Połączeni w obliczu bogów

Przeciwnicy małżeństw homoseksualnych, rejestrowanych związków partnerskich i jakiejkolwiek formy prawnego usankcjonowania związków osób tej samej płci uparcie twierdzą, że krok taki byłby sprzeczny z tradycją, a co więcej, byłby zagrożeniem dla rodziny, pojmowanej przez nich jako związek kobiety i mężczyzny, mający za główne zadanie płodzenie i wychowywanie dzieci. Ludzie ci nie wyjaśniają przy tym, że powołując się na tradycję, mają na myśli tradycję chrześcijańską, nie tak odwieczną, jak by się to mogło zdawać, bo upowszechniającą w Imperium Rzymskim od III- IV w. n.e., a później w innych rejonach Europy i Świata.

Tymczasem istnieją w naszym kręgu kulturowym tradycje znacznie starsze od chrześcijańskiej, w których związki osób tej samej płci funkcjonowały obok związków heteroseksualnych, często bywały zawierane w sposób uroczysty, niekiedy na podobieństwo małżeństw, a ponadto ich sytuację regulowało prawo zwyczajowe lub przepisy prawa ustanowionego przez władze państwowe. Starożytną emancypację związków homoseksualnych możemy obserwować szczególnie dobrze na przykładzie Rzymu. Jedną z istotnych cech społeczeństwa rzymskiego było dążenie do prawnego usankcjonowania wszelkich dziedzin życia. Toteż właśnie wówczas nastąpiły próby wprowadzenia związków homoseksualnych do systemu prawnego.

Bardzo często młody, nieżonaty obywatel rzymski miał stałą partnerkę lub partnera, posiadających określony przez prawo rzymskie status konkubiny (concubina) lub konkubenta (concubinus). Historycy i tłumacze tekstów często określają ich mianem kochanek i kochanków (ulubieńców lub wybrańców), co o tyle nie odzwierciedla rzeczywistości, że ich pozycja była znacznie wyższa niż okazjonalnych partnerów seksualnych. Wielu Rzymian posiadało konkubiny i konkubentów zarówno nie będąc żonatymi, jak i żyjąc w małżeństwie. Jeśli konkubent był niewolnikiem, z reguły uzyskiwał wolność, a niekiedy zostawał także spadkobiercą swego partnera. Takie były koleje losu Trymalchiona, jednego z bohaterów „Satyryk” Petroniusza:

Ale i tak przez czternaście lat służyłem swemu panu za kochanka [...]. Ostatecznie z woli bogów stałem się panem w domu i oto zdobyłem serduszko pana [...]. Zrobił mnie swym spadkobiercą razem z cesarzem: złapałem senatorski majątek.

Zdarzało się, że w kontraktach ślubnych zastrzegano – zapewne z inicjatywy zazdrosnej panny młodej lub jej rodziców – że małżonek nie będzie miał „ani konkubiny, ani konkubenta”. Katullus pisze w jednej ze swych pieśni weselnych ( „Na zaślubiny Torkwata i Aurunkulei”) o niewolniku będącym „concubinusem” pewnego młodego posiadacza ziemskiego, który tuż po ożenku swego pana utracił swą uprzywilejowaną pozycję.

Wielu obywateli tworzyło związki z konkubentami, trwające przez dużą część ich życia, także po zawarciu związku małżeńskiego, będącego dla wielu jedynie formalną powinnością. Od Plutarcha, który w swych „Żywotach równoległych” umieścił między innymi biografię Sulli (138 – 78 p.n.e.), dowiadujemy się o słynnym, pięciokrotnie żonatym Rzymianinie, że: z Metrobiosem, jakimś człowiekiem ze sceny, utrzymywał jeszcze za młodu stałe stosunki erotyczne. W odróżnieniu od wielu innych miłośników chłopięcej urody, Sulla nie rozstał się ze swym ukochanym wówczas, gdy ten wkroczył w wiek męski. Z Metrobiosem, mimo jego przekwitłego już wieku, pozostawał Sulla bez przerwy w stosunkach miłosnych i bynajmniej się tego nie wypierał- pisał Plutarch. Ich związek trwał więc kilka dziesięcioleci.

O innym, zapewne także wieloletnim związku dowiadujemy się z „Wojny hiszpańskiej”. Otóż, podczas walk Cezara z synami Pompejusza w Hiszpanii wiosną 45 r. p.n.e., jeden z przeciwników Cezara, Kwinkcjusz Anniusz Skapula, przygotowawszy swój pogrzeb i urządziwszy ucztę w ostatniej możliwie chwili kazał niewolnikowi, aby go zabił, a wyzwoleńcowi, który był jego kochankiem, aby podpalił stos. Trzeba w tym miejscu podkreślić, że zgodnie z rzymskimi zwyczajami, podpalenia stosu dokonywał któryś z najbliższych krewnych zmarłego.

Jest rzeczą niezwykle istotną, że około połowy I w. n.e. wytworzył się w Rzymie zwyczaj uroczystego zawierania związku przez dwóch kochających się mężczyzn, będący naśladownictwem ceremonii zawarcia małżeństwa przez mężczyznę i kobietę. W taki właśnie sposób cesarz Neron poślubił kolejno Doryfora (Doryforusa), Pytagorasa i w końcu Sporusa.

Wyzwoleniec Doryfor (Doryforos) był pierwszą wielką miłością Neron. Cesarz, będąc od lat mężem Oktawii, pragnął stworzyć z nim stały związek, co jak już wiemy, w owych czasach nie było czymś wyjątkowym. Jednakże gdy u schyłku 54 r. n.e. zorganizował oficjalną ceremonię zaślubin, rzymscy moraliści zapałali wielkim oburzeniem. Okazało się bowiem, że w związku tym Doryfor miał być mężem, Neron zaś żoną. Taki układ uważano za hańbiący dla rzymskiego obywatela (a tym bardziej dla cesarza), który w stosunkach z mężczyzną nie powinien być stroną bierną. Po śmierci Doryfora, w 64 r. n.e. Neron ponownie zakochał się w mężczyźnie. Był nim młody Grek, wyzwoleniec imieniem Pytagoras. Cesarz wyszedł za niego za mąż, a uroczystość zaślubin miała zapewne przebieg zgodny z uświęconą tradycją, uroczystą formą zawierania związków małżeńskich w obecności kapłanów. Zwano ją „confarreatio” od ofiary z placka orkiszu (farreum) składanej z tej okazji Jowiszowi. Tacyt pisał w „Rocznikach”:

Narzucono na imperatora welon ślubny, posłano swatów; posag, łoże małżeńskie, pochodnie weselne, wszystko wreszcie ujrzano, co nawet u kobiety noc zasłania.

Powyższy, skrótowy opis warto rozwinąć o kilka wyjaśnień. Rzymskie zaślubiny rozpoczynały się wcześnie rano w domu rodziców panny młodej, a ich najważniejszymi momentami było: złożenie ofiar bogom, wprowadzenie panny młodej, ubranej m.in. w purpurowy welon, i powierzenie jej panu młodemu, zgodne oświadczenie woli małżeństwa przez oboje, po którym rozpoczynano ucztę weselną. Wieczorem wyruszał pochód z pochodniami do domu pana młodego, w trakcie którego intonowano przyśpiewki („żarty fescennińskie”), wzywano bóstwa weselne Hymena i Talassa, i obrzucano uczestników orzechami. W domu pana młodego, po obrzędach mających zapewnić pomyślność i płodność, następowała noc poślubna.

Wbrew opinii niektórych historyków Neron, organizując swe zaślubiny z Pytagorasem, nie urządził parodii ceremonii ślubnej. Poślubił go tak, jak nakazywała najbardziej uroczysta i oficjalna formuła, zgodnie z którą zawierano ówcześnie większość związków małżeńskich. Toteż można by go oskarżać o bigamię -wszak był w tym czasie żonaty z Poppeą- lecz nie o parodię.

Jesienią 66 r. n.e., podczas podróży cesarza po Grecji, odbyła się publiczna ceremonia jego zaślubin z chłopcem imieniem Sporus. Rolę ojca „narzeczonej”, czyli w tym przypadku Sporusa, wziął na siebie Ofoniusz Tygellin, który zgodnie z grecką tradycją przekazał go oblubieńcowi. Z „Historii rzymskiej” Kasjusza Diona dowiadujemy się:

Wszyscy Grecy świętowali uroczyście ich małżeństwo, wyrażając wszelkie zwyczajowe życzenia szczęśliwości, także te obejmujące modlitwy aby urodziło im się legalne potomstwo. Odtąd Neron miał dwóch kochanków jednocześnie, Pytagorasa odgrywającego rolę jego męża i Sporusa jako żonę. Zwracając się do tego drugiego, oprócz innych tytułów, zwano go panią, cesarzową i władczynią.

Uroczyste zaślubiny cesarza z ukochanymi nie pozostały wydarzeniami odosobnionymi. W jego ślad poszło wielu rzymskich obywateli, co znalazło odzwierciedlenie w twórczości rzymskich poetów-satyryków. Około 100 r. n.e. Marcjalis pisał w swych epigramach:

Brodacza Kallistrata Afer, chłop tężyzna,
Poślubił, jak kobietę poślubia mężczyzna;
W mig błysnęły pochodnie, przysłonięte czoła,
Rzesza okrzyk Talassa powtarza wesoła,
Dany posag [...]
.

Podobnie drwiąco ceremonię zawarcia związku przez dwóch mężczyzn w ogrodach na północnym zboczu Kwirynału opisywał Juwenalis, wyrażając przy tym znamienną obawę:

Muszę być jutro z rana
Tam w dolinie Kwiryna. – Po co, przyjacielu?
– Co pytasz?! Druh mój idzie za mąż, lecz niewielu
Zaprasza.
Trochę życia niech nam będzie dane,
A ujrzymy te śluby w aktach zapisane
.

Jak widzimy, konserwatywnie myśląca część społeczeństwa rzymskiego obawiała się tego samego, czego dziś obawiają się obrońcy tradycji chrześcijańskiej: prawnego usankcjonowania związków tworzonych przez pary jednopłciowe. Nie mniej jednak, w ślady Nerona i jemu współczesnych poszedł później cesarz Heliogabal (218-222 n.e.). Jego wybrankiem był Hierokles, zauważony podczas wyścigów w cyrku woźnica rydwanu z Azji Mniejszej. Cesarz poślubił Hieroklesa, ogłaszając go swoim mężem, a ściśle rzecz ujmując mężem cesarzowej. Ich związek, przerwany na pewien czas na żądanie politycznych przeciwników Heliogabala, trwał do końca jego krótkiego życia.

Wśród badaczy starożytności trwają spory, czy małżeństwa zawierane uroczyście przez dwóch mężczyzn były w świetle ówczesnego prawa ważne, czy też nie. Problem ten jest o tyle trudny do rozstrzygnięcia, że o rzymskim prawie prywatnym tego okresu wiemy bardzo niewiele. Nasz wiedza na ten temat bazuje głównie na przepisach zebranych w Kodeksie Justyniana (527-534 r. n.e.), stanowiących niewielką część prawniczej spuścizny Rzymian, poddanej zresztą gruntownej przeróbce. Możemy przypuszczać, że pojmowanie małżeństwa zmieniało się na przestrzeni wieków, a jego definicja stawała się z biegiem czasu coraz precyzyjniejsza, aż w końcu (co najmniej od czasów Ulpiana i Modestinusa – I połowa III w. n.e.) określała je jednoznacznie jako związek mężczyzny i kobiety. Jest bardzo prawdopodobne, że pobudką do jej sformułowania były związki mężczyzn z mężczyznami zawarte przez Nerona i jemu współczesnych, a następnie przez Heliogabala.

Czy powyższe zmiany prawne spowodowały, że nie podejmowano później prób usankcjonowania związków homoseksualnych, trudno powiedzieć. Według Johna Boswella, edykt wydany w 342 r. n.e. przez cesarzy Konstansa i Konstancjusza, uważany przez większość historyków za zakaz stosunków homoseksualnych lub tylko prostytucji homoseksualnej, był w rzeczywistości zakazem zawierania małżeństw przez pary mężczyzn.

[Fragment tekstu opublikowanego w: „Albo albo. Problemy psychologii i kultury”, 2009, nr 2-3. Androgynia – Miłość].

Paweł Fijałkowski archeolog i historyk, pracownik naukowy Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma; zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce, historią polskiego protestantyzmu, pradziejami Mazowsza oraz homoerotyzmem w starożytnej Grecji i Rzymie; autor książek: „Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym” (2007), „Homoseksualizm. Wykluczenie – transgresja – akceptacja” (2009).

Autorzy:

zdjęcie Paweł Fijałkowski

Paweł Fijałkowski

archeolog i historyk; zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce, historią polskiego protestantyzmu, pradziejami Mazowsza oraz homoerotyzmem w starożytnej Grecji i Rzymie; autor książek: „Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym” (2007), „Homoseksualizm. Wykluczenie – transgresja – akceptacja” (2009).

6 komentarzy do:Połączeni w obliczu bogów

  • Detrollator

    [Re: Połączeni w obliczu bogów]

    Detrollator czuwa i uprasza uprzejmie, aby w komentarzach trzymać się tematu tekstu. O sprawach ogólnych, w tym o zbrodniczej działalności detrollatora, można dyskutować na naszym Facebookowym profilu. Zapraszam!

  • Peter Pan

    [Re: Połączeni w obliczu bogów]

    Bardzo ciekawy artykuł.
    W sumie to dziwna ironia losu, że dziś dumne ze swej rzymskiej przeszłości Włochy, są jedynym zachodnim państwem, które nie wprowadziło żadnych uregulowań dla par homo na szczeblu państwowym (są tylko w kilku regionach).
    No, ale niestety w dzisiejszym Rzymie jest wprawdzie Gay Street, ale jest też Watykan … .

    Jak czytam w podpisie pod nazwiskiem autora, zajmuje się on kulturą żydowską. Może fajnie by było, gdyby napisał kiedyś coś o niej i o gejach. Wiadomo, że judaizm, jak wszystkie religie monoteistyczne, jest represyjny wobec seksualności.
    Wiem o krytyce tego aspektu judaizmu i kultury żydowskiej u pisarzy heteroseksualnych : u Singera i oczywiście w szczególności u Rotha w „Kompleksie Portnoya”, który jest chyba najlepszą współczesną powieścią na temat skutków represjonowania męskiej seksualności (w związku z czym polecałbym ją szczególnie kościołowi i feministkom).
    Ale nie wiem nic na temat krytyki judaistycznej homofobii podejmowanej przez żydowskich pisarzy. Był tylko ten film, którego tytułu nie pamiętam … .

  • Wojtaszek

    [Re: Połączeni w obliczu bogów]

    @ Peter Pan

    Ten film to „Oczy szeroko otwarte” (chyba o nim mówisz.

    W Jewish Museum w Londynie jest taka multimedialna instalacja: „Zapytaj rabina”. Możesz za pośrednictwem dotykowego ekranu zadać pytanie jednemu z siedmiu rabinów, reprezentujących różne nurty judaizmu (jest też kobieta – rabin). Możliwe do wyboru pytania są dobrane tak, aby uniknąć wszelkich kontrowersyjnych treści. Nic o gejach. :-(

  • Peter Pan

    [Re: Połączeni w obliczu bogów]

    @ Wojtaszek

    Dzięki za przypomnienie. Rzeczywiście chodziło mi o ten film … .

  • Muzz

    [Re: Połączeni w obliczu bogów]

    Złe tłumaczenie los Trymalchiona co jest podstawą nadinterpretacji. Wg L. Staffa:

    „Jednak pozostałem czternaście lat ulubieńcem swego pana. I nie jest hańbą, co pan rozkazuje.
    Zadowalałem jednak i panią. Wiecie, o czym mówię: milczę, bo nie jestem samochwałem.
    Zresztą, przy pomocy bogów, zostałem panem w domu i ot miałem pana w kieszeni. Krótko
    mówiąc, zrobił mnie współdziedzicem z cesarzem i otrzymałem senatorski spadek.”

    I gdzie tu mowa o gejach???




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa