- homiki.pl - http://homiki.pl -

Było źle, a jest jeszcze gorzej

[1]

Jako że szron na głowie i nie to zdrowie (na szczęście w sercu ciągle maj) miałam dobre parę lat temu przyjemność obserwować początki dwóch niezwykle istotnych manifestacji równościowych. Manify i Parady Równości, bo o nich tutaj mowa, na stałe wpisały się w kalendarium wydarzeń najważniejszych dla osób, które walczą z dyskryminacją.

Początki jednej i drugiej były podobne. Różnicą było to, że Manify od samego początku szły pod jasno i precyzyjnie sformułowanymi hasłami, zaś Parady Równości początkowo cieszyły się znacznie większą frekwencją niż manifestacje feministyczne. Ale obydwie kształtowały postawę obywatelską i dawały możliwość głośnego wyrażenia swojego niezadowolenia w sposób pokojowy i jednocześnie widoczny. Obydwie startowały także z tej samej pozycji. Grupa nawiedzonych i szalonych (żeby nie było, piszę to z pełnym podziwem i szacunkiem) działaczek i działaczy postanowiła zrobić rzecz niemożliwą. Wyciągnąć ludzi z różnych grup społecznych, o różnych poglądach, statusie materialnym, orientacji psychoseksualnej, płci etc. na ulicę. Zjednoczyć ich we wspólnym celu. Brzmi jak sen wariata? Owszem. Ale udało się. I teraz trudno sobie wyobrazić warszawski marzec bez Manify, a okres późnowiosenny lub wczesnoletni bez Parady Równości.

Jednak z czasem różnice zaczęły się pogłębiać. Organizatorkom Manif początkowo przytrafiały się większe lub mniejsze potknięcia, jak chociażby słowa wykluczające osoby nieheteroseksualne. Jednak nie tylko szybko się reflektowały, uczyły się na własnych błędach, ale do dziś jeszcze przepraszają za swoje nieprzemyślane zachowania. Miejsce wśród uczestników Manif obecnie znajdzie dla siebie niemal każdy (kto chce, rzecz jasna!). W jakiś magiczny sposób kobiety (być może i mężczyźni) organizujące coroczny przemarsz ulicami Warszawy w okolicach 8 marca potrafiły do swojej idei przekonać nawet te osoby, które wcześniej myślały, że feministki to banda nawiedzonych kobiet, które walczą o prawa feministek. Pielęgniarki, kobiety pracujące w supermarketach, związki zawodowe i wiele, wiele innych reprezentantek różnych grup zawodowych czy społecznych, mimo że hasła przewodnie nie zawsze dotyczą bezpośrednio ich życia zawodowego czy problemów ich dotykających, rokrocznie stawiają się na Manifie. I pomimo zmiennej i zazwyczaj niesprzyjającej aury (w tym roku mrozu i deszczu) liczba uczestniczek i uczestników z roku na rok jest coraz większa. Czego niestety nie można napisać o Paradach Równości.

Największą frekwencją cieszyły się dwie Parady – ta z 2005 i ta z 2006 roku (nie biorę pod uwagę Europride, bo to zupełnie innego rodzaju wydarzenie). Pierwsza przeszła do historii jako zakazana. I właśnie brak zgody ówczesnego prezydenta miasta Lecha Kaczyńskiego wyzwolił w ludziach siłę i gniew. Spowodował, że zamiast góra tysiąca uczestników pojawiło ich się tam kilka razy więcej. Kolejna Parada wzmocniła ten przekaz. A później było tylko gorzej. Zabrakło siły napędowej w postaci złości, zabrakło myśli przewodniej i zabrakło celu, który byłby w stanie zmobilizować ludzi do wyjścia na ulicę. Coraz więcej osób przestało widzieć sens w paradowaniu ulicami miasta i wolało udać się na spacer do parku, zostać w domu itd. itp.

Jednym z powodów mógł być fakt, że organizatorzy Parad, w przeciwieństwie do organizatorek Manif, od początku unikali jak ognia mocnych i, co tu ukrywać, zdecydowanie politycznych haseł.
Dla porównania – myśli przewodnie Manif i Parad z tego samego okresu:

2006
Manifa: Walczmy razem! Bądźmy wolne! Brońmy swoich praw!
Parada Równości: Kultura różnorodności

2007
Manifa: Marsz solidarności kobiet
Parada Równości: Kochaj bliźniego swego

2008
Manifa: Zdrowie kobiet!
Parada Równości: Żyj! Kochaj! Bądź!

2009
Manifa: Każda ekipa – ta sama lipa
Parada Równości: 40 lat równości, 20 lat wolności

2011
Manifa: Dość wyzysku! Wymawiamy służbę!
Parada Równości: Wszyscy chcą kochać

A może to, że unikali nawet jasno sprecyzowanych postulatów. Dopiero kiedy zajmujący już wtedy eksponowane stanowisko w SLD Wojciech Olejniczak stwierdził w 2006 roku, że przecież osoby nieheteroseksualne nie zgłaszają żadnych postulatów dotyczących związków partnerskich, więc Sojusz nie będzie się tymi kwestiami zajmować, w 2007 roku pojawiły się z naszej strony konkretne deklaracje. Przetrwały do roku 2010, kiedy to zamiast Parady mieliśmy Europride.

Wydawać by się mogło, że w bieżącym roku, jako że wielokrotnie krytykowana Fundacja Równości ustąpiła pola, a jej miejsce zajęli znani co prawda z innych akcji i wystąpień, ale jednak nowi organizatorzy, będzie lepiej. Przynajmniej takie były zapowiedzi.

Niestety rzeczywistość okazała się nie być wcale taka różowa. Spuśćmy zasłonę milczenia na wpuszczane w sieć filmy z obrad Komitetu Organizacyjnego Parady Równości 2011 (w skrócie: KOPR 2011) i opisy zagranicznych wojaży jego członków. Ale nie da się już pominąć różowego, a jakże, potworka, który początkowo został przedstawiony jako plakat promujący tegoroczną Paradę. Fatalne zdjęcie (nic nie ujmując Żaklinie), fatalne wykonanie i przede wszystkim brak jakiegokolwiek przekazu. Reakcje nań możecie prześledzić chociażby na blogach (Abiekt [2], Trzyczesciowygarnitur [3]) czy na oficjalnej stronie Parady na Facebooku [4].

Na fali dyskusji o plakacie pojawiły się pytania o cele i postulaty tegorocznej Parady, jak również wątpliwości, czy takowe istnieją. W odpowiedzi nań rzecznik Parady Mariusz Drozdowski, bardziej znany jako Jej Perfekcyjność, napisał/a w komentarzu na jednym z wyżej wymienionych blogów m.in.: Potwierdzam, że celem Parady Równości 2011 nie jest uchwalenie ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich. Nie będę łapać za słówka i tłumaczyć, że nawet najliczniejsza Parada nie jest w stanie uchwalić żadnej ustawy, bo od tego mamy Sejm i Senat. Ważniejsza jest bowiem dalsza część oświadczenia: Celem Parady Równości jest świętowanie i promowanie otwartości, tolerancji i równości.

Trudno w tym momencie nie stwierdzić, że dziwna jest świętowanie równości przy jednoczesnym wykluczeniu jednego z najważniejszych jej przejawów, czyli choć częściowego zrównania w prawach, jakim są związki partnerskie. Wykluczenie owo ma jednak swój powód: Ustalenie takiego celu uważamy za zbyt wykluczające. Są wśród osób w Komitecie Organizacyjnym – a więc i w środowisku LGBTQ! – osoby przeciwne takim rozwiązaniom i chcemy to uszanować.

Co więc jest celem tegorocznej Parady? Ze słów rzecznika/czki można wywnioskować, że tak naprawdę przemarsz ulicami stolicy ma na celu świętowanie. Świętowanie czego? – zapytam, jak wiele osób przede mną. Otwartości? Tolerancji? Równości? W Polsce? Czyżby był to dowód na to, że światy równoległe istnieją, i że organizatorzy Parady Równości żyją w innym niż większość z nas?

Zaniepokojona nieco tymi wypowiedziami osoby reprezentującej KOPR 2011 oraz Komitet Honorowy tejże, zadzwoniłam do Krystiana Legierskiego (pierwszego członka Komitetu Honorowego) z prośbą o komentarz. Otrzymana od niego odpowiedź nieco mnie uspokoiła. Krystian, być może zaniepokojony otrzymaną przeze mnie informacją, skontaktował się Łukaszem Pałuckim (współorganizatorem Parady). I usłyszał, że informacje przekazane przez Jej Perfekcyjność nieco mijają się z prawdą i że komitet jak najbardziej myśli o postulatach politycznych.

Mamy więc, jak to zwykle na miesiąc przed warszawskimi Paradami bywa, nieliche zamieszanie. Ciekawe są za to jego powody. Mnie przychodzą do głowy dwa: albo członkowie KOPR 2011 z uwagą czytają komentarze „nieistniejącego” środowiska LGBTQ etc. i biorą głos ludu pod uwagę, za co należy im się pochwała, bo oznacza to, że naprawdę Parada jest dla wszystkich. Albo komitet kompletnie nie wie lub nie panuje nad tym, co w ich imieniu głosi rzecznik/czka. Osobiście mam nadzieję, że wygrywa powód numer jeden.

I dlatego podpowiadam organizatorom Parady trzy główne postulaty, które są nadal aktualne:
1. Prawo do zawierania związków.
2. Prawo do rzetelnej edukacji.
3. Ochrona przed mową nienawiści.
A ich rozwinięcie można znaleźć na stronie www.paradarownosci.pl/page.php?page=4 [5] lub www.miloscniewyklucza.pl/postulaty.html [6].

Małgorzata Rawińskaikona ruchu LGBTQ w Polsce, pierwsza wyoutowana lesbijka w polskiej telewizji, współzałożycielka i członkini kabaretu Barbie Girls, znana także jako Rude de Wredne. Współtworzy wraz ze swoja partnerką Ewą Tomaszewicz bloga www.trzyczesciowygarnitur.blogspot.com [7]

Autorzy:

zdjęcie Małgorzata Rawińska

Małgorzata Rawińska [8]

ikona ruchu LGBTQ w Polsce, pierwsza wyoutowana lesbijka w polskiej telewizji, współzałożycielka i członkini kabaretu Barbie Girls, znana także jako Rude de Wredne. Współtworzy wraz ze swoja partnerką Ewą Tomaszewicz bloga http://www.trzyczesciowygarnitur.blogspot.com