Być jak Toland Polk…

W połowie lipca wydawnictwo Centrala – Central Europe Comics Art wydało kolejną powieść graficzną nawiązującą w swej fabule do tematyki gejowskiej. Powieścią tą jest Stuck Rubber Baby autorstwa Howarda Cruse’a, amerykańskiego twórcy komiksów i redaktora magazynu Gay Comix. Tym razem jednak nie mamy do czynienia tylko i wyłącznie z ciekawą opowiastką, odkrywającą przed polskim czytelnikiem kawałek nieznanej mu historii gejów z innej części świata, jak to było w przypadku We Włoszech wszyscy są mężczyznami, dobrego, aczkolwiek bliższego przeciętności komiksu. Stuck Rubber Baby to smakowity kąsek również dla koneserów gatunku.

Akcja tego komiksu rozgrywa się w Ameryce lat sześćdziesiątych. Były to czasy brutalne zwłaszcza dla osób czarnoskórych, które domagały się zrównania swoich praw z prawami białych. Odrodził się wówczas, w odpowiedzi na wdrażaną Ustawę o Prawach Obywatelskich, zdelegalizowany w 1958 roku Ku Klux Klan, który nie przebierał w środkach, by nie dopuścić do integracji osób białych z czarnoskórymi. W tych właśnie czasach przyszło dorastać głównemu bohaterowi, Tolandowi Polkowi i jego przyjaciołom. Toland odkrywa u siebie skłonności homoseksualne, jednak chcąc być „normalnym”, wmawia sobie miłość do białej dziewczyny o imieniu Ginger, zaangażowanej w walkę o równouprawnienie osób czarnoskórych. Tym samym chłopak, z początku obojętny wobec problemu rasizmu, stopniowo zaczyna angażować się w inicjatywy podejmowane przez ruch wolnościowy. Jednocześnie poznaje środowisko lesbijsko-gejowskie, choć to nie ono samo w sobie, a właśnie rosnące powoli zaangażowanie w sprawy prześladowanych czarnoskórych przyjaciół zdaje się oswajać bohatera z jego własną odmiennością. Stuck Rubber Baby, jak zaznacza sam autor, jest utworem fabularyzowanym, jednak w dużej mierze inspirowany jest nie tylko wydarzeniami lat sześćdziesiątych, ale także i życiem samego autora. To, a także postępująca przemiana głównego bohatera, utwierdzają mnie w przekonaniu, że oto mamy do czynienia z czymś co można by nazwać komiksem inicjacyjnym*. Howard wydał go w wieku czterdziestu jeden lat (1995), a zatem można zaryzykować stwierdzenie, że był to dla niego utwór mający na celu rozliczenie się ze swoją przeszłością, próbą ostatecznego jej zrozumienia i uporządkowania. Przekonuje mnie do tego również fakt, że także narrator opowiada o zdarzeniach ze swojej młodości jako dojrzały już mężczyzna.

Postać Tolanda Polka fascynuje mnie również z innego względu. Nie jest on ideałem, jednak pod wpływem różnych wydarzeń dojrzewa i zaczyna angażować się w walkę o równouprawnienie osób czarnoskórych, choć sam jest przecież biały. Zaangażowanie to też może budzić wiele sprzecznych odczuć – wydaje się być momentami bezmyślne, pozbawione refleksji. A mimo to jego postawa wzrusza. On, homoseksualista, który nie do końca potrafi zaakceptować swoją odmienność, walczy o prawa innych. Ile polskich gejów i lesbijek próbuje działać na rzecz ruchu LGBT w Polsce? Może kilka procent. A ilu z nich robi coś dla osób niepełnosprawnych, czarnoskórych, ilu zastanawia się nad problemem aborcji, nietolerancji religijnej? Tym czasem Howard Cruse pokazuje, że nieważna jest przyczyna dyskryminacji. Czy jest to orientacja seksualna, rasa, wyznanie, zawsze mechanizm nienawiści funkcjonuje w ten sam sposób.

Równie ważna wydaje się sama oprawa graficzna komiksu, na której stworzenie Cruse poświęcił pięć lat. Alison Bechdel (autorka Fun Home. Tragikomiks rodzinny), której wstępem opatrzono m.in. to wydanie, pisze: (…) nie mogę pojąć, jak jeden człowiek był w stanie nanieść na papier taką ilość atramentu w tak krótkim czasie, nawet jeśli nie robiłby żadnych przerw na jedzenie i spanie. Czytając, a raczej oglądając poszczególne plansze, nie sposób się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. Cruse dokonał rzeczy wręcz niemożliwej. Ani razu nie poszedł na łatwiznę. Odwzorował najmniejsze szczegóły wyglądu nie tylko wykreowanych przez siebie postaci, ale także i przedmiotów, które je otaczają: tytuły na grzbietach książek, okładki płyt słuchanych przez bohaterów, nawet napisy na puszce napoju trzymanej w ręce przez Tolanda Polka robią ogromne wrażenie i sprawiają, że komiks ten studiuje się z największą przyjemnością.

Podsumowując, bez wątpienia komiks Howarda Cruse’a stanowi poważną konkurencję dla wydanego dwa lata temu przez wydawnictwo Abiekt.pl komiksu Fun Home. Tragikomiks rodzinny. Tym bardziej, że to właśnie lektura Stuck Rubber Baby może nie tylko zapewnić przyjemne doznania czytelnicze ze względu na mistrzowsko skonstruowaną narrację i precyzyjne ilustracje, ale także być ważną lekcją dla polskich odbiorców. Lekcją, z której można wyciągnąć tylko jeden wniosek: nie bądźmy egoistami, róbmy coś także dla innych.

* Termin ten pozwoliłam sobie utworzyć ze względu na formę utworu Stuck Rubber Baby, do którego wyrażenie ”powieść inicjacyjna” nie do końca pasuje.


Autorzy:

zdjęcie Natalia Zaborniak

Natalia Zaborniak

Z wykształcenia bibliotekarka. Interesuje się literaturą, w tym także literaturą LGBT.

10 komentarzy do:Być jak Toland Polk…

  • Soniasonia

    [Re: Być jak Toland Polk…]

    To nie żart?! Naprawdę ktoś w Polsce wyda SRB?!! Nie znajduję słów! To jest autentycznie najwybitniejszy zachodni komiks LGBT w dziejach, powtarzam: NAJLEPSZY KOMIKS LGBT W DZIEJACH, napisałabym to czerwonymi literami, gdyby się dało. Dwa lata temu spędziłam fortunę, żeby go ściągnąć z Usy!!! Jestem niewiarygodnie szczęśliwa, że teraz pojawi się w Polsce. Teraz muzę tylko sprawdzić, w którym sklepie internetowym da się go kupić *Swoją drogą bardzo zle to o mnie świadczy, że przegapiłam premierę…*
    Co do słów Bechdel, to pragnę się nie zgodzić. Narysowanie stu stron mangi zajmuje autorowi, w zależności od tego, jak bardzo szczegółowo rysuje, od jednego do trzech miesięcy. SRB liczy około dwustu stron, wobec czego, gdyby autor zastosował styl mangowy, zamieszczenie takiej samej ilości szczegółów zajęłoby mu maksymalnie pół roku. Uparte trzymanie się amerykańskiego stylu rysunku odbija się źle samym autorom…

  • Natalia Zaborniak

    [Re: Być jak Toland Polk…]

    @ Sonia

    Myślę, że nie ma sensu zestawiać tego komiksu z mangą. Manga sama w sobie ma charakter masowy, określone zasady i nic dziwnego, że autorom mang zajmuje mniej czasu ich narysowanie. Tutaj mamy do czynienia ze stuprocentową oryginalnością. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie tych postaci w stylu mangi. To po prostu by do nich nie pasowało. Dlatego nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że autorzy „trzymają się uparcie” amerykańskiego stylu rysunku. Myślę, że chodzi tu tylko o o indywidualność (porównaj Bechdel i porównaj Cruse’a, mimo wszystko – to, że nie wątpliwie Cruse był inspiracją dla Bechdel – są różnice).

  • Soniasonia

    [Re: Być jak Toland Polk…]

    Ponownie się nie zgodzę – styl w rysunku STB jest bardzo typowy dla komiksu amerykańskiego, właściwie różni się od typowej kreski „superbohaterskiej” tylko tym, iż anatomia przedstawiona jest w nim poprawnie. Akurat oryginalności co kreski, w przeciwieństwie do treści (z tego co wiem nie powstał dotąd komiks o podobnej tematyce), jest w komiksie niewiele. Styl rysunku Bechdel i Cruse’a różnią się na pierwszy rzut oka, nawet laik to rozpozna, ale z kolei wśród mang znajdziemy jeszcze większą różnorodność kresek: od typowej w „Czarodziejce z Księżyca” czy „Bleachu” poprzez barokowy „X” aż do realistycznej, szczegółowej kreski „Aż do nieba”. Tak na marginesie, odnoszę wrażenie, iż wpływ na styl Bechdel miały współczesne amerykańskie kreskówki (porównując panele DTWOF z początków twórczości i najnowsze – nie mogę odżałować, iż ten komiks nie ukarze się po polsku).

  • jakieśimię

    [Re: Być jak Toland Polk…]

    „nieoryginalność” mang jest proporcjonalna do „kompetencji recenzenckich” autorki, SoniaSonia, odpuść jej…

  • Natalia Zaborniak

    [Re: Być jak Toland Polk…]

    Sonia, nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi. Po pierwsze głównym zarzutem było to, że styl mangi nie pasuje do tej historii. A po drugie nigdzie nie napisałam, że manga nie jest różnorodna – napisałam jedynie, że są różnice pomiędzy Bechdel i Crusem, które nadają im indywidualności względem siebie. Dlatego też nie wiem, po co zmuszać amerykańskich autorów do tego, żeby tworzyli w stylu mangi.

  • Abiekt

    [Re: Być jak Toland Polk…]

    Z drugiej strony jest wiele rzeczy, które na różnych poziomach łączą Bechdel z Crusem, np. temat funeralny.

    Ja myślę, że nie można tych komiksów porządkować – lepszy-gorszy. Fun Home czyta się szybciej i historia jest prostsza na poziomie faktów, SRB jest znowu ciekawszy faktograficznie.

    Co do mangi – błagam, manga to nie tylko styl ale i temat więc nie wiem o czym tu rozmawiacie.

  • Natalia Zaborniak

    [Re: Być jak Toland Polk…]

    @ Abiekt

    Co do mangi – błagam, manga to nie tylko styl ale i temat więc nie wiem o czym tu rozmawiacie.

    No więc właśnie. Zupełnie dwa różne światy :)

  • Soniasonia

    [Re: Być jak Toland Polk…]

    @ Abiekt & Natalia Zborniak
    Bzdura. Wśród mang znajdziemy pozycje na KAŻDY możliwy temat, od romansu poprzez antyutopię po walkę o prawa zwierząt. Po drugie, jak już pisałam, realistyczna wersja kreski mangowej sprawiłaby, iż historia stałaby się jeszcze przyjemniejsza w czytaniu (cecha mangi jest przejrzystosc kompozycji i asceza w ilości rysunków na stronie). Po trzecie, warto zachęcac zachodnich rysowników do przyjrzenia się stylowi mangowemu chociażby z tego powodu, iż w takim stylu po prostu rysuje się szybciej – gdyby pan Cruse zastosował przynajmniej niektóre jego elementy, np. rastry zamiast ręcznego cieniowania, w ciągu tych pięciu lat pracy nad SRB mógłby opublikowac conajmniej cztery komiksy, co byłoby zdecydowanie korzystne zarówno dla autora, jak i czytelników.

  • Soniasonia

    [Re: Być jak Toland Polk…]

    Przez nieuwagę źle napisałam nazwisko. Bardzo przepraszam.

  • d_biskupa

    [Re: Być jak Toland Polk…]

    Już się tak nie kłóćcie, dziewuchy.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa