Homicze ulice Londynu (2)

W dzień świętego Walentego w 1995 roku odsłonięto w Opactwie Westminsterskim niebieski witraż upamiętniający poetę Oskara Wilde’a – dokładnie sto lat po premierze jego sztuki „Bądźmy poważni na serio”. Dopiero wiek po śmierci pisarza Brytania uhonorowała swojego wielkiego obywatela. Za życia był sądzony, więziony i zmuszony do emigracji. Powód – „nieobyczajne zachowanie”. Teraz został zrehabilitowany i upamiętniony w miejscu, gdzie odbywają się najważniejsze kościelne i państwowe uroczystości.

Oto ponownie jesteśmy w stolicy Wielkiej Brytanii. Zanim przez Londyn przejdzie tęczowa parada, spacerujemy ulicami miasta w poszukiwaniu śladów homiczej historii.

Wycieczkę rozpoczynamy w Opactwie Westminsterskim, miejscu przytłaczającym nie tylko niesamowitą, monumentalną architekturą, ale historią, która przemawia dosłownie z każdego kamienia, obrazu, witrażu. To tutaj od 1066 roku odbywały się koronacje królów, śluby królewskie (łącznie z ostatnim pop-ślubem), czy pogrzeby. I nawet tu, w świątyni, z łatwością możemy znaleźć homicze akcenty.

Obok witraża poświęconego Oskarowi Wilde’owi mamy także tablicę poświęconą Lordowi Byronowi, Thomasowi Gray’owi i oczywiście Williamowi Szekspirowi. Upamiętniono także homoseksualnego kompozytora Benjamina Brittena. W głównej nawie leży najbardziej homiczy angielski król – Jakub I (1566-1625), który spoczywa w towarzystwie swojego partnera George’a Villersa, księcia Buckhingham (z wielką figurą z brązu symbolizującą Nadzieję, Prawdę, Miłosierdzie i Wiarę). Tuż obok innego towarzysza, nie tylko od polowań – Stuarta Ludovica, Księcia Richmondu i Lennoxu. Inna homicza para leżąca w katedrze to król William III (1650-1702), pochowany w kaplicy Henryka VI, oraz jego partner William Bentnick, pochowany nieopodal. To się nazywa wieczny odpoczynek w miłym towarzystwie!

Po wyjściu z katedry mijamy hordy turystów, następnie parlament ze słynną wieżą zegarową i udajemy się do Victoria Tower Gardens. Tutaj przystanek może nie tyle homiczy, co ważny z punktu widzenia równouprawnienia. Tuż przy wejściu do parku stoi statua Emmeline Pankhurst, założycielki brytyjskiego ruchu sufrażystek oraz jej córki Christabel.

Była ona zwolenniczką walki w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jej słynne zdanie „argument w postaci rozbitej szyby to najcenniejszy argument w polityce” jest zdaje się w wielu momentach nadal aktualny. Emmeline brała udział w walce o prawa wyborcze kobiet, zakończonej sukcesem w 1918 roku.

Wracamy pod parlament; w ramach tradycyjnego robienia zdjęć typu „ja i Big Ben” możemy rzucić okiem na zachód – na południowym brzegu Tamizy rysują się futurystyczne wieże apartamentowców. To bloki Vauxhallu, drugiego co do wielkości po Soho skupiska dyskotek, klubów i innych przybytków gejowskich.

Warto też zwrócić uwagę na szkaradną budowlę na południowym brzegu Tamizy. To St. Thomas Hospital – szpital, w którym pracowała Florence Nightingale, pionierka nowoczesnego pielęgniarstwa. Dla zainteresowanych tematem polecamy wizytę w poświęconym jej muzeum. Urodzona w zamożnej rodzinie, decyzją o zostaniu pielęgniarką zszokowała wszystkich. W XIX wieku pielęgniarkami zostawały bowiem głównie prostytutki. Jak się nasi czytelnicy zapewne domyślają, Florence pojawiła się na naszej trasie z powodu jej homiczych fascynacji. O ile sama była typem męskim, określanym jako „man of business”, to źródła rozpisują się o jej rozlicznych romansach z kobietami, zwłaszcza z zakonnicą siostrą Marie Clare Moore oraz Mary Clarke, z którą utrzymywała kontakt przez całe życie.

Wracamy na północny brzeg Tamizy i kierujemy się aleją Whitehall w kierunku Trafalgar Square. W połowie drogi, po lewej stronie, mijamy słynną Downing Street 10, która już zawsze będzie nam się kojarzyć z przygodami Premiera i Sebastiana z serialu Little Britain.

Trafalgar Square to jedno z ważniejszych miejsc Londynu. Często odbywają się tutaj koncerty i różnorodne uroczystości. Zdumieni turyści jednego dnia obserwują karaibskie tańce, następnym razem przegląd zespołów muzułmańskich, a jeszcze innym święto w oprawie Bollywood.

Tutaj też tradycyjnie zakończy się tegoroczna London Pride. Na środku placu rozstawiona będzie scena, wokół której homiki będą się bawić do białego rana.

Tuż przy placu stoi monumentalna budowla kryjąca dzieła The National Gallery.

To obowiązkowy punkt programu. Tutaj można znaleźć prace takich artystów jak Michał Anioł, da Vinci, Rafael Santi, Carravagio, a także Monet i wielu innych artystów, których możemy w jakiś sposób definiować jako homiczych. Przypominamy, że podobnie jak w przypadku większości muzeów w Londynie, także do The National Gallery wstęp jest bezpłatny.

Warto poświęcić trochę więcej czasu na zwiedzanie galerii i koniecznie odwiedzić sąsiadującą z nią The National Portrait Gallery (wejście od placu St Martin’s). W 2009 roku częścią ekspozycji była wystawa Gay Icon. Ale i teraz można znaleźć mnóstwo homiczych portretów z przeszłości i teraźniejszości, wśród nich Iana McCallena, Virginii Woolf i Oskara Wilde’a.

Następnie Duncannon Street kierujemy się na wschód. Mijamy kościół St. Martin-in-the-Fields, na którym co roku z okazji parady powiewa tęczowa flaga. Tuż za kościołem znajduje się pomnik Oskara Wilde’a.

Niestety pomnika nie można zaliczyć do udanych dzieł sztuki. Brzydotą dorównuje polskim pomnikom wystawianym polskiemu papieżowi. Warto jednak zwrócić uwagę na ciekawy cytat: „We are all in the gutter, but some of us are looking at the stars – Wszyscy leżymy w rynsztoku, ale niektórzy z nas spoglądają w gwiazdy”.

Przy dworcu kolejowym Charing Cross idziemy wąską uliczką Villers Street w kierunku Tamizy. Skręcamy w kierunku małego acz bardzo uroczego parku Victoria Embankment Gardens. W środku parku znajduje się kamienna brama zwana York Gate; jest ona pozostałością York House, w którym rezydował Francis Bacon – myśliciel, eseista i mąż stanu, a zarazem przyjaciel króla Jakuba I (przypadkowa zbieżność nazwisk z innym homiczym artystą malarzem żyjącym w XX wieku).

Francis wypadł w pewnym momencie swego życia z łask władcy i rezydencja przeszła w ręce George’a Villersa (opisywanego już przy Opactwie Westminster).

Puśćmy wodze fantazji i wyobraźmy sobie przepiękną rezydencję z widokiem na Tamizę. Królewski przepych i miłość, jak się okazało, wieczną… Oto jak pisał Jakub I do George’a „Pragnę żyć dla Ciebie jedynie, i wolałbym żywot mój strawić na nędznym wygnaniu przy Tobie, niźli w Pałacu sczeznąć bez Ciebie niczym smętny wdowiec”.

Spacerujemy ogrodami, które były popularnym miejscem gejowskich spotkań w czasie wojny, widzimy też brutalistyczną bryłę Southbank Centre i National Theatre. Zresztą ten drugi był świadkiem szokującego opinię publiczną wydarzenia. W 1980 roku wystawiono tu sztukę „The Romans in Britain”, podczas której rzymski żołnierz gwałci celtyckiego druida. Scena wywołała oburzenie purystów, aktorów obrzucono fajerwerkami i torebkami z mąką.

Spacerując dalej ogrodami wypatrujemy małej uliczki Carting Lane, wiodącej w górę aż do ulicy Strand. Kawałek dalej po prawej stronie widzimy Hotel Savoy, w którym mieszkał Oscar Wilde razem z lordem Alfredem Douglasem.

I tu nie-homicza ciekawostka, do bramy hotelowej prowadzi jedyna na Wyspach Brytyjskich uliczka z ruchem prawostronnym.

Dochodzimy do dzielnicy teatralnej, coraz więcej afiszów teatralnych i kolorowych fasad teatrów. Wiele musicali dotyczy w jakiś sposób spraw homiczych: od słynnej „Klatki na Ptaki (Birdcage)”, „Priscilli Królowej Pustynii”, „Avenue Q”, „Billego Elliotta”. Na Drury Lane stoi Aldwych Theatre, w którym obecnie grany jest „Dirty Dancing”. W teatrze w 1978 roku odbyła się premiera spektaklu o lesbijskich piratkach: Annie Bony i Mary Read. Historia pełna akcentów feministycznych, opisana przez kapitana Charlesa Johnsona – prawdopodobnie był to ukryty pod pseudonimem Daniel Defoe. Obie panie słynęły z transdressingu, brutalności i okrucieństwa, rabując statek za statkiem aż do momentu, kiedy zostały złapane w 1770 roku i osądzone. Mary zmarła od gorączki w więzieniu, natomiast Annie zbiegła i słuch o niej zaginął. Historia znacznie bardziej pociągająca niż disneyowscy „Piraci z Karaibów”.

Wędrujemy dalej Drury Lane, skręcamy w lewo w Russell Street, przechodzimy przez kolorowy Covent Garden, słynny z Molly Houses opisywanych w pierwszej części.
Idziemy James Street obok wejścia do stacji Covent Garden, skręcamy w Long Acre i dochodzimy do Charing Cross Street, gdzie kierujemy się na północ. Widzimy już na horyzoncie wielki but reklamujący musical „Priscilla Queen of the Desert”. Sztuka nie jest wprawdzie szczytem dramaturgii, a raczej bezpretensjonalnym sposobem spędzenia wolnego czasu, przy gejowskich hitach minionego wieku.

Mijamy teatr po lewej stronie i idziemy do Soho, dzielnicy mającej dawniej bardzo złą reputację. Tutaj mieściły się domy uciechy dla wszystkich możliwych orientacji. Obecnie jest to turystyczna mekka, miejsce pełne luksusowych restauracji i topowych sklepów. Skręcamy w Moor Street wiodącą do Old Compton Street, będącą swoistym homiczym centrum Londynu, a może i świata.

Po prawej mijamy teatr Prince Edward Theatre, w której pracowała biseksualna Josephine Baker, swoisty XX-wieczny odpowiednik Angeliny Jolie – adoptowała 12 dzieci. Spacerujemy wśród księgarń, klubów, restauracji i sklepów z tęczowymi flagami.

Uwagę zwraca Admirał Duncan (fioletowa witryna po prawej stronie zdjęcia), pub o smutnej historii pokazującej, że nawet tutaj homofobia odcisnęła tragiczne piętno. 30 kwietnia 1999 wybuchła tutaj bomba podłożona przez neo-nazistę Davida Copelanda. Eksplozja zabiła trzy osoby i zraniła 70 pozostałych gości klubu. Menedżer pubu David Morley, który przeżył atak, został zamordowany z przyczyn homofobicznych pięć lat później.

Idąc dalej Old Compton Street, dochodzimy do Village – pierwszego klubu, który postanowił nie zamalowywać witryn czarną farbą do dziś szokuje turystów gołymi męskimi ciałami tańczącymi w witrynie w weekendowe wieczory. Wąskie przejście za dyskoteką daje smak dawnego Soho – w bramach nadal działają kluby ze striptizem, a panie bileterki aktywnie zachęcają każdego do wejścia.

O historii Soho można by mówić godzinami, dla chętnych polecamy specjalne gejowsko-lesbijskie wycieczki organizowane przez www.kairosinsoho.org.uk. Przewodnicy oprowadzą po każdym zakątku, który kojarzy się z homiczym szczęściem bądź nieszczęściem.

My polecamy przejść się wzdłuż Frith Street do Soho Square.

Tutaj każdy kawałek trawnika jest okupowany przez homiki. Jest to bez wątpienia najbardziej zurbanizowane miejsce piknikowe w centrum samego Londynu – jedno z naszych ulubionych. Tutaj odpoczniemy zanim udamy się do jednego ze 120 pubów i klubów w Londynie. Może się kiedyś w nich spotkamy?

źródła : http://rictornorton.co.uk, Time Out Gay& Lesbian London.


Autorzy:

zdjęcie Piotr Bukowski i Paweł Walczak

Piotr Bukowski i Paweł Walczak

wrocławianie na występach gościnnych w Londynie. Kochają dalekie spacery, bieganie i dobrą kuchnię. Nie mają marzeń, tylko cele do zrealizowania. W przyszłości zamierzają ukończyć maraton, nauczyć się hiszpańskiego i objechać świat dookoła (parę razy). Razem od 10 lat.

176 komentarzy do:Homicze ulice Londynu (2)

  • o

    [Re: Homicze ulice Londynu (2)]

    Village wygląda klimatycznie! :)

  • Peter Pan

    [Re: Homicze ulice Londynu (2)]

    Nie wiem kto robił te zdjęcia, ale czy na serio trzeba było fotografować pomnik Wilde’a w momencie, kiedy przechodził koło niego facet, który miał tak poważny problem z ugryzieniem kanapki, że aż cały poczerwieniał z tej męki ???

  • Masza

    [Re: Homicze ulice Londynu (2)]

    Masz rację, Peter. Zdjęcia okropne, czysta amatorszczyzna, złe kadrowanie, „walące sie” budynki, „obce ciała” w kadrach itp.

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Homicze ulice Londynu (2)]

    Nie rozumiem, jak można czepiać się chłopaka jedzącego kanapkę. Wygląda sexy, gdy je.

  • Soniasonia

    [Re: Homicze ulice Londynu (2)]

    Artykuły typowo przewodnikowe to właśnie to, co lubię, mam jednak jedno małe „ale” – otóż nie istnieje słowo „transdressing”: mamy transgenderyzm i transseksualizm, ale CROSSdressing ;-)
    Co do piratek, to z pewnością nie były one lesbijkami – każda z nich słynęła z seksualnego wykorzystywania jeńców płci męskiej, obie też miały co najmniej po jednym dziecku.
    A tak przy okazji, ciekawych rzeczy można się dowiedzieć o Hemingwayu z dzisiejszej „Gazety Wyborczej”. Jeśli nie macie do niej dostępu, poszukajcie w internecie informacji o jego powieści pt. „Rajski ogród” :-)

  • WS

    [Re: Homicze ulice Londynu (2)]

    A ja akurat właśnie wolę te zdjęcia „żywe” – z przechodniami, samochodem, czy nawet z facetem z bułą. :)
    Zdjęcia pocztówkowe są dla mnie martwe.

  • Masza

    [Re: Homicze ulice Londynu (2)]

    @ WS

    Najwyraźniej interesują Cię te ludzkie typy na zdjęciach i nic poza tym. Nie potrafisz dostrzec właściwej treści.

  • WS

    [Re: Homicze ulice Londynu (2)]

    @ Masza
    ?!?!
    Czyżbyś mnie znała? Bo na podstawie tego, co napisałem, wyciągnęłaś dość dalekie wnioski. Trochę jakby z kapelusza. :)

  • Masza

    [Re: Homicze ulice Londynu (2)]

    No, może i Cię znam, kto wie….




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa