Lesbijki (5)

Co z nami będzie?

Tak, zdarzyło mi się to, i nie jestem jedyna.

Ona jest moją przyjaciółką. Wydaje się, że znacznie łatwiej byłoby zmienić ją w kochankę, niż wyprawiać się na poszukiwanie kolejnej kobiety, która mogłaby stać się moją przyjaciółką lub kochanką. Ale nie udało się. Nie udaje się. Pojawia się ten straszny moment, który prawdopodobnie każda z nas przeżyła choć raz w życiu – zdajesz sobie sprawę, że to, co tobie wydawało się randką, z perspektywą uniesień erotycznych, było tylko w twojej głowie, w twoich hormonach. Ona jest beztrosko nieświadoma zamieszania, jakie w tobie wywołała. Jej pocałunek po intymnej rozmowie przy obiedzie, czy ciepłym porozumieniu bez słów w teatrze – jest pocałunkiem siostrzanym. Obejmuje cię chętnie, ale pocałunek – zdecydowanie nie ma charakteru, że tak powiem, badawczego. A ty już byłaś gotowa zabrać się za guziki jej bluzki…

Wiele kobiet mówiło mi, że pożądanie erotyczne nie pojawia się tylko z jednej strony, że ta druga kobieta też musi być jakoś zaangażowana, nawet jeśli nie przyznaje się do tego przed sobą; po prostu – samodzielni nie da się tego osiągnąć. Jeśli mitem nr 1 jest, że lesbijka zawsze rozpozna lesbijkę, to mitem nr 2 jest że pożądanie zawsze wywołuje pożądanie. [...] Jeśli mamy szczęście, w najlepszym możliwym scenariuszu, obie kobiety wiedzą, czego chcą, w miarę jak relacja się rozwija i obie chcą tego w tym samym czasie. [...]

Kiedy miałam czterdzieści siedem lat, spotkałam kobietę, która jest moją partnerką do dzisiaj. Kilka dni po poznaniu jej byłam już pewna, że absolutnie nie chcę, byśmy pozostały tylko przyjaciółkami. Czułam sie, jakbym znowu miała siedemnaście lat, moje hormony wariowały, moje serce waliło w szalonym tempie, kiedy wchodziła do mojego domu. Od wielu lat nie zareagowałam tak na nikogo i byłam przekonana, że już mi się to nie zdarzy. Wydawało mi się, że już sie nauczyłam, że do związków należy podchodzić powoli, badać, sprawdzać swoje zaangażowanie emocjonalne, decydować spokojnie, jak sytuacja ma się rozwijać. O nie. Moje serce i moje hormony skoczyły na łeb na szyję i mogłam tylko mieć nadzieję, że woda jest wystarczająco głęboka i nie złamię sobie karku. Oraz że ona czuje coś choć trochę podobnego co ja. Nie ma nic gorszego niż samotne stanie na trampolinie.

Cóż, przyznaję, że nie do końca było to tylko działanie pod wpływem impulsu. Rozglądałam się. Chciałam poznać jej historię – i to nie z perspektywy bezpiecznego seksu. Chciałam wiedzieć, jak traktowała swoje partnerki i kochanki, w jaki sposób się z nimi rozstawała, jakie miejsce miały w jej życiu później. Spodobało mi się to, czego się dowiedziałam; wiedza ta pozwoliła mi się rozluźnić i dać hormonom szaleć. Ale nigdy nie myślałam o tej relacji jako o szukaniu przyjaciółki czy koleżanki. Tu seks był od samego początku. [...]

Mit nr 3 – lesbijki nie randkują. Lesbijki „widują się z kimś”, albo „są z kimś”. Cóż. Bez względu na to, jak zdefiniujemy randki, lesbijki zdecydowanie randkują. Nie wiem, czy częściej, niż kobiety hetero lub geje. Podejrzewam, że ma to związek bardziej z wiekiem niż z czymkolwiek innym. Znajoma opowiedziała mi niedawno, że jej dwudziestoletnia córka miała sześciu chłopaków w ciągu czterech miesięcy. Spotykała się z każdym z nich przez około dwa tygodnie, a potem po prostu szła dalej. Nie różni się to zbytnio od schematów, które widuję u młodszych lesbijek – mają bujne życie seksualne, ale również mnóstwo innych rzeczy, którym poświęcają uwagę, takich jak praca, szkoła, utrzymywanie się. Tworzenie trwałego związku z wybranką serca nie jest dla nich priorytetem.

Lesbijki z kwitnącym życiem zawodowym, dziećmi, stabilizacją życiową, mogą bardziej koncentrować się na szukaniu tej jedynej. Tak było też w moim przypadku. Po coming oucie w wieku trzydziestu kilku lat byłam w dwóch krótkich związkach, a potem spotkałam kobietę, z którą spędziłam osiem lat. Zaczęłyśmy spotykać się z październiku, w styczniu wprowadziła się do mnie, a w kolejnym roku kupiłyśmy razem dom. Nigdy nie brałam pod uwagę, że mogę nie żyć w parze. Geje mogli sobie chwalić się liczbą kochanków (San Francisco, bezpieczne lata 70-te, jeszcze bez AIDS), ale lesbijki – byłam tego pewna – żyły wyłącznie w parach. Przynajmniej te, które znałam.

Dziś wzorce randkowania lesbijek i gejów zmieniają się. Dziś nie znam żadnego geja, który chwaliłby się anonimowymi przygodami seksualnymi, ale znam takie lesbijki. Znam gejów rozpaczliwie poszukujących „tego jedynego”, z którym można by uwić gniazdko, co na pewno jest reakcją na epidemię AIDS, ale też zapewne na jakiś rodzaj potrzeb, które były mniej widoczne w szalonych latach między Stonewall a HIV.

Z mojego doświadczenia, związanego głównie z lesbijkami z mojego pokolenia wynika, że lesbijkom trudniej jest mieć swobodny stosunek do związków. Wiele z nas ma wbudowane urządzenie naprowadzające na dom, które miele w naszej podświadomości polecenie „dopadnij ją i zbuduj z nią dom”. Znajoma opowiada mi, jak wyglądało to w jej przypadku. Nie planowała w świadomy sposób mieszkania z nikim, ale spotkała się kilkakrotnie na randce z pewną kobietą i w pewnym momencie łatwiejsze wydało się pozwolić, by ta relacja się rozwinęła. „Więc pozwoliłam na to,” wspomina, „mimo, że wiedziałam, jak bardzo do siebie nie pasujemy. Zgoda na to, by się wprowadziła, wydawała mi się chyba łatwiejsza niż zakończenie tego związku, czy powiedzenie jej, że lepiej, żebyśmy zostały przyjaciółkami. Poza tym na jakimś tam poziomie podświadomości obydwie tego oczekiwałyśmy już po drugiej randce.” Tylko dlaczego? Próbuję wyciągnąć od niej odpowiedź. „Lesbijki muszą przełamać co najmniej jedną barierę, związaną z płcią – wiesz, że kobieta jest bierna – żeby w ogóle znaleźć partnerkę. Potem kolejną, kwestię nieakceptacji naszej orientacji, tabu. W moim pokoleniu” – jest pod pięćdziesiątkę – „to wystarczy. Nie jestem w stanie sięgnąć po więcej, kiedy spotkam kogoś ciekawego. Więcej inicjatywy? To nie dla mnie…”

W ośmioletnim okresie mojego życia pomiędzy długimi związkami, w którym uważałam się za lesbijkę „samotną i randkującą”, impuls „dopadnij ją i zbuduj z nią dom” przebijał się z podświadomości na bardziej świadomy poziom ilekroć spotykałam się z kimś dłużej niż kilka tygodni. Udało mi się jednak stworzyć jedną okoliczność, która mi pomagała. Kiedy skończył się mój pierwszy długoterminowy związek, wiedziałam, że potrzebuję być sama, i to prawdopodobnie dłużej niż przez kilka miesięcy, nim przepracuję sama ze sobą to, co stało się z moim życiem. Zdecydowałam, że działaniem samozachowawczym będzie stworzenie domu z przestrzenią tylko dla jednej osoby. Kobiety, które do niego wchodziły, widziały, że mieszkam sama. Miałam nadzieję, że zobaczą również, że lubię mieszkać sama, a moja przestrzeń odpowiada mi i jest do mnie dopasowana jak ulubione trampki. Samotne mieszkanie było deklaracją – że nie potrzebuję nikogo, by mnie dopełniał. Ta deklaracja była konieczna, bo ciągle słyszałam w głowie głosy, że bycie w parze jest „normalne”, „lepsze”. [...]

Barbara, moja przyjaciółka w średnim wieku mieszkająca na wsi, tak to ocenia ze swojej perspektywy: „Słyszałaś dowcip o drugiej randce, prawda?” pyta. „Co robi lesbijka na drugiej randce? Wprowadza się.” Tak, słyszałam, pewnie wszystkie słyszałyśmy. „Możemy sobie z tego robić żarty, ale wiele lesbijek działa właśnie według tego schematu – spotykają kogoś i od razu decydują – wejdę w związek z nią. Nie ma za wiele czasu pomiędzy pierwszym spotkaniem a zobowiązaniem. Nie ma czasu, żeby rozejrzeć się, zastanowić, czy to jest to, czego chcę. Tak było w przypadku każdego mojego związku przed Susan. Nawet jeśli trwał tylko kilka miesięcy, praktycznie mieszkałyśmy ze sobą po drugiej randce. Nie wiem, dlaczego miałoby to być złe. Lesbijki na całym świecie tak robią. Spotykasz kogoś, pociąga cię erotycznie, i bierzesz sobie wolne od swojego życia na kilka dni lub tygodni. Nie musicie wstawać z łóżka. Nie musicie sypiać, bo jesteście zbyt zajęte – seksem i gadaniem. Moim zdaniem to cudowne. Pytasz się, czemu lesbijki tak robią – a ja pytam ‘czemu nie’?”.

Czemu nie? Bo od zbyt wielu kobiet słyszałam, że skończyły w związkach, których nie chciały, lub w które nie powinny były się pakować, ale po prostu pojawiły się na ich drodze i łatwiej było pójść w ich kierunku. Wejście w związek było łatwe. Wydostanie się z niego – koszmarne i bolesne. Mimo, że moje mieszkanie było urządzone tylko dla jednej osoby, też przeżyłam takie sytuacje. [...]

Przyjrzenie się związkowi, ocenienie go i odkrycie, że nie chce się w nim zostać wymaga poziomu samoświadomości, który może być bolesny, a czasem wydaje się okrucieństwem. Oczywiście jest dużo łatwiej, jeśli zdążymy z tą oceną przed podjęciem wiążących decyzji. Co nie oznacza, że lesbijki nie powinny zakochiwać się w sobie od pierwszego wejrzenia – nie ma na to szans. Ale oznacza, że powinnyśmy zastanawiać się, czego chcemy od życia – przynajmniej w tych chwilach, kiedy jesteśmy w stanie trzeźwo myśleć.

 


Autorzy:

zdjęcie Judith McDaniel

Judith McDaniel

działaczka, wykładowczyni, pisarka. Autorka m.in. Just Say Yes, November Woman, Taking Risks. Wykłada na University of Arizona – prowadzi zajęcia o kobietach i prawie w naukach politycznych. Uczy również literatury angielskiej i prowadzi kursy pisania w Vermont College.

59 komentarzy do:Lesbijki (5)

  • KaFor

    [Re: Co z nami będzie?]

    Dziękuję za kolejną część. :)

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    Nie rozumiem dlaczego nie ma na to szans, żeby lesbijki zakochały się od pierwszego wejrzenia.
    Wprawdzie osobiście w ogóle nie bardzo w taki rodzaj zakochania wierzę, ale jeżeli rzeczywiście zdarza się osobom hetero- to pewnie też może się zdarzyć osobom homoseksualnym ?

    Ale tak właściwie, co mnie tam obchodzi zakochanie lesbijek i ich związki. Chciałbym wreszcie się dowiedzieć jak lesbijki uprawiają seks. Jak już kiedyś mówiłem, zawsze twierdzą, że NIE TAK JAK pokazują to filmy dla HETEROSEKSUALNYCH MĘŻCZYZN, czyli pornosy. To słyszę ciągle. Ale jak konkretnie, nadal nie wiem :( (
    A myślę, że nie tylko ja i poseł Węgrzyn, ale też wiele innych osób, chętnie by o tym przeczytało.

  • Twojeimię

    [Re: Co z nami będzie?]

    no coz, najwiekszym sekretem lesbijek jet uzywanie dilda, straponow i innych atrap … bylem w szoku jak pierwszy raz zobaczylem prawdziwe les-porno … tm sie wszytsko obraca wokol /sztucznej/ fujary

  • czytelniczka

    [Re: Co z nami będzie?]

    @Twojeimię
    no co Ty powiesz… :) cóż, porno jest na pewno kopalnią wiedzy na temat tego, jak dana grupa _naprawdę_ uprawia seks.

  • Soniasonia

    [Re: Co z nami będzie?]

    @ Twoje imię
    Zapewniam cię, iż NIE WIDZIAŁEŚ prawdziwego les-pornola – studia produkujące filmy pornograficzne dla lesbijek pojaiwły się dopiero w ostatniej dekadzie i jest ich na świecie zaledwie kilka (kojarzę jedno z Danii, jedno ze Szwecji i dwa z USA, BYć MOŻE są jeszcze jakieś w Azji), a ich produkcje są dostepne jedynie na krajowych rynkach – w małych nakładach, jedynie w sklepach internetowych wytwórnii lub ewentualnie na konwentach. W internecie też nie można takich znaleźć – długo szukałam i natrafiłam jedynie na jeden film, który w dodatku wyłączyłam i skasowałam, ponieważ nie podobało mi się, iż seks w nim uprawiają bohaterki, które dopiero co poznały się na imprezie. W miarę realistyczne wydaje mi się przedstawienie scen erotycznych w opowiadaniach JustinPJ – strona pisarki (która nienawidzi tego słowa): http://chomikuj.pl/JustinPJ Napisałam „w miarę”, ponieważ bohaterkami jej opowiadań są zmiennokształtni – kobiety-koty.
    Poruszą może jeszcze temat fryzur lesbijek. Ten, kto uważa, iż wszystkie co do jednej strzygą się na chłopaka prawdopodobnie nie zna ani jednej lesbijki – w ciagu kilku lat poznałam w internecie bardzo wiele homoseksulnych kobiet z różnych krajów, i mogę powiedzieć, iż występują wśród nich wszystkie możliwe fryzury. Stereotyp wziął się prawdopodobnie stąd, iż a) obecnie nosi się TYLKO długie włosy, więc dziewczyny z krótkimi się wyróżniają b) wyróżniające się dziewczyny są lepiej widoczne i szybciej zapamiętywane. Wiele lesbijek RZECZYWIŚCIE ma krótkie włosy, ale z krótkich włosów można zrobić tysiąc róznych fryzur, poza tym są krótkie a KRÓTKIE – od łysej czachy po fryzurę „na pazia”. Tak przy okazji, ja wielbię dredy – sama chciałabym je mieć, niestety, kompletnie nie pasują mi do urody. Ale się rozpisałam, pfu!

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    Większość lesbijek, które miałem okazję poznać, miała krótkie włosy i bardzo męski styl bycia.
    Ale były też wyjątki.
    Ja w każdym razie uważam, że nic nie dodaje urody kobiecie tak bardzo, jak piękne długie włosy. Także chętnie bym się dowiedział od tych lesbijek, które mają fryzury „na chłopaka” czemu tak wybrały .

    Nawiasem mówiąc: nie znoszę długich włosów u facetów. Nie ma chyba nic tak beznadziejnego jak one. Bo taki ktoś wygląda albo jak dziewczynka albo jak jakiś porąbany koleś wznoszący modły do szatana.
    Swoją drogą, to ciekawa sprawa. Słyszałem już o różnych upodobaniach gejów. Spotkałem takich, którym niemal jak Genetowi, podobali się wulgarni i agresywni faceci. Drechole, więźniowie- takie klimaty.
    Spotkałem też takich, którym podobali się całkowicie androgyniczni faceci. Jak również takich, którym się podobały mniej przegięte klimaty: faceci w średnim wieku, faceci w młodym wieku, hiphopowcy, sportowcy, kulturyści itp itd.
    Ale nigdy jeszcze nie spotkałem geja, którego kręciliby kolesie w czarnych strojach i z długimi włosami. Ciekawe czy to przypadek, czy coś w tym jest ?

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Co z nami będzie?]

    @ Peter

    Czy gejów nie kręcą długowłosi faceci? Zdarzają się seksowni długowłosi, np. Herkules [1.fwcdn.pl]. Zresztą, on mógłby w ogóle nie mieć głowy. Ale długie włosy + czarny strój = czciciele szatana odpadają. To ani ładne, ani męskie, ani zabawne.

  • Magda

    [Re: Co z nami będzie?]

    Moim zdaniem kobieta w naszej kulturze ma przyzwolenie na praktycznie nieograniczone eksperymentowanie z ubiorem, jego kolorem, długością włosów, spódnic i wysokością szpilek. Ma zdecydowanie większe pole do popisu niż facet. I dlatego uważam, że należy z tego korzystać pełnymi garściami. Owszem miałam w swoim życiu fazę krótkich włosów i spodni – było to spowodowane moją nieśmiałością i tym, że wydawało mi się, że w takim stroju będę mało widoczna i nikt na mnie nie zwróci uwagi. Potem zdałam sobie sprawę, że ludzie zwracają jednak uwagę na taki wygląd i co więcej przypisują mi przez niego cechy, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Dlatego też stwierdziłam, raz kozie śmierć, trzeba popracować, aby wizerunek i wnętrze było w miarę spójne:). Fitness, długie włosy, kiecki i malowanie paznokci – przyznam szczerze, że bawiłam się i bawię się jak dziecko, widząc ile możliwości stroju i wyglądu daje mi kobiecość. Nie zamieniłabym teraz moich długich włosów na krótką fryzurkę, choć czasem jest ona wygodniejsza – szczególnie przy szybkości suszenia włosów.

  • Soniasonia

    [Re: Co z nami będzie?]

    @ Peter Pan
    Ja od wczesnego dzieciństwa miałam krótkie włosy – mama uważała, że taka fryzura jest praktyczna i tak już zostało. W gimnazjum próbowałam zapuścić, ale jak zauważyłam, że wszystkie dziewczyny mają długie, to mnie wzięło na przekorę i ścięłam. Włosy są rzeczywiście największą ozdobą człowieka (nie tylko kobiety), przede wszystkim, gdy fryzura jest dobrze dobrana – większość dziewczyn uważa, że wystarczy, że będą długie i blond, nie biorą pod uwagę wcale, czy to pasuje do ich urody i stylu bycia, więc efekt końcowy jest tragiczny – najlepiej świadczyć może o tym fakt, że ja miałam najlepszą fryzurę w szkole.
    A z fryzur męskich to lubię tylko właśnie tylko takie, które tobie się nie podobają – bardzo długie włosy, jak u hipisów, a jak farbowane, to tylko na platynowy blond (jak u Skandynawów) albo głęboką czerń (jak u Azjatów). A ci „czciciele szatana” fachowo nazywani są emo – ich dziwaczny z pubktu widzenia głównego nurtu mody, zniewieściały styl w gruncie rzeczy skierowany jest do dziewczyn – zdziwiłbyś się, jak wiele nastolatek uwielbia takich chłopców.

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    @ Soniasonia

    Wiem, co to emo ;) ) Miałem bardziej na myśli styl wykonawców death/ black metalowych.
    Dla mnie masakra … .

  • mors

    [Re: Co z nami będzie?]

    @PP

    „Nawiasem mówiąc: nie znoszę długich włosów u facetów.”
    Czego jeszcze nie znosisz? Może jakaś lista, hmm?

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    Magdo,
    znów piszesz fajne rzeczy.
    Szczerze mówiąc, po ponad roku i pół czytania tego portalu, po licznych próbach dowiedzenia się czemu część lesbijek i gejów wybiera androgyniczny styl bycia/ wyglądu, dochodzę do wniosku, że tu chyba jednak często chodzi o pewne naturalne i wrodzone preferencje związane z tożsamością płciową.
    Długość włosów u kobiety czy obcisłość koszulki u mężczyzny to są tylko takie zewnętrzne oznaki, które zresztą da się łatwo zrelatywizować. Bo czy Halle Berry też nie miała kiedyś krótkich włosów i czy obcisłe rzeczy nie przenikają także do męskiej mody ?
    Myślę, że tu raczej chodzi o jakąś ogólną ekspresję, być może o jakiś warunkowany charakterologicznie, genetycznie czy jakkolwiek stosunek do własnego ciała, który sprawia, że jedni wolą podkreślać cechy związane z ich płcią a inni poza nią wykraczać.
    Szkoda tylko, że rzadko się o tym mówi a ruch LGBT bez zastrzeżeń akceptuje wizję, jakoby taki unisex był dobry dla wszystkich.
    Dla mnie to raczej nuda i horror.

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    @ mors

    Bardzo proszę:
    1. facetów z długimi włosami
    2. morsów

  • Magda

    [Re: Co z nami będzie?]

    @PP

    Mnie właśnie zastanawia to czy rzecz opiera się na stosunku do własnego ciała, czy na wizji kobiecości/męskości różnej od powszechnie przyjętych wzorców. Umówmy się, że płciowość to nie tylko ciało, ale również zbiór cech takich jak sposób poruszania się, mówienia i może przede wszystkim różność reakcji na to, co nas spotyka. Czego innego społeczeństwo oczekuje od kobiety a czego innego od mężczyzny. Jeżeli komuś się nie podoba umiejscowienie kobiety w naszej kulturze, może próbować to negować również przez wygląd. Ja akurat uważam, że kobieta ma klawe życie i może dużo więcej niż facet, łącznie z przyzwoleniem na pewną bezradność, która pozwala załatwić jednym głupim uśmiechem stos rzeczy, o które żaden facet by drugiego w życiu nie poprosił. No ok, ale mi się to podoba – co z tymi kobietami, które to uwiera? Może dla nich ważne jest co innego i stąd inny styl ubierania się i zachowania? Moim zdaniem nawoływanie do zlikwidowania barier płciowych to w pewnym sensie głos ludzi, którzy ze swoją płcią czują się niewygodnie nie w sensie fizycznym, ale społecznym/kulturowym.
    Inną kwestia jest reakcja społeczeństwa na taki ubiór/zachowanie. Reakcja, która oczywiście może boleć, ale niestety dla zainteresowanych jest chyba nieunikniona. Bo kobiecość/męskość mocno trzyma się w obyczaju, który jest silniejszy niż prawo. Prawo bowiem nie zabrania nam (kobietom) chodzenia w męskich spodniach, koszulach, kurtkach, ale obyczaj jednak stara się to wyrugować – szczególnie w sytuacjach, w których kobiecość ma być podkreślona – na imprezach, czasem w pracy.
    Czy to się silnie trzyma? W sytuacjach formalnych jak najbardziej – patrz dress cody w firmach i to, że dziewczyny zakładają wątki: czy świadkowa na ślubie może być w spodniach? :) . W sytuacjach nieformalnych wydaje mi się, że styl unisex niestety wypiera powoli tradycyjne podziały. Wczoraj siedziałam z moją bratanicą na placu zabaw i przyglądałam się przebywającym tam razem ze mną matkom. Bojówki, dżinsy, bluzy od dresu – takie dominowały ubiory – ze swoją spódnicą czułam się trochę jak dziwoląg :) .

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    @ Magda

    „Moim zdaniem nawoływanie do zlikwidowania barier płciowych to w pewnym sensie głos ludzi, którzy ze swoją płcią czują się niewygodnie nie w sensie fizycznym, ale społecznym/kulturowym.”

    Ja też tak kiedyś sądziłem, ale zaczynam dochodzić do innych wniosków. Mam wrażenie, że mówienie o „płci kulturowej” jest tylko częścią artykulacji głębszych potrzeb.
    Każdy kto w ogóle wie, co to jest „płeć kulturowa” może mieć do niej jakieś zastrzeżenia, bo jest stereotypowa a ludzie na pewnym poziomie, podchodzą do stereotypów sceptycznie. Nawet bardzo kobieca kobieta może się nie godzić na stereotyp kobiety-kucharki a zdecydowana większość inteligentnych i wartościowych mężczyzn wcale nie lubi tępych macho. Tyle tylko, że dla jednych to jest niezgoda na taki czy inny stereotyp, dla innych to jest temat nr.1.
    Dlaczego? I dlaczego ja i ty czujemy się dobrze ze swoją płcią kulturową(nawet jeśli nie z każdym stereotypem wchodzącym w jej skład) a innych uwiera tak bardzo, że ją całkowicie kontestują ?
    Dlaczego jeden szczupły chłopak ubiera szerokie koszulki, żeby wyglądać na większego a inny wybiera takie, w których będzie wyglądał jeszcze bardziej szczupło ?
    W obu przypadkach jest to próba osiągnięcia określonego efektu poprzez ubranie, ale efekt, który chce się osiągnąć jest dokładnie przeciwny.

    Podobnie: mówi się, że część gejów wybiera kobiecą ekspresję, gdyż wyobrażenia o płci kulturowej, wyrzucają ich poza obręb swojej definicji męskości a więc oni się w ten sposób buntują. Ale te wyobrażenia wyrzucają poza swój obręb także nerdów, intelektualistów, dziwaków czy niewysportowanych. A jednak tamci nie podejmują zazwyczaj radykalnej batalii przeciwko płci.

    Myślę więc, że stopień w jakim identyfikujemy się z naszą płcią jest pewną cechą charakterologiczną. Dziś wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że strój, sylwetka, zachowanie są sposobem naszej ekspresji i pewną jej formą. Ale to jaką treść chcemy wyrazić za pomocą tej formy, zależy od naszych głębszych potrzeb.

  • Magda

    [Re: Co z nami będzie?]

    @PP
    Może jest tak, że łatwiej jest odnaleźć się w sytuacji, kiedy jakieś konkretne zainteresowanie wyklucza cię co prawda ze wspólnoty idealnych kobiet/mężczyzn, ale jednocześnie na innych polach oczekiwania względem ról płciowych spełniasz. Dziewczyna jeżdżąca na żużlu, może być postrzegana jako lekkie dziwadło, ale gdy w życiu spełnia się na przykład jako żona czy matka, ludzie mogą machnąć ręką i stwierdzić, ot niegroźna pasja. Może jest tak, że seksualność jest na jakimś głębszym poziomie w postrzeganiu płciowości i kobieta, która nie założy rodziny i nie ma dzieci, w oczach niektórych kobietą być nie może. Stąd tak radykalna kontestacja całej kobiecości. W pierwszej chwili przyznam, że tak pomyślałam, ale po chwili dotarło do mnie, że przecież jest tabun kobiet heteroseksualnych, które tej rodziny nie założyły, są samotne z wyboru lub z konieczności, ludzie postrzegają je często jako sfrustrowane dziewice bez chłopa i przypisują niewiadomo jakie cechy, a jednak one tej kobiecości nie odrzucają. Nie odrzucają tej kobiecości, która w oczach niektórych może być opresyjna i robi im kuku.

    Myślę zatem, że to jest kwestia postrzegania ról płciowych jako opresji właśnie. Czegoś ograniczającego, a nie czegoś z czego można czerpać pełnymi garściami i cieszyć się z tego. Nie jest dla mnie niczym złym, to że niektórzy tak mają, po prostu wydaje mi się, że bezcelowa jest próba narzucenia takiego spojrzenia reszcie społeczeństwa, której akurat w takich rolach jest wygodnie. I oburzania się, że tego nie rozumieją. Owszem pozostaje kwestia niezbyt miłych komentarzy, ale umówmy się, że jeżeli jesteś pewny, że działasz dobrze to nie powinny cię obchodzić komentarze jakiegoś gościa siedzącego 500 km od ciebie przy kompie i wyrokującego o twojej osobie. Dlatego też nie rozumiem argumentu, który słyszałam już wielokrotnie, że bez względu na to jak bardzo nie będziemy się starać i tak nie będziemy wystarczająco kobiece/męscy dla niektórych i po co starać się w ogóle. Czy dla tych niektórych ja mam pozbawić się frajdy z kobiecości, z bycia sobą? Ich niedoczekanie :) .

  • Mimoza

    [Re: Co z nami będzie?]

    Ostatnio słyszałam, że homoseksualizm jest całkiem jak fetyszyzm. Coś w tym jest… Osobiście znam ludzi, którzy po nasyceniu się „obiektami pożądania”, przestają być praktycznie zainteresowani, przestaje ich to bawić. Jedna osoba zaczęła nawet rozglądać się za płcią przeciwną. Może z nudów? Nie wiem, ale to jest fakt.

  • Jakbyco

    [Re: Co z nami będzie?]

    Mnie strasznie cieszy to, na co zwrócono też uwagę w zajawce tekstu na Facebooku. Autorka (sądząc po zdjęciu i odniesieniach biograficznych niemłoda już pani) pisze o lesbijkach innych niż istniejące w szerszym odbiorze młode, z szalonymi fryzurami, niezależne, „hej-do-przodu”. Pisze o ustabilizowanych, pisze o starszych. U nas w Polsce np. pisanie o życiu erotyczny, seksualnym ludzi 50+ to jest w ogóle jakieś novum, a o osobach nie-hetero w tym wieku…

    Więc dobrze, że choć o doświadczeniach amerykańskich, które też przecież mogą być uniwersalne, się pisze…

  • Azomim

    [Re: Co z nami będzie?]

    Ostatnio słyszałam, że heteroseksualizm jest całkiem jak fetyszyzm. Coś w tym jest… Osobiście znam ludzi, którzy po nasyceniu się „obiektami pożądania”, przestają być praktycznie zainteresowani, przestaje ich to bawić. Jedna osoba zaczęła nawet rozglądać się za tą samą płcią. Może z nudów? Nie wiem, ale to jest fakt.

  • reader

    [Re: Co z nami będzie?]

    @Jakbyco
    W walce o małżeństwa jednopłciowe w USA biorą udział pary staruszków z długim stażem, dla których brak ślubu to realny problem. U nas nawet młodym się dostaje za niemedialny wygląd, a są i tacy co by na plakatach MNW woleli zobaczyć profesjonalnych modeli. Zresztą co tu szukać daleko, artykuł jest o budowaniu związków między lesbijkami, a pod nim stara dobra dyskusja wizerunkowa na poziomie gdybologi stosowanej.

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    A poza tym, Jakbyco,
    nie pisz mi tu o broszkach, bo broszki to ja bardzo lubię, jeśli wiesz co mam na myśli.
    Ale na blogu Abiekta ich raczej nie znajdę :( (

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    A to nie tu miało zostać wklejone :) )
    Choć pasuje.

  • Parka

    [Re: W imię bloga]

    Reader, a moze ludzie latwiej by lykneli pare staruszkow niz plakaty MNW? Zreszta jaka dyskusja wizerunkowa i co ona ma do akcji? Tu nikt nikogo nie wyklucza, tak jak milosc.

  • Parka

    [Re: W imię bloga]

    Reader, a moze ludzie latwiej by lykneli pare staruszkow niz plakaty MNW? Zreszta jaka dyskusja wizerunkowa i co ona ma do akcji? Tu nikt nikogo nie wyklucza, tak jak milosc.

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    „W pierwszej chwili przyznam, że tak pomyślałam, ale po chwili dotarło do mnie, że przecież jest tabun kobiet heteroseksualnych, które tej rodziny nie założyły, są samotne z wyboru lub z konieczności, ludzie postrzegają je często jako sfrustrowane dziewice bez chłopa i przypisują niewiadomo jakie cechy, a jednak one tej kobiecości nie odrzucają. Nie odrzucają tej kobiecości, która w oczach niektórych może być opresyjna i robi im kuku.”

    Są też tabuny kobiet heteroseksualnych, które rodziny założyły, ludzie postrzegają je jako spełnione żony i matki, one kompletnie się z tą rolą godzą i jest im w nim dobrze, a jednak odrzucają kobiecość polegającą na noszeniu długich włosów, kiecek itd. itp. – przeciwnie, dobrze i wygodnie im w krótkich włosach, bez makijażu, luźnych spodniach i bluzkach itd. I na dodatek kompletnie nie zastanawiają się nad kulturowymi implikacjami ich wyborów stylistycznych.

    A to tylko jedna z możliwości (pomyśl o kolejnych). Wniosek? Twoja teoria niestety jest mocno naciągana.

  • Magda

    [Re: Co z nami będzie?]
    :) Jasne, ale gdzie ja napisałam, że kobiecość to tylko kiecki i długie włosy? Dla mnie jak już wspominałam w którymś poprzednim poście, płciowość to też sposób poruszania się, mówienia, myślenia a przede wszystkim reakcji na otaczającą nas rzeczywistość. Moim zdaniem w naszym obszarze geograficznym i kulturowym są premiowane u kobiet tak różnorodne rzeczy, że nie trzeba mieć koniecznie wyglądu modelki, żeby się zmieścić w tej „normie”. Mi chodzi o coś zupełnie innego, zaraz wyjaśnię. Chodzi mi o coś co wygląda mi na odrzucenie różnorodności płci, na wprowadzenie chybionej moim zdaniem teorii równości kobiet i mężczyzn. W życiu społecznym, zachowaniu, wyglądzie. Równości, której ja nie kupuję. Po prostu. I dlatego trudno mi się przekonać do teorii, które starają się mnie włączyć do walki o swoją godność z tym okropnym patriarchalnym światem. Bo mi się podoba jego różnorodność i nie chciałabym mieć w zamian czegoś co jest zbudowane w laboratorium równości, bo świat byłby dla mnie wtedy bardzo płaski. I smutny.

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    Hm. A nie uważasz, że różnorodnością jest możliwość sięgania do dowolnych ról płciowych, zgodnie z osobistymi upodobaniami? Równość nie oznacza jednolitości, a właśnie większy wybór – dla obu płci. Możesz być Michałem Szpakiem lub Pudzianem, możesz być Kingą Dunin lub Dodą i nic nikomu do tego.

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    @ …

    Z tego, że są różne warianty wynika dokładnie to, o czym mówimy. Ludzie mają różne potrzeby związane z tożsamością płciową. Jedni chcą ją podkreślać, drudzy jej zaprzeczać.

    Aczkolwiek ten casus: męski strój u heteroseksualnej kobiety, wynika też ze wspomnianej wcześniej kultury unisexu, która jest dość egoistyczna.
    Co to znaczy, że kobiecie jest „wygodniej” w krótkich włosach i bez makijażu? Mnie też byłoby najwygodniej wychodzić w moich krótkich gaciach, w których teraz piszę te słowa a jednak czasem muszę ubrać garnitur. Wygodniej byłoby mi może nie chodzić ani na siłownię.
    A w ogóle najwygodniej byłoby nam wszystkim gdybyśmy się nie musieli myć, bo to ostatecznie też jest jakiś rodzaj wysiłku.
    Jasne, że człowiek powinien w pierwszej kolejności zbudować sobie jakąś tożsamości i czuć się z nią dobrze. Ale takie myślenie, według którego jedynym kryterium jest to co się lubi samemu, jest utopijne.

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    Nie chodzić na siłownię. Bez „ani” ;)

  • Magda

    [Re: Co z nami będzie?]

    Pudzian może zakładać damskie ciuszki a Kinga Dunin podnosić samochody, nie widzę problemu. Chodzi mi o to, żeby nie próbowali budować na tych zachowaniach teorii, które mają pokazać opresyjność złego świata. Ja – i tu przyznam się do swojej słabości – mam po prostu alergię na jęczenie i ustawianie się w roli ofiary heteronormy. Poza tym męskość i kobiecość nie jest jednolita, jest właśnie różnorodna i daje super możliwości.

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    „Jasne, że człowiek powinien w pierwszej kolejności zbudować sobie jakąś tożsamości i czuć się z nią dobrze. Ale takie myślenie, według którego jedynym kryterium jest to co się lubi samemu, jest utopijne.”

    To co powinno być wg ciebie najważniejszym kryterium doboru strojów czy fryzur (ogólnie: stylu), jak nie osobiste upodobania i wygoda (i piszę tu o stylu w ogóle, a nie o dress codzie wymaganym w niektórych sytuacjach)? Oczekiwania innych? Bo tak wypada? Jeżeli tak, to muszę przyznać, że co najmniej połowa kobiet wokół mnie to niezłe nonkomformistki.

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    „Ludzie mają różne potrzeby związane z tożsamością płciową. Jedni chcą ją podkreślać, drudzy jej zaprzeczać.”

    Na pewno piszesz o przypadku (wcale nierzadkim), który opisuję? Heteroseksualna kobieta w pełni wpasowana w stereotypowe role kobiece, mająca gdzieś zagadnienia genderowe, a jedynie preferująca krótkie włosy i swobodny styl ubierania się? Czemu ona konkretnie zaprzecza?

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    „Poza tym męskość i kobiecość nie jest jednolita, jest właśnie różnorodna i daje super możliwości.”

    Przyznam, że ja nie wiem, co to ta męskość i kobiecość. Wiem, co to role płciowe, ale to chyba nie to samo jednak.

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    @ …

    Nie, to co „wypada” nie. Dwie rzeczy: w czym się dobrze czuję oraz w czym się podobam komuś na kim mi zależy.
    Może są na tym świecie jacyś faceci, którym podobają się kobiety wybierające styl Kingi Dunin. Osobiście takich nie znam.

  • Soniasonia

    [Re: Co z nami będzie?]

    Skoro już mocno odchodzimy od tematu, to ja bym chciała zwrócić się z nurtującym mnie pytaniem odnośnie męskiej seksualności. Mianowicie na stronach, na których internauci publikują swoje opowiadania, gdy faceci piszą hetero opowiadania erotyczne, w 90% opisują one gwałt (dla odmiany opowiadania pisane przez dziewczyny, a także opwiadania pisane przez chłopaków, ale dotyczące relacji homoseksualnych, czy to m/m, czy też f/f, zwykle mają rozbudowane fabuły,a postaci się kochają, bo się …kochają). What the hell?
    I jak dwustuprocentowy nerd muszę zaprzeczyć – nie, my kontestujemy główny nurt kultury. Praktycznie wszystkie subkultury tak robią, z tym, że każda skupia się na innym obszarze – ja jako kujon i mól książkowy (i mi podobni) obnoszą się, że tak powiem, prowokacyjnie z moimi niemodnymi stojami sprzed ćwierćwiecza, wielu intelektualistów specjalnie ubiera się staroświecko i niemodnie, by pokazać, iż nie obchodzi ich moda i konsumpcjonizm, a wielu ludzi związanych z muzyką klasyczną i teatrem ubiera się, jakby ciągle żyli w XIX wieku (doskonałym przykładem muzycznego nerda jest Austria z „Hetalii” – mama bardzo się ucieszyła, gdy pokazałam jej odcinki z nim, dzieki jej wyjaśnieniom zrozumiałam też, o co chodzi w muzycznych żartach w serialu).

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    @Peter Pan
    Ale to, że takich nie znasz, to nie jest żaden argument, prawda? Ja nie znam żadnego faceta, którym podobałaby się Jola Rutowicz, ale to nie znaczy, że takie kobiety się nikomu nie podobają:) Zresztą – czy „podobanie się” komuś naprawdę powinno być najważniejszym kryterium doboru stylu? Jakieś to słabe i dziecinne w sumie.

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    „Przyznam, że ja nie wiem, co to ta męskość i kobiecość.”

    A po co ci tutaj jakieś zero-jedynkowe, matematyczne rozstrzygnięcia ? Męskość i kobiecość nie są jednoznacznie definiowalne, ale wbrew temu, co się wydaje feministkom, nie oznacza to, że czegoś takiego wcale nie ma.
    To tak jak miłość. Jesteś ją w stanie w 100% zdefiniować ? Jak się do kogoś przywiążesz i chcesz z nim być to jest miłość ? Czy może muszą wystąpić konkretne objawy zakochania ?
    Wszystko da się poddać dekonstrukcji, ale to nie znaczy, że ta dekonstrukcja może w pełni skompromitować pojęcia, o których mówimy.
    Kwestii związane z tożsamością nie da się pokazać jak jakiegoś gatunku zwierzęcia czy jakiejś gwiazdy na niebie.

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    „Kwestii związane z tożsamością nie da się pokazać jak jakiegoś gatunku zwierzęcia czy jakiejś gwiazdy na niebie.”

    No właśnie, nie da się. Po co więc ograniczać się do kwestii tak mało istotnej jak wygląd i przywiązywać do niej nie wiadomo jakie znaczenie? (zaprzeczanie kobiecości, bunt przeciw heteronormie i tak dalej?)

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    @ …

    Dziecinne ? Ale co jest dziecinne ?
    To, że się chcesz komuś podobać ? A nie-dziecinne jest olewanie wszystkiego ? Nie-dziecinne jest dbanie tylko o własną wygodę ?
    Ja myślę, że dziecinne jest właśnie postrzeganie świata w kategoriach Ja, Ja i jeszcze raz Ja.

    Jeśli chodzi o gust, to wiadomo, że może być różny. Ale jednak nie bez powodu, jak podawałeś Dodę i Kingę Dunin, jako przykład, to chyba wiedziałeś, która ze stron tego porównania ma być symbolem atrakcyjności a która czegoś odwrotnego. Czyli jednak pewne tendencje przeważają i nie musimy pytać 3 miliardów mężczyzn na tym świecie o ich gust, żeby wiedzieć, jakie są ogólne tendencje.

  • Magda

    [Re: Co z nami będzie?]

    @…
    Jeżeli koniecznie chcesz poznać moją definicję to spróbuję.
    Dla mnie męskość i kobiecość to w skrócie jakiś zestaw ról i zachowań, które są przypisywane danej płci. Określanie kobiecy/męski jest moim zdaniem niezależne od płci biologicznej – stąd nie dziwi mnie, że w odbiorze społecznym może istnieć kobiecy facet i męska kobieta. Mi po prostu ten zestaw ról pod tytułem „kobiecość” się podoba i pasuje. Jeżeli jakiemuś facetowi też się podoba, to ok, ale niech nie robi krzyku kiedy ktoś mu powie, że jest kobiecy bądź zniewieściały :) Bo sam czerpie z katalogu cech określanych jako kobiece.

  • Magda

    [Re: Co z nami będzie?]

    ..@
    „Po co więc ograniczać się do kwestii tak mało istotnej jak wygląd i przywiązywać do niej nie wiadomo jakie znaczenie? (zaprzeczanie kobiecości, bunt przeciw heteronormie i tak dalej?)”

    Moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie koncentrujesz się na tym wyglądzie. Pomijam już tutaj to czy on jest naprawdę mało istotny, ale przecież nie o niego przede wszystkim w tej dyskusji chodzi.

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    „Po co więc ograniczać się do kwestii tak mało istotnej jak wygląd i przywiązywać do niej nie wiadomo jakie znaczenie?”

    To jest bardzo ciekawe zdanie, ponieważ ono pokazuje dokładnie to, o co chodzi tutaj Magdzie i mnie.
    Pozorną neutralność tego dyskursu, którym się posługujesz.
    Teoretycznie chodzi ci o to, żeby była i Doda i Kinga Dunin i, żeby każdy był taki, jak chce. I cóż można mieć przeciwko takiej wizji ? Nic.
    Tylko jednocześnie widać dokładnie, że w tym zdaniu mieści się wizja tego, jak ma być żeby było dobrze. Mamy przestać zwracać uwagę na wygląd, to co się komuś podoba nie powinno być naszym kryterium itd.
    W praktyce, oznacza to zmianę społeczeństwa w konkretnym, unisexowym kierunku.

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    Dziecinne jest rezygnowanie z własnego stylu (o ile go mamy) tylko dlatego, że chcemy się komuś podobać. Nieprzesypianie nocy, bo „ja mu się taka nie spodobam”, bo „muszę coś zrobić, żeby mnie zauważył”. Wiara, że wystarczy ufarbować włosy na blond, a wszystko będzie dobrze. I niewidzenie wartości w tym, jaką się jest. Taka postawa prędzej czy później kończy się obwinianiem tej drugiej osoby – że „ja się tak dla ciebie poświęcam, a ty tego nie doceniasz”.

    Co do tendencji – jak patrzę na zaprzyjaźnione kobiety, to widzę przede wszystkim przewagę przeciętności. Tylko nastolatki zdają się wierzyć, że muszą być jak panie z żurnala, żeby nie skończyć w staropanieństwie.

    A o gust należałoby też spytać parę miliardów kobiet. W końcu to tekst o lesbijkach:)

  • Magda

    [Re: Co z nami będzie?]

    @…
    Litości, naprawdę uważasz, że chęć podobania się komuś jest rezygnowaniem z siebie i niewidzeniem wartości w tym jaką się jest? Serio myślisz, że nie da się tego połączyć? :)

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    „Tylko jednocześnie widać dokładnie, że w tym zdaniu mieści się wizja tego, jak ma być żeby było dobrze. Mamy przestać zwracać uwagę na wygląd, to co się komuś podoba nie powinno być naszym kryterium itd.
    W praktyce, oznacza to zmianę społeczeństwa w konkretnym, unisexowym kierunku. „

    Ale dlaczego „mamy” przestać zwracać uwagę na wygląd? Po prostu go nie ideologizować. Magda lubi kiecki – i dobrze, jednym się podoba, innym nie. Michał Szpak lubi się malować – i dobrze, jednym się podoba, innym nie. Kinga Dunin woli spodnie – i dobrze, jednym się podoba, innym nie. Ale po co przenosić prywatne gusta na forum ogółu? I jeszcze trąbić o jakiejś przymusowej unisexyzacji?

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    @ …

    Ja nie jestem lesbijką. Jestem biseksualnym facetem i mogę mówić wyłącznie z tej perspektywy.
    Wiem, że niektórym lesbijkom podobają się androgyniczne kobiety, więc do nich nie odnoszę tego co napisałem. Jak obie strony są zadowolone to cool.

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    „Litości, naprawdę uważasz, że chęć podobania się komuś jest rezygnowaniem z siebie i niewidzeniem wartości w tym jaką się jest? Serio myślisz, że nie da się tego połączyć? :)

    Piszę o przypadkach, kiedy tak właśnie się dzieje, nie uogólniam. Nie piszę, że każde upiększanie siebie w celu przypodobania się komuś jest rezygnacją z czegoś. Czytaj dokładnie:)

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    @Magda
    „Moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie koncentrujesz się na tym wyglądzie. Pomijam już tutaj to czy on jest naprawdę mało istotny, ale przecież nie o niego przede wszystkim w tej dyskusji chodzi. „

    A o co PRZEDE WSZYSTKIM w niej chodzi? Bo póki co udało mi się dowiedzieć, jak wyglądasz, jak wygląda PP, jakie kobiety mu się podobają i że nie lubi długich włosów u mężczyzn, że Doda jest seksi, a Kinga Dunin nie. Widzę też próby wyjaśnienia, dlaczego niektóre kobiety wyglądają tak a nie inaczej (że to jakieś niegodzenie się na swoją kobiecość itd.). A, jest też coś o poruszaniu się i stosunku do rzeczywistości, ale mało tego. Dominują rozważania o wyglądzie.

  • Magda

    [Re: Co z nami będzie?]

    „Ale po co przenosić prywatne gusta na forum ogółu? I jeszcze trąbić o jakiejś przymusowej unisexyzacji?

    Ja mam wątpliwości czy są to prywatne gusta. O prywatnych gustach możemy mówić wtedy, kiedy dyskutujemy o ulubionych książkach, płytach, lub o tym czy ktoś woli spędzać wakacje nad morzem czy w górach. Bo to rzeczywiście jest prywatne. Natomiast wygląd czy tego chcemy czy nie prywatny nie jest i jest oceniany z perspektywy która akurat na danym obszarze kulturowym obowiązuje. No a na u nas obowiązuje jednak zasada, że faceci malować się raczej nie powinni :) .

  • Magda

    [Re: Co z nami będzie?]
    :) nie wiem o co chodzi PP, może sam odpowie. Dla mnie ta rozmowa miała być odpowiedzią na pytanie czy i dlaczego niektórzy uważają, że zespół cech przypisanych społecznie ich płci jest czymś z czym należy walczyć. I dlaczego? W sumie Ty mi odpowiedziałaś. Bo jest to według Ciebie coś co ogranicza. Ja tego tak nie widzę. To znaczy nie widzę tego ograniczenia. Może mogłabyś napisać co Cię ogranicza najbardziej?

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    @ …

    To ty wywołałeś Dodę i Dunin. Nie ja.
    Jak wyglądam, myślę, że wciąż nie wiesz ;) )

    Ale tak właściwie: dlaczego mamy się nie koncentrować na wyglądzie, sposobie bycia ?
    Bo co ? Wszyscy jesteśmy chyba istotami seksualnymi a tożsamość płciowa jakoś się z tym wiąże. Dlaczego więc ludzkie potrzeby seksualne i uczuciowe mają stanowić temat tabu ?
    Tym bardziej, że ten temat nie jest wcale „prywatny”. W Europie Zachodniej i Północnej od lat 70. bardzo mocny był taki dyskurs, jaki tu prezentujesz i miało to bardzo określone skutki, które mi się nie podobają. Bardzo bym nie chciał, żeby w Polsce, jak w Skandynawii, jakikolwiek flirt został całkowicie wyeliminowany ze sfery publicznej, żeby otwieranie drzwi kobiecie, zamiast jako miły gest, postrzegane było jako obraza itd.

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    @Magda
    Ja nie piszę, że ogranicza czy że należy z czymś walczyć. Ja piszę, że fajnie jest, gdy kaźdy może być, jaki chce. Bez ideologizacji tego.

  • Magda

    [Re: Co z nami będzie?]

    ..@
    No, ale przecież każdy może być taki jaki chce. Tylko, że podlega ocenie społecznej. To jest nieuniknione. Ideologizacją jest próba wprowadzenia tego, aby takiej oceny być nie mogło.

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    Ideologizacją jest też pisanie, że wygląd świadczy o wypieraniu czegoś, dyskomforcie płciowym itd. Ocena społeczna to gruba przesada. Tu widzę jedynie ocenę jednostkową, czyli pospolitą rozmowę o gustach.

  • Peter Pan

    [Re: Co z nami będzie?]

    @ …

    Nikt nie pisał o „wypieraniu” ani o „dyskomforcie”.
    Co do tego, że każdy może się ubierać jak chce, dopóki nie ma w tym ideologizacji, to akurat się zgadzam. Ja tu mówiłem wyłącznie o problemach związanych z przypadkiem, kiedy ta ideologizacja się pojawia.
    Oczywiście poza pierwszymi dwoma czy trzema postami, które nie były całkiem na serio.

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    @Peter Pan
    Nikt też nie pisał o zakazie flirtów, a jednak jakoś je sobie wykoncypowałeś. Taki już urok dyskusji ideologicznych, że ksżdy mówi o czymś trochę innym.

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    PS Jak dla mnie każdy może wyglądać jak chce, nawet jak jest w tym ideologizacja. Byleby stosował swoje idee wyłącznie do siebie i tych, którzy się z nim zgadzają.

  • Magda

    [Re: Co z nami będzie?]

    Nie rozumiesz mnie. Dla mnie nie ma większego znaczenia jak kto wygląda, ale chodzi mi o cały zespół cech: sposób poruszania się, zalotność, ciepło, miękkość, uległość i długo by wymieniać. Oraz o zgodzenie się na istnienie dwóch płci i czerpanie z tych różnic, a nie doprowadzenie do ich zaniku.
    Tak jak powiedział PP, nie chciałabym aby facet miał wątpliwości czy przytrzymać mi drzwi, puścić oko czy zaproponować pomoc przy wymianie opon. No, ale ok, to możesz nazwać prywatnym gustem i idelogizowaniem płci. Natomiast ocena społeczna nie jest grubą przesadą. Po to społeczeństwa mają określone zespoły cech dla kobiecości i męskości aby zarówno pan Janek z kopalni jak i pani Ania z uniwersytetu wiedzieli na pierwszy rzut oka, ot po obejrzeniu zdjęcia czy filmu czy ktoś jest kobiecy czy męski. Nie wspominając już o ocenie czyjegoś zachowania. Owszem gust pana Janka może różnić się od gustu pani Ani, ale pewne rzeczy są wspólne i na pewno nie należy do nich uznanie, że trzeba wszystkich oceniać tak samo, a właściwie nie oceniać. Nie godząc się zatem na tę ocenę i buntując się przeciwko niej stajemy właśnie społeczeństwu okoniem. Co innego kiedy nas to nie dotyka, bądź dotyka, ale uważamy, że ludzie mają do tego prawo bo kultura, tradycja, wstaw dowolne i ewentualnie działamy na polu prywatnym, żeby to zmienić. Ale co innego kiedy nam to przeszkadza do tego stopnia, że staramy się przez ideologię (patrz na przykład feminizm) narzucić społeczeństwu nasze wartości, bo tak nam jest wygodnie.

  • ...

    [Re: Co z nami będzie?]

    A co konkretnie feminizm próbuje narzucić społeczeństwu (proszę o polskie przykłady)? I co to właściwie jest społeczeństwo, bo jak rozumiem niektòrych ludzi nie obejmuje.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa