Lesbijka na drzewie

Od dawna intryguje mnie kwestia „zakotwiczenia” związków jednopłciowych w szeroko pojętych rodzinach. Jakie zajmują miejsce, jak są traktowane, czy są akceptowane… Zapewne jest z tym różnie, w zależności od otwartości tworzących daną rodzinę osób, samych zainteresowanych (czyli nas – osób LGBTQ). No i najważniejsze – czy funkcjonujemy w rodzinie otwarcie jako para, jeśli jesteśmy „sparowani”. Mało badaczy lub badaczek zajmowało się tą kwestią dotychczas w Polsce (nieliczne prace poruszają te kwestie – jak np. D. Majka-Rostek „Związki homoseksualne. Studium socjologiczne”).

Zapewne przyjmowane są tu różne strategie, takie jak: ujawnienie całkowite – gdy obie osoby w związku jednopłciowym są uznane przez obie rodziny, gdy spotykają się z rodzinami na oficjalnych spotkaniach; częściowe ujawnienie – gdy rodziny biologiczne wiedzą, iż żyjemy w związku jednopłciowym ale nawzajem nie odwiedzamy się, nie znamy, nasz(a) partner(ka) funkcjonuje gdzieś jako „satelita”; nieujawnienie zupełne, gdy nasze rodziny nie wiedzą nic o nas, nie ujawniamy siebie, nie mówimy o swoim związku – nie ma tematu w rodzinie.

Po kilkunastu latach związku z moją partnerką udało się nam wypracować formułę całkowitego ujawnienia. Po kilku latach wspólnego życia w związku podjęłyśmy decyzję: od tej pory będziemy wymagać od naszych rodzin pełnej akceptacji. Nadeszły po prostu kolejne święta wielkanocne lub Bożego Narodzenia, podczas których polskie rodziny gremialnie zasiadają do stołów, celebrują jedzeniowo i rodzinnie ten czas. Postanowiłyśmy, że spędzimy je razem z naszymi rodzinami biologicznymi. Pojechałyśmy raz do jednej, a drugi raz do drugiej rodziny postanawiając, że od tego czasu ten okres będziemy spędzać po prostu wspólnie. I zostałyśmy z czasem zaakceptowane. Tak jest do dziś, ale z perspektywy czasu widzimy, że najważniejsza była ta nasza pierwotna decyzja i konsekwencja, aby traktować nas po prostu jak parę, związek, rodzinę. Od tego czasu jesteśmy zapraszane obie wspólnie na wszelkie rodzinne uroczystości.

Przełomowym wydarzeniem w mojej rodzinie był fakt sporządzenia drzewa genealogicznego – dla podeszłych już babci i dziadka, aby mieli pamiątkę rodzinną zawieszoną gdzieś w pokoju na ścianie Stworzenie takiego drzewa przysporzyło nam trochę pracy i myślenia, a samo drzewo odzwierciedla zmiany, jakie na naszych oczach dokonują się w obrębie współczesnej rodziny. Samo drzewo wykonałam z moją cioteczną bratową – jak ją określam – czyli żoną mojego brata ciotecznego. Ponieważ brat ma również dzieci z pierwszego małżeństwa, należało ten fakt uwzględnić także na drzewie. Kolejny punkt to mój brat rodzony, który ma dziecko ze związku konkubenckiego. Ich również umieściłyśmy na drzewie. Gdy przyszło do mnie, bratowa bez chwili zająknięcia stwierdziła, że związek z moją partnerką również należy tam wyeksponować. Powstało więc drzewo genealogiczne, które uwzględnia różne konfiguracje rodzinne, ale odzwierciedla stan faktyczny wspólnego życia w związkach. Skłoniło mnie to do refleksji, jak bardzo daleko zaszły zmiany we współczesnej rodzinie i co uważamy za rodzinę. Jeszcze 30-50 lat temu to drzewo zapewne wyglądałoby znacznie inaczej.

A jakie są wasze strategie rodzinne? Jak funkcjonujecie w swoich biologicznych rodzinach bądź rodzinach z wyboru (o których teraz coraz więcej się mówi i pisze, póki co jeszcze w dywagacjach naukowych, ale zapewne i ten temat niebawem wejdzie szerzej do mediów i wzbudzi zainteresowanie społeczne)? Ciekawa jestem Waszych doświadczeń.


Autorzy:

zdjęcie Yga Kostrzewa

Yga Kostrzewa

aktywistka LGBTQ, rzeczniczka Lambdy Warszawa, członkini Grupy Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich, feministka, ekolożka, absolwentka warszawskich Gender Studies. Uwielbia czytać, oglądać filmy, słuchać dobrej muzyki, fotografować i pisać. Prowadzi bloga www.ygakostrzewa.com

3 komentarzy do:Lesbijka na drzewie

  • KaFor

    [Re: Lesbijka na drzewie]

    Dla mnie i mojej żony było oczywistym, że skoro postanowiłyśmy dzielić z sobą całe dalsze życie to tworzymy rodzinę.

    Poinformowałyśmy nasze rodziny urodzenia, że zamierzamy być razem. Potem był ślub religijny / humanistyczny, a następnie cywilny.

    Święta spędzamy raz tu, raz tam, a często we własnym domu.

    Żyjemy otwarcie. Podajemy w sytuacjach oficjalnych, że jesteśmy w cywilnym związku formalnym.

    Jeśli ktoś ma jakieś ‚problemy’ z faktem, że jestesmy rodziną tworzoną przez parę tej samej płci nie są przez nas zaliczani do znajomych – ponieważ nie okazują wobec nas zwykłego szacunku.

    Ot zwyczajne życie. :)

  • Toska

    [Re: Lesbijka na drzewie :) ]

    Mam partnerkę, kochamy się.

    Moja najbliższa rodzina pochodzenia (jeśli mogę importować ten termin; mama, ojciec, brat) przyjmuje to dobrze. U ojca bywamy we dwójkę na obiedzie czy kawie. U mojej mamy moja dziewczyna jest zawsze mile widzianym gościem tak samo jak ja, traktowana jak trzecie dziecko. Zdarza nam się sypiać razem gościnnie u mamy.

    Ze strony mojej dalszej rodziny spotykają nas różne reakcje, od akceptacji przez różne odcienie tolerancji i nieufności.

    Jej rodzina pochodzenia oficjalnie nie wie o niczym, a w rzeczywistości domyśla się i przy najmniejszej wzmiance reaguje agresywnie, histerycznie, na granicy obłędu, łącznie z grożeniem samobójstwem. Byłam tam raz jako koleżanka, dziwne doświadczenie.

    Mieszkamy osobno, każda w pojedynkę. Wiek 34 i 32.

  • KaFor

    [Re: Lesbijka na drzewie]

    PS. Jako, że tutuł jest „lesbijka na drzewie” – dodam: żadna z nas nie jest lesbijką. :)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa