Za co kochamy, za co nienawidzimy neonazistów?

Spośród kilkunastu filmów wyświetlanych w ostatnim czasie w kinach, poruszających wątki LGBT, wchodzące na ekrany w piątek Braterstwo jest obrazem najbardziej bolesnym. Film Nicolo Donato o duńskich neonazistach przypomina pod pewnym względem Tajemnicę Brokeback Mountain – opowiada o miłości, która w tym miejscu, w tym czasie i wśród tych ludzi, nie powinna się zdarzyć. Ale się zdarzyła. O ile jednak amerykańska produkcja była tylko nieszczęśliwie zakończonym romansem, duński film jest pozbawioną plenerów, duszną i teatralną w środkach wyrazu uwspółcześnioną tragedią grecką, która zwyczajnie boli i porusza.

Trudno jest pisać o Braterstwie, bo zbyt łatwo zdradzić jego dość prostą fabułę. Kilka słów jednak muszę jej poświęcić.

Młody żołnierz Lars (w tej roli znakomity Thure Lindhardt, debiutujący w słynnej także w Polsce sztuce Shopping and Fucking, nagradzany jako najlepszy nowy duński talent, grający u Larsa von Triera) zostaje pominięty przez przełożonych przy rozdzielaniu awansów (to prawdopodobna konsekwencja plotek o jego wybrykach homoseksualnych). Ex-żołnierz unosi się honorem i nie chce nawet słyszeć, by jego ustawieni zawodowo i społecznie rodzice załatwili mu powrót do armii.

I wtedy pojawia się u kolegi, którego odwiedza kilku znajomych neonazistów. Ich szefem jest Grubas (Nicolas Bro). Gdy Lars słyszy rasistowskie brednie, oburza się i zbiera do wyjścia. Kilka dni później Grubas namawia jednak Larsa na niezobowiązującą imprezę na plaży. Idzie na nią dla zabicia nudy a to, co się na niej dzieje, budzi jego irytację.

Nazistowska organizacja jest jednak jak bagno – im bardziej chce się z niego wyjść, tym bardziej wciąga. Broszury, książki, wykłady, koncerty i… akcje. To napad na osiedle imigrantów, to na samotnego geja. Lars, choć do końca nie wygląda na przekonanego, wchodzi w tę społeczność. Może z nudów, może z potrzeby przynależności do jakiejkolwiek grupy, może ze względu na potrzebę autorytetu a może po prostu dlatego, że to paczka wysportowanych męskich kolesi?

Gdy po namowach decyduje się na zaatakowanie ośrodka imigrantów, jakaś bariera w nim pęka. Chcący bronić swojej własności mężczyzna zostaje przez Larsa schwytany i doprowadzony przed grupę, by ta mogła go skopać. Ten nieoczekiwany czyn Larsa wywołał zachwyt zwierzchników organizacji. Szybko zapada więc decyzja, by przyjąć go do elitarnego grona dożywotnich członków.

Lars trafia nad morze do letniskowej chaty lidera grupy – Ebbe. Jest tam Jimmy (bardzo dobry David Dencik) – atrakcyjny łysol remontujący domek. Początkowo nie znosi Larsa. Codzienne kontakty są napięte. Potem pojawiają się pierwsze nieśmiałe spojrzenia, gesty i słowa dowodzące, że nie są sobie obojętni. W końcu wybucha między nimi wielka namiętność. Nocą ktoś jednak widzi ich przez okno…

Aktorzy tego miłosnego duetu – Thure Lindhardt i David Dencik – kreślą z wielkim wyczuciem swoje role i odgrywane emocje. Ich bohaterowie nie wiedzą, co z tymi uczuciami robić i jak ukryć je przed grupą. Im bardziej się do siebie zbliżają, tym większa jest paradoksalność sytuacji, w której się znaleźli, bo tym wyraźniej dostrzegają wąskie granice nakreślone przez skrajnie prawicowe ugrupowanie. Kiedy Lars dopytuje o pobitego geja, Jimmy odpowiada jedynie, że „my tu nie lubimy gejów”.

Kiedy Jimmy trwa w położeniu, z którego nie potrafi uciec, Lars wydaje się walczyć o odrobinę swobody i zmianę nastawienia współtowarzyszy. Jedną z lepszych scen jest ta, w której opowiada o Ernście Röhmie, liderze oddziałów SA i homoseksualiście, straconym w 1934 roku. Poza Larsem wszyscy wolą udawać i wmawiać sobie, że czołowy nazista gejem na pewno nie był. Od razu przywodzi to na myśl europejskich prawicowców stających na rzęsach, by nie mówiono o homoseksualizmie sympatyzującego z nazistami Jörga Heidera.

To tylko główna oś fabuły, pozbawiona sytuacji zapalnych. Pomijam kilka bardzo ważnych – wręcz kluczowych – fragmentów fabuły, aby Braterstwo pozostało dla widzów zagadką do odkrycia.

Ten film boli. Oglądający go widz ma wrażenie, jakby ktoś przywalił mu w twarz, uderzył pięścią w brzuch a nogą kopnął w krocze. Wrażenia po jego obejrzeniu przypominają te, które przeżywa się po zobaczeniu Długu czy Placu Zbawiciela K. Krauze – to wrażenie przytłoczenia po przeżyciu swoistego katharsis. Skojarzenie z grecką tragedią nie jest bezzasadne. Widz staje wobec brutalnego i bezsensownego zła. To zło jest swoistą „sprawiedliwością” za „zbrodnie”, którymi są „inna” miłość czy odmienna rasa.

Ten film każe odpowiedzieć na pytanie, co jest w człowieku ważniejsze: natura czy ideologia? Albo: czy romans z nazizmem i skrajną prawicą może nie pozostawić w człowieku śladów, czy można porzucić tę ideologię tak, jak porzuca się jedną markę płatków śniadaniowych na rzecz innej?

Braterstwo to także znakomita ilustracja twierdzenia, że płeć ma charakter performatywny. Och, jak ci młodzi naziści grają tę swoją męskość, jak podkreślają splunięciami, sposobem stawiania kroków, ubiorem wylewającą się z nich męskość… Nie ma co ukrywać, wielu gejów lubi taki typ urody i zachowania. Może warto zastanowić się, czy to uwielbienie dla „łysych”, w glanach, z nadmiarem testosteronu nie jest ucieczką w ułudę – oni przecież tylko grają takich twardzieli. Nic więcej.

Trzeba przyznać zresztą reżyserowi, że odpowiednio rozmieszczając nazistowskie symbole (tatuaże na ciałach, szelki, wygolone głowy, swastyki) znakomicie oddał atmosferę takich grup. Oglądając ten film czułem się, jakbym sam był na spotkaniu neonazistów. Świetnie pokazał też, że geje są w świecie skrajnej prawicy wybrykiem natury, którego nie można zaakceptować.

Film Nicolo Donato został podwójnie nagrodzony na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Rzymie. Jury pod przewodnictwem Milosa Formana uznało Braterstwo za najlepszy film w konkursie. W Polsce Braterstwo (pod matropatroqueeronatem homików.pl) jest dystrybuowane w ramach serii wydawniczej Rainbow Collection, pierwszej dystrybuującej filmy gejowskie i lesbijskie w Polsce.

Film od piątku 9 września na ekranach kin studyjnych w całej Polsce. Gorąco polecam!

OBSADA:
Lars – Thure Lindhardt
Jimmy – David Dencik
Karina – Signe Egholm Olsen
Grubas – Nicolas Bro
Bo – Jon Lange
Lasse – Anders Heinrichsen

Zwiastun: http://www.youtube.com/rainbowcollectionpl

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Halama (Walpurg)

Krzysztof Halama (Walpurg)

Bloger (Walpurg.pl, Walpdrive.pl), witkacolog-amator, w sztuce lubiący groteskę, w ludziach – indywidualizm, w partnerach – testosteron, zapalony eMKaeMowiec (miłośnik komunikacji miejskiej). Mimo wszystko mężczyzna. Życiowe motto: „Lepiej być kanciastym Czymś niż okrągłym Niczym” (C.F. Hebbel)

17 komentarzy do:Za co kochamy, za co nienawidzimy neonazistów?

  • jk

    [Re: Za co kochamy, za co nienawidzimy neonazistów?]

    dla mnie genialny film.

  • Peter Pan

    [Re: Za co kochamy, za co nienawidzimy neonazistów?]

    Strasznie jestem ciekaw, kto to są ci „europejscy prawicowcy”, którzy nie chcieli by mówiono o homoseksualizmie Haidera ?
    Chodzi o skrajną prawicę, o chrześcijańskich demokratów czy liberałów ?
    Kto „stawał na rzęsach” ? Pim Fortuyn, Angela Merkel, Guido Westerwelle, Sarkozy ?

    Skoro autor szuka w partnerach „testosteronu”, to rozumiem, że robi tu jakiś obrachunek z własnymi fetyszami i z tym, co go kręci.
    Osobiście nie mam tego problemu. Testosteronu w mężczyznach nie szukam, gdyż dzięki temu, że wolę nauki przyrodnicze niż postmodernistyczne bzdety (w rodzaju „płeć ma charakter performatywny”), wiem, że każdy z nich go ma i czasu na szukanie tracić nie muszę.
    Także problemu uwielbienia dla nazistów nie znam i nie będę się na jego temat wypowiadał. Tylko czy autor mógłby się w zamian nie wypowiadać na temat polityki ?
    Bo dość wyraźnie widać, że jak 90% tutejszych publicystów nie rozumie, na czym polega podział lewica-prawica i zdaje się myśleć, że opiera się on na stosunku do pedziów … .

    ŻAL [']

  • Walpurg

    [Re: Za co kochamy, za co nienawidzimy neonazistów?]

    W Polsce? Ci najbardziej prawicowi z możliwych, czyli JKM i jego zwolennicy. Druga sprawa, z nas dwóch ja jestem o wiele bardziej „przyrodniczy” niż ty. Określenie zaś o płci nie ma charakteru uniwersalnego, tylko odnosi się do do bohaterów filmu. Najpierw trzeba jednak ten film zobaczyć.

  • Peter Pan

    [Re: Za co kochamy, za co nienawidzimy neonazistów?]

    @ Walpurg

    A skąd ty możesz wiedzieć kto z nas jest bardziej „przyrodniczy” ;) ?
    I dalej nie wiem, jak to jest z tymi prawicowcami.
    Bo w artykule dowiaduję się, że chodzi o „europejskich” a poście, że o polskich … .

  • Xeńka

    [Re: Za co kochamy, za co nienawidzimy neonazistów?]

    Od jakiegoś czasu czytuję tu komentarze i bywa, że samouwielbienie Petera Pana przyprawia mnie o mdłości. Gdyby jego wypowiedzi były mniej agresywne, można by było wytrzymać – ot, smarkacz chce się poczuć dorosłym, więc się popisuje. Ale ten konglomerat odnoszenia wszystkiego do swej „wspaniałej osobowości” i pogardy względem interlokutorów jest całkiem niestrawny.

  • spndwd

    [Re: Za co kochamy, za co nienawidzimy neonazistów?]

    swietny film. jeden z moich ulubionych!

  • luzacka muza?

    [Re: Za co kochamy, za co nienawidzimy neonazistów?]

    Chwileczkę, skąd tyle hamletowych rozterek?

    Rasizm może wynikać z wykluczenia społecznego i poszukiwania kozła ofiarnego tak samo jak może wynikać z nudów. Agresja związana z rasizmem ma tak samo osobowościowe jak i społeczne podłoże. Niestety agresji jest dookoła więcej. niż widać na pierwszy rzut oka.

    A męskość? Jest przygodnym atrybutem władzy, tylko że ciągle się przeobraża w inny zestaw cech i symboli. Mężczyźni raczej z reguły przybierają takie, z którymi jest im wygodniej, i niekoniecznie liczą się z konsekwencjami dla innych. Bawią się swoją agresją albo w każdym razie nie obwiniają się zbytnio, jeśli nie udalo im się utrzymać jej na wodzy.

    Czy historia zdeklasowanego żołnierza ma nas wzruszać? A dlaczego w ogóle został żołnierzem? A może żołnierze i neonaziści w ogóle mają ze sobą całkiem sporo wspólnego?

    Jedno można przyznać, że nieco ograniczona jest w tym filmie introspekcja do motywu „utracona niewinności”. W filmie „Mała Brytania” jest ona bardzo rozciągliwa i nierzetelna.

    Ale czy pomimo wszystko ma to wzruszać, poruszać? Za dużo poezji i obrazków w takim filmie. Za dużo pozornej fabuły, stwarzającej pozory spójności działań różnych postaci – za pomocą krajobrazu i introspekcji. Może jest tego nieco mniej niż w innych filmach, ale wciąż za dużo.

    Tyle że to właśnie jest pułapka – im mniej spójności, tym więcej cierpienia. I tu adekwatne jest porównanie do Brokeback M., gdzie rozdzieranie się serc w krajobrazie sięgnęło zenitu. I to porusza.

    Ale mniej spójności to też zamazana ocena. Szkoda że właśnie te reżyserskie gesty polegają na tym, żeby nie odkryć ich jednoznacznego stosunku do materii. Niech recenzje będą wieloznaczne, ale dlaczego film ma taki być?

  • Peter Pan

    [Re: Za co kochamy, za co nienawidzimy neonazistów?]

    @ Xeńka

    Ja tam właśnie zawsze myślałem, że jeszcze mało wiem i byłem skromnych chłopcem.
    Ale jak już któryś raz tutaj czytam, że można sobie napisać coś „o, tak”; podawać jakieś „fakty”, które nie są faktami (chociaż mowa tu często o rzeczach, które można sprawdzić w 20 min. w wikipedii), to faktycznie zaczynam być narcyzem.
    A agresja była dlatego, że Walpurg lubi testosteron ;) )
    Nawiasem mówiąc, akurat on z reguły nie strzelał takich głupot, więc nawet się trochę zawiodłem :(

  • Peter Pan

    [Re: Za co kochamy, za co nienawidzimy neonazistów?]

    @ luzacka muza?

    „Mężczyźni raczej z reguły przybierają takie, z którymi jest im wygodniej, i niekoniecznie liczą się z konsekwencjami dla innych. Bawią się swoją agresją albo w każdym razie nie obwiniają się zbytnio, jeśli nie udalo im się utrzymać jej na wodzy.”

    Ojejej … Ale, którzy mężczyźni ? Wszyscy mężczyźni ? 100% a może 90% ? 50 % ?
    Jak „z reguły”, to pewnie prawie wszyscy … .
    Proszę o szybką odpowiedź, bo codziennie w autobusie, sklepie, na ulicach widuję mężczyzn; paru nawet znam osobiście.
    I teraz nie wiem … . Jak oni „z reguły” są tacy źli to muszę się chyba przenieść gdzieś, gdzie ich nie ma.

  • Niewazne Bardzo

    [Re: Za co kochamy, za co nienawidzimy neonazistów?]

    @Autor: „Albo: czy romans z nazizmem i skrajną prawicą może nie pozostawić w człowieku śladów, czy można porzucić tę ideologię tak, jak porzuca się jedną markę płatków śniadaniowych na rzecz innej?”

    Zapomniałeś Walpurg o skrajnej lewicy, też robi ludziom wodę z mózgu. A jeśli chodzi o możliwość porzucenia ‚bezśladowego’ – mam chyba nawet większe wątpliwości.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa