Spróbuj powiedzieć to swojej rodzinie

Któregoś słonecznego popołudnia 1990 roku na dworcu PKS w Wadowicach stanąłem przy szybie kiosku Ruchu, rzuciłem okiem po wtedy jeszcze dosyć monochromatycznych okładkach czasopism, aż w końcu wzrok mój zatrzymał się na czarnej winiecie, na której białe litery układały się w napis: „Magazyn Kochających Inaczej”. Poniżej znajdował się czarno-biały męski akt. Choć nigdy nie słyszałem o tym piśmie, nie miałem wątpliwości, że to coś dla mnie. Nie wiedziałem też, że gdy poproszę kioskarkę o ten tytuł, dokonam pierwszego w życiu coming outu.

Wspominam tę sytuację sprzed 21 lat, bo od podobnej sceny zaczyna się wchodzący na ekrany kin „Sekret Saszy”. Pierwsza scena jest zresztą majstersztykiem – kilka spojrzeń Saszy (w tej roli znakomity Saša Kekez) wystarczy, by zrozumieć o co mu chodzi, jakie ma problemy, co go interesuje, czego się obawia. Każdy, kto zobaczy ten film – gwarantuję to – od tej pierwszej sceny zakocha się w Saszy, uroczym Czarnogórcu, którego poznajemy, gdy z rodzicami i dosyć postrzelonym wujem wraca z wakacji spędzonych w Czarnogórze do Niemiec, gdzie cała rodzina wyemigrowała przed laty.

Zasadnicza akcja filmu rozgrywa się zatem w niemieckiej Kolonii, choć poza dwoma czy trzema rzutami oka kamery na katedrę miasta nie zwiedzamy. Bohaterowie przez większość czasu przebywają w klaustrofobicznych pomieszczeniach, małych kuchniach, wąskich korytarzach, podzielonych ściankami łazienkach. Może to jakiś ekwiwalent ich sytuacji życiowej? Towarzyszy im poczucie braku perspektyw i straconych szans. W zasadzie tylko tytułowy Sasza ma nieco większy pokój, a jedynym naprawdę dużym wnętrzem jest mieszkanie jego nauczyciela gry na fortepianie. Obu łączy to, że podejmują próby wyjścia poza ograniczone możliwości.

Rodzice Saszy prowadzą maleńki bar. Tak mały, że gdy przychodzi zaledwie dwóch gości, lokal jest już skrajnie zatłoczony. Matka dorabia chałupniczo, by syn mógł się uczyć gry na fortepianie, czyli de facto realizował jej marzenia z dzieciństwa. Ojciec bohatera to niespełniony koszykarz, beztroski wesołek o konserwatywnych zapatrywaniach na wybory dokonywane przez synów. Brat Saszy jest wioślarzem, jak się ostatecznie okaże – także niedoszłym. Kocha się w najlepszej przyjaciółce Saszy.

Jest w końcu i on – Gebhard Weber – przystojny nauczyciel gry na fortepianie. Sasza ćwiczy pod jego okiem, ale kolejne lekcje są tylko pretekstem, by być blisko nauczyciela. Ten zamierza jednak wyjechać do Wiednia i tam podjąć pracę. Czy miłość do nauczyciela przetrwa? Czy nauczyciel dowie się, że w Kolonii zostawia nie tylko byłego partnera, ale i podkochującego się w nim ucznia? To już trzeba samemu zobaczyć w kinie.

Film jest znakomity! Po pierwsze, scenariusz jest skonstruowany logicznie, bohaterowie nakreśleni w sposób przekonujący, dialogi bezpretensjonalne. Po drugie, pierwszorzędne aktorstwo dotyczy to nie tylko wiarygodnie i przekonująco zagranego Saszy, ale i innych bohaterów. Majstersztykiem jest rola ojca – Predrag Bjelac, mieszkający w Pradze aktor serbskiego pochodzenia, znany z „Opowieści z Narnii”, „Harry’ego Pottera i Czary Ognia” czy serialu „Rodzina Borgiów”, stworzył mistrzowską i brawurową kreację bałkańskiego emigranta, który mimo wielu lat w nowej ojczyźnie ciągle nie czuje, że jest u siebie.

Wielkim plusem filmu jest ścieżka dźwiękowa. Na zmianę słyszymy muzykę klasyczną (wykonywaną nie tylko całkowicie „po bożemu”, ale też improwizowaną) i bałkańskie melodie w stylu Gorana Bregovicia.

Osobom lubiącym języki obce spodoba się mowa bohaterów filmu. Akcja rozgrywa się w Niemczech, zatem w połowie scen mówią oni po niemiecku. A że są imigrantami (bądź co bądź słowiańskimi), ich wymowa jest, podobnie do wymowy Polaków uczących się niemieckiego, pozbawiona typowego dla Niemców akcentu. W pozostałej części filmu bohaterowie używają języka serbsko-chorwackiego. A może należałoby powiedzieć: serbskiego, chorwackiego albo nawet czarnogórskiego? To w zasadzie ten sam język, choć z przyczyn politycznych każda nacja dawnej Jugosławii twierdzi, że używa innego. Jakkolwiek nazwalibyśmy język bohaterów „Sekretu Saszy”, jest to ta sama grupa językowa, co język polski. Stanowi to źródło pewnej przyjemności, bo sporą część dialogów można zrozumieć bez czytania napisów.

Film, poza dramatycznym zawikłaniem i niemal tragicznym rozwiązaniem akcji, jest utrzymany w wesołym tonie. Owszem, niektóre żarty nie są szczególnie wysublimowane (np. problemy jednego z bohaterów z bidetem czy użycie nazwiska prezydenta USA jako obelgi), ale może właśnie dzięki nim film ogląda się z naprawdę ogromną przyjemnością.

Obraz jest porównywany do „Mine vaganti”; nie rozumiem tego, bo moim zdaniem jest od niego dużo lepszy. „Sekret Saszy” to bezpretensjonalna historia o miłości, przyjaźni, tęsknocie, gejowskim życiu, muzyce, problemie emigracji i wychodzeniu z szafy.

Sekret Saszy
Produkcja: Niemcy
Rodzaj: dramat / komedia
Czas trwania: 102 minuty

Zwiastun:


Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Halama (Walpurg)

Krzysztof Halama (Walpurg)

Bloger (Walpurg.pl, Walpdrive.pl), witkacolog-amator, w sztuce lubiący groteskę, w ludziach – indywidualizm, w partnerach – testosteron, zapalony eMKaeMowiec (miłośnik komunikacji miejskiej). Mimo wszystko mężczyzna. Życiowe motto: „Lepiej być kanciastym Czymś niż okrągłym Niczym” (C.F. Hebbel)

5 komentarzy do:Spróbuj powiedzieć to swojej rodzinie

  • Peter Pan

    [Re: Spróbuj powiedzieć to swojej rodzinie]

    „To w zasadzie ten sam język, choć z przyczyn politycznych każda nacja dawnej Jugosławii twierdzi, że używa innego.”

    W Jugosławii była też Słowenia i Macedonia, które zawsze miały odrębne języki :)

    Tak czy inaczej, mnie też cieszy słowiańskość Saszy. Głównie dlatego, że poza Włochami, najbardziej podobają mi się Słowianie ;)

  • benek

    [Re: Spróbuj powiedzieć to swojej rodzinie]

    Nie wiedziałem też, że gdy poproszę kioskarkę o ten tytuł, dokonam pierwszego w życiu coming outu.
    to były czasy – kioski ruchu – najbardziej chyba te w okolicach dworców – ja też miałem taki „coming out” – pierwszy przed kioskarzem, drugi przed kioskarką

  • Jakbyco

    [Re: Spróbuj powiedzieć to swojej rodzinie]

    Pan recenzent niezwykle entuzjastyczny :) a tymczasem Wyborcza dała filmowi chyba tylko dwie gwiazdki, narzekając na brak spójności. Przyjdzie wyrobić sobie zdanie osobiście…

  • Walpurg

    [Re: Spróbuj powiedzieć to swojej rodzinie]

    Bo „Wyborcza” tylko PRAWIE zawsze ma rację :P

  • Soniasonia

    [Re: Spróbuj powiedzieć to swojej rodzinie]

    W filmie najbardziej podobało mi się ukazanie środowiska imigrantów w Niemczech, ich stylu myślenia (uroczy wujek Pero), nastawienia do nowego środowiska, wzajemnych interakcji (chociaż wolałabym, by wiecej powiedziano o tym, co ojciec Jiao sądzi o Petrowiczach) oraz relacji międzi nimi a rodowitymi Niemcami (najmocniejsza była tu scena kontroli celnej z początku filmu – również ten wątek chętnie bym zobaczyła poszerzony). Jeśli chodzi o sam wątek romantyczny, to nie był on oryginalny, a nagła zmiana nastroju pod koniec filmu moim zdaniem nie była dobrym pomysłem.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa