Szklanki losu

Wszyscy znamy chyba ten stan podwyższonej chłonności umysłu i emocji, czujność radaru nastawionego na najwyższą czułość na świat zewnętrzny – stan charakterystyczny dla dwudziestokilkulatków. Człowiek ma już trochę wiedzy o sobie i o świecie, ciągle szuka w tym świecie swojego miejsca – i chłonie, chłonie, chłonie. W takim czasie chyba każde bliższe zetknięcie się z drugim człowiekiem jest fascynującym spotkaniem z nieznanym, z innym. Jednak kiedy spotykają się tacy ludzie jak Kuba i Emil, bohaterowie powieści „Siedem szklanek” Magdaleny Zych, powstaje mieszanka wybuchowa. Która zresztą w końcu wybucha… Wybucha i na zawsze zmienia świat nie tylko ich dwóch, ale i kilku osób wokół nich.

O książce „Siedem szklanek” mówi się, że to powieść o tożsamości, odwadze bycia sobą, o zmianach, jakie w nas zachodzą, gdy spotykamy na swej drodze nasze całkowite przeciwieństwo – i zakochujemy się… To prawda. Szczególnie wyraźnie widać to w postaci ekscentrycznego, szalonego Emila, wiodącego artystowskie życie, nie przejmującego się zbytnio, czy komuś się ono podoba, a jednocześnie uwielbiającego robić wrażenie. Piorunujące. A przy tym walczącego ze wszystkich sił z wszelkimi etykietami (trudno nie pomyśleć tu o Michale Szpaku, który być może nie był inspiracją dla postaci Emila, ale podobieństwa są zaskakujące). Ale widać to również w postaci Kuby, pozornie przeciętniaka, który w zderzeniu z Emilem redefiniuje siebie i usiłuje odnaleźć się w nowej tożsamości. Procesy te pokazano ciekawie, z kilku perspektyw, choć ciągłe zmiany podmiotu prowadzącego narrację mogą nieco utrudniać płynną lekturę.

Mnie jednak dużo bardziej zainteresował inny motyw. Spotkanie Emila i Kuby zmienia życie i świat nie tylko ich dwóch. Ich wybory i decyzje wpływają na życie innych – a wpływ ten jest czasem dramatyczny. Wpatrzeni w siebie samych i w siebie nawzajem, drobnymi czasem posunięciami radykalnie zmieniają sytuację innych. Czasem o tym wiedzą i muszą się z tą wiedzą zmierzyć, a czasem są tych zmian nieświadomi. Pytanie, czy ta nieświadomość czyni ich niewinnymi.

Zaś na koniec przychodzi drugi Wielki Wybuch, o sile większej chyba nawet niż ten z początku książki – i znowu świat wywraca się do góry nogami. Jak i dla kogo – zachęcam do samodzielnego sprawdzenia.

„Siedem szklanek” czyta się po prostu dobrze. Nie wiem, z jaką intencją książka była pisana, ale jeśli jako lektura lekka a satysfakcjonująca, wówczas zamiar ten się powiódł. Powstała przyjemna, skrząca się dowcipem powieść psychologiczna – a może raczej „psychologizująca” – pozbawiona dłużyzn, o specyficznej i może nieco irytującej narracji prowadzonej przez różne osoby, ale bez wyraźnie słabych miejsc. To debiut, który każe z zaciekawieniem czekać na kolejne książki autorki.

Autor: Magdalena Zych
Tytuł: Siedem szklanek
Stron: 262
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

* * *
Redakcja serdecznie zaprasza do konkursu! Ponieważ autorka recenzji przyznała się, że dostając do ręki książkę „Siedem szklanek” napisaną przez kobietę automatycznie założyła, że książka będzie o kobietach właśnie, przedstawiamy takie oto zapytanie konkursowe:

Wymień trzy książki beletrystyczne, napisane przez polskie autorki, których bohaterkami są kobiety nieheteroseksualne.

Wśród autorów prawidłowych odpowiedzi, nadesłanych do godz. 23.59 30 sierpnia (wtorek) na adres mailowy listy[at]homiki.pl, rozlosujemy nagrody – książki „Siedem szklanek”.

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

24 komentarzy do:Szklanki losu

  • rrr

    [Re: Szklanki losu]

    Słuchałam ostatnio wywiadu radiowego z autorką, sposób w jaki opowiadała o książce i okolicznościach jej powstania, sprawił, że z miejsca zdecydowałam, że chcę ją przeczytać.

  • Soniasonia

    [Re: Szklanki losu]

    Cha cha cha, pytanie konkursowe jest bardzo trudne – po dłuższym namyśle przypomniała mi się jedna książka, którą w dodatku nie napisała autorka, a autor! XD Co do sygnalizowanej powieści, to niestety mam jak najgorsze przeczucia – czytałam w internecie nowele/opowiadania/krótkie powieści (niepotrzebne skreslic), które miały bardzo podobne, wręcz identyczne pomysły fabularne, i wszystkie co do jednej były koszmarne. Może jeszcze dodam tak od siebie: stan opisywany w pierwszym paragrafie jest typowy dla nastolatków, współcześni dwudziestolatkowie to w większości ludzie odpowiedzialni, utrzymujący się samodzielnie i mający już ostatecznie ukształtowaną osobowośc i zbiór przekonań.
    O, byałbym zapominała – witamy ponownie po wakacjach, Uschi!

  • Carlos

    [Re: Szklanki losu]

    @ Soniasonia

    „współcześni dwudziestolatkowie to w większości ludzie odpowiedzialni, utrzymujący się samodzielnie i mający już ostatecznie ukształtowaną osobowośc i zbiór przekonań.”

    „xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

    [ostrzeżenie detr. - pilnujemy kultury wypowiedzi]

  • d_biskupa

    [Re: Szklanki losu]

    A ile lat ma autorka? Nie spotkałam się jeszcze z naprawdę dobrą książką napisaną przez młodą osobę. To pewnie forma ageizmu, ale uważam, że dobry pisarz musi mieć swoje lata.

    PS: Przyłączam się do powakacyjnego powitania pani redaktor naczelnej. Oby nowy rok szkolny obfitował nam w inspirujące artykuły i porywające dyskusje pod nimi!

  • Peter Pan

    [Re: Szklanki losu]

    Ja też mam złe przeczucia co do tej książki.
    W recenzji czytam, że jest to powieść o „szukaniu tożsamości”. Tymczasem w notce na temat autorki (na innym portalu) dowiaduję się, że zajmuje się ona teorią queer, która to uważa przecież, że tożsamości nie należy w ogóle poszukiwać; że kategorię tę należy obalić.
    Czyli coś tu nie gra.
    Po drugie nie bardzo lubię literacki cross-dressing. Wolę, gdy kobiety piszą o kobietach a mężczyźni o mężczyznach.

    Ale to wszystko, nie jest takie ważne. Podstawowy problem jest taki, że ta powieść śmierdzi banałem na kilometr.
    Nieśmiały, szary i przeciętny gej poznaje geja śmiałego, kolorowego i ekscentrycznego. Pod jego wpływem zaczyna akceptować siebie samego.
    Wzruszające.

  • Peter Pan

    [Re: Szklanki losu]

    Zazwyczaj czytam fragmenty recenzowanych powieści na stronie ich wydawnictw.
    Oto parę cytatów z książki, zamieszczonych na stronie wydawnictwa:

    „Głos archeologa był jednym wielkim znakiem zapytania.”

    ” Zaintrygowany, i dodatkowo popędzany narastającym jazgotem, Emil wszedł do przedpokoju, skąd najwyraźniej dobiegał niezidentyfikowany dźwięk.”

    ” (…) oświadczył Emil z prostotą.
    I posłał mu całuska. „

    „Wrócił do pokoju, prosto w znienacka roznamiętnione ramiona Pawełka.”

    „Szukam jej teraz faceta, który nie byłby ani głupim lujem, ani zwykłym sukinsynem, ani przyczajonym gejem. Chociaż… To akurat nie takie łatwe. W zasadzie to uważam, że na świecie w ogóle nie ma heteryków. Są tylko źle podrywani biseksualiści.”

  • d_biskupa

    [Re: Szklanki losu]

    Ej, Peter, a jak to jest z czytaniem? Lepiej, żeby kobiety czytały o kobietach, a faceci o facetach, czy tu już dopuszczasz jakieś bardziej perwersyjne konfiguracje?

  • d_biskupa

    [Re: Szklanki losu]

    To jeszcze raz ja. Chciałam tylko powiedzieć, że przyszły mi do głowy dwa wyjątki od zaproponowanej wyżej przeze mnie reguły (o młodych pisarzach i słabych książkach). Proponuję konkurs: osobę, która jako pierwsza prawidłowo wytypuje te wyjątki, czeka wypasiona nagroda-niespodzianka.

  • Peter Pan

    [Re: Szklanki losu]

    Dupa,
    a gdybym napisał, że wolę książki o Chinach napisane przez Chińczyków niż te napisane przez Anglików czy Niemców, to też byś to uczynił obiektem swojej wysublimowanej ironii ?
    Czy raczej jest tak, że też posiadasz to szczególne wyczulenie na słowo „płeć”, które w środowisku LGBT widzę podobno tylko ja a którego w ogóle nie ma ?

    Nie obawiaj się dupciu. Nie uważam, że Flaubert zgrzeszył pisząc „Panią Bovary”. Nie będę też rozliczał Astrid Lindgren z jej Emila.
    Natomiast generalnie, jeżeli czytam np. książkę o gejach, to wolę, żeby była napisana przez geja a nie lesbijkę albo heteryka. Ale ja to tylko tak luźno „rzucam”, nie buduję teorii.

    P.S. A propos teorii:
    Twoja o młodych pisarzach nie jest formą żadnego „ageismu”. Jest formą głupoty. (Sorry!). Mniej więcej połowa ważnych dzieł romantyzmu, Sturm und Drang a także innych epok, wyszła spod pióra młodych twórców.

  • Peter Pan

    [Re: Szklanki losu]

    Ale ja zaznaczyłem, że to jest akurat kwestia mojego gustu a nie zarzut wobec książki.
    Chociaż nie ukrywam, że trochę ironizowałem.
    Zdradzę Ci czemu:

    Jestem pewien na 100%, że autorka po prostu chciała przelać swoją ideologię na papier, w nieco przystępniejszej, beletrystycznej wersji. Coś jak Michał Zygmunt, który, jak twierdził, pisał o gejach i mężczyznach w ogóle, o Polsce dziś i o PRL. Ale tak naprawdę zrobił jedynie wykład na temat złego kapitalizmu i dobrej lewicy gospodarczej.
    Jedno i drugie to książka z tezą. Zwykły chłam.
    Zygmunt przynajmniej zerwał z tradycją zniewieściałości gejowskiego bohatera oraz z tradycją przedstawiania Polski, jako miejsca jednoznacznej martyrologii osób LGBT.
    Nawet w małym fragmencie na stronie wydawnictwa widać, że Zych brnie w tego typu stereotypy po uszy.

  • detrollator

    [Re: Szklanki losu]

    Wypowiedzi nie na temat sa kasowane automatycznie.

  • d_biskupa

    [Re: Szklanki losu]

    No nie no, jak ja mam dyskutować na temat w takich warunkach!?! Jeśli dyskusja o tym, czy książka o gejach napisana przez dziewczynę może być fajna czy raczej nie, jest tutaj nie na temat, to ja chyba naprawdę jestem z innej planety.

    Nie wiem, Peter, czy autorka chciała przelać na papier swoją ideologię. Ty wszędzie widzisz czających się ideologów queer, a ja bym wolała więcej informacji na temat autorki. Skoro to debiutantka, to wypadałoby parę słów o niej napisać w recenzji. No ale jak ktoś woli wycinać komcie…

  • Miron

    [Re: Szklanki losu]

    @ d_biskupa

    Lepiej w ogóle tutaj nie dyskutować. Dużo fajniej byłoby spotkać się ze znajomymi po ludzku (realnie a nie wirtualnie). Można by także iść do jakiejś pracy, co byłoby pożyteczniejsze, niż siedzenie tutaj. innym sposobem jest po prostu wyłączenie komputera i przypomnienie sobie, jak to kiedyś bez tego wynalazku ludzie żyli.

    Jeśli detrollatornia (cóż za idiotyczne określenie) usuwa wpisy, to znak, że was tutaj nie chcą, proste.

  • Soniasonia

    [Re: Szklanki losu]

    Nie zważając na to, czy wypowiedź moja jest na temat, czy też nie, pozwolę się nie zgodzic z Peterem Panem: czytałam książki napisane przez kobiety o kobietach, przez kobiety o mężczyznach, przez mężczyzn o mężczyznach i przez mężczyzn o kobietach, i o wiele fajniejsze i ciekawsze są te utwory, w których pisarz opisuje bohaterów przeciwnej płci. Dotyczy to także filmów. Nie twierdzę, że książki o własnej płci są złe, ale mi dużo bardziej podobają się te „inne”: nie obchodzi mnie, czy są realistyczne w najdrobniejszych szczegółach, ważne, że są zwykle ciekawsze!

  • Peter Pan

    [Re: Szklanki losu]

    Sonia,
    pewnie jest to rzecz gustu.
    Niektórzy mówią, że lubią „utożsamiać się” z bohaterem powieści a czasem także z jej autorem. To wyrażenie jest strasznym banałem, ale zawiera też trochę prawdy.
    Parę razy miałem w życiu wrażenie, że coś, co czytam jest poniekąd przesiąknięte tym „czymś”, co wynika z tożsamości autora i miałem wrażenie, że gdyby ta tożsamość była inna, to on nie napisałby swojej książki tak, jak ją napisał.
    W niektórych utworach „czuć” pochodzenie autora albo np. ciężki los, który go ukształtował, w innych jego wiek a w jeszcze innych płeć.
    Pewnie teoretycznie facet mógłby pisać jak V. Woolf a kobieta jak Salinger, Niemiec jak Tołstoj a Rosjanin jak Mann. A jednak czasem jest to „coś”, co sprawia wrażenie, że autor musiał być tym, kim był, żeby napisać to, co napisał. Ja lubię to „coś”.
    Tylko o to mi chodzi ;)

    @ d.

    Ale ona sama pisze w notkach na innych portalach, że się interesuje queerami.
    Biorąc pod uwagę, że jej książka opowiada o typowo queerowym motywie (odwaga wykraczania poza normy), raczej trudno tych dwóch faktów nie łączyć.

  • Uschi

    [Re: Szklanki losu]

    @PP
    „W recenzji czytam, że jest to powieść o „szukaniu tożsamości”. Tymczasem w notce na temat autorki (na innym portalu) dowiaduję się, że zajmuje się ona teorią queer, która to uważa przecież, że tożsamości nie należy w ogóle poszukiwać; że kategorię tę należy obalić.
    Czyli coś tu nie gra.
    [...] Ale to wszystko, nie jest takie ważne. Podstawowy problem jest taki, że ta powieść śmierdzi banałem na kilometr.”

    po pierwsze, „poszukiwanie tożsamości” niekoniecznie musi oznaczać poszukiwanie swojej etykietki (czyli rzecz zwalczaną bezwzględnie przez teoretyków queer, mówiąc w dużym uproszczeniu). może oznaczać po prostu zastanowienie się, kim się jest, co jest ważne, co się zmienia pod wpływem okoliczności zewnętrznych – takie porządne, dogłębne zastanowienie się.

    po drugie – może i nie jest odkrywcza ta książka, zakwalifikowałabym ją raczej jako „czytadło” – ale czytadło naprawdę przyzwoite. i wcale nie banalne – wbrew Twoim oczekiwaniom w książce jest jednak coś innego niż zestawienie szarego geja z gejem kolorowym. choćby dlatego, że [uwaga #nieczyt kto nie chce znać fabuły] żaden z panów nie jest gejem…

    w każdym razie polecam, przyjemna rzecz.

  • Peter Pan

    [Re: Szklanki losu]

    @ Uschi

    Wszystko mogłoby się jeszcze jakoś obronić, gdyby nie język tej powieści. Jest straszny. To są zdania jak z „Trędowatej” !

    To, co piszesz na temat etykietek jest częściowo prawdą. To znaczy w takim sensie, że to jest właśnie punkt, w którym wszystkie teorie „antytożsamościowe” (jak je nazywa Finkielkraut) dochodzą do ściany.
    I dlatego tworzą takie ekwilibrystyczne myśli jak ta Twoja i stricte tożsamościową praktykę nazywają „zastanawianiem się, uciekaniem od etykietek” itp.
    Zastanawianie się i uciekanie to jest dokładnie tak samo tożsamość, jak akceptowanie i „nie-uciekanie”. „Kwestionujący płeć” teoretyk queer wcale nie ucieka od tożsamości, tylko tworzy swoją tożsamość i jest ona dla niego dokładnie tak samo ważna, jak dla przeciętnej osoby ważne jest to, że jest mężczyzną/ kobietą a może nawet o wiele bardziej.

  • DrevniKocurek

    [Re: Szklanki losu]

    Ciekawe… Chętnie bym przeczytała. :)
    Bo coś to, co na pułkach czeka to jakoś nie mam kiedy sięgnąć… ;p

  • vacuous

    [Re: Szklanki losu]

    Słyszałam wywiad z autorką, w którym mówiła, że historia, którą opisuje w tej książce, oparta jest po części na zdarzeniach rzeczywistych. Zaś uczynienie bohaterami gejów, a nie lesbijki właśnie, pozwoliło jej na zdystansowanie się podczas procesu pisania, stąd ten literacki cross-dressing.

    Osobiście nie uważam, żeby fakt, iż kobieta czyni głównym bohaterem mężczyznę, lub odwrotnie, miał jakoś ujemnie wpływać na jakość literatury. Zgadzam się z Sonią, że zabieg ten jest ciekawy.

    p/s
    http://www.guardian.co.uk/books/quiz/2011/jun/02/naipaul-test-author-s-sex-quiz

  • d_biskupa

    [Re: Szklanki losu]

    Wyszło mi 8/10.
    A jeśli mężczyźni i kobiety piszą inaczej, to czy to znaczy, że geje piszą bardziej jak kobiety, a lesbijki po męsku?

  • Peter Pan

    [Re: Szklanki losu]

    A propos testu:
    wśród niektórych kobiet (zwłaszcza intelektualistek) istnieje prawdziwa genderowa panika. Na świecie jest mnóstwo kobiet, które wolą czytać literaturę pisaną przez kobiety i jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś z tym miał jakiś problem. Naipaul mówi, że woli literaturę pisaną przez mężczyzn i od razu zaczynają się fochy.
    Najgorsze jednak, że kolejnym razem pojawia się tu ta typowa feministyczna strategia, która zakłada, że jeśli czegoś nie da się zdefiniować przez konkret to tego nie ma.
    Otóż znam osobiście kilka osób kochających literaturę rosyjską: dostrzegają w niej szczególną atmosferę i urok. Oczywiście też nie poznaliby po pięciu zdaniach czy je napisał Rosjanin, co jednak w żadnym razie nie kompromituje ich literackich preferencji.

  • Peter Pan

    [Re: Szklanki losu]

    @ d.biskupa

    Biorąc pod uwagę, że kultura gejowska korzysta czasem z campowej, przegiętej estetyki część dzieł jest nie tylko kobieca, ale wręcz przegięta w swej kobiecości.
    Natomiast z pewnością nie są kobiece wiersze Whitmana czy literatura, jakby nie było jednego z największych macho literatury- Mishimy. Pasolini też raczej miał jaja ;)
    No i opisy erotyczne są w literaturze gejowskiej wyjątkowo bliskie, uznanych za krytykę feministyczną za obrzydliwie męskie, opisów Millera czy Bukowskiego. Z tą różnicą, że dotyczą męskiego a nie kobiecego ciała.

  • Soniasonia

    [Re: Szklanki losu]

    @ Peter Pan
    Ja myślę, że to zależy raczej od autora, np. sceny erotyczne w powieściach Christophera Rice’a są bardzo subtelne i emocjonalne, wręcz „kobiece”, podobnie jak u większości pisarzy i poetów „klasycznych”, tj. pre-Stonewall, zarówno na Zachodzie (Europa, Ameryka), jak i na Wschodzie (Azja).
    A te fragmenty w teście były bardzo trudne do „zdagnięcia”, ale w sumie dobrze, bo takie zabawy też często poszerzają horyzonty umysłowe – sama myslałam, że sobie bez problemu poradzę, a okazało się, że odgadłam tylko połowę – zupełnie, jakbym przypadkowo „strzelała” :D

  • Twoje imięł

    [Re: Szklanki losu]

    Jakieś wyniki? ;p




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa