Wycieczka do Korei

Korea zdecydowanie nie jest najlepiej poznanym przez Polaków krajem. O ile większość potrafiłaby wskazać ją na mapie, o tyle ze stolicą byłby dużo większy problem, zwłaszcza, że półwysep podzielony jest na dwa kraje. Zapewne większość z Czytelników nie poświęciła temu krajowi większej uwagi od czasu zakończenia piłkarskich mistrzostw świata w 2002 r. Niesłusznie, gdyż położona na styku dwóch kultur Korea może poszczycić się jedną z najdłuższych historii wśród istniejących państw oraz bogatą kulturą w wyjątkowy sposób łączącą elementy chińskie i japońskie z całkowicie oryginalnymi, etnicznymi wynalazkami oraz wpływami kultury szeroko pojmowanego Zachodu. Zdumiewające jest również to, jak bardzo historia Korei przypomina historię Polski – tak bardzo, że mimo przynależności do innych kręgów cywilizacyjnych Koreę można nazwać „Polską w Azji”, a Polskę „Koreą w Europie”. Aby zrozumieć koreańską duszę, należy się najpierw zaznajomić z historią regionu. Ponieważ w Polsce nie jest to wiedza powszechna, pozwolę sobie na przydługi wstęp.

1. Historia Korei w pigułce

Cywilizacja chińska uważana jest za najdłużej istniejącą cywilizację w historii świata (ponad czterdzieści wieków), jednak niewielu wie, iż Korea jest niemal równie wiekowa: według tradycji pierwsze państwo koreańskie, Go Joseon (kor. Starożytny Joseon, dla odróżnienia od dynastii Joseon, panującej od czternastego do końca dziewiętnastego wieku), zostało założone na terenach współczesnych Korei Północnej i Mandżurii w 2333 roku przed naszą erą. Co prawda najstarsze źródła potwierdzające istnienie tego państwa pochodzą z epoki dużo późniejszej, bo z ósmego wieku przed naszą erą, warto zauważyć, iż w tym okresie sąsiednią Japonię zamieszkiwały koczownicze plemiona łowców-zbieraczy, a starożytna Grecja dopiero wychodziła z niepiśmiennego okresu wieków ciemnych. W trzecim wieku przed naszą erą uformowało się z kolei południowokoreańskie państwo Jin.

W 108 r. p.n.e. armia chińska pod dowództwem cesarza Wu z dynastii Han podbiła Go Joseon, które pozostało częścią Chin aż do 313 r. n.e. Jednocześnie państwo Jin weszło w okres rozbicia dzielnicowego, kiedy to istniało kilka królestw walczących o prymat nad pozostałymi. Jednym z nich było Goguryeo z stolicą w Hwando, od którego nazwy wzięło się europejskie określenie współczesnej Korei. Państwo rosło w siłę i podbiło nie tylko tereny dawnego Go Joseon i większość pozostałych państewek koreańskich, lecz również tereny położone dalej na północ, współcześnie należące do Rosji. Był to również pierwszy kraj koreański, który przyjął buddyzm jako religię państwową (IV w n. e.). Kolejne wojny wyczerpywały jednak kraj, aż padł on ofiarą sojuszu Chin (dynastia Tang) i Silli, które w 668r. n. e. podbiły Goguryeo i podzieliły jego terytoria między siebie. Silla, która wcześniej podbiła Baekje ora Gayę, stała się potężnym państwem. Gdy osiem lat później Silla pokonała chińską armię i podbiła cały półwysep, nastąpiło pierwsze w historii zjednoczenie Korei.

Korea weszła w stuletni okres pokoju, kiedy to żywiołowo rozwijały się wszystkie dziedziny sztuki, rozpowszechnił się też buddyzm – symbolem tego okresu stał się kompleks świątynny Bulguksa, wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, w którym można podziwiać najwspanialsze przykłady rzeźby buddyjskiej na świecie. W późniejszym okresie królestwo wpadło w poważne tarapaty i upadło, podbite przez Mongołów, w 1259 r., jednak do tego czasu wykształciła się i utrwaliła koreańska kultura, a poczucie przynależności etnicznej było wśród szeregowych Koreańczyków na tyle silnie zakorzenione, że udało im się zachować odrębność w ciągu stu lat zależności od mongolskiej dynastii chińskich cesarzy Yuan. Korea ponownie uzyskała niezależność dzięki działalności panującego w latach 1351-1374 króla Gi, który przeprowadził liczne reformy umacniające państwo. Utalentowany polityk, artysta i poeta, stracił zainteresowanie rządzeniem po śmierci żony, mongolskiej księżniczki Naguk (1365) i popełnił wiele kardynalnych błędów. Ostatecznie został zamordowany, a po jego śmierci wybuchła wojna domowa, którą ostatecznie wygrał generał Li Seong-gye. Rozpoczął on budowę biurokratycznego systemu, który okazał się być doskonałym stylem rządzenia sprawdzającym się przez następne czterysta lat.

Seong-gye oraz jego potomkowie należeli do dynastii Joseon, nazwanej tak w hołdzie dla państwa Go Joseon i jego idealistycznej, opartej na ideach konfucjanizmu polityki. Na ponad sto lat w Korei zapanował pokój i dobrobyt, intensywnie rozwijały się wszystkie dziedziny sztuki, nauka, wprowadzono też koreańskie pismo alfabetyczne – hangul (połowa XV w.). W drugiej połowie XVI w. państwo znalazło się jednak w kryzysie wewnętrznym, który wykorzystali Japończycy, najeżdżając kraj w 1592 r. Wywiązała się krwawa wojna, która zakończyła się co prawda przepędzeniem sił japońskich w 1598 r. jednakże odbyło się to kosztem życia około miliona Koreańczyków oraz pięciuset tysięcy chińskich żołnierzy wysłanych na pomoc Korei. Ponadto w pierwszej połowie XVII w. osłabione państwo cierpiało z powodu najazdów Mandżurów, którym ostatecznie złożyło hołd lenny (już jako władcom Chin) w 1637 r. Po tych wydarzeniach Koreę czekało niemal 200 lat względnego spokoju, jednakże w wyniku odcięcia się od wpływów zewnętrznych w państwie nastąpił zastój cywilizacyjny.

Ostatnim wielkim władcą koreańskim był Li San, rządzący w latach 1776-1800. Dbał o rozwój oświaty, otworzył królewską bibliotekę, a także wydał zgodę na zajmowanie stanowisk urzędniczych przez Koreańczyków wywodzących się ze wszystkich warstw społecznych, zniósł też niewolnictwo (choć to rozporządzenie weszło w życie dopiero kilka miesięcy po śmierci króla) , można więc go uznać za azjatycki odpowiednik monarchy oświeconego. Przedwczesna i tajemnicza śmierć władcy przekreśliła jednak jego plany, a w kraju zapanowała anarchia – bogate rody arystokratyczne walczyły ze sobą o władzę, a ze względu na liczna zabójstwa polityczne średnia długość życia koreańskich monarchów drastycznie zmalała do około 20 lat, i stała się niższa od przeciętnej długości życia koreańskiego chłopa w tym okresie (26 lat)!

Pod koniec XIX w. część intelektualistów koreańskich zrozumiała, że jedyną szansą na przetrwanie niepodległego kraju jest jego modernizacja. Ikoną ruchu koreańskich „pozytywistów” była panująca w latach 1873-95 królowa Myeongseong, która zorganizowała nawet wyprawy do Ameryki i Japonii, mające na celu zbadanie procesu modernizacji „na żywo”. Niestety, przywódcy arystokracji uznali takie pomysły za niebezpieczne dla kultury koreańskiej, a królowa i jej poplecznicy zostali odsunięci od władzy. Gdy w 1894 r. Korea poprosiła Chiny o pomoc w stłumieniu powstania chłopskiego, Japonia wykorzystała to jako pretekst do podbojów: wypowiedziała Chinom wojnę, w wyniku której rok później uzyskała Tajwan, a Korea stała się de facto całkowicie zależna od Japonii. Na drodze do ostatecznego wchłonięcia kraju stała Myeongseong, która została wraz z damami dworu skrytobójczo zamordowana przez morderców wysłanych przez Japoński rząd.

Ostateczna aneksja Korei przez Japonię miała miejsce w 1910 r. – kraj ten aż do 1945 r. stanowił rodzaj kontynentalnej kolonii wyspiarskiego kraju, w którym wszystkie urzędy sprawowali Japończycy, a koreańska kultura była poddawana represjom. Represje szczególnie nasiliły się po 1937, kiedy to publiczne używanie języka koreańskiego stało się nielegalne, a miliony Koreańczyków wywieziono na roboty przymusowe, najczęściej do kopalni, czy powołano do przymusowej służby wojskowej, a dziewczęta i kobiety zmuszano do prostytucji na rzecz japońskich żołnierzy (za tą ostatnia zbrodnię rząd japoński nigdy nie przeprosił i nie przyznał ofiarom odszkodowań). Ponadto Japończycy systematycznie niszczyli najwspanialsze koreańskie zabytki, m.in. pałac Gyeongbokgung, a większość wywiezionych artefaktów nigdy nie wróciła do Korei.

Po bezwarunkowej kapitulacji Japonii w 1945 r. Koreańczycy marzyli o utworzeniu niepodległego państwa. Ich nadzieje się nie ziściły – kraj został podzielony na dwie strefy okupacyjne wzdłuż 38 równoleżnika, a w 1948 r. było już pewne, że zjednoczenie kraju nie wchodzi w grę. Tocząca się w latach 1950-53 wojna między dwoma Koreami i ich sojusznikami ostatecznie przypieczętowała podział kraju. Na Północy utrzymał się przerażający totalitarny reżim, który zamienił tereny należące kiedyś do Go Joseon w wielki obóz koncentracyjny, na południu natomiast powstała proamerykańska prawicowa dyktatura, pod której rządami kraj co prawda rozwijał się ekonomicznie, jednak nie było zapewnionej wolności słowa, a z krytykami reżimu brutalnie się rozprawiano. Na fali entuzjazmu po reformach demokratycznych w europejskich państwach demokracji ludowej rozpoczęły się masowe wystąpienia na Południu, na których Koreańczycy domagali się przeprowadzenia demokratycznych reform. W latach 1988-89 złagodzono, a później zniesiono cenzurę, zlikwidowano też ograniczenia dotyczące podróży zagranicznych i zalegalizowano opozycyjne partie, które w 1990 r. zostały zaproszone do współudziału we władzy. W latach 90. władze państwa unormowały stosunki z Japonią i Chinami, lecz próby zbliżenia z Północą, pomimo obiecujących początków, spełzły na niczym, a o zjednoczeniu krajów w najbliższym czasie marzą już tylko najwięksi idealiści.

2. Kultura i życie codzienne w Korei Południowej

Kultura koreańska oparta jest na konfucjanizmie, wywodzącym się ze starożytnych Chin systemie filozoficznym zapoczątkowanym przez mistrza Konga, a rozwinięty przez mistrzów Menga Ke oraz Xun Kuanga, zgodnie z którym życie społeczeństwa stanie się szczęśliwe, gdy osiągnie ono tzw. Boski Ład. Jest to zbiór reguł właściwego postępowania, które jednak nie zostały nikomu objawione, lecz do których trzeba dojść, wykorzystując długoterminowe obserwacje różnych zachowań i ich skutki. Gdy „właściwa” reguła zostaje odkryta, traktowana jest jak świętość, nawet jeśli z trudem da się ją stosować we współczesnym świecie. W konfucjanizmie na pierwszym miejscu zawsze stoi dobro ogółu, a nie jednostki, duży nacisk kładzie się też na hierarchiczne relacje w społeczeństwie oraz posłuszeństwo wobec ludzi stojących wyżej w hierarchii.

Koreańczycy uczeni są pracowitości od małego. Dzieci koreańskie posyła się do szkoły w tym samym wieku, co polskie, oczekuje się jednak, że „pierwszaki” przychodzą do szkoły opanowawszy umiejętność czytania i pisania oraz podstawy matematyki. Potem wcale nie jest łatwiej: nauka w koreańskiej szkole trwa od poniedziałku do piątku, od ósmej rano (a czasami w pół do ósmej) do północy. Tak, dobrze przeczytaliście, do północy. Oprócz typowo szkolnych przedmiotów dużą wagę przywiązuje się do nauki kaligrafii (chińskich i koreańskich znaków) oraz nauki muzyki – zgodnie z założeniami programowymi każdy Koreańczyk powinien posiąść umiejętność profesjonalnego grania na instrumentach muzycznych, najczęściej skrzypcach lub fortepianie. Maturzystów czeka piekło egzaminacyjne – aby uzyskać świadectwo dojrzałości, muszą zdać maturę ze wszystkich przedmiotów, jakich uczyli się w liceum; poziom trudności koreańskiej matury porównywalny jest z polską maturą rozszerzoną, a w przypadku przedmiotów takich jak matematyka czy koreański nawet wyższy. Próg zdawalności ustalono na 50%, lecz mimo to zaledwie jedna piąta przystępujących do egzaminu młodych Koreańczyków nie zdaje go, gdyż w społeczeństwie koreańskim nieposiadanie średniego wykształcenia stanowi powód do hańby i pozbawia możliwości wykonywania jakiejkolwiek pracy oprócz tych fizycznych.

Studia są równie ciężkie. Co prawda materiał jest skonsolidowany, jednak wymaga się od studentów szybszego „wkuwania” (bo to się w Korei uważa za naukę), a progiem zdania nie jest rozsądne 50, ale 60, 70, a czasami nawet więcej procent. Nic w tym dziwnego, że wziąwszy pod uwagę wysoki poziom nauczania języka angielskiego w południowokoreańskich szkołach wielu młodych ludzi wybiera studia zagraniczne, zwłaszcza w Kanadzie czy Stanach Zjednoczonych. Ci, którzy skończyli studia, nie mogą wcale odetchnąć z ulgą – Koreańczycy są najbardziej pracowitym narodem świata, dwunastogodzinny dzień pracy to u nich norma, a i nałogowcy pracujący po szesnaście godzin dziennie nikogo nie dziwią. Efektem tego jest szybki wzrost zamożności społeczeństwa, lecz również fala przedwczesnych zgonów i samobójstw spowodowanych stresem – pomimo sukcesu gospodarczego, mieszkańcy Korei Południowej należą do najbardziej nieszczęśliwych ludzi na świecie.

Sztuka popularna w Korei Południowej mogła się rozwijać dopiero po zniesieniu cenzury. W telewizji koreańskiej do końca lat 80. dominowały dramaty kostiumowe, programy oświatowe oraz klasyka (zwykle w różnym stopniu ocenzurowana) kina światowego. Nieliczne filmy pełnometrażowe były realizowane na zlecenie rządu i zwykle podejmowały tematykę wojenną i okupacyjną (co nie znaczy, że nie można wśród nich znaleźć prawdziwych perełek). Pierwszym filmem zrealizowanym za prywatne pieniądze był Kyeolhon iyagi („Opowieść małżeńska”), komediodramat opowiadający o perypetiach młodej pary Koreańczyków z klasy średniej. Nieoczekiwanie dla samych twórców, był on najbardziej dochodowym filmem roku 1992. Koniec lat 90. to też początek koreańskiej muzyki popularnej – specyficznego, bardzo oryginalnego nurtu łączącego elementy rhytm and bluesa i rock and rolla z ludową muzyką koreańską oraz amerykańskim popem. Najpopularniejsze grupy tworzące w tym nurcie to założone w 1998 r. Fin oraz Shinhwa. W 1995 r. zniesiono też zakaz przywożenia do Korei Południowej produktów japońskich – „odkrycie” przez młodych Koreańczyków mangi przyczyniło się do rozwoju koreańskiego komiksu manhwy, który od japońskiej wersji różni się kolejnością czytania poszczególnych paneli – w Japonii od prawej do lewej, a w Korei od lewej do prawej, zgodnie z pisownia języka koreańskiego. A manhwie więcej później, a teraz pora przejść do najbardziej wyczekiwanej części, czyli

3. Osoby LGBT w Korei Południowej i ich problemy

W historii i literaturze koreańskiej znajdziemy niewiele motywów LGBT, co wynika zarówno z konfucjańskiego ideału życia rodzinnego, jak i zapożyczonego z Chin przeświadczenia, że erotyka nie jest tematem wystarczająco ważkim, by go poruszać w dobrze wychowanym towarzystwie (przez setki lat piśmienni byli w Korei jedynie przedstawiciele elit społecznych). Władający na przełomie X i XI w. król Song znany był z posiadania męskiego haremu. Wspomniany wcześniej król Gi został zamordowany, niczym Filip Macedoński, przez swojego kochanka, gdy wyszło na jaw, że ten ostatni utrzymywał kontakty z jedną z królewskich konkubin, za co groziła kara śmierci. W 1436 r. synowa króla Lido została wygnana z pałacu i pozbawiona praw do tronu po tym, jak wyszło na jaw, że sypiała z pokojówką. Warto przy tym zauważyć, że homoseksualizm jako taki nigdy nie był w Korei karany, a romantyczne przyjaźnie wśród arystokratów i arystokratek były, jak się wydaje, stosunkowo popularne. Jeden z konfucjańskich filozofów stwierdził nawet, że mąż nie ma prawa karać żony za zdradę, jeśli została ona popełniona z inną kobietą. Warto też wspomnieć, że wiele legend i baśni koreańskich zawiera aluzje i podteksty homoseksualne, a motyw crossdressingu należy do najpopularniejszych w koreańskiej literaturze popularnej czasów zarówno dawnych, jak i dzisiejszych.

W Korei Południowej każdy mężczyzna ma obowiązek przejść służbę wojskową, za wyjątkiem jedynie tych, którym uniemożliwia to stan zdrowia. Jeśli testy psychologiczne rekruta wykażą, że przejawia on skłonności homoseksualne, zostanie on publicznie pozbawiony godności i odesłany do szpitala psychiatrycznego, co praktycznie uniemożliwi mu później znalezienie jakiejkolwiek pracy. Jeszcze gorzej mają mężczyźni, którym udowodni się uprawianie stosunków homoseksualnych w trakcie służby – zostają oni publicznie pozbawieni godności z zakazem powrotu do armii, odesłani na rok do więzienia, a potem dodatkowo zamknięci w szpitalu psychiatrycznym. Warto dodać, że prawo to nie dotyczy zachowań poza armią, gdyż homoseksualizm jest w Korei Południowej ogólnie legalny.

Zniesienie tego nieludzkiego prawa było podstawowym celem południowokoreańskich organizacji LGBT, które zaczęły się pojawiać na początku lat 90. (wcześniej ich działalność była zakazana w obawie, że staną się one przykrywką dla organizacji demokratycznych); warto wśród nich wymienić Chingusai oraz lesbijską organizację Kirikiri. Organizacje osiągnęły sukces w 2010 r., gdy sąd wojskowy uznał powyższe przepisy za nielegalne i godzące w prywatność obywateli. Obecnie Koreańczycy czekają na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który jednak najprawdopodobniej potwierdzi tę decyzję. Zanim jednak zniesiono dyskryminacyjną ustawę, organizacje broniące praw mniejszości seksualnych musiały stoczyć kilka innych batalii z homofobicznym prawem.

W 1997 r. parlament koreański przyjął „dokument o ochronie młodzieży”, podobny do tego, który obecnie wywołuje takie kontrowersje na Litwie. Ustawa ta nie tylko zablokowała wszelkie próby wprowadzenie edukacji seksualnej w koreańskich szkołach (uczniowie dowiadują się, na czym polega zapłodnienie i jak przebiega ciąża dopiero w liceum, a o antykoncepcji na lekcjach nie usłyszą ani słowa), lecz również zabroniła przedstawiania treści dotyczących homoseksualizmu w taki sposób, by miały do nich dostęp osoby niepełnoletnie. W efekcie tego w latach 2001-2003 miała miejsce ostra kampania przeciwko osobom i organizacjom LGBT, w trakcie której cenzurowano zawartość stron internetowych oraz treść filmów wyświetlanych na specjalnych festiwalach filmów LGBT (!). Dzięki protestom ze strony organizacji walczących o prawa mniejszości seksualnych oraz organizacji broniących praw człowieka w 2003 r. homofobiczny język został usunięty z treści ustawy. Już rok wcześniej prawnie zalegalizowano korektę płci w Korei, z kuracją hormonalną, korekcją genitaliów oraz wymianą oficjalnych dokumentów włącznie. Jedną z pierwszych osób, jakie skorzystały z nowego prawa, była Harisu, popularna modelka i aktorka będąca ikoną koreańskich organizacji LGBT. Obecnie południowokoreańskie organizacje LGBT lobbują za wprowadzeniem związków partnerskich (w Korei Południowej nie ma prawa regulującego wspólne życie osób tej samej płci), jednak w najbliższym czasie publiczna debata na ten temat na pewno się nie zacznie, gdyż w parlamencie od dawna dominują ugrupowania konserwatywne, a urzędujący prezydent „wsławił” się nazwaniem homoseksualizmu „chorobą” i „dewiacją, którą powinno się karać”.

Do niedawna w południowokoreańskiej kinematografii głównego nurtu unikano wątków LGBT, bojąc się reakcji ze strony koreańskich chrześcijan, stanowiących w kraju wpływową i głośną mniejszość. W 2005 r. na ekrany kin wszedł Wang-ui Namla („Człowiek króla”) w reżyserii Jun-ika Li, na podstawie wydanego w 2000 r. dramatu Yi („Ty”) Kim Tae-wung. Centralna postacią filmu i dramatu jest Li Yung, koreański król z przełomu XV i XVI w., który zapisał się w historii jako najgorszy despota, jaki kiedykolwiek rządził krajem: zamknął królewski uniwersytet Seonggyeongwan i zamienił go w prywatny harem, do którego rozkazał zwozić najpiękniejsze kobiety z całego kraju, zmuszał też lud do budowania coraz wymyślniejszych rezydencji i mordował wraz z rodzinami wszystkich, którzy ośmielili się krytykować jego czyny. Ostatecznie został obalony w wyniku spisku. Film przedstawia tę historię z punktu widzenia zwykłych ludzi pracujących na dworze. Jangsaeng i piękny Gonggil są błaznami pracującymi na ulicach Seulu. Gdy zostają aresztowani po tym, jak za cel satyry wzięli sobie króla i jego nową kochankę, Jangsaeng zakłada się z królewskim sługą Choseonem: jeśli uda im się żartami rozbawić króla unikną kary, jeśli nie, zostaną straceni. Para wygrywa zakład i obaj młodzieńcy zostają oficjalnymi błaznami króla, który zakochuje się w Gonggilu. Gdy jednak szaleństwo trawiące monarchę przybiera coraz bardziej brutalne formy, królewscy słudzy uświadamiają sobie, w jak trudnej sytuacji się znaleźli…

Obraz okazał się najbardziej kasowym filmem w historii koreańskiego kina – przy budżecie czterech i pół miliona dolarów zdobył osiemdziesiąt pięć milionów dochodu, a obejrzało go ponad dwanaście milionów widzów. W 2006 r. zdobył nagrody Cape Town Cinema Festival w kategoriach „Najlepszy film” i „Najlepszy scenariusz”, a rok później nagrodę główną Festiwalu De Deauville. Był też nominowany do Oscara w kategorii filmu zagranicznego oraz, co być może najważniejsze, przełamał tabu, jakim był homoseksualizm w Korei. Rok później Lisong Hi-il nakręcił Huhoehaji Anha („Bez wyrzutów sumienia”), melodramat w typowo koreańskim (czytaj: bardzo ponurym i tragicznym) stylu, którego główny bohater jest sierotą imającym się różnych prac, by zarobić na studia, a ponadto obracającym się w bardzo podejrzanym towarzystwie. Film przeszedł do historii jako pierwszy, w którym pokazano strefę intymną bohatera, a także jako pierwszy typowo gejowski film w Korei.

4. Manhwa

Powstające na początku lat dziewięćdziesiątych pierwsze manhwy spotkały się z bardzo złym przyjęciem – po tym, co spotkało Koreańczyków w latach japońskiej okupacji naśladowanie tego, co japońskie uznawano za wyraz dobrowolnego wynarodowienia. Po pewnym czasie atmosfera jednak okrzepła i mimo że nadal część społeczeństwa bojkotuje te komiksy, manhwy znalazły sobie zaciszną niszę w literaturze młodzieżowej – nie jest to Japonia czy Ameryka, gdzie komiksy spotyka się na każdym kroku, ale raczej Francja czy Belgia, gdzie nie są aż tak rozpowszechnione, ale cenione zdecydowanie wyżej niż w większości innych krajów.

Ciekawostką jest fakt, że czytelnikami manhw są w 80% dziewczęta i młode kobiety, a wśród ich twórców można znaleźć zaledwie kilku mężczyzn. Bierze się to prawdopodobnie stąd, że amerykańskie komiksy przygodowe były powszechnie dostępne w Korei Południowej lata przed mangą i przez to dużo mocniej zakorzeniły się w świadomości czytelników płci męskiej. Od japońskiego pierwowzoru różni manhwy też sposób przedstawiania postaci żeńskich – o ile w Japonii standardem jest wiotka, romantyczna heroina, o tyle bohaterki manhw co do jednej to silne kobiety, w razie czego potrafiące przyłożyć (nie tylko słowem) i chodzące w spodniach – ba, wiele z nich wygląda jak chłopcy! Motywy crossdressingu (najczęściej kobiecego) i (najczęściej magicznej) zmiany płci znajdziemy w niemal każdej manhwie.

Sposób przedstawienia płci i płciowości w manhwach, chociaż bardziej stonowany niż ten, z jakim mamy do czynienia w mandze, budzi zdumienie kogoś przyzwyczajonego do zachodnich, a zwłaszcza amerykańskich standardów literatury młodzieżowej. Dobrym przykładem może być Normal city Kang Kyeong Ok., jedna z pierwszych manhw (a zarazem jedna z najdłuższych – piętnaście obszernych tomów!) wydawana od 1993 r. W tym utworze fantastyczno-naukowym autorka przenosi czytelnika w odległą przyszłość, kiedy to w wyniku zanieczyszczenia życie na Ziemi stało się niemożliwe, a ludzie mieszkają w miastach pod kopułami – jak tytułowe Normalne Miasto. W wyniku mutacji bądź też eksperymentów genetycznych pojawili się esperzy – ludzie z nadnaturalnymi zdolnościami. Są oni widziani jako zagrożenie dla społeczeństwa i wyłapywani przez specjalną organizację, w skład której wchodzą… młodzi esperzy, zmuszeni do takiej pracy pod groźbą śmierci rodziców. Główną bohaterką jest Mars Haven, dziewczyna potrafiąca inwigilować sny innych ludzi. Ma też inną tajemnicę – w rzeczywistości jest hermafrodytą, a jej ciało przechodzi cykl, w wyniku którego zmienia się z dziewczyny w chłopaka i z powrotem. Aby to ukryć, bierze specjalne lekarstwo stworzone przez jej ojca. Nie ona jedyna ma taki problem – jej koleżanka z zespołu wygląda i zachowuje się jak stuprocentowy mężczyzna (chociaż podkreśla, że nie interesują ją kobiety).

Już od wczesnego dzieciństwa Mars bezwiednie nawiedzała sny pewnego chłopca – espera o trudnym charakterze. W pewnym momencie wyznaje jej nawet miłość, lecz gdy spotykają się w rzeczywistości, chłopak jest wobec niej bardzo szorstki, niemal chamski – okazuje się bowiem, że Mars odwiedzała go w swojej męskiej formie, sama o tym nie wiedząc! W uroczej scenie młody esper zadaje sobie pytanie, czy aby nie jest homo i odpowiada na nie „Skądże znowu, ja po prostu kocham Tą Jedną Osobę, która przez przypadek jest mężczyzną!” To zdanie doskonale podsumowuje koreańską narrację nieheteroseksualną, która aż do niedawna prowadzona była głównie z… szafy.

Pierwszym koreańskim komiksem podejmującym tematykę gejowską był publikowany od 1998 r. Let Dai Wun Sun-yeon (15 tomów), utwór tak odległy od japońskiego shonen-ai, jak tylko możliwe. Akcja manhwy rozgrywa się w najpodlejszych, najuboższych dzielnicach Seulu, gdzie życie można stracić bardzo łatwo, a zachować je – tylko podporządkowując się prawu silniejszego. Amoralny nastolatek Dai jest ucieleśnieniem tego Seulu – jest szefem gangu Furii, a do osiągnięcia swoich celów wykorzystuje zarówno przemoc, jak i urodę, by po bezwzględnym wykorzystaniu porzucić kochanków. Pewnego razu przybysz z innego, lepszego świata, grzeczny nastolatek Jaehee przypadkowo pojawia się na terytorium Dai. Zobaczywszy, że gang Furii gwałci bezbronną dziewczynę, bez wahania rzuca się jej na pomoc. Tym czynem zwraca na siebie uwagę Dai, który postanawia wciągnąć go do swojego gangu. W kolejnych tomach czytelnik obserwuje moralną degrengoladę Jaehee oraz jego rodzące się stopniowo uczucie do szefa gangu, które ostatecznie prowadzą do finału tragicznego dla wszystkich uczestników dramatu…

Tematyka lesbijska z jakiegoś powodu nigdy nie przyjęła się w manhwie. Co prawda w Korei Południowej powstało kilka niezależnych filmów z watkami lesbijskimi, jak np. Bongja z 2000 r., film o nastolatce uciekającej z domu i przypadkowej kierowcy, która ją przygarnęła, jednakże w komiksie tego typu motywy spotykamy jedynie w zbiorze krótkich historyjek Wann pt. 9 Faces of Love (2001), w którym znajdziemy m.in. opowiadanie graficzne o androidach, którym odmawia się uczuć oraz o chłopcu, który zaopiekował się pisklęciem anioła. Na ten sam rok przypada debiut Park Sang Sun, manhwaistki, której prace łączą stylistykę klasycznej mangi z mrocznymi motywami europejskiej fantastyki przefiltrowanej przez filozofię. Jej debiutancki tytuł, Les Bijoux napisany wspólnie z Jo Eun Ha i wydany w Polsce przez wydawnictwo Kasen, to pięciotomowa seria fantasy; jej akcja rozgrywa się nieoczekiwanie wśród krasnoludów, których społeczeństwo jest wyraźną aluzją do niegdysiejszej Korei – podzielone jest sztywno na kasty, a każdego, kto sprzeciwiałby się takiemu systemowi czeka surowa kara. Iskrą nadziei jest jednak pewne dziecko, które według przepowiedni ma zmienić świat. Androginiczny chłopiec jest tak piękny, że zakochują się w nim nawet mężczyźni, w rzeczywistości jednak jest on dziewczyną, ukrywającą swą płeć… Rok później powstało najsłynniejsze dzieło autorki, Tarot Cafe, ostatecznie osiągające długość siedmiu tomów. Bohaterką komiksu jest Pamela, właścicielka tytułowej kawiarenki, przepowiadająca przyszłość i doradzająca w wyborach życiowych każdemu, kto się do niej zgłosi: czy zakochanemu kotu, czy też wampirowi, którego prześladuje zabita dziewczyna, zakochanemu bez wzajemności alchemikowi czy też kelnerce poszukującej miłości… Na każdy tom manhwy składa się kilka odrębnych historii, połączonych jedynie postacią Pameli. Zaskakująco wiele z nich, np. wspomniana historia o alchemiku, zawiera wątki homoromantyczne i transpłciowe. Jeśli do tego dodać, że każda opowieść staje się pretekstem dla rozważań filozoficznych, seria okazuje się być naprawdę ambitnym, wartym przeczytania dziełem.

Początek XXI w. to też okres zmiany preferencji koreańskich odbiorców kultury – coraz częściej powstają komedie oraz utwory o szczęśliwym zakończeniu, w najbardziej nowoczesnych środowiskach zaczyna się też pojawiać świadomość, że hetero to nie jedyna opcja. Zmiany te widać też, śledząc historię manhwy. W 2002 r. Kim Se-Yang zadebiutowała manhwą Kiss me princess, osadzonej w bliżej niesprecyzowanej dalekiej przeszłości historię księcia Nicole, który musi odgrywać rolę swojej zbiegłej siostry Eleny. Samo to nie byłoby takie złe, gdyby nie fakt, że Elena ma za kilka dni poślubić księcia Jeda! Przepełniony gagami, akcją i romansem komiks stał się prawdziwym hitem i ostatecznie osiągnął długość dziewięciu tomów. Jego sukces zachęcił innych twórców do umieszczania w komiksach wątków, które możemy już zaliczyć do nurtu shonen-ai. W 2003 r. Li Kyung Ha wydała mahwę Crush on you (5 tomów), komedię romantyczną, gdzie dziewczyna i chłopak rywalizują o uczucia kolegi, który jednak kompletnie nie zauważa ich starań, co prowadzi do wielu gagów. Oczywiście, zakończenie jest łatwe do przewidzenia, jednak w przeciwieństwie do większości innych utworów tego typu homoseksualny chłopiec został przedstawiony jako postać jednoznacznie pozytywna. Rok później Li Hae wydała dwutomowy komiks psychologiczny Not so bad, w którym zamożny młodzieniec przyjmuje do siebie bezdomnego chłopaka. Para wkrótce odkrywa, że mają ze sobą wiele wspólnego i stopniowo starają się rozwiązać osobiste problemy nękające każdego z nich…

Manhwą, która ugruntowała pozycję gatunku shonen-ai na rynku koreańskim była rozpoczęta w 2004 r. jedenastotomowa seria One thousand and one dreams autorstwa Jun Jin Suka (fabuła) i Han Seung Hi (ilustracje). Seria jest dekonstrukcją baśni o Szeherezadzie, która w tej wersji jest chłopcem, za wszelką cenę pragnącym ocalić życie swojej młodszej siostry. Nawet, jeśli oznacza to wejście w toksyczną relację z sułtanem, która nie ogranicza się bynajmniej do opowiadania historii… Komiks bazuje na klasycznych „Baśniach tysiąca i jednej nocy”, jednak jego fabuła nie jest bynajmniej prostym przełożeniem wydarzeń z „Baśni” na fabułę z męską Szeherezadą – autorzy dodali całe mnóstwo dramatu psychologicznego i nowych wątków wzbudzających ciekawość czytelników, nawet baśnie opowiadane przez głównego bohatera różnią się od tych z oryginału – są znacznie bardziej mroczne i tragiczne, każda też niesie ze sobą filozoficzne przesłanie.

Od tego czasu motywy shonen-ai stały się popularne w manhwach, na tym więc skończę ich przegląd, a także wycieczkę do Korei. Dziękuję wszystkim i mam nadzieję, że mój artykuł poszerzył Waszą wiedzę o tym fascynującym, acz tak mało u nas znanym kraju.

Aleksandra Lazarek – zasadniczo Nic, z ambicjami, by stać się w przyszłości Czymś. Wielbicielka tandetnych melodramatów, niskobudżetowych science-fiction oraz horrorów klasy B. Wyznawczyni niepopularnych, ultrakonserwatywnych poglądów. Służąca kotki Kunegundy Małpy.

Autorzy:

zdjęcie Aleksandra Lazarek

Aleksandra Lazarek

studentka anglistyki na Uniwersytecie Śląskim ucząca się języków azjatyckich. Jej zainteresowania obejmują zagadnienia kolonizacji i postkolonializmu, historię i kulturę nie-białych mieszkańców obu Ameryk, wszystko, co związane ze Wschodnią Azją, zoopsychologię, anatomię ewolucyjną, wyższą fizykę, mistycyzm i teorie z pogranicza nauki oraz fenomen fanfiction. Pokorny sługa kotki – Tej, Która Ma Wiele Imion, a która obecnie dla świętego spokoju została Małpą.

15 komentarzy do:Wycieczka do Korei

  • Twojeimię

    [Re: Wycieczka do Korei]

    sory ale sa tu liczne niescislosci- sczegolnie dotyczace historii- to zwykla propaganda – japonczycy nigdy nie zakazali uzywania jezyka koreanskiego: w czasie wojny wycofali go z panstwowych szkol i prasy ale prywatne instytucje i media uzywaly koreanskiego do konca, co ciekawe po koreansku slawily koreanskich kamikaze! …. japonska amia cesarska przyjmowala tylko koreanskich ochotnkow /ktorzy zreszta wslawili sie szczegolnym okrucienstwem wobec bialych jencow/. ‚przymusowa sila robocza’ jak sie doczytac wyjezdzala przymuszona bieda a nie japonskimi batami … zolnierze japonscy nie gwalcili koreanskich niewiast ale korzystali z uslug burdeli do ktorych trafialy rowniez koreanki /czesto sprzedawane przez wlasne rodziny, bo status kobiety byl tam niski/- caly ten system byl tak wymyslony,zeby wlasnie zoldacy zaspokojali sie w nadzorowanych burdelach a nie dobierali do lokalsow- istnial zreszta w korei pld. do lat 60tych na uslugi amerykanow i sil onz po wojnie 1950-53/ .. itd itp nie chce mi sie kazdego przeklamania tu dementowac… to zwykla propaganda … co zabawne zreszta sami koreanczycy zjedliby autorke na surowo pogryzajac kimczi gdyby przeczytali ,ze ich kultura zawiera „elementy chińskie i japońskie”- sami sa przekonani o absolutniej wyzszosci i wyjatkowosci wlasnej a sasiedzi ewentualnie mogli cos tam im zrabowac …

  • Twojeimię

    [Re: Wycieczka do Korei]

    co do branzy tamtejszej to w stolicy najlepiej isc na homo hills w itełonie /itawon/- sa tam kluby i bary, o seks jest latwo bo jak w calej azji wschodniej ruchanko traktuje sie tam bezrefleksyjnie … no i biali maja tam rwanie …

  • Erico

    [Re: Wycieczka do Korei]

    tak, potwierdzam miłość Korei czuje się tak między Chinami i Japonią jak Polska między Rosją a Niemcami.

  • okej

    [Re: Wycieczka do Korei]

    wartosciowy tekst, malo co wiadomo co sie dzieje w tej czesci swiata!

  • Soniasonia

    [Re: Wycieczka do Korei]

    Dziękuję za konstruktywną krytykę. Pragnęłabym przy okazji zauważyc, iż w trakcie robienia skrótów Redakcja popełniła drobny, acz rzucajacy się w oczy błąd, usuwając zdanie w drugim paragrafie, które zmienia jego sens. Powinien on brzmiec:
    Cywilizacja chińska uważana jest za najdłużej istniejącą cywilizację w historii świata (ponad czterdzieści wieków), jednak niewielu wie, iż Korea jest niemal równie wiekowa: według tradycji pierwsze państwo koreańskie, Go Joseon (kor. Starożytny Joseon, dla odróżnienia od dynastii Joseon, panującej od czternastego do końca dziewiętnastego wieku), zostało założone na terenach współczesnych Korei Północnej i Mandżurii w 2333 roku przed naszą erą. Co prawda najstarsze źródła potwierdzające istnienie tego państwa pochodzą z epoki dużo późniejszej, bo z ósmego wieku przed naszą erą, warto zauważyć, iż w tym okresie sąsiednią Japonię zamieszkiwały koczownicze plemiona łowców-zbieraczy, a starożytna Grecja dopiero wychodziła z niepiśmiennego okresu wieków ciemnych. W trzecim wieku przed naszą erą uformowało się z kolei południowokoreańskie państwo Jin.
    Przy okazji pragnęłabym zauważyc kolejne podobieństwa między Koreą a Polską: kimchi to przecież bigos, inne koreańskie danie narodowe, mandu, to po naszemu pierożki, a popularny napitek jang – kwas chlebowy. ;)

  • inne imię

    [Re: Wycieczka do Korei]

    Krytyk SoniiSonii nie ma zbyt wiele racji. Autorka nie powinna mu dziękować. Gdy pisze, że „miliony Koreańczyków wywieziono na roboty przymusowe, najczęściej do kopalni” (redakcja śpi: kopalń, liczba mnoga…), wcale nie musi byc orędowniczką propagandy. Japonia potrzebowała siły roboczej w eksploatowanej wówczas, i to ile się dało, Mandżurii. Poza tym przez dekady po wojnie trwała straszna dyskryminacja Koreańczyków w Japonii – przymus japonizacji imion i nazwisk jest tu represją stosunkowo bezbolesną

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Wycieczka do Korei]

    Aleksandra Lazarek:
    - zasadniczo Nic
    - z ambicjami, by stać się w przyszłości Czymś
    - służąca kotki Kunegundy Małpy
    - wielbicielka niskobudżetowych, tandetnych, klasy B

    Moim zdaniem za dużo w tym opisie upodlenia. Skłonność do masochizmu, skrajna uległość, sexual slavery nie powinny być w taki sposób artykułowane. Z tym trzeba choć trochę się kryć.

  • inne imię

    [Re: Wycieczka do Korei]

    Z poczuciem dystansu i poczuciem humoru kryć się nie trzeba!

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Wycieczka do Korei]

    Toteż nie kryję.

  • Redakcja

    [Re: Wycieczka do Korei]

    tekst uzupelniony:-)

  • Twojeimię

    [Re: Wycieczka do Korei]

    a niby na czym polegala ta ‚straszna dyskryminacja’?

    no i jest cos dziwnego w tym,ze ta strasznie dyskryminowana grupa, ktora jest ulamkiem procenta calego japonskego spoleczenstwa ma tak wielu milionerow i tak duzy udzial w japonskich mass-mediach …

    koreanczycy maja wielki problem z ze swoim kolektywnym ego, przy ktorym nasze polskie dziwactwa wysiadaja w przedbiegach

  • a na czym niby...? NA TYM!

    [Re: Wycieczka do Korei]

    Na przykład były listy osób o pochodzeniu koreańskim, bardzo kosztowne, a korzystały z tego rodziny osób, które miały się pobierać: sprawdzały się nawzajem, skoro po nazwisku nie można było określić. Listy były wiarygodne, utrzymały się prawie do obecnych czasów. Nieco dawniej, przy różnych katastrofach byli oskarżani o podpalanie (Japońskie miasta płonęły jak zapałki – dużo drewna!) czy trucie ujęć wody. Jeszcze do niedawna Koreańczycy – Japończycy pochodzenia koreańskiego, czy jak ktoś chce to nazwać, mieli utrudnione podróżowanie: jeśli opuszczali Japonię, przy powrocie do własnych domów (!) mieli wizowe rozrywki w stylu tego, czego się wymaga od Polaków w ambasadzie USA. Mieli utrudnioną edukację, byli traktowani jak głupsi, nienadający się do nauki, co potem sprzyjało gettoizacji i kryminalizacji koreańskich środowisk. Jeśli jacyś z nich doszli do stanowisk, o jakich piszesz, tylko im gratulować. A ty przeczytaj raz jeszcze swoje słowa. Równie dobrze możesz pisać, że takim samym sposobem Żydzi rządzą Polską.

  • d_biskupa

    [Re: Wycieczka do Korei]

    Ja pierdzielę, co za emocje. Normalnie, jakbyście się o Żydów kłócili. Kto by pomyślał, że na homikach jest tylu pasjonatów historii stosunków japońsko-koreańskich.

  • Twojeimię

    [Re: Wycieczka do Korei]

    jakie listy, co to za jakies legendy … koreanczycy mieli utrudnienia bo o ile nie przyjeli japonskiego obywatelstwa byli na ‚karcie pobytu’ i tyle … stali/stoja/ w oddzielnej kolejce na lotnisku … i nic tam nie ma,ze ‚rzadza japonia’ tylko,ze o dziwo ta ‚przesladowana’ grupa jakos sobie tam radzi … no i jescze zeby ten obraz umaic dodam,ze np w tej przesladujacej biednych koreanczykow japonii dziala preznie szkolnictwo w ktorym od dziecka po studenta moga uczyc sie zgodnie z pln-koreanskimi wytycznymi /tak, kraju dynastii Kimow/ bowiem dla wielu koreanczykow to wlasnie polnoc jest prawdziwa. czysta rasowo i kulturowo ‚ojczyzna’ … to sa wlasnie meandry wspolczesnej kultury koreanskiej

  • Soniasonia

    [Re: Wycieczka do Korei]

    Popełniłam żabę, a nawet ropuchę ^^’ U nas też trzeba zdobyć 70% punktów, by zaliczyć kartkówki/testy/egzaminy/whatever. Sama nie jestem pewna, czy zaliczyłam pierwszą kartkówkę z chińskiego … ^^’




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa