„Widowiskowe upokorzenie”

17 maja w wielu krajach obchodzony był Światowy Dzień Walki z Homofobią. W ramach prezentu dla „środowisk LGBT” Sojusz Lewicy Demokratycznej złożył w Sejmie projekt ustawy o umowie związków partnerskich. Założenie, jakie stoi za tym projektem, jest ze wszech miar słuszne – pary homoseksualne borykają się z dziesiątkami problemów wynikłych z niewidoczności dla polskiego ustawodawcy. Tyle, że projektodawcy nie uwzględnili w trakcie prac nad projektem głosu samej społeczności.

Grupa Inicjatywna, która – ponoć – z ramienia „środowiska” współpracowała z partią przy projekcie ustawy, zorganizowała prawie rok temu konsultacje projektu. Byłem na konsultacjach, wraz z wieloma osobami zainteresowanymi kształtem ustawy zgłosiliśmy uwagi do zaprezentowanych nam postulatów. Niewiele z nich znalazło się w końcowej wersji projektu. Co więcej – niektórych z założeń przedstawionych w tamtej fazie „debaty” nie ma w projekcie.

Zapytaliśmy – za pomocą portali LGBT – jak taką ustawę wyobrażają sobie internauci i internautki. Co się okazało? Zdecydowana większość była za ustawą zrównującą pary homoseksualne z małżeństwami, z wyjątkiem nazwy i adopcji „zewnętrznej”, czyli np. z domów dziecka. To jest kompromis, na który chciało pójść ponad 4 tysiące respondentów.

Od tego czasu wielokrotnie zwracaliśmy się do Grupy, jak i posłów i posłanek SLD, o przeprowadzenie kolejnej tury debat na temat ustawy. Bez odzewu. By walczyć o wymarzoną ustawę zorganizowaliśmy kampanię „Miłość nie wyklucza”, która ma za zadanie promować ideę związków partnerskich, ale też przygotowany przez nas społeczny projekt ustawy. Wsparcie SLD dla kampanii polegało na odmowie wywieszenie plakatów kampanii na słupach należących do miasta Suwałki. Katarzyna Piekarska (SLD) zapowiadała wtedy na łamach „Gazety”, że dla takich ludzi miejsca w partii nie ma. Jednocześnie, mimo wielu prób kontaktu, nigdy nie odpowiedziała na nasze prośby o włączenie do konsultowania przygotowywanego projektu. Projekt upubliczniono w ostatniej chwili, gdy już nie ma czasu na sejmową nad nim debatę. Mimo to warto się mu przyjrzeć, co osoby LGBT z pewnością w ostatnich dniach zrobiły. Oprócz oczywistych zapisów mówiących o dziedziczeniu czy zdefiniowaniu partnera/partnerki jako „osoby najbliższej”, ustawa nie zawiera szeregu elementów, które są ważne dla „środowisk LGBT”.

Czego nie ma w ustawie? Trzech podstawowych rzeczy: zawierania związku uroczyście w Urzędzie Stanu Cywilnego, przysposobienia dziecka partnera/partnerki oraz… obowiązków – wierności, wzajemnej pomocy, wspólnego pożycia.

Dlaczego projektodawcy uznali, że pary tej samej płci nie chcą obowiązku wierności? Czyżby był to efekt stereotypu o rozwiązłości i nietrwałości takich związków? Potwierdzenie tego obrzydliwego stereotypu ma – minimalną co prawda – szansę na wpisanie do ustawodawstwa. Jest to też zaprzeczeniem – jak mówi Szymon Niemiec – podstawowej nauki Kościoła, katolickiego do którego należy, mimo niechęci z jego strony, bardzo dużo osób homoseksualnych. Oczywiście można powiedzieć, że przecież wierność w związku nie powinna być zadekretowana, a wypływać z wzajemnego szacunku do siebie partnerów/partnerek. Jednakże, jeżeli ustawodawca zakłada, że heteroseksualne małżeństwo ma być sobie wierne – dlaczego tego wymogu nie nałożyć na pary homoseksualne? Pomogłoby to zdjąć z nas odium rozpustników zmieniających partnerów/partnerki zgodnie ze zmianami atmosferycznymi.

Dlaczego ustawodawcy uznali, że pary tej samej płci nie powinny pojawiać się w Urzędzie Stanu Cywilnego i tam – w uroczystej formie – zakładać nową rodzinę? Bo lewicowy ustawodawca mimo, że uznaje, iż takie pary tworzą rodzinę – boi się konsekwencji. Jakby to wyglądało gdyby w Urzędzie mijały się młode pary z… młodymi parami. Turner pisał: Rytuał jest stereotypem sekwencji działań, skomplikowanych gestów, słów i przedmiotów wyznaczanych do oddziaływania na istoty czy siły nadprzyrodzone, w imieniu uczestników, dla ich celów i interesów. Nie wyobrażam sobie, żebym w sekwencji zawierania związku partnerskiego różnił się czymkolwiek od osoby heteroseksualnej. I nie przekona mnie twierdzenie, że instytucja związku partnerskiego, nawet jeśli jest dostępna dla homoseksualnych par, dzięki temu, że nie jest małżeństwem, powinna mieć inne rytuały. To właśnie rytuał określa symboliczne miejsce w społeczeństwie. Moje miejsce i mojego partnera nie może być inne od miejsca, na którym zasiadają „małżeństwa”. Choćby w tej uroczystej chwili chciałbym, żeby państwo traktowało mnie – prawie – równo.

Na koniec zostawiam temat przysposobienia dziecka partnera/partnerki. To faktycznie najtrudniejsze zagadnienie. KPH, z której wywodzi się większość osób z tzw. Grupy Inicjatywnej, organizuje co roku Festiwal Tęczowych Rodzin. Tęczowe Rodziny są chwytliwym tematem dla niektórych grantodawców i – również niektórych – mediów. Nie są chwytliwe dla polityków. W opisie ostatniego z takich festiwali znajduje się stwierdzenie: Takie rodziny żyją wśród nas – także w Polsce. Warto je poznać. Są bowiem integralną częścią naszego społeczeństwa. Poznać warto, ale żeby wspomnieć o nich w ustawie, już nie.

Postawmy się w sytuacji pary, która zawiera związek zgodnie z projektem nam przedstawionym, a w której jedna osoba ma dziecko z wcześniejszego związku. Nie uzyska ono żadnego wsparcia prawnego w przypadku tragicznego wydarzenia, które odbierze mu biologiczną matkę/ojca. Nawet zarejestrowany partner, choćby najtroskliwiej opiekował się dzieckiem, będzie musiał ustąpić przed pierwszeństwem rodziny partnera/partnerki. Czy naprawdę musimy dzieci skazywać na taką – nie boję się tego słowa – gehennę?

Sytuacja, w której stawia osoby LGBT projekt ustawy o umowie związków partnerskich bez spełnienia powyższych postulatów to sytuacja nadal wykluczanej i stygmatyzowanej mniejszości. Rękę do tego przykładają działacze społeczni, co nie przynosi im chluby. W Polsce przez lata utrzymuje się tzw. kompromis aborcyjny, choć trudno ustalić, kto z kim go podpisał i dlaczego rozwiązanie skrajne nazywane jest kompromisem. Domagając się – wobec polityków – równości, działacze społeczni nie mogą iść na kompromis na tak wczesnym etapie. Gdyby zwolenniczki (i mniej liczni zwolennicy) równego dostępu kobiet i mężczyzn do praw wyborczych na początku XX wieku domagały się np. praw do głosowania dla kobiet zamężnych i po 30 roku życia; gdyby Rosa Parks siadając w autobusie w miejscu, gdzie nie powinna się znajdować, żądała jedynie dostępności osób o innym kolorze skóry do równouprawnionej jazdy autobusami – łatwo przewidzieć konsekwencje takiej walki o równouprawnienie. Niestety, tym razem przedstawiciele „środowiska LGBT” postanowili słuchać polityków, a nie własnej społeczności. Bo ta społeczność wyraziła swoje opinie po ujawnieniu projektu. Działaczy SLD zapraszamy na blogi, fora internetowe, niech zadzwonią do swoich – podobno takich mają – homoseksualnych przyjaciół i usłyszą, przeczytają, co „ludzie piszą”. Głosy poparcia się znajdują, ale jest to poparcie przez zaciśnięte zęby. Przytoczę komentarz, który najlepiej oddaje nasze uczucia w Dniu Walki z Homofobią: w dniu naszego największego święta zostaliśmy widowiskowo upokorzeni.

Gdy po wyborach posłowie i posłanki SLD będą zabierać się za ponowne złożenie projektu do Sejmu, niech najpierw porozmawiają z gejami, lesbijkami, niech nas zaproszą na otwartą dyskusję, a nie przez rok od czasu ogłoszenia prac rozmawiają z czterema osobami, które mają dobre chęci, ale może za wiele lat spędziły w otoczeniu polityków, by umieć się wsłuchać w głosy płynące z miejsc, w których osoby LGBT się wypowiadają – blogów, forów, stron internetowych. Wtedy nie usłyszą o sobie, że przehandlowali nasze postulaty za shake-hand. Ważny jest nie tylko efekt, ale i styl.

Wojciech Szot rocznik 86, właściciel wydawnictwa Abiekt.pl, student, pracownik, blogger, niepokorny publicysta.
Zapraszamy i polecamy!
www.abiekt.blogspot.com

Autorzy:

zdjęcie Wojciech Szot

Wojciech Szot

rocznik 86, pracownik, księgarz

30 komentarzy do:„Widowiskowe upokorzenie”

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: ]

    „Na koniec zostawiam temat przysposobienia dziecka partnera/partnerki. To faktycznie najtrudniejsze zagadnienie. (…) Czy naprawdę musimy dzieci skazywać na taką – nie boję się tego słowa – gehennę?”

    W tym zagadnieniu nie ma nic „trudnego”, jesli nie ma sie kregoslupa moralnego skreconego w precelek to rozwiazanie moze byc tylko jedno – przyjecie prawa do przysposobienia dziecka partnera jako czesc absolutnego minimum niepodlegajacego negocjacjom. Dokladnie dlatego ze dziecko ma prawo do rodziny, przyszlosci i ochrony prawnej.

  • Peter Pan

    [Re: ]

    Za oknem słońce. Chłopaki chodzą w krótkich gaciach a czasem nawet bez koszulek. Dziewczyny (dla tych, których to interesuje) mają seksowne dekolty i miniówki.
    A na homikach … związki, związki, związki. I tylko czasem dla odmiany … związki.

    Ale dobra. Rozumiem, że niektórym bardzo na tym zależy i nawet czasem, jak czytam niektóre wypowiedzi, rodzi się we mnie rodzaj empatii. Bo faktycznie … ktoś tam jest w związku od lat a jego kraj, należy do ostatnich europejskich, w których nie ma żadnych regulacji, które by mu pozwoliły legalizować ten związek. To pewnie dosyć frustrujące.
    Jest natomiast coś czego nie rozumiem, mianowicie : totalne odrealnienie niektórych osób LGBT. Pomijam już, że lubiącemu postkolonialne brednie Abiektowi, mógłbym przypomnieć, że nie chciał Arabom narzucać „naszego, zachodniego modelu emancypacji” a teraz dowodzi, że tu w Polsce ten „zachodni model” jest jedynie słuszny i na żadne półśrodki, na żadne kompromisy ze specyfiką kulturową naszego kraju, pozwolić sobie nie można.
    Istota sprawy tkwi w tym, że wszystkie te „dyskusje o związkach”, są całkowicie abstrakcyjne, bo dotyczą tego, „co byśmy chcieli”, nie biorąc pod uwagę pytania o to, co jest obecnie w tym kraju możliwe.

    Aborcja to, paradoksalnie, dobry przykład, ale nie w takim sensie, w jakim posługuje się nim Abiekt. Ja mam wrażenie, że cała ta dyskusja wygląda tak, jakbyśmy mieli prawo zabraniające całkowicie aborcji a ktoś by mówił, że liberalizacja umożliwiająca usuwanie ciąży w sytuacji zagrożenia życia matki, to jest właściwie obraza kobiet, bo albo pełne prawo do aborcji albo my strzelamy focha. I oczywiście dla feministek, które wiedzą co to mężczyzna wyłącznie z podręczników Gender Studies, jak również dla Abiekta, którego aborcja dotyczy tak, jak mnie dotyczą problemy z grawitacją na księżycu, może nawet taka optyka jest właściwa. Jednak dla większości kobiet istnienie tego zapisu lub jego nie istnienie, to wielka różnica. Podobnie, całe te fochy i ciotodramy na blogach, wcale nie są miarodajnym głosem środowiska. Bo większość ludzi woli móc korzystać z części praw niż nie mieć żadnych.

  • Wiktor Sidoruk

    [Re: ]

    Prawdę mówiąc trochę inaczej, niż Abiekt, wyobrażałem sobie „związki partnerskie”. Myślałem raczej o zalegalizowanej formie konkubinatu – czyli legalizacji faktycznego związku za pomocą o ś w i a d c z e n i a (ze względu na formę może by to poparło PO :D ). Byłby to związek dający te same prawa co małżeństwo, ale niewymagający nawet fatygowania się do urzędu – oświadczenia można by przesłać mailem i tak odebrać jakiś „papierek zwrotny” (te szczegóły nie są istotne). Taka forma legalizacji związku mogłaby być atrakcyjna i dla par różnopłciowych, i dla par monopłciowych.
    Wizja Abiekta – ślub „ceremonialny”, różniący się od zawarcia małżeństwa tylko nazwą („zawarcie związku partnerskiego”?), może być atrakcyjny tylko dla osób, które nie mogą zawrzeć „normalnego” małżeństwa. Czyli byłby to akt stygmatyzujący!
    Ja jestem za wprowadzeniem związków partnerskich, różniących się od małżeństwa tylko uproszczoną procedurą, oraz za małżeństwami (ślubami cywilnymi) dla par niezależnie od konfiguracji płciowej.

  • Jerzy Piątek

    [Re: ]

    Cieszę się, że Wojtek wypunktował istotne (skandaliczne) braki w projekcie ustawy. Gdzieś one umykają śród oklasków i radości, że oto projekt ustawy związkowej pojawił się w mejnstrimie politycznym. Pierwsze emocje opadły, czas zapomnieć o PR-ze i podyskutować. Ta ustawa i tak przepadnie, być może gdy nastanie już nowy Sejm, to będzie trzeba napisać kolejny tekst ustawy. Mam nadzieję, że błędy obecnego projektu będą poprawione. Tak po ludzku rzecz biorąc – to, że ustawa nie reguluje sprawy opieki nad małoletnimi w związkach MM, KK jest ogromnym błędem. Jeśli jakimś cudem (!) przejdzie poprzez parlament a darz bór! ją podpisze, to tylko kwestią czasu będzie, a dojdzie do tragedii, gdy krewni zmarłego partnera/-rki będą szarpać wdowca/wdowę o dziecko. Pozostałe wyliczone przez Wojtka braki też bolą. Nie umiem się tak do końca cieszyć. Ech….

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: ]

    ” Jeśli jakimś cudem (!) przejdzie poprzez parlament a darz bór! ją podpisze, to tylko kwestią czasu będzie, a dojdzie do tragedii, gdy krewni zmarłego partnera/-rki będą szarpać wdowca/wdowę o dziecko”

    Jaka kwestia czasu? Wedlug przyjetych statystyk – nawet jesli w imie sceptycyzmu podzielic je przez dziesiec – par kk/mm wychowujacych dzieci sa tysiace. Te tragedie zdarzaja sie caly czas.

    I na kogo maja liczyc te osoby? Moze na KPH, ktore jednego dnia organizuje „Festiwale Teczowych Rodzin”, tylko po to zeby nastepnego dnia odeslac je na drzewo w imie „pragmatyzmu”?

  • Jerzy Piątek --> Lilianne E.

    [Re: ]

    Oczywiście, że się zdarzają! Nie piszę, że NIE! Rozważam hipotetycznie sytuację PO wejściu ustawy w życie. Duża grupa ludzi, par z dziećmi, wcale nie czułaby się szczęśliwa.

    Ale dobrze, że zwróciłaś uwagę na to, że tragedie rodzinne z udziałem dzieci są na porządku dziennym już DZIŚ, gdy przyjęcie ustawy zdaje się opowieścią SF.

  • Peter Pan

    [Re: ]

    Ja bym się strasznie chciał dowiedzieć jednej rzeczy konkretnie:
    Chcemy ustawy o małżeństwach i adopcjach.
    Ja daję wszystkim krzyżyk na drogę w tej sprawie.
    Tylko jaka jest realna możliwość, jaki jest realny sposób na zrealizowanie tego tu i teraz ?
    No, bo skoro minimalistyczny pomysł SLD trzeba odrzucić, to albo zostajemy z niczym albo mamy jakiś pomysł na to, jak przeforsować pomysł nieminimalistyczny … .

  • Paweł

    [Re: ]

    Bardzo to przykre, to co powyżej. Nie bardzo też rozumiem samej idei pisania takich bzdur, ale szkoda klawiatury.

    @ Wojtek.
    Wojtku bardzo Cię szanuję za Twoje zaangażowanie i wiedzę. Bardzo często zgadzam się też z Tobą w kwestiach darzeń LGBTQ. Nie wiem czy pamiętasz, mieliśmy debatę na tym portalu odnośnie projektu ustawy o związkach partnerskich. Ja uważam, że optymalna jest opcja takiego prawodawstwa, które umożliwiałoby zawarcie umowy stopniowalnej między partnerami (hetero czy homoseksualnymi) w zależności od ich zapatrywań – od odpowiedników pacsów zawieranych u notariusza po małżeństwa w urzędach czy kościołach.

    Krytyka jest niezwykle ważna w każdym dyskursie. Równie ważny, być może nawet bardziej istotny, jest jednak kompromis. Szczególnie ma to miejsce w sytuacji statusu GLBTQ w Polsce. Dochodzimy tu do podstawowego sporu między proponentami ‚think big’ – (1) małżeństw lesbijskich i gejowskich teraz i już, a (2) zwolennikami strategii małych kroków – progresywnie, zw. partnerskie-przysposobienie dzieci partnerów-odpowiedniki małżeństw-itd. (GI).
    Problem niełatwy. Istnieje jednak duże zastrzeżenie względem (1). Opiera się ono bowiem na założeniu konieczności ewolucji społecznej percepcji LGBTQ, że u nas dojdzie do tego samego procesu akceptacji/uznania praw osób LGBTQ jak w krajach Europy tzw. zachodniej. Z wielu powodów przyjęcie takiego założenia jest bardzo problematyczne (m.in. brak ’68, minimalna partycypacja społ., monopol kościoła katolickiego, zinternalizowana homofobia gejów i lesbijek).
    Ja jestem przekonany, że Polska, ponownie z wielu względów, nie jest w stanie powtórzyć drogi Hiszpanii i Zapatero, tutaj jest dziedzina dr Piotra i Siłaczki :) . Jeżeli ktoś ma nadzieję, że za pięć lat w Pl będziemy mięć małżeństwa LG ad hoc, to po prostu nie czyta prawdy z bytu. Jedyną drogą jest koherentny, systematycznie wdrażany plan małych kroków, inicjowanie debat, składanie projektów do sejmu, pokazywanie się w mediach, itd.
    I tutaj dochodzimy do sedna – idealism vs PRAGMATYZM. Być może jest to również kwestia wieku – ci starsi optują za jakimkolwiek ‚uprawnieniem’. Jedno wiem, jesteśmy trzydzieści lat za Niemcami w kwestiach LBGTQ i nie stać nas po prostu na podziały. Kończąc ten zbyt długi post apeluję o kompromis, większe otwarcie i próbę poszukiwania tego co nas łączy (także wspólnych celów), a nie skupianiu się na tym, co nas dzieli.

    W ten piątkowy wieczór to mówiłem ja, Paweł

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: ]

    Temat byl walkowany ad nauseam.
    1. Metoda „malych krokow” nie uzyskalismy nic od 1932.
    2. Metoda „malych krokow” nie zostala wprowadzona zadna analogiczna zmiana – zniesienie niewolnictwa, prawa wyborcze kobiet, zniesienie praw „czystosci rasowej”.
    3. Jestesmy tak daleko w tyle za Europa i Ameryka ze wszystko bylo juz przerabiane, nie musimy wynajdywac kola od nowa i nie musimy tolerowac szalencow krzyczacych o „rozpadzie rodziny” czy „legalizacji pedofilii” – historia jasno pokazuje ze nawet w miejscach gdzie panuje rzeczywista, stuprocentowa rownosc prawna wszystkie ich obawy okazaly sie pozbawionym jakichkolwiek podstaw belkotem.

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: ]

    Czytałem, że projekt ustawy autorstwa SLD poparła nawet prof. STANISZKIS. Wierzycie? Słyszeliście?

  • krzsz1986

    [Re: ]

    @ Lilianne E. Blaze

    Twoje pismo bardzo razi. Naucz się polskich znaków, to nie boli.

    @ Srulek

    Słyszałem, ale nie rusza mnie to.

  • ktoś

    [Staniszkis]

    Staniszkis dla Jarka zrobi wszystko. Absolutnie wszystko. Nawet pozwoli mu wyjść za mąż.

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: ]

    Niech robi dla niego, co chce, ale facet i tak jest politycznie przegrany. ZERO. ZIROŁ!

  • Siostra Bozenka

    [Re: ]

    Ustawa, ktora nie zrownuje zwiazkow homoseksualnych z malzenstwami jest dla mnie nie do zaakceptowania. Pojscie na jakikolwiek kompromis w tej sprawie powoduje, ze geje sa dalej spychani do kategori gorszego obywatela, a w rzeczywistosci placa podatki tak jak kazdy inny obywatel i powinni miec dokladnie te same prawa, bo niby dlaczego nie?
    (polskich znakow nie mam na swoim PC za co przepraszam, ale to nie jest duzo trudniejsze do czytania, kwestia tylko maniery)

  • anacharsis

    [Re: ]

    Cieszę się, że projekt Grupy Inicjatywnej rozpoczął swój polityczny żywot, wywołując dyskusje wśród parlamentarzystów i publicystów.
    Stał się znakomitym probierzem naszej sytuacji i pozwolił szeroko rozpropagować problem związków partnerskich. Od dawna nie mówiono i nie pisano tak wiele na ten temat.
    Pragmatyzm tego i następnych projektów to rzecz bardzo ważna, a jedność wśród działaczy gejowskich jest jeszcze ważniejsza. Tylko czy stać nas na nią?
    Czy potrafimy pogodzić ambicje ze sztuką współdziałania?

  • lewicowiec

    [Re: ]

    Jeszcze trochę i przez takich skrajnych dogmatyków, ekstremistów jak W. Szot nie będzie przez kilkadziesiąt lat w Polsce żadnej ustawy o związkach partnerskich. Zbiera się na wymioty na taki radykalizm bez liczenia się z rzeczywistością społeczną. I jeszcze ta obrona homoseksualistów, którzy zrobili sobie bachory i teraz mają problem. A co mnie, geja, obchodzi ich sytuacja? Czy kazałem im sypiać z kobietą? Skoro ktoś jest homoseksualistą, to nie sypia z kobietami, a jeśli to robi, to niech ponosi konsekwencje. Ta ustawa ma być dla gejów, których nie obejmują dotąd żadne regulacje. Chodzi o sprawy majątkowe, spadkowe, o rzeczy codzienne, o normalność. Tacy radykałowie jak Szot, którzy żyją z homoseksualizmu, podniecają się samym rytuałem, celebrą – tym, czy związek zawarto w urzędzie gminy, czy stanu cywilnego. Czasem myślę, że wcale im nie zależy na tym, by dokonał się jakiś postęp – w końcu im dłużej będzie trwała obecna nienormalna sytuacja, tym większą będą mieli przestrzeń dla swojej działalności publicystycznej.

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: ]

    @ lewicowiec

    Faktycznie. To obrzydliwe, żeby gej sypiał z kobietą! Fuj!

    @ wszyscy

    Rytuał jest ważny dla wielu osób. W praktyce ani ślub cywilny, ani kościelny nie jest (nie był) jednak centralną częścią rytuału. Najważniejsze jest WESELE! Pary homo powinny zacząć organizować homowesela. Niestety, tradycja kosztuje… Uwaga! Chodzi o wesele, nie o skromne przyjęcia dla garstki przyjaciół.

  • Peter Pan (nie-lewicowiec, liberał)

    [Re: ]

    „Tacy radykałowie jak Szot, którzy żyją z homoseksualizmu”

    Normalnie Nagroda Pulitzera za to zdanie :) )
    Ja lubię Abiekta, bo w sumie chłopak ma jakieś intelektualne ambicje i ten jego blog też bywa niezły.
    Ale przyznam, że strasznie mnie interesuje jak można się tak zafiksować na temacie orientacji, jak niektórzy geje. Nie mówię, że to coś złego, ale zastanawia mnie to.
    Gejowskie spacery po gejowskiej Warszawie, gejowskie newsy ze wszystkich państw świata, gejowska filozofia, gejowska literatura, gejowska kinematografia, gejowskie dyskusje o gejowskich paradach.
    Nawet jak się czyta Turnera to jako komentarz do spraw LGBT, chociaż nie wiem czy staruszek Turner rozumiałby swój cytat tak, jak rozumie go Abiekt.
    I tylko czasem, gdzieś między tym gejostwem wyskoczy jakiś postkolonializm lub feminizm.
    Jak w zacytowanym tu bez sensu przykładzie „kompromisu aborcyjnego”.

    Nawiasem mówiąc polska ustawa aborcyjna nie jest „skrajna”. Jest zła, bo nie daje gwarancji, iż będzie stosowana w przypadkach, w których zezwala na aborcję.

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: ]

    Nie lubię feministyczno-gejowskiego ekstremizmu, ale tym razem wyjątkowo stanę w obronie Szota. Stwierdzenie, że ktoś żyje z homoseksualizmy jest krzywdzącym wyolbrzymieniem. To tak jakby ktoś powiedział, że Ochojska żyje z pomagania innym albo że zafiksowała się na pomocy humanitarnej.

  • Peter Pan

    [Re: ]

    @ Srulek

    Ja bym powiedział : nie tyle „żyje z homoseksualizmu”, co „żyje homoseksualizmem”.
    To pierwsze sformułowanie sugerowałoby, że chodzi tu o kasę. A ja np. zupełnie nie mam nic do tego, że Szot prowadzi wydawnictwo. Wręcz przeciwnie. Bardzo mi się podoba, gdy młodzi ludzie próbują podejmować tego typu wyzwania i akurat za to przekazuję w tym miejscu swojego szacuna Abiektowi.

    Natomiast przesadne zafiksowanie na własnej orientacji, traktowanie jej jako jedynego interesującego tematu na tym świecie, bardzo mnie dziwi.

  • lewicowiec

    [Re: ]

    Jak zwał, tak zwał, ważne, że robi wszystko, byle uwalić ustawę, tylko dlatego, że nie ma celebry i zapisów o obowiazku współżycia. Czyli ciotodrama w miejsce pragmatyzmu.

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: ]

    @ lewicowiec

    A Ty w ogóle kim jesteś? Ile masz lat? Z jakiej jesteś opcji?

  • Peter Pan

    [Re: ]

    Lewicowiec chce pragmatyzmu :) Czyli jednej z podstaw ideowych liberalizmu ;) )
    Oczywiście popieram.

  • jk

    [Re: ]

    homoseksualizm to nie zawod. po drugie- zzwyczaj krytykuja abiekta ci ktorzy sami za bardzo nie maja nic do zaproponowania. poza tym bledne jest myslenie w stylu „liczmy sie z opinia publiczna bo jak nie to nic nie dostaniemy”. gdyby tak mysleli czarnoskorzy w usa do dzis to i do dzisejszego dnia jezdziliby na koncu autobusu i siadali jak juz usiada wszyscy biali. to zaden ekstremizm domagac sie rownych praw.

  • Peter Pan

    [Re: ]

    @ jk

    Wydaje mi się, że raczej ktoś MIAŁ coś bardzo konkretnego do zaproponowania i to Abiekt to krytykował. Tym czymś był projekt ustawy.
    Projekt ten był 100 razy bardziej konkretny niż teoryjki, które kocha Abiekt.
    Przypominam, że krytykował kiedyś „rasizm ruchu LGBT”, który to narzuca państwom Wschodu, „zachodni model emancypacji”, nie akceptując ich „specyfiki kulturowej”.
    Gdy jednak chodzi o jego prawa (a nie Azjatów), dziwnym trafem, nie interesuje go żadna dyskusja o „specyfice kulturowej” Polski, żadne kompromisy. NIC.
    To są te konkrety ? To jest logika ?
    Nie. Po prostu ideologia, którą wyznaje Abiekt, oprócz takich sprzeczności, zakłada także miłość do stawiania się w roli skrzywdzonej ofiary. Dlatego ktoś przygotował projekt, który coś ma ułatwić a Wojtkowi Szotowi włącza się ideologiczne światełko. I musi stwierdzić, że ci, którzy go przygotowali, tak naprawdę nie chcieli gejom pomóc, tylko ich zwieść, po to by tym mocniej ich poniżyć.
    To jest konkret ? To jest język, jakim należy się domagać swoich praw ?

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: ]

    OK. Z innej beczki teraz: skąd się wzięła ksywa „Abiekt”? Napiszcie. To ciekawe, a mniej kontrowersyjne niż model emancypacji. :)

  • Peter Pan

    [Re: ]

    @ Srulek

    Z teorii Kristevy.

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: ]

    Dziś już nie mam czasu. Jutro zobaczę, co to takiego.

  • czytelniczka

    [Re: ]

    Peter Pan,
    wiesz, dużo z tego co piszesz ma ręce i nogi, ale akurat nie zarzut, że „Projekt ten był 100 razy bardziej konkretny niż teoryjki, które kocha Abiekt”. być może nie wiesz, a tu Cię uświadomię, że Abiekt jest głównym twórcą i napędzaczem (a przynajmniej rzecznikiem prasowym) akcji MNW. owszem, jej twórcy nie zdołali najwyraźniej przebić się do polityków (być może nie starali się wystarczająco, być może Grupie Inicjatywnej pomogły jakieś kontakty czy znajomości), ale nie można powiedzieć, że Wojciech Szot zajmuje się wyłącznie „teoryjkami”.

    i naprawdę mnie zastanawia, jak można nie widzieć, że ustawa w obecnie zaprojektowanym kształcie jest dyskryminująca. i nie dlatego jest zła, że „wszystko czego nei zrobi Abiekt jest złe”, tylko dlatego, że – jak to gdzieś indziej zauważył reader – ona nie będzie ewoluowała w stronę zrównania praw. PACS to nie małżeństwo i nigdy nim nie będzie. jeśli dostaniemy PACS, to konserwa dostanie do ręki argument „przecież mają te swoje prawa więc niech już więcej nie podskakują”. a co z tymi, którzy mają dzieci, którym nie wystarczają podstawowe prawa majątkowe, którzy chcieliby móc się rozstać w sposób uczciwy i niekrzywdzący drugiej strony (a nie przez wypowiedzenie o którym druga strona może nie mieć pojęcia), którzy nie życzą sobie rocznej karencji w dostępie do wszystkich praw, którzy chcą być w pierwszej, a nie drugiej grupie spadkowej?

    jeśli ktoś chce ochłap, proszę bardzo. ale nie utrudniajcie (oczywiście wyłącznie w przestrzeni dyskursu wewnątrzśrodowiskowego, bo żadnego realnego wpływu na ten projekt już nie mamy) walki tym, którzy mają większe oczekiwania wobec rzeczywistości.

  • Peter Pan

    [Re: ]

    @ czytelniczka

    „być może nie wiesz, a tu Cię uświadomię, że Abiekt jest głównym twórcą i napędzaczem (a przynajmniej rzecznikiem prasowym) akcji MNW”

    Właśnie wiem i jest to jeden z elementów, który mnie przywiódł do moich wniosków.
    Facet zajmuje się akcją, która „żąda związków”. A jak się pojawia możliwość załatwienia tych związków, okazuje się, że to mu nie odpowiada, bo projekt nie jest projektem ślubów.
    To może trzeba było zorganizować akcję „żądamy ślubów” ? Albo „żądamy związków, ale nie ważcie się proponować nam PACSów” ?

    „jeśli dostaniemy PACS, to konserwa dostanie do ręki argument „przecież mają te swoje prawa więc niech już więcej nie podskakują”

    Ale ta sama konserwa mówi dziś, że w ogóle „nie powinni mieć prawa”, więc może lepiej pokazać jej fucka i jakieś prawa zdobyć ?
    A tak poza tym, to jest częsty argument, tylko kto ma jakieś dowody, że PACS wykluczy śluby ? Przecież jeżeli PS dojdzie teraz we Francji do władzy, prawdopodobnie wprowadzi małżeństwa w tym kraju. To było w programie wyborczym S.Royal już parę lat temu, gdy przegrała z Sarkozym. No i UMP będzie mówiło, że to nie ma sensu, Front National zdobędzie głośnym sprzeciwem parę głosów na prowincji, ale jak będzie odpowiedni układ polityczny, to będą i śluby.
    Jakie ma znaczenie co będzie gadał PiS albo Gowin ? Ważne jest czy jest ktoś, kto może daną ustawę przegłosować. A kogoś kto może przegłosować śluby, w Polsce nie ma w ogóle i jeszcze dobrych parę lat nie będzie. Za ten czas niektórzy mogliby już korzystać z części praw.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa