Coś, co przydarza się Innym Ludziom

Pierwszym poznanym przeze mnie nosicielem wirusa HIV był Barry. Przystojny, muskularny, czarnoskóry Amerykanin z olśniewającym uśmiechem i mnóstwem problemów z samym sobą. Po wspólnym wypaleniu jointa i rozmowie o naszych rodzinach – niby różne kontynenty, a jak wiele wspólnego – wylądowaliśmy na mojej kanapie z Janet Jackson w tle. Po czym Barry powiedział mi o swoim zakażeniu, a ja… nie poczułem nic konkretnego. Informacja, jakich wiele. Nie planowałem z nim uprawiać seksu bez zabezpieczenia; z nikim tego nie robię, zakładam, że każdy może mieć jakiegoś wirusa. Tyle tylko, że Barry był pierwszym facetem, o którym wiedziałem to NA PEWNO.

Drugim był Jack. Jack odkrył swój status seropozytywny sześć lat temu. Nie wie do tej pory, jak to się stało; zarzeka się, że zawsze, bez wyjątków, uprawiał bezpieczny seks. Może gumka pękła i żaden z partnerów tego nie zauważył? Może kiedyś po pijaku „się zapomniała”? Może dentysta nie wysterylizował narzędzi? W każdym razie Jack powiedział mi o swoim zakażeniu, kiedy się we mnie zakochał, czego w naszym układzie friends with benefits nie planowaliśmy. Ja się w nim nie zakochałem i jakiś czas potem przestałem się z nim spotykać, ponieważ Jack zaczął być zazdrosny i robić mi wyrzuty, a ja nie byłem zainteresowany ich słuchaniem. Jego zakażenie nie odegrało przy podejmowaniu tej decyzji żadnej roli.

Trzecim był Rob, który namawiał mnie usilnie na seks bez zabezpieczenia. Ja byłem Robem zainteresowany, ale seksem bez zabezpieczenia już nie. Powiedziałem mu w końcu o swoim założeniu, że każdy może mieć jakiegoś wirusa, na co Rob odparł spokojnie, że oczywiście, on ma HIV, ale ma bardzo małą ilość kopii wirusa we krwi i prawie na pewno nie zaraża. Pokiwałem uprzejmie głową, dopiłem piwo, pożegnałem się i wróciłem do domu samotnie.

W zeszłym tygodniu wreszcie spotkałem się w realu ze świeżo poznanym via Gayromeo panem imieniem Dee. Dee zajmuje się kilkoma rzeczami: byciem inżynierem w zakładzie produkującym narzędzia precyzyjne, remontowaniem mieszkania, w którym zamieszka ze swoim chłopakiem, oraz fistingiem. Ten ostatni uprawia z różnymi partnerami, z których jednym był skinhead z rozwiniętym AIDS. Dee powiedział mi, że tak bardzo stresował się możliwością, że się zakazi, że pewnego dnia poprosił skinheada, żeby ten odbył z nim stosunek analny bez zabezpieczenia z wytryskiem wewnątrz. Skinhead dostosował się do życzenia, Dee ku swojej radości zakaził się od pierwszego razu, dzięki czemu teraz jest szczęśliwy i wolny od obaw. Chwalił mi się tym szczerze uśmiechnięty i radosny. Gratulacje nie przeszły mi przez gardło.

Jakiś czas temu mój heteroseksualny przyjaciel przyznał mi się, że nawiązał romans za plecami swojej dziewczyny – z Isabelle, która zdradza z nim swojego chłopaka. Nowa jest oczywiście urocza, mądra, zabawna, utalentowana i tak dalej. A dodatkowo jaka dobra w łóżku! Zapytałem, czy używają prezerwatyw. Mikey zrobił dziwną minę i nie odpowiedział. Naciskany przyznał, że nie używają, ale nie muszę się martwić, bo ona „jest na hormonach i na pewno nie zajdzie”. To, że Isabelle mogłaby przypadkiem być nosicielką HIV w ogóle nie przeszło mu przez myśl, bo przecież „to porządna dziewczyna”. To, że tego wirusa mógłby potem przekazać swojej dziewczynie, z którą przecież też nie używa gumek, jeszcze bardziej nie przyszło mu do głowy…

Spotykanie kolejnych osób seropozytywnych przestawało już na mnie powoli robić wrażenie, kiedy przydarzyło się coś, czego się nie spodziewałem. To ja trzymałem Erniego za rękę, kiedy lekarz informował go, że w jego krwi wykryto HIV i pytał troskliwie, jak też Ernie się z tym czuje. Ernie beznamiętnym tonem odpowiadał, że nic w zasadzie nie czuje. Lekarz, młodziutki chłopak, sprawiał wrażenie, jakby Ernie był jego pierwszym pacjentem w życiu i wyraźnie rozważał pomysł ucieczki z gabinetu. Ja, w odróżnieniu od Erniego, czułem bardzo wiele. Współczucie; przerażenie; szok. Po raz pierwszy ktoś zaraził się w trakcie naszej znajomości. A dodatkowo tak się składało, że Erniego poznałem podczas trójkąta, w którym drugim był Jack, a trzecim właśnie Ernie. Używaliśmy prezerwatyw. Nie wiem, czy Ernie wiedział o zakażeniu Jacka. Wiem, że nie przepadał za ogumieniem; wiem, ponieważ zdarzyło mu się parę razy zrobić ze mną coś, czego zdecydowanie robić nie powinniśmy. Czułem też ulgę: od dłuższego czasu nie uprawialiśmy z Erniem seksu, jedynie się przyjaźniliśmy, a ja w międzyczasie przetestowałem się na okoliczność chorób przenoszonych drogą płciową i wyniki były negatywne. Jednak wydarzenie zmusiło mnie do zadania samemu sobie po raz kolejny pytania: co, gdybym to był ja? Co, jeśli za miesiąc, dwa czy sześć to będę ja?

Wielu z nas, zwłaszcza ci młodsi wiekiem, uważa, że AIDS to taka choroba popularna w latach dziewięćdziesiątych, głównie w Afryce (ileż rasizmu można znaleźć w komentarzach na temat czarnoskórych mężczyzn w Polsce, którzy według komentujących co do jednego „roznoszą AIDS”…). HIV to taki mit, coś, co przydarza się Innym Ludziom, coś, co właściwie nie ma wpływu na nasze, porządne, polsko-katolickie życie. Te same osoby na ogół twierdzą stanowczo, że im HIV nie może się przydarzyć, bo przecież sypiają wyłącznie z „porządnymi dziewczynami, które nie wyglądają na chore”. Wirus ciągle postrzegany jest wyłącznie jako problem gejów. Tymczasem HIV może się przydarzyć nieomal każdemu. Skąd wiesz, droga żono, że Twój mąż Cię nie zdradza? Skąd wiesz, uroczy studencie, że nie robi tego Twój partner? Czemu uważasz, przystojniaku, że urocza dama poznana na dyskotece jest zdrowa?

Rzeczywistość każdego zakażonego jest inna. Znam osobę, która żyje z HIV od 1989 roku w niezłym zdrowiu; znam człowieka, który właśnie obchodził swoje pięćdziesiąte urodziny wiedząc, że jego chemoterapia i leki na AIDS nawzajem się wykluczają i pięćdziesiątych pierwszych urodzin już obchodzić nie będzie. Niektórzy od leków strasznie chudną, niektórym pojawiają się problemy z dystrybucją tłuszczu w organizmie – np. wychudzona twarz i dziwnie duży brzuch. Mój przyjaciel Ernie na razie odnotowuje głównie problemy związane ze stresem w pracy, HIV nie ma specjalnego wpływu na jego życie, leków jeszcze nie bierze i prawdopodobnie przez następne dwa lata nie zacznie. Rob w ogóle nie myśli o tym, że może narazić kogoś na niebezpieczeństwo; Dee cieszy się tym, że udało mu się na nie narazić. Ja cieszę się, że jak do tej pory udało mi się HIV uniknąć, mimo, iż kilka razy nie zachowałem się tak, jak powinienem.

Na ile potrafię przewidzieć własne reakcje i odczucia, zakażenie HIV nie byłoby dla mnie tragedią; ot, informacja, jakich wiele, w jakiś sposób może nawet spodziewana. Ale to nie znaczy, że chciałbym „mieć to z głowy”; że rezygnuję z zabezpieczania się; że zamartwiam się co dnia, czy może to właśnie dziś, może to właśnie ta gumka pękła, może to właśnie ten facet, ta wizyta u dentysty… Kto wie? Być może za miesiąc, rok, dziesięć lat to ja będę siedział naprzeciw wystraszonego, młodziutkiego lekarza, trzymany za rękę przez kogoś, kto będzie w myślach dziękował znajomym bóstwom, że to nie do niego mówią o kopiach wirusa, lekach i umawiają go na wizytę u specjalisty. Być może naprzeciw lekarza usiądzie Mikey lub Isabelle. Być może Twój chłopak. Być może Ty.


Autorzy:

zdjęcie Ray Grant

Ray Grant

Przerażająco przystojny i niezwykle inteligentny wielbiciel wszystkiego, co dziwne i nietypowe. Jedyna wada: przesadna skromność. Pisze, śpiewa i maluje, projektuje i pakuje, zaś w wolnych chwilach oddaje się tańcom, hulankom i swawolom. Autor blogów http://heteroseksualisci.blox.pl i http://miloscpo30.net/

15 komentarzy do:Coś, co przydarza się Innym Ludziom

  • Jakbyco

    [Re: Coś, co przydarza się Innym Ludziom]

    Dobry i mocny tekst. Jeśli wszystkie postacie są prawdziwe, to… cóż, autor ma najwyraźniej szczęście do freaków…

  • Diverso

    [Re: Coś, co przydarza się Innym Ludziom]

    I właśnie przez takie artykuły jestem prawiczkiem mając 24 lata…

  • d_biskupa

    [Re: Coś, co przydarza się Innym Ludziom]

    E tam. Mnie się zdaje, że to taki blogger-gawędziarz. Pełno takich w necie…

  • Uschi

    [Re: Coś, co przydarza się Innym Ludziom]

    @Diverso
    Może wystarczy rozsądek zamiast panicznego strachu? :)
    Zobacz, na jaką kampanię się swego czasu natknęłam ;)
    http://www.kampaniespoleczne.pl/kampanie,772,z_prezerwatywa_przez_zycie_2

  • Twojeimię

    [Re: Coś, co przydarza się Innym Ludziom]

    w zyciu nie zaloze gumy na pyte … to moze od razu na cale cialo kombinezon ‚bo mozna sie czyms zarazic’ … ?

  • pogo

    [Re: Coś, co przydarza się Innym Ludziom]

    ojtam,ojtam – wroga propaganda przeciwko nam i zyciu.

  • zadra

    [Re: Coś, co przydarza się Innym Ludziom]

    Bardzo dobry tekst

  • Twoje imię lolek

    [Re: Coś, co przydarza się Innym Ludziom]

    Gorsze od HIV sa mendy.po ostatniej imprezie w pozku musialem pozku.masakra.musialem obciac brwi.masakra.a gosciu powiedzial mi ze to normalka.

  • watashi79

    [Re: Coś, co przydarza się Innym Ludziom]

    @Diverso
    zatem nie należy wychodzić z domu bo można wpaść pod samochód, nie latać samolotem bo spadnie, nie chodzić do centrum handlowego bo będzie atak terrorystów, nie mieszkać w budynku bo może się zawalić…
    chodzi o to, żeby się zabezpieczać i w ten sposób minimalizować ryzyko. nikt nikogo do niczego nie zmusza, ale życie w ciągłym strachu też nie jest dobrym pomysłem.

  • pozdrawiam

    [Re: Coś, co przydarza się Innym Ludziom]

    hmm, dobry tekst, wszedłem na bloga i widać, że autor się stara, dla nas, czytelników homików, to tylko i wyłącznie na plus.

  • dts

    [Re: Coś, co przydarza się Innym Ludziom]

    z domu wychodzic jak najbardziej, z ludzmi przebywac i cieszyc sie zyciem. Prosta zasada: stronic od krwi i spermy. od robienia loda tez mozna sobie biedy napytac wiec nie wkladamy do ust po szczotkowaniu, nitkowaniu lub jesli mamy problemy z dziaslami. jesli lubisz nabial pomysl o stalym chlopaku ktory bedzie ci wierny. sex and the city style is very last year.

  • [Re:]

    „pomyśl o stałym chłopaku, który będzie Ci wierny”…

    …i idź do łóżka z setką innych, żeby na niego natrafić… ;-)

  • Axel

    [Re: Coś, co przydarza się Innym Ludziom]

    Ludzie kupujcie i używajcie dobrych gum i tyle. Te tanie niestety pękają a te dobre też jak nie ma poślizgu.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa