Kumple z Sejmu

Mam przykrą wiadomość. Wszyscy, którzy do tej pory narzekali, że Robert Biedroń jest nie tam, gdzie powinien być i zajmuje się tym, czym nie powinien, niech biją się w piersi. Znalazł się w Sejmie, a większość krytykantów nadal siedzi w szafie i taka jest prawda – tak napisała moja znajoma Dżena (ta, która opowiedziała mi kilka historii do HomoOlsztyna) na swojej tablicy na Facebooku po ogłoszeniu wyników wyborów. Tymczasem ja przeglądałem moje ulubione prawicowe portale. Tam w komentarzach niedowierzanie mieszało się z uniesieniami patriotyczno-religijnymi w tonie niepodległościowym. Czytanie komentarzy spowodowało, że poczułem satysfakcję, taki pstryczek w nos wszystkim, którzy są przeciwko osobom LGBTQ.

Ania i Robert stali się symbolami, które od tej pory będą miały wpływ na pracę nad projektem ustawy o związkach partnerskich – co do tego nie mam wątpliwości. Postawię nawet na to, że znajdzie się spora grupa posłów i posłanek z PO i pomysł poprą. Będzie jatka. Zostaną wystawione największe działa – religia, kościół, krzyż, tradycja, dzieci, kryzys finansowy, kryzys lokalny, kryzys azjatycki i afrykański, kryzys przemysłowy (wskaźniki PMI…), i kryzys na Wall Street, kryzys mlekowy i tak dalej. Naprzeciwko, jako odnawialne mięso armatnie, gej i transseksualistka. Niestety – obawiam się, że taka rola może im przypaść. Walka na mównicy sejmowej, walka w komisjach i podkomisjach, w końcu walka z własnym środowiskiem i z tymi „spoza”. Tych ostatnich obawiam się najbardziej, bo nigdy nie wiem, kto nimi jest i kiedy opuszcza/zasila grono zainteresowanych.

Ostatnio za pomocą nowego portalu kumplowskiego trochę więcej dowiedziałem się o polskich gejach. Lesbijek tam jak na lekarstwo, i nic w tym dziwnego. Wiadomo, że lesbijce i gejowi nie po drodze. One wolą psy, oni koty, albo oni psy, a one koty – różnice jak widać są zauważalne i nie sprowadzają się bynajmniej do wyboru karmy, lecz zainteresowań. I to jedna z zalet serwisu randkowego. Nazwy grup zainteresowań, do których można się zapisywać są wszechstronne i każdy znajdzie coś dla siebie: a to faceci z brzuszkiem, a to koneserzy smażonych buraczków, a to przeciwnicy fragmentaryzacji systemu Android. Są i grupy zorientowane na zmiany. Jedne za adopcją, inne przeciw. Najgorzej, że w tej przeciw nie ma argumentów – dlaczego nie? Założyciel grupy na swoim profilu jest zapisany także do innych: „syndrom porannego drąga”, „robienie loda” i naprawdę nie mam nic przeciwko. Niech każdy robi, to co lubi. O ile w przypadku pierwszej czynności zazwyczaj natura ma decydujący głos, o tyle w drugiej człowiek sam może zdecydować, czy chce, czy nie chce. Tak samo powinno być w przypadku prawa do adopcji. Oczywiste, że natura zdecydowała, że to kobiety mogą rodzić dzieci, natomiast kwestia wychowania to całkiem inna sprawa. Albo chce się wychowywać dzieci, albo nie. Znam pary homoseksualne, które chcą. Na szczęście to tylko jeden akapit moich głębszych obserwacji, prawdziwa debata przed nami. I może nie będzie tak źle, założyciel grupy przeciwnej adopcji dzieci jest również członkiem: „inteligentni są SEXowni” i „Proszę, miej mózg”. Ostatnia bardzo mi się spodobała i rokuje nadzieję na zmianę stanowiska.

Wobec tego – czego chcemy? Związków partnerskich? Małżeństw? Adopcji? Wszystkiego od razu czy po kolei? Jestem zwolennikiem rozwiązań, które w efekcie dadzą nam prawo do adopcji dzieci i pełną równość wobec prawa, taką samą, jaką mają pary heteroseksualne. Oczywiście pytanie pozostaje otwarte, czy koncentrować się najpierw na związkach, a potem na małżeństwach i adopcji dzieci? Związki partnerskie jako tako są w dyskursie od jakiegoś czasu i całkiem dobrze funkcjonują w mediach. Adopcja – to jest dopiero temat tabu. Nie demonizujmy jej. W końcu to tylko jedna z opcji posiadania dzieci, a jej przeciwnicy zacietrzewiają się, wybałuszając oczy, jakby tylko w ten sposób osoby homoseksualne mogły wychowywać dzieci. Pomyłka, tak nie jest. Wystarczy włączyć TLC albo inne lifestylowe programy.

I tak zrobiłem. Byłem ostatnio u rodziców i zachwycając się telewizją kablową trafiłem na program o odchudzaniu. Jeden z wielu. Akurat w tym były osoby, które w danym czasie miały zrzucić najwięcej kilogramów. Okazało się, że jednym z bohaterów jest gej. Roztył się, co zrobić – stres, kryzys, gry RPG, wiek dojrzały, automatyczna skrzynia biegów, promienie UV, itd. Na szczęście trafił w ręce trenerki, która spowodowała spadek wagi o jakieś 20–30 kilogramów. Mniejsza z tym jak. Tu też się wydaje, że – tak jak w przypadku wychowywania dzieci – jest tylko jedna opcja: „MŻ”, czyli mniej żreć, ale to nieprawda. Musiał ćwiczyć, biegać, skakać, podnosić ciężary, a we wszystkim wspierał go jego partner. Wtedy spoglądałem na moją mamę. Siedziała jak zaczarowana, zachwycona ich relacją przed kamerami. Zanim zdążyłem to skomentować, wszedł blok reklamowy, w którym pokazano rodziny homoseksualne. Wtedy moja mama stwierdziła, że chciałby mieć jeszcze jednego wnuka (jednego ma – dziecko mojej siostry), tylko nie mogłaby pogodzić się z jedną myślą –że byłaby jedną z czterech babć. Założyła sobie, że dogadam się z parą lesbijek i tak to właśnie się wydarzy. Wow! Telewizja wpływa na ludzi. Ale dość tych ckliwych, rodzinnych historii.

Nie chcę popadać w przesadę i głosić górnolotnych haseł. Na myśli jestem za mało mądry. Czy tego chcemy czy nie, jesteśmy świadkami kolejnego etapu emancypacji gejów i lesbijek w Polsce. Po 20 latach doczekaliśmy się pierwszego jawnego geja i pierwszej osoby transseksualnej w Sejmie. Jeśli to za mało, żeby wprowadzić zmiany do polskiego prawa, to ja już nie wiem, co byłoby bardziej pomocne. Większość parlamentarna, która nas poprze? Tak. Wyjścia z szafy zakamuflowanych gejów i lesbijek z branżowych klubów? Pewnie! Zanim to nastąpi, zamierzam obserwować pracę nad przygotowywaną ustawą i rękami i nogami podpiszę się pod związkami partnerskimi. Nawet jeśli to będzie rozwiązanie, które nie będzie mnie w pełni satysfakcjonowało. Od czegoś trzeba zacząć – czas, start!

 

Autorzy:

zdjęcie Damian Niebieski

Damian Niebieski

Idealista, który mimo wszystko wierzy w szczęśliwe zakończenia. Lubi czytać fantasy. Odkąd pamięta chciał wyruszyć w podróż do Skandynawii i kiedyś to na pewno zrobi. Lato spędza najdalej od słońca, zasłuchany w ulubione utwory muzyczne. Obecnie stawia kolejne kroki w dorosłym życiu i dmucha i chucha, aby się udało.

30 komentarzy do:Kumple z Sejmu

  • stef

    [Re: Kumple z Sejmu]

    rzeczywiscie „na mysli jestes za malo madry”. Belkotliwa paplanina…:(

  • iiimię

    [Re: Kumple z Sejmu]

    „Ania i Robert stali się symbolami” – a pani Grodzka to koleżanka, że tak ze zdrobnieniem?

  • jk

    [Re: Kumple z Sejmu]

    oj, widzę, że ktos zazdrości damianowi tego, że świetnie pisze. wiec… czas start. i oby to nie był falstart

  • d_biskupa

    [Re: Kumple z Sejmu]

    No ale ten felietonik jest akurat słaby. Zdarzały się Damianowi lepsze.

  • Jacek

    [Sałata słowna]

    To niestety bełkot, a nie felieton. Na studiach miałem m.in. zajęcia z psychiatrii. Omawiając objawy schizofrenii w podręczniku Bilikiewicza mieliśmy przykład autentycznej wypowiedzi jednej z pacjentek, wypowiedzi w postaci tzw. salaty słownej czyli schizofazji

    http://www.psychologia.net.pl/slownik.php?level=202

    i ten felieton bardzo, ale to bardzo przypomina sałatę słowną. Chaos, niepowiązane ze sobą ciągi słów i fraz…

  • Romasowski

    [Re: Kumple z Sejmu]

    No tak, jak czytam wasze niektóre komentarze, to mi się zaraz przypomina, że komentowanie w internecie to taka swoista kloaka – byle tylko obsrać ile się da i oby nie na temat!

    Konkluzja felietonu jak najbardziej słuszna – należy zaakceptować choćby niezbyt idealną ustawę o związkach partnerskich i dopiero wtedy pracować nad rozszerzeniem naszych praw. Mam w tym być może prywatny interes, gdyż chciałbym w końcu zalegalizować długoletni związek z moim partnerem. Biorąc pod uwagę, że mam już swoje lata, to jeśli młodzi geje będą upierać się przy uzyskaniu od razu praw do małżeństwa, to ja jak nic nie doczekam jakiejkolwiek dobrej zmiany w tym względzie.

  • Polyamorous

    [Re: Kumple z Sejmu]

    Ja też bym chciał zalegalizować związek ze swoim partnerem a moja partnerka jest gotowa nawet urodzić nam dziecko i nie widze powodu dlaczego nie możemy się nim opiekować razem. Jest już udowodnione że można pobrać materiał genetyczny od dwóch mężczyzn i przy pomocy surogatki urodzić dziecko.

  • benek

    [Re: Kumple z Sejmu]

    Byłem ostatnio u rodziców i zachwycając się telewizją kablową trafiłem na program o odchudzaniu. [...] jednym z bohaterów jest gej.
    jak jeszcze miałem opłaconą kablówkę to też lubiłem „Zone Club” – bo można było obejrzeć program z udziałem gejów, w którym ten udział jest traktowany jako coś zwyczajnego. To chyba jedyny taki polskojęzyczny kanał na świecie.

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Kumple z Sejmu]

    Nieprawda. W Polsce jest więcej takich progamów, np. z Piasekiem, Piorgiem, Raczkiem, itp, o politykach nie wspominając.

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Kumple z Sejmu]

    „Jest już udowodnione że można pobrać materiał genetyczny od dwóch mężczyzn i przy pomocy surogatki urodzić dziecko”

    Nie wiem i szczerze mowiac nie interesuje mnie czy post byl czy nie byl prowokacja, ale tak, to jest mozliwe i wiadomo to od ladnych paru lat. Ale zeby uzupelnic, na razie to faza wczesnych badan, nie wiadomo kiedy bedzie dostepne komercyjnie, wiadomo ze bedzie sporo drozsze od „zwyklego” in vitro i na 90% bedzie zakazane w wiekszosci „cywilizowanego” swiata. Dodajmy ze o wiele „latwiej” jest/byloby wytworzyc plod z materialu od dwoch kobiet.

    Tak, osobiscie jestem jak najbardziej za – komercyjna, nierefundowana, zeby bylo jasne – dostepnoscia tego typu procedur.

  • lewicowiec

    [Re: Kumple z Sejmu]

    Co za brednie. Oczywiście, że z materiału genetycznego dwóch kobiet nigdy nie powstanie zarodek – nie macie chromosomu Y!

  • Peter Pan

    [Re: Kumple z Sejmu]

    W każdym razie, dla feministek byłoby to jak marzenie.
    Gdyby tak można było począć dziecko zupełnie bez udziału istoty płci męskiej i do tego jeszcze odpowiednio pokierować materiałem genetycznym, żeby wyszła dziewczynka!!!
    Wraz z ostatnim mężczyzną wymarłby patriarchat (dopóki by żył, feministki uważałyby nadal, że wszystkie mają gorzej niż ten jeden, ostatni samiec).

    Dzień po jego śmierci, feministki miałyby jednak kaca.
    W świecie bez mężczyzn wysiadłby prąd, nie miałby kto ratować ludzi (czy raczej wtedy już jedynie kobiety) z najróżniejszych katastrof; brakowałoby inżynierów i naukowców (byłby za to nadmiar specjalistów w dziedzinie Gender Studies), nie byłoby na kim wyładować swojego PMSa.
    Być może za 20 lat nic nam innego nie pozostanie i będziemy musieli, niczym Jej Perfekcyjność udawać, że jesteśmy kobietami (oby nam to tylko wyszło wiarygodniej), żeby jakoś przetrwać, jako ostatnie relikty gatunku?
    Nie wiem czy bym to wytrzymał. Chyba nawet na ostrej bani nie za bardzo.
    Świat bez facetów byłby pozbawiony dynamizmu, innowacyjności, kreatywności. Byłby zupełnie bez jaj!!!

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Kumple z Sejmu]

    „Co za brednie. Oczywiście, że z materiału genetycznego dwóch kobiet nigdy nie powstanie zarodek – nie macie chromosomu Y!”

    „Lewicowiec”? Widac.

    To X jest niezbedny. W normalnych warunkach (i u ludzi) XX = kobieta, XY = mezczyzna. Z X, XXY, XXX i paroma innymi nietypowymi kombinacjami mozna mniej lub bardziej normalnie zyc, zarodek z Y lub YY zawsze ulega poronieniu.

    „do tego jeszcze odpowiednio pokierować materiałem genetycznym, żeby wyszła dziewczynka!!!”

    To w skali macro nie zmieniloby sie kompletnie nic, poniewaz czesc swiadomie decydowalaby sie na corke, czesc swiadomie decydowalaby sie na syna, ostatecznie i tak by sie to mniej wiecej rownowazylo.

    W krajach gdzie presja na posiadanie dziecka okreslonej plci jest na tyle silna zeby zaklocic naturalna rownowage jakos sobie „radza” prostrzymi metodami, chocby po prostu zabijajac noworodki „niewlasciwej” plci.

    „W świecie bez mężczyzn wysiadłby prąd, nie miałby kto ratować ludzi (czy raczej wtedy już jedynie kobiety) z najróżniejszych katastrof; brakowałoby inżynierów i naukowców „

    Za duzo Y the Last Man. Dla przykladu – wsrod naprawde dobrych programistow ktorych znam/poznalam z 1/4 – 1/3 to kobiety. Ale fakt, zarabialabym troche wiecej.

    „Świat bez facetów byłby pozbawiony dynamizmu, innowacyjności, kreatywności. Byłby zupełnie bez jaj!!!”

    Kto Ci powiedzial ze kobiety nie maja jaj? Po prostu nie zwisaja nam na zewnatrz.

    Ogolnie, nie ma co ani wpadac w panike ani klaskac uszami.

    Bogowie broncie medycyne i przed lewactwem i przed konserwa.

    p.s. Na wypadek gdyby to nie bylo oczywiste – ja nie jestem feministka.

  • mark

    [Re: Kumple z Sejmu]

    Bo Kopernik była kobietą…..?

  • Peter Pan

    [Re: Kumple z Sejmu]

    @ Lilianne

    Nie ma na świecie takiej mentalnej/psychologicznej cechy, która występuje wyłącznie wśród kobiet lub wyłącznie wśród mężczyzn:) Ale to niczego nie dowodzi.
    Wszystkie ważne wynalazki od pisma, przez komputer; wszystkie wielkie projekty architektoniczne, prawie wszystkie formy literackie/muzyczne/malarskie i prawie wszystkie wielkie teorie filozoficzne, poza feminizmem (w gruncie rzeczy też przyczepionym do postmodernizmu i neomarksizmu) a nawet pigułka antykoncepcyjna są dziełem mężczyzn.
    To jeden z powodów, które sprawiają, że o ile solidaryzuję się z krytyką tępego maczyzmu (będącego domeną prymitywów), o tyle kulturową dewaluację męskości uważam za zjawisko bardzo szkodliwe.
    I nadal uważam, że świat bez mężczyzn stałby w miejscu i byłby pozbawiony dynamizmu.

  • [Re: ]

    Peter Pan:
    Bardzo lubisz na każdym kroku podkreślać, jak to niemal wszystko zostało wynalezione przez mężczyzn, pytanie tylko, na ile trwające przez stulecia „społeczne upośledzenie” kobiet, ich uprzedmiotowienie i poniżenie nie pozwoliło im pełniej rozwinąć skrzydeł? A mimo to, jak się dokładniej wczytać w kulturowe dzieje ludzkości, to trochę tych pisarek, malarek czy filozofek było – choć nadal często okrywa je jakaś „zmowa milczenia”…

    U Michela Houllebecqa jest taki fragment, godny – zwłaszcza w końcówce – zastanowienia:

    „(…) kobiety są istotami zdecydowanie lepszymi niż mężczyźni. Są bardziej skłonne do pieszczot, bardziej kochające, bardziej wyrozumiałe i łagodniejsze; mniej je pociąga przemoc, egoizm, chęć potwierdzenia swojego „ja”, okrucieństwo. Poza tym są rozsądniejsze, inteligentniejsze i pracowitsze.
    W gruncie rzeczy (…) do czego właściwie służą mężczyźni? Możliwe, że w poprzednich epokach, gdy w naturze tak licznie występowały niedźwiedzie, męskość mogła odgrywać jakąś specyficzną i niezastąpioną rolę; lecz już od kilku wieków mężczyźni wyraźnie do niczego nie służyli. Czasami oszukiwali nudę, grywając w tenisa, co jeszcze nie było takie niebezpieczne; czasami uważali za stosowne „przyspieszać bieg historii”, to znaczy, najczęściej, wywoływać rewolucje i prowadzić wojny. Nie mówiąc już o absurdalnych cierpieniach, jakie za sobą pociągają, rewolucje i wojny niszczyły to, co z przeszłości zostawało najlepszego, zmuszając ludzi, aby za każdym razem zmiatali „przeszłości ślad” pod kolejną zabudowę. Ewolucja rodzaju ludzkiego, nieprzebiegająca wskutek tego w naturalnym rytmie stopniowego postępu, przybierała chaotyczny, niezborny, nieregularny i pełen agresji charakter. Za to wszystko bezpośrednio i wyłącznie odpowiedzialni byli (biorąc pod uwagę zamiłowanie do ryzyka i hazardu, iście groteskową próżność, nieodpowiedzial-ność, wrodzoną im przemoc) mężczyźni. Świat złożony z kobiet byłby z każdego punktu widzenia nieskończenie doskonalszy; ewoluowałby może wolniej, ale regularniej, bez cofania się i bez destrukcyjnego podawania ciągle wszystkiego w wątpliwość, i osiągałby stopniowo stan powszechnego szczęścia”
    [Cząstki elementarne. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

  • [Re:]

    Nie chodzi mi, oczywiście, o jakąś „eliminację mężczyzn” ze świata ani o zbytnie idealizowanie kobiet, ale o podkreślenie, że mniejsza „spektakularność” udziału tych drugich w historii nie oznacza, że udział ten był mniej istotny…

  • Soniasonia

    [Re: Kumple z Sejmu]

    Nie wierzyłam, iż ten prostacki komentarz pod artykułem o lesbijkach był twojego autorstwa, teraz jednak wierzę, gdy przeczytałam, co napisałeś. Wyraźnie cierpisz na zaawansowaną mizogynię i powinieneś się leczyc – nie żartuję, idź do psychologa, a być może do psychiatry. Interpretujesz fakty według własnego widzimisię, pomijając te niewygodne – ma to więcej wspólnego z szalonymi pomysłami o „zamachu smoleńskim” czy nadawaniem szalonych z neinawiści imamów niż nawet z kotrowersyjnymi tezami intelektualistów. Nie mówiąc już, iż totalnie brakuje ci empatii, co wyczuwam nawet ja, dziewczyna z autyzmem.
    Powtórzę ci po raz n-ty: przez stulecia kobiety były niedopuszczane do nauki, a nawet sztuki, wobec czego po prostu nie miały się gdzie wykazać. Jeszcze dziś większość kobiet w Japonii po wyjściu za mąż porzuca pracę/karierę/hobby, by zamknąć się w czterech ścianach mieszkanka o powierzchni dziesięciu metrów kwadratowych i przez pół wieku usługiwać mężczyźnie (a warto przy tym zauważyć, iż traktowanie kobiet przez większość Japończyków byłaby czymś nie do pomyślenia dla „baleronogłowych” niemieckich konserwatysów sprzed stu lat, najbardziej nieprzychylnych feminizmowi). Wśród najwybitniejszych wspólczesnych artystów kobiet jest mniej więcej tyle samo co mężczyzn – ale ilu ty byś potrafił wymienić z nazwiska, skoro zajmujesz się wyłacznie futbolem i siłownią?
    Świat bez mężczyzn, a przynajmniej matrialchalny, byłby o wiele lepszym światem – większość zła na świecie wynika z chęci poporządkowania sobie innych, dominacji i agresji, a są to cechy, które znacznie częściej i bardziej wyraziście uwidaczniają się u mężczyzn. Dowód: w rzadnym kraju odsetek kobiet wśród pensjonaruszy więzień nie przekracza jednego procenta.
    Przegryź to sobie z kanapką.
    @ Lilianne
    Owszem, jesteś feministką, jak każdy myślący człowiek, tak samo jak każdy myslący człowiek jest za równouprawnieniem rasowym czy tolerancją religijną. Jeśli uważasz, iż kobiety pod względem umysłowym niczym nie ustepują mężczyznom, jesteś feministką. Jeśli uważasz, iż zasługują na prawa wyborcze takie same jak prawa mężczyzn, jesteż feministką. Jesli uważasz, iż powinny mieć prawo pracować bez zgody męskich krewnych, jesteś feministką.

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Kumple z Sejmu]

    Soniu, znów błysnęłaś:

    „Świat bez mężczyzn, a przynajmniej matrialchalny, byłby o wiele lepszym światem – większość zła na świecie wynika z chęci poporządkowania sobie innych, dominacji i agresji, a są to cechy, które znacznie częściej i bardziej wyraziście uwidaczniają się u mężczyzn. Dowód: w Żadnym kraju odsetek kobiet wśród pensjonaruszy więzień nie przekracza jednego procenta.”

    Owszem, kobiety są mniej skłonne do przemocy, co można uznać za cechę pożądaną. To kwestia fizjologii. Z drugiej strony organizm mężczyzny (nie każdego) jest w wyższym stopniu przystosowany np. do ciężkiej pracy fizycznej, przez co zarobki mężczyzn – pracowników fizycznych są wyższe (sprzątaczka vs. murarz czy górnik). Feministki z jednej strony bardzo chętnie przywołują argumenty dot. kobiecej łagodności, a z drugiej – jakby nie akceptowały innych różnic związanych z fizjologią, zwłaszcza tych przekładających się na kasę. Cóż za niezaskakująca niekonsekwencja!

    Wspomniana kobieca łagodność jest też nieco przereklamowana. Jeśli chodziłaś w LO do klasy humanistycznej (ew. do biol-chemu), to zapewne doświadczyłaś zdecydowanej nadreprezentacji płci żeńskiej na szkolnym podwórku. Już w takim środowisku atmosfera może być nieznośna, bo kobiety również rywalizują między sobą. Później, gdy są starsze, jest często jeszcze gorzej: konkurują o facetów. Nie o byle jakich facetów, tylko tych odpowiednich, a takich nigdy za wiele. Lesbijki mogą tego nie rozumieć, bo czują, że są poza konkurencją. Każdego dnia spotykam jednak przede wszystkim kobiety heteroseksualne, które mimo wykształcenia i dobrej pozycji zawodowej, źródeł swojego bezpieczeństwa, dobrobytu, życiowej pomyślności i ogólnie szczęścia upatrują w związku z odpowiednim mężczyzną. Nawet jeśli baba roztrzaskała w drobny mak mityczny szklany sufit i zarabia 5 czy 6 średnich krajowych, to może się zdarzyć, że bez faceta i bez dzieci nie czuje się szczęśliwa i choć przez cały dzień zgrywa chojraczkę, wieczorem ryczy do poduszki. Wiem, widziałem. Jest oczywiście wiele kobiet samotnych, wychowujących dzieci, w pełni zaradnych. Trudno jednak zakładać, że ich samotność jest stanem pożądanym, a niezależność od mężczyzn – niewymuszona.

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Kumple z Sejmu]

    „Kto Ci powiedzial ze kobiety nie maja jaj? Po prostu nie zwisaja nam na zewnatrz.”

    To nie są jaja, tylko jajeczka. Nie zwisają, ale wypadają.

  • Peter Pan

    [Re: Kumple z Sejmu]

    Soniu,
    odkąd zdałaś maturę i poczułaś, że coś potrafisz, w Twoich wypowiedziach pojawił się nieznośny ton oceny poziomu wypowiedzi innych dyskutujących, pouczania a nawet różnych bonmotów na temat głupoty społeczeństwa.
    Dokąd byłaś skromną dziewczyną, która w normalny sposób wyrażała swoje zdanie, przymykałem oczy na naiwność niektórych Twoich wypowiedzi.
    Ponieważ jednak sodówa uderzyła Ci do głowy, nie czuję już żadnych skrupułów.

    To nie ja, moja droga, pisałem tutaj, że „obrzydzają mnie dziewczyny”, nie ja pisałem o „śmierdzącej kobiecej skórze” i dziś nie piszę, że „świat bez kobiet byłby o wiele lepszym światem”.
    To wszystko są Twoje zdania z tego forum, na temat mężczyzn. Ty mi mówisz, że to ja cierpię na mizoginię? Raczysz sobie żartować.
    I nie pouczaj mnie, panienko, która ledwie zaczęła studia, jak wyglądała historia Europy, ponieważ mam bardzo delikatnie rzecz ujmując, nieco wyższe wykształcenie niż Ty, nawet jeśli lubię piłkę i chodzę na siłownię (co się wyklucza tylko w głowie takich mizoandrycznych panienek, jak Ty).

    Tak, kobiety nie były dopuszczane do różnych rzeczy. Geje i Żydzi nie byli dopuszczani w jeszcze większym stopniu i, dziwnym trafem, swoją przerąbaną pozycję społeczną wykorzystali w ten sposób, że nie ma takiej epoki, w której nie można by wymienić, co najmniej kilku gejów i Żydów.
    Czego o kobietach powiedzieć nie można. Chyba, że znasz np. XIX-wieczną poetkę pokroju Heinricha Heine? Bo ja nie znam. A chyba nie powiesz mi, że trudniej się było przebić np. kobiecie z klas wyższych niż żydowskiemu synowi handlarza tkaninami?

    Dane na temat więziennictwa wzięłaś chyba z jakiegoś anime. Średnia Europejska to 5% kobiet w więzieniach.
    Liczba kobiecych Nobli to około 2,5%, jeśli dobrze pamiętam. Liczba patentów udzielonych kobiecym wynalazkom, podobno nie przekracza 1%, ale te dane akurat nie są pewne, bo czytałem je w mało wiarygodnym źródle i tu mogę się mylić.
    W każdym razie, mężczyźni byli i SĄ o wiele aktywniejsi w bardzo wielu różnych dziedzinach. W tych dobrych i w tych złych. Ponieważ wymienianie tych złych jest specjalnością feministek i niektórych gejków, ja się koncentruję na tych pozytywnych.
    Przy okazji, bardzo bym prosił panią specjalistkę o wymienienie mi:
    - 3 wielkich budynków światowej sławy zaprojektowanych w ciągu ostatnich lat (nie w czasach „olbrzymiej opresji kobiet” tylko po II fali feminizmu, czyli od około lat 80.) przez kobiety
    - 3 form poetyckich, 3 formy muzyczne oraz 3 duże systemy filozoficzne (poza filozofią feministyczną) wymyślone przez kobiety
    - 3 wynalazki kobiece XX wieku, o znaczeniu społecznym równym antykoncepcji, lotowi na księżyc itp.

    Jeżeli Ci się to uda, to Ci pogratuluję.
    Jeśli nie, uznam, że to raczej Ty wyznajesz teorię spiskową … .
    Bo to, że istniał podział ról (akceptowany przez wieki przez obie płcie), który bardzo utrudniał kobietom dostęp do sfery publicznej, to akurat prawda. Dokładnie taka sama jak to, że Polska była niszczona przez Niemcy i Rosję. Tylko tak, jak nie ma żadnej gwarancji, że gdyby nie była to miałaby szansę na wielkomocarstwowość, tak nie ma żadnych dowodów na to, że kobiety wymyśliłyby to, co wymyślili mężczyźni, gdyby miały dostęp do sfery publicznej.
    Te wynalazki, z których korzystamy na codzień (internet, komórki, odtwarzacze mp3, iPody) powstały wiele lat po wyzwoleniu kobiet i radykalnej zmianie ich pozycji społecznej, ale (cóż za zaskoczenie!) są dziełem mężczyzn.
    TO są fakty. A to, że niektóre panienki ich nie lubią, bo się straszliwie ucieszyły, iż fakt historycznej dyskryminacji kobiet, wyjaśnia w pełni wszystko, to już nie jest mój problem tylko ich.
    Proponuję rozpoczęcie prac nad nowymi technologiami ku chwale kobiet a zanim to nastąpi, polubienie mężczyzn i docenienie ich, niezaprzeczalnego wkładu w rozwój cywilizacji.

  • Peter Pan

    [Re: Kumple z Sejmu]

    @ alexandersson

    Się chłopie musiałeś namęczyć przepisując cytaty:))
    To, co pisze Houellebecq to modny dyskurs naszych czasów, skondensowany w kilku zdaniach. Ten, który krytykowały np. „byłe feministki” D. Lessing i Ch. Hoff Sommers , w kontekście gejowskim niejaki Malebranche a w filozofii m.in. (to zdecydowanie najważniejsze spośród tych nazwisk) Sloterdijk.
    Problem z tym dyskursem jest taki, jak z wypowiedzią Sonii.
    Sonia pali się z wściekłości, gdyż Peter Pan, „zapomniał” o dyskryminacji kobiet, która jej zdaniem tłumaczy wszystko. Tylko szybko się okazuje, że tłumaczy, tylko to, co Sonia chce, żeby jej tłumaczyło. A więc niski udział kobiet w nauce, kulturze itp. Kiedy jednak mowa o wojnie, której Sonia (słusznie) nie lubi, okazuje się, że lata niedopuszczania kobiet do armii, nie grają szczególnej roli, bo wojna leży po prostu w męskiej naturze.
    No to chwila moment! Jeżeli zachowanie mężczyzn w ciągu wieków tłumaczy natura, to mamy skłonność do wojny, ale też do inżynierskiego geniuszu, tudzież poezji. A jeżeli argument natury odrzucamy, to znaczy, że kobiety są potencjalnie tak samo zdolne do prowadzenia wojen.

    Myślę natomiast, że masz rację mówiąc o mniej spektakularnym, ale też ważnym udziale kobiet w historii.
    Tylko, widzisz, ludzie mają różne hobby. Tomasik, Kitliński czy ostatnio Abiekt zbierają jakieś różne wiadomości na temat zapomnianych pań znanych w latach 20. lub wcześniej i widać, że ich to jara na maksa. Ja sobie to mogę przeczytać i potraktować z szacunkiem, ale mnie to jakoś nie inspiruje. O wiele bardziej fascynuje mnie historia facetów, którzy zmieniali świat, pobijali rekordy sportowe, przekraczali granice niemożliwego. Tak już mam … .

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Kumple z Sejmu]

    „Owszem, jesteś feministką, jak każdy myślący człowiek, tak samo jak każdy myslący człowiek jest za równouprawnieniem rasowym czy tolerancją religijną. Jeśli uważasz, iż kobiety pod względem umysłowym niczym nie ustepują mężczyznom, jesteś feministką. Jeśli uważasz, iż zasługują na prawa wyborcze takie same jak prawa mężczyzn, jesteż feministką. Jesli uważasz, iż powinny mieć prawo pracować bez zgody męskich krewnych, jesteś feministką.”

    Nie. Jestem indywidualistka. Nie jestem za rownouprawnieniem i tolerancja, jestem za nie-rzucaniem klod pod nogi i racjonalna ocena. Kazdy powinien byc oceniany wylacznie pod wzgledem wlasnych cech, nie przynaleznosci do grup, zwlaszcza nie przez przynaleznosc wrodzona. Nie wierze w „prawa kobiet” (czy „prawa lgbt”), wylacznie prawa jednostek.

    Jestem przeciwko parytetom w jakiejkolwiek formie. Ciezko mi rowniez opowiadac sie za refundacja antykoncepcji i rozszerzona edukacja seksualna w momencie kiedy jestem przeciw refundacji czegokolwiek i za calkowita komercjalizacja medycyny i edukacji. Ew. mozna to rozwazac jako krotkoterminowe polsrodki, nic wiecej. Tak, jestem za legalna mozliwoscia aborcji w pierwszym trymestrze, ale nie dlatego ze to „prawo kobiet”, tylko dlatego ze panstwo nie ma prawa w to ingerowac. Podobnie uwazam ze najlepsze prawo n/t in vitro to brak praw n/t in vitro – traktowac jak dowolna inna usluge medyczna, regulowac prawnie podstawy typu czyste narzedzia, tajemnica lekarska, etc, ale nie – kto, z kim, kiedy, jak i dlaczego.

    Jesli chcesz to nazwac feminizmem – prosze Cie bardzo, jest mi to obojetne. Ja nie widze mozliwosci pogodzenia tego z ta odmiana feminizmu ktora jest teraz najbardziej widoczna.

  • Peter Pan

    [Re: Kumple z Sejmu]

    @ Lilianne

    Nie tylko z tą odmianą, która jest widoczna, ale właściwie z żadną.
    Bo nawet taki „feminizm liberalny” to jest słówko określające panie, które lubią wolny rynek bardziej niż te tradycyjne feministki, ale są np. za parytetami, gdyż w kwestiach obyczajowych wyznają marksizm.

    Liberalizmu absolutnie nie da się pogodzić z feminizmem, ponieważ w swojej analizie społecznej jest neomarksistowski.

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Kumple z Sejmu]

    Lilianna nie jest feministką, ale takim potworkiem, który każe płacić każdemu (bogaczowi i żebrakowi) podatek w tej samej wysokości. A jeśli kogoś nie stać, to na roboty przymusowe! Ot, taka anachroniczna słabość do pewnej skrajności i naiwna wiara że proste rozwiązania są najlepsze.

  • TinTin

    [Re: Kumple z Sejmu]

    „- 3 wynalazki kobiece XX wieku, o znaczeniu społecznym równym antykoncepcji, lotowi na księżyc itp.”

    Odkrycie telomerazy, HIV, i radioaktywnosci. Ze swojej strony czekam az PP wskaze nam tego slynnego meskiego odkrywce pisma :p

  • Peter Pan

    [Re: Kumple z Sejmu]

    @TinTin

    Wirusa HIV odkryło, jeśli dobrze pamiętam, dwóch mężczyzn i jedna kobieta.
    Zespołem badaczy, jeśli się nie mylę, kierował Montagnier, który według mojej wiedzy jest mężczyzną ;) A więc nie zaliczam:)
    O telomerazie wiem niewiele i nie będę udawał, że jest inaczej, ale sprawdziłem w wikipedii, która podaje: 2 kobiety, 1 mężczyzna. Zaliczone!
    To są właśnie te panie, które podciągnęły statystykę kobiecych Nobli do tych 2%. Mój szacun dla nich.
    Co do radioaktywności: nie da się ukryć!
    ale tym przykładem udowadnia się takim niedobrym samcom, jak ja, że nie mają racji, od roku 1903 i wiele innych od tego czasu nie przybyło. Zaliczam, ale z dużą satysfakcją, bo to zabawne, że nawet, gdy się prosi o 3 przykłady (wobec setek odkrywców męskich), to i tak sytuację musi na końcu ratować Skłodowska ;) )

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Kumple z Sejmu]

    To bez znaczenia, że Skłodowska była kobietą. Była Polką, więc jednym z nas. To tak jakby była mężczyzną.

  • Soniasonia

    [Re: Kumple z Sejmu]

    Fakt, iż inne osoby popełniają chamskie, rasistowskie wypowiedzi ( których zresztą ja nie widziałam na Homikach, oprócz tej dotyczącej skóry, która jest mojego autorstwa i którą podtrzymuję) nie upoważnia nikogo do czynienia tak samo. Odpowiadanie plugastwem na plugastwo jest obrzydliwe i wstydzę się pewnych zwrotów, których użyłam w poprzednim komentarzu, dlatego też w tym pominę zaczepki osobiste i przejdę do merytorycznej dyskusji opartej na faktach. A jeśli mizoandria oznacza, iż nie pozwolę sobie, by mężczyzna mnie obrażał, to chętnie nazwę siebie mizoandrem.
    Po pierwsze, osoby, o których mówiłeś, nie były gejami, tj. nie identyfikowały się jako homoseksualiści. O tożsamości seksualnej we współczesnym tego słowa znaczeniu można mówić dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym, a na szerszą skalę, tj. poza gronem specjalistów, dopiero od lat sześćdziesiątych. Ci ludzie byli przede wszystkim przedstawicielami swoich klas społecznych (niemal wyłącznie wyższej) oraz twórcami, i to ich definiowało. Oni nie identyfikowaliby się ze współczesnymi postulatami organizacji LGBT. Niemal wszyscy ci mężczyźni posiadali żony, które poślubili ze względu na nacisk społeczeństwa, a nie z powodu własnych potrzeb (żaden z historyków nigdy nie spróbował zrozumieć niedoli tych kobiet). Należąc do elit społeczeństwa, ci mężczyźni mogli sobie pozwolić na wszystko, podczas gdy kobiety z tych samych warstw w zależności od epoki mogły albo działać „pośrednio”, jak np. madame de Pompadour, bądź też w ogóle były pozbawione realnej władzy, jak królowa Wiktoria.
    Jeśli chodzi o Żydów, to zgadza się, osoby tej narodowości były na przestrzeni wieków w najlepszym wypadku niemile widziane, a w najgorszym – eksterminowane. Niektórzy z nich dzięki pracowitości i inteligencji dorobili się fortun. ALE. Ale. Dziewiętnastowieczna Żydówka, nawet, gdyby była sprytna i pracowita, nie miałaby szans na karierę. Mężczyźni, od których wówczas zależało całe życie społeczne, nie traktowaliby jej jako poważnego partnera biznesowego (gdyby zdołała zarobić pewne fundusze prowadząc sklep lub szkołę) – zabiłyby ją zakorzenione żelaznymi korzeniami stereotypy ról płciowych. Tak, to może wydawać się zdumiewające, jednak biedak płci męskiej miał na starcie większe szanse na wybicie się niż kobieta z bogatej rodziny.
    Co do wkładu kobiet w kulturę, to wbrew temu co piszesz był on duży poczynając od romantyzmu. Powieści sióstr Bronte czy Jane Austen bez wątpienia należą do dzieł wybitnych, a wiele powieści innych autorek, mimo, iż prezentowały wysoki poziom, zostało przez ówczesną krytykę zdeprecjonowanych i zapomnianych właśnie z tego względu, iż zostały napisane przez kobiety, ergo istoty gorsze, ergo były to piśmidła nie nadające się do czytania przez istoty wyższe, tj. mężczyzn.
    Ten nieszczęsny „jeden procent” to informacja, którą przeczytałam rok-dwa lata temu w pewnym czasopiśmie, nie pamiętam jakim. Możliwe, iż podana informacja była błędna, bądź też ja ją zapamiętałam źle, jednak moim zdaniem jeden czy pięć procent nie robi wielkiej różnicy – to jak spieranie się o odsetek gejów w społeczeństwie. Co do wyzwania, to postaram się je spełnić w miarę możliwości, muszę jednak przyznać, iż moja wiedza w pewnych dziedzinach jest co najmniej niepełna. Jeśli chodzi o współczesną architekturę, to od razu pasuję, gdyż nie dość, iż mnie ona nie interesuje, to wręcz odstręcza w większości przejawów, podobnie jak większość kierunków sztuki powstałych w ciągu ostatnich stu lat. W przypadku form artystycznych czy systemów filozoficznych trudno mówić o „wynalazcach” czy „twórcach”, gdyż zwykle są one dziełem grupy ludzi, która albo współpracuje, albo każdy udoskonala dzieło poprzednika (doskonałym przykładem jest jońska filozofia przyrody), postaram się przybliżyć przykłady, w których autorstwo jest jednoznaczne.
    - Safona przez starożytnych była zaliczana do grona najwybitniejszych poetów, na równi z Homerem. Jej wynalazkiem była strofa soficka.
    - Pani Murasaki Shikibu jest autorką „Genji Monogatari”, utworu uznawanego przez część badaczy za najstarszą powieść (jej „przeciwnikiem” jest utwór sielankowy napisany przez starożytnego grackiego poetę, którego imię akurat wyleciało mi z głowy oraz „Opowieści do poduszki” współczesnej pani Shikibu autorki, pani Sei Shonagon).
    - wracając do tego, co wcześniej napisałam, pani Simone de Beauvoir w żadnym razie nie można nazwać twórcą egzystencjonalizmu, jednak wniosła ona duży wkład w kształtowaniu się tego systemu filozoficznego
    - z kolei Helena Bławacka przyczyniała się do ostatecznego wykształcenia i spopularyzowania teozofii
    – pisząc o Skłodowskiej, nie można zapomnieć od dokonaniach jej córki, Irene Joliot-Curie
    - pani Virginii Apgar, której systemowi oceny stanu noworodków świat zawdzięcza prawdopodobnie więcej, niż wspomnianemu przez ciebie wynalezieniu pigułki antykoncepcyjnej, gdyż pozwolił on szybko rozpocząć ratowanie słabych dzieci.
    - odkrycie struktury DNA przez panów Watsona i Cricka poprzedzone było badaniami pani Rosalin Franklin i pana Raymonda Goslinga (ale głównie pani Franklin)
    - prawdopodobnie nie uznasz tego za formę poetycką, jednak pierwszą mangę podejmującą dojrzałe tematy stworzyła pani Hideko Mizuno („Fire”)
    - w tworzeniu Nowej Fali fantastyki naukowej w latach sześćdziesiątych duży udział miały kobiety, spośród których największą sławę zdobyła Ursula K. le Guin.
    - istnieje teoria, wedle której udomowienie zwierząt jest dziełem kobiet, które przygarniały osierocone szczenięta bądź je kradły, po czym karmiły własnym mlekiem i się nimi opiekowały.
    - przyznam szczerze, iż nie znam się ani na muzyce, ani na jej historii.
    No to wygląda na to, że wyznaję spiskową teorię dziejów ;b Żadna nowina, ot, kolejna do kolekcji.
    I tak na koniec drobna uwaga. Ja i pan Alexanderson napisaliśmy właściwie to samo, posługując się podobną stylistyką (acz moja wypowiedź była, przyznam, ostrzejsza w tonie). Odpowiadając na nie, mnie zmieszałeś z błotem, a panu Alexandersonowi odpowiedziałeś po przyjacielsku, z humorem. Moim zdaniem to nie wymaga komentarza.
    Proponuję zadbanie o dobry nastrój: jeśli masz do napisania wyłącznie niemiłe rzeczy, lepiej nie pisz nic. Sugerowałabym zakończenie tematu.
    @ Lilianne
    Prywatnie korzystam z klasycznej definicji pozytywistycznego feminizmu. Według mnie zaliczasz się :)

  • Peter Pan

    [Re: Kumple z Sejmu]

    @ Sonia

    Byłem ostrzejszy wobec Ciebie, niż wobec alexanderssona, bo jego post nie zawierał żadnych osobistych odniesień czy hipotez.
    To zdecydowanie nie ma związku z Twoją płcią, o czym możesz się przekonać, przypominając sobie, że wobec Krzysia czy Abiekta, też nie zawsze byłem miły :) )
    Ale O.K. Jest 1:1, bo ja też przegiąłem a więc teraz może zapanować pokój!

    Co do meritum, przykłady, które podajesz są ciekawe, ale nie spełniają warunków mojej ankiety ;)
    Jeśli chodzi o słowo „gej”, masz rację. Mann, Wilde czy Iwaszkiewicz pewnie by się tak nie nazwali. Nie zmienia to jednak faktu, iż ich odmienność, była w dużej mierze „motorem napędowym” ich twórczości. Wśród kobiet, przykładów tego typu mobilizacji z powodu „wykluczenia” nie ma wielu. Feministki mówiły niegdyś o „otwieraniu szuflad”, twierdząc, że mnóstwo kobiet tworzyło rzeczy, które nie mogły zostać wydane. Liczyły, że napiszą historię literatury na nowo i znajdą kobiecy odpowiednik Dantego, Shakespeare’a.
    To się nie udało. A trzeba tu pamiętać, że odkrywanie twórczości genialnych mężczyzn po latach od ich śmierci, miało miejsce nie raz. Jak to choćby było z Bachem.

    Natomiast nie chodzi mi o to, żeby udowadniać, że kobiety tej czy innej rzeczy nie potrafią. Mój punkt wyjścia jest zupełnie inny.
    Ten cytat Alexanderssona pokazuje to, o co mi chodzi. Mężczyźni tworzyli historię naszej kultury w jej wszystkich aspektach. I tych dobrych i tych złych. Mówienie o tych drugich jest bardzo trendy, podczas gdy wspominanie tych pierwszych spotyka się od razu z protestem i zarzutem, iż ktoś odmawia kobietom posiadania takiej czy innej zdolności.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa