Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2

Jasbir Puar, czyli homiki złapane w pułapkę

Po artykule na temat „gejowskiego imperializmu” czas na jego teoretyczne rozwinięcie w postaci pojęcia „homonacjonalizm”. Termin ten opanował ostatnio zwłaszcza europejską dyskusję o związkach między ruchem LGBT a nacjonalizmem, rasizmem i radykalną prawicą. Jessica Hoffmann w połowie grudnia 2010 roku opublikowała na Bilerico krótki artykuł z wakacji w Europie. O czym pisała? Zapraszam do lektury:

W listopadzie spędziłam kilka tygodni w Szwecji, Niemczech i Austrii. (…) w każdym miejscu, które odwiedziłam, aktywiści – ci kolorowi i ci biali – mówili o homonacjonalizmie. Wcześniej chyba nigdy nie wiedziałam zbyt dokładnie, czym tak naprawdę jest homonacjonalizm – jak jest przerażający i jak bardzo pokazuje różnice pomiędzy amerykańskim i europejskim klimatem politycznym (zarówno w Europie i Stanach istnieje antyimigracyjny rasizm i przemoc, ale ich formy i źródła narracji są inne).

Zatem czym jest homonacjonalizm? Można go definiować na wiele sposobów (większość raczej teoretycznych), tutaj chciałabym jednak wskazać, jak rozumiem to zjawisko w kontekście europejskim dzięki rozmowom z queerowymi działaczami w wielu miastach, uznającymi Unię Europejską za „antyimigracyjną fortecę”, jak powiedział mój znajomy z Wiednia. Podczas gdy niektórzy zapewne myślą o Unii jako o wspólnocie pozbawionej granic, trzeba wiedzieć, że tak jest tylko pomiędzy państwami członkowskimi, które wspólnie starają się wzmocnić granice wspólnoty by ograniczyć napływ ludzi z zewnątrz. (…)

Właściwie nie jestem specjalistką w tym temacie, po prostu zaniepokoiło mnie to, czego dowiedziałam się w czasie podróży. Kontekst europejski jest inny od amerykańskiego, ale warto zwrócić uwagę na tę sytuację w szerszym sensie – związków pomiędzy antymigracyjną polityką i przemocą, tworzeniem normatywnych homo-obywateli, neoliberalną ekonomią i rasizmem na całym świecie.

Skąd zatem wziął się „homonacjonalizm”? Zjawisko to zostało kompleksowo opisane przez Jasbir K. Puar w książce „Terrorist Assemblages. Homonationalism in queer times” (2007). Puar zajmuje w niej stanowisko, które można streścić następująco:

Od kiedy zachodni ruch LGBT zaczął wyrażać żądania zmian politycznych, musiał dopasować się do politycznych nurtów – skanalizowało to wszelkie radykalne działania wynikające ze zjawiska queerness, a następnie wprowadziło ruch LGBT na drogę szowinistycznego rasizmu. Puar zwraca uwagę na to, że przez wiele lat dyskurs o prawach osób LGBT był dyskursem białych mężczyzn, podobnie jak dyskurs feministyczny był dyskursem białych kobiet. Poprzez tworzenie zbiorczego wyobrażenia o „muzułmanach”, którzy są homofobami i zagrażają wolnościom obywatelskim politycy i działacze dokonali podziału na dobrych i złych i nie znaleźli w nim miejsca dla osób, które są nie-hetero – lesbijek-muzułmanek czy gejów-sikhów. Puar zwraca uwagę na postkolonialny charakter przekazów społecznych skierowanych do osób LGBT w krajach muzułmańskich. Wszystkie one upatrują wroga w tym właśnie, co jest składnikiem tożsamości także osób LGBT tam mieszkających – w tradycji. Zatem by stać się członkiem światowej społeczności osób LGBT ludzie ci musieliby porzucić tradycję, a to wymaganie jest brutalne i pozbawia godności. Wsparcie dla takich pomysłów przyszło od polityków, którzy zorganizowali „wojnę z terroryzmem”. Po 2001 roku nasiliły się ataki na muzułmanów od lat mieszkających w Stanach. Poczucie „amerykańskiego ekscepcjonalizmu” (American exceptionalism) podzieliło ludzi na „terrorystów” i ich ofiary. Kim w tym dyskursie są osoby LGBT? Terrorystami, bo mają „niewłaściwy wygląd”, ale też domniemanymi ofiarami, gdyż podlegają muzułmańskiej opresji, z której Ameryka i cywilizacja musi je wyzwolić. Zatem by uzyskać „dostęp” do bycia „innym” najpierw trzeba zrzucić okowy tradycji. Przekładając to na bardziej zrozumiały język – mimo swojej inności nieheteroseksualni muzułmanie nie są traktowani przez zachodnią społeczność LGBT jako równorzędni partnerzy. Społeczność ta obawia się bowiem, że normy muzułmańskie, które w domyśle zawierają homofobię, zagrożą jej istnieniu. To, że nie wszyscy muzułmanie są homofobami już nikogo nie interesuje. Zatem ruch LGBT stworzył normę tego, kto może być „LGBT”[1] i kto ma dostęp do queerness. Oto trzy przykłady takich działań:

Po 11 września 2001 roku rozpoczął się proces stygmatyzacji wszystkich osób pochodzenia arabskiego. Mubarak Dahir, reporter, ujawniony gej i muzułmanin pisał: Od września 2001 roku czułem się związany ze swoim środowiskiem [muzułmańskim] związany niż kiedykolwiek wcześniej. Działacze i działaczki z grupy SANGAT/Chicago (organizacja LGBT skupiająca osoby z krajów Azji południowo-wschodniej) zwracali uwagę na to, że są teraz o wiele milej widziani jako liderzy środowisk muzułmańskich w ogóle – heteroseksualni muzułmanie uznali, że uda się wykorzystać taką odmienność, którą uważali za bardziej akceptowalną dla Amerykanów, aby uniknąć łatki „terrorystów”.

W 2006 roku World Pride miała odbyć się w Jerozolimie. Koalicja organizacji z Nowego Jorku zaprotestowała przeciwko tej lokalizacji w myśl hasła „No Pride without Palestinians”. InterPride, organizacja koordynująca World Pride, ma swoją siedzibę w Stanach i jest zdominowana przez białych Amerykanów i Europejczyków. Decyzja Izraela o goszczeniu World Pride wpisywała się w politykę pokazywania tego kraju jako tolerancyjnego i różnorodnego, mającą na celu zatarcie złego wrażenia spowodowanego łamaniem praw człowieka. Co ważne – wśród walczących o zmianę lokalizacji WP byli zarówno amerykańscy Żydzi, jak i Palestyńczycy skupieni w inicjatywie Queers Undermining Israeli Terrorism.

W 2005 roku brytyjska organizacja OutRage! wzywała do „queerowej fatwy” przeciwko brytyjskiemu „islamskiemu fundamentaliście” Omarowi Bakri Mohammedowi podczas manifestacji w Londynie w Międzynarodowym Dniu Kobiet. OutRage! przygotowało również ulotki z hasłami: „Solidarność z islamskimi kobietami” i „Nie dla państwa islamskiego kraju! Nie dla prawa szariatu!”. Puar ocenia to jako pierwszy sygnał dla kobiet i osób LGBT z krajów islamskich, że są dobrze widziane w ruchu feministycznym czy LGBT jedynie wtedy, gdy mieszkają poza granicami swoich państw lub z nimi walczą. Podczas marszu na rzecz Wolnej Palestyny (21.05.2005) OutRage! szło z hasłami „Izrael musi przestać prześladować Palestyńczyków! Palestyna musi przestań prześladować osoby LGBT!”. Podkreśla to „nowoczesność” Izraela jako kraju, który nie ma nic przeciwko osobom nieheteroseksualnym (co nie jest prawdą), a stygmatyzuje Palestyńczyków. Po takich hasłach wydaje się, że to nie Izrael prześladuje osoby LGBT z Palestyny, a sami Palestyńczycy. Puar pisze, że konotacja iż Izrael prześladuje Palestynę tak samo jak Palestyńczycy osoby LGBT jest nieuprawniona i niesprawiedliwa dla Palestyny, a także bardziej wpisuje się w politykę Izraela, niż się jej sprzeciwia. Nawet burmistrz Londynu po protestach OutRage! (jeszcze w 2004 roku) przeciwko wizycie w Londynie Yusufa al-Qaradawiego (showman, teolog muzułmański, ostatnio słynny z nałożenia fatwy na Kadafiego) powiedział, że jest w tych protestach „powiew islamofobii”. Tutaj w sukurs przyszły takie organizacje LGBT jak The National Studenst Black LGB czy Lesbian and Gay Coalition against Racism.

Analizując tego typu wydarzenia Jabir K. Puar dochodzi do wniosku, że nieheteronormatywność, która miał być właśnie „poza normami”, nabrała charakteru normatywizującego; „homonacjonalizmem” nazywa ona wszystkie wątki w polityce i współczesnej kulturze, w których prawo do bycia innym uzyskuje się przez zaakceptowanie norm ustalonych przez zachodnią cywilizację. Polityka ukształtowana na strachu (Puar używa określenia „zwrot afektywny”) wobec inności połączyła w jedno samobójcę z bombą, Sikha w turbanie, torturowanego muzułmanina, kobietę w burce i południowoazjatycką drag-queen. Sprawiła, że „LGBT” stało się równe „terroryzmowi”. Proces ten jest na rękę prawicowym ugrupowaniom politycznym, które wykorzystując strach przed obcością zyskują nowych wyborców, a w konsekwencji prowadzą do rozbicia środowiska LGBT, o czym jeszcze Puar pisać nie mogła, bo dopiero wydarzenia z dwóch-trzech ostatnich lat pokazały, że homonacjonalizm doprowadzi do największego chyba w historii kryzysu społeczności LGBT. O tym kryzysie w następnym artykule.

[1]Puar posługuje się terminem „queer” w znaczeniu politycznym, stąd zmiana w polskim tekście na „LGBT/nieheteroseksualne”, bardziej odpowiadające polskiej metodologii (red.).

 

 

 

Autorzy:

zdjęcie Wojciech Szot

Wojciech Szot

rocznik 86, pracownik, księgarz

62 komentarzy do:Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2

  • Peter Pan

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Abiekt wreszcie przestał masakrować składnię języka polskiego i teraz da się to czytać. Fajnie.

    Co do meritum, cytowane książki to oczywiście jedne z tych produkowanych masowo przez nieczające bazy panienki, które postanowiły wziąć udział w konkursie na to kto jest najbardziej poprawny politycznie. Już samo określenie „homonacjonalizm” jest w tym kontekście, w jakim jest przez nie używane, pewnym kandydatem do nagrody w tej dziedzinie.
    Geje, którzy głosują na partie chcące ograniczyć imigrację, niekoniecznie uznają wyższość własnego narodu (co de facto oznacza termin „nacjonalizm”) – raczej odczuwają strach przed kulturami nieeuropejskimi a spośród tych, przede wszystkim przed tymi islamskimi (jest to więc co najwyżej „europocentryzm”).
    Poza tym, nie wiem czy jest ktoś, kto twierdzi, że „wszyscy muzułmanie są homofobami”. Podobnie jak nikt chyba nie sądzi, że są nimi wszyscy chrześcijanie. A jednak trudno uważać, że nie ma związku między chrześcijaństwem a homofobią, w takich krajach jak Polska, Włochy czy Ukraina. Podobnie trudno sądzić, że nie ma związku pomiędzy islamem a homofobią imigrantów. Tyle tylko, że o tym drugim nie można w Europie mówić, ponieważ w wyżej wspomnianym konkursie na poprawność, najwięcej punktów dostaje się obecnie za nazwanie kogoś „islamofobem”.
    Geje na szczęście orientują się, że polityka lewicy jest beznadziejna i masowo od niej odchodzą. Jeśli głosują na liberałów z FDP w Niemczech czy VVD w Holandii, bardzo mnie to cieszy. Szkoda, że niektórzy przeginają i idą szukać schronienia w skrajnej prawicy. Tylko może zamiast pieprzyć o „białym homoseksualnym człowieku” warto byłoby zastanowić się, jaki popełniono błąd skoro część gejów jest w dziś stanie głosować na skrajne partie, które jeszcze kilkanaście lat temu szerzyły niechęć do homoseksualistów.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    A jednak trudno uważać, że nie ma związku między chrześcijaństwem a homofobią, w takich krajach jak Polska, Włochy czy Ukraina. Podobnie trudno sądzić, że nie ma związku pomiędzy islamem a homofobią imigrantów.

    Warto byłoby dodać chociaż jedno zdanie o tym, że w obecnych czasach skutki homofobii, którą napędza chrześcijaństwo są nieporównywalne ze skutkami homofobii związanej z islamem. Owszem, 500 czy 300 lat temu również tutaj było niewesoło, ale sytuacja się zmieniła: chrześcijanie ucywilizowali się.

    Jeśli imigranci szerzą homofobię, dokuczają gejom, to należy otwarcie mówić o tym, że stanowią poważne zagrożenie dla kultury europejskiej. Jakie stąd wnioski? Np. ograniczać imigrację i stawiać na asymilację, nie na różnorodność. Różnorodność ładnie wygląda na rysunkach w podręczniku do języka angielskiego, a w praktyce ludzie dzielą się na narody m.in. dlatego, że podobnym łatwiej żyć obok siebie. Fobia to lęk, a lęk w określonych sytuacjach może być uzasadniony.

    Polska na szczęście nie jest krajem imigracyjnym. Widzi się np. trochę żółtych, ale oni są bardzo elastyczni, pragmatyczni i tolerancyjni. Poza tym nie mam nic przeciwko muzułmanom, którzy w pełni akceptują swoją orientację homoseksualną. :) Zapraszamy do Polski!

  • Gauloises

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Ja to prosty chłopiec jestem, ale jak się orientuję Omar Bakri Mohamed coś tam bredził, że marzy mu się atak muzułmanów na Europe, a z tego co pamiętam muzułmańska bozia, ma podobne poglądy jak A. Hitler i chce używac homo do napędu pieców w piekle.
    Dodatkowo – w Izraelu istnieje prawna możliwośc zawierania związków partnerskich przez osoby tej samej płci – w Palestynie sam stosunek homo jest karalny.
    Słowem autorowi się we łbie poprzewracało („Terrorist Assemblage…” a nie tekstu na Homikach) prawdopodobnie to przedawkowanie dawkinowskiego religioilu.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    (…) uznającymi Unię Europejską za „antyimigracyjną fortecę”, jak powiedział mój znajomy z Wiednia.

    Unia Europejska antyimigracyjna? Akurat…

    Podczas gdy niektórzy zapewne myślą o Unii jako o wspólnocie pozbawionej granic, trzeba wiedzieć, że tak jest tylko pomiędzy państwami członkowskimi, które wspólnie starają się wzmocnić granice wspólnoty by ograniczyć napływ ludzi z zewnątrz.

    Właśnie. Tak chyba miało być i o to w UE chodzi. W czym problem? Moim zdaniem, to dobrze, że tak jest. A co byście chcieli? ;) Hehe…

    Zatem by uzyskać „dostęp” do bycia „innym” najpierw trzeba zrzucić okowy tradycji. (…) Przekładając to na bardziej zrozumiały język – mimo swojej inności nieheteroseksualni muzułmanie nie są traktowani przez zachodnią społeczność LGBT jako równorzędni partnerzy. Społeczność ta obawia się bowiem, że normy muzułmańskie, które w domyśle zawierają homofobię, zagrożą jej istnieniu.

    Obawy są uzasadnione. Przypomnijmy, że gej w 100% akceptujący naukę Kościoła Katolickiego nie powinien współżyć, powinien umrzeć jako prawiczek. W przypadku większości „chrześcijańskich” gejów od razu widać, że nie akceptują w 100% nauko Kościoła. Nie wiem, jak można to odnieść do islamu, do zasad wynikających z Koranu. I ja nie muszę tego wiedzieć.

    nieheteronormatywność, która miał być właśnie „poza normami”

    Poza normami heteroseksualności, a nie poza normami w ogóle.

    @ Gauloises

    Oczywiście należy bronić Europę przed islamizacją wszelkimi dostępnymi środkami.

  • Miko

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    „chrześcijanie ucywilizowali się.”

    Ucywilizowali?? Chrzescijanie po prostu dostali [...] , ze juz nie piskaja i siedza cicho. Z wyjatkiem Prus Nowopoludniowowschodnich, oczywiscie.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Miko

    Od kogo [...]

  • Loth

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Od zachodniego stylu życia :) , a bardziej kontrkultury (w tym rewolucja seksualna) z lat sześćdziesiątych..

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Loth

    OK, a skąd wzięli się seksualni rewolucjoniści? Przybyli ze świata arabskiego? Z Chin?

  • Peter Pan

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Loth,
    twierdzenie, iż prawa gejów wzięły się z kontrkultury jest półprawdą. Miała ona duże znaczenie, ale nie decydujące. Przypominam, że wszystkie te prawne rozwiązania, o które „walczymy” w Polsce (związki, małżeństwa), pojawiały się w Europie w latach 90. Nie w roku 1968.
    Kontrkultura wprowadziła ten temat, który następnie podjęli w latach 70. psychiatrzy, którzy coraz częściej twierdzili, że homoseksualizm nie jest chorobą.

  • Soniasonia

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Przedmówca
    Przypadkowo trafiłeś w sedno – tak, z Chin oraz Indii. Młodzi ludzie, którzy w latach 60. stali się motorem napędowym rewolucji obyczajowej, porzucili purytanizm (w tym kontekście rozumiany jako ruch religijny, a nie obyczajowy) rodziców na rzecz kultów wschodnich – hinduizmu, różnych odmian buddyzmu, czy też religii pierwotnych, w których seks nie jest rozumiany w kategorii dobra czy zła, lecz jako naturalna potrzeba ludzka i niezastąpiona część porządku światowego.

  • Soniasonia

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ następny przedmówca
    Czyli jednak Loth ma rację, ponieważ to właśnie przedstawiciele kontrkultury nagłośnili kwestię nierównych praw, bez czego walka o nie w ogóle by się nie rozpoczęła.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Sonia

    Jesteś specjalistką. Poważnie. Mam do Ciebie dwa pytania:

    1. Jaki jest stosunek społeczeństw Chin oraz Indii (Indie: ponad 3/4 – hinduiści) do osób homoseksualnych i jak przekłada się to na prawodawstwo tych państw?
    2. Jaka jest sytuacja społeczna kobiet w Chinach i w Indiach?

  • Soniasonia

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Głowa mnie boli, ale spróbuję odpowiedzieć, zaliż może moja odpowiedź być trochę nieskładna.
    Pierwsze pytanie: Wierzenia tych krajów nie potępiały homoseksualizmu, wobec czego w społeczeństwie tych krajów nie ma tak, jak w Polsce, że homo= zło. Natomiast są to jednak kraje mocno patrialchalne, wobec czego od ludzi oczekuje się założenia rodziny – w typowym, rolniczym środowisku Chin czy Indii stara panna czy stary kawaler są raczej źle widziani i trudniej im znaleźć pracę. Ogólnie, szczególnie w tradycyjnych wierzeniach Chin rodzina jest bardzo ważna, a człowiek nie należący do rodziny nie jest pełnoprawnym człowiekiem.
    2. Bardzo zła. Kojarzysz palenie wdów i wiązanie stóp? W większości rodzin nadal tak jest, że kobieta poślubiona nie ma nic do powiedzenia w żadnej sprawie – chyba, że co ma być na obiad. Lepiej jest wśród stosunkowo dobrze zarabiającej klasy średniej (drobni przedsiębiorcy itp.), a ci najbogatsi, z wyższym wykształceniem przyjęli w większości wzorce zachodnie.
    I jeszcze jedna sprawa. O ile akceptowani są społecznie mężczyźni, którzy pragną żyć jak (albo jako) kobiety, to kobieta, która czuje się mężczyzną, traktowana jest jako dziwoląg, jakieś kuriozum.

  • Soniasonia

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    W Indiach prawo respektuje każdy związek zawarty wedle rytuałów religijnych, a niektóre odmiany hinduizmu pozwalają na małżeństwo między kobietami albo mężczyzną i hijrą (byłym mężczyzną), natomiast nie między dwoma mężczyznami – uprawianie homoseksualizmu między mężczyznami było w Indiach nielegalne do zeszłego roku. W rejonach, w których dominują muzułmanie zdarzają się prześladowania transseksualistów.
    W Chinach prawo jest bazowane w znacznej części na ideologii komunistycznej. Do 2001 roku męskich homoseksuslistów przymusowo umieszczano w szpitalach psychiatrycznych, w których stosowano takie „leczenie” jak elektrowstrząsy czy kastracja, przy czym w tym samym okresie połowa ankietowanych Chińczyków popierała prawa mniejszości seksualnych. Obecnie stosunek władz jest neutralny, a lesbijki właściwie, z tego, co wiem, nigdy nie były prześladowane. Związki partnerskie można zawierać na terenie niektórych miast, jak Makau.

  • Peter Pan

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Loth ma rację i jej nie ma jednocześnie:) Dlatego napisałem, że to „półprawda”.
    Dziś w Europie jest bardzo dużo krytyków kontrkultury, którzy jednak wcale nie krytykują praw gejów – a nawet wręcz przeciwnie. Dobrym przykładem jest tu G. Westerwelle.

    Tak naprawdę dochodzimy tu do sedna sprawy. Zanim ktokolwiek mógł myśleć o pokoleniu ’68, trochę się w Europie działo. Oświecenie, Rewolucja Francuska, humanizm itd.
    To wszystko sprawiło, że kultura zachodnia wypracowała pewien język i pewne myślenie o prawach jednostki/obywatela. Bez tego języka nie byłoby ani emancypacji kobiet, ani ruchów gejowskich, ani równości religijnej, którą państwa europejskie zapewniają także wyznawcom islamu, mimo iż w większości tych krajów, z których pochodzą, wolności takiej nie ma.

    Wszystkie te teoryjki, które cytuje Abiekt to w sumie żałosne próby zastosowania teorii Derridy i Foucaulta. Od pierwszego biezrzmy krytykę zachodniej metafizyki, od drugiego teorię „mikrofizyki władzy”.
    Mówiąc prościej: najpierw stwierdzamy, że kultura europejska naznaczona jest dominacją a potem próbujemy się bić w piersi i zobaczyć jak walcząc z nią, sami ją reprodukujemy. Np. walczymy o prawa gejów, ale „nie widzimy”, że słowo to może oznaczać coś innego tu niż w pańśtwach arabskich.

    Brzmi pięknie i szlachetnie, tylko ja mam niestety takie wrażenie, że ten europejski język walki o prawa człowieka, jest jedynym, który się sprawdza. Abiekt i jego ukochane teoretyczki mogą się bić w piersi, krytykować zachodni imperializm i zastanawiać się w jaki sposób reprodukują i narzucają myślenie „białych heteroseksualnych mężczyzn” innym kulturom.
    Tylko, gdy A.Hirsi Ali zaczęła się buntować przeciwko traktowaniu kobiet w Somalii, czytała Woltera a islamskie feministki działające w Niemczech czy Francji chcą dla imigrantek takich praw jakie mają Niemki i Francuzki a nie swoich „własnych” pozbawionych „zachodniego myślenia”.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Sonia

    OK. Właśnie takiej odpowiedzi się spodziewałem. Co z tego, że przerobiony na kobietę mężczyzna może wziąć ślub z innym mężczyzną? Moim zdaniem NIC. :) Dla mnie coś takiego to lokalny folklor, regionalny smaczek, ale nic więcej. Nie wynika stąd nic dobrego dla sytuacji zwykłego geja. O lesbijkach nie wspomnę. Lesbijki przecież nie istnieją. ;) Prawdziwe oblicze tamtych kultur odkrywa prawodawstwo: normalny homoseksualizm dopiero niedawno przestał podlegać karze. Mógłbym założyć się, że to na skutek wpływu kultury Zachodu.

    Dlatego trudno zgodzić mi się z Tobą, gdy twierdzisz, że rewolucja seksualna przybyła ze Wschodu. Ze Wschodu może czerpano inspiracje, ale tylko na zasadzie bardzo wybiórczej fascynacji elementami wschodnich filozofii. Chrześcijan nie ucywilizowano, jak chciałby Miko. Chrześcijanie ucywilizowali się sami.

  • Soniasonia

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Twoja wypowiedź dowodzi, iż gejowski egoizm, którego istnieniu niedawno próbował zaprzeczyć Peter Pan, rzeczywiście istnieje. Zdumiewa mnie, że to w ogóle NIE WSTYDZISZ SIĘ publicznie wypowiadać tak ksenofobiczne teksty (liczą się tylko geje, nie ma znaczenia, co spotyka kobiety i transseksualistów). I, otóż nie – prawodawstwo w Indiach oraz Chinach nie zmieniło się na skutek wpływu kultury zachodu – wręcz przeciwnie, to homoseksualizm zaczął być w XIX wieku karany ze względu na wpływ purytańskich europejskich kolonizatorów, o obecnie dyskryminujące prawa są cofane ze względu na naciski miejscowych.
    Twoja gadka to chrześcijaństwie to głupstwo. Gdybyś znał historię, to wiedziałbyś, iż wszyscy liberalni reformatorzy z krajów europejskich swoje idee oparli na krytyce bądź nawet zerwaniu z chrześcijaństwem. Jedyne, co chrześcijaństwo przyniosło światu, to przesłanie miłości bliźniego i radykalnego wybaczania, które jednak przez większą część historii religii było pomijane bądź interpretowane w sposób, który zupełnie przeinaczał przesłanie Jezusa. To heretycy i ateusze ( w dodatku często pochodzenia żydowskiego!) ucywilizowali chrześcijan – gdyby to od nich samych zależało, mielibyśmy teokrację, jaka panowała w Państwie Kościelnym aż do 1870 roku.

  • Soniasonia

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Ponadto pojęcie hijry nie jest jednoznacznie tożsame z transką – część hidżr nie pragnie przejść operacji zmiany płci, dobrze czują się w swoim ciele, natomiast pragną w społeczeństwie funkcjonować jako kobiety. Przeczytaj COKOLWIEK, zanim się wypowiesz.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Sonia

    Źle zrozumiałaś. Słowa lesbijki nie istnieją miały być ilustracją stosunku do kobiet w pewnych kulturach. Nie mam nic do transów. Chodziło jedynie o to, że akceptacja, w dodatku częściowa, dla osób trans ma się nijak do akceptacji zwykłych gejów, tzn. takich, którzy czują się dobrze w ciele mężczyzny.

    Druga sprawa: oczywiście chrześcijanie ucywilizowali się za sprawą heretyków. Ci heretycy nie przyszli jednak od Arabów czy od Chińczyków. ;) Ucywilizowanie się chrześcijan w dużej mierze polega na laicyzacji. Powinniśmy mówić w zasadzie nie o samym chrześcijaństwie, ale o judeochrześcijańskim kręgu kulturowym. Tak byłoby trafniej.

    Wcześniej pisałem o zagrożeniu islamizacją Europy. Bierz pod uwagę ten kontekst. Fakty są takie: w Indiach i w Chinach geje mogą bezkarnie baraszkować dopiero od niedawana, w krajach islamskich – szkoda gadać. Zupełnie inaczej jest w Europie, której jednym z fundamentów kulturowych było znienawidzone przez gejów chrześcijaństwo.

    Można długo ględzić na ten temat. Sam doskonale rozumiem poczucie zagrożenia ze strony islamskich imigrantów. Ci ludzie przyjeżdżają do Europy, ale mentalnie pozostają bardzo daleko. W towarzystwie chrześcijanina, ateisty lub niezbyt ortodoksyjnego żyda czułbym się bezpieczniej niż przy Arabie, który wprawdzie r***a się pokątnie ze swoim chłopakiem, ale nie akceptuje swojej orientacji, planuje w przyszłości ożenek i twierdzi, że w określonych sytuacjach można kogoś zabić, by oczyścić jego duszę. Dlaczego mam wstydzić się tego?

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Sonia

    Czytałem o hidżrach. Tutaj, na tym portalu. Dla mnie nie ma dużego znaczenia, czy ten facet chce zmienić płeć fizycznie, czy nie. Wystarczy, że chce w społeczeństwie funkcjonować jako kobieta. Nie twierdzę, że jest gorszy. Nie gardzę nim. Po prostu to nie jest zwykły gej. Z sytuacji takich osób nie można ekstrapolować wniosków na sytuację zwykłego geja.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Przesadna tolerancja religijna Europy jest miękkim podbrzuszem, w które mierzą islamiści. Tekst Abiekta doskonale ilustruje ten problem.

    Wybaczcie tą inspirację Kaczyńskim. ;)

  • Gauloises

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Ja jeszcze raz się odezwę, co wyczerpie pewnie zasoby mojego pisarstwa na homikach, na długie tygodnie ale:
    -fascynują mnie ludzie którzy dowodzą wyższości życia w islamie, w Indiach, nad tym co proponuje Europa. I nie ekonomicznie, bo to w wiekszości przypadków oczywista oczywistośc jak mawiał pewien klasyk tylko duchowo, religijnie etc… Fascynują mnie bo są ucieleśnieniem leninowskiego „Поле́зный идиот”. Nie używam tego zwrotu jako obelgi do kogokolwiek ale jako opis sytuacji. Ludzi ktorzy, odnosze wrazenie, nie maja do końca pojęcia o czym mówią, trochę jakby tylko wybiórczo rejestrowali fakty, naginając rzeczywistośc do swoich przekonań. A jak fakty są inne, tym gorzej dla faktów.
    – zabawna wydaje mi sie również licytacja, która religia bardziej tępi LGBT.Z tego co wiem, religie generalnie nie są przychylne człowiekowi. A to nie seks nie taki, a to jedzenie nie takie, a to asceza zbyt płytka. Wisi mi to generalnie co w swym domu i życiu robi Abdullah ibn Saud czy inny Jarosław Gowin tak długo jak nie krzywdzi innych. Ci ludzie jednak będąc politykami, w religijnym odlocie próbują z podobnym uporem (różny efekt pracy tych dwóch gentelmenów wynika jak mniemam jedynie z wielkości posiadanej władzy) narzucic swe dogmatyczne, zatęchłe poglądy innym. I obu jakoś niestety to wychodzi.

    PS
    A tak trochę już poza tematem – o ból zębów przyprawiają mnie licytujący się wzajemnie ludzie, uczeni w Talmudzie/Biblii/Koranie/etc. dowodzący że Bozia, stosowna do wspomnianego zbioru przepisów, lubi szeroko pojęte LGBT, lub że nie lubi. No faktycznie, równie to porywające jak wpływ Księżyca na życie seksualne ludzi spod znaku Panny.

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Padło tu kilkakrotnie stwierdzenie, że „chrześcijanie ucywilizowali się sami”. Jakoś nie trafia ono do mnie (być może dlatego właśnie, że żyję w wyjątkowo chrześcijańskim kraju). Moim zdaniem ucywilizowali się głównie „byli chrześcijanie” czyli ludzie, którzy odeszli lub bardzo rozluźnili swoje związki z chrześcijaństwem. I to zarówno w znaczeniu indywidualnym jak i jako zbiorowości, gdyż tylko tam, gdzie nastąpiło radykalne rozdzielenie sfery „sacrum” i sfery „profanum” (Francja, Niemcy, Hiszpania, Czechy) osoby LGBT uzyskały realną poprawę swojej sytuacji prawnej i społecznej. Tam, gdzie Kościoły chrześcijańskiem mają nadal spory (chociaż oczywiście nieformalny) wpływ na władzę (Polska, Rosja, Ukraina, Litwa) sytuacja wygląda niemal beznadziejnie.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ stereo-typ

    Beznadziejnie dla LGBT to jest w krajach islamskich, nie w Polsce. Poza tym chodziło mi o coś podobnego: poprawa sytuacji gejów i lesbijek wiąże się z laicyzacją.

  • Miko

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    „Chrześcijan nie ucywilizowano, jak chciałby Miko. Chrześcijanie ucywilizowali się sami.”

    Dream on. Bo oczywiscie kazdy Europejczyk to chrzescijanin, nawet jesli ateista, a nawet jesli, to oczywiscie jest to zasluga Chrzescijanstwa, ze zmiany sie dokonaly, co z tego ze wbrew niemu.

    Pewnie ksiadz Jean Meslier tez jest dowodem na to, ze chrzescijanie ucywilizowali sie sami. No, bo wyrosl w tej kulturze, i byl ksiedzem przeciez (co z tego ze ateista :D )

    Pointa: Owszem, chrzescijanie ucywilizowali sie sami. Proces ten polegal w duzym stopniu na odrzuceniu chrzescijanstwa :p

    „W towarzystwie chrześcijanina, ateisty lub niezbyt ortodoksyjnego żyda czułbym się bezpieczniej niż przy Arabie”

    Ja pewnie czulbym sie bardziej komfortowo w towarzystwie przecietnego arabskiego imigranta geja niz Krzysia 1986 :p

  • Peter Pan

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ stereo-typ

    Obawiam się, że straszliwie upraszczasz.
    Po pierwsze: kościoły protestanckie (zwłaszcza luterański) są dziś generalnie przychylne gejom i lesbijkom. Wprawdzie kwestia „małżeństw” jest w nich też kontrowersyjna, ale nie twierdzą one, iż geje powinni powstrzymać się od życia seksualnego, nie prowadzą też przeciwko nim krucjaty. To się zmieniło. Jeszcze w latach 50. luteranie mieli surowsze podejście do seksualności i związanych z nią tematów niż katolicy. A więc się zreformowali.
    W kościele prawosławnym, który ma obsesję, na punkcie jakiejkolwiek reformy, którą widzi jako zagrożenie, zmian nie ma prawie wcale. Dlatego sytuacja w Rosji, na Ukrainie czy w Rumunii, dlugo jeszcze będzie o wiele grosza niż w Polsce.

    Co do katolicyzmu: tam, gdzie kościół ma duże wpływy, nie jest rewelacyjnie z prawami LGBT.
    Ale jednocześnie trzeba pamiętać, że kościół (choć cholernie wolno), zmienia zdanie w różnych kwestiach. Ostatnia większa reforma miała miejsce w 1962 (Sobór watykański II), ale jednak.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Miko

    W ogóle nie rozumiesz. Chodzi o korzenie, o fundamenty kultury, a nie o to, kto do jakiego kościółka biega każdej niedzieli i czy w ogóle.

    Ja pewnie czulbym sie bardziej komfortowo w towarzystwie przecietnego arabskiego imigranta geja niz Krzysia 1986 :p

    Wcale nie proponowałem swojego towarzystwa. Zresztą, jak ci utną głowę, a w najlepszym przypadku – fiuta, to zobaczysz.

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ krzsz1986

    Na Ciebie właśnie liczyłem więc na wszelki wypadek napisałem „niemal beznadziejnie”. Cóż! Jak to zwykle Ty „wykroiłeś” sobie z mojej wypowiedzi to, co Ci pasowało, dyskretnie pominąłeś to, co nie pasowało i w ten sposb udowodniłeś mi… No właśnie! Co właściwie mi udowodniłeś?

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Peter Pan

    Oczywiście,że upraszczam. Wiem o tym. Upraszczam przede wszystkim dlatego, że – w przeciwieństwie do Ciebie – staram się pisać krótko, poruszając konkretny wątek. Generalne analizy, rozpatrywanie w wielu różnych kontekstach zostawiam Tobie i ew. krzsz1986. Mnie to wogóle nie bawi!

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ stereo-typ

    Niczego nie dowodziłem. Wybrałem to, co mnie jakoś szczególnie uderzyło. Jeśli coś pominąłem, to dlatego, że uderzyło mnie mniej. ;)

    Wokół terminu chrześcijaństwo powstało tutaj pewne nieporozumienie. Chodzi o chrześcijaństwo rozumiane jako jeden z podstawowych fundamentów kultury, a nie o to, czy np. stereo-typ jest wierzący, czy wręcz przeciwnie: obnosi się ze swoim ateizmem.

  • Peter Pan

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ stereo-typ

    Szczerze mówiąc, podejrzewam, że o tym nie wiesz. Albo mylisz słowo „chrześcijański” z „katolicki” albo nie wiesz, jak wielką ewolucję w postrzeganiu gejów przechodzi obecnie kościół luterański. Tak czy inaczej, próbujesz polemizować z Krzysiem argumentem, który jest najzwyczajniej błędny. Bo kościoły protestanckie się zmieniają i nie trzeba ich w tym celu opuszczać a chrześcijańskie są niewątpliwie.

    Gdybyś pisał o katolicyzmie a nie chrześcijaństwie, to może miałbyś rację.
    Aczkolwiek, także w tym przypadku nie cieszyłbym się na Twoim miejscu z prostoty własnego myślenia. Bo małżeństwa homo są legalne w absolutnie nielaickiej Portugalii a w najbardziej laickiej na świecie Francji są tylko PACSy.

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Peter Pan

    Kilka razy „poczęstowałeś” mnie wykładem o mojej wyjątkowej upierdliwości, okraszając je przekonaniem, że ludzi z którymi mam do czynienia na codzień czeka natychmiast po śmierci raj, skoro wytrzymują z kimś takim. Widzę, że poznał swój swego…

  • Sten

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Czy to są komentarze do tematu Homonacjonalizm, czy Religie chrześcijańskie i inne a problem homo/bi/hetero? Bo nie wiem…

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Stenia

    Czekamy na twój komentarz „do tematu”.

  • Sten

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Najpierw poprosimy, o twój, krzysia.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Stenia

    Ja już powiedziałem w tym temacie, co miałem do powiedzenia i nie narzekam. Ty narzekasz, zatem wnioskuję, że masz coś ciekawszego do powiedzenia. Słuchamy.

  • Czytelnik

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    To wszystko przypomina mi słynne „Kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam”. Pamiętacie, kto lubił to hasełko?

    Każda krytyka „środowiska” jest uważana za wrogość, homofobię. Nawet (a może przede wszystkim) kiedy krytykiem jest osoba homoseksualna. „Nie masz prawa”, „nie jesteś upoważniony”, „nie masz pojęcia” itp. itd. To wszystko można usłyszeć od tych jedynych słusznych i nawróconych na homowiarę, kiedy poddaje się w wątpliwość zasadność i reprezentatywność ich poglądów. Uzurpują sobie prawo do wypowiadania się w imieniu jakiejś urojonej większości w myśl ulubionego „nieobecni racji nie mają” (a to znacie, wiecie, kto się posiłkował tym tekstem najczęściej?). Ta „większość” to, jak rozumiemy, część tych ujawnionych i aktywnych w realu lub w necie homo/biseksualistów… Jakoś nikt nie zatanawia się, jaki to odsetek wszystkich osób o odmiennych upodobaniach seksualnych. Ile to jest procent? Pięć, dziesięć, może dwadzieścia? A może ta cała reszta jest zadowolona z obecnego stanu rzeczy i nie chce przyjmować stylu, metod walki, w ogóle walczyć o zmiany?

    Zawężanie problemu do kwestii muzułman czy ludzi jakiejkolwiek innej religii jest w ogóle niewłaściwe. Homonacjonaliści odmawiają prawa do uczestnictwa w ich zabawie (?) bez względu na wyznanie bądź nawet jego brak.

  • Czytelnik

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    PS. Kim jest ten krzsz1986@o2.pl?
    Czy to jest jakiś moderator? A dlaczego on się zwraca od użytkowników w formie żeńskiej?

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Czytelnik

    Nie. Ja tu od czasu do czasu komentuję na tych samych zasadach co Ty. Do wszystkich zwracam się uprzejmie w 90% sytuacji.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Czytelnik

    Widzę, że twoje pytanie to tylko zaczepka, a tak naprawdę znasz mnie całkiem dobrze: podaję mail Detrollator Jeśli masz jakieś personalne uwagi, kieruj je na maila. Może ustosunkuję się do nich, może nie.

  • Czytelnik

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Mnie nie interesują twoje uwagi. Nie zamierzam się wdawać w jakieś dyskusje z byle kim z jakiegoś portalu. Napisałem swój komentarz do tekstu. Wyraziłem też zdziwienie, że są tu tacy dziwacy jak ty.

  • Loth

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @Czytelnik

    „Każda krytyka „środowiska” jest uważana za wrogość, homofobię. Nawet (a może przede wszystkim) kiedy krytykiem jest osoba homoseksualna. „Nie masz prawa”, „nie jesteś upoważniony”, „nie masz pojęcia” itp. itd”

    Tutaj się zgadzam. Odmawianie krytyki czy oceny działań środowiska przez samych jej członków (także w relacji działacz-szary gej) jest bez sensu. To tak jakby zabronić kobietom mówienia o kobiecości, albo producentom wędlin o rynku wędlin w Polsce ;)

    „A może ta cała reszta jest zadowolona z obecnego stanu rzeczy i nie chce przyjmować stylu, metod walki, w ogóle walczyć o zmiany?”

    Cała reszta, czyli kto? Jeśli „reszta” nie chce walczyć o zmiany to niech założy sobie stowarzyszenie, które będzie stać na straży tego, co już jest – Powtarzam, nic nie robi się samo i nikt nie słucha nieobecnych – za jakąkolwiek opcją by oni nie byli.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    A ja się przyczepię językowo. Nie ma po polsku takiego słówka jak „ekscepcjonalizm”. „American exceptionalism” można i warto tłumaczyć jako „amerykańska wyjątkowość”.
    Istnieją różne zwodnicze słówka – są takie, które aż się proszą, by „przełożyć” je przez samą zmianę pisowni („attraction” —> „atrakcja” – tak, spotykalne: „Osoby aseksualne to osoby nie odczuwające atrakcji seksualnej”) bez zauważenia tego, że jednak nie znaczą tego samego w obu językach. Są i takie, które gładko wpisują się w całe serie słów (toż mamy niezliczone zapożyczenia kończące się na „-izm”, na „-cja”…), ale przez to przeszkadzają dostrzec istnienie lepszego odpowiednika. Oczywiście najgorsze jest, kiedy „tłumaczyć” próbują osoby o mentalności „nie warzne , jak sie muwi , ale co” i tak powstają już jednoznaczne potworki językowe takie jak „tester destynacji” (podobno prawdziwa nazwa zawodu – „tester destynacji” zajmuje się sprawdzaniem i ocenianiem miejsc wypoczynkowych). Oczywiście takiego poziomu Abiektowi nie zarzucam, ale „ekscepcjonalizm” to niedobre słowo. Także z tego nieoczywistego powodu, że z osobna wymagałoby sporego zastanowienia się nad tym, co to może znaczyć, bo (na szczęście…) nie ma po polsku słowa „ekscepcja”, a w dodatku polska wymowa trochę się różni.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Jakbyco

    Popieram. Na ogół jestem tolerancyjny, ale „ekscepcjonalizm” wyjątkowo nie przypadł mi do gustu. Nawet jeśli w słowniku jest takie słowo (?), tutaj należało użyć innego.

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Czytelnik

    „A może ta cała reszta jest zadowolona z obecnego stanu rzeczy i nie chce przyjmować stylu, metod walki, w ogóle walczyć o zmiany?”

    Jak ktoś jest zadowolony to po co zabiera głos?

  • Czytelnik

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ stereotyp

    Cała reszta jest być może zadowolona ze swojej stuacji, jednak nie jest zadowolona, że ma takich „reprezentantów”.
    Teraz jaśniej?

  • mała

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @Czytelnik

    Przecież to jest banalnie proste. Nie podoba Ci się sposób reprezentowania homoseksualistów przez działaczy? Pokaż to. Nie tutaj, bo utonie to w morzu anonimowych komentarzy, ale w przestrzeni publicznej. Nie podobają Ci się parady? To mów o tym otwarcie, najpierw swoim znajomym, potem mediom. Nie podoba Ci się wiązanie się gejów z lewicą? Ta sama droga. Niech inni zobaczą, że osoba, która jest niezadowolona też ma prawo głosu i prawo wyboru. Gadanie na anonimowych forach nic nie da, bo nikt nie weźmie Twojego głosu pod uwagę
    Części kobiet nie podobał się pomysł parytetów. Napisały w tej sprawie list protestacyjny do Komorowskiego, zdobyły podpisy kobiet z różnych kręgów. Media to podchwyciły, bo temat nośny.
    Jesteś gejem, który jest przeciwnikiem związków partnerskich? Zbierz podobnych sobie i napisz list otwarty do parlamentarzystów. SLD chce teraz przedstawić projekt ustawy, więc termin jest jak najbardziej odpowiedni.

  • czytelniczka

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    http://www.tvp.pl/publicystyka/aktualnosci/dlaczego-urodzilem-sie-gejem-w-afryce-the-guardian/4261787

    „Chociaż wraz z modernizacją Ugandy odchodzono do wielu pozostałości kolonialnej spuścizny, to homofobia jest silna jak nigdy. Parlament ma do czerwca rozpocząć dyskusję na temat ustawy zabraniającej homoseksualizmu. Przewiduje ona karę śmierci za „zuchwały homoseksualizm”, czyli za stosunki seksualne gejów i lesbijek zarażonych wirusem HIV, albo za uprawianie seksu z osobą tej samej płci poniżej 18 roku życia. Nowe prawo, zwane potocznie ustawą „zabić geja”, nakazuje pod groźbą kary informować odpowiednie władze o osobie uprawiającej praktyki homoseksualne, tym samym stanowi zagrożenie dla rodziców, rodzeństwa i przyjaciół takiej osoby. „

    Gdzieś się jednak mesydż przebija, że homofobia to spuścizna kolonialna…

  • reader

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Tak, przebija się. Tym bardziej dziwaczne jest lansowanie tezy, że:
    ” Wydarzenia w Ugandzie, gdzie medialna i polityczna homofobia doprowadziła do wielu ludzkich tragedii – choć przed pojawieniem się tam ruchu LGBT w „zachodnim” stylu, w państwie tym panował względny spokój – pokazują, że takich queerowych przestrzeni może ubywać wraz z powstawaniem dyskursu homofobicznego, który nie występował w tych krajach wcześniej. „

    Podczas gdy jest dokładnie odwrotnie. Potrzeba ruchów lgbt była nastepswem ostrej homofobii, za ktorą w ogromnej mierze ponoszą odpowiedzialność obecne tam kościoły chrześcijańskie. (90% Ugandyjczyków to chrześcijanie)
    W Polsce przed powstaniem ruchów LGBT w zachodnim stylu też nie było homofobii, praaawda!?;) Wszystko przez paskudnych dzialaczy.

  • Loth

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @Mała

    Dokładnie – zgadzam się! :)

  • Wojtaszek

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Poboczna dyskusja na temat religii bardzo mnie zainteresowała. Odniosłem wrażenie, że część wypowiadających się osób chyba nie za bardzo wie, o co chodzi w chrześcijaństwie. Najważniejszą zasadą tej religii jest przykazanie miłości (wiem, bo przeczytałem Ewangelię), z którym nie da się pogodzić prześladowania kogokolwiek. Jeśli kościoły chrześcijańskie promują homofobię, to jest to niechrześcijański element ich nauczania.

  • Peter Pan

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Wojtaszku,
    my to wszyscy wiemy. Tylko może wytłumacz to Watykanowi. Bo ostatnio nie podpisał deklaracji ONZ potępiającej prześladowanie homoseksualistów. Zamiast tego wyraził swą troskę z powodu dyskryminacji homofobów.
    Myślę zresztą, że jest tu niewiele osób, które atakują chrześcijaństwo jako takie. Mnie np. chodzi o katolicyzm i prawosławie, o kościół luterański nie.

    W przypadku tego pierwszego, istotna jest konkretna współczesna doktryna. Samo przykazanie miłości, nie jest bowiem żadnym argumentem, bo można je interpretować na 1000 sposobów. Dla Ciebie będzie oznaczało, że należy Ci się szacunek. A dla panów i pań z Frondy, że należy Ci „miłosiernie” uświadomić, że jesteś zboczeńcem, po to abyś poszedł się „leczyć” i mógł realizować swą miłość w „prawdziwy” sposób, czyli z kobietą.

  • Wojtaszek

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    Tak – dopóki „miłosiernie” uświadamiają mi, że jestem zboczeńcem – mogę ich po prostu nie słuchać. Nie mogą się wobec mnie dopuścić żadnych aktów przemocy, gdyż byłoby to niezgodne z tym, w co (twierdzą, że) wierzą. Należę do tych osób (może już nielicznych), którzy w społeczeństwie takim jak polskie, mimo wszystko czują się nienajgorzej. W krajach, gdzie dominuje islam bałbym się żyć. W Egipcie (któremu daleko do Iranu), ok. 80% badanych odpowiedziało twierdząco na pytanie, czy zdrada małżeńska powinna być karana śmiercią. Nie mam wątpliwości, że homoseksualizm powinien być wg nich podobnie karany. Myślę więc, że ci, którzy oskarżają europejskich homoseksualistów o islamofobię i tłumaczą im, że powinni bać się chrześcijan, nie do końca zdają sobie sprawę z tego, co mówią.

    „Izrael musi przestać prześladować Palestyńczyków! Palestyna musi przestać prześladować osoby LGBT!” – znakomite hasło!

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Wojtaszek

    Nic dodać, nic ująć.

  • ...?

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    skoro nic dodać nic ująć, to po co nabijać posty?

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ przedmówca

    Po to żebyś miał frajdę.

  • ...?

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    raczej po to, żebyś ty się mógł promować, dziecino.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ przedmówca

    Chyba miałeś wylew [...] interwencja detrollatora :) Jaka promocja, jaki lans? Tutaj?

  • Peter Pan

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    @ Wojtaszek

    Ja też się bardzo dobrze czuję w Polsce. I też uważam, że islam jest gorszy niż chrześcijaństwo, czemu zresztą dałem wyraz w poprzednich postach.
    Tylko ani moja sympatia do Polski ani mój krytycyzm w stosunku do islamu, nie zmieniają faktu, iż mamy pewien problem ze świeckością państwa i warto by go było rozwiązać a nie cieszyć się, że to lepsze niż szariat.

    Co do rękoczynów, myślę, że w ogóle ludzie na jako takim poziomie się ich nie dopuszczają a religijna konsekwencja lub jej brak w przypadku tych, którzy to jednak robią, nie bardzo mnie interesuje.
    Bardziej zajmuje mnie kwestia kościelnej doktryny, która szerzy nietolerancję wobec homoseksualistów oraz Watykanu, który woli bronić homofobów niż osób prześladowanych nota bene m.in. w krajach islamskich.

  • reader

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    „Tak – dopóki „miłosiernie” uświadamiają mi, że jestem zboczeńcem – mogę ich po prostu nie słuchać. Nie mogą się wobec mnie dopuścić żadnych aktów przemocy, gdyż byłoby to niezgodne z tym, w co (twierdzą, że) wierzą.”
    Niby racja. Niby robi jednak różnicę.
    O tym do czego może prowadzić gadanie różnych uświadamiaczy w poniższym linku:
    „http://en.wikipedia.org/wiki/Uganda_Anti-Homosexuality_Bill”
    Czyli o wizycie trzech miłosiernych uświadamiaczy z Exodus International w Ugandzie i co z ego wynikło.

  • czytelniczka

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 2]

    http://www.mattildabernsteinsycamore.com/gayrights_lip.html

    To jest długie i straszne, ale może wybaczycie mi wklejenie linka prawie bez komentarza – to trzeba przeczytać




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa