Lesbijki (4)

Małżeństwo

Jestem wyoutowana na tyle długo, że mogę podać sporo przykładów na to, jak zmienia się – na lepsze – podejście ludzi do lesbijek w momencie, gdy okazuje się, że znają jakąś osobiście. Kobieta, wraz z którą prowadziłam kiedyś zajęcia na uczelni, zachowywała się wobec mnie wrogo i agresywnie przy studentach, mimo że to ona zaprosiła mnie do współpracy. Przyznała mi się później, że byłam pierwszą znaną jej lesbijką i kiedy zaczęłyśmy współpracę, bała się, że będę ją podrywać. Pochodziła z dość konserwatywnej chrześcijańskiej rodziny, ale odrzuciła później w życiu jej zasady; jednak pomimo tego odrzucenia i całej późniejszej edukacji jej pierwszą reakcją na moją osobę był powrót do najwcześniej nabytych wzorców. Dziś jest moją dobrą znajomą i wie, że lesbijki robią w życiu coś więcej niż tylko czyhanie na niczego nie podejrzewające heteryczki, ale musiała poznać konkretną lesbijkę, by zmienić swoje poglądy. […]

Wiedza o takich mechanizmach, ocenianie możliwości, dokonywanie wyborów wymaga od nas odwagi i dojrzałości. W przeciwieństwie do heteryczek lesbijki muszą codziennie dokonywać wyborów – musimy decydować, na ile będziemy otwarcie mówić o sobie w każdej sytuacji życiowej. Życie i praca w całkowitym otwarciu, całkowicie poza szafą – tak jak żyjemy i pracujemy ja i moja partnerka – to przywilej, na który ciężko sobie zapracowałyśmy. Nie ukrywamy, że jesteśmy lesbijkami i że jesteśmy w związku. Przedstawiamy siebie nawzajem jako „partnerki” i w sytuacjach zawodowych, i w towarzyskich. Owszem, jesteśmy dyskretne. Myślę, że jest różnica pomiędzy siedzeniem w szafie a otoczeniem swojego związku zasłoną prywatności. Nie trzymamy się za ręce na wieczornych spacerach, ale idziemy blisko siebie, stykając się ramionami. Zresztą, nie widziałam, by ktokolwiek w naszej okolicy, poza nastolatkami, chodził za rękę.

Kiedy zdecydowałyśmy z Janet, że chcemy uroczystej ceremonii ślubnej, zdałam sobie sprawę, że jeszcze dziesięć lat wcześniej ceremonia taka nie byłaby możliwa – a już na pewno nie w 1975 r., kiedy zaczynałam swoje pierwsze „małżeństwo” z kobietą. Nie doświadczałam wtedy takiego mocnego wsparcia ludzi wokół mnie, jakiego doświadczam dziś. Mimo, że byłam wyoutowana w college’u, w którym prowadziłam zajęcia, wiedziałam, że wiele osób tam ma do mnie wrogi stosunek. Zaproszenie innych wykładowców na lesbijski ślub nie wchodziło w grę.

Czy ma dla mnie znaczenie fakt, że teraz wchodzi to w grę? Zdecydowanie tak. W wierszy odczytanym podczas naszej ceremonii ślubnej napisałam: „To, co się wydarzyło, zmieniło nasze serca”. W jakiś niemożliwy do sprecyzowania sposób – o czym wiedzą pary heteroseksualne decydujące się na ślub – przyrzeczenia, które złożyłyśmy sobie w obecności bliskich nam ludzi zmieniły nasze własne patrzenie na nasz związek. Jesteśmy sobie poślubione. Chcemy zbadać granice samych siebie i naszego związku w ramach tego, jak rozumiemy pojęcie „małżeństwo”. Powiedziałyśmy sobie samym, sobie nawzajem, ale i całej naszej społeczności, że nasz związek nie jest czymś przejściowym, a zobowiązaniem na całe życie, że wybieramy siebie nawzajem i że chcemy, by nasi bliscy wspierali nas w tej decyzji. Chciałyśmy też odzyskać dla siebie słowo „małżeństwo” – żadne inne nie oddaje tej fizycznej, emocjonalnej i duchowej więzi między dwiema osobami. Naszym pragnieniem było również rzucić wyzwanie społecznemu milczeniu o związkach między kobietami, które przynosi nam tyle szkody. W przemówieniu wygłoszonym w trakcie ceremonii poprosiłyśmy naszą rodzinę, przyjaciół i bliskich by „potwierdzali wraz z nami prawdziwość tego małżeństwa i pomagali nam walczyć z zasłoną milczenia opuszczaną na nasze związki, która powoduje, że jesteśmy niewidzialne, a nasze związki wydają się mniej ważne i mniej trwałe”.

Reakcje różnych części naszej społeczności były bardzo zróżnicowane – od szalonego entuzjazmu przez ciche wsparcie, pełne dezaprobaty milczenie, po otwartą krytykę. Ponieważ należałam do wspólnoty kwakrów, chciałyśmy wziąć ślub formalnie „ze wsparciem wspólnoty”, co oznaczałoby, że cała moja wspólnota religijna popiera nasze małżeństwo. Okazało się to niemożliwe, ponieważ nie wszyscy jej członkowie wyrazili zgodę, ale reakcji pozytywnych było znacznie więcej, niż negatywnych. Ostatecznie nasza ceremonia odbyła się w domu spotkań i wzięło w niej udział wielu członków wspólnoty, jednak nie została oficjalnie przez nią zatwierdzona.

Lesbijki również krytykowały nasze decyzje – o zorganizowaniu ceremonii ślubnej, o użyciu określenia „małżeństwo”, o wykorzystaniu słowa „wierność”, o wymianie obrączek – te słowa i gesty postrzegane są jako patriarchalne i opresyjne wobec kobiet. Niektóre zastanawiały się, dlaczego postanowiłyśmy zorganizować taką publiczną uroczystość, dlaczego ceremonia nie była bardziej prywatna, w domu. Dużo rozmawiałyśmy o tych sprawach – dużo, chętnie i otwarcie.

Później okazało się, że to wszystko, co stało się tamtego dnia, zmieniło nie tylko serce moje i Janet – przyjaciele i członkowie rodziny obecni na ceremonii mówili nam potem, że i w nich dokonała się jakaś przemiana. Nasza długoletnia przyjaciółka, lesbijka, wyznała mi: „Byłam zaskoczona. Nie spodziewałam się, że tak mnie to poruszy”. Poruszyło ją, co po chwili namysłu dodała, uświadomienie sobie, jak wielkie znaczenie dla związku może mieć takie poparcie ze strony dużej grupy bliskich. Nasi heteroseksualni znajomi dziękowali nam za to doświadczenie. „To był ślub jak każdy inny” stwierdził jeden z nich. „Jakoś tak oczekiwałem, że będzie inaczej”. Zaś dorosłe dzieci Janet publicznie przyjęły mnie do swojej rodziny, co znacząco wpłynęło na moje z nimi relacje i nasze wzajemne oczekiwania.

To, że mogłyśmy publicznie celebrować nasz związek, jest bardzo ważne – oznacza bowiem, że lesbijki i geje mają obecnie coraz więcej możliwości otwierania drzwi swoich szaf. I że mogą otwarcie i odważnie mówić o sobie. Otwartość ta wywołuje oczywiście reakcje negatywne. Pomysł małżeństw gejów i lesbijek był spoiwem, które połączyło w nienawiści Krajowe Konwencje Republikanów. Był paliwem napędzającym homofobiczną poprawkę do konstytucji stanu Kolorado i kilka innych podobnych inicjatyw w całych Stanach w 1994 r. „Dajcie im równą ochronę prawną,” mówili w zeszłym roku w Albany w stanie New York konserwatyści religijni, „a oni zaraz będą żądali praw do małżeństwa, posiadania dzieci i nazywania się rodziną”.

Zgadza się. Tak zrobimy.

Judith McDaniel – działaczka, wykładowczyni, pisarka. Autorka m.in. Just Say Yes, November Woman, Taking Risks. Wykłada na University of Arizona – prowadzi zajęcia o kobietach i prawie w naukach politycznych. Uczy również literatury angielskiej i prowadzi kursy pisania w Vermont College.

Autorzy:

zdjęcie Judith McDaniel

Judith McDaniel

działaczka, wykładowczyni, pisarka. Autorka m.in. Just Say Yes, November Woman, Taking Risks. Wykłada na University of Arizona – prowadzi zajęcia o kobietach i prawie w naukach politycznych. Uczy również literatury angielskiej i prowadzi kursy pisania w Vermont College.

24 komentarzy do:Lesbijki (4)

  • d_biskupa

    [Re: Lesbijki (4)]

    Ten tekst jest jedną wielką antyreklamą coming-outów. Wrogość, agresja, niechęć, dezaprobata, krytyka (terminy wypisałam sobie z tekstu; są w każdym akapicie) zdają się czyhać na wyautowaną lesbijkę na każdym kroku. Autorce zalecam wizytę u jakiegoś arizońskiego shrinka.

  • Peter Pan

    [Re: Lesbijki (4)]

    Dupo, zapomniałeś, że dla homików.pl, od pewnego czasu liczą się wyłącznie śluby. Już nawet nie związki, bo propozycja związków okazała się śmiertelną obrazą i policzkiem wymierzonym w gejów i lesbijki.
    To, co dotyczy coming-outów, zeszło już na trzeci plan.

  • Peter Pan

    [Re: Lesbijki (4)]

    „Lesbijki również krytykowały nasze decyzje – o zorganizowaniu ceremonii ślubnej, o użyciu określenia „małżeństwo”, o wykorzystaniu słowa „wierność”, o wymianie obrączek – te słowa i gesty postrzegane są jako patriarchalne i opresyjne wobec kobiet”.

    Słowo „wierność” nie jest „patriarchalne”, tylko „matriarchalne”. Idealnym z punktu widzenia większości mężczyzn, byłby chyba taki model związku, jaki jest typowy we Włoszech. Jedna kobieta, którą się kocha a przy okazji kilka na boku, z którymi się uprawia seks bez zobowiązań.

    Ale mniejsza o to. Zaczyna mnie fascynować ta androfobia lesbijek. Właściwie, jest ona jeszcze ciekawsza niż geje, którym się wydaje, że są dziewczynami. Oni mi się trochę znudzili. Natomiast kwestia lesbijek jest fascynująca. Bo ja edukuję społeczeństwo, mówię znajomym, że lesbijki kochają kobiety a nie „nie lubią mężczyzn”, że ludzie źle to rozumieją, przekręcają, odwracają. I za każdym razem, gdy taką edukację przeprowadzę, trafię na tekst lesbijki, w którym są takie perły jak powyżej. I już nie wiem, co ja mam o tym sądzić.

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Lesbijki (4)]

    „Słowo „wierność” nie jest „patriarchalne”, tylko „matriarchalne”.”

    Jesli nie jest wymuszone i/lub falszywe, to nie moze byc -archalne.

    ” I już nie wiem, co ja mam o tym sądzić.”

    Sadzic ze lesbijki sa tak samo zroznicowane jak geje i osoby hetero.

  • Jakbyco

    [Re: Lesbijki (4)]

    Peter Pan, ja się zastanawiam, gdzie Ty w tym tekście widzisz androfobię? Pani autorka mówi o reakcjach części swoich znajomych. Tekst jest o czymś zupełnie innym.

    A ad meritum – fajnie pokazano tutaj, jak ważny jest ceremoniał. Do mnie to przemawia. Symboliczność, uroczysta forma, głośne i wyraźne powiedzenie czegoś w obecności jakiejś wspólnoty. Kontekst religijny – czyli odniesienie do czegoś większego, co w życiu wielu ludzi ma duże znaczenie i kontekst akceptującej wspólnoty duchowej (nie wszędzie jest Polska i nie wszędzie ludzie patrzą tylko na kościół katolicki).

    I dlatego, z powodu tego ceremoniału (a właściwie jego braku) wkurza mnie obecny projekt ustawy PACS-PL. Owszem, mogę sobie sama zrobić ceremonię, która będzie miała dla mnie i moich bliskich znaczenie (i może zrobię, podoba mi się ta myśl), ale jak już państwo ma dać coś na kształt związków, to co im szkodzi ceremonia?

    A swoją drogą trochę poszukałam i okazuje się, że wcale nie „homikom chodzi ostatnio wyłącznie o śluby” – bo opisana przez panią autorkę ceremonia najwyraźniej miała znaczenie wyłącznie symboliczne. W Arizonie nie ma małżeństw jednopłciowych:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Same-sex_marriage_in_the_United_States

  • Peter Pan

    [Re: Lesbijki (4)]

    @ Jakbyco

    No, jeżeli ktoś stwierdza, że przysięga wierności mężczyźnie oraz wymiana z nim obrączek jest „opresyjna wobec kobiet”, to dla mnie jest to co najmniej androfobia, jeśli nie wręcz mizoandria. Pomijając, że jest to również obłęd ideologiczny.

    Z tego, że nie wszędzie jest Polska, cieszyłbym się przy tekstach o niektórych państwach Europy. W przypadku Stanów, to może mieć różne znaczenie. W wielu dużych miastach jest o wiele lepiej niż w Polsce. Ale na pełnym fanatycznych sekt chrześcijańskich, prawdziwie problematycznych wyobrażeń na temat płci (nie tak jak w Polsce, gdzie to raczej śmieszne), oraz Rednecksów Południu USA, raczej bym nie mówił, że jestem bi.

  • UrszulaGawlik

    [Re: Lesbijki (4)]

    No nie wiem, Peter. Może chodzi o to, że przez wieki małżeństwo faktycznie było dla kobiet opresyjną instytucją i, choć czasy są inne, niektórym trudno o tej tradycji zapomnieć. Jak ogłoszono, że Kate w trakcie ceremonii ślubnej nie przysięgnie Williamowi posłuszeństwa, to całe Zjednoczone Królestwo zaczęło debatować, czy tak wypada i czy to aby nie będzie koniec świata…

  • Peter Pan

    [Re: Lesbijki (4)]

    @ UrszulaGawlik ;) )

    To też mit. W społeczeństwie przedindustrialnym i wczesnym industrialnym, był jasny podział ról. Mężczyzna – sfera publiczna, kobieta – sfera prywatna. Kobieta miała być posłuszna mężczyźnie, ale on miał o nią dbać i ją chronić. W społeczeństwie industrialnym i postindustrialnym to się zaczęło zmieniać, bo ten model stał się niepraktyczny.
    Jednak wcześniej, kobiety były realnie słabsze niż dziś, narażone na tysiące zakażeń poporodowych, osłabione miesiączkami, na które nie było leków przeciwbólowych itd. To, że ruch sufrażystek nie powstał w wieku XVII, to nie jest przypadek. Kobiety zaczęły się domagać obecności w przestrzeni publicznej, gdy mogły sobie na to pozwolić, bo rozwinęła się medycyna, ochrona socjalna a potem oprócz tych rzeczy, mężczyźni wymyślili jeszcze pigułkę antykoncepcyjną.

    Oczywiście nie oznacza to, że tamten model nie miał w sobie takich elementów, które mogły się stać opresyjne dla kobiet (choć opresyjne dla mężczyzn też miał, ale mniejsza o to). Tylko to wie każda kobieta a jednak tego rodzaju fanatyzm, da się zaobserwować u lesbijek na oko 50 razy częściej niż u heteroseksualistek. Nadal jestem ciekawy z czego to wynika … .

  • UrszulaGawlik

    [Re: Lesbijki (4)]

    Haha, miesiączka największym problemem kobiet :) Nieźle to sobie wymyśliłeś, Peter! Czyli że faceci sami na siebie ukręcili bicz. Gdyby nie wynaleźli proszków przeciwbólowych, to by się babom w głowach nie poprzewracało :)

  • BE BLACK, BABY

    [Re: Lesbijki (4)]

    Krwią z podpaski (koniecznie ekologicznej, takiej do prania!) lub tamponu można malować obrazy. Może posłużyć też do stworzenia graffiti.

  • Peter Pan

    [Re: Lesbijki (4)]

    @ Urszula

    Nie, ja sobie tego nie wymyśliłem. Miesiączkę wymieniłem przy okazji, nie jest najistotniejsza. Aczkolwiek za bardzo bym się z tego nie śmiał, ponieważ nawet tu, była kiedyś taka dyskusja, w której jakaś pani stwierdziła, że to, że państwo nie refunduje leków przeciwbólowych na miesiączkę, jest dowodem jego patriarchalnego sadyzmu. Natomiast rzeczywiście ważniejsze było to, ile kobiet traciło zdrowie przy porodzie.
    Oraz to, że w społeczeństwie przedinstrialnym możliwość zarobkowania, była wprost proporcjonalna do siły fizycznej. A tej mężczyźni z reguły mają więcej.

    Babom się nie poprzewracało w głowach. Emancypacja była logiczną konsekwencją zmian społecznych, przyspieszoną dzięki sufrażystkom. Natomiast taka wersja historii, że mężczyźni od wieków dominowali nad kobietami aż tu nagle one zakrzyknęły Eureka, spaliły staniki i „wywalczyły” swoją wolność, mogą wierzyć najwyżej lesbijki z Arizony. Tak to niestety nie wyglądało.
    90% DZISIEJSZEJ wolności, dała kobietom pigułka i możlwość świadomego planowania macierzyństwa. Nie bez powodu jej refundacja, jest dla feministek tematem nr 1 obok aborcji.

  • Peter Pan

    [Re: Lesbijki (4)]

    przedindustrialnym :)

    i w

    taką wersję historii

  • UrszulaGawlik

    [Re: Lesbijki (4)]

    Chyba nawet w Arizonie tak nie myślą. Dyskusja, w jakim stopniu emancypacja jest samoistną konsekwencją zmian społecznych, a do jakiego stopnia kobiety ją sobie wywalczyły, jest jałowa. Istotny jest sam fakt, że emancypacja miała (ma?) miejsce. Niektórzy uważają więc tradycyjną ceremonię małżeństwa za relikt tych przedemancypacyjnych czasów, a ty od razu wyskakujesz, że to mizoandria. Jesteś po prostu bardziej fanatyczny od tych fanatycznych feministek, które nieudolnie usiłujesz tu wykpiwać :)

  • Peter Pan

    [Re: Lesbijki (4)]

    Urszulo, wiem, że zawsze starasz się mi wmówić, że związek środowiska LGBT z feminizmem istnieje tylko w mojej głowie. To, że odwołania do feminizmu są w 90% tutejszych artykułów i, że występują niezależnie od tego, czy mowa o Warszawie czy o Arizonie i czy są to artykuły tutejszych publicystów czy tłumaczone, zapewne również jest albo moim wymysłem albo standardem społecznym, na którego tle geje i lesbijki, niczym się nie wyróżniają.
    Istotnie, moja antylewicowość, może mnie czasem sprowadzić na manowce, więc nie odrzucam z góry uwagi, iż się „zagolopowałem” ;) Tylko tym razem, to co piszesz, jest po prostu zupełnie pozbawione logiki.

    Większość heteroseksualnych kobiet widzi w obrączce i przysiędze znak miłości, mimo iż to związki damsko-męskie naznaczone były tym złym dziedzictwem, do którego mnie przekonujesz.
    Legalne związki lesbijskie są nowością, więc związek obrączki z opresją, jest w nich de facto jeszcze mniej oczywisty niż w przypadku związków hetero. Mimo to, to lesbijki dostrzegają „opresyjność symboliczną” obrączki i to one, nie heteroseksualistki, ostrzegały przed nią autorkę. I to jest, jak rozumiem, jeden z kolejnych dowodów na to, że związku pomiędzy lesbijkami a feminizmem nie ma. Tak ?

  • UrszulaGawlik

    [Re: Lesbijki (4)]

    Przestanę się z tobą chyba w ogóle wdawać w rozmowy, Peter, bo one się potem ciągną jak flaki z olejem. Chciałam ci jedynie zwrócić uwagę, że zarzucanie mizoandrii komuś, komu obrączka kojarzy się z opresją, może być leciutką przesadą, skojarzenie ma jakieś tam podstawy, a parę postów niżej dyskutujemy, już sama nie wiem, o czym.

    Nie próbuję ci wmawiać, że związek z feminizmem nie istnieje. Wprost przeciwnie, żyjemy w czasach emancypowania się osób LGBT, a związek między emancypacją LGBT a feminizmem wydaje mi się całkiem naturalny.

    A dlaczego lesbijki są bardziej wyczulone na takie sprawy? Może po prostu dlatego, że jako lesbijki, z definicji leżą w poprzek tradycyjnego modelu, bardziej więc wyczulone są na jego kanty.

  • Peter Pan

    [Re: Lesbijki (4)]

    @ Urszula

    No widzisz, Tobie związek feminizmu i LGBT wydaje się naturalny. Mnie wydaje się błędem. Zresztą nie tylko związek z feminizmem, tylko z lewicowymi, i postmarksistowskimi teoryjkami w ogóle. Także z queerami, postkolonializmem itp.
    Bo one w pierwszej kolejności prowadzą do takiej dialektyki jak Twoje ostatnie zdanie, w drugiej do fanatyzmu i do uszczęśliwiania ludzi na siłę w imię różnych utopii.
    Co zresztą widać także na tym przykładzie. Laska chce sobie ze swoją dziewczyną coś przysiąc i coś sobie dać i oto nagle jej koleżanki, zamiast to uszanować, wyskakują ze swoją teorią wedle, której jej przysięganie i dawanie jest ukłonem wobec systemu, które one chcą obalić.

    A poza tym : chciałem zapytać, czy nie bierzesz pod uwagę takiej możliwości, że nie tyle „lesbijki są bardziej wyczulone”, co po prostu ich ideolo wyraża ICH potrzeby i interesy, które błędnie utożsamiają z interesami i potrzebami kobiet w ogóle ?

  • UrszulaGawlik

    [Re: Lesbijki (4)]

    Po pierwsze, przestań proszę zwracać się do mnie per Urszula, bo nie przepadam za tym wieśniackim imieniem. Po drugie–i pamiętam, że już jakiś rok temu pisałam ci mniej więcej to samo–twój błąd polega na tym, że wszystkim narzucasz swoją własną akademicką perspektywę. Dla ciebie feminizm to jakiś filozoficzny koncept czy teoria, kolejna obok postkolonializmu, postmarksizmu, teorii queer, czy bóg wie czego jeszcze. Ja o nich nie wiem nic i przyznaję to bez zażenowania. Dostrzegam natomiast, że kobietom żyje się obecnie lepiej w porównaniu do mężczyzn niż 100 lat temu i uważam, że może i powinno żyć im się jeszcze lepiej. Podobnie z osobami LGBT. Ot i cała moja, nomen omen, filozofia.

    A na pytanie o ideolo lesbijek nie odpowiem, bo go nie rozumiem.

  • Peter Pan

    [Re: Lesbijki (4)]

    @ UrszulaGawlik

    A jak mam się do Ciebie zwracać, skoro masz taki nick ? ;) )

    Narzucam akademicką perspektywę tylko i wyłącznie z jednego powodu. Kiedy na początku swojej tutejszej obecności, powiedziałem, że nie wierzę w opowieści o tym, że płeć jest „konstruktem społecznym”, pojawiło się od razu około 3 postów, „wyjaśniających” mi, że na niczym się nie znam i nie słyszałem słowa „gender”. No, więc wyskoczyłem z trudniejszym dyskursem.
    Natomiast nie trzeba się interesować filozofią, żeby wiedzieć, że feminizm oprócz tego, że się cieszy z tego, że kobietom jest dobrze i chciałby, żeby było lepiej, ma też określone postulaty polityczne. W Polsce jest to np. parytet, któremu jestem absolutnie przeciwny.
    Poza tym ma też określony opis społeczeństwa, określoną wizję stosunków między mężczyznami i kobietami, której początkiem jest już sama definicja tego, gdzie kobiety są dyskryminowane, na czym ta dyskryminacja polega i z jakiego powodu ma nas interesować bardziej niż dyskryminacja mężczyzn – niejednokrotnie (jak w prawodawstwie skandynawskim oraz amerykańskim) będąca zasługą samych feministek.

  • Peter Pan

    [Re: Lesbijki (4)]

    Jeszcze jedno:

    Mniejsza już nawet o to co pisałem powyżej, bo o tym pisałem nie raz. Ważniejsze jest co innego.
    Twierdzisz, że Peter wyskakuje z akademickim i teoretycznym feminizmem i nie rozumie, że dla niektórych to oznacza coś prostszego.
    Ale, Urszulo Gawlik, ci wszyscy geje, którzy chodzą na manify, podpisują swoje felietony „radykalny feminista, rocznik y, hobby x” nie wykonują jakiejś feministycznej „pracy u podstaw”, nie pracują w domach dla ofiar przemocy itp. Oni się po prostu jarają bajką o złym patriarchacie, o nieczułych heterosamcach i gejowsko-kobiecej unii, o wykraczaniu poza płeć i o „potrójnych wykluczeniach” itp. Czyli opowieścią, która im daje proste odpowiedzi na trudne pytania. I są tacy, którzy się w tym powołają na Butler, są tacy, którzy wolą „wersję pop” tych dyskursów, ale to akurat na to samo wychodzi.

  • UrszulaGawlik

    [Re: Lesbijki (4)]

    Twój problem, Peter, polega na tym, że masz olbrzymią potrzebę szufladkowania, etykietowania i uogólniania. Ja ci w jednym zdaniu napisałam, dlaczego uważam się za feministkę, a ty mi na to, że feminizm to owszem cieszy się z tego i owego, chciałby coś tam jeszcze, ale w ogóle to ma określoną wizję, postulaty, no i domaga się parytetów. I tak jest cały czas. Ktoś rzuci, często mimochodem, jakieś hasło, a ty od razu dośpiewujesz sobie resztę i wyjeżdżasz ze swoim żelaznym repertuarem krytyki postmodernizmu, teorii queer i mizoandrii lesbijek. A tymczasem bywa różnie. I jak piszę, że mnie filozofia feministyczna nie interesuje, to tym bardziej nie interesuje mnie jej uproszczona „wersja pop”, co mi imputujesz, bo mnie filozofia w ogóle interesuje w dość ograniczonym zakresie. Nie przeszkadza mi to mieć jakichś tam poglądów na parę życiowych spraw.

    Po prostu, Peter, bywa różnie. Tylko dla ciebie to „bywa różnie” stanowi barierę nie do przeskoczenia.

  • Peter Pan

    [Re: Lesbijki (4)]

    @ UrszulaGawlik

    Sprytne retorycznie. Merytorycznie pudło.
    Jeżeli się z jakąś ideologią nie zgadzam a widzę, że grupa, do której częściowo należę, przyjmuje tę ideologię za dobrą monetę to mogę mieć z tym problem.
    Oczywiście, że np. E.Tomaszewicz (Absolutely Fabolous) rozmawia o swoich poglądach rozsądnie, dzięki czemu byliśmy tu w stanie prowadzić dialog a Wspaniałość szybuje w przestworzach absurdu. Tu jest pewna gradacja i ja jej nie neguję.

    Co do „wersji pop” : akurat nie Tobie ją imputuję. Mam w ogóle wrażenie, że nie o Tobie tu rozmawiamy, tylko o tym czy środowisko LGBT ma feministyczny odjazd ideologiczny.
    Natomiast Twoja argumentacja staje się powoli okropnie naiwna. Chcesz, żeby kobietom żyło się dobrze. I to jest feminizm. A jak chcesz, żeby Polska była ważnym i bogatym państwem to jesteś nacjonalistą ?
    Co gorsze z pozycji tej definicji, zbijasz każdy mój argument. Obojętnie czy dotyczy prób wprowadzenia konkretnej ustawy czy postmodernizmu.
    Tymczasem w tej dyskusji, to ty potrzebujesz etykietek i -izmów, skoro się określasz jako feministka. Ja natomiast uważam, że wszystkie -izmy są do d.
    I mogę to wyjaśniać powołując się na Poppera a mogę na życiowych przykładach dyskryminacji mężczyzn przez parytet, bądź stopniowej utraty bezpieczeństwa prawnego, jaka dzięki feministkom, spotyka dziś facetów w USA, Skandynawii, Niemczech itd.
    I oczywiście zawsze mój argument będzie albo zbyt akademicki albo zbyt szowinistyczny, albo zbyt lokalny (bo feminizm jest nie tylko w Polsce) albo zbyt odległy (bo Polska to nie USA czy Szwecja).

  • UrszulaGawlik

    [Re: Lesbijki (4)]

    Mam wrażenie, że dyskusja gdzieś dryfuje. Dla porządku przypomnę, że wszystko zaczęło się od tego, że zasugerowałam ci, że oskarżanie koleżanek autorki o mizoandrię dlatego tylko, że krzywo patrzyły na tradycyjną ceremonię, może być zbyt pochopne. Najwyraźniej sugestia nie dotarła tam, gdzie miała, czemu zapewne winna była naiwność mojej argumentacji.

    Teraz to nie ma już znaczenia, bo właśnie moja imienniczka zbanowała moje ip, co w pewnym stopniu utrudnia mi czytanie homików, nie wspominając o zamieszczaniu komentarzy. Jestem trochę zaskoczona. Owszem, nie spodziewałam się jakiejś specjalnej sympatii ze strony detrollatorni, ale mimo wszystko dzisiaj akurat prowadziłam całkiem rzeczową rozmowę z Peterem. Poza tym rzadko przeklinam i w ogóle. No ale trudno. Skryte kasowanie kont przeżyłam, to i obecne szykany przeżyję.

  • Peter Pan

    [Re: Lesbijki (4)]

    @ UrszulaGawlik

    W realu, na piwie czy imprezie, mogę nawet słuchać różnych babskich dowcipów o tym, jacy mężczyźni są beznadziejni. Zwłaszcza, gdy sobie to jakoś odbiję w męskim towarzystwie, ostrą jazdą po laskach (boszszz, gdyby one wiedziały co faceci mówią, gdy ich nie ma) ;) )
    Także ta wypowiedź wcale mnie nie szokuje. Tyle tylko, że mamy tu do czynienia z osobami, które wszędzie widzą patriarchat. Nawet w obrączce. Dlatego ja w ich dopatrywaniu się wszędzie samczego zła, mogę sobie dostrzec androfobię. Ma to też tę zaletę, że niejako wyprowadza je z roli permanentnej ofiary, w którą tak lubią się stroić. To tyle w kwestii początków naszej dyskusji.

  • KaFor

    [Re: Lesbijki (4)]

    Kiedy czytam – kolejne części – wywodów Autorki (rodem z Ameryki), widzę naszą własną drogę. Tu: nasz ślub, małżeństwo humanistyczne w 2008 roku, jako pierwszej pary osób tej samej płci w Polsce, małżeństwo nasze religijne – w tym samym dniu – a następnie ślub cywilny (za granicą).

    Ceremonie, w ramach nich przysięgi, obrączki (tort itd.) i to poczucie, bardzo silne, przejścia od ‚ja’ do ‚my’ w oczach innych osób.

    Przejścia, które każdego dnia ma znaczenie w kontaktach z innymi osobami / podmiotami. Tak teraz, gdy będąc w szpitalu, wypełniając formularz upoważnienia dla wskazanej osoby do kontaktów ze szpitalem, podawałam swoją żoną – jako żonę właśnie (mimo, że formularz nie zawierał pokrewieństwa / powinowactwa, zażyczono sobie by je podać).

    Upewniano się o co chodzi – wpierw pielęgniarka, potem lekarz. Wyjaśnienia, że jesteśmy po ślubie za granicą powodowały przyjęcie tego faktu za rzeczywistość (przy tym lekarz wdał się w pogawędkę: a jak, a gdzie itd.).

    Podobnie współpacjentki z sali – po odpowiedzi mojej, czy jestem zamężna – weryfikowały swoje własne wyobrażenia o związkach formalnych: jedna np. z rezerwą wyraźną na twarzy, inna ze słowami „ale fajnie, ja mieszkałam wiele lat w Londynie, to wiem o co chodzi”.

    Po ślubie, który jest poza tym, iż ceremonią prywatną, zarazem publicznym ceremoniałem przejścia, stajemy w nowym zupełnie miejscu w społeczeństwie. Przekraczamy granicę ‚niemożności’, przesuwamy granicę spostrzegania nas przez innych.

    Wcześniej, to miejsce było ograniczane ‚zakazem zawierania formalnych związków’. Teraz, jest to miejsce w gronie tych, którzy_re są po ślubie i cała reszta – na różne sposoby – staje przed dylematem własnej postawy wobec faktu, który nastąpił, wydarzył się, ma miejsce i trwa.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa