- homiki.pl - http://homiki.pl -

O zgniliźnie moralnej, sodomii i gomorii, czyli: małżeństwo z dwojgiem dzieci

[1]

Z fascynacją przyglądam się temu, co się w ostatnich czasach porobiło z różnymi, zdawałoby się, jasno zdefiniowanymi słowami: konserwatyzm, liberalizm (obyczajowy) oraz feminizm.

W Polsce mamy tego pecha, że na starcie byliśmy zapóźnieni o 20-30 lat jeśli chodzi o wszelkie zdobycze ruchów LGBT oraz feminizmu. Co gorsza, zamiast próbować te 20-30 lat nadrabiać, od razu spróbowaliśmy wdrażać feminizm trzeciej fali (oraz, co gorsza, backlash przeciwko feminizmowi trzeciej fali, na co mogą sobie pozwolić społeczeństwa, które się dorobiły w międzyczasie równych praw i zapomniały, że kiedyś ich nie było, ale niekoniecznie te, które mają drugie najbardziej restrykcyjne prawo antyaborcyjne w Europie i celują w miejsce pierwsze). Do tego związki rejestrowane, parady z platformami i straszenie, że o zgrozo, kiedyś zechcemy wziąć ślub i co nam Terlikowski zrobi.

Dziwnym sposobem stało się tak, że dostępu do instytucji małżeństwa domagają się wyłącznie LGBT niezwykle postępowi i dziko lewaccy. Wbrew temu, co by się mogło wydawać, instytucja małżeństwa nie jest nowomodnym wynalazkiem spłodzonym przez szwedzkie feministki; jest najbardziej konserwatywną wersją związku kochających się osób, do tego stopnia, że – niczym Kościół – rzeczywiście uległa nadzwyczaj małym zmianom na przestrzeni ostatnich dwustu lat. Zmiany te polegały głównie na zezwalaniu kolejnym grupom społecznym na branie ślubów; kto pamięta, że do 1967 roku w wielu stanach USA małżeństwa osób różnych ras były nielegalne? Tego problemu w Polsce nie było, głównie dlatego, że niemal wszyscy Polacy są tego samego koloru, toteż nie mieliśmy okazji przejść przez dyskusje o tym, jak to małżeństwa osób różnej rasy zniszczą instytucję małżeństwa, podminują rodzinę i w ogóle doprowadzą do sodomii i gomorii. Gdybyśmy te dyskusje mieli za sobą, moglibyśmy je wypomnieć pp. Niesiołowskiemu i Gowinowi, kiedy obaj robią z siebie idiotów, snując wizje zagłady społeczeństwa narażonego na konieczność udzielenia ślubu parze gejów w Urzędzie Stanu Cywilnego I Co Wtedy.

W Polsce w ogóle mało kto ośmiela się wspominać o tym, że LGBT mogliby wziąć ślub gdziekolwiek (i może jeszcze mieć dzieci – jak wiadomo, posiadanie dzieci również wymyśliły rozwydrzone szwedzkie feministki w przypływie szaleństwa, kiedy już skończyły im się pomysły, jak szokować społeczeństwo). Szczytem naszych marzeń są tzw. związki rejestrowane, które od małżeństw różniłyby się tym, że osoba w związku rejestrowanym może go w każdej chwili opuścić, biorąc ślub, z osobą płci przeciwnej rzecz jasna, zaś w ustawie nigdzie się nie wspomina o miłości i wierności – ideach tak dziko postępowych, że dobrych 20-30 lat jeszcze trzeba, zanim ktokolwiek uwierzy, że geje i lesbijki są do tak niezwykłych wyczynów zdolni.

Problemem ustawy o związkach rejestrowanych jest między innymi to, że nawet tzw. polska lewica ma problem z wyobrażeniem sobie tak niezwykłej rewolucji obyczajowej, jak otwarcie dostępu do instytucji małżeństwa osobom tej samej płci. Polska lewica, podobnie jak polscy LGBT i polskie feministki, została niejako zmuszona do przeskoczenia 20 lat i przyjęcia do wiadomości, że na zgniłym Zachodzie panują zgniłe obyczaje, co oznacza, że w takiej na przykład Holandii nie ma już kto straszyć ślubami osób homoseksualnych – z tego prostego powodu, że instytucja ta została wprowadzona w życie ponad 10 lat temu. Społeczeństwo z tego powodu nie upadło, rodziny heteroseksualne natychmiast się nie porozpadały, a dzietność nie spadła do zera. Tak więc w Holandii pojawiło się dziwo nad dziwy – chrześcijańska prawica popierająca śluby osób tej samej płci. Prawica owa plącze się po parlamencie europejskim, siejąc zgorszenie i zarzuca polskim eurodeputowanym homofobię, przed którymi to zarzutami Polacy bronią się z oburzeniem, zaznaczając, że przecież gejów się u nas do więzienia nie wsadza, więc dyskryminacji wcale nie ma.

Tymczasem – sądząc chociażby po frekwencji na Paradzie Równości – samo środowisko LGBT nie wydaje się przesadnie zainteresowane ustawą o związkach, udowadniając w ten sposób, że konserwatyzm Polaków wcale nie ogranicza się do Polaków heteroseksualnych. Co ciekawe, konserwatywni LGBT opierają się udostępnieniu im rewolucyjnej i postępowej instytucji małżeństwa, dowodząc, że prawdziwie konserwatywnem jest ograniczenie się do uprawiania seksu w darkroomach i klubach, jak to czynili nasi dziadowie i pradziadowie. W tym samym czasie zdziczali heteroseksualni lewacy opierają się braniu ślubów i niespecjalnie rwą do posiadania dzieci, co poseł Gowin interpretuje jako znak, że instytucja rodziny podupada na samą myśl o rejestracji związków nieformalnych. (Pytanie do prowadzącego: otóż ja w temacie osób, które twierdzą, że zezwolenie osobom homoseksualnym na rejestrację związków spowoduje upadek tradycyjnej rodziny. Czy to prawda, że wszyscy macie bardzo silne ciągoty homoseksualne i powstrzymuje was jedynie niemożność sformalizowania związku?).

Największym problemem liberałów jest, jak wiadomo, wymyślanie kolejnych sposobów na zaszokowanie społeczeństwa; największym problemem konserwatystów jest niemożność przyjęcia do wiadomości, że świat się zmienia i choćby poseł Gowin nie wiem jak się naprężał, i tak nie zmusi osób homoseksualnych do wstąpienia w związki małżeńskie z osobami płci przeciwnej, co najwyżej osoby owe same się na to zdecydują. Czemu miałyby się decydować, zapyta zdziwiony Terlikowski. Otóż na przykład celem uniknięcia podwójnego opodatkowania (kiedy poseł Gowin straszy, że związek zarejestruje dwóch facetów celem przekazania darowizny, zapomina, że facet kobiecie też może chcieć przekazać darowiznę). Celem oszukania nieświadomej homoseksualizmu wnusia babuni, która na przykład jest religijna i bogata i mogłaby odmówić spadku wnusiowi-pedałowi. Celem dorobienia się dzieci zupełnie „legalnie”, bo przecież wcale nie jest prawdą, że geje i lesbijki nie mogą mieć dzieci – możemy, nasza orientacja nie odbiera nam płodności.

Prawo do nieograniczonej hipokryzji również należy do rzeczy, których konserwatyści bronią najbardziej zaciekle. Osobom wskazującym na bardzo proste problemy, z jakimi się stykają w życiu codziennym – problemy z dziedziczeniem, decydowaniem o terapii lub pogrzebie partnera, wyrzucaniu z mieszkania osoby, która mieszkała tam z partnerem od 20 lat, ale nie miała możliwości zostania współwłaścicielem – poseł Niesiołowski oferuje liczne wizyty u notariusza. Nie wspomina przy tym, kto miałby te wizyty sfinansować, co zrobić, jeśli szpital lub urząd odmówi honorowania dokumentu, oraz że zmuszanie kochających się ludzi do latania do notariusza jest zwyczajnie poniżające. Co gorsza, to samo mają do zaoferowania kochającym się parom lewackich rewolucjonistów konserwatywni geje i lesbijki, którym wystarczy to, że Polska rzeczywiście nie zamyka ich do więzienia i nie likwiduje darkroomów.

Dziwny to kraj, w którym narodziły się prawicowe związki zawodowe, a dowodem konserwatyzmu społeczeństwa jest to, że na rynku nie może się utrzymać ani jeden magazyn dla osób LGBT niezawierający treści pornograficznych. Jest nadzieja, że za kilkadziesiąt lat zdziczenie lewaków osiągnie wreszcie poziom tak wysoki i tak demoralizująco wpłynie na pobożnych i konserwatywnych polskich LGBT, że na rynku pojawi się polski odpowiednik Attitude (zapewne dostępny wyłącznie w Sieci 9.0 oraz za pośrednictwem iPada 19 z trójwymiarowym wyświetlaczem), dwie lesbijki będą mogły wziąć ślub, zapłodnić się in vitro i urodzić sobie dziecko, zaś komentatorzy na homikach.pl pochwalą nowy felieton Abiekta.


Autorzy:

zdjęcie Ray Grant

Ray Grant [2]

Przerażająco przystojny i niezwykle inteligentny wielbiciel wszystkiego, co dziwne i nietypowe. Jedyna wada: przesadna skromność. Pisze, śpiewa i maluje, projektuje i pakuje, zaś w wolnych chwilach oddaje się tańcom, hulankom i swawolom. Autor blogów http://heteroseksualisci.blox.pl i http://miloscpo30.net/