Homicze ulice Londynu (1)

Już za kilkanaście dni ulicami Londynu przejdzie Gay Pride. Tradycyjnie wezmą w niej udział nie tylko wyspiarze, ale także goście ze świata, wśród nich grupa rodaków znad Wisły. My postanowiliśmy przespacerować się w poszukiwaniu śladów homiczej historii już teraz.

Londyn znany jest jako gejowska stolica Europy nie od dziś. Już w 1904 francuski pisarz dr Jacobus X nazwał to miasto „najbardziej homoseksualną stolicą świata”. Jak jest ponad 100 lat później? Jak zwykłe homiki widzą Londyn?

Wycieczkę rozpoczynamy od finansowego The City – najstarszej dzielnicy miasta. Dawniej włóczył się tutaj Olivier Twist, a morderców tropił Sherlock Holmes. Mało zostało z dawnych klimatów, gdyż ocalałe kamienice wciśnięte są pomiędzy biurowce ze szkła, metalu i granitu.

Tuż przy St. Paul’s Cathedral znajdujemy pierwszy homiczy akcent przypominający nam m.in. o trudnej historii kobiet transseksualnych.

St Paul’s Cross to miejsce, w którym przed wiekami piętnowano ludzi, skazywano ich, a nawet wykonywano na nich wyroki. Tu też trafiła Mary Frith. Mary Frith urodziła się w drugiej połowie XVI wieku na rubieżach londyńskiego City. Od dzieciństwa była chłopczycą, nie potrafiła odnaleźć się w dziewczęcym towarzystwie, od szycia i haftowania wolała życie rzezimieszka, wróżki i rozbójniczki. Stąd powstało jej przezwisko Molly Cutpurse (Przecinaczka Sakiewek). Cała historia Mary opisana jest w anonimowej powieści „Życie i śmierć pani Mary Frith”, wątek Molly kontynuowany był także w sztukach teatralnych, z naciskiem na szokujące upodobania seksualne bohaterki. Lecz to nie awanturnictwo, a noszenie męskich ubrań zaprowadziło Mary przed sąd. To właśnie na dziedzińcu katedry 9 lutego 1612 roku Mary została napiętnowana i zmuszona do odbycia pokuty za jej „nieobyczajne zachowania”. Na szczęście postawa kościoła anglikańskiego ewoluowała i zdaje się rozumieć zmieniające się czasy i ludzi. Publiczne potępienie, jakie było możliwe w XVII wieku, obecnie nie miałoby miejsca. Sam byłem świadkiem, gdy w czasie kazania kaznodzieja piętnował nietolerancję. „Nie my tu jesteśmy od osądzania, co jest dobre, a co złe” – grzmiał z mównicy. Zresztą to kościelna Komisja Moralności już w 1954 roku wydała raport o konieczności zaniechania karania za akty homoseksualne, a dopiero 13 lat później do tych samych wniosków doszła Izba Lordów.

Kolejny przystanek naszej wycieczki jest na przeciwnym brzegu Tamizy. Wystarczy wraz z tysiącami turystów przejść kładką w kierunku dawnej elektrowni, by trafić na bardzo charakterystyczny czarno-biały budynek w kształcie rotundy.

To The Globe – rekonstrukcja słynnego teatru, w którym wystawiano sztuki Williama Szekspira, przez niektórych uważanego za przedstawiciela braci homiczej. Być może, choć faktycznie zastawiające jest, że większość jego sonetów adresowana jest do pewnego młodego żołnierza. Siądźmy na brzegu Tamizy i wczytajmy się w sonet 20 w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka:

Kobieca jest twarz twoja – choć to dłoń Natury
Malowała ją, panie-pani mojej duszy;
Kobieca dobroć – chociaż jest w niej stałość, której
Zmienny niewieści kaprys z miejsca nie poruszy;
Oko nie tak ruchliwe jak u kobiet, ale
Jaśniejsze i rzecz każdą spojrzeniem złocące;
Postać masz męską – urok jej wszelako stale
Oczy mężczyzn i kobiet olśniewa jak słońce.
Natura wpierw kobietę miała widać w planie,
Tworząc cię; z zachwycenia jednak i zawiści
Pozbawiła mnie ciebie przez zbędne dodanie
Tej jednej rzeczy, z której ja nie mam korzyści.
Skoroś zatem rzeźbiony ku niewiast potrzebie,
Miłuj je ową cząstką, mnie zaś – resztą siebie.

Tuż obok The Globe, w budynku dawnej miejskiej elektrowni, znajduje się jedna z najbardziej znanych galerii sztuki współczesnej na świecie.

Tutaj można spędzić godziny, gubiąc się na korytarzach z dziełami Picassa, Moneta, Matisse’a, Rothko, Dalego, Lichtensteina. Jeżeli goni nas czas, warto odwiedzić choćby wystawę States of Flux z obrazami Andy’ego Warhola, który jako otwarcie żyjący gej czerpał pełnymi garściami z homiczej kultury i chętnie zapożyczał jej motywy w swoich dziełach.

Wracamy do City. Mijamy katedrę św. Pawła i na ulicy Ludgate Hill wstępujemy do Stationers’ Hall. Tam na dziedzińcu rośnie drzewo posadzone w miejscu, w którym w 1599 roku palono wywrotowe książki, z których część nawiązywała do tematyki homoseksualnej, m.in. dzieła Johna Marstona, Richarda Barnfielda i Barnaby Barnesa. Ten ostatni dosyć frywolnie opisywał flirtującego młodzieńca jako kupida z obrazu Caravaggia.

Z Ludgate Hill skręcamy w prawo wąską Old Bailey. Tu mieści się Central Criminal Court, sąd, który od setek lat oddziela dobro od zła.

Dawniej wieszano tu rzezimieszków, obecnie stare mury z piaskowca z trudem przebijają się przez modernistyczną zabudowę. Zasoby Old Bailey można eksplorować w Internecie. Prawie 200 tysięcy spraw sądowych z lat 1674-1834 jest świetnym materiałem dla historyków, a także dla badaczy homiczej przeszłości. Nie trzeba długo szukać. Wpisując słowo „sodomy” w wyszukiwarce otrzymujemy 147 wyników, za którymi niejednokrotnie kryje się okrutne świadectwo ówczesnych czasów. Chociażby przykład Mustafy Pochowachetta – Turka, który został oskarżony o popełnienie „najbardziej nienaturalnego czynu sodomii” i powieszony w 1694 roku. W Old Bailey na dwa lata ciężkich robót skazany został Oscar Wilde, a kompozytor Georg Friedrich Händel i poeta Alexander Pope zostali zmuszeni do zmiany tematyki swych dzieł – przerobienia wątków o miłości do osób tej samej płci na tematy ściśle heteroseksualne. Słynny kompozytor zapytany przez króla Jerzego III, dlaczego nie ma kobiet w jego życiu, użył bodajże najpopularniejszego homiczego wytłumaczenia i odpowiedział, że „jest bardzo zajęty pracą i komponowaniem”.

Rozmyślając o trudnym losie homików z przeszłości mijamy Holborn Viaduct Tavern i wędrujemy ulicą Holborn.

W tych okolicach w czasach przed rewolucją przemysłową zlokalizowane były Molly Houses, pierwsze na świecie kluby gejowskie, gdzie gromadzili się mężczyźni, często przebrani za kobiety, szukający uciechy w ramionach drugiego mężczyzny. Najważniejszą osobą w Molly House był właściciel, często ubrany w kobiecy balowy strój. W tych przybytkach odbywały się też uroczystości małżeństw i sodomickie wesela. Cień na działalność Molly Houses położyło Towarzystwo Odnowy Obyczajów, które na początku XVIII wieku donosiło o istnieniu takich miejsc policji. Mimo obowiązującego wówczas prawa, penalizującego homoseksualizm, likwidacja Molly Houses nie przychodziła zawsze łatwo. Historyk Alan Bray pisał „kiedy likwidowano Molly House w Covent Garden, tłum klientów tego miejsca, w dużej ilości poprzebierany za kobiety, odparł atak z agresją i brutalnością.”

Dla chcących spalić więcej kalorii proponujemy skok w bok – kilka przecznic na południe docieramy na Fleet Street. To tutaj narodziło się dziennikarstwo i to tutaj produkowano pierwsze gazety na świecie. Tutaj też w 1772 roku doszło do pierwszej publicznej dyskusji o homoseksualizmie. Sprawa dotyczyła kapitana Jonesa, któremu zarzucono kontakt seksualny z trzynastolatkiem. Problem opisały The London Evening Post oraz The Morning Chronicle. Ostatecznie Jonesowi nakazano opuszczenie kraju, ale cała rozprawa stała się przyczynkiem do powszechnej dyskusji na temat karalności homoseksualizmu. W gazetach porównywano systemy prawne od starożytnego Rzymu do nowoczesnej Francji. Ostateczna konkluzja była dość optymistyczna – dziennikarze uznali, że prawo powinno zostać zmienione. Niestety, na zmianę prawa trzeba było jednak poczekać prawie sto lat, do 1861 roku. Ostatni raz kara śmierci na osobie homoseksualnej w Wielkiej Brytanii została wykonana w 1840 roku.

Maszerujemy dalej malowniczą ulicą Holborn, podziwiając wiktoriańskie i edwardiańskie kamienice wmiksowane w nowoczesną architekturę, w typowym londyńskim galimatiasie.

Przedostatnim przystankiem jest British Museum na Great Russell Street (w sercu dzielnicy Bloomsbury) – obiekt, któremu warto poświęcić osobną wycieczkę.

Przy wejściu można poprosić o ulotkę na temat gejowskich i lesbijskich eksponatów, można ją też przestudiować www.untoldlondon.org.uk.

W wariancie minimum warto zobaczyć Warren Cup w sali numer 70 – naczynie przedstawiające homiczą scenę miłosną; w sali 55 znajdziemy Poemat Gilgamesza datowany 2500 p.n.e., opisywany na naszym portalu. Czeka na nas bogini Ishtar (sala 56) przebrana w połowie za mężczyznę, w połowie za kobietę, nagrobna inskrypcja Hora oraz Sutego (sala 61) z Egiptu 1350 p.n.e., grecka waza z orgiastycznym ornamentem (sala 69), i popiersia homiczych bohaterów Hadriana (sala 49) i Antoniusa (sala 70). W sumie 12 obiektów na wystawie jest klasyfikowanych jako powiązanych z motywami LGBT, drugie tyle kryją magazyny.

Tym, których nie zmęczyło dostatecznie muzeum, polecamy ostatni punkt programu (także w dzielnicy Bloomsbury): dom przy Gordon Square, numer 42. Tu w latach 1904-1907 mieszkała Virginia Wolf, i to w tym właśnie domu miało swój początek nieformalne stowarzyszenie intelektualistów, znane później w historii kultury jako the Bloomsbury Group. Współtworzyły je tak wielkie postaci jak pisarz E.M.Forster (autor powieści „Maurice”), ekonomista John Maynard Keynes (autor założeń przełomowej polityki ekonomiczno-społecznej New Deal („Nowy ład”), do której przekonał Roosevelta), czy sławny eseista i biograf Lytton Strachey, autor popularnych w przedwojennej Polsce biografii królowej Wiktorii czy Marii Stuart. Forster i Strachey byli homoseksualistami, a Keynes biseksualistą. Odrzucali oni wiktoriańskie normy w sztuce, kulturze, czy religii. Grupa była także ostoją dla innych jeszcze gejów i lesbijek. Środowisko Bloomsbury ukazane zostało w głośnym filmie Carrington, znanym także i w Polsce. Zapaleni fani Virginii mogą odwiedzić też położony kawałek dalej dom na Tavistock Square, numer 29, w którym pisarka mieszkała później.

Znudzonym historią i literaturą proponujemy bardziej rozrywkowy akcent – w rytm muzyki pop. Z British Museum linią Northern proponujemy pojechać do Highgate. Tu można zwiedzić słynną publiczną toaletę, w której został aresztowany George Michael, albo obejrzeć witrynę sklepu Snappy Shots, na której piosenkarz ostatnio zatrzymał się swoją limuzyną, nie wyrabiając zakrętu.

To tylko drobny fragment miasta i równie nikły fragment przebogatej historii homików – od czasów kary śmierci, jaką osądzano w Old Bailey, do ery emancypacji, tolerancji i pozytywnej edukacji, jakiej przykładem jest traktowanie homiczych gości w Muzeum Brytyjskim.

To pierwsza część naszego spaceru, następnym razem odkryjemy homicze serce Londynu – Soho oraz dzielnicę West End.


Autorzy:

zdjęcie Piotr Bukowski i Paweł Walczak

Piotr Bukowski i Paweł Walczak

wrocławianie na występach gościnnych w Londynie. Kochają dalekie spacery, bieganie i dobrą kuchnię. Nie mają marzeń, tylko cele do zrealizowania. W przyszłości zamierzają ukończyć maraton, nauczyć się hiszpańskiego i objechać świat dookoła (parę razy). Razem od 10 lat.

29 komentarzy do:Homicze ulice Londynu (1)

  • Krzysztof Zabłocki

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    Zapraszamy do HomoLondynu! – na londyńską paradę i nie tylko!

    Londyn to wspaniała metro(mega)polia, gdzie klimaty LGBTQ są wszechobecne – już sama kultura brytyjska jest homoerotyczna! :-)

    Szkoły z internatem, tradycje marynarskie, kary cielesne wymierzane trzcinką w gołe pośładki, podniecające mundury, a nawet design – słynny brytyjski Jaguar E-Type miał przeciez kształ falliczny!

    jak powiedział słynny leksykograf, pisarz i mędrzec Samuel Johnson: Ten, kto zmęczył się Londynem, zmęczył się życiem…

  • Peter Pan

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    Najgorsza kuchnia świata. Najrzadziej używające mydła społeczeństwo Europy (i nie zastępujące go mnóstwem perfum jak Francuzi). Niesamowicie brzydkie kobiety i niewiele lepsi od nich faceci. Największa przestępczość spośród państw „starej Unii”.
    Szaro, deszcz i jeszcze te debilowate dzieciaki: „chavs”.

    Dzięki. Chyba na wakacje wybiorę się gdzieś indziej.

  • czytelniczka

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    może ktoś pokusi się o poszukanie polskich tęczowych śladów w Londynie? byłby polski HomoLondyn, skoro brytyjski już jest, jak podają autorzy :)

  • Soniasonia

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    @ Peter Pan
    Niee – niemieckie jedzenie jest dużo gorsze, tylko piwo mają dobre (ale Anglicy też), a o amerykańskiej „kuchni” to nawet nie warto wspominać. W prestiżowym przewodniku kulinarnym jakiegoś kucharza-celebryty napisano, że najgorsza jest kuchnia fińska, ale ja co nieco jadłam i bardzo mi smakowało ;)

  • d_biskupa

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    Niemieckie jedzenie jest prawie jak polskie, a raczej na odwrót. Natomiast angielskie, tu zgodzę się ze staruszkiem Peterem, jest faktycznie proste i mało wykwintne. W pewnym stopniu i sensie, jak cała tamtejsza kultura. Chociaż wyjątkowo dobre mają piwa i niezłe sery.

    Wszystkiego najlepszego, Peterku :)

  • Peter Pan

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    Angielki żrą tyle bekonu, że mają tłuste dupska. Żadna Trinny czy Susannah im nie pomoże.

  • Erico

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    Peter Pan przedstawił typowy bukiecik stereotypów i uprzedzeń bez sensu. A grubnie się w UK nie od bekonu, ale od przetworzonej żywności, gotowych dań i innego cholerstwa. I jest to problem głębszy niż samo żarcie bekonu lub nie.

  • d_biskupa

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    On tak zawsze, Erico. Nie przejmuj się. Myśmy się tu już wszyscy nauczyli na homikach nie podchodzić serio do wszystkiego, co Peter pisze.

  • Peter Pan

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    @ d.biskupa

    Bardzo dziękuję za życzenia. Niestety nie dla mnie, tylko dla kogoś kto się pode mnie podszywa. Kto wie ? Może złożyłaś je sama sobie ?
    O bekonie i Angielkach też nie pisałem ja i aż się dziwię, że w to uwierzyłaś.Koleś pisze o jakiejś Trinny i Susannah. Dopiero musiałem to zgooglować, żeby w ogóle się dowiedzieć co to za laski. Okazuje się, że prowadzą jakiś program, w którym robią z pasztetów coś, na co da się spojrzeć. Do tego wyszły mi wyniki z TVN Style. Masakra. Peter Pan ogląda TVN Turbo a nie TVN Style, więc komuś kto się pod niego podszywa polecałbym inny repertuar porównań. Programy dla panienek i zniewieściałych gejków, Peterek omija z daleka. A już szczególnie te, które opowiadają o tym, jak ukryć cellulitis pod kiecką.

    Ale mnie zainteresowało jedno. Ja tu trochę pojechałem na przekór panu Zabłockiemu, bo się trochę za bardzo podjarał, tymczasem ty piszesz o „prostej i mało wykwintnej” kulturze brytyjskiej. Co masz na myśli, dupciu ? Shakespeare’a czy Rolls Royce’a ?

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    Rolls Royce i Shakespeare. Cudowne zestawienie. Mimo Kochanowskiego, Słowackiego czy Mickiewicza (Żyd Singer też urodził się na polskiej ziemi), Polacy blado wypadają w takim zestawieniu, bo czym możemy się pochwalić? Nawet Fiat 126p to na włoskiej licencji!

  • UrszulaGawlik

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    Całokształt, Peterku. To po prostu tandetny kraj. I bynajmniej nie mówię tego powodowana jakąś antypatią czy czymś. Wprost przeciwnie.

  • Soniasonia

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    O, nie zgadzam się, nie zgadzam – Brytyjczycy mają najlepszą literaturę współczesną w Europie, jest to też jedyny kraj, w którym zachowało się przekonanie, iż wyższy status majątkowy naprawdę powinien łączyć się z dobrymi manierami. I kogo do licha obchodzi wygląd?! Brytyjki przynajmniej nie mają kompleksów i ubierają się w to, co im się podoba, a nie tak jak Polki, które boją się, co inni powiedzą, kiedy ubiorą coś, co nie jest szarym badziewiem noszonym przez większość społeczeństwa czy cholernie drogim badziewiem noszym przez pozbawione gusty, ale „przy kasie” kobiety. I ja naprawdę bardzo chciałbym widzieć brzydkich aktorów w polskich filmach i serialach, gdyby tylko grali tak dobrze jak w prosukcjach BBC – tam nie patrzą, czy łądna buzia, czy nie, tylko, czy potrafi dobrze odegrać swoją rolę, a u nas wszyscy grają, jakby połknęli miotłę i albo nie pokazują emocji, albo zachowują się głupkowato (z kilkunastoma wyjątkami ze starszej i średniej generacji oraz aktorami teatralnymi, rzecz jasna).

  • Peter Pan

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    @ Urszula

    Chyba raczej ty jesteś tandetna. Brytyjska kultura jest bardzo zróżnicowana klasowo.
    Od „chavs” po Eton College. Od prowincjonalnych panien w różowych dresach po najbardziej snobistyczne bankiety.
    A ich samochody są chyba najbardziej gustownymi brykami jakie jeżdżą po tym świecie: Rolls Royce, Rover i mój ulubiony- Aston Martin :) )
    Tylko faktycznie, powtórzę co powiedziałem- lasencje to tam mają tragiczne. Nie dziwie się, że są takimi cholernymi seksistami.

  • Peter Pan

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    I tu dochodzimy do najciekawszej sprawy. Słabo znam Anglików, ale na tyle ile znam, mogę powiedzieć jedno. Jak ktoś gada o „patriarchacie”, „rolach płciowych” itp. w Polsce, to powinien przyjrzeć się zwyczajom panującym w Angli.
    W tym kraju można odnieść wrażenie, jakby faceci i laski żyli na dwóch różnych planetach. W Polsce jak się jest na piwie z grupką facetów to prędzej czy później ktoś zaczyna gadać o swojej dziewczynie, żonie, rodzinie. Jak któregoś porządnie dopadnie to nieraz albo w ogóle nie przychodzi na to piwo, tylko spędza czas z kobitką albo ją przyprowadza ze sobą. A jak go rzuci laska, to przejmuje się jakby mu się zawalił świat.
    Anglicy sprawiają wrażenie, jakby laski nie były im do niczego (poza ruchaniem) potrzebne. W piątek trzeba iść z kumplami na piwo i się schlać i wtedy laski w ogóle nie istnieją. Myśl, że można pójść do pubu w mieszanym towarzystwie jest pełną egzotyką. Tak nie robią chyba nawet najbardziej zniewieściali geje. Gdyby natomiast koleś przyszedł na piwo z lachonem, to do końca życia uznawano by go za takiego co nie ma „bollocks”. Albo też lachon ten wysłuchiwał by bardzo chamskich dowcipów na swój temat, bo tam nie ma zwyczaju, iż przy kobietach pewnych rzeczy się nie mówi. Myślę, że polskie kelnerki i barmanki mogłyby opowiedzieć niejedno o tym, z jakimi tekstami wylatywali do nich Angole.

  • Peter Pan

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    Sonio i dupo,
    jeszcze jedno:

    Niemieckie jedzenie wcale nie jest podobne do polskiego, poza paroma daniami barowymi, typu: kotlet z ziemniakami.
    W prawdziwej niemieckiej kuchni, która jest bardzo dobra; jest mnóstwo wspaniałych rzeczy w rodzaju: zupy piwnej, najlepszych na świecie kiełbasek, świetnych wyrobów cukierniczych, różnych potraw, w których wykorzystuje się wino itd. itp. A przede wszystkim, to co Peterki lubią najbardziej: dużo, dużo, bardzo dużo mięsa !!!
    Ale niestety, laski choć minimalnie lepsze niż brytyjskie, też mają nieszczególnie piękne.
    Natomiast chłopaki są super. Także nie dziwię się, że geje tak masowo jeżdżą do Niemiec. Nawet chyba nasz pan Krzysio Zabłocki, coś tam opowiadał o Reichu :) )

  • Soniasonia

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    A przede wszystkim dużo, dużo ziemniaków i kiszonej kapusty – nie bez przyczyny Anglicy przezywają Niemców per „Kraut” ;-) A tak serio, to dwa lata z rzędu spędzałam wakacje w Bawarii, wobec czego miałam okazję zaznajomić się z niemiecka kuchnią w najlepszym i najgorszym wydaniu. Dobrze zapamiętałam apfelstrudel, pozostałe potrawy nie nadają się do jedzenia i są raczej prymitywnie przyrządzone (słynny szwedzki wędzony śledź zaczyna w tym towarzystwie wyglądać atrakcyjnie). A zupę piwną uważam za zniewagę bursztynowego trunku :-( Za Chiny nie przypominam też sobie, bym zobaczyła jakiegoś ładnego Niemca (ale w sumie ja za ładnych uważam tylko Azjatów i Skandynawów, więc pewnie kwestia gustu).
    Na koniec pytanie do eksperta – czy sądzisz, że Węgry (dziewczyna na ilustracji do mojego artykułu) ma przerysowane cechy kobiece, tj. biust i tyłek? Męczy mnie to od jakiegoś czasu…

  • Peter Pan

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    @ Soniasonia

    Chyba miałaś pecha w tych Niemczech albo oszczędzałaś i jadłaś w bardzo tanich knajpach. Srulek będzie miał skojarzenia, ale ja uważam, że nie ma to jak porządna niemiecka kiełbacha ;)

    Skandynawowie i Azjaci ?
    No, niektórzy Szwedzi są faktycznie bardzo ładni, ale wielu ma nieco „prosięcą” urodę. Różowa cera jak u tych świń, z których Bawarczycy robią swoją (moim zdaniem akurat całkiem smaczną) golonkę.

    Myślę, że tą laskę narysowali całkiem spoko. Chyba taka konwencja, że musi być trochę przesadzone to, co się zwykle podoba.

  • Peter Pan

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    Powiem wam jeszcze, że i tak najpiękniejsi ludzie są we Włoszech ;)
    Uwielbiam eleganckie, seksowne i szalenie kobiece Włoszki.
    A faceci też są super. Przystojni, ciepli, sympatyczni, świetnie ubrani.
    Przy czym mówię o północy, bo ten typowo południowy styl z przylizanymi, zaczesanymi do tyłu włosami a la „Ojciec chrzestny”, zupełnie mi nie odpowiada.
    Szkoda tylko, że mają tego starszego pana z Hitlerjugend i jego wielką chałupę w środku stolicy. Poza tym jest super. Tam jeszcze naprawdę są dwie płcie a nie jedna- jak w Holandii, Niemczech czy Skandynawii. Nigdzie na świecie dziewczyny nie kręcą tak ładnie pupcią. Nigdzie chłopaki tak chętnie nie chodzą z nagim torsem po ulicy.
    TI AMO ITALIA :) )

  • Twoje imię 11

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    @ PP Ty masz chyba jakiś problem z tym kościołem i „panem z Hitlerjugend”, prawda?
    Nie mógłbyś sobie darować takich prostackich tekścików, mundralo?

  • Peter Pan

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    @ Twoje imię 11

    Jak bym był złośliwy to bym powiedział, że mam z kościołem i „panem z Hitlerjugend” mniejszy problem niż 90% zaglądających tu i komentujących osób.
    Biorąc pod uwagę mój biseksualizm i fakt, że jak dotychczas większość moich relacji była hetero, mógłbym teoretycznie zastosować się do wspaniałej nauki kościoła i nawet nie byłbym nieszczęśliwy.
    Ale mimo to nie odczuwam żadnego Schadenfreude w stosunku do gejów. Wręcz przeciwnie. Naukę, która odbiera im prawo do szczęścia (i odebrałaby je także mnie, jeśli wszedłbym w relację homo) uznaję za PROSTACKĄ.
    Nawet cholernie prostacką. Znacznie bardziej niż jakikolwiek tekst na temat papy, który by mi tu mógł przyjść do głowy.

    A poza tym nie uważam, żeby powiedzenie „starszy pan” było szczególnie obraźliwe w stosunku do kogoś kto ma ponad 80 lat.
    Co do Hitlerjugend- sorry, ja go tam nie wpisałem. Jak tam był to niech się teraz wstydzi. Że tak powiem „niech dźwiga swój krzyż”. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do tych, którym odbiera prawo do szczęścia w imię swych dogmatów, sam go sobie zrobił.

  • d_biskupa

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    Chodziło mi raczej o kulturę materialną, niż o literaturę itp. I owszem, będę się upierała, że Zjednoczone Królestwo to kraj tandetny i dość dziki, zwłaszcza jak na nasze kontynentalne standardy. Nie będę się rozpisywać, bo skończył się rok szkolny i rodzice wysłali mnie na kolonie. Trochę będę tu mniej trollować. Chwilowo.

  • Soniasonia

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    @ Peter Pan
    Włoszy eksponują cechy przyciągające wzrok mężczyzn, bo wiedzą, iż : na ładne buzie” niczego nie wskórają – jak byłam we Włoszech, to jedno ze wspomnień, które najbardziej mi się wryło w pamięci, dotyczyło faktu, iż autochtonki co do jednej miały paskudne, końskie twarze ;)
    Co do rysunku – jest przesadzony, tak? No to chyba źle ze mną, bo tego nie zauwazyłam – już jak w szkole pokazywąłam dziewczynom narysowane przeze mnie postaci kobiece, dziwiły się, że wszystkie mają takie duże biusty (później z atlasu rysowania kobiet dowiedziałam się, że moje postaci mają miseczki D, heh).

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    Sonia chwali się, że ma duży biust, ale co mają do tego… Włoszy?

  • Soniasonia

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    I tym samym S. Z. udowodnił, iż nie potrafi czytać ze zrozumieniem, gdyż pisałam nie o sobie, ale o moich rysunkach – przy takim pokazie idiotyzmu wytykanie innym literówek tylko cię ośmiesza (chociaz i tak jesteś już ośmieszony). Jak pomyślę, że w codziennym życiu będę musiała się z takimi ludźmi użerać, słabo mi się robi…

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    @ Sonia

    Sorry, zapomniałem, że muszę Tobie wyłożyć wszystko dokładniej niż Peterowi, bo jesteś kobietą. Otóż założyłem, że wygląd postaci z rysunków wzorowałaś na sobie, na swoim ciele. A koleżanki, te skromniej obdarzone przez naturę, dziwiły się, bo same rysowałyby mniejsze cycki.

  • Peter Pan

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    @ Soniasonia

    Rysunek jest O.K. Mówiąc o „przesadzie” miałem na myśli przesadę, która mieści się w tej konwencji. W komiksie wszystko jest nieco „przerysowane”, gdyby nie było to nie byłby komiksem. Przynajmniej ja tak to odbieram.
    A poza tym nie ma nic złego w dużych cyckach ;) Trzeba było zapytać chłopaków a nie dziewczyn. Pewnie by mieli inne zdanie.

    Ja we Włoszech zawsze widuję dużo ładnych buź ;) Zarówno męskich, jak i kobiecych. Co nie znaczy, że nie ma też brzydkich ludzi.
    Ale TAK DUŻO ładnych nie widywałem chyba nigdzie indziej.

  • Andrzej

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    A co z tego że Polki w miarę ładne jak najgłupsze w Europie, osaczające bluszcze z telefonem do mamy trzy razy dziennie. Uroda to nie wszystko. Sex ok ale tylko tyle.

  • jk

    [Re: Homicze ulice Londynu (1)]

    sa i ladni polacy i sa ladni niemcy i grecy i hiszpanie i brytyjczycy. i sa tak samo brzydcy w wsrod kazdej z tych narodowosci. nie uwazam ze ktorys narod jest piekniejszy a inny brzydszy. po prostu w kazdym sa ladni i brzydcy ludzie. z moich obserwacji wynika ze procentowo to sie uklada w kazdym z krajow tak samo. moga byc tylko lepiej lub gorzej wymodelowani i zadbani w zaleznosci od kraju.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa