Parada Równości 2011: zabawa i polityka

Tegoroczna Parada Równości była szczególna pod kilkoma względami: jubileuszowa edycja odbyła się w atmosferze coraz intensywniejszej debaty o możliwości (dla niektórych: coraz bardziej oczywistej konieczności) wprowadzenia w Polsce instytucji związków partnerskich. Po raz pierwszy od kilku lat nie była firmowana przez krytykowaną w przeszłości Fundację Równości. Zawiązany do obsługi tegorocznej imprezy Komitet jeszcze przed imprezą zebrał cięgi za dalsze odpolitycznianie imprezy. Na szczęście grupa domagająca się wyartykułowania konkretnych postulatów okazała się silna, zwarta i gotowa, a organizatorzy wyciągnęli z krytyki stosowne wnioski.

Dla organizatorów akcji „Miłość nie wyklucza” Parada rozpoczęła się już o godzinie 12, gdy wraz z SPR i Lambdą Bydgoszcz zjawili się pod Sejmem i ustawili skromny kramik z darmowymi pinsami, pocztówkami, parasolami i transparentami kampanii. W ciągu pół godziny rozeszły się niemal wszystkie materiały, w tym ponad dwa tysiące ulotek dla wolontariuszy, którzy kolportowali je podczas imprezy. Oporniej brano transparenty-patykowce, ale i one w końcu znalazły opiekunów.

Jeszcze kilkanaście minut przed oficjalnym rozpoczęciem kolorowy tłumek nie imponował liczebnością… Niemal tradycyjnie już impreza rozpoczęła się ponad półgodzinnym opóźnieniem – platforma organizatorów była dekorowana na bieżąco, w tym czasie przybywali też kolejni uczestnicy i uczestniczki. Nieopodal, pod pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego, zebrali się narodowcy i neofaszyści w proteście przeciwko galopującej paneuropejskiej sodomii. Ich rytmiczne śpiewy niesione przez wiatr przypominały, że „prawdziwi Polacy” są blisko. Niestety, kolejne pieśni o czystości narodu urozmaicone zostały ciskaniem nie tylko jajek, ale także petard.

W rolę gospodarza platformy organizatorów wcielił się Łukasz Pałucki. Nieco opóźniony start przemarszu rozwlekły dodatkowo liczne acz zwięzłe przemówienia członków i członkiń Komitetu Honorowego imprezy, m.in. profesora Wiktora Osiatyńskiego, Ryszarda Kalisza i Janusza Palikota. Wszyscy podnosili znaczenie imprezy nie tylko dla praw LGBT, ale także dla podstawowych praw człowieka. Zdecydowanym zaskoczeniem dla wielu było odegranie z głośników hymnu narodowego, po którym Jacek Adler wygłosił manifest Parady.

O ile słowa o „tradycyjnej polskiej tolerancji” wywołały rozbawienie i okrzyki protestu, to ciąg dalszy znów zaskoczył. Jacek Adler podziękował za obecność przedstawicielom polskiej politycznej lewicy, by w następnym zdaniu wypomnieć im zaniechania wobec społeczności LGBT. Wezwał do jak najszybszego poparcia idei związków partnerskich, ale nie w obecnym kształcie (formę zawierania związku u notariusza określił jako „marne resztki z pańskiego stołu”). Zasugerował szersze konsultacje ze społecznością LGBT, a nie tylko wsłuchiwanie się w głos kilku osób. W ten sposób przyłączył się do nurtu krytykującego tak projekt ustawy w obecnym kształcie, jak i firmującą go Grupę Inicjatywną. W przeciwieństwie do bogoojczyźnianej, ta część przemówienia Adlera powitana została oklaskami.

Najbardziej przychylne reakcje wzbudziło przemówienie „tęczowego” burmistrza Guziała, który w swojej odezwie zwrócił się do narodowców, zachęcając ich, by w imię miłości przyłączyli się do tęczowego pochodu. Paradę oficjalnie otworzył jej historyczny twórca Szymon Niemiec, błogosławiąc uczestników i uczestniczki. Pokrzepiony hasłami „Polska jest tutaj” czy „Chrystus jest z nami” pochód wystartował.

Od początku obok platform, w większości w tym roku niemrawych i pustych (zdecydowanie najlepiej bawiła się czarna, tłumna, firmowana przez klub Glam), uwagę zwracały mniejsze i większe tęczowe flagi, drag queens i ich barwne stroje. Uwagę fotoreporterów przykuwały wielkie, niesione przez ochotników banery z żądaniem związków partnerskich, firmowane przez akcję „Miłość nie wyklucza”: znany z poprzedniej parady i marszów jedenastometrowy różowy gigant oraz nowy, ze zmodyfikowanym hasłem „Żądamy ustawy o związkach partnerskich (a nie spółki cywilnej)”.

Zaraz po starcie w wąską ulicę Piękną, gdzie do Parady dołączały kolejne wozy, tłum wymieszał się, rozdzielając banery, które jednak wkrótce – dyrygowane przez wprawnych przewodników – nieco „zorganizowały” maszerujących. Nowy baner podążał tuż za otwierającą Paradę platformą organizatorów, tworząc niejako drugie, „ludzkie” czoło marszu. Różowy gigant sunął kilkanaście metrów dalej, tuż białym transparentem „Whatever” Jej Perfekcyjności, rzeczniczki Parady, która znów zrobiła furorę, tym razem stylizacją na Marię Antoninę.

W Alejach Jerozolimskich okazało się, że banery ramię w ramię niosą przedstawiciele i przedstawicielki aż siedmiu organizacji LGBT – SPR, Otwartego Forum, KPH, Lambdy Bydgoszcz, Lambdy Warszawa, Trans-Fuzji i Fundacji Równości. Dopiero na Marszałkowskiej udało się zrealizować pierwotny plan i utworzyć z obu płacht trójkątny klin, u którego wierzchołka szedł Robert Biedroń. Mimo różnych koncepcji realizacyjnych hasło „Żądamy związków partnerskich” połączyło wszystkich i stało najbardziej widocznym postulatem Parady, nawet jeśli nie dla wszystkich znaczy to samo.

Oczywiście nie zabrakło innych transparentów i haseł, wśród których na uwagę i wyróżnienie zdecydowanie zasługują: „Nie, dupy nas nie bolą!” (nawiązanie do „słynnego hasła kontrmanifestantów „A dupy Was nie bolą?”), „Sami sobie chodźcie do notariusza!”, „W Unii żony, w Polsce przyjaciółki – ja długo jeszcze?” oraz „Jestem pedałem i mam obowiązki pedalskie”. Nie zabrakło też największej tęczowej flagi w Polsce przyniesionej przez Lambdę Warszawa. Wśród flag i płacht co chwila migały białe parasolki „Miłość nie wyklucza”. Atmosfera święta udzieliła się maszerującym, wśród których zwyczajowo już znaleźli się rodzice z dziećmi, spacerowicze ze zwierzakami, nie brakowało też męsko-męskich i damsko-damskich par idących za ręce. Jak zwykle też barwny pochód pozdrawiany był z okien, balkonów i zatrzymanych tramwajów – zwłaszcza na ostatnim odcinku nie brakowało gapiów. Entuzjazm gasł nieco na widok ogona Parady, w którym smętnie snuły się ostatnie cztery platformy, otoczone już nie paradowiczami, a szpalerem zamykających kolumnę policjantów.

Huczny korowód bez przeszkód i żwawym tempem dotarł na Plac Bankowy. Tam powitać go miało szumnie zapowiadane Miasteczko Równości, którym okazały się ustawione na skraju placu… cztery namiotowe stoiska: z męską bielizną, organizacją zwierzęcą, książkami Krytyki Politycznej oraz SLD. Piąte, palikotowe, dopiero niemrawo się rozstawiało. Z platformy organizatorów, zamiast muzyki, która mogłaby jeszcze przez chwilę zatrzymać rozgrzany tłum, popłynęły kolejne przemówienia zamykające imprezę, ale też studzące atmosferę. Większe transparenty i banery od razu się zwinęły, przemawiających z platformy mówców słuchało coraz mniej osób – po krótkim czasie oczekiwania na ciąg dalszy, który coraz bardziej się odwlekał, wielu i wiele wybrało emigrację z Placu, który już o wpół do piątej niemal opustoszał.

Tegoroczna Parada nie była niestety wydarzeniem na miarę EuroPride. Podobnie jak w roku ubiegłym zabrakło tłumów, które otoczyłyby wszystkie platformy. Kłuł w oczy brak zagranicznych gości (poza parokrotnie przywołanymi przedstawicielami organizacji LGBT z Białorusi) czy zorganizowanych grup i grupek, które w poprzednich latach zjeżdżały do Warszawy specjalnie na tę okazję. Dziwi też, że organizatorzy nie wygrali w większym stopniu jubileuszowego charakteru tegorocznego marszu – wszak Parada obchodziła w tym roku swoje dziesięciolecie. Cieszy natomiast, że – mimo początkowych zapowiedzi – nie zrezygnowano ostatecznie z postulatów stricte politycznych; nie odebrało to nikomu okazji do zabawy, a radykalizm postulatów dodał dodatkowego smaczku. Szczęśliwie okazało się, że jedno wcale nie wyklucza drugiego.

Wojciech Szot, Marcin Pietras, Ewa Tomaszewicz, Uschi Pawlik

Warszawska Parada Równości to zawsze duże wydarzenie – zarówno pod względem medialnym jak i ludzkim. Żadna z manifestacji LGBT nie przyciąga tylu uczestników i uczestniczek. Z tego też powodu chyba nie jest możliwe, by jedna osoba opisała co się działo podczas Parady. Dlatego nasza relacja napisana została przez cztery osoby – różne perspektywy, choć wydarzenie jedno.

A OTO I FOTORELACJA!

Kliknij, aby powiększyć!

 

 

 

Więcej zdjęć znajdziecie w tym albumie

 

 

 

22 komentarzy do:Parada Równości 2011: zabawa i polityka

  • Twojeimię

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    u nasz w kraju takie demonstracje sie nie sprawdzaja- tu sie demonstruje ‚przeciw’ a nie ‚za’, nie ma kopa jakos … chyba lepiej robic ‚pikniki, festyny rownosci’ …

  • Soniasonia

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    Wybaczcie mi herezję, ale te artykuły o paradach zrobiły się już nudne – jest ich za dużo i od dawna nie znalazłam w nich niczego nowego. Chętnie poczytałabym o kulturze, sztuce, egzotycznych krajach (kiedyś była tu fajny artykuł o Algierii), historii (zwłaszcza podobały mi się artykuły o starożytności i mitologii) itp. – cokolwiek, byle by tylko nie ciągle ta mantra – „parady i związki partnerskie”.

  • mineta

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    pali-cos-tam i towarzystwo (jak kto woli – towarzysze) z sld sie wylansowali co nieco i o to chodzilo.

  • Abiekt

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    Sonia – rozumiem, że portale nie mają relacjonować najważniejszych wydarzeń LGBT?

  • Twojeimię

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    fakt, nawet brak reakcji tutaj pokazuje- nikogo te parady /poza dzialaczami i ich kolegami/kolezankami/ nie obchodza… ngosy potrzebuja alibi na kase i pokazania ze sa ‚po cos’ … a ludzie glosuja nogami i klawiszami …

    cos czuje,ze wiecej zycia i pary bedzie w moje lokalne boze body parade niz w tym ‚corocznym swięcie polskiej spolecznosci lgbt’ …

  • marcyś

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    ciekawe, co bedzie, jak już te związki uchwala..? na co komu wtedy te towarzystwa wzajemnej adoracji, te ciotki walczące spod znaku lgbt będą? niech więc za szybko nie uchwalają, bo się za szybko wojenka skończy, hehe

  • Peter Pan

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    Całą dzisiejszą noc spędziłem przeszukując różne zdjęcia z parady i próbując na nich odnaleźć Perfekcyjność. I kiedy już miałem iść spać zauważyłem na jednej fotce, fantastyczną laskę z dużym biustem. Na początku zrobiło mi się miło, ale potem oblał mnie zimny pot. A jeśli to Perfekcyjność zamiast w błyszczącego pseudo-transwestytę (bo taką on jest „osobą transeksualną”, jak ja ojcem małego dziecka) z kloszem na łbie, przemienił się w extra- foczkę ??? Proszę … niech mi ktoś powie jak wyglądał Perfekcyjność, bo myśl, że mógł być sprawcą mojego erotycznego poruszenia, całkowicie mnie zabija i niszczy od środka.
    Możecie też zdradzić jaką suknię ubrał Pacewicz … .

    A tak całkiem serio: bardzo dobry był ten pomysł z hymnem na początku. Nie ma nic lepszego niż odbieranie fanatykom symboli, do których sobie roszczą wyłączne prawo. To o wiele inteligentniejsze niż to powiedzenie Senyszyn o „odnawianiu oblicza ziemi”. Nie dlatego, że tamto było czymś „niestosownym”, tylko dlatego, że było czystą prowokacją, za którą nic nie stało. Tu jest inaczej. Uczestnicy tej parady są takimi obywatelami jak wszyscy inni. Nie ma sensu kryć się za tęczową flagą, lepiej akcentować nasze prawo do tej flagi, pod którą różni łysi debile, woleliby nas nie widzieć.

  • Peter Pan

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    @ Abiekt

    Chyba nie w tym problem, tylko w tym, że osobiście już widzę oczami swojej wyobraźni, dziesięć następnych artykułów „poparadowych”, które za około miesiąc płynnie przejdą w „przedparadowe” przed paradą 2012. Chyba, że zastąpi je lament nad PACSami.

    A ja np. uważam, że „najważniejszym wydarzeniem LGBT” będzie 1:0 do gejowskiej (a może ogólnie: progresywnej) bramki, jeśli uchwali się choćby ten projekt związków, który jest proponowany.
    To czy Ty sobie zatańczysz cza-czę na Paradzie ani mi nie przeszkadza (bo nie w tym rzecz) ani mnie szczególnie nie obchodzi … . Tylko nie dostrzegam szczególnej doniosłości tego wydarzenia. Może parę lat temu, dzisiaj już nie.

  • Wywiad z HGW - prawda o realności homozwiązków

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    Istnieje problem par homoseksualnych, które żyją z sobą i często nie mogą załatwiać różnych prostych spraw. Zawieranie związków partnerskich im to ułatwi.

    HGW:

    - Wiele rzeczy można załatwić bez związków partnerskich. Moja wątpliwość dotyczy par heteroseksualnych: ktoś nie chce wziąć odpowiedzialności za rodzinę i nie chce zawrzeć małżeństwa, ale przywileje z tytułu bycia małżeństwem chce posiadać.
    Państwa po prostu nie stać na konkubinaty homoseksualne i heteroseksualne, bo przecież to także wiąże się np. z ubytkiem części dochodów podatkowych budżetu.

    Więcej… http://wyborcza.pl/1,75515,9757180,Transfery_to_nie_jest_zysk_dla_PO.html?as=2&startsz=x#ixzz1P4FbFZ1L

  • stereo-typ

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    @
    „Państwa po prostu nie stać na konkubinaty homoseksualne i heteroseksualne, bo przecież to także wiąże się np. z ubytkiem części dochodów podatkowych budżetu.”

    No proszę!!! I w ten oto prosty sposób Pani HGW ujawniła (świadomie lub niechcący) sedno sprzeciwu wobec legalizacji związków partnerskich! Pomiędzy bajki można więc włożyć opowieści o obronie godności rodziny, walce o dobro dzieci itd.
    PANIE I PANOWIE! Prawda jest brutalna! Jak się „zalegalizujemy” nie będzie nas można łupić podatkami bez opamiętania a jedynie w takim samym stopniu jak „normalne” małżeństwa. I tu jest pies pogrzebany! Jak nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o pieniądze! Tym razem o nasze pieniądze więc tym gorliwiej powinniśmy ich bronić. Amen!

  • Jakbyco

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    Poczytałam sobie relacje z parady w różnych mediach mainstreamowych oraz na blogach, portalach i fejsbukach i mam parę refleksji.

    - Gdzie ta polityka??? MNW jak widać dwoiło się i troiło (te parasolki znakomite! ciekawe, czy pojawią się potem normalnie na ulicach…), były piękne dwa banery, ale patykowców, innych transparentów – jakoś tak smutnie mało. Gdzie te polityczne postulaty, tak ponoć ważne dla społeczności LGBT, o których pisała red. Pawlik przed paradą? Czyżby mieli rację ci, którzy mówią, że LGBT maja politykę w nosie?
    (czy jakieś hasła były skandowane z platform, czy przez nagłośnienie? nigdzie nie widziałam informacji o tym)

    - Smuta frekwencyjna. Jeden z pierwszych tekstów w homikowym cyklu o paradach prowokacyjnie dał tezę, że parady trzeba znieść. Może faktycznie? Nawet pan Pacewicz płacze dzis łzy rzewnymi nad frekwencją w Gazecie Wyborczej.

    - Logistyka – koemntujący generalnie narzekają, ale to chyba taka tradycja. Czy obecni mogą napisać (nie Abiekt, bo już czytałam ;) ), jak wyszło Miasteczko? Ponoć miało to być świetne novum.

    - Wielki, wielki plus – jeśli to prawda (a czemu by nie, skoro potwierdziło kilka osób) – „okazało się, że banery ramię w ramię niosą przedstawiciele i przedstawicielki aż siedmiu organizacji LGBT – SPR, Otwartego Forum, KPH, Lambdy Bydgoszcz, Lambdy Warszawa, Trans-Fuzji i Fundacji Równości.” Stworzenie, choćby na chwilę, swoistej platformy porozumienia dla wszystkich organizacji LGBT w tym kraju to ogromny sukces tej całej nieformalnej grupy od żydowskiego miasta. Tego chyba dawno świat warszawski nie widział… Gratulacje, drodzy, i oby tak dalej!

  • KaFor

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    PODPISUJEMY! apel do Marszałka o ustawę o związkach partnerskich

    http://wyborcza.pl/0,115313.html

  • Absolutely Fabulous

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    @Jakbyco
    Miasteczko, delikatnie mówiąc, było nieudane. Cztery namiociki, czy właściwie straganiki – Empatii, organizatorów z koszulkami, bodaj Krytyki i jeszcze kogoś. Potem rozstawił się też Palikot, ale nikogo już prawie nie było. Ludzie pochodzili, pogadali i poszli do domów. Mniej więcej pół godziny po zakończeniu parady na Placu zostały niedobitki i platforma organizatorów z DJ-em i bawiącymi się na niej wolontariuszami. Po godzinie Plac Bankowy wyglądał tak:
    http://www.facebook.com/media/set/?set=a.116015421820328.29218.112959915459212#!/photo.php?fbid=116015515153652&set=a.116015421820328.29218.112959915459212&type=1&theater

  • KaFor

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    Za dwa tygodnie – 1 lipca – w Polsce będą gościć głowy europejskich państw i przedstawiciele światowych mediów.

    Proponuję by w tym dniu kampania społeczna Miłość Nie Wyklucza we współpracy z Gazetą Wyborczą i orgami LGBT, Stowarzyszeniem Racjonalistów, Krytyką Polityczną, SLD, SDPL, SP Palikota, OPZZ zorganizowała demonstrację pod Sejmem na rzecz przyjęcia jeszcze w tej kadencji ustawy o związkach partnerskich w Polsce.

    Z banerami, z paleniem opon, z zakładowymi syrenami i gwizdkami.

    KaFor

  • benek

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    a te syreny to z jakiego „zakładu”…?
    a serio – lubie oglądać zdjęcia z parad i marszów równości, etc. i zagranicznych i odbywających się w Polsce. Ale w zdjęciach z ostatniej parady w Warszawie coś mi nie pasowało. nie czułem atmosfery. I w końcu zrozumiałem co jest nie tak. Politycy na platformie. Czemu jedna z platform wyglądała jak „trybuna honorowa” z politykami SLD… czy za granicą takie coś się zdarza?

  • Gauloises

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    @PP

    Wcale a wcale się nie uwziąłem na Ciebie. Przypadek czyni jednak, że Twe wypowiedzi prowokują mnie do silnego lub słabszego (natężenie zależne od okoliczności i tematu) dania odporu.
    Zatem, daje odpór kolejny – „Całą dzisiejszą noc spędziłem przeszukując różne zdjęcia z parady i próbując na nich odnaleźć Perfekcyjność”. PP – bez urazy – nie znam się na tym ale trąci mi to jakimś stanem chorobowym. Kiedyś, dawno temu gdy nade wszystko przedkładałem (o szalony!) cechy 3-cio rzędowe i inne, żeńskie nad męskie, miałem przyjemność odbyć cykl imprez w towarzystwie pewnej samicy, która charakteryzowała się wyjątkowym przywiązaniem do grzywki inspirowanej kosmitą zwanym Gordon Shumwa, lampasami na spodniach niczym Świerczewski czy inny Dąbrowski, oraz nie tylko wyjątkowym ale i szczególnym przywiązaniem do Leonardo di Caprio. Wspomniany Leonardo akurat w ramach swej pracy zawodowej kreował postac jakiegoś tam poety czy innego malarza na statku Titanic. Otóż w trakcie wspomnianych cykli kilka razy przyłapałem wspomnianą niewiastę, na całowaniu kineskopu telewizora, jako substytucie boskiego Leonardo. W telewizorze tonie di Caprio odtwarzany z kazety VHS, a Ta Go całuje. Pamiętam, że wyraziłem w pewnym momencie obawy, co do zdrowia psychicznego owej damy – i jak się okazało, wykrakałem. Dziś ową panią można obejrzeć w okolicach Dworca Wileńskiego, w Warszawie, z opadłą grzywką, z odpadniętymi lampasami, nie mówiącą już o Leonardo, nie mówiącą już nawet o Mroczkach, a jedynie kwestującą w imię wyższych celów.
    Mariusz o wdzięcznej i prawie wymownej ksywie JP zdaje się próbowac kroczyc ścieżką di Caprio – ino ma innego speca od piaru. Albo po prostu podlejszą profesję. Profesją jest same parcie na ekran, gdyż Mariusz nie gra w filmach ani nawet w reklamówkach. Z rzeczy medialnych: jedyne co osiągnął to ponoc pobił się z Rabczewską Dorotą. Profesja Mariusza JP, w innym miejscu doprowadziła niedawno do scen kabaretowych. Oto rzecznik szanownej homoprocesji (a więc JP), w ramach prywatnego lansu, postanowił decydować w jakim celu gawiedź kroczy. Wbrew wszystkim, albo przynajmniej większości pochodu. To tak jakby Glemp Józef, na pochodzie Bożego Ciała, niósł tęczową flagę, nawołując jednocześnie swych podwładnych kapłanów do zamążpójścia. Reasumując i klęcząc nad z pokorą nad przypadkiem JP; poświęc PP noc na co inne. Bo żeby ten cały rzecznik miał choć starszego brata czy stryja i musiał się tytułować dla odróżnienia JP2, ale zwykłe JP? A jak się nad zdjęciami zechcesz potrząść całą noc następnym razem to Ci jakieś zorganizuję. Inne. Takie bez JP.
    „To czy Ty sobie zatańczysz cza-czę na Paradzie ani mi nie przeszkadza (bo nie w tym rzecz) ani mnie szczególnie nie obchodzi” – ok, przytaknę. „Może parę lat temu, dzisiaj już nie.” W tym sedno – nie zgodze=ę się z przedmówcą – w Polsce czas stoi w tej materii w miejscu. Tańczenie czaczy cały czas jest odkrywcze o ile czyni to para jednopłciowa. Mi tam się homo czacza podoba gdyż, przynajmniej oficjalnie, obraża taka czacza Kk. A każda rzecz dziejąca się wbrew Kk cieszy mnie wielce.
    Mniejsza o wyższe – @ stereo – typ: błądzić rzecz ludzka, ale najważniejsze aby ścieżkę znaleźć właściwą; to że HGW jest przeciw związkom partnerskim ze względów pragmatycznych bo podatkowych, jest taką samą bzdetą jak sukcesy ministra Grabarczyka. Jakby się finanse tak cienko miały, to ograniczyć można zawsze ulgi do małżeństw bezdzietnych. I odwrotnie – związki partnerskie mogą być pozbawione ulg jakie należne są małżeństwom, za to mieć mogą mieć przywileje wynikające z humanizmu, czy też zwykłego odczucia przyzwoitości. Ot pokrętna logika, wcale nie inna od tej głoszonej np. przez Gowina. Nic, dosłownie nic mądrego z tego nie wynika, poza tępym doktrynerstwem. Zresztą, poparcia np. w 95 roku HGW, udzieliły formacje w których ręka w rękę brylował Marek Jurek ze Stefanem Niesiołowskim. I tyle na temat tej niewiasty można powiedzieć.

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    Ulgi podatkowe tylko dla osób wychowujących dzieci! Bezdzietne pary i single niech płacą! W końcu gatunek musi przetrwać, no nie?

  • Wiktor Sidoruk

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    @ Jakbyco
    Telewizje zbyły Paradę sekundowymi relacjami, zatem przekaz (polityczny) był głównie bezpośredni, na ulicy. Parasolki – z hasłem politycznym! – były wszędzie, jak widać na zdjęciach (i mają szansę długo pożyć, bo są przy okazji całkiem ładne i bardzo solidne). Rozdano masę ulotek – nie tylko osobom już przekonanym, czyli paradowiczom, ale również widzom wzdłuż trasy.

    Dla mnie najmocniejsze polityczne akcenty to był hymn (zaskoczył chyba wszystkich, ale to była chwila – bardzo trafnie zanalizował to i ocenił Peter Pan) oraz krótka wypowiedź profesora Osiatyńskiego. Bo jakoś tak wszyscy trochę chyba daliśmy sobie wmówić, że żądanie równych praw dla wszystkich to są „postulaty”. Profesor Osiatyński przywrócił proporcje – to, czego się domagamy, to są PRAWA CZŁOWIEKA, ich respektowanie. Wydaje mi się, że jakby to nam zaczęło umykać, i że warto – przy najbliższej okazji – właśnie ten aspekt eksponować.

    Miasteczko – i w ogóle jakaś afterka plenerowa bezpośrednio po Paradzie – tego zawsze mi brakowało po paradach. I wreszcie – miało się zmienić. Nawet się aż dziwię Homikom, Abiektowi i Garniturowi, że nie wytykają tego mocno Organizatorom. Ich relację należy uznać za życzliwie wyważoną :) , bo „miasteczko” było totalną porażką – po prostu go nie było.

    I jeszcze osobista refleksja. Najjaśniejszym punktem Parady wydał mi się ten chłopak z hasłem „Nie, dupy nas nie bolą”. Z takim zaangażowaniem i entuzjazmem prezentował swój transparent, przy tym z takim sympatycznym uśmiechem, że czyniło to jego prowokację jakoś bardzo sympatyczną i nieagresywną.

  • Peter Pan

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    @ Gauloises

    Mógłbyś jakoś podzielić ten tekst, bo ciężko to przeczytać ;)

    Co do cza-czy: nie mówię, że już nikt w Polsce nie widzi niczego dziwnego w parach jednopłciowych. Mało tego: nie tylko w Polsce.
    Miałem na myśli raczej to, że prawdziwy sens parady był taki, że wprowadził dyskusję na tematy LGBT w tym kraju. A spychający gejów do „własnych czterech ścian” konserwatyści, ponieśli porażkę, bo ten temat właśnie przestał być prywatny. Teraz parady nie wywołują już dyskusji. Po prostu wiadomo, że geje sobie muszą przejść po mieście a narodowcy próbować ich zatrzymać. W mediach mówi się o tym około 2 min. w najgorszym momencie wydania Dziennika/Faktów/Wiadomości (czyli w środku).
    A czego nie ma w mediach, tego nie ma w świadomości ludzi (pomijając tę część Warszawiaków, która widziała paradę na własne oczy).
    Dlatego to przypisywanie paradom jakiejś dziejowej roli, wszystkie te niekończące się dyskusje na jej temat, te przygotowania niczym do jakiejś kampanii napoleońskiej są śmieszne.

  • Gauloises

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    @PP
    Sory ale to wyszło całkiem niechcący, nawet się nie spodziewałem że potrafię tyle napisać. Głupio mi po dwakroć bo i ja uległem magii JP, i z podobnym do Twojego uporem przeglądałem SIEĆ w poszukiwaniu info o rzeczniku nad rzeczniki. Owocem poszukiwań był nius o bijatyce JP kontra pani Doda, o której wspomniałem powyżej. Zatem powinienem był powstrzymać się od krytyki dotyczącej długiego przeglądania zdjęć ;)

  • Peter Pan

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    @ Gauloises

    Ej, ale on na serio się pobił z Dodą ?
    Nie lubię tej plastikowej lali, ale w tym pojedynku byłbym za nią. Ciekawe czy mu ostro zaj***ła. :) )

    A tak w ogóle kolo jest żenujący. Nie mam szacunku dla gości, którzy się leją z laskami.

  • Gauloises

    [Re: Parada Równości 2011: zabawa i polityka]

    Nie wiem na stówkę, świadkiem nie byłem, ale czytając jakiś portal superekspresofaktopodobny natrafiłem na jakąś wzmiankę na temat. I jeśli dobrze pamiętam, Twoje było na wierzchu. Do Pani Dody należało ostatnie słowo. Czy tam raczej cios ;)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa