Śmierć „męskiej narzeczonej“ w Breslau

Przed kilkoma laty „niezwykła” wiadomość obiegła światowe media. Dwudziestosześcioletni Egipcjanin odkrył po trzyletnim okresie narzeczeństwa, że jego stale zakwefiona narzeczona Mona jest mężczyzną i ma na imię Ahmed. Fałszywa narzeczona skazana została na 45 dni aresztu. To nie jedyny przypadek tego rodzaju, zaś fakt, iż fenomen narzeczeństwa „samców” – a więc osób jednej płci nie ogranicza się wyłącznie do kultur pozaeuropejskich, potwierdzić może historia „męskiej narzeczonej” z Breslau (obecnie Wrocław), która pod koniec 1906 wzbudziła spore emocje. Pisano wówczas o tej aferze nawet w odległej Nowej Zelandii w gazecie Poverty Bay Herald. Artykuł opatrzony dramatycznym nagłówkiem A Wedding Tragedy informował czytelników o spektakularnym końcu oszukańczej komtesy (z włoskiego: hrabina; contessa SJP) Almy de Paradeda, która w przeddzień zaplanowanego ślubu z wrocławskim nauczycielem o nazwisku Meyer popełniła samobójstwo. Śmierć odsłoniła od dawna skrywaną tajemnicę – rzekoma komtesa nie była szlachetnie urodzoną hrabiną, ba – nie była nawet kobietą! Denatem okazał się 35-letni Alfred H. z Berlina.

Alfred H. był synem Brazylijki, która wraz ze swym drugim mężem, niemieckim lekarzem, mieszkała pod Berlinem. Urodzony około roku 1871 H. do swych siedemnastych urodzin zwykł był, mniej lub bardziej często, przyodziewać się w damskie ciuszki, nie wzbudzając przy tym żadnej dezaprobaty. Od roku 1903 rzeczonego H. podziwiać można było w stolicy Niemiec na popularnych wówczas balach tzw. „urningów” – regularnie odbywających się wielkich fetach dla homoseksualistów, które to zostały na pewien okres zakazane przez policję pruską na skutek afery związanej z homoseksualizmem Philippa zu Eulenburg-Hertefeld (1847–1921) – zausznika niemieckiego cesarza Wilhelma II.

Około roku 1904 H. opuszcza zatem Berlin udając się do Paryża, gdzie przybrawszy nazwisko Komtesa Alma de Paradeda, odgrywa rolę eleganckiej damy z wytwornego towarzystwa. Berliński lekarz i prekursor walk o prawa dla osób homoseksualnych oraz innych seksualnych mniejszości Magnus Hirschfeld (1868–1935), który pseudo-komtesę poznał już w 1903 roku, pisał później, że życie H. uległo znaczącej przemianie, gdy we francuskiej stolicy H. zakochał się w „prostym” niemieckim nauczycielu z Breslau. Ów nauczyciel o nazwisku Meyer przebywał w Paryżu w celu nauki języka francuskiego, zakochał się jednak od pierwszego wejrzenia w rzekomej damie z dobrego domu do tego stopnia, że gdy w październiku 1906 wracał do rodzinnego Breslau, dama owa towarzyszyła mu w drodze powrotnej.

Hirschfeld podkreśla, że Meyerowi już przed podróżą powrotną na Śląsk „dziwnym” wydawało się tak płomienne okazywanie uczuć przez komtesę. W Breslau zarówno rodzice jak i przyjaciele Meyera mogli potwierdzić te doznania. Komtesa prześladowała narzeczonego obsesyjną zazdrością i nie spuszczała go z oka. W końcu zagroziła, że zabije się, gdyby zerwał zaręczyny. Gdy Meyer rzeczywiście się od niej odsunął, komtesa próbowała przemocą wedrzeć się do jego mieszkania, co sprowokowało interwencję policji.

6 grudnia 1906 komisarz policji kryminalnej Breslau udał się do mieszkania Almy de Paradeda, nie stwierdził jednak żadnych przesłanek, zmuszających do natychmiastowej interwencji. Komtesa sama zawezwała neurologa, który już raz wizytował chorą w związku z „palpitacjami serca”. Ponieważ lekarz był wówczas zajęty, wysłał swojego asystenta w celu dokładnego zbadania pacjentki, ta jednak odmówiła poddaniu się temu badaniu.

Następnego dnia lekarz zjawiał się osobiście. Komtesa znajdowała się w głębokiej depresji z powodu rozstania z narzeczonym. Przygotowując się do zarządzonego badania de Paradeda poprosiła lekarza by chwilkę zaczekał. Udała się w tym czasie do pokoju obok a po chwili wróciła. – Nun, bitte schön, Herr Doktor (– zatem proszę bardzo, panie doktorze) – komtesa zajęła miejsce naprzeciw lekarza, a wówczas zaczęła działać trucizna, którą właśnie przed chwilą zażyła. Komtesa krzyknęła, wpadła w konwulsje a kilka minut potem już nie żyła. W tej właśnie chwili przybył komisarz policji z nakazem aresztowania. W wyniku przeprowadzonego w międzyczasie śledztwa ustalono, że berliński ojczym rzekomej damy nie posiada żadnej córki Almy, lecz pasierba imieniem Alfred. Nauczyciel Meyer, zapadł wkrótce potem na – wywołane zapewne przez szok związany z całą tą historią – zapalenie opon mózgowych. To w każdym razie możemy przeczytać w nowozelandzkiej Poverty Bay Herald z 26 stycznia 1907 roku.

Do dziś nie znamy wielu faktów o tej wrocławskiej historii z początku ubiegłego stulecia. W kilka miesięcy po tych dramatycznych wydarzeniach młody pisarz z Brunszwiku Walter Homann (1887–1918) wydał książkę pod tytułem Tagebuch einer männlichen Braut (Pamiętnik męskiej narzeczonej). Powieść ta jest literacko ujętą, z grubsza tylko naszkicowaną historią losów Komtesy Almy de Paradeda. „W.H.”, prawdziwy narrator tej opowieści, twierdzi na przykład, że list pożegnalny oraz fragmenty dzienników jasnowłosej Dori, zwącej samą siebie „Hrabiną H.”, zostały mu przekazane przez władze policyjne miasta L. Niektórzy współcześni czytelnicy mogą potraktować tę książkę jako rodzaj dokumentacji autentycznego przypadku z Breslau, chociaż opisanie przez Homanna całej tej sprawy nie odpowiada ani topografii ówczesnego Wrocławia, ani też powiązaniom rodzinnym i prawdziwym losom Alfreda H. vel komtesy de Paradeda.

Powieść Waltera Homanna z roku 1907 ukazała się po niemiecku ponad 100 lat od daty pierwszego wydania, na początku 2010 roku w serii Bibliothek rosa Winkel wydawanej przez Männerschwarm Verlag z Hamburga. Cykl ten kontynuowany jest od 1991 roku, a jego celem jest przybliżenie czytelnikom literackich świadectw, w których odzwierciedla się istota, samoocena a także opinie osób postronnych dot. sodomitów, urningów, homoseksualistów i gejów w różnych krajach i epokach, i w których to świadectwach odzwierciedlają realia społeczne oraz utopie. Do dnia dzisiejszego biblioteka składa się z 58 tomów; wśród nich znajduje się też niemieckie tłumaczenie rozdziału zaginionej powieści Ephebos Karola Szymanowskiego (1882–1937).

Powieść Homanna przedstawia bolesną historię jasnowłosej Dori od okresu szkolnych prześladowań („Puppe“ – lalunia), poprzez uznanie jakie zyskuje nasz protagonista jako „Damenimitator” (rodzaj dzisiejszej drag queen), aż po przedzierzgniecie się w „Hrabinę H.”, która sztukę przemiany opanowała do perfekcji w takim stopniu, że mogła odgrywać rolę kobiety nie tylko na scenie teatrzyku varietés.

Literacko powieść Homanna pozostawia wiele do życzenia. Dori jawi się w niej zbyt powierzchowna i naiwna, jej społeczno-polityczne poglądy są tak stereotypowe i sztampowe, zaś pozostałe postacie i wydarzenia tak szablonowe, że już ówcześni krytycy wydali na nią miażdżący wyrok pisząc, że poważny czytelnik książki, jeśli ją już nabył, to „został nabity w butelkę”. A jednak dobrze się stało, że Pamiętnik męskiej narzeczonej został po latach ponownie wydany. Opis półświatka, obraz początków niemieckiego homoseksualnego ruchu emancypacyjnego na przełomie ubiegłego stulecia, czynią tę literacką próbę nadzwyczaj interesującą. Godnymi uwagi są nie tylko tak wówczas popularne bale urningów, ale też „pewien lekarz oraz jego komitet”, zwalczający „paragraf hańby” § 175 niemieckiego kodeksu karnego. Za tymi aluzjami nie trudno rozpoznać Magnusa Hirschfelda oraz jego „Komitet Naukowo-Humanitarny” (WhK).

Jasnowłosy Dori zapewne nigdy nie przemawiał osobiście na posiedzeniu komitetu, zaś sam Walter Homann, pominąwszy jego literackie próby, nigdy nie angażował się politycznie w emancypację homoseksualistów. Był jednak, jak się zdaje nieźle poinformowany o bieżących wydarzeniach. Wspomina na przykład w Pamiętniku męskiej narzeczonej przypadek wysokiego rangą urzędnika niemieckiego, który – choć był żonaty i posiadał pięcioro dzieci – przez lata był szantażowany i nękany. Zdesperowany urzędnik umówił się w końcu ze swym prześladowcą w pobliżu kościoła i o zmierzchu, w zapadających ciemnościach oddał w jego kierunku dwa strzały. Ufając, że prześladowca został zabity, udał się na komisariat policji i oddał się w jej ręce. Szantażysta był jednak tylko ranny i uciekł. W ten właśnie sposób, w pobliżu berlińskiego kościoła św. Jadwigi, rozegrała się pod koniec 1904 roku historia sędziego Sądu Krajowego w Breslau, Augusta Hasse (1848–1905).

Magnus Hirschfeld pisząc w roku 1910 o zmarłej „Comtesse Alma de Paradeda”, wyrażał się o niej pełen uznania: wykazywała zdolności nie tylko „w kobiecych robótkach ręcznych”, w układaniu kwiatów czy przystrajaniu damskich kapeluszy lecz także „stosunkowo dobrze” grała na pianinie oraz posiadała zdumiewające umiejętności w „kwestiach kulinarnych”. Prócz jej talentów społecznych była przede wszystkim doskonałą narratorką. Gdy snuła brazylijskie opowieści lub przywodziła epizody z życia paryskiego „towarzystwa”, można jej było słuchać godzinami. Czego nie można jednak niestety powiedzieć o historii opowiedzianej przez Waltera Homanna! Należy jednak wspomnieć, że epigonizm jego powieści nie mówi naprawdę zbyt wiele o „męskiej narzeczonej” z Breslau roku 1906. Wszyscy wiemy o niej dzisiaj zbyt mało. Nie jest na przykład jasne, czy przypadek ten rozegrał się faktycznie w taki sposób, w jaki relacjonowała go ówczesna prasa. Czy „prosty” nauczyciel Meyer był naprawdę tylko niczego nie podejrzewającym naiwniakiem? Miejmy nadzieję, że powieść Homanna wzbudzi zainteresowanie losem i dziejami prawdziwej komtesy Almy de Paradeda, która swego czasu mieszkała w niemieckojęzycznym Wrocławiu, i że może ujrzą światło dzienne nowe fakty związane z tą historią.

tłum. z języka niemieckiego, tłumacz zastrzegł sobie anonimowość


Autorzy:

zdjęcie Raimund Wolfert

Raimund Wolfert

ur. 1963, pracuje jako wykładowca w Berlinie. Jest autorem licznych publikacji naukowych na temat niemiecko-skandynawskich kontaktów kulturowych oraz prac z historii homoseksualności. Wydawca książki „Alles nur Kunst?” Knut Hamsun zwischen Ästhetik und Politik” (1999) i autor publikacji „Gegen Einsamkeit und ‚Einsiedelei’. Die Geschichte der Internationalen Homophilen Welt-Organisation” (2009). Obecnie pisze biografię niemieckiego pisarza i pacyfisty Bruno Vogela (1898-1987), która ukaże się wiosną 2012.

4 komentarzy do:Śmierć „męskiej narzeczonej“ w Breslau

  • Abiekt

    [Re: Śmierć „męskiej narzeczonej“ w Breslau]

    Hirschfeld pisał o tym:

    Nader głośny (…) był wypadek, który wydarzył się przed laty dziesięciu w Wrocławiu i przewędrował przez prasę codzienną pod tytułem „Męska narzeczona.” Sprawa dotyczyła pewnego młodego Brazylijczyka, który na schyłku zeszłego stulecia przybył do Berlina, gdzie zwrócił na siebie uwagę mnogością swoich kostjumów. Poznałem go wówczas osobiście i mnóstwo jego fotografji dołączyłem do naszych archiwów. Przyznawał się on do tego, że posiada skłonności homoseksualne, ale żył tu nader powściągliwie. Później udał się do Paryża. Tam poznał on w pewnym pensjonacie niemieckiego nauczyciela, w którym się zakochał. Nikt – a już najmniej sam nauczyciel – nie podejrzywał jego prawdziwej płci. Doszło do zaręczyn i P. udał się ze swoim narzeczonym do jego niemieckiej ojczyzny. W Wrocławiu uderzyły niektóre dziwactwa uwagę ciekawej gospodyni, która następnie ogłosiła książkę na ten temat pod tytułem „Mój lokator” – przedewszystkiem o tem, że P. codzień się golił. Doniosła o tem władzom i pewnego dnia nagle wkroczył do sypialni P. lekarz sądowy i zażądał odeń, aby się poddał oględziom. Wówczas tamten prosił uprzejmie lekarza o poczekanie w sąsiednim pokoju, aż się ubierze. W kilka chwil potem usłyszano upadek ciała. Lekarz powrócił i zastał P. już martwym. Nieszczęsny zażył cjanek potasu.

    (Sexualizm i kryminalistyka, s. 63-65)

  • d_biskupa

    [Re: Śmierć „męskiej narzeczonej“ w Breslau]

    Bardzo ciekawe. Tylko dlaczego tłumacz się ukrywa? Wstydzi się swoich umiejętności, czy boi się, że mama się dowie..?

  • zadra

    [Re: Śmierć „męskiej narzeczonej“ w Breslau]

    to już naprawdę śmieszne, że nawet tłumacz się ukrywa w szafie.

  • Krzysztof Zabłocki

    [Re: Śmierć „męskiej narzeczonej“ w Breslau]

    Oczywiście tłumacz ma pełne prawo zastrzec anonimowośc, nie kazdy jest gotów na coming out, lub boi się „skojarzeń”… Trzeba to uszanowac.

    Ale jednak nie mogę nie pozwolic sobie na kilka smutnych refleksji…

    na podobnej zasadzie aktorzy (zwlaszcza w Polsce) odmawiają grania ról gejów… Ale myślę, że tu moze tez chodzic o nazwisko na portalu „homiki”…

    Ktoś się tez na mnie kiedyś śmiertelnie oburzył, gdy powiedziałem mu, by zajrzał na homiki… Wpierw myślał, że chodzi o „chomiki”, ale gdy okazało się, że mam na myśli samo „h”, wpadł w furię…

    Kiedys zostałem też ostro zrugany za zaproszenie kogoś na spotkanie kulturalne do Lambdy. W takie występne miejsce, co powoduje wiadome skojarzenia! Ba, pewien znajomy zrobił mi awanturę za to, że wysłałem mu obrazy Luciana Freuda (był wśród nich akt męski). On sobie takich paskudztw nie życzy… A kysz, a kysz, apage, Satana!

    I to wszystko byli ludzie tzw. wykształceni, doktorzy, itp… absolwenci bądz pracownicy Uniwersytetu Warszawskiego…

    I to wszystko tu i teraz…

    Określiłbym takie reakcje jako przebywanie w szafie „drugiego stopnia”…

    I tym bardziej to smutne, ze nie chodzi tu o ludzi z UKSW, ale z UW…

    a przeciez spójrzmy: czy naprawdę komus w wielkomiejskim środowisku inteligenckim (zwłaszcza humanistycznym) stała się krzywda z powodu ujawnienia swej orientacji homo? Na UW własnie jest całkiem niemało „jawnych” gejów wśród wykładowców, w tym profesorów. I nic sie nie dzieje. Trzeba w sobie przełamac tę mentalną barierę i tyle. Po prostu.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa