Anka Zet pod Victorią w kolejnej akcji

Korzystając z wizyty w Polsce prezydenta USA działaczka LGBTQ Anka Zet, znana m.in. z akcji w trakcie Kongresu Kobiet czy pod Sejmem, przeprowadziła swoisty happening. Na jego miejsce wybrała hotel Victoria, a następnie Krakowskie Przedmieście.

Oto, co sama pisze o wydarzeniu:

* * *
Przekonana o słuszności powiedzenia „kropla drąży skałę nie siłą a częstym padaniem” udałam się na kolejną akcję, którą sobie wymyśliłam.

„Poszłam na Obamę” – zostawiłam żonie list na stole i zabrałam się ze swoim podręcznym ekwipunkiem w torbie z wizerunkiem Baracka Obamy z kampanii prezydenckiej, zawierającym hełm, tęczową bluzeczkę, girlandy, okulary przeciwsłoneczne we flagę amerykańską, transparent i jak zwykle pogodę ducha.
Po jednej stronie transparentu był napis: „Ustawa o związkach partnerskich jest koniecznością. Jesteśmy jednym z ostatnich krajów UE bez regulacji w tym zakresie”, po drugiej: „Prawo adopcji dzieci jest oczywistą oczywistością. Na dzień dzisiejszy lesbijki i geje wychowują dzieci, w przypadku śmierci biologicznego rodzica dziecko trafia do domu dziecka. To skandal.”

Tego dnia Polskę nawiedził Obama, a Warszawa oszalała z tego powodu. Wstrzymano komunikację miejską, w odleglejszych zakątkach miasta były niewyobrażalne korki, ludzie kombinowali jak dostać się w obszary przedzielone kłopotliwym centrum.

Niektórzy wybrali rower, inni piesze spacery, na co zdecydowałam się i ja.

Miasto błękitniało policją. Maszerując na akcję z transparentem na ramieniu omijałam kolejne posterunki.

Dotarłam do hotelu Victoria i zobaczyłam, że tłumnie wychodzą z niego elegancko ubrani ludzie i wsiadają do podstawianych autobusów.
Stanęłam zatem pod hotelem i wykrzykiwałam „Equal rihts for LGBT persons”.

Dzięki tej akcji ja i ochrona hotelu Victoria poznaliśmy granice własności hotelu, bo kiedy poproszona o odejście, poprosiłam ochronę o wskazanie granic własności, ochrona potrzebowała aż dwóch konsultacji, żeby ustalić granice własności.

Następnie dotarłam do miejsca docelowego, czyli na demonstrację na Krakowskim Przedmieściu.
Wzmocniona akcją spod Victorii, gdzie cudzoziemcy z zainteresowaniem mnie słuchali, postanowiłam wyjątkowo stanąć w demonstracji „drugiej strony”.

„O przyszła ta „ich” maskotka.” – przywitano mnie. Proporce Legii furczały groźnie, ulica wybrzmiewała znanymi agresywnymi hasłami, a ja stałam sobie wśród tych ludzi i skandowałam wersję przemiennie po polsku i po angielsku: „Equal rihts for LGBT persons”. Od czasu do czasu dorzucałam: „Komorowski daj nam prawa” czy „Równe prawa dla lesbijek”.

Podchodzono do mnie, wyśmiewano się, czasami szarpano, ale stałam sobie i krzyczałam. Najbardziej mnie bawiła sytuacja, że moje hasła były słyszane ze strony demonstracji zwolenników „Polska jest Najważniejsza”, „PiS” itp i sprawiało to wrażenie, jakby ci ludzie identyfikowali się z nimi.

Kiedy zgromadzeni używali sformułowania „pedały”, to wyjaśniałam, że kulturalnym jest słowo „gej” i że będę rozmawiać tylko wówczas, kiedy druga strona rozmowę będzie prowadzić na poziomie kulturalnym.

Udało mi się nawiązać kontakt z niektórymi osobami i powiedziałam, że cieszę się, iż możemy sobie porozmawiać, bo zazwyczaj krzyczymy do siebie na różnych demonstracjach. I niektórzy z moich respondentów okazali się sympatykami ustawy o związkach partnerskich, niektórzy nawet przyznawali prawo do adopcji, kiedy im tłumaczyłam, co się dzieje z dziećmi, gdy umiera ich biologiczny partner, wielu zgadzało się co do tego, że nie może być dyskryminacji w pracy itd.
Niektórzy mówili, że parady są niepotrzebne, że eksponowanie golizny jest nie w porządku. Odpowiedziałam zatem, że na paradach w Polsce nie ma golizny.

Potem pomaszerowałam do „naszej” strony.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tego wydarzenia. Przyznaję, że bałam się, że stanie mi się coś złego, ale – jak to często w życiu bywa – strach wydumany jest gorszy od rzeczywistego.
Powróciłam do „nienaszej” strony, żeby się pożegnać. „Pewnie spotkamy się jeszcze na demonstracjach” – powiedziałam. „A za czym pani walczy?” – zapytał mnie siedzący mężczyzna. „Za równe prawa dla lesbijek i gejów”. Machnął ręką, a ja oddaliłam się.

Anka Zet (Anna Zawadzka)

5 komentarzy do:Anka Zet pod Victorią w kolejnej akcji

  • Peter Pan

    [Re: Anka Zet pod Victorią w kolejnej akcji]

    Niewątpliwie odważna akcja. Ja też uważam, że należy rozmawiać (prawie) ze wszystkimi.
    Ten happening był więc chyba bardziej udany niż ten z Kongresu Kobiet.
    Szkoda tylko, że anka zet nie napisała, jak dokładniej przebiegały jej rozmowy, bo to akurat ciekawe.

  • UrszulaGawlik

    [Re: Anka Zet pod Victorią w kolejnej akcji]

    To taki chyba folklor trochę. Okołopisowska prawica ma swoje namioty smoleńskie na Krakowskim, a my mamy naszą Ankę Zet.

  • Wojtek

    [Re: Anka Zet pod Victorią w kolejnej akcji]

    Jesteś super! :) Wdzięk, lekkość, mądrość, nawet element humorystyczny – podobnie jak w akcjach Pomarańczowej Alternatywy. Dzięki wielkie! Pozdrawiam ciepło.

  • mm

    [Re: Anka Zet pod Victorią w kolejnej akcji]

    byłaś w tiwi, bejbe

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Anka Zet pod Victorią w kolejnej akcji]

    Akcje Anki Zet bywają drażniące, ale jednak należy się jej podziw. Proszę – tu mamy przykład, w jakich okolicznościach ona ma odwagę sama jedna demonstrować. W porównaniu z tym pójście na marsz, przy okazji którego można oberwać, to niewielki wyczyn.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa