- homiki.pl - http://homiki.pl -

Wydaje się, że nic

[1]

Z okazji zbliżającej się piątej różnicy mojego wyjazdu z Polski przyjrzałem się łaskawym okiem sytuacji LGTB w kraju-raju i z mieszaniną schadenfreude i uczucia towarzyszącego waleniu głową w kant biurka odkryłem, że kompletnie się ona nie zmieniła.

W związku z nadchodzącymi wyborami SLD odkurzyło dzieła Marksa i Lenina i odkryło, że #mylewicowcy zawsze solidaryzujemy się z wykluczonymi mniejszościami, a konkretnie z tymi, które mają kasę i gotowe są na nas zagłosować. Tak więc usty posłanki Katarzyny Piekarskiej SLD oświadczył, iż nadszedł czas, aby także Polska dołączyła do krajów, które przyjęły rozwiązania dotyczące związków rejestrowanych. W odpowiedzi Jarosław Kaczyński stwierdził, że propozycje SLD to afirmacja homoseksualizmu. Szef klubu PO ocenił, że projekt narusza konstytucję. Na koniec, Joanna Kluzik-Rostkowska z PJN powiedziała, iż „dla dobra tych osób nie wolno ich problemów mieszać do polityki”. Innymi słowy, wszyscy odegrali swoje role: SLD – nowoczesnej partii lewicowej, PO – partii prawicowo-konserwatywnej, Jarosław Kaczyński – bezżennego homofoba, którego nikt nie kocha, więc czemu inni mieliby mieć za dobrze, zaś Joanna Kluzik-Rostkowska – dobrej babuni gadającej głupoty.

Jako osoba stara i zgorzkniała wciąż pamiętam wygrane przez SLD wybory 2001 i towarzyszącą temu nadzieję, że Polska stanie się nowoczesnym krajem, rządzonym przez nowoczesną lewicę. Nadzieja nie była bezpodstawna; opierała się na obietnicach wyborczych SLD, które to obietnice pozwoliły im wygrać wybory, więc czemu właściwie mieliby ich nie spełnić? Przez moment wyglądało nawet, że może coś się zmieni: oto profesora Maria Szyszkowska złożyła projekt ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich. Prezydium klubu SLD „odniosło się pozytywnie”. Pod projektem złożyło podpisy „kilkudziesięciu senatorów”. Po czym marszałek Sejmu, Włodzimierz Cimoszewicz, zadbał o to, żeby projekt przepadł, nie wprowadzając go w porządek obrad. Bo nie o to chodziło, żeby cokolwiek zmienić, tylko o to, żeby pokazać, że dbamy, pamiętamy, ale – rzecz jasna – bez przesady. Bo Matka Kościół patrzy, a #mylewicowcy jeszcze do końca nie zgłupieliśmy.

Tego samego należy się spodziewać w przypadku nowego projektu. Co z tego, że posłanka Piekarska obiecuje, że będzie to jeden z pierwszych projektów, które SLD złoży w nowej kadencji, skoro doskonale wiadomo, że marszałek z PO nie wprowadzi go w porządek obrad, a gdyby przypadkiem wprowadził, to nikt oprócz SLD go nie poprze. W związku z tym obietnica jest całkowicie bezpieczna i stanowi coś w stylu puszczenia oczka: wicie rozumicie, my tu o was dbamy, tak, jak dbaliśmy w 2003, totalnie wam uchwalimy, no a jeśli ZUPEŁNYM PRZYPADKIEM się nie uda, no to cóż, próbowaliśmy. A że próbowaliśmy z pełną świadomością, że nic z tego nie wyjdzie, cóż, głosujcie na nas dalej, a może za kolejne 5 lat zdobędziemy 25 procent i spróbujemy znowu… chyba, że zdobędziemy 40 procent, wtedy nie spróbujemy. Bo wtedy grozi nam poważne niebezpieczeństwo, że mogłoby się udać.

Jednym z powodów, dla których LGTB nie są w Polsce traktowani poważnie przez żadną partię polityczną jest Parada Równości. Urocze to wydarzenie gromadzi masakryczne tłumy liczące ok. 2 tysięcy osób. W dwumilionowej Warszawie. Wliczając przyjezdnych. (Nie, najmniejsza Europride w historii imprezy się nie liczy.) Impreza organizowana jest pod hasłami starannie wypranymi z treści kontrowersyjnych, typu „Każdy może kochać” (no może, jasne, byle w domu po kryjomu, dodałby skrzętnie Stefan Niesiołowski), a jej rzeczniczką zostaje Jej Perfekcyjność. Cenię JP jako osobę wybitnie queer, ale stanowisko rzecznika Parady wolałbym powierzyć komuś, kto troszkę mniej promuje własne poglądy, a troszkę bardziej jakieś przemyślane hasła zawierające głębokie treści. Tymczasem Jej Perfekcyjność w wywiadzie dla portalu Inna Strona [2] stwierdza: „Osobiście nie chcę związków partnerskich”, „Jestem za partnerskimi związkami wieloosobowymi”, oraz „Nie chcemy, by Parada szła w jednym konkretnym celu. To może oznaczać, że ktoś szanujący te wartości poczuje się zapomniany, pominięty”. To świetnie! Dzięki temu organizujemy wydarzenie dla nikogo, promujące nic, a dodatkowo dajemy amunicję prawicowym portalom, które mogą teraz zgodnie z prawdą głosić, że nawet rzecznik Parady Równości jest przeciwny związkom partnerskim. Przeciwko Paradzie przestała protestować nawet Młodzież Wszechpolska, zauważywszy, iż monumentalne to inkluzywne wydarzenie nie niesie żadnych skutków, z wyjątkiem krótkiej migawki w Teleekspresie przedstawiającej Żaklinę na platformie.

Co jest celem Parady? Wydaje się, że nic. Dwa tysiące osób nie stanowi żadnej siły politycznej, a nawet gdyby stanowiło, to co z tego, skoro „nikogo nie chcemy wykluczać” i włączamy w skład Komitetu Organizacyjnego Fundację Kocia Mama. W zasadzie nie wiem, czemu do Komitetu nie zaproszono Romana Giertycha — w imię inkluzywności niechże i Roman głosi swoje poglądy, jestem pewien, że da się tak zdefiniować „wolność, równość i tolerancję”, żeby i LPR się z tym zgodził. Jak się również dowiadujemy, Parada nigdy nie była pomyślana jako Gay Pride (cytuję rzeczniczkę Parady, skoro rzeczniczka tak mówi, to musi być prawda). Przynajmniej w wypadku ustawy o związkach partnerskich autorstwa SLD wiadomo, co jest jej celem: podniesienie notowań SLD z 15% do 17%. Na więcej Sojusz nie liczy, bo doskonale wie, że polscy LGTB płakali po papieżu, głosują na PiS i PO, bo kwestie związkowe są dla nich nieważne, a prawu do adopcji są przeciwni, bo… eee… hmmm… cóż, tu głupota polskich LGTB mnie przerasta i nie umiem powiedzieć, czemu są przeciwni. Może nie rozumieją, że „prawo” i „obowiązek” nie są tym samym. Któż traktowałby poważnie ludzi do tego stopnia nieznających własnego języka?

Ray Grant – przerażająco przystojny i niezwykle inteligentny wielbiciel wszystkiego, co dziwne i nietypowe. Jedyna wada: przesadna skromność. Pisze, śpiewa i maluje, projektuje i pakuje, zaś w wolnych chwilach oddaje się tańcom, hulankom i swawolom. Autor blogów heteroseksualisci.blox.pl i miloscpo30.blox.pl.

Autorzy:

zdjęcie Ray Grant

Ray Grant [3]

Przerażająco przystojny i niezwykle inteligentny wielbiciel wszystkiego, co dziwne i nietypowe. Jedyna wada: przesadna skromność. Pisze, śpiewa i maluje, projektuje i pakuje, zaś w wolnych chwilach oddaje się tańcom, hulankom i swawolom. Autor blogów http://heteroseksualisci.blox.pl i http://miloscpo30.net/