Krzyczę w myślach

Krzyczę w myślach. Jest noc. Krzyczę w myślach, bo boję się, że gdybym otworzyła usta, to siła mojego głosu będzie tak wielka, że zawali się dom. Kolejny raz obudził mnie senny koszmar, ból wspomnień. Odczuwam go dopiero teraz, kiedy jej już nie ma, kiedy mogę „puścić”, kiedy wszystko zaczyna docierać do mojej świadomości jak wielka ciemna fala.

Przez ponad rok byłam w stanie szoku, tzw. nerwicy postraumatycznej: napady lęku i paniki, trzęsące się ręce, trudności z oddychaniem, napady histerii, drgawki, koszmary nocne, zaburzenia pamięci. Krzyczałam z bólu – psychicznego. To skutek doświadczania przemocy psychicznej we wszystkich jej odmianach: od wybuchów gniewu po perwersyjną przemoc psychiczną kwalifikowaną przez psychologów jako „prowadzącą do obłędu”. Wyrwałam się resztką sił woli i rozsądku z sytuacji, która przekracza ludzkie wyobrażenia…

Kobieta po przejściach i Kobieta z przeszłością. Ja prawie 40 lat, Ona prawie 50. Wydawało się, że to wiek dojrzałości. Kiedy poznałam Moją Ukochaną, wszystko potoczyło się szybko. Godziny rozmów o duchowości, wspólne zainteresowania przeszłe i teraźniejsze, wspólne poszukiwania życiowe. Nie mogłyśmy wytrzymać bez siebie ani jednej chwili. Niezwykłe otwarcie i doświadczenie bliskości w przepływie miłości. Najważniejsze wyznania. Moja Ukochana mówiła, że całe życie marzyła, żeby ktoś otworzył ją tak jak ja, że marzyła o tym, co właśnie dzieje się między nami, że nie wie, jak w ogóle mogła do tej pory beze mnie żyć, że z nikim nie była tak blisko, że kocha mnie jak nikogo nigdy wcześniej nie kochała (choć czasami było to w wersji „gdybym przestała się bać…”). Moja Ukochana chciała ze mną żyć, mieszkać razem, planować przyszłość i choć wydawało mi się to zbyt szybkim tempem, postanowiłam zaufać, otworzyć się, ponieważ działo się to, o czym ja też zawsze marzyłam, bo kiedy była koło, mnie czułam się jak w domu, bo miałam uczucie, że całe życie tęskniłam właśnie za nią, bo kochałam jak nigdy dotąd…

Na tym obrazie cudownej, wielkiej miłości od początku jednak była rysa, jak to często bywa – ignorowana i przysłonięta poczuciem szczęścia, tym bardziej, że zbyt nieprawdopodobna. Rysa, której początkowo nie mogłam zidentyfikować, chwilami nie rozumiałam, co się dzieje. Rysa, która potem zmieniła się w pogłębiającą się szczelinę, by w końcu stać się przepaścią, w którą spadłam.

W swojej książce pt. Toksyczne słowa. Słowna agresja w związkach Particia Evans opisuje wyniki swoich wieloletnich badań nad niszcząca siłą słownej agresji, ze szczególnym uwzględnieniem nie tylko tej jawnej jak np. awantury, wybuchy gniewu czy wyzwiska, ale przede wszystkim tej wyrafinowanej, perwersyjnej, którą psychologia nazywa „prowadząca do obłędu”, operującej najpierw blokowaniem i manipulowaniem komunikacją, a potem polegającej na drobnych upokorzeniach, obojętności, sarkastycznych uwagach, lekceważeniu, subtelnym umniejszaniu czyjejś wartości i cudzych osiągnięć, dyskredytowaniu, krytykowaniu, negowaniu uczuć. Jedna z czytelniczek napisała: Pani książka ocaliła mi życie zarówno w sensie emocjonalnym, jak i prawdopodobnie fizycznym, ponieważ byłam w takim stanie, że chciałam umrzeć. Ja mogłabym napisać to samo, więc teraz piszę ten tekst dla siebie i dla wszystkich kobiet, które znalazły się lub znajdują w podobnym chaosie toksycznego związku, a szczególnie lesbijek, ponieważ ten temat jest poruszany najczęściej w odniesieniu do męskiej agresji w związkach heteroseksualnych.

Perwersyjna przemoc jest niezwykle podstępna, trudno ją rozpoznać i trudno się przed nią bronić. Jeśli nigdy nie byłaś w związku opartym na słownej agresji, możesz mieć trudności z wyobrażeniem sobie, jak on wygląda. (1) Wiele osób ma problem z rozpoznaniem słownej agresji, nawet same ofiary. Szczególnie, że raniące sytuacje następują naprzemiennie z zapewnieniami o miłości czy innymi pozytywnymi gestami. Moja partnerka najpierw mnie przyciągała, za chwilę jednak odpychała, a ja zastanawiałam się, co zrobiłam źle i jak mogę jej pomóc. Te sprzeczne doświadczenia wprowadzają do umysłu zamęt. Dezorientację potęguje nieprzewidywalność wybuchów i zmian nastroju, powodująca nieustanny stan stresu i zaburzenia równowagi. Najczęściej też cała przemoc odbywa się za zamkniętymi drzwiami, a osoby agresywne w społeczeństwie postrzegana są jako szlachetne, przyjazne i życzliwe, w rzeczywistości będąc tyranami… To również dotyczy Mojej Ukochanej, choć później odkryłam, że jest znana z agresji i wyżywania się na innych, jest postrzegana jako osoba toksyczna i unika jej wiele osób. Pokazuje podwójną twarz podzielonej osobowości.

Zaczęło się od milczenia i uwag pół-żartem pół-serio, a potem pojawiało się trywializowanie tego, co dla mnie ważne, lekceważenie, sprowadzające moje uczucia do nic nie znaczących przeżyć. Coraz bardziej gniew zastępował wszystkie inne uczucia, budując mur. Powtarzało się prowokowanie awantur, by wyładować agresję w cyklach typowych dla gniewoholików, sprzężone z projekcją negatywnych uczuć. Z czasem w naszym związku wszystko zostało podporządkowane nastrojom mojej partnerki. Przypominało to życie na huśtawce, choć raczej było bardziej nieprzewidywalne: moja partnerka traciła panowanie nad sobą z błahych powodów. Nic nie było mniej pewne niż jej humor. W jednej minucie czuła, w drugiej okrutna. Musiałam pozostawać ciągle czujna, aż w końcu bałam się i byłam gotowa zrobić prawie wszystko, by tylko się nie zdenerwowała, żeby tylko jej nie prowokować.

Wpadłam w pułapkę, myśląc, że jeśli będę bardziej wyrozumiała, bardziej tolerancyjna, bardziej…. Nigdy żadne „bardziej” nie pomaga. Jednak najgorsza była niezrozumiała, nagła, choć trudno uchwytna podskórna wrogość, czasami przejawiająca się w najintymniejszych momentach mojej całkowitej otwartości i bezbronności. Podobnie jak wiele innych kobiet w takiej sytuacji, próbowałam zrozumieć Moją Ukochaną, starałam wyrażać się z większą precyzją, wyjaśniać. To wszystko nie zapobiegło nasilającej się przemocy i jej przejawianiu się w coraz nowych formach krytycyzmu i poniżania. Proszę podkreślić w swojej książce jak zawoalowane, subtelne i podstępne bywają przejawy słownej agresji. Człowiek się do nich przyzwyczaja, czuje się zagubiony i później już nie wie, co się dzieje. (1) To jest życie w zniekształconej rzeczywistości negowanych odczuć, umniejszanej wartości, cyklicznych ataków narastającej przemocy. Skutkiem jest ciągły stres, utrata spontaniczności, radości i energii życiowej. Bryn C. Collins nazywa ludzi o takim zachowaniu trującymi krytykami: Ludzie ci znacznie przekraczają granicę zdrowego, pomocnego krytycyzmu, krytykując każdy aspekt życia partnera. Celem owej zmasowanej krytyki jest przejęcie kontroli. Osoba krytykowana zaczyna wątpić we własną zdolność do podejmowania jakichkolwiek rozsądnych decyzji. Ulega emocjonalnemu zamrożeniu.(4). Cały proces przypomina eksperyment przeprowadzony na żabie, która wrzucona do gorącej wody, natychmiast wyskoczyła, ale ugotowała się umieszczona w wodzie, której temperaturę podnoszono stopniowo. Często znakiem ostrzegawczym są objawy psychosomatyczne (ja miałam chroniczny ból głowy) lub sny. W moim przypadku była to wizja, że ktoś odciął mi ręce…

Perwersyjna przemoc psychiczna opiera się na istniejącym w związku emocjonalnym chaosie, świadomie lub nieświadomie wytworzonym przez osobę agresywną, by sprawować kontrolę nad partnerką. Ofiara ma mętlik w głowie, ponieważ – jak w procesie Kafki – cały czas jest oskarżona, jednak nie wie o co i nie sposób tego ustalić. Wszystko jest zagmatwane, irracjonalne, ciągle pojawiają się sprzeczne informacje. Najczęściej, zakładając szczerość i przypisując drugiej stronie własny system wartości, ofiary nawet latami próbują dociec, co się tak naprawdę stało, próbują zrozumieć sens i pojąć motywy partnerki. Jednak w takiej sytuacji nie ma problemu, który można rozwiązać, bo problemem jest sama agresja, wyładowanie toksycznego gniewu i chęć sprawowania kontroli. Kobiety, wierząc w możliwość rozwiązania problemu, tłumaczą, że to, co powiedziały zostało opacznie zrozumiane, tolerują narastającą przemoc, obwiniając się i jednocześnie poddając się manipulacji poczuciem winy i odpowiedzialności. Nieświadomie tracą poczucie własnej wartości. Odmowa nazwania tego, co dzieje się tak naprawdę, odmowa dialogu i wspólnego szukania rozwiązania, paradoksalne wypowiedzi, tak niespójne logicznie, że aż czasem śmieszne – to wszystko składa się na blokadę komunikacji charakterystyczną dla osób perwersyjnie agresywnych. Komunikacja jest czymś, czego boją się najbardziej, a jej zablokowanie daje im poczucie kontroli. Zafałszowanie obrazu rzeczywistości daje im poczucie władzy.

Agresywne osoby żyją w rzeczywistości, w której miłość oznacza władzę nad innymi. Ich zachowanie wynika tak naprawdę z lęku przed czyjąś dominacją, niskiego poczucia wartości, braku kontaktu z własnymi uczuciami, braku poczucia bezpieczeństwa – doświadczeń z dzieciństwa, z którymi nie chcą się zmierzyć. Otwartość i bliskość to cechy, których boją się najbardziej, ponieważ w ich świecie oznaczają bezbronność, to zaś równa się śmierci. Cokolwiek zrobi, partnerka traktowana jest jak wróg. Dlatego wszelkie próby, które zdawałoby się powinny sprzyjać polepszeniu sytuacji, odnoszą odwrotny skutek. Im bardziej partnerka dzieli się sobą, swoimi uczuciami, tym bardziej agresywna strona uważa to za jej słabość lub za zagrożenie dla swojej pozycji siły opartej na niedostępności emocjonalnej. Im więcej partnerka osiągnie i dzieli się tym, myśląc, że druga strona będzie cieszyć się razem z nią, tym bardziej osoba agresywna umniejsza i trywializuje jej dokonania pobudzające jej niskie poczucie wartości. Dzielenie się swoimi radościami i szczęściem powoduje gniew, szyderstwa lub reakcję dającą do zrozumienia, że nie jest się godnym uwagi.
- Kochanie, popatrz jaki piękny kwiat.
- Kwiat jak kwiat…

Mechanizm perwersyjnej przemocy psychicznej dochodzi do głosu, gdy w związku dwojga ludzi pojawia się duża bliskość, która wywołuje lęk. Jest to mechanizm autonomiczny, tj. działający niezależnie od osoby ofiary czy jej działań. Moja Ukochana mówiła, że nigdy nie płacze, że nie płacze przy nikim – przy mnie płakała. Mówiła, że całe życie marzyła, by ktoś ją otworzył. Jednak żadna z nas nie przypuszczała, że to oznacza otworzenie Puszki Pandory. Ludzie emocjonalnie niedostępni zamykają część siebie – by nie czuć bólu wydarzeń z dzieciństwa. Nie będąc w stanie rozpoznać rzeczywistego źródła bólu uczuć zepchniętych do podświadomości, projektują je na partnera. Nie mają kontaktu ze swoim odczuwającym ‚ja’. Nie są w stanie rozpoznać źródła strachu, pogardy dla samego siebie i projektują je na partnera. Często ukrywanym uczuciem jest też gniew, więc żeby go usprawiedliwić, jego źródło wyprojektowane zostaje na partnera, który w oczach agresorki staje się „winny” – wszystkiego i niczego. Jest to przerzucanie odpowiedzialności na partnera, unikanie brania odpowiedzialności za swoje zachowanie i usprawiedliwianie się trudnym dzieciństwem.

Ważnym elementem tej układanki jest to, że ofiarami agresywnych wcale nie są osoby słabe, a wręcz przeciwnie, są to osoby silne, odnoszące sukcesy. Mają coś, czym – paradoksalnie – partnerzy chwalą się w obecności osób trzecich, a co najpierw chcą zawłaszczyć, a potem niszczą za zamkniętymi domowymi drzwiami. Destrukcja psychiczna drugiego człowieka nie przeszkadza im innych wprowadzać w błąd, więc znajomi często nie mogą uwierzyć, że ta sama osoba może zachowywać się zupełnie inaczej. Choć w społeczeństwie postrzegane są jako szlachetne, w rzeczywistości są wampirami emocjonalnymi, zwanymi również mordercami dusz. Istnieją bowiem ludzie, którzy przechodząc zostawiają na swojej drodze ludzkie wraki i żywe trupy.

Ja nazwałam to życiem z waty, bo tak właśnie odczuwałam swój stan: żyłam, jadłam, pracowałam, ale nie czułam smaku, jakby wszystko było z waty, jakby ludzie byli z papieru; coś we mnie pękło, nie czułam nic. Pękło nie tylko moje serce, ale pękła też moja dusza. Problem „morderców dusz” (określenie wprowadzone przez amerykańskiego psychiatrę, Leonarda Shengolda) polega także na przypisywaniu własnych, negatywnych stanów emocjonalnych (takich jak złość, zawiść, nienawiść) innym ludziom. W ten sposób wampiry wyładowują swoje stany wewnętrzne i postrzegają siebie jako „dobrych”. Wampir emocjonalny uprzedmiotawia druga osobę i interesuje się nią wyłącznie wtedy, kiedy jest mu do czegoś potrzebna.

Długo nie chciałam wierzyć w prawdę o patologii jej osobowości. Narcyz, osobowość borderline i ludzie o innych patologiach osobowości – naprawdę istnieją. Poniżej przytaczam internetowe wypowiedzi dotyczące zachowań osób z borderline – pogranicznym zaburzeniem osobowości (opis zachowań pasujący także do mojej partnerki):

„Nigdy na nikim tak mi nie zależało. Dałam z siebie więcej niż wszystko i przegrałam. To była osoba z bardzo ciężkim bdp, nie taka już młoda. Miała silne rozszczepienie osobowości, za każdym razem obcowałam z kimś innym, z kimś, kto kocha do bólu albo znów nienawidzi i poniża, albo już się znudził i chce odpocząć. Udręka, te projekcje, podejrzenia, nie boję się powiedzieć – sadyzm.. nie chcę nawet wspominać. Ale trzymała mnie zawsze perspektywa chwilowych lotów, szaleństwa. Ciągle przesuwałam granice swojej psychicznej wytrzymałości, aż zdałam sobie sprawę, że stałam się ofiarą, manipulowaną, słabą, wyssaną ze wszystkiego. Musiałam zawalczyć o siebie, jeszcze kilka miesięcy i ten związek by mnie zniszczył, sama potrzebowałabym fachowej pomocy. Zerwałam, a mój świat był w kawałkach.”

„To jak rozdwojenie jaźni”

„Tak usilnie szukając bliskości a jednocześnie uciekając przed nią… ludzie z tym zaburzeniem kochają, naprawdę. ale robią różne chu*owe rzeczy. najgorsze jest to że mogą kogoś wpakować w depresje i najczęściej to tą ukochaną osobę.”

„Miały być zaręczyny a są słowa „przepraszam ale nie nadaje się do związku…” z dnia na dzień. najpierw wielka miłość, później obojętność….”

„Wytrzymasz z taką, mój facet uciekł ode mnie po 4 latach ciężko opisać co robiłam kochałam do szaleństwa a mówiłam ze nienawidzę.”

„Dziesięć razy dziennie mówiłam ze mam go w dupie i wracam do rodziców, chociaż życie za niego bym oddala nawet dzisiaj w sekundę, u mnie im bardziej kocham tym bardziej nienawidzę i niszczę tę osobę, wytrzymanie z taką osobą jest cudem.”

„Byłam w takim związku jakieś 1,5 roku. Odeszłam, chociaż po podjęciu tej decyzji umierałam przez następne pół. Nasze relacje kompletnie mnie wykończyły, wyprały z godności, poczucia własnej wartości – codziennie inny humor, cisza po kilka/ kilkanaście dni bez powodu, krótkie chwile szczęścia i długie tygodnie napięcia i strachu. Trzymałam się dzielnie, bo czekałam na zmianę, chyba się od tego uzależniłam.”

„Mają w sobie nieskończone pokłady miłości, marzą o tym, by ją komuś dać. Ale boją się ludzi i tu się błędne koło zamyka. Maska agresji na twarzy. Czekając na uzewnętrznienie tych „pokładów miłości” prawie każda zdrowa psychicznie osoba zaczyna wpadać w psychozę. Zawsze warto pomóc, ale takie osoby często nie chcą jej przyjąć- za to ci ludzie, którzy chcieli coś zmienić, kochali, starali się – sami potrzebują potem pomocy specjalisty…”

„Przekonanie, że będzie się szczęśliwym tylko jeśli znajdzie się osoba, która będzie ich kochać bezgranicznie, bez-względu-na-wszystko. Ale jeśli trafi się osoba, która ich tak mocno kocha – musi być z nią coś nie tak, trzeba więc od niej uciec.”

Diagnoza jeszcze bardziej przerażająca: skrajny narcyzm. Nie chodzi tu o zwyczajnych, egocentrycznych Narcyzów, którzy czasami nawet potrafią związać się emocjonalnie z inną osoba. Mam raczej na myśli ludzi szkodliwych i niebezpiecznych, traktujących innych jak przedmioty, które można wykorzystać i wyrzucić w dowolnym momencie. Mówię o ludziach, którzy kradną ci życie, a potem mówią, że nie jest ono dla nich wystarczająco dobre. Nie chcą się zmienić i po prostu porzucają każdego, kto ośmieli się zasugerować, że zmiany mogłyby okazać się korzystne.Ten rodzaj narcyzmu przypomina studnię bez dna, do której możesz wrzucić całe swoje życie. Ale nawet to nie wystarczy. Nie chodzi tu o to, że nie jesteś dość dobry. Wprost przeciwnie – jesteś zbyt dobry, zbyt zagrażający, zbyt zdolny, a toksyczny Narcyz nie może znieść wynikającego stąd poczucia niższości. Aby ochronić swe niezwykle kruche ego, toksyczny Narcyz atakuje, usiłując ściągnąć cię w dół. (4)

Pewnego dnia zamiast zastanawiać się „jak ona może tak robić, skoro mnie kocha”, przychodzi trudne zrozumienie, że „jak ona może mnie kochać, skoro tak robi…”. Jak pisze autorka książki Toksyczne słowa, tęsknimy za tym, czego tak naprawdę nie miałyśmy, a zamiast tego był brak poczucia bezpieczeństwa, brak realnego wsparcia, brak miłości, wrogość i irracjonalne traktowanie, zagrożenie i niepewność każdej chwili.

Mój związek skończył się, kiedy powiedziałam Mojej Ukochanej, że się boję, bo nigdy nie wiem, co zrobi: czy „pogłaszcze” mnie, czy „uderzy”. W odpowiedzi spotkał mnie tylko szantaż, że odejdzie. Nie zatrzymałam jej, choć wiedziałam, że tego oczekuje i zostanie, gdy poproszę.
Jak głosi powiedzenie, na dnie Puszki Pandory jest nadzieja. I tej nadziei trzymałam się za długo, nawet po rozstaniu. Myślałam, że to wszystko to ucieczka i lęk przed bliskością, lęk przed miłością, że rany z jej dzieciństwa każą jej uciekać. Szukałam więc rozwiązania w „całym kosmosie”. Otwierałam jeszcze bardziej moje serce. Nie mogłam uwierzyć w tak nieludzkie okrucieństwo. Pisałam listy o miłości, lecz pozostały bez jakiejkolwiek odpowiedzi, a ostatnim akordem było zanegowanie przez nią wszystkiego, co się wydarzyło… Wrzuciłam całe moje życie do studni bez dna. Miałam poczucie, że ktoś przymierzył moje życie jak płaszcz i jak nie pasującą rzecz odłożył. Byłam rzeczą.

Trudno opowiedzieć jak niewyobrażalnym jest to, że można miażdżyć kogoś, kogo przed chwilą uwielbiało się bezgranicznie. Otworzyłam się całkowicie, zaufałam. Ofiarowałam Mojej Ukochanej najgłębszą ciszę mojego serca. Ona dziękowała mi za wspólne doświadczenie boskości, a potem wyrwała mi serce. Nie mogłam uwierzyć w to, co się wydarzyło, coś nie-do-pomyślenia. Chorowałam jeszcze długo potem. To była walka o życie i znalezienie odpowiedzi na pytanie zadane przez terapeutkę „dlaczego się nie broniłam?”, na pytanie o powody uwikłania się w tę sytuację.

Moja Ukochana jest praktykującą buddystką. Dużo mówi o współczuciu. Mówi, że nie lubi przemocy i nie chce krzywdzić, więc żeby nie zabijać komarów, wynosi je w dłoniach za drzwi lub wypuszcza za okno. Nazywam ją Św. Joanną od komarów.

Lilith

LEKTURY TERAPEUTYCZNE

(1) Patricia Evans, Toksyczne słowa. Słowna agresja w związkach
(2) Marie-France Hirigoyen, Molestowanie Moralne. Perwersyjna przemoc w życiu codziennym

oraz

(3) Albert Bernstein, Emocjonalne wampiry
(4) Bryn C. Collins, Emocjonalna niedostępność

Autorzy:

zdjęcie Lilith

Lilith

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 360; nazwa:

13 komentarzy do:Krzyczę w myślach

  • Soniasonia

    [Re: Krzyczę w myślach]

    Jest to bardzo, bardzo potrzebny artykuł. Moim zdaniem na portalu powinno pojawiać się więcej takich prac, jedynie pośrednio związanych z tematyką LGBT, za to pełniących rolę edukacyjną. Dzieki artykułowi pani Lilith bardzo wiele zrozumiałam – przez całe dotychczasowe życie mieszkałam z członkiem rodziny, którego osobowość dokładnie odpowiada tej opisanej przez Panią. Osoba ta ciagle poniżała pozostałych członków rodziny, wyśmiewała ich i często nie pozwalała im robić to, co chcieliby robić, tylko po to, by zaakcentować swoją dominację. Jednocześnie mówiła, że wszystko to robi dla naszego dobra, że bardzo nas kocha i nigdy nas nie skrzywdziła (nawet, jeśli minutę wcześniej uderzyła mnie kubkiem w głowę). Początkowo próbowałam ją zrozumieć, potem jednak zaczęłam się buntować i odpowiadałam agresją na agresję, co spowodowało wytworzenie się w domu atmosfery nienawiści, o którą pozostali domownicy mnie oskarżają. Nie byłam już ofiarą, lecz boję się, iż mój „bunt” spowodował wykształcenie się u mnie tego samego typu osobowości, którego tak nienawidzę. Za kilka tygodni wyprowadzam się z domu. Bardzo się z tego cieszę, ale jednocześnie obawiam się, że nie zdołam odmówić rodzicom, którzy chcieliby, bym jak najczęściej ich odwiedzała. Wszystkim, którzy znajdują się w związkach podobnych, jak opisany, doraczam – jak najszybciej z nich wyjdźcie! Nie na sensu oczekiwać zmiany od partnera, bo ona nie nastąpi!

  • Erico

    [Re: Krzyczę w myślach]

    podoba mi sie

  • detrollator - KaFor

    [Re: Krzyczę w myślach]

    przeprasza, komentarz został skasowany pomyłkowo

  • Twoje imię jaa

    [Re: Krzyczę w myślach]

    Tak, jeden z lepszych artykułów. Nie pozostaje mi nic innego jak podziękować autorce za b. wartościową lekturę. Pozdrawiam i dziękuję.

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Krzyczę w myślach]

    Jest nawet bajka o dobrym człowieku i komarach. Człowiek był tak dobry, że pozwalał komarom pić swoją krew. Usłyszały o nim wilki. Zjadły go, po czym stwierdziły, że wcale nie był taki dobry, jak powiadano. Koniec bajki.

  • Jón

    [Re: Krzyczę w myślach]

    Przeżyłem każde zdanie Pani historii na własnej skórze i szczerze współczuję. Długo szukałem takiego świadectwa. Najgorsze jest to, że po takim doświadczeniu ma się wrażenie, że prędzej czy później, następna relacja (o ile będziemy w stanie komukolwiek zaufać) ułoży się podobnie. Artykuł usuwa złudzenia… dziękuję.

  • Lilith

    [Re: Krzyczę w myślach]

    dziękuję wszystkim za komentarze, są dla mnie potwierdzeniem; dla nas wszystkich to napisałam; dziękuję portalowi homiki za zamieszczenie tekstu, bo przyznam, że miałam kłopot – inny duży portal po prostu mnie olał (w ogóle nie dostałam odpowiedzi na kilka emaili), a wierzyłam, że teksty o przemocy powinny być publikowane, bo jest ich za mało, a przemocy za dużo…

  • Kaja

    [Re: Krzyczę w myślach]

    Dziękuję za piękny tekst i życzę Autorce siły i nadziei. To, czy kolejne związki ułożą się podobnie, zależy przecież przede wszystkim od nas samych, czyli od uzyskania odpowiedzi na pytanie: dlaczego weszłam/wszedłem w taką relację? Na pewno pomocna będzie terapia, samopoznanie. NIe łudźmy się, nie zmienimy innych, ale pracujmy nad sobą i swoimi problemami, które często biorą się z wczesnego dzieciństwa, tak dawnego, że nie pamiętamy początku problemu… Kiedy to przepracujemy, zaczną nas pociągać osobowości innego typu – zdrowsze.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa