The Stranger’s Child – nowa powieść Alana Hollinghursta

Znów na liście Bookera

Gdy na przełomie czerwca i lipca byłem w Anglii, w najbardziej eksponowanych miejscach każdej ze wspaniałych księgarni – londyńskich megatraffików czy empików Waterstone’s i Foyle’s, oksfordzkiej Blackwell’s, brightońskiej City Books, czy też gejowskiej Gay’s the Word w londyńskiej dzielnicy Bloomsbury – piętrzyły się dumnie, w szacowną edytorską szatę odziane, opasłe tomy nowej powieści Alana Hollinghursta, zatytułowanej The Stranger’s Child. Alan Hollinghurst jest dobrze w Polsce znany jako najwybitniejszy żyjący brytyjski pisarz „gejowski”, ale rzecz w tym, że jest on uznawany zarówno w swoim kraju, jak i poza nim, za jednego z najwybitniejszych współczesnych pisarzy języka angielskiego w ogóle, co zresztą znalazło wyraz w przyznaniu mu w 2004 roku Nagrody Bookera za poprzednią jego powieść The Line of Beauty (Linia piękna), która jak wiadomo doczekała się i polskiego przekładu. The Stranger’s Child też niemal od razu wytypowano do tegorocznej brytyjskiej Nike…

Siedem lat od tegoż 2004 roku to szmat czasu, i nie tylko w przypadku autorów taśmowych bestsellerów z J.K. Rowling na czele, ale nawet literatów i literatek usankcjonowanego mainstreamu, jak na przykład Zadie Smith, Jeanette Winterston, Martin Amis, Julian Barnes, czy Ian McEwan, wydaje się okresem długim (literat: ach, szkoda że wraz z „komuną” umarło to urocze słowo, nie wspominając już o jego żeńskiej formie…).

W literaturach języka angielskiego (także proweniencji amerykańskiej, australijskiej, indyjskiej) zakorzeniła się piękna tradycja wyrafinowanych tytułów, często będących cytatami z utworów poetyckich: wiadomo, że tak jest na przykład z tytułami powieści Hemingwaya (Komu bije dzwon), czy Steinbecka (Myszy i ludzie). Podobnie jest także z nową powieścią bliskiego memu sercu Martina Amisa, którego The Pregnant Widow (z małym wątkiem homo) ukaże się u nas w przyszłym roku pod tytułem Ciężarna wdowa… Cóż to za dziwny tytuł?! A to, proszę państwa, cytat z pism Aleksandra Hercena, rosyjskiego filozofa i pisarza pokolenia dekabrystów: tą metaforą chciał przekazać myśl, że wraz z końcem pewnej epoki, zanim dopiero narodzi się następna, mamy niedonoszony płód – tak, chrońmy nienarodzonych! – na razie ciężarnej wdowy… Piękne!

Tytuł The Stranger’s Child to z kolei cytat z długiego cyklu wierszy In Memoriam A.A.H. wielkiego poety wiktoriańskiego Alfreda Tennysona (jego The Lady of Shallot od czasów studenckich doprowadza mnie do ekstazy – zwłaszcza w recytacji (może jest to także na YouTube?) wielkiej, nieżyjącej już aktorki Dame Edith Evans, brytyjskiej odpowiedniczki naszej rodzimej Niny Andrycz).

Ów Tennyson zatem nie tylko napisał zniewalający każdą ciotkę w/w poemat, ale także i cykl In Memoriam, w którym to brytyjscy odpowiednicy naszego rodzimego Krzysztofa Tomasika doszukują się podtekstów gejowskich. W cyklu tym – poświęconym zmarłemu przyjacielowi – mamy między innymi motyw utraconej krainy lat młodości, i chodzi o to, czy uda się ten świat odtworzyć po latach „dziecku przybysza”, czy też może ocalonemu we wnętrzu „dziecku” dojrzałego człowieka, który już jako „obcy” przybywa w dawno opuszczone strony.

Czyli Proust, oczywiście, ale także E.M.Forster, autor Maurycego, czy Evelyn Waugh, autor Znowu w Brideshead (niedawno była nowa ekranizacja, dość marna niestety).

Seks bardzo literacki

Bo The Stranger’s Child to powieść ogromnie literacka. A tak pokrótce, jej fabuła rozpoczyna się wizytą młodego arystokraty Cecila Valance’a, studenta Cambridge i początkującego poety, w posiadłości znacznie uboższego (co nie znaczy, że ubogiego!) kolegi ze studiów, George’a Sawle’a; tam zauroczony Daphne, młodszą siostrą przyjaciela, pisze dla niej wiersz, Two Acres (Dwa akry) – ten jakby prozaiczny tytuł dobrze świadczy o głębokim do dziś przywiązaniu Brytyjczyków do swej ziemi, domostw i pastoralnej tradycji.

Tyle że właściwie nie wiadomo, czy wiersz ten – z klimatami erotycznymi – nie jest czasem adresowany do jej brata, bo obu młodzieńców łączą nie tylko platoniczne więzi wyrosłe z ducha „sympozjonu z Cambridge”, odmalowane z takich wdziękiem już wcześniej w Maurycym E.M.Forstera. Tego, kto jest rzeczywistym adresatem poematu, nie dowiemy się także i z powieści, bo tymczasem młody poeta wziął i zginął na froncie Pierwszej Wojny, jak to przystało subtelnemu brytyjskiemu patriocie, a jego wiersz stał się – tak jak wiersze podobnie tragicznie zmarłego Ruperta Brooke’a, jednej z uduchowionych homoikon Królestwa – hymnem pokolenia.

Ale wiersz zaczyna żyć własnym życiem, podobnie jak pozostali bohaterowie, w tym i siostra Daphne, która dożywa starości. I powieść Hollinghursta kreśli dzieje tego utworu i związanych z jego autorem osób poprzez cały wiek dwudziesty, ukazując w przewrotnie zabawny, wyrafinowany i niuansowy sposób zmieniające się klimaty epok, sposób postrzegania literatury i, oczywiście, kwestii homo. Zmienia się odbiór wiersza, ktoś (rzecz jasna gej) pisze biografię poety, poznajemy bliżej osoby przedstawione na początku powieści, a także ich potomków. Zaś „homo” jest oczywiście dominującym motywem utworu, choć tym razem – w przeciwieństwie do iskrzących męskim seksem poprzednich powieści Alana (piszę w tak poufały sposób, bo miałem okazję poznać autora osobiście) – o seksie pisze się tu na sposób niemal Iwaszkiewiczowski. Bo taki jest też ogólny klimat tej bardzo kunsztownej i obszernej powieści, klimat wyrosły z początków modernizmu, kiedy to zawiązuje się akcja. Autor przywołuje słownictwo różnych epok – na początku ubiegłego stulecia panowie „o dziwnych gustach” określani byli na Wyspach nie jako „przyjaciele Dorotki” (to dopiero po filmie „Czarownik z krainy Oz” z Judy Garland z początku lat czterdziestych), ale po prostu jako „esteci”…

Summa summarum – jest to książka napisana językowo i stylistycznie w sposób zapierający dech, cyzelowana przez długie, Mannowskie siedem lat, głęboka, poruszająca i zarazem dowcipna powieść o przemianach epok, standardów, wartości i klimatów, dzieło dojrzałego pisarza, uważanego – podobnie jak Forster czy Waugh – za jednego z absolutnych mistrzów brytyjskiej prozy. Zapewne ukaże się i po polsku, choć będzie to wielkie wyzwanie dla tłumacza, by zmierzyć się z takim językowo-literackim wyrafinowaniem, takim mnóstwem odniesień, zapożyczeń, czy kulturowych żartów.

Nasz Alan

I Alan, już pokrótce: otóż w nadmorskim Brighton (nie tylko „gejowskim”, ale przede wszystkim nasyconym kulturalną tradycją i pięknymi dziewiętnastowiecznymi budowlami uniwersyteckim obecnie mieście) byłem na spotkaniu autorskim A.H. Niczym w szacownym kurorcie, obszerną salę wyglądającego na Kurhaus z początku stulecia centrum kultury zapełnili – uwaga! – szacowni obywatele w wieku co najmniej przedemerytalnym – podobnie jak to u nas bywa, gdy ukazują się kolejne tomy Dzienników Iwaszkiewicza. Żadnego młodzieńca, by oprzeć na nim oko! No cóż, a sam Alan, o pięknej, perfekcyjnie ułożonej, siwowłosej, bujno-falistej fryzurze, ubrany w elegancką skórzaną marynarkę i pod krawatem, wyprostowany jak struna, aktorsko modulując głos przez bitą godzinę czytał fragmenty swojej nowej powieści. Co nie miało wielkiego sensu, ale taka jest brytyjska tradycja. Na pytania przewidziano zaledwie marny kwadrans z jakimś drobnym okładem.

Pytania, a jakże, nastąpiły, ale zadawane były tak uniżonym i pełnym respektu tonem, że mnie, przywykłemu do polskiego przeczołgiwania autorów, całkowicie onieśmieliło. Na dodatek te, które padły, w ogóle nie były ciekawe – były jakieś drobiazgi typu „na kim/na czym to czy tamto wzorował”, jak zbierał materiały, co dalej ma w planach. Aha – i dlaczego tak mało seksu? A jednak! Za to nabywszy elegancko wyglądający egzemplarz podszedłem potem po podpis do autora i pogadałem z nim dobrą dłuższą chwilę – dystyngowany, choć miły i bezpośredni Alan był bardzo zainteresowany recepcją swoich książek wśród polskich gejów i żałował, że jeszcze u nas nie był. Może więc przyjedzie, gdy ukaże się przekład tej książki – co trochę z pewnością potrwa. I wpisał mi miłą dedykację dla „Krisa” – bo dla każdego Anglosasa polskie wersje mojego imienia to zawsze Kristof i Kris.

Na tym kończę, państwo moi mili, wspominając, jakże mile, miły bardzo pobyt na tak miłych memu sercu Wyspach. Anglia to wspaniały kraj, Londyn – jak zawsze – dech zapiera ogromem, różnorodnością, wszelkim bogactwem wszystkiego i pod każdym względem. Że niby zamieszki, że to czy tamto, ale cóż – jeśli to „zmierzch”, to zaiste piękny to zmierzch, tak jak przed laty, jeszcze za stalinizmu, komunistyczni ideolodzy jeździli z wielką chęcią (w ramach szkoleń) do Anglii, Francji czy Ameryki, aby tam z wielką satysfakcją obserwować uczestnicząco piękną śmierć kapitalizmu…

A książkę świetnie się czyta! Oby i polscy pisarze otrzymywali kiedyś zaliczki umożliwiające im spokojne, siedmioletnie cyzelowanie utworu o dziewiętnastowiecznej długości…

Tyle że Alan Hollinghurst to dziś już szacowny klasyk – tak w krytycznym odbiorze, czytelniczej recepcji, jak i nawet, co wspomniałem, z wyglądu. Tak może będzie się prezentować za jakieś dwie i pół dekady nasz rodzimy Witkowski – podpisując swe nowe dzieło wydane w bibliofilskiej szacie emerytowanym feministkom, kapehetom czy ikonom Nowego Wspaniałego Świata. Może wpadnie też na chwilę Abiekt – z oszroniałą czupryną. Bo może najnowsze dzieło późnego autora Lubiewa ukaże się właśnie w jego oficynie? I może w pierwszym rzędzie zasiądą elegancko ubrane małżeńskie pary: panowie Biedroniowie, czy panie Kostrzewowe (z tym że Pani Anka Zet-Kostrzewa w swoim kultowo-zabytkowym kasku). I z orderem na piersi, przyznanym przez Pana Prezydenta Palikota.


Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Zabłocki

Krzysztof Zabłocki

Anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie.

8 komentarzy do:The Stranger’s Child – nowa powieść Alana Hollinghursta

  • d_biskupa

    [Re: The Stranger’s Child – nowa powieść Alana Hollinghursta]

    Ode mnie +1!

  • Abiekt

    [Re: The Stranger’s Child – nowa powieść Alana Hollinghursta]

    „Oby i polscy pisarze otrzymywali kiedyś zaliczki umożliwiające im spokojne, siedmioletnie cyzelowanie utworu o dziewiętnastowiecznej długości…” – to niech ludzie zaczną czytać

  • Lubiący czytać

    [Re: The Stranger’s Child – nowa powieść Alana Hollinghursta]

    Ba, chyba jednak ludzie czytają trochę, choć wiadomo, że ambitniejsza literatura ma średni zbyt. Jak Hollinghurst dostanie Nobla, to może ludzie i w Polsce się rzucą na ambitną literaturę gejowską

  • Soniasonia

    [Re: The Stranger’s Child – nowa powieść Alana Hollinghursta]

    Właśnie takie artykuły lubię – rozsądne, inteligentnie napisane recenzje i trochę-recenzje dzieł literackich i filmowych :) Mam nadzieję, iż opisywana książka ukaże się w Polsce w ciągu najbliższego roku-dwóch :) Co do długich, poetyckich tytułów, to będę się kłócić – celują w nich Japończycy! Wystarczy dla przykładu podać kilka tytułów Murakamiego: „Kafka nad morzem”, „Na południe od granicy, na zachód od słońca”, „Kronika ptaka-nakręcacza”, czy też mang: „Pieśń wiatru w koronach drzew”, „Róża Wersalu”, „Serce Tomka”, „Nowa Księga Rodzaju” itd.

  • Peter Pan

    [Re: The Stranger’s Child – nowa powieść Alana Hollinghursta]

    Fajna ta recenzja.
    90% artykułów na gejowskich portalach, jest zestawem banałów i nawet, gdy jakimś cudem zawiera coś, co można nazwać wiedzą (a nie pseudo-wiedzą), to dotyczy ona zazwyczaj feminizmu lub queerów i pomijając już, co na temat wyżej wymienionych sądzę, tworzy niemiły klimat kiszenia się we własnym, środowiskowym sosie.
    W tym wypadku jest inaczej.
    Szczególnie fragment dotyczący tytułów-cytatów jest świetny.

    P.S. Szkoda tylko, że K. Zabłocki nie jest bi. Byłoby nas więcej ;)
    A, że z pewnością nie jest, to wiem po tym, że jest wielbicielem Kazi Szczuki. Być jej wielbicielem, to jak coming out. Od razu wiadomo, że hetero i bi odpada :)

  • Gaugamela

    [Re: The Stranger’s Child – nowa powieść Alana Hollinghursta]

    Powieść jest przecudna! I (o zgrozo) ostatecznie wyrzucona z ‚shortlist’y do Booker’a…Rzadki(?) błąd sędziów…Bo jeśli nagrodę dostanie Barnes (który generalnie jest OK…ale,niestety, nie w ostatniej odsłonie) to wielka to będzie skucha…

  • ktoś

    [Re: The Stranger’s Child – nowa powieść Alana Hollinghursta]

    Wszystkim wielbicielom Alana Hollinghursta polecam artykuł A. Wątorskiego „Małgorzata po drugiej stronie lustra (obraz thatcheryzmu w brytyjskich powieściach gejowskich)”, który ukazał się w zbiorze „Od Thatcher do Blaira. Wielka Brytania na przełomie XX i XXI wieku” w zeszłym roku.

  • mTV

    Jutro w Empiku, tj. 19 września oficjalna premiera „Obcego dziecka”, które ukazało się nakładem MUZY S.A. w tłumaczeniu Hanny Pawlikowskiej-Gannon i Katarzyny Bieńkowskiej. Okładka miękka. 615 stron.




Skomentuj: Lubiący czytać Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa