Prawa człowieka, prawa mniejszości?

Zapraszamy do lektury wywiadu z Wiktorem Osiatyńskim, specjalistą w tematyce praw człowieka, autorem głośnej publikacji „Prawa człowieka i ich granice”. Rozmawia Wojtek Szot (www.abiekt.blogspot.com).

Pierwsze zetknięcie z osobą homoseksualną?

Miałem wtedy chyba osiemnaście lat. To był znany pisarz, ktoś mi powiedział o jego odmiennej orientacji seksualnej. Nie pamiętam, żebym miał do tego oceniający stosunek, raczej nie. Za to wstydzę się innej historii. Pamiętam, że w ambasadzie amerykańskiej rozmawialiśmy o tym człowieku i powiedziałem głośno, że jest gejem. Po reakcji Amerykanina, z którym rozmawiałem uświadomiłem sobie, jaką niestosowność popełniłem. Zdawał się mówić – co ciebie to obchodzi? Zatkało mnie. Ale odtąd już wiedziałem, że jest to prywatna sprawa zainteresowanych. Później, w 1975 byłem w Stanach, a tam mówiło się o tym jawnie i otwarcie…

Trafił Pan na początki walki o równość osób LGBT.

Tak, choć to odbywało się w cieniu ruchu feministycznego, który był bez porównania silniejszy. Ruch LGBT dopiero się rozwijał, ale było już wiadome, że jest to bardzo istotna sprawa.

Prawa gejów i lesbijek pojawiły się jako element praw człowieka?

Zacznijmy od początku. Twórcy praw człowieka mieli gdzieś gejów. Prawa człowieka powstały – jako koncepcja – w całkiem innych celach. Miały bronić praw białych, przeważnie bogatych mężczyzn, którzy dążyli do władzy i potrzebowali ochrony. W tym celu sformułowali prawa człowieka. Gdy grupy te wywalczyły swój cel i uzyskały władzę, przestały być zainteresowane ideami praw człowieka. Tak było zawsze.

Czyli prawa człowieka lepiej rozwijają się w krajach totalitarnych?

Wbrew pozorom tak. Prawa człowieka w państwach totalitarnych, takich jak Polska komunistyczna, dotyczą wszystkich obywateli będących pod zniewoleniem politycznym, natomiast w krajach zachodnich, również w dzisiejszej Polsce, dotyczą osób, które nie korzystają z dobrodziejstw demokracji i są wykluczone. Zatem w krajach totalitarnych niejako obejmują wszystkich, w demokracjach – grupy mniejszościowe. Większość, która się tych grup boi, chciałaby je usunąć z pola widzenia. Przez to prawa człowieka są w krajach demokratycznych mniej popularne. Po wywalczeniu demokracji chciano w jakiś sposób zapomnieć o nich, no ale zostały już zapisane i zaistniały w świadomości. Wtedy różne inne grupy powiedziały – to też są nasze prawa; tyle, że twórcy praw człowieka nie mieli ich na myśli.

Pojawienie się zjawiska „walki o prawa LGBT” zwiększyło często przemoc wobec homoseksualnych. Przykładem niech będzie Uganda, w której dopiero w momencie pojawienia się „działaczy gejowskich” państwo uruchomiło represje. Może zatem nie warto?

Różne grupy zaczynają walczyć o swoje prawa w momencie, gdy zostają zauważone, gdy ich sytuacja się poprawia. W czasie represji takie postulaty się nie pojawiają, ewentualnie grupy represjonowane przyłączają się ze swoimi roszczeniami do bardziej rozwiniętych ugrupowań walczących o emancypację. Po rozpoczęciu walki o uznanie praw następuje rykoszet (backlash). Jest to cena, którą się płaci. Być może, że grupy o których Pan mówi były wcześniej akceptowane, ale warunkowo – „musicie respektować nasze reguły, nie wychylać się, to nic wam się nie stanie”. Zmiana reguł gry jest trudna. W totalitaryzmach prowadzi do rewolucji, a w demokracjach jest jeszcze trudniej.

Ostatnio pojawiło się coś takiego jak demokracja populistyczna. Władza pochodzi z wyboru, większość ma wybór, ale zarówno władza jak i większość są niewrażliwe na prawa mniejszości. W Polsce dotyczyło to np. osób chorych na HIV/AIDS. Pierwszą decyzją, przyjętą w demokratycznym głosowaniu, jaką podjęła władza lokalna po ustanowieniu samorządów, była decyzja gminy Konstancin-Jeziorna, najbogatszej gminy w Polsce, żeby wyrzucić stamtąd wszystkie osoby zarażone HIV [przebywające w ośrodku]. Wtedy taką decyzję mógł unieważnić tylko prezydent. I Jaruzelski to zrobił. Stał się pierwszym obrońcą wolności po 89 roku! Paradoks…

Jak wiele paradoksów związanych z Jaruzelskim… Zatem w jaki sposób się bronić przed demokracją populistyczną? Jeśli wyborów dokonuje – jak pan powiedział – niewrażliwa większość, to mechanizm wyborczy nie jest najskuteczniejszym sposobem walki o prawa mniejszości.

Z dyktatorami jest prościej – wszyscy jesteśmy wykluczeni. Dyktator mówi – bójcie się mnie, bo jak nie to wam pokażę, przywódca populistyczny, co widać wokół nas, mówi – bójcie się innych, ja was obronię. Na szczęście mamy też demokrację konstytucyjną. Osoby LGBT powinny tworzyć organizacje obrony prawnej i wykorzystywać drogę sądową.

W mediach głośno ostatnio o odmowie sprzedaży powierzchni reklamowej dla kampanii „Miłość nie wyklucza”, dla mnie jest to odbieranie możliwości głoszenia postulatów. Iść z tym do sądu?

To jest trudna sprawa, na pewno w przestrzeni publicznej zakazanie powieszenia plakatu mogłoby rodzić roszczenia prawne. Oczywiście wykluczam sytuacje porządkowe, ale każda grupa ma prawo głosić swoje postulaty o ile są zgodne z prawem. Gdyby to była przestrzeń prywatna – tutaj te prawa są ograniczone, ale z odmową na przykład sprzedaży reklamy w gazecie należy iść do sądu.

Nie jest to takie łatwe…

Mam dla pana dobrą i niedobrą wiadomość. Postęp polega na tym, że trzeba się strasznie narobić. Pociąga za sobą ofiary, jest skuteczny przeważnie wtedy, gdy są ofiary. No i jest powolny. Myślę, że trzeba budować wsparcie. Zacząć od większej koalicji z innymi grupami dyskryminowanymi. Przykładowo – mamy ustawę antydyskryminacyjną, która dyskryminuje niektóre grupy. Taka koalicja powinna zadziałać wspólnie, znaleźć jakąś sprawę nadającą się do sądu a związaną z ustawą i razem ją poprowadzić w interesie trzech czy czterech grup. Od tego też jest program Spraw Precedensowych prowadzony przez Helsińską Fundację Praw Człowieka.

O taką koalicję jednak bardzo trudno, nie jest przecież tak, że organizacje osób niepełnosprawnych z wielką radością będą działały z organizacjami mniejszości seksualnych.

Dla mnie dramatyczna sytuacją wydarzyła się na zeszłorocznej Paradzie Równości. Jak tylko mogę to staram się na Parady przychodzić. W 2005 roku specjalnie przyjechałem do Warszawy z Budapesztu. Wtedy byli tam niemal wszyscy, nie tylko osoby LGBT. Była to sprawa polityczna, walczono z pewnym zagrożeniem. Niestety w zeszłym roku osób publicznych na marszu prawie w ogóle nie było. Przyszło kilku polityków, ale oni mają w tym interes polityczny.

Jak jest zagrożenie dla „naszych” interesów to idziemy „z wami”; a jak trzeba się upomnieć o „waszą sprawę”, to ludzie pojechali się opalać. Tej solidarności nie ma, gdy nie ma Kaczyńskiego, Giertycha, to wszyscy zaczynają postulaty LGBT mieć gdzieś. To było dla mnie przerażające.

Zadam pytanie być może proste, ale w kontekście pańskiej książki nieoczywiste. Czy związki partnerskie są prawami człowieka?

Nie. Za to człowiek ma prawo do związku partnerskiego. Nie wiem czy do małżeństwa, ale ma prawo do legalizacji związku, który jest trwały, dobrowolny i w którym obie strony mają poczucie bezpieczeństwa.

Gdy mówimy o prawach człowieka, musimy odróżnić demokrację od praw człowieka. W demokracji większość decyzji podejmuje się w trakcie procesu politycznego przez uchwalanie ustaw, prawa człowieka wyznaczają granice demokracji. Większość nie może wyrzucić blondynów z uniwersytetu, bo będzie to naruszenie ich praw. Prawa człowieka stawiają demokracji pewne wymogi i granice. W większości sytuacji demokracja może i powinna sama decydować. Sposób w jaki jest definiowane małżeństwo możemy zostawić demokratycznie podejmowanej decyzji, ale nie można tak definiować małżeństwa czy związku partnerskiego, żeby kogokolwiek pozostawić na marginesie, poza granicą opieki, ochrony.

Pańska książka jest tłumaczeniem angielskiego wydania. Jakie zmiany zostały dokonane dla polskiego czytelnika?

Dopisałem trochę, głównie literatury w przypisach. Ale bez przesady – myślałem o uwzględnieniu polskiej literatury przedmiotu, ale żeby całą uwzględnić to byłoby trochę za dużo pracy. No i niesamowicie cenię sobie odwagę tłumacza, Sergiusza Kowalskiego. Podjął się tłumaczenia książki żyjącego autora, który sam nieźle pisze po polsku. To akt ogromnej odwagi.

Nie jest to klasyczny podręcznik, raczej rozprawa o prawach człowieka.

To jest raczej esej, ale już w Stanach ukazał się jako podręcznik, na co byłem początkowo zły, bo oznacza brak recenzji w prestiżowych czasopismach. Jednak uświadomiłem sobie, że ma to swoje dobry strony. Takie książki są zawsze dostępne, żyją dłużej. Wiem, że wielu profesorów w Stanach korzysta z niej jako podręcznika na zajęciach, zatem decyzja była trafna.

Ciekawe dla mnie było to, że takiej książki nie było w literaturze amerykańskiej, nie ma też w polskiej.

Z tym prowadzący wywiad musi się zgodzić i podziękować za rozmowę.

Wiktor Osiatyński (ur. 1945) – pisarz i wykładowca, prawnik, konstytucjonalista, członek Komitetu Nauk Politycznych Polskiej Akademii Nauk specjalizujący się w historii doktryn polityczno-prawnych. Pomysłodawca powstania w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka Programu Spraw Precedensowych oraz członek jego rady programowej. Odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Niedawno na rynku polskim pojawiła się jego książka „Prawa człowieka i ich granice”.

25 komentarzy do:Prawa człowieka, prawa mniejszości?

  • Maja

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    Hej. Jak rozumiecie tę część wypowiedzi, że „związki partnerskie to nie prawo człowieka”, ale „za to człowiek ma prawo do związku partnerskiego”?

  • kisses

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    Koalicja, o której mówi profesor Osiatyński a o której nie wie prowadzący wywiad, już jest: Koalicja na Rzecz Równych Szans, gdzie razem pracują organizacje LGBT, orgi osób starszych, niepelnosprawnych, Żydowskie i Romskie.
    Czyli idziemy śladem wyznaczonym przez Profesora :-)

  • cinclus

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    @ Maja
    To jest dosyć skomplikowany temat i nie czuję się kompetentny, żeby go dokładnie wyjaśniać. W każdym razie ja to rozumiem tak, że związki (jakiekolwiek) nie są i nigdy nie były zawarte w katalogu praw człowieka. Więcej: to nigdy nie było prawo, ale obowiązek. Wymóg ekonomiczny (jak płacenie podatków). Powinnością obywatela było dostarczenie potomka (żeby utrzymać potęgę plemienia/narodu; żeby dostarczyć siły roboczej; dzisiaj, żeby miał kto pracować na nasze emerytury). Stąd, choćby w Polsce, w pewnym okresie nieżonaci mężczyźni płacili „bykowe”. Więc tu mamy obowiązek. Z drugiej strony mamy prawo do poszanowania i ochrony związków emocjonalnych, o której to tradycji w tekście „Połączeni w obliczu bogów” pisał niedawno Paweł Fijałkowski. Kiedyś te związki po prostu się nie wykluczały, a uzupełniały. Z jednej strony obowiązek – z drugiej potrzeba wewnętrzna.

    Natomiast moją uwagę przykuł fragment rozmowy w którym mowa o „rykoszecie”. Mnie ta teoria przekonuje, choć pewnie przeciwnicy parad nie przyjmą jej do wiadomości i z uporem maniaka będą twierdzić, że lepiej albo siedzieć po cichu, albo w najbliższym otoczeniu udowadniać, jakim to się jest „normalnym”.
    No i bardzo istotne jest zdanie „Myślę, że trzeba budować wsparcie. Zacząć od większej koalicji z innymi grupami dyskryminowanymi.” W pewien sposób potwierdza to, o czym ciągle mówię: społeczność LGBT nie jest jakąś wyspą, która walczy jedynie o swoje prawa. „Nasze” prawa są również „ich” prawami. Jeśli nawet koalicje są niemożliwe, to w naszych działaniach powinniśmy w jakiś sposób podkreślać, że jesteśmy częścią całego społeczeństwa. Częścią, która może i krzyczy sama, ale krzyczy w imieniu wszystkich.

    Ważna książka. Ukłony dla Pana Profesora.

  • Peter Pan

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    Osiatyński mówi bardzo „ciekawe” rzeczy.
    Twórcy praw człowieka nie byli zainteresowani prawami gejów, gdyż interesowali ich wyłącznie „biali mężczyźni”. Czyli geje albo nie mogą być biali albo nie są mężczyznami … .

    Poza tym twierdzi, że prawa człowieka powstały po to, żeby ci potworni „biali mężczyźni” mieli władzę … . No, za tą myśl przyznałbym 100 punktów za poprawność polityczną doprowadzoną do absurdu.
    Oczywiście początkowe koncepcje praw człowieka, obarczone były kontekstem, w którym powstawały. Ale czy Osiatyński na serio uważa, że nie wytworzyły pewnego myślenia o swobodach obywatelskich, wolności jednostki, do którego wciąż się odwołujemy ? Czy twierdzi, że cała historia praw człowieka, swobód jednostki, rozwoju demokracji, to historia jakiejś samczej walki o to kto przeciągnie linę ?

  • Abiekt

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    Osiatyński przez prawa człowieka rozumie ustawy/deklaracje/zapisy normujące -> a o te faktycznie walczyli biali mężczyźni

    Więcej w książce :)

  • Peter Pan

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    @ Abiekt

    90% rzeczy na tym świecie jest dziełem białych mężczyzn. Zarówno bardzo dobrych, jak i złych. Od poezji, przez komputer, na którym wystukuję te słowa, po wojny.
    Także: dla mnie to, że coś jest dziełem „białych mężczyzn” nie jest szczególnie kompromitujące. Zapytałbym jedynie czy to coś jest dobre czy złe. W przypadku praw człowieka, moim zdaniem dobre, choć zgadzam się, że wymagają one pewnej redefinicji i, że nie od początku były rozumiane tak jak dzisiaj.

  • Walpurg

    [--> Peter]

    Wytworzyły, ale Osiatyński mówi zdaje się o sytuacji wyjściowej.

    To jak z naszą Nawojką – pierwszą kobietą, która, żeby móc studiować na Akademii Krakowskiej, przebrała się za meżczyznę. Ówcześnie walczyła o swoje, o swój interes, a nie o „prawa kobiet”, choć dzisiaj moglibyśmy chyba to w takiej perspektywie rozpatrywać.

    Nota bene, nie rozumiem, dlaczego tej postaci nie wykorzystuje polski ruch feministyczny. Wiem, że nie ma pewności, czy Nawojka w ogóle istniała, ale to nie jest aż tak ważne.

  • urban legend

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    Taaa, a Kopernik była kobietą, która chciała za wszelką cenę zostać naukowcem – dlatego ‚zmieniła’ płeć ;)

  • Peter Pan

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    @ Walpurg

    Nawet gdyby tak było, to mówienie o sytuacji wyjściowej w przypadku czegoś, co się rozwija i doskonali od kilku wieków, jest bez sensu. Tylko przede wszystkim tak nie jest, bo Osiatyński mówi:
    „Gdy grupy te wywalczyły swój cel i uzyskały władzę, przestały być zainteresowane ideami praw człowieka.”

    Ja wiem, do czego on pije. M.in. do tego, że Solidarność też walczyła o prawa człowieka a dziś wiele osób wywodzących się z niej, ma gdzieś kwestię praw człowieka. To jest prawda, ale jednocześnie coś pozostało. Mianowicie : demokracja. A ta jest obszarem, po którym się poruszamy i na który równocześnie się powołujemy, chcąc pewnych praw.

    Myślę, że pomysł z Nawojką jest świetny, bo to pół-legendarna postać (jak wyczytałem w wikipedii). A z ruchem feministycznym w świecie zachodnim, jest jak z legendami.
    Czasem jest w nich „ziarnko prawdy”, jednak generalnie to bzdury.

  • cinclus

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    @ Peter Pan
    Naprawdę, czepiasz się.
    Po pierwsze co złego w mówieniu o sytuacji wyjściowej? Warto sobie uświadomić mechanizm powstawania praw człowieka.
    Po drugie, a cóż to takiego ta demokracja? Zapytaj ludzi z ulicy. Zaczną bąkać, że Grecy i w ogóle. A przecież dzisiaj nikt już nie definiuje demokracji jako woli większości. Przynajmniej poważnie o demokracji myśląc.
    Dlatego też ważne jest, że Osiatyński wprost mówi, czym są prawa człowieka: „Prawa człowieka stawiają demokracji pewne wymogi i granice.”
    Jasne, możesz się nie zgadzać z Osiatyńskim, tylko nie rozumiem, dlaczego podważasz zasadność jego wypowiedzi. Takie właśnie odnoszę wrażenie. To jest jeden z nielicznych głosów, które puste hasło „prawa człowieka” objaśniają i przydają mu sens.

  • Peter Pan

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    @ cinclus

    Osiatyński reprezentuje postkolonialne i ponowoczesne podejście poprawnej politycznie lewicy, które uważam za bzdurne i szkodliwe. Choć bardzo modne w USA, stąd nie zdziwiło mnie, gdy przeczytałem, jak bardzo mu zależy na tamtejszych recenzjach.
    Jest to podejście, które problematyzuje same prawa człowieka, jako rzekomo zawężone; jako jeszcze jedno pole „dominacji białego mężczyzny”.

    Zdecydowanie podważam zasadność takiego myślenia, ponieważ takie myślenie podważa zasadność pewnych ogólnych i, moim zdaniem, weryfikowalnych kategorii.
    „Biali mężczyźni” wytworzyli takie pojęcia jak : obywatelstwo, demokracja, wolność jednostki, równość wobec prawa itp.
    Wszystko, co działo się w kwestii praw człowieka, nawiązywało do tych pojęć, gdyż wbrew temu, co głosi lewicowa baja, SĄ uniwersalne.
    Obecnie jest taka moda intelektualna, która nakazuje „problematyzować” te kategorie, jako wykluczające, bo stworzone przez „białych mężczyzn”.
    Paradoks polega jednak na tym, że każde prawo poprawiające status gejów, czarnoskórych, kobiet, Romów, opiera się właśnie na tych kategoriach i każda z tych grup, gdy chce dane prawo uzyskać, właśnie do kategorii się odwołuje.

  • Abiekt

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    – jako jeszcze jedno pole „dominacji białego mężczyzny”.

    ale on mówi, że tak było kiedyś, nie że tak jest teraz… stąd ja nie wiem gdzie tu postkolonializm.

  • Peter Pan

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    @ Abiekt

    O.K. Ty przeprowadzałeś ten wywiad, więc możesz wiedzieć więcej na temat poglądów Osiatyńskiego.
    Ja zrozumiałem to zdanie w ten sposób, że koncepcja „praw człowieka” została utworzona w interesie „białych mężczyzn” i zawsze im służyła a gdy coś udało im się wygrać, przestawała ich interesować. Tak to tutaj sformułował, nawet jeśli trochę co innego miał na myśli.

  • Peter Pan

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    P.S. To jest myślenie postnowoczesne.
    Żadna uniwersalna kategoria nie jest uniwersalna, tylko naznaczona wykluczeniem.
    Ja jestem zresztą uczulony na to, gdy ktoś mówi, że pewne kategorie są kategoriami stworzonymi przez „białych mężczyzn” i rozumie to jako jakiś oczywisty minus tychże kategorii.

  • cinclus

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    @ Peter Pan
    No to ja się pogubiłem. Bo owszem, tak, jak piszesz, Osiatyński powiedział, że „koncepcja „praw człowieka” została utworzona w interesie „białych mężczyzn” i zawsze im służyła a gdy coś udało im się wygrać, przestawała ich interesować.” Ale dla mnie jasno z rozmowy wynika, że chodzi tu o moment historyczny, a nie, że stan ten utrzymuje się do teraz. Nie wyczytałem też krytyki, jak to chyba sugerujesz, że prawa człowieka, jako twór wymyślony przez „białych mężczyzn” są w związku z tym naznaczone piętnem. Nie bardzo więc rozumiem, o co Ci tak naprawdę chodzi.
    Ja powiem jeszcze raz: z profesorem Osiatyńskim można się zgadzać lub nie (choć chyba trudno to robić tylko na podstawie tej krótkiej rozmowy). Ja się cieszę, że jego książka się pojawiła, bo jest niewątpliwie autorytetem w tej dziedzinie. I być może dzięki tej książce kilka osób, które walczą o „prawa człowieka” zrozumie, co się tak naprawdę kryje pod tym hasłem.

  • jk

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    ciekawy wywiad. osiatynski zrobil na mnie duze wrazenie.

  • Peter Pan

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    @ cinclus

    „Gdy grupy te wywalczyły swój cel i uzyskały władzę, przestały być zainteresowane ideami praw człowieka. Tak było zawsze”.

    Jeżeli „tak było zawsze”, to znaczy, że nie chodzi o moment historyczny. Zresztą, nie bardzo wiem co za moment miałby na myśli.

    Chodziło mi głównie o europejską debatę na temat praw człowieka. Czy są uniwersalne (liberałowie) czy nie są (lewica). Nowomowa dotycząca „białych heteroseksualnych mężczyzn” przynależy do tej drugiej opcji. Nawiasem mówiąc, Osiatyński się pogubił w poprawności politycznej i o „heteroseksualnym” zapomniał, przez co trochę dziwnie mu to wyszło (o czym pisałem w pierwszym poście).
    Ale Osiatyński często strzela takie faux-pas, gdy ma dobre chęci. Kiedyś wysmarował „feministyczny” manifest, w którym to odwołał się … uwaga, uwaga … do „naturalnych cech” kobiet.

  • mona

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    Taki mały offtop… Czy niejaki cinclus to nowe wcielenie naszego homiczego gwiazdora krzsz? :)

  • KaFor

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    Jeśli dobrze zrozumiałam: „ustawy/deklaracje/zapisy normujące” – prof. miał na myśli prawo stanowione, pozytywne, czyli

    oznaczające prawo narzucone z góry, przez aparat państwowy. Inaczej prawo tworzone przez człowieka (w odróżnieniu od prawa naturalnego), a konkretniej przez uprawnione do tego władze państwowe (tzw. prawo stanowione).

    prawo pojmowane przede wszystkim jako – zależne od czasu i miejsca – dzieło danego społeczeństwa, tworzone w ramach nowoczesnej demokracji parlamentarnej, uwzględniającej prawotwórczą rolę organów państwa, partii politycznych, organizacji pozarządowych i grup nacisku.

    To tak jak mi tłumaczył w prowadzonych przen nas sprawach sądowych z pomoca HFPCz A. Bodnar – prawo do małżeństwa nie jest JESZCZE prawem cżłowieka, ponieważ zbyt mało państw jeszcze wprowadziło u siebie równośc małżeńst i jest jeszcze konsensus w tej sprawe w ramach UE (rozstrzygają poszczególne kraje u siebie), ale gdy kolejne będą do nich dołączać, przekroczy się pewną granicę większości sytuacja bedzie inaczej wyglądać.

    W tym kontekście – ze względu na prawo stanowione, wyroki trybunałów europejskich, można mówić o regulacjach prawnych dla par tej samej płci: cywilnych związkach partnerskich – jako alternatywnych do małzeństwa rozwiązaniach, jako o prawach człowieka (co widać wyraźnie u uzasadnieniu sprawy przeciwko Austrii).

    Jutro spodziewam się dostac książkę Profesora i zasiadam do lektury. :)

  • Peter Pan

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    @ mona

    Wątpię. Krzysiu by się nie cieszył, że się pojawiła jakaś książka. Żadnych nie czytał.
    Zresztą cinclus się tu chyba kiedyś wcześniej wypowiadał … .

  • cinclus

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    @ Peter Pan
    No więc zdanie, które przytoczyłeś rozumiem inaczej: że zawsze było tak, że jakaś grupa (jakakolwiek) po osiągnięciu celów traciła zainteresowanie dalszymi działaniami. Czyli w tym konkretnym przypadku: ktoś tam wpadł na ideę praw człowieka, a kiedy już uzyskał prawa, o jakie mu chodziło – ideę porzucił. Co nie znaczy, że idea nie żyje dalej. Kwestia tylko kto i jak ją dalej wykorzysta.

    @ mona
    Yyyy… A to jest pytanie do mnie, czy do krzsz? O_o

  • Peter Pan

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    @ cinclus

    Ale przecież nie było tak, że ktoś wpadł na taką ideę. Historia praw człowieka to historia różnych dokumentów prawnych, od Magna Charta Libertatum, po dokumenty ONZ … .
    Owszem, bywało tak, że walczono o demokrację i wolność a po ich wywalczeniu, zaczęto je ograniczać innym grupom niż własna. Tak się kończyły wszystkie rewolucje i wszystkie przewroty.
    Jestem przekonany, że o to chodziło Osiatyńskiemu, tylko pomieszał tu różne rzeczy i wyszło z tego jakieś kuriozum.

  • cinclus

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    @ Peter Pan
    No i tu się mogę zgodzić, bo co do sensu wypowiedzi Osiatyńskiego mamy, jak się okazuje, podobne zdanie. Czy wypowiedź jest zgrabna już mnie mało interesuje. Jak powiedziałem: dla mnie ważne jest to, że taki głos w ogóle się pojawił, bo póki co różni ludzie krzyczą o prawach człowieka nie bardzo wiedząc, co się pod tym kryje.

  • d_biskupa

    [Re: Prawa człowieka, prawa mniejszości?]

    Nigdy tak naprawdę nie rozumiałam, co to są prawa człowieka. Może sobie kupię książkę, żeby się w końcu dowiedzieć. Mam tylko nadzieję, że nie ma zbyt dużo przypisów. Zwłaszcza końcowych!

  • twoja

    z tymi prawami mniejszości to ja bym nie szalał, niech maja prawa do dziedziczenie ale nie adopcji dzieci, kto z was chciałoby mieć rodziców jednej płci? Poza tym dzieciaki w szkole potorfia być bezlitosne jak dowiedzą się o czymś takim.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa