskich zajęciach. (…)

Inaczej u mężczyzn: skoro normalny człowiek da się namówić lub uwieść do onanii lub czegoś podobnego przez jakiegoś urninga, to odczuwa jedynie czysto peryferyczne lokalne podrażnienie, nie wywołuje to jednak u niego psychicznych objawów miłości. (…)

Kobieta-urning atoli, jak powiedziano, czuje się mężczyzną. Myśl o stosunkach płciowych z mężczyznami jest dla niej wstrętną. Najchętniej ubiera się w suknie męskie i przybiera maniery mężczyzn. Widziano takie jednostki, które w niespokojnych czasach latami całymi w przebraniu pełniły służbę wojskową lub tp.[12]

Nie był to pierwszy dostępny w języku polskim tekst mówiący o lesbijkach. Pierwszy w polskiej literaturze podmiotu opis „nierządu przeciw naturze” pomiędzy kobietami został sporządzony przez chirurga, lekarza sądowego, pioniera medycyny sądowej w Polsce, Andrzeja Janikowskiego w 1859 roku[13]:

Spełnianie obcowania płciowego przez kobietę z kobietą zależy na tem, że dwie kobiety zaspakajają nawzajem popęd swój płciowy lubieżnem dotykaniem się, tarciem o siebie części swych płciowych, użyciem narzędzi podobnych do członka męzkiego, lub też, że kobieta zbliżona w budowie ciała swego do mężczyzny, mająca łechtaczkę niezwykłej długości i mogąca się wyprężać, wprowadza ją do pochwy macicznej drugiej kobiety, najczęściej młodszej od siebie.[14]

Efekty takiej miłości są zgubne zwłaszcza dla młodej kobiety, która:

(…) po niejakim czasie blednieje i nędznieje, twarz jej zapada, oczy mgłą zachodzą i otaczają się obwódką siną, piersi kobiece więdną, wargi wstydliwe większe wybrzmiewają, czerwienią się i odstają od siebie, łechtaczka sterczy, wargi mniejsze powiększają się, błona dziewicza rozszerza się albo znika, pochwa maciczna robi się przestrzeńsza (…).[15]

Miłość lesbijską bagatelizowano, była ona rozumiana jako kaprys niemoralnych kobiet, nawet prawo nie zawsze karało „nierząd przeciwko naturze” pomiędzy kobietami. Longin Feigel pisał:

Jakkolwiek bowiem wypadki takie wydarzały się i pomiędzy kobietami i już za czasów greckich znane były pod nazwą lesbijskiej miłości, w teraźniejszych zaś czasach przydarzają się pomiędzy prostytutkami, w więzieniach i tp., to przecież nie mają one pod żadnym względem takiego znaczenia moralnego i karnoprawnego, jak przypadki pierwszego rodzaju [„chłopcołóztwo” – WSZ].[16]

Książki Feigela i Janikowskiego były ważnymi źródłami wiedzy dla lekarzy, zwłaszcza tych, którzy pracowali jako eksperci sądowi. Praca Forela stała się nieoficjalnym podręcznikiem wiedzy o seksualności. Widzimy zatem, że wiadomości o męskim zachowaniu się Zofii Sadowskiej, zwracanie uwagi na to, że jeździła konno, „po męsku” siadała, czy insynuacja gazetowa na temat „safickich” orgii odbywających się w jej gabinecie – były nie tylko efektem obserwacji. W społeczeństwie lat 20. XX w., wychowywanym na sensacyjnych doniesieniach o „wrogach kobiet” i kazuistyce z dziedziny psychopatologii oraz medycyny sądowej, musiały już się pojawiać klisze, które zestandaryzowały postać „lesbijki”, a doktor Sadowska stała się tychże klisz egzemplifikacją.

Przypadek Zofii Sadowskiej i olbrzymie nim zainteresowanie[17] być może sprawi, że do badań nad „odmieńcem” – nie tylko w kontekście biograficznym – włączone zostaną źródła historyczne, co dzięki szczegółowemu i poprawnemu metodologicznie badaniu źródeł pozwoli pogłębić wiedzę o polskich „innych”.

[1] Zdjęcia Sadowskiej m.in. w: „Tygodnik Ilustrowany”, nr 25/1914, s. 492; zdjęcie ze zbiorów Biblioteki Narodowej (Odbitka bromowa o rozmiarach 26,1 x 33,2 cm, nr kat. F.34924/IV.); Józef Mieczysław Pfeiffer, Wspomnienia warszawskiego przemysłowca, t 2, Warszawa 2003.
[2] „Nowe Słowo. Dwutygodnik poświęcony równouprawnieniu kobiet i etyce społecznej”, red. Maria Turzyma, rocznik V, zesz. 14-15, s. 432.
[3] „Dziennik Białostocki”, rok II, nr 43, środa 13 lutego 1924 r.
[4] „Dziennik Białostocki”, rok II, nr 45, piątek, 15 lutego 1924 r.
[5] „Skandal starogrecki” na sali No 3, „Gazeta Poranna 2 grosze”, nr 42, wtorek 12 lutego 1924 r.
[6] Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie. Listy 1922-1926. oprac. Bojanowska/Cieślak, Warszawa 1998, s. 479-480.
[7] Romana Pachucka, Pamiętniki z lat 1886-1914, Wrocław 1958, s. 166.
[8] Jan Kuchta, Książka zakazana jako przedmiot zainteresowań młodzieży w okresie dojrzewania, Warszawa 1934.
[9] August Forel, Zagadnienia seksualne w świetle nauk przyrodniczych, psychologii, hygieny i socyologii, t. 1-2, Lwów 1906, Cytaty z wydania: August Forel, Zagadnienia seksualne w świetle nauk przyrodniczych, psychologii, hygieny i socyologii. Przekład dra. Stanisława Aderta, tom drugi, wydanie nowe znacznie zmienione, Warszawa-Lwów, bdw. [wg Biblioteki Narodowej – ok. 1920 r.].
[10] Na temat autobiografii homoseksualistów w piśmiennictwie medycznym patrz: Klaus Müller, Aber in meinem Herzen sprach eine Stimme so laut. Homosexualle Autobiographien und mediziniche Pathographien im neunzehnt Jahrhundert, Berlin 1991.
[11] Ciekawy jest przykład Zofii Trembskiej, która podczas II wojny światowej ukrywana była przez jednopłciową parę. Trembska w swoich wspomnieniach zwraca uwagę na to, że wiadomości o homoseksualizmie czerpała właśnie z książki Forela. Patrz: Zuzanna Schnepf-Kołacz, „Na ciechańskiej plebanii”. Historia ocalenia Zofii Trembskiej. Studium przypadku, „Zagłada Żydów. Studia i materiały”, nr 6/2010, s. 233-252.
[12]August Forel, op. cit., s. 411-415.
[13] Zasady dochodzeń sądowo-lekarskich co do wieku, płci, funkcyj płciowych i tożsamości osób, red. Andrzej Janikowski, Warszawa 1859.
[14] ibidem, s. 141.
[15] ibidem, s. 141-142.
[16] Longin Feigel, Podręcznik medycyny sądowej na podstawie dzieł Pr. E. Hofmanna, Pr. J. Maschki i własnego doświadczenia dla użytku uczniów wydziału lekarskiego i prawniczego, lekarzy i prawników, Lwów 1883, s. 114.
[17] Patrz m.in. Krzysztof Tomasik, Homobiografie. Pisarze i pisarki polskie XIX i XX wieku, Warszawa 2007; Agnieszka Weseli przygotowuje książkę poświęconą bohaterce niniejszego tekstu, również Autor pracuje nad niektórymi wątkami jej biografii w szerszym kontekście dyskursu medycznego epoki.

Wojciech Szot rocznik 86, student, pracownik, blogger, niepokorny publicysta.
www.abiekt.blogspot.com

Autorzy:

zdjęcie Wojciech Szot

Wojciech Szot

rocznik 86, pracownik, księgarz

8 komentarzy do:Zofia Sadowska w relacjach prasy brukowej (2)

  • lajt

    [Re: Zofia Sadowska w relacjach prasy brukowej (2)]

    Komu potrzeba więcej na temat Sadowskiej, to istnieje strona Agnieszki Weseli/Furji http://www.sprawysadowskiej.pl/

  • Uschi

    [Re: Zofia Sadowska w relacjach prasy brukowej (2)]

    Linkowaliśmy już tę stronę w zaproszeniu na spacer, ale dzięki za przypomnienie! W drugiej części tekstu Autor też wspomina o badaniach Agnieszki Weseli. Strona „sprawy Sadowskiej” jest zresztą moim zdaniem bardzo porządnie przygotowana.

  • Abiekt

    [Re: Zofia Sadowska w relacjach prasy brukowej (2)]

    Ja tylko zwrócę informację, że na stronie Agnieszki nie ma żadnej bibliografii, co zaskakuje ;)

  • Paweł Bieńkowski

    [Zofia Sadowska jako prototyp butch]

    Dziwne, że w żadnym tekscie nie pojawiła się nawet sugestia, że Sadowska była transseksualna! Nie istniały w wówczas tego rodzaju klasyfikacje, ale to nie znaczy, że z dzisiejszą wiedzą nie możemy dokonać podobnej, szukając odpowiedniego miejsca dla odmieńczyni Sadowskiej. Ta, błąka się po obrzeżach seksualnosći od tylu lat!

  • 10 cali czystej stali

    [Re: Zofia Sadowska w relacjach prasy brukowej (2)]

    tez mi sie wydaje ze byla transwestytką nawet podobna jest do Józefa Oleksego z młodych lat

  • d_biskupa

    [Re: Zofia Sadowska w relacjach prasy brukowej (2)]

    To o Oleksym pisała już lateksowa transetka, ale ją wycięli…

  • Abiekt

    [Re: Zofia Sadowska w relacjach prasy brukowej (2)]

    1. Była taka kategoria jak transseksualizm
    2. Sadowska nie była trans – sama określała się jako lesbijka, nie ma co się doszukiwać sensacji. Nota bene – wiele lekarek ówcześnie ubierało się po męsku.

  • ironic

    [Re: Zofia Sadowska w relacjach prasy brukowej (2)]

    moze nie byla transseksualna ale transgender napewno;)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa