Zofia Sadowska w relacjach prasy brukowej (1)

28 lutego 1887 roku w Warszawie na świat przychodzi Zofia, córka Stanisława Sadowskiego i Doroty z Ostrowskich[1]. Zofia kończy IV Gimnazjum w Warszawie w klasie medycyny, gdzie pracuje w „samokształcących kołach uczniowskich”, zaś po ukończeniu gimnazjum należy do Tajnego Uniwersytetu Latającego. Z biogramu Stanisława Łozy zamieszczonego w „Czy wiesz kto to jest” z 1938 roku[2] dowiadujemy się również, że w 1905 roku bierze aktywny udział w strajku szkolnym, w czasie którego wykłada na kompletach matematykę i fizykę.

Prawdopodobnie w tym samym roku Sadowska wyjeżdża na studia do Petersburga[3]. Miasto jest wyjątkowo otwarte na studiujące kobiety. Od lat 70. XIX w. prowadzone są tam Kursy Bestużewskie, które mają tę zaletę, że są uznawane na terenach Królestwa i pozwalają na założenie samodzielnej pensji dla młodych kobiet. Kursy Bestużewskie są też jedynymi, na które zezwolił w 1881 roku car Aleksander II – w obawie przed radykalizacją studentek zakazał on prowadzenia innych kursów[4].

Koleje losu Zofii Sadowskiej – zaangażowanie w walkę o równouprawnienie kobiet, praca doktorska, działalność w czasie I wojny światowej, powrót do Warszawy i praca w zawodzie lekarza – są w dużym stopniu typowe dla ambitnych kobiet żyjących na początku dwudziestego stulecia. To co nietypowe rozpoczyna się w 1923 roku.

16 listopada 1923 roku. Niestety nie wiemy, o której godzinie obudziła się doktor Sadowska. Zapewne wcześnie, by móc przygotować się do codziennych obowiązków. Jest piątek, na ulicach gazeciarze sprzedają „Express Poranny”. Mają dużo pracy, gazeta rozchodzi się błyskawicznie, przed południem pojawia się pierwszy dodruk nakładu, kolejny jest już przygotowywany. Wszyscy chcą przeczytać o tajemnicy eleganckiego mieszkania przy ul. Mazowieckiej. Jak donosi bulwarówka, dziwne, bardzo dziwne wieści krążyły o tem, co się dzieje po nocach w domu nr 7 przy ul. Mazowieckiej. Przed bramą do białego rana stały tam noc w noc czarne limuzyny ze zgaszonemi latarniami, karety z śniącymi na kozłach stangretami.

Po tej zapowiedzi „Express Poranny”[5] opowiada historię Michała S., „obywatela ziemskiego”, który przyjechał do Warszawy z dziećmi, by je oddać „do szkół stołecznych”. Przy okazji załatwia inne interesy, a dzieci zostawia w mieszkaniu przy ul. Oboźnej 11. Pod mieszkanie podjeżdżają dwaj czarno ubrani panowie, którzy porywają dzieci i uprowadzają w nieznanym kierunku. W ślad za samochodem udaje się „wywiadowca Urzędu śledczego”. Pościg kończy się na łowickiej plebanii, gdzie wywiadowca widzi dzieci wraz z matką swą, p. Michałową S. Ze złożonych wyjaśnień wynika, że pan Michał chciał zabrać dzieci wbrew woli żony, z którą nie żyje on już od dość dawna. Powód rozstania się państwa S. był sensacyjny – oto pani S. była ofiarą zboczenia, choroby, była stałą klientką dr. S. w domu przy ulicy Mazowieckiej. Jak pisze Expres Poranny: to zeznanie (…) było właściwie pierwszym impulsem do wykrycia potwornej tajemnicy.

Wszczęto śledztwo, a do policji zaczęły napływać anonimowe doniesienia. Autorami tych doniesień byli przeważnie mężowie, skarżący się na to, że jak sami wyśledzili żony ich po dłuższych wizytach u dr. S. na Mazowieckiej, zdradzały wyjątkowe wyczerpanie, zniechęcenie, nerwowy niepokój, że z rozkochanych żon i dobrych matek stawały się kobietami przygnębionemi, zniechęcnemi do rodzinnego życia…

Czy doktor Sadowska wyszła na ulicę po gazetę? Czy też może ktoś jej doniósł o tych sensacyjnych wiadomościach? W tym czasie na Mazowieckiej 7 tylko ona posiadała gabinet lekarski – o pomyłce mowy być nie mogło. Brukowe plotki rozchodziły się szybko. Czy już wcześniej plotkowano „na mieście” o dziwnych skutkach praktyk doktor Sadowskiej? Raczej nie – z późniejszych relacji wiemy, że cały artykuł w „Expressie Porannym” oparty był na relacji śledczego, który sprzedał temat gazecie. Czy po to by uchronić inne kobiety od „moralnego zła”, czy w celach zarobkowych? Tego niestety się już nie dowiemy.

„Express Poranny” donosił, że doktor Sadowska nie tylko miała negatywny wpływ na żony, ale również przyczyniła się do dwóch śmiertelnych wypadków. Dopiero w tym momencie pojawiło się dookreślenie tego, co miało dziać się w gabinecie. Otóż według anonimowego doniesienia odbywają się tam orgie t. zw. „safizmu”, kobiety narkotyzowane tajmnemi środkami lekarskiemi przez dr. S. dochodzą do jakiegoś obłędu miłosnego… szaleją nienaturalną żądzą…

„Express Poranny” oraz „Kurier Czerwony”, które jako pierwsze poinformowały o skandalu, zaliczane były do tak zwanej prasy czerwonej. Nazwa pochodzi od drukowanego czerwoną farbą tytułu gazet, zaś po pewnym czasie określenie to zaczęto stosować do wszystkich bulwarówek sensacyjnych. Od czasu pojawienia się pierwszych gazet tego typu stały się one najczęściej kupowanymi tytułami w Warszawie. Według Andrzeja Paczkowskiego[6] pod koniec 1926roku ich lokalne mutacje ukazywały się w Białymstoku, Brześciu, Grodnie, Kaliszu, Lublinie, Płocku, Suwałkach, Wilnie i Włocławku. Z jednej z reklam zamieszczonych w „Dzienniku Białostockim” w 1924 roku dowiadujemy się, że koncern obejmował w tym czasie: „Express Poranny”, „Kurjer Czerwony”, „Express Pomorski”, „Express Wileński”, „Express Kujawski” „Kurjer Polesia”, „Dziennik Białostocki” i „Nowy Dziennik Kresowy”. Gazety te zamieszczały podobne artykuły, będące przedrukami z gazet-matek, czyli „Expressu Porannego” i „Kuriera Czerwonego”, i zazwyczaj ostatnią stronę zapełniały wiadomości lokalne. Dominowała w nich tematyka sensacyjna, sentymentalno-dydaktyczna, a wiadomości polityczne przedstawiane były zazwyczaj w formie krótkich wzmianek.

Wróćmy jednak do Zofii Sadowskiej. Nasza bohaterka nie pozwoliła na kampanię oszczerstw i postanowiła się bronić. Na sali sądowej.

11 lutego 1924 roku w sądzie okręgowym rozpoczął się proces wytoczony przez Zofię Sadowską redaktorowi „Expressu Porannego” Jerzemu Plewińskiemu i współwłaścicielowi wydawnictwa „Prasa Polska SA” Antoniemu Lewandowskiemu. Proces przez kolejne dni rozpalał wyobraźnię mieszkańców stolicy, a to za sprawą regularnych doniesień spod drzwi sali sądowej, które zamieszczały – oprócz dzienników „czerwonych” – m.in.: „Rzeczpospolita”, „Gazeta Poranna 2 Grosze” i „Kurjer Polski”. Proces obił się również echem w kraju – relacje znalazły się we wszystkich gazetach koncernu wydającego „Express Poranny”, a także m.in. w: „Kurjerze Łódzkim”, „Gońcu Częstochowskim”, „Gazecie Bydgoskiej”, „Kurierze Poznańskim „, „Słowie Pomorskim”, „Dzienniku Poznańskim”, „Dzienniku Płockim” i „Czasie”. Niestety brak wielu tytułów prasowych w zbiorach bibliotecznych uniemożliwia pełne prześledzenie doniesień prasowych, jednak odnalezione w wymienionych tytułach oddają rzeczywisty obraz fascynacji „sprawą pani doktor Sadowskiej”. Należy pamiętać, że główny wątek śledztwa pochodzi z prasy – jak na ówczesne warunki – uznawanej za liberalną. Jak pisze Andrzej Paczkowski: Choć nie były one związane ze stającymi do wyborów wielkimi partiami politycznymi, posiadały poważny autorytet, a o wpływy w nich zabiegali także politycy parlamentarni o uznanych walorach. (..). Cechą charakterystyczną w działaniu tego obozu było skupienie się na akcjach zakulisowych (…)[7]. Wróćmy jednak do 11 lutego 1924 roku.

Według „Dziennika Białostockiego”[8] dotknięta rewelacjami „Expressu porannego” co do tajemnic jej gabinetu lekarskiego (…) dr. Z. Sadowska dowodzić będzie przed sądem swej niewinności. Co prawda niewinności dowodzić powinni raczej oskarżeni niż skarżąca, ale pamiętajmy, że pisze to strona oskarżona. Od grudniowego przedruku z „Kurjera Czerwonego” do początku lutego gazeta ani słowem nie wspomniała o przygotowaniach do procesu. Bomba wybuchał 8 lutego. „Express Poranny” postanowił się „wytłumaczyć” ze swojego postępowania:

Jak to w pierwszym artykule na ten temat zaznaczyliśmy dalecy jesteśmy od chęci t. zw. „rozmazywania” natury rzeczy wyjątkowo drastycznej, spełnialiśmy swój obowiązek stołecznego dziennika, protokułując co z dawna jeszcze od czasu pobytu p. Sadowskiej w Petersburgu było „publiczną tajemnicą”. Wszystko co mamy do powiedzenia w tej sprawie rzeczowego postaramy się wyświetlić śmiało i bez ogródek przed sądem skoro p. Sadowska sama tego żąda.

Przez kolejne dni „sprawa doktor Sadowskiej” gościć będzie na łamach dzienników regularnie, a relacje zza „zamkniętych” drzwi sądowych będą niezwykle szczegółowe. W trakcie procesu padło ponoć –wielokrotnie cytowane przez prasę – zdanie Sadowskiej, że zarzut uprawiania miłości lesbijskiej nie jest hańbiący, a sama sprawa stała się dla prasy przyczynkiem do dyskusji o homoseksualizmie[9]. Można się domyślać, że również w gronie lekarskim „sprawa Sadowskiej” przyczyniła się do wzrostu zainteresowania kwestią homoseksualności[10].

(W cytatach zachowano pisownię oryginalną)

[1]W niektórych dokumentach podaje się 1886 rok. (Urzędowy spis lekarzy uprawnionych do wykonywania praktyki lekarskiej oraz aptek w Rzeczypospolitej Polskiej (Warszawa, 1923/24), Urzędowy spis lekarzy, lekarzy-dentystów, farmaceutów, felczerów, pielęgniarek, położnych , uprawnionych i samodzielnych techników dentystycznych oraz wykazy: aptek , szpitali, ubezpieczalni, społeczn., ośrodków zdrowia, przychodni samodzielnych oraz centrali i filii Państwowej Szkoły Higieny, Warszawa 1939; a także Spis lekarzy zarejestrowanych w Izbie Zdrowia Tworki, dokument sporządzony 21.11.44 r. [w:] Robert Bielecki, Żołnierze Powstania Warszawskiego. Dokumenty z archiwum Polskiego Czerwonego Krzyża, t. II, s. 47-69, Warszawa 1996.) Rok 1886 podaje Sadowska w „Fragebogen zur erstmaligen Meldung der Heilberufe. Kwestionariusz dla pierwszego zgłoszenia zawodów leczniczych” (akta Izby Lekarskiej Warszawsko-Białostockiej w Głównej Bibliotece Lekarskiej, t. 159).
[2] Stanisław Łoza w Czy wiesz kto to jest, Warszawa 1938, s. 647.
[3] Nie ma jej na liście studentów do 1904 roku (V. G.Voronov, Students of the Saint Petersburg Women’s Medical Institute in the period of 1899-1904 [w:] „Sov. Zdravookhr.”, nr 10/1978, s. 73-77.).
[4] por.: Ruth. A. Dudgeon, The Forgotten MInority. Women Students in Imperial Russia, 1872-1918 [w:] „Russian History”, t. 9 (1982), s. 1-26.
[5] Wszystkie artykuły cytowane za „Dziennikiem Białostockim”, który przedrukowywał materiały z „Expressu Porannego” i „Kurjera Czerwonego”.
[6] Andrzej Paczkowski, Prasa codzienna Warszawy w latach 1918-1939, s. 200.
[7] ibidem, s. 63.
[8] „Dziennik Białostocki”, rok II, nr 42, wtorek 12 lutego 1924 r.
[9] „Express Poranny” przepytał na tę okazję Jana Nelkena, Kazimierza Stołyhwę, Leona Wernica i Gustawa Bychowskiego.
[10] Patrz: E. C., Posiedzenia Towarzystw Lekarskich, „Warszawskie Czasopismo Lekarskie” 1924, nr 4, s. 156.

Wojciech Szot rocznik 86, student, pracownik, blogger, niepokorny publicysta.
www.abiekt.blogspot.com

Autorzy:

zdjęcie Wojciech Szot

Wojciech Szot

rocznik 86, pracownik, księgarz




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa