Płomień. Krzysztof Jung, prekursor polskiej sztuki gejowskiej (2)

GDY ROZUM ŚPI, BUDZĄ SIĘ POTWORY
Ogłoszenie stanu wojennego zastało Junga w Warszawie. Zmiażdżone zostały wielkie nadzieje, zapanowała atmosfera przygnębienia i odrętwienia. Gdy przyszedł 14 grudnia 1981 roku do galerii, okazało się, że została zamknięta. Zareagował na to działaniem pod tytułem Caprichos XIII — gdy rozum śpi, budzą się potwory. W trakcie działania podjął próbę narysowania z zawiązanymi oczami słynnej ryciny Francisco Goyi — należy ona do najczęściej interpretowanych dzieł graficznych w całej historii sztuki. Performance Junga, jedno z najwcześniejszych działań artystycznych poza oficjalnym obiegiem, odbył się w pracowni pary warszawskich artystów Basi i Wiktora Guttów. Pierwsze lata stanu wojennego były dla Junga wyjątkowo trudne. Wiosną 1982 roku zatrzymany został na ulicy. Zomowcom nie spodobał się jego kolczyk. Zagrozili, że mu go wyrwą. Rok później został zaaresztowany przez milicję, gdy wracał ze Stadionu Dziesięciolecia po mszy odprawionej przez Jana Pawła II. Wypuszczono go na wolność dopiero, gdy ciotka Marii Olejniczak zapłaciła za niego sądownie orzeczoną karę.

Przeciwwagą dla przygnębiających wydarzeń w Polsce były wyjazdy za granicę, które od był w kolejnych latach, a także współpraca z inny mi artystami. Razem z Wojciechem Piotrowskim był modelem do niedokończonej pracy Grzegorza Kowalskiego W lustrze, dla Barbary Falender pozowali do rzeźby Ganymed. Jung często wyjeżdżał do przyjaciół w Sztokholmie, Berlinie i Paryżu, przebywał tam po kilka tygodni, a nawet miesięcy. Podczas tych pobytów chodził do muzeów i na wystawy. Miał okazję poznać wielu wybitnych ludzi: laureata literackiej Nagrody Nobla Czesława Miłosza (1911–2004), kompozytora Witolda Lutosławskiego (1913–1994), a także poetę Zbigniewa Herberta (1924–1998). Za radą przyjaciela, Wojciecha Karpińskiego, poświęcił się w tym czasie przede wszystkim malarstwu i rysunkowi — przyniosło to znakomite rezultaty, czego świadectwem była zorganizowana w 1989 roku w galerii Pokaz w Warszawie duża wystawa „klasycznych” pejzaży zatytułowana Drzewa w środku świata.

BLISKOŚĆ I WIĘZY
Jedna z piękniejszych i ciekawszych prac Junga powstała w roku 1980, jeszcze przed ogłoszeniem stanu wojennego. Jest to działanie Rozmowa, które odbyło się 22 grudnia 1980 roku w galerii Repassage i nawiązywało do innego działania, przedstawionego miesiąc wcześniej w Łodzi. W działaniu warszawskim brały udział trzy osoby: sam artysta, Wojciech Piotrowski oraz Dorota Krawczyk. Na czarno ubrani kochankowie — Krzysztof i Wojciech, którzy w tym czasie byli rzeczywiście parą — siedzieli naprzeciw siebie w ciemnym pomieszczeniu. Wokół nich zgromadzili się widzowie. Obaj mężczyźni zszywali ze sobą swoje koszule i spodnie, jakby chcieli się w ten sposób zjednoczyć lub ukazać wzajemne więzy i zależności. Potem zrzucili ubrania i nadzy opuścili pomieszczenie. Trudno jest znaleźć w sztuce polskiej tego okresu równie mocne i wyraziste dzieło ukazujące bliskość i związki między dwoma mężczyznami, a w którym ci mężczyźni nie byliby napiętnowani lub wyszydzeni. W „Teatrze Sztuki” Junga stało się możliwe to, co było prawie niemożliwe w realnym socjalizmie: dwaj mężczyźni mogli publicznie ukazać łączące ich uczucia i nikt z zewnątrz w to nie ingerował. Dorota Krawczyk siedziała w trakcie działania naga w rodzaju oświetlonej od wewnątrz klatki utworzonej z tkaniny. Za pomocą żyletki wycinała w tkaninie podłużne szpary, przez które do ciemnego pomieszczenia wpadało coraz więcej światła, tym samym ujawniała coraz bardziej swoją nagość. Jung rzucił w jej stronę szpulkę nici, ale Dorota nie chciała zostać powiązana z przyjaciółmi i odrzucała kilkakrotnie szpulkę, aż ta upadła w pobliżu nagich już mężczyzn i tam pozostała. Zapytana o możliwą interpretację działania Dorota Krawczyk powiedziała: Myślę, że istotnych warstw było kilka: prywatna, czyli ich i nasze emocje, porozumienia i nieporozumienia, warstwa bycia osobno, poza, gdy się jest gejem, otwieranie się na innych, symboliczne połączenie się, nie tylko erotyczne, ale i twórcze.

Krzysztof Jung nie uczestniczył w jawnym życiu gejowskim w taki sposób, jak to dziś rozumiemy. W Polsce lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych nie byłoby to możliwe. W oczach przyjaciół był jednak jednym z najbardziej wolnych i najmniej konwencjonalnych ludzi, jakich kiedykolwiek spotkali. Nie tylko w sztuce zrywał z ogólnie przyjęty mi wymogami męskości, które jemu i jego współczesnym zostały narzucone. Żył sztuką, był artystą w pełnym tego słowa znaczeniu, a polityczny ruch gejowski na Zachodzie obserwował z zewnątrz, z dystansem. Od stycznia 1991 roku pracował jako nauczyciel w Społecznym Liceum Ogólnokształcącym nr 14 w Warszawie. Udzielał lekcji rysunku, wykładał także historię sztuki oraz muzyki. Był lubianym nauczycielem, choć stawiał wysokie wymagania zarówno uczniom, jak i sobie. W szkole udzielał się o wiele więcej, niż było to przewidziane w programie: zapraszał uczniów na plenery do swego domku letniego pod Warszawą, organizował wycieczki, zabierał uczniów na wernisaże i namawiał ich do pracy nad coraz to nowymi tematami artystycznymi. Z jego inicjatywy szkoła, w której pracował, nazwana została imieniem Józefa Czapskiego. Niektórzy z przyjaciół patrzyli na jego zaangażowanie pedagogiczne z mieszanymi uczuciami – obawiali się, że zaabsorbowany zaniedba całkowicie malowanie i rysunek.

SUKCES I NIESZCZĘŚCIE
Wielki sukces odniósł Krzysztof Jung w czasie retrospektywnej wystawy poświęconej działalności Repassage’u, która odbyła się w Zachęcie w Warszawie latem 1993 roku. Stworzył własną przestrzeń w jednej z dwóch sal ukazujących działalność galerii Repassage 2. Na ścianach wisiała dokumentacja z jego działań w latach siedemdziesiątych, a Jung znów motał swoje nici. W tym samym czasie spotkał go cios: od początku lat dziewięćdziesiątych przechowywał wiele prac w domku letnim nazywanym Jungówką, niedaleko Góry Kalwarii, na południe od Warszawy. Pewnej nocy dokonano włamania, obrazy zostały skradzione. Do dziś ich nie odnaleziono. Pozostaje mieć nadzieję, że nie zostały zniszczone i być może pojawi się w przyszłości na rynku sztuki „wczesny Jung”.

W roku 1997 u Junga dały znać o sobie poważne kłopoty zdrowotne. W sierpniu tego roku odbył z Wojciechem Karpińskim kilkutygodniową podróż szlakami dzieł sztuki na trasie Berlin-Drezno-Praga-Wiedeń-Salzburg-Monachium-Berlin. W berlińskim Muzeum Egipskim oglądali popiersie Nefretete, ale gdy w leżącym naprzeciwko Pała u Charlottenburskim chcieli zobaczyć dzieła Watteau, a przede wszystkim słynny obraz Szyld Gersainta, będący alegorią ulotności życia, Jung nie był w stanie wejść po schodach na piętro. Miał poważne kłopoty z oddychaniem. Czternaście miesięcy później, 5 października 1998 roku, zmarł nagle w Warszawie na skutek ciężkiego ataku astmy. Żył zaledwie 47 lat. W tym samym czasie umierał jego ojciec Zygmunt. Gdy Dorota Krawczyk otrzymała w Berlinie wiadomość o śmierci przyjaciela, początkowo pomyślała, że przyjaciółka, która do niej zadzwoniła, pomyliła imiona i że właściwie chciała przekazać wiadomość o śmierci jego ciężko chorego ojca. Gdy zrozumiała, co się naprawdę stało, była porażona tą wiadomością. Krzysztof Jung został pochowany 15 października 1998 roku, dzień po śmierci swego ojca, na warszawskich Powązkach Wojskowych. Jego grób zdobi rzeźba Barbary Falender Narcyz, do której pozował w końcu lat siedemdziesiątych.

tłum. Dorota Krawczyk-Janisch

Powyższy tekst pochodzi z najnowszego numeru Zeszytów Literackich. Przedruk za uprzejmą zgodą Tłumaczki.

Zachęcamy do odwiedzenia strony internetowej ZL, na której znaleźć można m.in. bogatą galerię prac Krzysztofa Junga.

Autorzy:

zdjęcie Raimund Wolfert

Raimund Wolfert

ur. 1963, pracuje jako wykładowca w Berlinie. Jest autorem licznych publikacji naukowych na temat niemiecko-skandynawskich kontaktów kulturowych oraz prac z historii homoseksualności. Wydawca książki „Alles nur Kunst?” Knut Hamsun zwischen Ästhetik und Politik” (1999) i autor publikacji „Gegen Einsamkeit und ‚Einsiedelei’. Die Geschichte der Internationalen Homophilen Welt-Organisation” (2009). Obecnie pisze biografię niemieckiego pisarza i pacyfisty Bruno Vogela (1898-1987), która ukaże się wiosną 2012.

1 komentarz do: Płomień. Krzysztof Jung, prekursor polskiej sztuki gejowskiej (2)

  • Jakbyco

    [Re: Płomień. Krzysztof Jung, prekursor polskiej sztuki gejowskiej (2)]

    Znakomity tekst. O Jungu mówi się stanowczo za mało w polskich mediach, również tych LGBT. Iwaszkiewiczem, Gombrowiczem, Konopnicką i Szymanowskim nie załatwimy polskiej kultury LGBT, bo oni stosunkowo niewiele uwagi poświęcali w swojej twórczości sprawom swojej orientacji (jeśli w ogóle), tymczasem Jung jest chyba takim prawdziwym pierwszym artystą gejowskim w nowoczesnym rozumieniu.

    Ciekawe też, że Zeszyty Literackie, które miałam za periodyk o konserwatywnych poglądach (może niesłusznie? dawno nie czytałam), publikuje tekst o Jungu właśnie, i to Wolferta :)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa