Jak zrobić kolejne podejście do ustawy?

Wbrew oczekiwaniom chyba większości osób zainteresowanych tematem, projekt ustawy o umowie związku partnerskiego, autorstwa Grupy Inicjatywnej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej, będzie (jest) przedmiotem prac Sejmu. Co prawda ominięto odczytywanie go na posiedzeniu plenarnym, ale został poddany pod prace komisji, ta zaś wyłoniła podkomisję, która ma rzetelnie zająć się treścią projektu. Skład podkomisji oraz fakt, że PiS odmówił udziału w jej pracach, pozwalają mieć nadzieję, że merytoryczna debata przeważy nad ideolo. Co nie zmienia faktu, że obecny projekt (jak i wiele innych projektów ustaw, znajdujących się w parlamencie na różnych etapach prac) jest już skazany – taka uroda naszego procesu legislacyjnego.

Zatem nim ktoś-gdzieś-kiedyś postanowi po raz kolejny zdobyć się na ten szalony pomysł i zawalczyć o ustawę regulującą sytuację prawną naszych związków – a pragnę zwrócić uwagę, że to dzieło ogromne i przy całym moim krytycyzmie wobec poczynań GI nie mogę odmówić jej szacunku za to, co do tej pory zrobiła – trzeba wyciągnąć wnioski z tego, co się z obecnym projektem wydarzyło. Może we wnioskach tych trafimy na coś ożywczego? Może odważymy się na argumenty, które do tej pory z różnych względów pomijaliśmy? W każdym razie musimy uzbroić się na przyszłość, a najlepiej uczyć się na – swoich i cudzych – błędach.

Mimo wakacyjnej pory zachęcam do debaty. Kilka moich wniosków, jeszcze więcej wątpliwości i pytań – poniżej.

* * *
Jakie były mocne strony przyjętej przez GI strategii oraz dalszego biegu wydarzeń, na który GI miała już wpływ ograniczony?

Po pierwsze – moim zdaniem błogosławieństwem okazał się brak czytania projektu ustawy na zgromadzeniu plenarnym. Pewnie, można uznać to za swoiste podkreślenie niskiej rangi ustawy, potraktowanie lekceważące… Dzięki temu jednakże uniknęliśmy żenujących popisów werbalnych posłów i posłanek z prawej (choć nie tylko…) strony sceny politycznej, którzy mają nas za zwyrodnialców wiodących Naród na zniszczenie. W sumie ich nawet rozumiem – mają swoje obowiązki wobec swoich partii i konserwatywnych światopoglądowo wyborców. Tylko czy ja tego muszę słuchać, kiedy chodzi mi o merytoryczny konkret? Wystarczy, ze i tak usłyszę to na obradach komisji (czego próbkę już mieliśmy), niepotrzebne mi to samo zwielokrotnione przez liczbę posłów i posłanek na plenum. I piszę to ja, zwolenniczka debaty zawsze i wszędzie, podpisująca się zazwyczaj obiema łapkami pod hasłem „nieważne jak mówią (o ustawie o związkach partnerskich), byle mówili”. Nie, nie tym razem, debata na plenum Sejmu moim zdaniem może przynieść więcej szkody niż pożytku – przynajmniej na początkowym etapie prac nad ustawą, nim zajmą się nią podkomisje, Biuro Legislacyjne Sejmu, media.

Natomiast warto byłoby skorzystać z narzędzia, które tym razem jakoś pominięto – wysłuchania publicznego. To instytucja pozwalająca na wypowiedzenie się na forum Sejmu osobom zainteresowanym tworzeniem prawa. To również szansa dla nas na nadanie projektowi twarzy zwykłych obywateli i obywatelek, na mówienie o konkretnych sytuacjach życiowych, na aktywizację „tęczowych rodziców”, na wykorzystanie najbardziej podstawowych zasad demokracji. Może warto pomyśleć o tym rozwiązaniu…

Po drugie – no niestety, nie ma „drugiego” ani „i tak dalej”. Moja ocena strategii przyjętej przez SLD i posła sprawozdawcę nie jest pozytywna. Uważam, że dla dobra projektu należało wybrać lepszy czas złożenia – i lepiej się merytorycznie przygotować. To jednak w tej chwili nie jest już istotne, ważne jest, by wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Sprawa pierwsza, kluczowa – osiągnięcie i pokazanie poparcia społecznego dla projektu. Zgadzam się z refleksją Abiekta, który pisze na swoim blogu: Myślę, że dopóki posłowie i posłanki nie poczują, że jest społeczne parcie na ustawę, nie mamy szans. A my, społeczność LGB(TQ)*, nie dajemy sygnałów, że ta ustawa jest nam potrzebna. To prawda, wielu i wiele z nas uważa, że obecny projekt jest słaby/niekompletny/zły/szkodliwy (stosowne zakreślić). Nie oznacza to jednak, że nie możemy monitować naszych było nie było przedstawicieli w demokratycznym systemie, że nie możemy prowadzić lobbingu, że nie możemy stać się grupą nacisku. Może refleksja przyszła za późno, może przez okres wakacyjny „nie było komu” zorganizować, ale w momencie, kiedy projekt był omawiany podczas prac komisji, pod Sejmem powinna być pikieta jego zwolenników. Choć z drugiej strony, gdyby miała być tak „liczna” jak wszelkie tego typu wydarzenia organizowane dotąd pod Sejmem przez naszą społeczność, to może lepiej, że jej nie było…

Wyciągnąć można z tego kolejny wniosek – musimy włożyć jeszcze więcej pracy w zbudowanie poparcia dla kwestii związków partnerskich w naszej społeczności (lub znaleźć lepszy klucz do tego). Pytanie, jak to zrobić, pozostaje dla mnie na dzień dzisiejszy bez odpowiedzi. Mam poczucie, że dopóki pokolenie obecnych nastolatków i dwudziestoparolatków (czyli tych, którzy ze względnie większą łatwością wychodzą z szaf, a przynajmniej biorą to pod uwagę) nie wejdzie w taki etap życia, kiedy zaczynają się liczyć kwestie finansowe, stabilizacyjne, formalne (te pogrzeby, podatki, szpitale), mamy na to małe szanse. A może rzeczywiście chodzi o to, o czym Grupa Tel-Aviv mówi od początku – że obecnego projektu nie popiera większość naszej społeczności? Może projekt w innym kształcie cieszyłby się większym poparciem? Można mieć taką nadzieję, nie można jednak moim zdaniem wychodzić z takiego założenia. Trzeba znaleźć ten sposób, klucz – do serc i głów Polaków LGB(TQ). Żeby w tej rzeczywistości, gdzie mało komu chce się w cokolwiek angażować – oni się zaangażowali.

Konieczne jest również zawalczenie o szersze poparcie społeczne dla tematu. Jestem zwolenniczką poglądu, że prawo powinno wyprzedzać poziom świadomości i nowoczesności społeczeństwa, ale tez prawo nie może trafiać na zupełnie nieprzygotowany grunt. Nie twierdzę, że mają się tym zajmować twórcy kolejnego projektu ustawy, ale szeroka akcja informacyjna jest niezbędna. Potrzeba czegoś na kształt akcji Miłość Nie Wyklucza, ale z bardziej konkretną treścią. I o jeszcze szerszym zasięgu niż „jedno miasto na województwo”. Potrzeba bardzo szerokiej, upartej, wręcz nękającej akcji informacyjnej w mediach. Musimy wyciągnąć wnioski z tego, że obecnym projektem zainteresowała się w szerokim zakresie w zasadzie tylko Gazeta Wyborcza, w mniejszym również Polityka. Zainteresowanie społeczne i medialne są ze sobą połączone – media chcą pisać o tym, co zajmuje społeczeństwo, a społeczeństwo interesuje się tym, co jest w mediach. Musimy jakoś wejść w to koło zależności.

Oprócz tych trzech wniosków mam jeszcze kilka wątpliwości. Nie znam dobrych sposobów na ich rozwianie. Myślę jednak, że zadawanie pytań też pozwala uporządkować pewne kwestie.

Czy kolejny składany projekt powinien być projektem równie zachowawczym, o tak samo wąskim zakresie regulacji? Bo projekt proponujący rozwiązanie podobne do PACS, mimo że nowoczesny w swym założeniu, jest w Polsce projektem zachowawczym przez łatwość rozwiązania umowy, mały zakres praw i jeszcze mniejszy obowiązków, nieuwzględnienie kwestii dzieci. To projekt pokazujący – na pewno wbrew intencjom twórców – że związki jednopłciowe mają charakter podrzędny wobec małżeństw, a pary chcą z założenia mieć mniej, niż pary różnopłciowe. Nawet komentarze posłów i posłanek podczas prac komisji (o których pisał m.in. Abiekt) pokazują, że nie ma w Polsce zrozumienia dla takich rozwiązań, że są traktowane jako furtka – ale furtka do nadużyć.

Jednak – choć jestem przecież członkinią Grupy Tel-Aviv – nie wiem, czy należy wychodzić z szerszym projektem. Bo tu powstają kolejne wątpliwości. Czy próbować znaleźć partię, która pomoże nam wprowadzić projekt z szerszymi zapisami oraz adopcją? Nie ma takiej partii w polskim Sejmie, ani tym, ani przyszłym. Czy próbować zdobyć 100 tysięcy podpisów, co pozwoliłoby pchnąć ustawę przez Sejm jak obecny obywatelski projekt antyaborcyjny? Jeśli tak – to kto, kiedy i za co miałby przygotować szeroką kampanię informacyjną, o której pisałam wcześniej? Jeśli włączyć do projektu kwestię przysposobienia, to jak aktywizować polskie tęczowe rodziny, żebyśmy nie walczyli o prawa osób, które w świadomości większości Polaków po prostu nie istnieją? Jak prowadzić jednocześnie akcję informacyjną o związkach i o przysposobieniu (warto zacząć tę debatę również w naszej społeczności). Jeśli nie włączać do projektu kwestii przysposobienia, to czy nadal kręcić i kluczyć odpowiadając na pytania o to, czy będzie ono kolejnym krokiem?

Może zatem zrezygnować ze 100 tysięcy podpisów i taki bardziej szeroki projekt potraktować jako wyjściową pozycję negocjacyjną? Poszukując posłów i posłanek gotowych na poparcie naszego projektu (dlaczegoż nie ma już z nami Jarugi?), ustępować kolejnych pól, jak musiała zrobić to GI ze swoim projektem, by móc liczyć na ich poparcie? A następnie mieć nadzieję, że dobrze przygotowana ustawa, bez braków legislacyjnych, otworzy furtkę do jej poszerzania.

Bo na to, by dało się zmienić konstytucję (lub „tylko” interpretację jej art. 18), szans chyba nie mamy.


Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

13 komentarzy do:Jak zrobić kolejne podejście do ustawy?

  • KaFor

    [Re: Jak zrobić kolejne podejście do ustawy?]

    Wiele wątków. Spróbujmy podnieść kilka na początek.

    Adopcja dziecka biologicznego partnerki / partnera – tu uważam trzeba przede wszystkim spraw przed sądami o prawo do ww. adopcji i ich nagłośnienie (przy odpersonalizowaniu orzeczeń – dbałość o bezpieczeństwo i spokój rodzin są najważniejsze). Każda sytuacja jest inna, a dobro dziecka jest sprawą nadrzędną – i właśnie z uwagi na dobro dziecka nalezy wystepować o przysposobieni, by sytuacja rodzinna dzieci z rodzin ‚tęczowych’ była zabezpieczona od strony prawnej, a przez to bardziej stabilna.

    Ja z moją żoną nie jesteśmy w stanie podjąć wszystkich spraw, w których prawo powinno się zmienić (znieść wobec LGBT w Polsce dyskryminację). Prowadzimy już tyle z nich, iż to już jest ogromne dla nas obciążenie. Trzeba ich znacznie więcej!!! Pozytywne orzeczenia dla nas są niezwykle ważne dla naszych praw – dla naszego codziennego życia.

    Kwestia upolitycznienia spraw, które są dla nas ważne – zniesienia dyskryminacji – jest tu najważniejsza. Bez upolitycznienia ich nie mamy szans na kroczenie do przodu. Bez tego wciąż bedziemy na etapie „ciekawostki” dla większości. Sprawa formalizacji naszych związków w Polsce to sprawa polityczna!

    Uważam, że następny wnoszony do Sejmu projekt powinien być „konserwatywny”. małżeństwo jest ‚konserwatywne’: może być – jak teraz – również dla par różnopłciowych (choć uważam, że bardziej instytucję małżeństwa należy reformować, niż proponować wszystkim dodatkową instytucję). I tak żadne środowiska hetero. nie włączyły się do znaczącego poparcia projektu GI-SLD.

    Upolitycznienie cd. – należy pracować ściśle z nowowybranymi kandydatami_kami Parlamentu pracując nad poparciem dla naszych spraw, lecz nie iść z projektem pod sztandarem jednej partii (jak już, to większościowej – PO – jak przewiduję).

    Próbować nawiązać współpracę nad trzecim z kolei w Polsce projektem z osobami z GI (o ile będą skorzy do wspólnej pracy). Korzystając z ich doświadczenia i nawiązanych już kontaktów.

    Zawiązać koalicję dla przyszłego projektu z orami LGBT, z koalizją na rzecz równości.

    Zrobić na bazie MNW jeszcze przed wyborami głośną kampanię spotów na rzecz FORMALIZACJI naszych związków (bez wyszczególniania czy partnerskie, małżeństwa) ze znanymi osobami. Każdy z nas kogoś zna. Ja już mam na ten miesiąc obietnicę spotu pierwszego i ew. drugiego.

    Dalej prowadzić akcję plakatową MNW (coś ‚przycichła’ ostatnio), lecz bardziej na duże miasta – one dają nagłośnienie sprawie, mniejsze ‚jedynie’ edukują. Zrobić ewauację: kto wpłacał na MNW – z większych, czy z mniejszych ośrodków: osoby wpierające finansowo kampanię chcą by ona miała miejsce ‚u nich’.

    Obok powyższych ogranizować zabawy w dużych miastach – przez MNW – dla wszystkich. Na otwartej przestrzeni – nie w klubach LGBT – choć z ich pomocą (kto chce kończy zabawę w lubie). Z konkursami i gadżetami MNW.

    Z decyzją o 100.000 poczekać na rozwój sytuacji po wyborach: kto i w jakich proporcjach wejdzie do Parlamentu, czy uda się iść z GI z następnym projektem itp. Zbieranie rozpocząć od kontaktu z dużym partnerem – np. Partią Kobiet, Kongresem Kobiet, Zielonymi i zbierać korzystając z ich struktur i bazy.

    Dobrze wybierać czas na pikiety pod Sejmem i OGRANIZOWAĆ je koniecznie. Byłoby świetnie aby w tym samym czasie odbywały się pod urzędami wojewódzkimi w poszczególnych miastach – np. połączyć zabawę (dla wszystkich – jak wyżej) z marszem pod urząd / Sejm: bo Miłość Nie Wyklucza.

    Dalej prowadzić intensywnie sprawy – tak jak podejmuje je świetnie SPR – przeciwko wszelkim działaniom homofobicznym w naszym kraju.

    To co najważniejsze – wg mnie – to sprawy sądowe i upolitycznienie naszych żądań, reagowanie stanowcze na łamanie naszych praw, na homofobiczną mowę nienawiści na bieżąco (obok tego edukacja, angażowanie ludzi poprzez zabawę, wspólne działania, pokazywanie, że można żyć w Polsce otwarcie – a zarazem godnie – mimo, że nie odbywa się to bez kosztów własnych).

    Podejmować starania by więcej osób znanych – z różnych dziedzin – zdecydowało się na coming out i opowiedziało o swoim zyciu wraz z popaciem dla formalizacji związków jednopłciowych w naszym kraju.

    Przekształcić MNW w stowarzyszenie, którego naczelnym zadaniem jest wprowadzenie ustawy w Polsce; zbudować sieć MNW w kraju i zawiązać koalicję z innymi podmiotami wspierającymi TEN cel.

  • KaFor

    [Re: Jak zrobić kolejne podejście do ustawy?]

    W sferze świadomościowej ogromnie ważnym jest – co już sie dzieje – mówienie / pisanie o naszych RODZINACH, które tworzymy.

    Konstytucja RP deklaratywnie ma chronić RODZINY właśnie – w tym nasze!!! – na równi wszystkie (także bezdzietne, jak ma to miejsce w wypadku par różnopłciowych) – a nie związki „homo-niewiadomo” (przepraszam, to cytat).

    Trzeba rozsadzić ‚regułę niekwestionowanej heteroseskualności’ w odniesieniu do naszych rodzin.

    Tworzymy RODZINY i dla naszych rodzin żądamy ochrony prawnej – jako postulat polityczny.

  • Magda

    [Re: Jak zrobić kolejne podejście do ustawy?]

    Zgadzam się. Może i by trzeba było… Może, może, może… Nie może ale trzeba!
    Primo, Stworzyć projekt ustawy idealnie odwzorowujący ustawę o małżeństwach, (pomijam fakt, że powinna wejść w całości bez zmian, ale antagoniści przynajmniej będą mieli z czego kroić),
    Secundo, W momencie nieprzyjęcia ustawy, proponuję mieć już gotowy tekst oskarżenia, który wyślemy do Sztrasburga. O łamaniu praw człowieka, o łamaniu konstytucji i o dyskryminację par jednopłciowych.
    Takie to proste, a jakoś nikt na to nie wpadł…
    Tertio, poprosić organizacje światowe, o dużych możliwościach i jeszcze większych kontach bankowych o wsparcie w walce o równouprawnienie i walkę z dyskryminacją w środku europy.

    Zawsze też pozostaje czwarta możliwość, o której jakoś nikt nie myślał. Wiem sporo o pisaniu i przygotowywaniu projektów unijnych. Wystarczy poszukać odpowiedniego tematu i napisać pod niego projekt. Szczególnie, że EU strasznie leżą na sercu sprawy równouprawnienia i ochrony środowiska. Takie swoiste oczko w głowie. Pracowałam nad projektem Romskie Koło Życia. Dotyczące równouprawnienia i poprawienia sytuacji Romów w Polsce. Walkę z dyskryminacją z jaką spotykają się Romowie na co dzień. I mówię wam, że się da! A może ten projekt być tak szeroko zakrojony, że może sięgnąć nawet wprowadzenia edukacji społecznej dorosłych i młodzieży na temat LGBT. A opiewać może nawet na setki tysięcy Euro. Nie wymagało to, żadnych znajomości ani żadnych sztuczek. Parę wykształconych osób „co im się chciało” i już.

    Pozdrawiam,

  • adam

    [Re: Jak zrobić kolejne podejście do ustawy?]

    Jejku, co to za tekst? Przepraszam, ale o czym on jest? Same pytania, żadnych odpowiedzi, a najlepsze już są teksty typu „Może dobrze byłoby zrobić to, ale może lepiej nie…”
    Jeśli autorka chciała coś zaproponować, to ja jakoś tych propozycji niewiele zauważyłem… kolejny tekst typu „nic się nie udaje, żadna strategi nie działa …

  • qwert

    [Re: Jak zrobić kolejne podejście do ustawy?]

    Co do partii to się nie zgodzę. Ruch Poparcia Palikota również popiera rozwiązania prawne dla społeczności LGBTQ i to w szerszym zakresie niż SLD (najważniejsze to chyba uwzględnienie przysposobienia dziecka). I nie piszcie, że to jedna z wielu nieznaczących partii. RPP w sondażach ulicznych (na skalę KILKAKROTNIE większą niż te z CBOSu!) dają nawet 7% poparcia. A nawet już w spopularyzowanych sondażach telewizyjnych RPP ma wynik bliski do tego, który ma PSL, czyli umożliwiający przekroczenie progu wyborczego!

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Jak zrobić kolejne podejście do ustawy?]

    Ruch Poparcia Palikota nie znaczy nic. Sondaże uliczne (a nawet internetowe) niewiele mówią na temat wyników wyborów. Gdyby kierować się tego typu badaniami, należałoby uznać np. UPR za istotną siłę polityczną.

  • KaFor

    [Re: Jak zrobić kolejne podejście do ustawy?]

    Statystycznie znajdziemy w PO więcej osób popierających regulacje prawne dla nas niż z RPP i PSL ew. wejdzie do Parlamentu.

  • KaFor

    [Re: Jak zrobić kolejne podejście do ustawy?]

    100 tysięcy za ustawą o związkach partnerskich? Pokażmy się!

    Po pierwsze – weź udział
    Po drugie – zaproś znajomych
    Po trzecie – przeczytaj info:

    Za 2 miesiące (9 października) wybory parlamentarne. Na dyskusję nad ustawą o związkach partnerskich i jej wprowadzenie w tej kadencji nie ma już szans, ale przed nami – o ile się nic nie wydarzy – 4 lata rządów nowego Sejmu.
    Politycy i polityczki nie poprą ustawy o związkach partnerskich jeśli nie zobaczą, że stoi za nią liczny elektorat. Jednym ze sposobów na pokazanie poparcia jest obywatelska inicjatywa ustawodawcza. 100 tysięcy osób podpisuje się pod projektem ustawy i tak dalej.

    Proponujemy podjąć wirtualną próbę – w przypadku inicjatywy obywatelskiej mamy trzy miesiące na zbieranie podpisów, wirtualnie spróbujmy tego dokonać w dwa miesiące.

    Weź udział w wydarzeniu, zaproś znajomych do udziału – nie rozdajemy bluz „fejsbukowych”, nie można tu nic wygrać, ale można wesprzeć ideę ustawy o związkach partnerskich.

    Czas start!

    Więcej informacji o związkach partnerskich – dla mniej przekonanych – pod adresem: http://www.miloscniewykluc​za.pl/

    ‚Liczymy się’ TUTAJ:

    http://www.facebook.com/event.php?eid=202062366518970&ref=ts

  • DK

    [Re: Jak zrobić kolejne podejście do ustawy?]

    Jeśli ta ustawa nie jest identyczna z małżeństwami, jakie mają heterycy – nie podpisuję się ani wirtualnie ani realnie.
    Sry.
    Nie będę przykładać ręki do przyczepienia etykiety „inna”.

  • Talisha

    [Re: Jak zrobić kolejne podejście do ustawy?]

    DK ma rację. Nie zgadzajcie się na dyskryminowanie Was i Waszych związków. A już na pewno nie próbujcie tego w żaden sposób zalegalizować.
    Ja się nie zgadzam! Stanowcze NIE dla ustawy w tej formie!

  • Soniasonia

    [Re: Jak zrobić kolejne podejście do ustawy?]

    Um, czyli lepiej byc całkowicie dyskryminowanym (żadnych praw dla związków) niż częściowo dyskryminowanym (mniej praw dla związków jednopłciowych niż tradycyjnych)? Bo na homomałżeństwa w Polsce nie co przez najbliższe kilkanascie lat liczyc… A KaFor ma rację – jesli nie pokażemy, że jest nas wielu i chcemy zmian, to już zawsze będziemy, przepraszam za wyrażenie, olewani.

  • Twoje imię123

    [Re: Jak zrobić kolejne podejście do ustawy?]

    Tak, lepiej.
    Bo na takiej zasadzie to Afroamerykanie dzisiaj byliby jeden dzień w tygodniu niewolnikami w imię właśnie bycia częściowo dyskryminowanym.

  • Soniasonia

    [Re: Jak zrobić kolejne podejście do ustawy?]

    Ok, w takim razie miłego życia w kraju bez związków partnerskich – Azjaci też ich nie mają i jakoś specjalnie się o nie nie dopominają :) Bo w Polsce ustawa, która gwarantowałaby parom nie-hetero takie same prawa jak małżeństwom nie wejdzie pod obrady sejmu tak długo, jak długo najważniejsze partie polityczne będą trząść portkami przed rodzimymi hierarchami katolickimi.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa